„Nie dziwię się, że dla ludzi klimat nie jest już tematem numer jeden” – mówi nam Dominika Lasota, aktywistka klimatyczna, działaczka Inicjatywy Wschód i autorka książki „Odwagi. O zaangażowaniu młodych”.
Kilka lat temu współtworzyła Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, ramię w ramię maszerowała z Michałem Kołodziejczakiem w protestach rolników, w nowej książce zachęca młodych do aktywizmu. Dominikę Lasotę zapytaliśmy o sposoby na walkę o klimat. Czy warto przyklejać się do jezdni jak Ostatnie Pokolenie? Czy idziemy do przodu, wylewając sztuczne odchody na lokale celebrytów, jak zrobił to ostatnio Ruch Klimatyczny Jazda?
24-letnia autorka książki „Odwagi. O zaangażowaniu młodych” twierdzi, że temat globalnego ocieplenia klimatu może wciąż poruszać, szczególnie po kolejnej fali ekstremalnych upałów. Trzeba jednak znaleźć sposób opowiadania o nadciągającej katastrofie.
Więcej o ruchach w obronie klimatu możecie usłyszeć w nowym odcinku „To trzeba na spokojnie” – podcastu OKO.press. Mówimy w nim o obsesjach współczesności – big techach, sztucznej inteligencji, trendach w mediach i kulturze, klimacie. Postaramy się rozjaśnić trudne tematy i pomóc w ich zrozumieniu. To trzeba na spokojnie. Świat zwariował, my jeszcze nie.
OKO.press: Młodzieżowy Strajk Klimatyczny coś zmienił?
Dominika Lasota: Nie możemy chyba jeszcze wyrokować o tym, czy jakiś ruch coś definitywnie zmienił. Jesteśmy jeszcze w oku cyklonu. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny rzeczywiście przygasł. Jednak doświadczenie i lekcje, które wynieśliśmy z pracy przy nim, wiara w siebie, w ludzi, w tworzenie wspólnot, w relacje – to wciąż procentuje.
Sporo osób poszło dalej, do pracy w innych organizacjach, do działań społecznych, choć oczywiście szczyt zaangażowania w ten konkretny ruch jest już dawno za nami. To zresztą typowa dynamika zmiany w takich inicjatywach. One muszą przejść przez fazę „peaku”, potem mogą gasnąć, przeobrażać się w inne formy zaangażowania.
Był taki moment dużego ruchu wokół MSK, kiedy sporo osób uwierzyło, że można zmienić coś tu i teraz — na przykład rozmową z politykami, którzy przez chwilę was słuchali.
Pamiętam osiemnastoletnią siebie, dołączającą do Strajku w Bydgoszczy, gdzie to zaangażowanie było nieco trudniejsze niż w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie. I pamiętam głównie stres, spore napięcie. Mieliśmy poczucie, że jesteśmy w ogniu, że musimy natychmiast reagować, domagać się głośno zmian. Było też sporo wątpliwości: co, jeśli ten moment przeminie, a inni nie przejmą się tak, jak byśmy chcieli?
Oczywiście, momenty marszów Strajku, widok tysięcy ludzi, którzy wychodzą na demonstracje – to obrazki, które zdecydowanie ze mną zostaną, ale nie był to spokojny czas.
Co z tobą zostało, co z tego wyciągnęłaś?
Została ze mną nieufność do polityków, wobec tej „dużej” władzy. Kilka lat temu też mieliśmy sporo dystansu, ostrożności wobec osób na politycznym świeczniku, które dzierżą duże przywileje. To nadal ze mną jest.
W przeciągu ostatnich lat przynajmniej kilka ruchów klimatycznych wybuchło, zebrało wokół siebie sporo ludzi, wzbudziło zainteresowanie mediów, potem zniknęło. Wśród nich można wymienić Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Extinction Rebellion czy Ostatnie Pokolenie. Czy coraz mniej osób porusza temat klimatu? I czy da się jeszcze z nimi dotrzeć do ludzi?
Sama staram się o klimacie mówić wprost, po ludzku, niezależnie od tego, czy wypowiadam się publicznie, czy rozmawiam z moją rodziną, z moimi znajomymi czy sąsiadami.
Natomiast ewidentnie od 2015 roku liczba kryzysów, które w nas uderzają, z którymi się mierzymy, jest olbrzymia. Dla mnie takim definiującym momentem był wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Byłam 19-, 20-letnią aktywistką klimatyczną, i mną to wstrząsnęło. Zaczęłam zadawać sobie pytania: jak mamy rozmawiać o przyszłości, o tym, że planeta płonie, że za 10 czy 20 lat nie będzie co zbierać, kiedy bomby na domy naszych sąsiadów spadają teraz. Zorientowałam się, że spokojnie już było.
Nie dziwisz się, że nie dla każdego klimat to temat numer jeden?
Dla mnie osobiście też nie do końca jest. To część większej całości, staram się myśleć o nim w powiązaniu z całym systemem polityczno-ekonomicznym, w którym żyjemy, i który tworzy różne wpływające na siebie kryzysy.
Kryzys klimatyczny jest tak samo ważny, jak codzienny kryzys kosztów życia. Jak kryzys uprzywilejowania miliarderów, którzy żyją w zupełnym oderwaniu od realiów większości z nas. A większość z nas martwi się, czy będzie miała czym dojechać do pracy. Czy będzie kiedykolwiek w stanie kupić mieszkanie, czy da radę wyprawić dziecko do szkoły. Jesteśmy przerażeni więc nie tylko końcem świata, ale też końcem miesiąca. Niektórzy twierdzą, że żyjemy w czasach tak zwanego wielokryzysu.
Powinniśmy więc walczyć o klimat, ale patrząc na niego przez pryzmat codziennych ciężarów, które nosimy, problemów, z którymi się borykamy. Jednym z nich są fale upałów i to, jak państwo na nie reaguje. Dlaczego rozporządzenie o ograniczeniu pracy w wysokich temperaturach ma wejść w życie zimą 2027 roku? Dlaczego nie teraz, skoro już teraz mierzymy się z falami upałów?
Ale chyba dobrze też wskazać na przyczyny, bo taki los zgotowali nam przede wszystkim ci, którzy zarabiają dzięki temu, że wciąż bardzo wiele rzeczy jest na ropę i węgiel.
Na pewno, choć pamiętajmy, że jeśli ludzie przejmują się stanem systemu ochrony zdrowia, tym, czy jest sprawiedliwy, to jako działaczka klimatyczna też powinnam zwracać uwagę na ten temat — bo wszystko się ze sobą łączy. Przecież stan klimatu wpływa na stan zdrowia publicznego.
Nie będę też wciskać ludziom, że powinni przedkładać temat klimatu nad swoje codzienne zmartwienia. W Inicjatywie Wschód stawiamy na budowanie solidarności z ludźmi wokół tych spraw, które są spychane na bok, na przykład przez polityków, a uderzają najmocniej w ludzi, którzy mają mniej zasobów, by samodzielnie sobie poradzić.
Mówisz o Wschodzie – powiedzmy więc, co to za inicjatywa. Kiedy dowiedziałem się, że jesteś tam zaangażowana, stwierdziłem, że no tak – to pewnie Młodzieżowy Strajk Klimatyczny 2.0.
Lubimy mówić o sobie, że jest z nami jak ze wschodem słońca. On zapowiada nowy dzień, a my walczymy o to, żeby on był godny i bezpieczny dla wszystkich. To jest nasza dewiza. Jesteśmy ogólnopolską organizacją, oddolną inicjatywą, która zrzesza przede wszystkim młodych ludzi, Gen Z, millenialsów wokół wizji kraju, który będzie bardziej sprawiedliwy, godny, bardziej bezpieczny do życia niż teraz.
Rzeczywiście, wyrośliśmy z ruchu klimatycznego, zakładając naszą organizację, faktycznie robiłyśmy to jako aktywistki klimatyczne. Jednak Wschód i cały pomysł, żeby zbudować coś nowego, zrodził się w momencie wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Połączyłyśmy wtedy kropki. Zobaczyłyśmy, jak kryzys wokół paliw kopalnych, brudnego biznesu ropy, gazu i węgla, wpływa i na kryzys klimatyczny, i na możliwość finansowania działań wojennych przez Putina. W 2022 roku domagaliśmy się embarga na rosyjskie paliwa kopalne, mówiłyśmy o tym postulacie politykom.
Po paru miesiącach okazało się, że ten nurt aktywizmu, skupiony wokół łączenia różnych tematów, dostrzeganiu połączeń pomiędzy kryzysami, jest wart kontynuowania. Zaczęłyśmy budować organizację. Teraz we Wschodzie jest około setki osób, które angażują się mocniej, są też takie, które znajdują się bardziej w orbicie, włączają się bardziej z doskoku.
Chcemy też spróbować działać wspólnie z innymi osobami z Europy Wschodniej, bo wiele z kryzysów przecież nie ma granic.
Mówisz, że milenialsi też się angażują. Dla mnie, jako milenialsa, to trochę zaskakujące, bo zauważam, że nawet aktywne kiedyś osoby z wiekiem niestety kapcanieją, również przygniecione życiem codziennym, brakiem czasu.
Zdarzają się i odwrotne przypadki, w inicjatywie mamy też osoby już po czterdziestce, na przykład kolegę, który jest królem Excela i ułatwia nam pracę dzięki swoim wybitnym tabelkom. Bez takiej organizacji byśmy daleko nie zaszli.
Mamy wspaniałe koleżanki, które z jednej strony myślą o kredycie i dzieciach, z drugiej co tydzień wpadają na spotkania Wschodu i przegadują różnego rodzaju akcje, w które chcą się angażować. Pokolenie milenialsów jest też na maksa doświadczone tym, jak niesprawiedliwy jest ten obecny system.
Dużo rozmawiam z moimi starszymi koleżankami o tym, jak były wychowywane w latach dziewięćdziesiątych, w kulcie ciężkiej harówki, zaciskania zębów. Potem okazało się, że ta praca nie przekłada się do końca na sukces i że własne mieszkanie, satysfakcjonująca praca, a nawet życie bez rosnącej presji sukcesu ze strony mediów społecznościowych, lub może bardziej antyspołecznościowych, to jakiś luksus.
Milenialsi mają więc potrzebę działania, bo mają poczucie, jak oszukał nas system.
A jak działać: bardziej pozytywistycznie, na spokojnie, bez radykalizmu, czy być może czasem tak, jak Ostatnie Pokolenie czy nowy Ruch Klimatyczny Jazda?
Na co dzień zajmuję się robotą u podstaw i rozmową z ludźmi, którzy są nieprzekonani, którzy być może nie odnajdują się do końca w aktywizmie. Tu się dobrze czuję. Ale staram się nie oceniać. Również w książce zwracam uwagę na to, że trudno dziś powiedzieć, która z taktyk będzie miała decydujący wpływ na sukces.
Być może potrzebujemy wszystkich grup, które różni styl działania, choć sama miałam pewien dystans do akcji Ostatniego Pokolenia. Osobiście przekazywałam im moje wątpliwości dotyczące ich taktyki. Niektórzy, również za granicą, dostrzegają jednak, że ruchy klimatyczne potrzebują i organizacji o dużym poparciu, i tak zwanej „radykalnej flanki”, która ciągnie nas wszystkich do przodu.
Rozumiem więc, dlaczego ten trend dotarł do Polski. Ale zmartwiło mnie, że dochodziło do spięć pomiędzy zwykłymi ludźmi, którzy tak samo cierpią na kryzysie klimatycznym.
Między protestującymi i kierowcami.
I wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji politycy i szefowie spółek paliwowych mogą wsuwać popcorn i patrzeć na takie obrazki, umywając ręce od odpowiedzialności.
Nie powinniśmy tracić z pola widzenia ludzi, którzy mają ręce umoczone w tym całym bagnie, jakim jest energetyka oparta na paliwach kopalnych. Szefowie korporacji zatruwają nam życie i nic sobie z tego nie robią.
A da się jeszcze wrócić do rzeczywistości, w której słowo „aktywista” będzie brzmiało dumnie? Wydaje się, że ostatnio nabrało pejoratywnego znaczenia. W swojej książce odnosisz się jednak do wielu przykładów działaczy, którzy wpłynęli na bieg historii w pozytywny sposób. Przecież członkowie „Solidarności” byli aktywistami, Martin Luther King był aktywistą. A mimo to bywa często, że ludzie kojarzą aktywizm negatywnie.
Spotykam się też z takimi reakcjami. Rozmawiam też często z moim bratem i jego kumplami – zupełnie nieaktywistycznymi. Ich trochę fascynują osoby typu finance-bro i tech-bro, bogacze-celebryci.
W tych rozmowach słyszę, że aktywizm to przyklejanie się do asfaltu. A ja im odpowiadam, że przecież to ma wiele twarzy. Taka lokalna działaczka z koła gospodyń wiejskich, która organizuje fantastycznym paniom emerytkom wolny czas, wyciąga je z domu, zachęca, żeby się angażować, to też przecież jest aktywistka.
Osoby, które walczą na Warmii o zachowanie 7 tysięcy starych drzew, które mogłyby być wycięte pod drogę asfaltową, są aktywistami. To jest aktywizm, choć nieco inny, niż blokowanie dróg czy stawianie się politykom w bezpośredniej konfrontacji.
A jeśli komuś nie podoba się aktywizm, to spytałabym, czy taka osoba popiera w takim razie trucie powietrza, wysiedlanie ludzi pod nowe połacie kopalni, wycinki drzew? Czy takiej osobie podobają się fale ekstremalnych upałów?
Prawdziwi radykałowie są w koncernach paliwowych, big techach zajmujących się AI, a nawet w Sejmie, nie w aktywizmie.
Wschód zawalczy z radykalizmem? Chyba ambicje są spore – w swojej książce wskazujesz na przykład na Nikę Kovač, aktywistkę ze Słowenii, która działa i lokalnie, i naciskając na biurokratów w Brukseli – i to z efektami.
To jest nasze wielkie marzenie, by stać się niepartyjną, społeczną siłą, która pokaże, że Polska zasługuje na więcej. Mamy super ekipę, którą mogę jedynie się zachwycać. W ostatnim tygodniu sierpnia odbywa się piąta edycja Letniego Obozu Aktywistycznego, którą robimy trochę w kontrze do politycznych campusów i zjazdów. Organizujemy się sami i razem rozmawiamy o tym, jak zmieniać Polskę.
I tak, mam nadzieję, że Wschód będzie trwał, że będziemy budować kolejne, może nieoczekiwane sojusze. I przede wszystkim, że będziemy w stanie docierać do jak największej liczby osób. Moim marzeniem jest to, żeby Wschód był w każdej gminie. Żeby ludzie rzeczywiście czuli, że możemy być dla nich takim wsparciem, ostoją i nadziei i otuchy, ale też takiego poweru, który wielu z nas jest teraz bardzo potrzebny.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze