Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie zgadza, by I prezesem SN został neo-sędzia Zbigniew Kapiński. Do tej kandydatury ma przychylać się prezydent Karol Nawrocki, ale prezes PiS dał mu ostre ostrzeżenie. W tle jest ponad 30-letnia wojna Kaczyńskiego z Lechem Wałęsą.
Jarosław Kaczyński – na zdjęciu u góry – w wybór nowego I prezesa SN wmieszał się w sobotę 24 maja 2026 roku. Data nie jest przypadkowa. We wtorek 26 maja kończy się kadencja obecnej I prezes SN, neo-sędzia Małgorzaty Manowskiej. Na jej miejsce jest 5 kandydatów, których wybrano już w lutym tego roku. Ale prezydent Karol Nawrocki zwleka z decyzją.
Spekuluje się, że faworytem na następcę Manowskiej jest dotychczasowy prezes Izby Karnej, neo-sędzia SN Zbigniew Kapiński. Dostał on największe poparcie na Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN (wzięli w nim udział tylko neo-sędziowie). Z medialnych publikacji wynika, że ma on największe szanse u prezydenta na powołanie. Ale na trzy dni przed końcem kadencji Manowskiej jego kandydaturę postanowił zablokować Kaczyński.
Na jego profilu na portalu X napisano: „26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku, nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego”.
We wpisie nie pada nazwisko Kapińskiego, ale to o niego chodzi. Bo to on w 2000 roku był w składzie orzekającym, który wydał wyrok lustracyjny. Uznano w nim, że prezydent Lech Wałęsa w PRL-u nie współpracował z SB i, że złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Sąd orzekł wtedy też, że dokumenty świadczące o współpracy Wałęsy z SB zostały sfałszowane przez bezpiekę.
Sprawa ma dla Jarosława Kaczyńskiego znaczenie ambicjonalne. Na początku lat 90 z bratem Lechem Kaczyńskim współpracowali z Lechem Wałęsą, gdy był on prezydentem. Jarosław Kaczyński był nawet szefem jego kancelarii, a jego brat nadzorował BBN. Ale potem ich drogi się rozeszły i oskarżali go o to, że był agentem „Bolkiem”. W 1993 Jarosław Kaczyński wziął udział w marszu na Belweder, wtedy spalono kukłę Wałęsy.
Jarosław Kaczyński stał się wrogiem Wałęsy. Potem życiorys Wałęsy prześwietlał też m.in. lustrator Sławomir Cenckiewicz; współpracownik innego lustratora Antoniego Macierewicza. Do niedawna Cenckiewicz był też szefem BBN, ale z powodu konfliktów w kancelarii prezydenta Nawrockiego sam zrezygnował.
To Cenckiewicz jest współautorem publikacji IPN o Wałęsie, na którą powołuje się w swoim wpisie na portalu X Kaczyński. W książce oskarżał legendę Solidarności o współpracę z SB w latach 70. Zarzucał sądowi lustracyjnemu, że pominął część dokumentów. I dziś Cenckiewicz jest jednym z tych, którzy publicznie chcą utrącić teraz kandydaturę Kapińskiego na I prezesa SN.
Ale Kapiński ma obrońców. Najpierw zaczęła go bronić Małgorzata Manowska. Wydała nawet w tej sprawie 12 maja 2026 roku oświadczenie, które zamieszczono na stronie SN. Ataki na Kapińskiego uznała za dezinformację i za presję na wybór I prezesa SN. Broniła też wyroku lustracyjnego ws. Wałęsy. Zapewniała, że wydano go w oparciu o wówczas dostępne sądowi dokumenty.
Według „Newsweeka” Manowska miała zabiegać o poparcie dla Kapińskiego w kancelarii prezydenta. „Newsweek” pisze też, że Kapińskiego popiera były prezydent Andrzej Duda – dobry znajomy Manowskiej -, były premier Mateusz Morawiecki, czy była prezeska TK Julia Przyłębska. Pozytywnie się też o nim wypowiadał prezydencki minister Zbigniew Bogucki.
To dlatego Kaczyński na ostałej prostej przystąpił do ataku, by utrącić tę kandydaturę. Przeważyła wrogość do Lecha Wałęsy.
Neo-sędzia SN Zbigniew Kapiński mógł być uznany przez prezesa PiS za tzw. niepewny czynnik. Tym bardziej że zdobyte za władzy PiS przyczółki w sądach są dla tej partii ważne, by pilnować w nich wpływów. I, by dalej blokować przy pomocy „swoich” sędziów przywracanie praworządności przez rząd Tuska.
SN jest tu kluczowy, bo może uchylać prawomocne wyroki, w tym te przyszłe, skazujące za afery polityków PiS. Sąd Najwyższy orzeka o ważności wyborów. Może też podważać decyzje kadrowe w wymiarze sprawiedliwości np. zmiany personalne w prokuraturze. Co już się dzieje. Bo neo-sędziowie mają już większość w SN.
I co ważne I prezes SN jest też prezesem Trybunału Stanu, który rozlicza polityków. A polityków z PiS chce przed Trybunałem stawiać rząd Tuska, co na razie skutecznie blokuje Manowska.
Kontrola nad najważniejszym sądem w Polsce jest jeszcze ważna dla PiS z jednego powodu. Partia Kaczyńskiego straciła wpływy w KRS-ie (daje awanse sędziom), do którego Koalicja w Sejmie wybrała nowy skład sędziowski. PiS powoli traci też wpływy w TK, do którego Koalicja wybrała nowych sędziów. Kaczyńskiemu zostaje jeszcze tylko SN, który będzie nową redutą oporu przeciwko przywracaniu praworządności.
A Kapiński z dużym doświadczeniem jako sędzia karny, który jest bardziej koncyliacyjny niż inni kandydaci na I prezesa SN, może wydawać się niepewny w tej układance. A wyrok sprzed 26 lat ws. Wałęsy; wydaje się tylko pretekstem, by zablokować jego kandydaturę.
I nie ma tu znaczenia, że po nominowaniu w 2021 roku Kapińskiego do SN przez nielegalną neo-KRS, przejął on kontrolę nad Izbą Karną (jako prezes, którego powołał prezydent Duda). I wziął udział w wydaniu uchwały, która podważa zmiany w prokuraturze przeprowadzone w 2024 roku.
Żeby teraz powołać Kapinskiego, prezydent Nawrocki musiałby postawić się Kaczyńskiemu i wybić na tzw. niepodległość. Jeśli jednak kandydatura Kapińskiego przepadnie, to zostanie on z niczym. Bo 27 maja 2026 roku kończy się mu kadencja na stanowisku prezesa Izby Karnej. Jest już trzech kandydatów na jego następcę. Kapiński w wyborach na prezesa Izby Karnej – odbyły się w marcu 2026 roku – nie startował, bo liczył na ważniejszy stołek I prezesa SN.
Czyli prezydent musi teraz powołać nie tylko I prezesa SN, ale też prezesa Izby Karnej. To nie koniec. Od blisko pół roku prezydent zwleka też z powołanie prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej. O kandydatach piszemy dalej.
Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN w lutym 2026 roku wybrało pięciu kandydatów na nowego I prezesa SN. Legalni sędziowie SN zbojkotowali wybory kandydatów, bo nie chcieli obradować razem z wadliwymi neo-sędziami.
I tak na biurko prezydenta trafiło pięć nazwisk neo-sędziów, kandydatów na I prezesa To:
Od grudnia 2025 roku prezydent Nawrocki nie powołał prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Wakat powstał tu, gdy w stan spoczynku przeszedł dotychczasowy prezes, legalny sędzia SN Wiesław Kozielewicz. Zgromadzenie wyborcze w tej Izbie odbyło się już w grudniu. Wybrano wtedy 3 kandydatów. To:
W Izbie Odpowiedzialności Zawodowej SN do obsadzenia są jeszcze trzy wakaty orzecznicze po sędziach i neo-sędziach, którzy przeszli w stan spoczynku. Wylosowano już kandydatów do orzekania w tej Izbie. Ale prezydent do wyznaczenia ich potrzebuje kontrasygnaty premiera Donalda Tuska, a ten mu jej nie da. Obecnie w Izbie orzeka 5 neo-sędziów i 2 legalnych sędziów SN.
Z kolei pod koniec marca 2026 roku dobyło się Zgromadzenie Sędziów Izby Karnej, które wybrało trzech kandydatów na nowego prezesa tej Izby. Bo obecnemu prezesowi w maju kończy się kadencja. W Zgromadzeniu nie brali udziału legalni sędziowie SN, którzy mają tu jeszcze większość. Tu prezydent też do tej pory nie podjął decyzji. I tak na stanowisko prezesa Izby Karnej kandydują:
O Bednarek było głośno. Wsławiła się oskarżaniem sędziów z Bielska-Białej o rzekomy układ za czasów pierwszego rządu PiS, ale jej zarzuty potem sąd umorzył. Mimo to awansowała. Trafiła aż do Prokuratury Krajowej. W 2018 roku dostała od nielegalnej neo-KRS nominację do nielegalnej Izby Dyscyplinarnej SN. W tej Izbie dała się poznać jako zwolenniczka ostrego karania sędziów. Jako skład orzekający łamała tu zabezpieczenia TSUE zawieszające pracę Izby i dalej wydawała decyzje. Nie respektowała prawa unijnego.
Po likwidacji przez rząd PiS w 2022 roku Izby Dyscyplinarnej – zastąpiła ją Izba Odpowiedzialności Zawodowej – Bednarek przeniosła się do Izby Karnej. A tu legalni sędziowie podważyli jej status. Zrobili jej test na niezależność, który wypadł dla niej negatywnie.
Bojańczyk dzięki nominacji nielegalnej neo-KRS najpierw trafił do nielegalnej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych działającej przy SN. Potem przeniósł się do Izby Karnej. Jest profesorem związanym z UW. Wcześniej nigdy nie był sędzią, był adwokatem.
Sądownictwo
Zbigniew Bogucki
Andrzej Duda
Jarosław Kaczyński
Małgorzata Manowska
Mateusz Morawiecki
Karol Nawrocki
Julia Przyłębska
Lech Wałęsa
Kancelaria Prezydenta
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prawo i Sprawiedliwość
Sąd Najwyższy
Izba Karna
Izba Odpowiedzialności Zawodowej
lustracja
praworządność
Sławomir Cenckiewicz
Zbigniew Kapiński
Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze