0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciej Wasilewski / Agencja Wyborcza.plFot. Maciej Wasilews...

Dobre wyniki Konfederacji w ostatnich sondażach (w Ipsosie dla OKO.press uzyskała 11 proc.) wstrząsnęły opinią publiczną – jeśli obecny trend się utrzyma, w przyszłym Sejmie partia korwinistów i narodowców może pozbawić KO, PSL, Polskę 2050 i Lewicę marzeń o stworzeniu większości.

Co takiego się wydarzyło, że Konfederacja po długich miesiącach błąkania się w okolicy progu wyborczego teraz wskoczyła na poziom ponad 10 proc.? Jak widzą to sami politycy Konfederacji? I co chcą ukryć przed opinią publiczną? OKO.press analizuje, jaki jest obecny przekaz partii, skąd bierze swoich wyborców i z kim zamierza wejść w polityczne alianse.

Czy straszenie „Ukropolem" okazało się klapą?

Sama Konfederacja widziała, że jawna prorosyjskość Korwina i powtarzanie przez niego kremlowskiej propagandy jest dla partii szkodliwe. Odcinano się od jego wypowiedzi, w kwietniu 2022 oficjalnie właśnie ze względu na „putinizmy i lekką pedofilię" z partii KORWiN odeszli Artur Dziambor, Jakub Kulesza i Dobromir Sośnierz, zakładając nowe ugrupowanie Wolnościowcy. Obecnie ta trójka znajduje się również poza Konfederacją. W lutym 2023 roku sąd koleżeński wykluczył z partii Dziambora, a Kulesza i Sośnierz odeszli w geście solidarności.

Przeczytaj także:

Jak to się stało, że Konfederacja wzmacnia się, choć wyrzucono z niej kilkoro rozpoznawalnych posłów, którzy sprzeciwiali się „putinizmom", a w partii oraz z pozycjami przyszłych jedynek list pozostali Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun?

„Dzieje się to, co dla Konfederacji było oczywiste – że w pewnym momencie wojna na Ukrainie przestanie być tematem numer jeden. I że emocje związane z tym, że Ukrainie trzeba pomagać, trzeba ją wspierać w walce z Putinem, po prostu opadną. A to właśnie te emocje uderzały w Konfederację, bo partia sama na własne życzenie miała prorosyjską twarz. Wojna nie jest już tematem numer jeden, nie generuje takiego poruszenia, a wyborcy mają bardzo krótką pamięć. I ta prorosyjska twarz Konfederacji jest w tej chwili zapominana" – mówi w rozmowie z OKO.press Artur Dziambor.

„Z badań wynika, że Polacy są zainteresowani wysoką inflacją, systemem ochrony zdrowia, podatkami, sprawami gospodarczymi. Za to zdecydowanie mniej zainteresowani są wojną na Ukrainie. To Polaków nie interesuje" – potwierdza w rozmowie z OKO.press Sławomir Mentzen.

Ale prorosyjska twarz Konfederacji była efektem nie tylko „putinizmów" Korwina i Brauna. Konfederacja w 2022 roku intensywnie podejmowała próbę osadzenia się w niszowej narracji podsycania antyukraińskich nastrojów. W kwietniu 2022 posłowie Konfederacji jako jedyni w Sejmie zagłosowali przeciwko projektowi o pomocy uchodźcom z Ukrainy przedłużającym możliwości dofinansowania ich pobytu.

„Nie po to Polacy ciężko pracują, żeby utrzymywać obywateli innych państw!" – mówił podczas konferencji w Sejmie Robert Winnicki.

Zamysł polityczny wydawał się jasny i polegał na skopiowaniu patentu na narrację wokół pandemii COVID-19. Jeśli wszystkie partie głównego nurtu ostrzegają przed wirusem, to Konfederacja musi być tą jedyną, która poleca „włączać myślenie”, sprzeciwia się obostrzeniom i podważa skuteczność szczepionek. Jeśli wszystkie partie głównego nurtu popierają pomoc uchodźcom z Ukrainy, to Konfederacja będzie tą jedyną bijącą na alarm, by „nie rozdawać im przywilejów".

„To nie zagrało. Nie wydarzyło się nic z tego, przed czym Konfederacja ostrzegała. Nasz system dźwignął napływ ludności, dzieci chodzą sobie spokojnie do szkół, a ich rodzice w dużej części poszli do pracy, przydali się na rynku" – ocenia Artur Dziambor.

W rozmowie z OKO.press Sławomir Mentzen wymijająco odpowiada na pytanie o skuteczność tej narracji, wskazując, że z wielu badań, w tym między innymi badań Sławomira Sierakowskiego i Przemysława Sadury, wynika, że „nie wszyscy Polacy są optymistycznie nastawieni do dużej ilości Ukraińców w Polsce".

Sam jednak od miesięcy dystansował się wobec straszenia ukrainizacją. „Uważam nasz naród i polską kulturę za na tyle silną, że spodziewam się raczej polonizacji Ukraińców niż ukrainizacji Polski. Nie rozumiem, czemu mielibyśmy obawiać się kobiet i dzieci, które tu uciekły przed wojną. Niech pracują na swoje utrzymanie. Wszyscy na tym zyskamy" – pisał w październiku 2022.

Czy to możliwe zatem, że prorosyjskie i antyukraińskie szarże przestały być dla Konfederatów wizerunkowym obciążeniem? I to nawet pomimo faktu, że Janusz Korwin-Mikke nadal co chwila wyskakuje z niesławnymi „putinizmami"?

„Jego aktywność na Twitterze jest już traktowana jako ciekawostka zoologiczna. Nie jest w żaden sposób wypychany przez partię, żeby ją reprezentować. Dziennikarze też już nie podchwytują tego, co on wypisuje, jakie tezy tam przedstawia. Ludzie przestali traktować go poważnie. To samo stało się z Grzegorzem Braunem, który został zakopany głęboko w szafie" – twierdzi Artur Dziambor. „Konfederacja robi to, co robi PiS przed wyborami, kiedy chowany jest Macierewicz. Oni wiedzą doskonale, że

mają dwie twarze, które są w stanie pociągnąć Konfederację do góry. I są to twarze Bosaka i Mentzena".

Jak „piątka Konfederacji" nie dowiozła mandatów

O Sławomirze Mentzenie, 36-letnim przedsiębiorcy i doradcy podatkowym z Torunia, który w październiku 2022 roku przejął po Januszu Korwin-Mikkem stery partii KORWiN (obecnie używana nazwa to Nowa Nadzieja), po raz pierwszy zrobiło się naprawdę głośno w czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku. Podczas wykładu w Krakowie przedstawił program zwany potocznie „piątką Konfederacji", czyli hasło „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i UE”.

„My robimy te badania, te grupy fokusowe, śledzimy, jaki przekaz trafia do wyborców. Wiemy, co mówić, żeby wyborcy nas słuchali. Korzystamy z danych, to jest podejście naukowe. I w sposób naukowy wyszło nam pięć postulatów. Nazwałem je »piątką Konfederacji« i ogłaszam ją światu po raz pierwszy. Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej. To najlepiej trafia do naszych wyborców, dlatego nasi wyborcy chcą nas słuchać i z tego powodu wyborcy chcą na nas głosować” – mówił Mentzen podczas wykładu 25 marca 2019 w Krakowie.

Wystąpienie to w ostatnich dniach przypomniał Donald Tusk i politycy Platformy Obywatelskiej, ostrzegając, że radykalna Konfederacja jest drugim po PiS-ie zagrożeniem dla demokracji i praw człowieka. Sławomir Mentzen na Twitterze wyśmiewa powoływanie się na ten film, twierdząc, że to nie był program partii, a jedynie wykład mówiący o tym, jakie hasła są nośne.

Fakty są takie, że na tych pięciu filarach rzeczywiście oparli swoją kampanię.

  • Straszyli, że w wyniku tzw. uchwały 447 Żydzi będą przejmować majątki należące obecnie do Polaków.
  • Publicznie mówili, że „politykom PiS jarmułki zsunęły się na oczy i przyrosły do mózgu".
  • Podczas jednej z debat Konrad Berkowicz próbował nawet kandydatce PiS założyć jarmułkę na głowę.
  • Grzegorz Braun dzielił się przemyśleniami na temat potrzeby publicznego batożenia gejów.
  • Jedynką partii w okręgu mazowieckim była radykalna działaczka antyaborcyjna Kaja Godek.
  • Ulicami Warszawy przeszedł Marsz Suwerenności, w którym kandydaci do Parlamentu Europejskiego wspólnie nieśli baner „Nie dla UE".

Polityczne wykorzystywanie antysemityzmu, homofobii oraz niechęć wobec Unii Europejskiej po prostu zawsze były w DNA środowisk korwinowskich libertarian, oraz narodowców, które utworzyły Konfederację.

Kampania okazała się jednak porażką – Konfederację zatopiła wysoka frekwencja w eurowyborach, która sprawiła, że choć na partię zagłosowało ponad 620 tysięcy osób, to i tak znalazła się pod progiem z wynikiem 4,55 proc.

Nowe porządki

W jesiennych wyborach doszło wobec tego do wizerunkowego liftingu. Choć oczywiście nie zrezygnowano całkowicie ze straszenia Żydami i gejami, zdecydowanie te wątki wyciszono. Postawiono za to na ogólnie pojętą antysystemowość i wolny rynek.

Edukacja? Bon oświatowy. Zdrowie? Konkurujące ze sobą ubezpieczalnie i współpłatność pacjentów za procedury medyczne. Zamiast 500 plus – tak zwane 1000 plus zwrócone w podatkach. Operacja zakończyła się sukcesem i wprowadzeniem do Sejmu aż jedenastu posłów przy wyniku ponad miliona dwustu tysięcy głosów.

Tym samym tropem poszedł w wyborach prezydenckich w 2020 roku kandydat Konfederacji Krzysztof Bosak. Choć jego oficjalny program wyborczy „Nowy porządek" zawierał szereg postulatów mających uczynić Polskę krajem wyznaniowym i de facto znajdującym się poza strukturami europejskimi (prawo miałoby być dostosowane do norm chrześcijańskich, co oznaczało szereg zmian z całkowitym zakazem aborcji na czele; Polska miałaby wyjść spod jurysdykcji TSUE oraz ETPC), to w przekazach medialnych przedstawiał się jako elegancki, młody konserwatysta skupiony na problemach gospodarczych.

Bosak zdobył w pierwszej turze wyborów prezydenckich prawie 7 proc. głosów, co dało mu czwarte miejsce. Zdobywając ponad milion trzysta tysięcy głosów, przebił samodzielnie wynik Konfederacji z wyborów do Sejmu w 2019 roku. Wyprzedził też wtedy znacznie kandydatów teoretycznie silniejszych komitetów, czyli Roberta Biedronia z Lewicy oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL, którzy zdobyli po niewiele ponad 2 proc. głosów.

Doktor Mentzen zoptymalizuje ci podatki...

„Od początku mówiłem, że nowa partia musi być radykalna, żeby przebić się do opinii publicznej, zaistnieć. Natomiast potem, gdy jest już trochę większa, musi iść w kierunku centrum. I z żelazną konsekwencją realizuję ten plan. Natomiast ja zawsze mówiłem tylko o gospodarce, nigdy nie zmieniłem swojego przekazu" – mówi OKO.press Sławomir Mentzen.

Partia narodowców i korwinistów wyciąga rękę po klasę średnią, co widać po strukturze jej elektoratu. Z analiz najnowszego sondażu Ipsos dla OKO.press wynika, że wyborcy Konfederacji są relatywnie dobrze wykształceni, raczej zamożni (21 proc. wśród osób z dochodem na głowę w rodzinie 4500-7000 zł i 23 proc. – ponad 7000 zł), stosunkowo dużo jest ich wśród kierowników i dyrektorów (23 proc.), właścicieli firm (16 proc.), ale także robotników (20 proc.) i oczywiście studentów i uczniów (31 proc.).

Nikt w Konfederacji nie nadaje się lepiej do łowienia klasy średniej niż Mentzen – w końcu to jego klienci. Jego pierwszym biznesem był kantor wymiany walut. Potem otworzył sklep z bronią oraz biuro rachunkowe, a następnie firmę księgową Amicus, za pomocą której wszedł w kolejne przedsięwzięcia – Biuro Podatkowe Tax Consulting w Pile, Browar Mentzen i Pub Mentzen.

W 2021 roku założył Kancelarię Mentzen z oddziałami w Toruniu, Warszawie i Gdańsku, która zajmuje się doradztwem podatkowym. Kancelaria zdobyła sławę głównie za sprawą wyspecjalizowania się w uzyskaniu pozytywnej interpretacji podatkowej związanej z tzw. IP BOX, czyli wprowadzoną w 2019 roku ulgą, która pozwala podmiotom uzyskującym dochody z kwalifikowanych praw własności intelektualnej obniżyć podatek z 19 proc. do zaledwie 5 proc.

Z tej preferencyjnej stawki korzystają przede wszystkim samozatrudnieni programiści, wśród których, jak przyznaje sam Mentzen, poglądy libertariańskie są bardzo popularne.

W 2021 roku „Rzeczpospolita" podawała, że Kancelaria Mentzena jest ogólnopolskim liderem tych usług, zgarniając 30 proc. rynku.

I na tym biznesowym wizerunku – człowieka, który pomoże ściąć Twoje podatki do minimum – szef partii Nowa Nadzieja buduje siebie także jako polityka.

W ostatnich miesiącach intensywnie działa na TikToku, gdzie ma w tej chwili ponad 700 tysięcy obserwujących, a jego filmiki nierzadko zdobywają po dwa, nawet trzy miliony wyświetleń. Jest tam w tej chwili najpopularniejszym politykiem. W krótkich nagraniach rozdaje ciosy wszystkim – PiS-owi za programy socjalne, zbyt wysokie podatki, rozkradanie majątku narodowego, Hołowni za to, że chce Polakom odebrać gotówkę, a Trzaskowskiego za zamach na kotlety i podróże samolotem.

W świecie TikToka Mentzena Tusk i Zandberg to dwaj „rudzi socjaliści o niepolskim nazwisku„, „lewacy mają krótkie rączki do pracy i wielką mordę do darcia się o czyjeś pieniądze”, a ZUS to piramida finansowa i bardziej opłaca się pić piwo i zbierać kaucję za butelki, niż odprowadzać składki emerytalne. W prawie wszystkich filmikach Mentzen występuje w garniturze, w swojej kancelarii, gdzie postawił złotego Mateusza Morawieckiego, którego wydrukował na drukarce 3d, a wydatek wrzucił w koszta firmy.

...i ustanowi Wielką Polskę Katolicką

Oglądając tylko TikToka, nie zorientujemy się, że Sławomir Mentzen ma nie tylko libertariańskie, ale także konserwatywne, narodowo-katolickie poglądy. Obok takich postaci jak Kaja Godek i Krzysztof Bosak, jest jednym z sygnatariuszy Aktu Konfederacji Gietrzwałdzkiej, dokumentu-wyznania wiary sporządzonego przez Grzegorza Brauna z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

„Zgodnie wyrażamy szczerą wolę poddania naszego życia prywatnego i publicznego panowaniu Chrystusa Króla Polski oraz opiece Jego Najświętszej Matki, Królowej Korony Polskiej. Przy czym ich władzę nad sobą pojmujemy całkowicie realnie, bynajmniej nie tylko symbolicznie.

Upominamy się zatem o respektowanie Ich Najwyższego Majestatu, ostatecznego autorytetu i pełni praw do władania nami (…)"

– czytamy w dokumencie.

Dokument wskazuje, że obecny ustrój Polski jako demokratycznej republiki jest głęboko zdegenerowany, podobnie jak zdegenerowana jest laicka Europa. Sygnatariusze więc – natchnieni objawieniami z Gietrzwałdu – zobowiązują się do działania na rzecz zbudowania Wielkiej Polski Katolickiej:

„Niniejszym zatem zobowiązujemy się przede wszystkim do obrony nieuszczuplonego depozytu Świętej Wiary Katolickiej zachowanego przez wielowiekową Tradycję Kościoła. Zobowiązujemy się bronić naszych kapłanów przed wszelkimi zamachami i zakusami zmierzającymi do zakwestionowania ich władzy duchownej i uszczuplenia środków koniecznych do działania”.

Kilka lat temu polityk zapowiadał przedstawienie projektów stu ustaw, które miałyby stać się podstawą programu Konfederacji. Oprócz pomysłów dotyczących gospodarki znalazło się tam także dużo propozycji odzwierciedlających skrajnie konserwatywne poglądy:

  • ustawa legalizująca kary cielesne wobec dzieci,
  • ustawa wprowadzająca nawet 10 lat więzienia dla kobiet za aborcję (obecnie zrobienie własnej aborcji nie podlega karze),
  • ustawa przewidująca możliwości zawarcia tzw. małżeństwa nierozerwalnego, w którym rozwód zależny by był od zgody biskupa diecezjalnego,
  • czy wreszcie ustawa legalizująca mowę nienawiści oraz propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju.

Obecnie treść ustaw zniknęła z sieci, na oficjalnej stronie programu przeczytać można tylko punkt dotyczący nierozerwalnych małżeństw.

Mentzen współpracuje z wydawnictwem 3DOM, w którym opublikował pięć książek. Częstochowska oficyna znana jest z promowania skrajnej prawicy i ich idei – w sprzedaży znajdują się dziesiątki antysemickich pozycji, a także różne gadżety, tym także koszulki z hasłem „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, podatków, aborcji i UE".

Sylwetkę Mentzena, jego przedsięwzięcia oraz otoczenie obszernie analizowała Anna Mierzyńska:

„Moi wyborcy znają moje poglądy"

Jedną z popularnych tez publicystycznych brzmi tak, że wyborcy Konfederacji nie do końca wiedzą, jakie są poglądy członków tej partii. Z sondaży Ipsos dla OKO.press wynika, że głosujący na Mentzena, Bosaka i spółkę nie mają wcale profilu narodowo-katolickiego, który jest w partii dominujący, również we frakcji korwinistów. Skrajna prawica zbiera największe poparcie wśród osób, które nie uczestniczą w praktykach religijnych lub robią to nieregularnie (15 proc., tyle, co Lewica).

Wśród wyborców regularnie praktykujących poparcie dla Konfederacji to tylko 6 proc.

W badaniach elektorat skrajnej prawicy wypada zdecydowanie bardziej liberalnie niż zwolennicy PiS. Aż 62 proc. głosujących na Konfederację wskazało, że chcieliby, by przyszły Sejm zapewnił kobietom prawo do aborcji do 12. tygodnia ciąży. Równo 50 proc. opowiedziało się za tym, żeby przyszły Sejm wprowadził jednopłciowe związki partnerskie. Dla porównania wśród elektoratu PiS za aborcją było zaledwie 20 proc., a za związkami – 16 proc.

Sympatykom Konfederacji zdecydowanie bliżej do wyborców Lewicy i KO, niż PiS, ich odpowiedzi niemal idealnie pokrywają się z odpowiedziami wyborców Polski 2050 i PSL.

Czy zatem wyborcy Konfederacji rzeczywiście nie wiedzą, na kogo głosują?

„Wydaje mi się, że moi wyborcy wiedzą, jakie mam poglądy. Nie ukrywam ich. Z tych badań, z których wynika, że Polaków nie interesuje wojna, tylko inflacja, wynika też, że nie mają wcale ochoty słuchać opinii na tematy światopoglądowe i ideologiczne. Oni chcą, żeby kampania wyborcza dotyczyła rzeczy związanych z ich codziennym życiem. Wielokrotnie podkreślam, że niezależnie od tego, czy ktoś popiera aborcję, czy nie, czy jest progresywny, czy konserwatywny, to płaci dokładnie te same podatki, stoi w tym samym korku i w tej samej kolejce do lekarza.

Spotkałem się z osobami, które mi mówiły, że się ze mną ideologicznie nie zgadzają, na przykład w kwestii aborcji, ale będą na mnie głosować, bo sprawy gospodarcze są dla nich priorytetem, chcą płacić mniejsze podatki"

– twierdzi Mentzen.

To zjawisko, jeśli rzeczywiście istnieje, można interpretować na kilka sposobów.

Po pierwsze, jeśli Konfederacja nie mówi głośno o pewnych kwestiach, wyborcy mogą nawet znać ich poglądy, ale nie doceniają determinacji polityków i tego, jak ważne są dla nich te postulaty. Innymi słowy, sympatycy Konfederacji w jakiejś części nie wierzą, że będą one miały przełożenie na rzeczywistość prawną. A tak stało się przecież w 2020 roku, gdy to również posłowie Konfederacji podpisali się gremialnie pod wnioskiem do TK, co poskutkowało zaostrzeniem prawa aborcyjnego.

Po drugie, w grę wchodzić może polityczny cynizm wyborców Konfederacji, wśród których dominującą grupą są młodzi mężczyźni. Wyborcy ci mogą się nawet nie zgadzać z poglądami Mentzena i Winnickiego na temat aborcji, czy praw osób LGBT+, ale nie odczuwają tego jako osobiste być albo nie być, bo to nie oni padną ofiarą zaostrzonego prawa aborcyjnego i to nie im zabrania się zawarcia małżeństwa.

Czy Platforma boi się Konfederacji?

W ostatnich politycy opozycji często poruszają temat Konfederacji. Tusk przekonywał, że PiS wraz z Konfederacją mogą doprowadzić do wyjścia Polski z UE. Powiedział też, „jeśli ktoś jest patriotą i katolikiem, to nie może głosować na PiS i Konfederację".

„Te komentarze wynikają z gwałtownego wzrostu sondażowego. Nie wierzę w 13 proc., które rzekomo uzyskaliśmy w sondażu obywatelskim, ale średnia sondażowa zbliża nam się już do 10 proc., a to bardzo dużo. Jeżeli rzeczywiście zrobimy te 10 proc., to okaże się, że bez nas nie będzie można utworzyć rządu. Donald Tusk był już przekonany, że utworzy koalicję z PSL-em, Lewicą i Hołownią, a teraz stoi to pod znakiem zapytania. I stąd panika w obozie Platformy Obywatelskiej i próba zniechęcenia do nas naszych wyborców" – mówi Mentzen.

Przesunięcia sondażowe widzą wszyscy. Odpowiedź na pytanie, czyim kosztem rośnie Konfederacja, jest już jednak bardziej złożona.

Wśród lansowanych przez prawicę oraz liberalnych publicystów tez jest również i ta, że to Platforma Obywatelska zraża do siebie elektorat „wolnościowy" i tym samym wzmacnia skrajną prawicę.

„Zamiast straszenia Konfederacją Tusk i PO powinni zastanawiać się, w jakiej mierze ich ściganie się z PiS w rozdawniczym populizmie zwiększa popularność Konfederacji. Na kogo mają głosować ludzie, którzy mają wolnorynkowe poglądy i nie lubią, gdy traktuje się ich jak idiotów?" – pyta na Twitterze Leszek Balcerowicz.

„Taki przepływ jest możliwy, natomiast on jeszcze nie nastąpił. Wydaje mi się, że nie jesteśmy już daleko od momentu, w którym Tusk zniechęci wolnorynkowo nastawionych wyborców, skoro krytykuje go nawet Leszek Balcerowicz. Jeśli taki wyborca słyszy, że PO nie tylko nie wycofa programów socjalnych, ale wprowadzi szereg rozwiązań w rodzaju zerowego kredytu, czy dopłat do czynszu, to tylko złapie się za kieszeń, bo wie, kto to wszystko będzie finansował. Myślę, że Tusk tą krytyką chce zatrzymać przyszłe przepływy, do których może zacząć dochodzić, jeśli będzie kontynuował narrację rozdawniczą" – uważa Sławomir Mentzen.

Innego zdania jest Artur Dziambor: „Nie wyobrażam sobie, żeby po całej ukraińskiej historii mogło dojść do jakichś przepływów z elektoratu Platformy do elektoratu Konfederacji".

Jeśli odpływ zatem nie następuje z Platformy, to skąd?

Elektorat antyestablishmentowy odpływa od Hołowni

Artur Dziambor twierdzi, że od początku oba ugrupowania – Konfederacja i Polska 2050 – walczyły o tych samych wyborców.

„W Polsce istnieje około dwudziestoprocentowy elektorat, który głosuje na cokolwiek, co nie jest »bandą czworga«. Szczytem tego elektoratu był Paweł Kukiz, który zdobył 21 proc. w wyborach prezydenckich w 2015 roku. Kolejnym szczytem był Szymon Hołownia, który zdobył 13 proc. w 2020 roku. W ipsosowych exit pollach w wyborach prezydenckich okazało się, że Hołownia dostał jedną trzecią głosów elektoratu Konfederacji. 400 tys. osób, które głosowały na Konfederację w 2019, zagłosowało w 2020 na Hołownię. To jest ten elektorat, który głosuje na cokolwiek, byle nie na PiS, PO, PSL, Lewicę" – analizuje Dziambor.

Dobre wyniki sondażowe Konfederacji otworzyły dyskusję na temat możliwych powyborczych układanek. Prawu i Sprawiedliwości przy obecnych notowaniach nie uda się stworzyć rządu większościowego. Jedną z krążących pogłosek jest ta, że Zjednoczona Prawica już teraz robi listy działaczy Konfederacji i szykuje dla nich oferty, które pozwoliłyby ich przechwycić po objęciu mandatów.

„PiS ma beznadziejne rozeznanie w tej partii. Nie rozumie jej, nie wie, jak jest zbudowana. Być może wynika to z lekceważenia, ale politycy PiS do niedawna mylili wolnościowców z narodowcami. Nie wiedzą, kto jest z kim, kto z kim rozmawia, z kim trzyma. Nie będą w stanie wyrywać pojedynczych posłów" – komentuje te doniesienia Artur Dziambor.

Drugą wysuwaną tezą jest ta, że Konfederacja prowadzi rozmowy z partią Jarosława Kaczyńskiego na temat ewentualnej koalicji.

„Nie toczymy żadnych rozmów – ani z PiS-em, ani Platforma„ – twierdzi Sławomir Mentzen. „Nie mamy ciśnienia, żeby tworzyć jakąś koalicję. Jeśli wynik będzie taki, że bez nas nie będzie można utworzyć większości, to PiS i Platforma będą zmuszeni, żeby przyjść do nas i przedstawić swoje propozycje”.

I taki ton dominuje w najnowszych wypowiedziach polityków Konfederacji. Z jednej strony zarzekają się, że nie dogadują zakulisowo żadnych powyborczych koalicji, z drugiej – wyrażają gotowość do współrządzenia i wskazują wprost, jakie interesują ich ministerstwa.

„Jestem przekonany, że w tym momencie duo Winnicki-Mentzen, które autorytarnie zarządza Konfederacją, prowadzi rozmowy z PiS-em. Oczywiście się do tego nie przyznają, bo trzeba by było być idiotą, żeby powiedzieć o tym głośno" – uważa Dziambor.

„Od początku założenie Konfederacji było takie, że partia będzie w opozycji do rządu większościowego PiS albo będzie w jakiejś koalicji. Problem polega na tym, że nie powstanie rząd mniejszościowy. Nie sądzę, żeby Jarosław Kaczyński zdecydował się na rząd mniejszościowy, mając wszystkich przeciwko sobie, w tym Konfederację, która będzie czekała, aż PiS-owi powinie się noga. To tak nie działa. Jeśli PiS będzie potrzebował ludzi do stworzenia rządu, to znajdzie ich w Konfederacji. Ruch narodowy od dawna prze do tego, żeby w ten sposób utulić sobie przyszłość. Ale czy coś z tego wyjdzie? Nie wiem".

Czy dla antyestablishmentowej partii koalicja z PiS nie byłaby zatem spektakularnym samobójstwem?

„Tak, ale to będzie zmartwienie na przyszłość. Przez cztery lata wiele może się wydarzyć. Ja jeszcze kilka miesięcy temu nie wyobrażałem sobie życia poza Konfederacją" – odpowiada Artur Dziambor.

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze