0:00
10 września 2020

Kaczyński jako lewak, czyli odlot futerkowy: "Kościół mówi, że zwierzęta mogą nam służyć na skóry"

"Nieprawicowe, niekonserwatywne", "kojarzy się z dziwnym pojęciem humanitaryzmu wobec zwierząt", "bratanie się z lewactwem" - to tylko wybrane reakcje politycznej i medialnej prawicy na zamiar likwidacji przemysłu futrzarskiego przez PiS

Wydrukuj

Przedstawiona przez PiS we wtorek 8 września tzw. Piątka dla Zwierząt rozbudziła po raz kolejny nadzieję organizacji prozwierzęcych na fundamentalne zmiany prawne, które poprawiłyby los non-human animals w Polsce. Lista jest imponująca, choć znana, bo powtarza szereg postulatów z PiS-owskiego projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt z 2017 roku.

Mamy więc tu więc m.in. zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach, ubój rytualny tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych, koniec z prywatnymi schroniskami, czy zakaz stałego trzymania psów na łańcuchach. I oczywiście zakaz hodowli zwierząt na futra.

I to właśnie ta zmiana najbardziej burzy krew części medialnej i politycznej prawicy. Bo o ile politycy PiS projekt chwalą - nie licząc Jana Krzysztofa Ardanowskiego, o czym niżej - to już Konfederaci nie.

Krytykują też media na ogół przychylne PiS, takie jak Radio Maryja i tygodnik "Do Rzeczy".

W wypowiedziach odbijają się echa propagandy, którą od lat starał się karmić opinię publiczną, media i polityków przemysł futrzarski, ze Szczepanem Wójcikiem, czołowym lobbystą futrzarskim, na czele.

Kaczyński i futerka, czyli etap cywilizacyjny

"Od wielu lat mówiliśmy, że nadejdzie moment, gdy na taką działalność w Polsce nie będzie miejsca. Branża futrzarska miała wiele czasu, by przygotować się do nadchodzących zmian" - powiedział portalowi wpolityce.pl Radosław Fogiel, rzecznik partii rządzącej. Dodał, że przyzwolenie społeczne dla tej branży w Polsce się wyczerpuje a w kilkunastu krajach Europy już nie ma takich hodowli.

"Polska była tutaj stawiana niejako w roli kolonii czy kraju Trzeciego Świata, gdzie można wyekspediować »nieelegancką« działalność, której nie chciałoby się mieć u siebie. Nie chcemy, aby Polska była traktowana w ten sposób" - zaznaczył.

Słowa Fogiela o topniejącym przyzwoleniu społecznym dla branży futerkowej są trafione. Badania CBOS z początku 2018 roku mówiły, że za zakazem hodowli jest 59 proc. Polek i Polaków. Z kolei badanie wykonane przez Centrum Badawczo-Rozwojowe Biostat we wrześniu 2019 roku wykazało, że zakaz popiera już 69,5 proc. badanych.

O zakazie - i w ogóle całej propozycji zmian - bardzo pozytywnie wypowiedział się też Kacper Płażyński, PiS-owski kandydat na prezydenta Gdańska w ostatnich wyborach. "Uważam, że jesteśmy na takim etapie cywilizacyjnym i rozwoju Polski, że nie musimy zajmować się w Polsce takim wątpliwym etycznie i moralnie przemysłem, żeby Polacy mogli godnie żyć" - powiedział Onetowi.

Ardanowski i jego "inne zdanie"

Wydaje się natomiast, że źle kolejną zapowiedź likwidacji branży futerkowej przyjął minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Na tyle źle, by odmówić Onetowi komentarza. "Proszę pytać pana prezesa, nie mnie" - powiedział krótko i się rozłączył.

Bo Ardanowski ma - jak sam powiedział - "inne zdanie niż prezes Kaczyński" w kwestii futer. W przeszłości, jak w 2016 roku ujawnił „Newsweek”, Ardanowski był ekspertem Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia. Jej szefem jest Szczepan Wójcik, hodowca norek i lobbysta pro-futrzarski.

Jak mówił portalowi money.pl w lipcu tego roku, "człowiek ma prawo wykorzystywać i hodować wszystkie zwierzęta. Pod warunkiem, że robi to w dobrych warunkach".

Ten biznes cierpieniem stoi

Ale problem w tym, że na fermach, gdzie wszystko jest podporządkowane ekonomicznemu sukcesowi, nie ma miejsca na dobre warunki dla zwierząt futerkowych i nie da się tam zaspokoić ich naturalnych potrzeb.

Cierpienie zwierząt jest po prostu warunkiem rentowności tego biznesu.

Pouczający w tym względzie był opublikowany na początku 2020 roku przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki „Raport o dobrostanie lisów”.

Czytamy w nim, że klatka dla pojedynczego lisa, w której spędza on całe swoje życie, ma powierzchnię 0,6 m kw. Tymczasem na wolności lisy zajmują terytoria, których wielkość – jak podają cytowane przez organizację badania – waha się między 400-1600 ha na obszarach wiejskich. A na obszarach polarnych i subpolarnych może to być nawet 3000 ha.

Tak skrajne ograniczenie przestrzeni życiowej w hodowlach sprawia, że lisy nie tylko nie mogą się wybiegać. Niemożliwe staje się również zaspokojenie innej naturalnej potrzeby – eksploracji otoczenia, która dostarcza różnorodnych bodźców, np. zapachowych.

W efekcie może to prowadzić do tzw. stereotypii ruchowych (np. uporczywego, "zapętlonego" wykonywania tej samej czynności). Bywa jednak, że zaburzenia przyjmują dużo ostrzejszą formę, np. lis rzuca się na ściany klatki, co może prowadzić do urazów. Albo samookalecza się: wygryza sobie włosy, a nawet rani się w nogi, ogon czy brzuch.

Powszechnie występującym zjawiskiem na fermach jest też dzieciobójstwo. Zabijanie małych lisków przez matki najczęściej poprzedza gryzienie i odgryzanie im ogonów.

Konfederaci: futra to "znaczący dział polskiego rolnictwa"

Przeciwna likwidacji branży jest Konfederacja, co nie powinno dziwić, ponieważ środowiska futrzarzy i nacjonalistów są ze sobą blisko. Ze środowiska narodowców wywodzi się np. Marek Miśko, redaktor naczelny należącego do Szczepana Wójcika portalu wsensie.pl.

"Nauka Kościoła i moralność chrześcijańska jest taka, że zwierzęta należy traktować dobrze, ale mogą służyć człowiekowi zarówno na mięso jak i na skóry" - mówił w Polsat News poseł Krzysztof Bosak. Jego zdaniem trzeba poprawiać warunki na fermach, ale nie ich zakazywać.

"Jakiekolwiek nieprawidłowości w działalności gospodarczej nie są podstawą do jej zakazania, ale do efektywnego wprowadzenia standardów, które wspólnie - jako społeczeństwo - uznamy za minimalne. Dotyczy to hodowców zwierząt i wszystkich innych branż. Brońmy wolności gospodarczej!" - napisał Bosak na Twitterze 8 września.

View post on Twitter

Z kolei poseł Robert Winnicki z Ruchu Narodowego, na Twitterze pisał, że hodowla futer - obok eksportu mięsa pochodzącego z uboju rytualnego - to "znaczące działy polskiego rolnictwa" a zakaz hodowli i uboju to "agenda radykalnej lewicy, panie Kaczyński".

View post on Twitter

Mit "znaczącej roli" branży

Przekonanie o "znaczącej roli" branży futerkowej to, krótko mówiąc, mit. Raport opublikowany w lutym 2018 roku przez Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych wskazywał, że faktyczne zatrudnienie na fermach znajduje ok. 4 tys. osób, a nie 50 tys., jak futrzarze przekonywali przez lata.

Według zawartych w raporcie wyliczeń, polska produkcja futerkowa odpowiada za 0,08 proc. PKB, 0,16 proc. polskiego eksportu, a udział w podatkach i składkach to zaledwie 0,014 proc.

Inny raport z marca 2020, przygotowany wspólnie przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki i Fundację Viva!, pokazał, że branża futrzarska w Polsce jest w kryzysie, jeśli w ogóle się nie zwija.

Od kwietnia 2016 roku do momentu publikacji raportu zamknięto 192 fermy zwierząt futerkowych, a więc blisko 1/3 wszystkich istniejących. Znacznie spadł też eksport: w 2015 roku z Polski wyjeżdżało 9,3 mln skórek za 158,34 zł za sztukę; w całym 2019 - sprzedano 6,6 mln sztuk, ale już za 96,28 zł za sztukę. Czyli w 2019 roku eksport w porównaniu do 2015 spadł o 29 proc. a cena za sztukę - o 39 proc.

Na świecie obserwuje się też odwrót od futer. Dotąd z ich wykorzystywania wycofały się takie marki odzieżowe, jak Burberry, Lacoste i Prada. W 2019 roku do prowadzonego Stowarzyszenie Otwarte Klatki programu "Sklepy Wolne od Futer" dołączyło 21 sieci sklepów i marek, w tym Deni Cler, Vistula, Wólczanka i Bytom.

Wójcik w Radiu Maryja: "Czuję się zdradzony przez PiS"

"Obecny projekt ustawy jest dużo bardziej ambitny, solidnie przemyślany, obejmuje cały zakres spraw, które dla osób przejmujących się losem zwierząt, a ja do nich należę, są ważne. [...] Nie jest to propozycja ideologiczna, nie zrównuje zwierząt z ludźmi, ale przypomina o chrześcijańskim obowiązku szacunku dla braci mniejszych - co nie oznacza, że czasem nie musimy ich zabijać, używać. Ale nigdy nie czerpiemy z tego przyjemności i czynimy to tylko tego wtedy, gdy jest to konieczne" - napisał Michał Karnowski na portalu wpolityce.pl.

Ale był to bardzo odosobniony głos na medialnej prawicy, która do propozycji PiS odniosła się raczej negatywnie. Wyraźne stanowisko zajęło Radio Maryja Tadeusza Rydzyka, od lat wspierające medialnie futrzarzy. Jeszcze w dniu ogłoszenia "Piątki dla Zwierząt" zaprosiło na antenę Szczepana Wójcika.

Ten znalazł się w podwójnym klinczu. Bo z jednej strony 8 września pojawiła propozycja zakazu hodowli futerkowej, z drugiej - tego samego dnia portal Onet opublikował film "Krwawy biznes futerkowców" autorstwa Janusza Schwertnera. Pokazano w nim tragiczną sytuację zwierząt na należącej do Wójcika fermie zwierząt. Wcześniej lobbysta i przedsiębiorca wielokrotnie publicznie zapewniał, że u niego zwierzęta nie cierpią.

"Jako obywatel czuję się zdradzony przez Prawo i Sprawiedliwość, które ewidentnie dogadało się z niemieckimi mediami, aby zdradzić polskie rolnictwo i wprowadzić zakazy w tych sektorach, które są solą w oku naszej niemieckiej konkurencji" - mówił w spiskowym tonie Wójcik. "Apeluję do polityków Prawa i Sprawiedliwości o powściągliwość w brataniu się z lewacką ideologią" - dodał.

Inne głosy, które dopuściło na antenę Radio Maryja, w tym Moniki Przeworskiej z Instytutu Gospodarki Rolnej (założonego przez Wójcika) były wyłącznie krytyczne względem zaproponowanych przez PiS zmian.

Naczelny "Do Rzeczy": to pomysł niekonserwatywny, nieprawicowy

Negatywnie o "Piątce dla Zwierząt" na antenie telewizji wRealu24 wypowiadał się również Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy".

"Człowiek ma prawo korzystać ze zwierząt. Ma prawo je hodować, ma prawo wykorzystywać ich mięso do jedzenia, to wynika z całej naszej tradycji. Tym, co jest jednym z głównych zagrożeń dla naszej kultury, jest zamazywanie granic między człowiekiem a resztą świata zwierzęcego" - mówił.

Dodał, że uzasadnienie ustawy PiS jest w duchu całkowicie nieprawicowe i niekonserwatywne: "Kojarzy się z formami radykalnego ekologizmu, z przekonaniem o niemal równości międzygatunkowej, z jakimś dziwnym pojęciem humanitaryzmu wobec zwierząt, tak jakby miarą ludzkiej moralności miał być stosunek do zwierząt rozumiany w kategoriach lewicowych, ideologicznej lewicy. Moim zdaniem bardzo nieszczęśliwy pomysł".

Zaznaczył też, że w sytuacji problemów, jakie przyniosła gospodarce pandemia koronawirusa, "powinniśmy chronić każdą część polskiego przemysłu, polskiej gospodarki, a nie z powodów ideologicznych pozbywać się jednej z nich".

Pomijając światopoglądowy sprzeciw Lisickiego (z którym trudno dyskutować) i kwestię rzeczywistej istotności biznesu futrzarskiego dla polskiej gospodarki (o której mowa była wyżej), to należy się spodziewać, że projekt odejścia od hodowli futrzarskiej w Polsce będzie zakładał okres wygaszania tej branży. W zmianach zaproponowanych przez PiS w 2017 roku mowa była o roku 2022 jako dacie granicznej, okres przejściowy wynosiłby więc aż 5 lat.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne