0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Jarosław Kaczyński – na zdjęciu u góry – w wybór nowego I prezesa SN wmieszał się w sobotę 24 maja 2026 roku. Data nie jest przypadkowa. We wtorek 26 maja kończy się kadencja obecnej I prezes SN, neo-sędzia Małgorzaty Manowskiej. Na jej miejsce jest 5 kandydatów, których wybrano już w lutym tego roku. Ale prezydent Karol Nawrocki zwleka z decyzją.

Spekuluje się, że faworytem na następcę Manowskiej jest dotychczasowy prezes Izby Karnej, neo-sędzia SN Zbigniew Kapiński. Dostał on największe poparcie na Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN (wzięli w nim udział tylko neo-sędziowie). Z medialnych publikacji wynika, że ma on największe szanse u prezydenta na powołanie. Ale na trzy dni przed końcem kadencji Manowskiej jego kandydaturę postanowił zablokować Kaczyński.

Na jego profilu na portalu X napisano: „26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku, nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego”.

We wpisie nie pada nazwisko Kapińskiego, ale to o niego chodzi. Bo to on w 2000 roku był w składzie orzekającym, który wydał wyrok lustracyjny. Uznano w nim, że prezydent Lech Wałęsa w PRL-u nie współpracował z SB i, że złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Sąd orzekł wtedy też, że dokumenty świadczące o współpracy Wałęsy z SB zostały sfałszowane przez bezpiekę.

Sprawa ma dla Jarosława Kaczyńskiego znaczenie ambicjonalne. Na początku lat 90 z bratem Lechem Kaczyńskim współpracowali z Lechem Wałęsą, gdy był on prezydentem. Jarosław Kaczyński był nawet szefem jego kancelarii, a jego brat nadzorował BBN. Ale potem ich drogi się rozeszły i oskarżali go o to, że był agentem „Bolkiem”. W 1993 Jarosław Kaczyński wziął udział w marszu na Belweder, wtedy spalono kukłę Wałęsy.

Przeczytaj także:

Jarosław Kaczyński stał się wrogiem Wałęsy. Potem życiorys Wałęsy prześwietlał też m.in. lustrator Sławomir Cenckiewicz; współpracownik innego lustratora Antoniego Macierewicza. Do niedawna Cenckiewicz był też szefem BBN, ale z powodu konfliktów w kancelarii prezydenta Nawrockiego sam zrezygnował.

To Cenckiewicz jest współautorem publikacji IPN o Wałęsie, na którą powołuje się w swoim wpisie na portalu X Kaczyński. W książce oskarżał legendę Solidarności o współpracę z SB w latach 70. Zarzucał sądowi lustracyjnemu, że pominął część dokumentów. I dziś Cenckiewicz jest jednym z tych, którzy publicznie chcą utrącić teraz kandydaturę Kapińskiego na I prezesa SN.

Ale Kapiński ma obrońców. Najpierw zaczęła go bronić Małgorzata Manowska. Wydała nawet w tej sprawie 12 maja 2026 roku oświadczenie, które zamieszczono na stronie SN. Ataki na Kapińskiego uznała za dezinformację i za presję na wybór I prezesa SN. Broniła też wyroku lustracyjnego ws. Wałęsy. Zapewniała, że wydano go w oparciu o wówczas dostępne sądowi dokumenty.

Według „Newsweeka” Manowska miała zabiegać o poparcie dla Kapińskiego w kancelarii prezydenta. „Newsweek” pisze też, że Kapińskiego popiera były prezydent Andrzej Duda – dobry znajomy Manowskiej -, były premier Mateusz Morawiecki, czy była prezeska TK Julia Przyłębska. Pozytywnie się też o nim wypowiadał prezydencki minister Zbigniew Bogucki.

To dlatego Kaczyński na ostałej prostej przystąpił do ataku, by utrącić tę kandydaturę. Przeważyła wrogość do Lecha Wałęsy.

08.07.1990 GDANSK SPOTKANIE W STOCZNI GDANSKIEJ STOCZNIA GDANSKA SALA BHP
JAROSLAW KACZYNSKI I LECH WALESA

FOT. TOMASZ WIERZEJSKI / Agencja Wyborcza.pl
Lipiec 1990. Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński na spotkaniu parlamentarzystów ze stoczniowcami w Gdański. Tu jeszcze byli dobrymi współpracownikami. Fot. Tomasz Wierzejski/Agencja Wyborcza.pl.
Jarosław Kaczyński i Lech Wałęsa spotkali się po blisko 30 latach na sali sądowej Sądu Okręgowego w Gdańsku w 2018 roku. Kaczyński pozwał Wałęsę za słowa o stanie jego zdrowia psychicznego i za słowa, że kazał swojemu bratu lądować w Smoleńsku. Wałęsa proces przegrał. Fot. Jan Rusek/Agencja Wyborcza.pl.

Dlaczego Kaczyński nie chce wypuścić z rąk kontroli nad SN

Neo-sędzia SN Zbigniew Kapiński mógł być uznany przez prezesa PiS za tzw. niepewny czynnik. Tym bardziej że zdobyte za władzy PiS przyczółki w sądach są dla tej partii ważne, by pilnować w nich wpływów. I, by dalej blokować przy pomocy „swoich” sędziów przywracanie praworządności przez rząd Tuska.

SN jest tu kluczowy, bo może uchylać prawomocne wyroki, w tym te przyszłe, skazujące za afery polityków PiS. Sąd Najwyższy orzeka o ważności wyborów. Może też podważać decyzje kadrowe w wymiarze sprawiedliwości np. zmiany personalne w prokuraturze. Co już się dzieje. Bo neo-sędziowie mają już większość w SN.

I co ważne I prezes SN jest też prezesem Trybunału Stanu, który rozlicza polityków. A polityków z PiS chce przed Trybunałem stawiać rząd Tuska, co na razie skutecznie blokuje Manowska.

Kontrola nad najważniejszym sądem w Polsce jest jeszcze ważna dla PiS z jednego powodu. Partia Kaczyńskiego straciła wpływy w KRS-ie (daje awanse sędziom), do którego Koalicja w Sejmie wybrała nowy skład sędziowski. PiS powoli traci też wpływy w TK, do którego Koalicja wybrała nowych sędziów. Kaczyńskiemu zostaje jeszcze tylko SN, który będzie nową redutą oporu przeciwko przywracaniu praworządności.

A Kapiński z dużym doświadczeniem jako sędzia karny, który jest bardziej koncyliacyjny niż inni kandydaci na I prezesa SN, może wydawać się niepewny w tej układance. A wyrok sprzed 26 lat ws. Wałęsy; wydaje się tylko pretekstem, by zablokować jego kandydaturę.

I nie ma tu znaczenia, że po nominowaniu w 2021 roku Kapińskiego do SN przez nielegalną neo-KRS, przejął on kontrolę nad Izbą Karną (jako prezes, którego powołał prezydent Duda). I wziął udział w wydaniu uchwały, która podważa zmiany w prokuraturze przeprowadzone w 2024 roku.

Żeby teraz powołać Kapinskiego, prezydent Nawrocki musiałby postawić się Kaczyńskiemu i wybić na tzw. niepodległość. Jeśli jednak kandydatura Kapińskiego przepadnie, to zostanie on z niczym. Bo 27 maja 2026 roku kończy się mu kadencja na stanowisku prezesa Izby Karnej. Jest już trzech kandydatów na jego następcę. Kapiński w wyborach na prezesa Izby Karnej – odbyły się w marcu 2026 roku – nie startował, bo liczył na ważniejszy stołek I prezesa SN.

Czyli prezydent musi teraz powołać nie tylko I prezesa SN, ale też prezesa Izby Karnej. To nie koniec. Od blisko pół roku prezydent zwleka też z powołanie prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej. O kandydatach piszemy dalej.

Neo-sędzia SN Zbigniew Kapiński. Kandyduje na I prezesa SN. Fot. Robert Kowalewski/Agencja Wyborcza.pl.

Kto za Manowską na I prezesa

Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN w lutym 2026 roku wybrało pięciu kandydatów na nowego I prezesa SN. Legalni sędziowie SN zbojkotowali wybory kandydatów, bo nie chcieli obradować razem z wadliwymi neo-sędziami.

I tak na biurko prezydenta trafiło pięć nazwisk neo-sędziów, kandydatów na I prezesa To:

  • Zbigniew Kapiński, wieloletni sędzia karnista, który przed przejściem do SN był legalnym sędzią apelacyjnym w Warszawie. Na Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN dostał 18 głosów. Obecnie jest jeszcze na stanowisku prezesa Izby Karnej. I nie pozwala legalnym sędziom z tej Izby rozpoznawać wniosków o wyłączenia neo-sędziów. W związku ze swoimi decyzjami jako prezes Izby dostał zarzuty dyscyplinarne. Ale Kapiński wysyłał sygnały, że jest koncyliacyjny. Pozostawił na stanowiskach przewodniczących wydziałów legalnych sędziów, co zazwyczaj nie dzieje się w innych Izbach.
  • Tomasz Demendecki z nielegalnej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Na Zgromadzeniu dostał 5 głosów. To były komornik z Lublina. Na I prezesa SN kandydował już w 2020 roku, ale wtedy prezydent Duda postawił na Manowską. Obecnie jest też kandydatem na prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN, którego też wskaże prezydent. Demendecki zna ze studiów byłego wiceministra sprawiedliwości rządzie PiS Łukasza Piebiaka, główną postać w aferze hejterskiej. Był promotorem jego doktoratu.
  • Paweł Czubik z nielegalnej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Na Zgromadzeniu dostał 9 głosów. Związany jest z ultrakatolickim Ordo Iuris i stowarzyszeniem Prawnicy dla Polski, którym kieruje sędzia Łukasz Piebiak. Obaj kandydują też do odnowionej KRS i byli na prawicowym zlocie na Węgrzech w 2025 roku. Czubik i Piebiak są też w polsko-węgierskiej Sieci Profesorów, która skupia prawników o konserwatywnych poglądach. Czubik był jeszcze recenzentem doktoratu Piebiaka.
  • Aleksander Stępkowski z nielegalnej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Na Zgromadzeniu dostał 5 głosów. To współtwórca ultrakatolickiego Ordo Iuris i wiceszef MSZ w rządzie PiS. To były rzecznik SN. Jest w polsko-węgierskiej Sieci Profesorów.
  • Mariusz Załucki, profesor związany z Uniwersytetem Rzeszowskim. Na Zgromadzeniu dostał 13 głosów. Nie jest szerzej znany. Do SN trafił w 2022 roku. Wcześniej nie miał żadnego doświadczenia w orzekaniu. W SN jest też zastępcą rzecznika dyscyplinarnego. Jest uważany za tzw. jastrzębia. Co widać po jego decyzjach. Jako zastępca rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów SN postawił zarzuty dyscyplinarne neo-sędziemu Grzegorzowi Żmijowi, który od kilku lat wykonuje wyroki ETPCz i TSUE i powstrzymuje się od orzekania. Załucki wydał też tzw. wytyk wobec trzech sędzi apelacyjnych z Warszawy. Wytyk to rodzaj kary orzeczniczej, za kwestionowanie statusu neo-sędziów. Zarzucił im kwestionowanie „porządku konstytucyjnego”.
07.08.2025 Warszawa , Krakowskie Przedmiescie , Palac Prezydencki . Prezydent Karol Nawrocki (l) i powolany na szefa biura bezpieczenstwa narodowego Slawomir Cenckiewicz (p) podczas uroczystosci powolania Kierownictwa Kancelarii Prezydenta RP , pierwszego dnia urzedowania .
Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl
Prezydent Karol Nawrocki i były szef BBN Sławomir Cenckiewicz, który teraz chce zablokować kandydaturę Kapińskiego na I prezesa SN. Zdjęcie zrobiono w sierpniu 2025 roku, gdy Cenckiewicz został powołany na szefa BBN. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Wyborcza.pl.

Nawrocki zwleka z powołaniem prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej

Od grudnia 2025 roku prezydent Nawrocki nie powołał prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Wakat powstał tu, gdy w stan spoczynku przeszedł dotychczasowy prezes, legalny sędzia SN Wiesław Kozielewicz. Zgromadzenie wyborcze w tej Izbie odbyło się już w grudniu. Wybrano wtedy 3 kandydatów. To:

  • Neo-sędzia Maria Szczepaniec, która na co dzień orzeka w nielegalnej Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Na Zgromadzeniu Sędziów tej Izby dostała 3 głosy. Szczepaniec, zanim dzięki nominacji nielegalnej neo-KRS trafiła do SN, była związana z UKSW. Jest doktorem prawa. Nie sądziła wcześniej. W Izbie Odpowiedzialności Zawodowej ostatnio zakwestionowała legalność zmian w prokuraturze przeprowadzonych w styczniu 2024 roku.
  • Neo-sędzia Tomasz Demendecki, też na co dzień orzeka w nielegalnej Izbie Kontroli. Dostał 3 głosy. Kandyduje też na I prezesa SN.
  • Legalna sędzia SN Barbara Skoczkowska, która na co dzień orzeka w Izbie Karnej. Dostała 1 głos. Skoczkowska wydała orzeczenie, w którym podważyła legalność Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Nie orzeka z neo-sędziami. Na Zgromadzeniu dostała jeden głos.

W Izbie Odpowiedzialności Zawodowej SN do obsadzenia są jeszcze trzy wakaty orzecznicze po sędziach i neo-sędziach, którzy przeszli w stan spoczynku. Wylosowano już kandydatów do orzekania w tej Izbie. Ale prezydent do wyznaczenia ich potrzebuje kontrasygnaty premiera Donalda Tuska, a ten mu jej nie da. Obecnie w Izbie orzeka 5 neo-sędziów i 2 legalnych sędziów SN.

Neo-sędzia SN Maria Szczepaniec. Kandyduje na prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Kto za Kapińskiego na prezesa Izby Karnej

Z kolei pod koniec marca 2026 roku dobyło się Zgromadzenie Sędziów Izby Karnej, które wybrało trzech kandydatów na nowego prezesa tej Izby. Bo obecnemu prezesowi w maju kończy się kadencja. W Zgromadzeniu nie brali udziału legalni sędziowie SN, którzy mają tu jeszcze większość. Tu prezydent też do tej pory nie podjął decyzji. I tak na stanowisko prezesa Izby Karnej kandydują:

  • Igor Zgoliński, który dostał największe poparcie. Na Zgromadzeniu Sędziów Izby Karnej dostał 8 głosów. To doktor prawa, związany z Kujawsko-Pomorską Szkołą Wyższą. Zanim w 2020 roku został wadliwym neo-sędzią SN, był sędzią Sądu Okręgowego w Toruniu. Obecnie jest rzecznikiem prasowym SN. Zgoliński, choć jest neo-sędzią, podpisał historyczny apel polskich sędziów z 2021 roku o wykonanie przez rząd PiS orzeczeń TSUE ws. nielegalnej Izby Dyscyplinarnej. Z kolei w 2024 roku brał udział w składzie orzekającym, który podważył legalność zmian w prokuraturze, wprowadzonych w styczniu 2024 roku przez rząd Tuska. Orzeczenia wydane z udziałem neo-sędziego Zgolińskiego są kwestionowane przez legalnych sędziów SN.
  • Małgorzata Bednarek, która dostała 3 głosy. To była prokuratorka związana ze stowarzyszeniem Ad Vocem, skupiającym prokuratorów bliskich Zbigniewowi Ziobrze, tzw. ziobrystów. Bednarek była współzałożycielką Ad Vocem i jego szefową. Pracowała nad ustawą o prokuraturze, która podporządkowała ją rządowi, a Ziobrze dała ogromną władzę nad prokuratorami.

O Bednarek było głośno. Wsławiła się oskarżaniem sędziów z Bielska-Białej o rzekomy układ za czasów pierwszego rządu PiS, ale jej zarzuty potem sąd umorzył. Mimo to awansowała. Trafiła aż do Prokuratury Krajowej. W 2018 roku dostała od nielegalnej neo-KRS nominację do nielegalnej Izby Dyscyplinarnej SN. W tej Izbie dała się poznać jako zwolenniczka ostrego karania sędziów. Jako skład orzekający łamała tu zabezpieczenia TSUE zawieszające pracę Izby i dalej wydawała decyzje. Nie respektowała prawa unijnego.

Po likwidacji przez rząd PiS w 2022 roku Izby Dyscyplinarnej – zastąpiła ją Izba Odpowiedzialności Zawodowej – Bednarek przeniosła się do Izby Karnej. A tu legalni sędziowie podważyli jej status. Zrobili jej test na niezależność, który wypadł dla niej negatywnie.

  • Antoni Bojańczyk, który dostał 1 głos. Jego status jako neo-sędziego SN też jest kwestionowany. Z tego powodu ETPCz za wadliwe wyroki wydane z jego udziałem zasądził polskim obywatelom aż 640 tysięcy złotych odszkodowania. Bojańczyk jest rekordzistą wśród neo-sędziów SN, państwo polskie za jego wyroki wypłaciło najwięcej odszkodowań.

Bojańczyk dzięki nominacji nielegalnej neo-KRS najpierw trafił do nielegalnej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych działającej przy SN. Potem przeniósł się do Izby Karnej. Jest profesorem związanym z UW. Wcześniej nigdy nie był sędzią, był adwokatem.

Neo-sędzia SN Igor Zgoliński. Kandyduje na prezesa Izby Karnej. Fot. Mariusz Jałoszewski.
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze