Prawa autorskie: Bartosz Banka / Agencja GazetaBartosz Banka / Agen...
22 kwietnia 2021

Konkurs na prezesa IPN: 27 kwietnia Kolegium wybierze dr. Nawrockiego. Co z Senatem? [ANALIZA]

Przez Kolegium Nawrocki przejdzie z łatwością, w Sejmie też nie powinien mieć kłopotów. Senat go raczej odrzuci: powstaje pytanie o to, co wówczas zrobi PiS - znowelizuje ustawę czy przejdzie do drugiej rundy, wystawiając innego kandydata, bo od początku chciał kupić sobie czas?

Kolegium IPN ogłosiło listę nazwisk uczestników konkursu na prezesa Instytutu: to dr Adam Buława, dr Marek Chrzanowski, dr Karol Nawrocki, dr Jacek Wiatrowski i dr Paweł Zyzak.

Faworytem niewątpliwie jest Nawrocki – nominant ministrów Piotra Glińskiego i Jarosława Sellina w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, który wprowadził kilkanaście zmian w wystawie stałej, tak aby odpowiadała oczekiwaniom wyrażonym przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i prawicowych publicystów oraz twarz specustawy wywłaszczającej miasto Gdańsk z gruntów na Westerplatte.

27 kwietnia dr Karol Nawrocki najpewniej wygra głosowanie Kolegium IPN, które następnie zaproponuje jego kandydaturę Sejmowi. Ale żeby zasiadł w fotelu prezesa Instytutu, wymagana jest zgoda Senatu, a tam większość ma opozycja.

Ryzyko pata jest bliskie zeru

„Prezesa Instytutu Pamięci powołuje i odwołuje Sejm Rzeczypospolitej Polskiej za zgodą Senatu, na wniosek Kolegium Instytutu Pamięci, które zgłasza kandydata spoza swego grona” – stanowi ustawa o IPN (Rozdział 2, art. 10).

27 kwietnia (wtorek) Kolegium wysłucha pięciu uczestników konkursu. Sprawdzi – zgodnie z ustawą (Rozdział 2, art. 10a, punkt 8) – „wiedzę, predyspozycje oraz umiejętności kandydatów niezbędne do wykonywania zadań na stanowisku Prezesa Instytutu Pamięci”. Jego posiedzenie będzie transmitowane.

Następnie, w tajnym głosowaniu i bezwzględną większością głosów, członkowie Kolegium wybiorą zwycięzcę i złożą wniosek o powołanie go na stanowisko prezesa IPN przez Sejm za zgodą Senatu. A co, jeśli żaden z uczestników konkursu nie zdobędzie wymaganego poparcia Kolegium? Jego członkowie głosują po raz drugi, tym razem wybierając spośród dwóch najwyżej punktowanych „zawodników” w pierwszej rundzie; wystarczy zwykła większość. Jeśli to nie przyniesie rozstrzygnięcia, konkurs musi ruszyć od nowa (Rozdział 2, art. 10a, punkt 9).

Ale ryzyko pata w Kolegium jest bliskie zeru. Dr Karol Nawrocki jest niekwestionowanym liderem wyścigu na jego pierwszym etapie. Skąd ta pewność?

Nawrocki zasłużył się dla PiS na odcinku polityki historycznej, musiał go zaakceptować Jarosław Kaczyński: jako jedyny kandydat ma więc odpowiednie zaplecze.

A 9-osobowe Kolegium powołane w 2016 roku na siedmioletnią kadencję to odbicie siły politycznej PiS, zdobytej rok wcześniej w wyborach parlamentarnych i prezydenckich: czterech członków powołuje Sejm, dwóch Senat (gdzie prawica wcześniej również miała większość), a dwóch prezydent.

W skład Kolegium wchodzą przedstawiciele prawicowego środowiska: prof. Wojciech Polak (przewodniczący), dr hab. Sławomir Cenckiewicz (wiceprzewodniczący), prof. Piotr Franaszek (wiceprzewodniczący), prof. Tadeusz Wolsza (wiceprzewodniczący), prof. Jan Draus, Bronisław Wildstein, Krzysztof Wyszkowski, prof. Józef Marecki, prof. Andrzej Nowak. Z Cenckiewiczem, Wolszą oraz Nowakiem spotyka się Nawrocki na posiedzeniach Rady Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Dominację jednej opcji politycznej dobrze widać na tle wyników wcześniejszych głosowań: dr hab. Janusz Kurtyka (kadencja 2005-2010) i dr Łukasz Kamiński (2011-2016) wygrywali raptem jednym głosem, kończący kadencję prezes dr Jarosław Szarek został pięć lat temu wybrany już jednogłośnie, przez to Kolegium, które za pięć dni będzie głosować nad kandydaturą m.in. Nawrockiego.

To dopiero początek politycznej gry

Schody zaczną się w Senacie, gdzie większość ma opozycja. PiS wciąż ma asa w rękawie: w styczniu OKO.press jako pierwsze medium nakreśliło scenariusz nowelizacji ustawy o IPN pod pretekstem wyprowadzenia z Instutut pionu prokuratorskiego, czego chce Kolegium (i popiera je w tym marszałek Ryszard Terlecki) – korzystając z okazji, mógłby zmienić przepisy o wyborze prezesa. Ale od początku przeciwny wyprowadzeniu pionu prokuratorskiego z IPN jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, a sytuacja w koalicji jest co najmniej napięta. Choć sam Nawrocki jest jak najbardziej kandydatem wybieralnym dla ziobrystów.

Zmiennych w politycznej grze jest jeszcze kilka: nierozstrzygnięta pozostaje kwestia poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy – Jarosław Kaczyński nie jest pewien większości, potrzebuje głosów opozycji. Testem dla tego, co PiS może ugrać w Senacie, będzie również głosowanie nad kandydatem partii na urząd RPO: poparcie Bartłomieja Wróblewskiego rozważa Jan Libicki, senator niezależny, który startował z list opozycji. Istnieje więc wysokie ryzyko, że w przypadku wyboru prezesa IPN powtórzy się klincz towarzyszący wyborowi Rzecznika. Opozycja, która w większości chce likwidacji IPN, może odpuścić, bo nie będzie „ginąć” za Instytut. PiS nie ma też potrzeby przejmowania IPN, bo już ma go pod całkowitą kontrolą, ustanowienie p.o. będzie formalnością.

Ale nie można wcale wykluczyć tego, że Zjednoczona Prawica kupuje sobie czas: liczy się z odrzuceniem Nawrockiego i spróbuje wystawić innego kandydata w drugim podejściu. Do tej pory głównym rozgrywającym w sprawach Instytutu był Ryszard Terlecki (kończący kadencję prezes Jarosław Szarek był jego naukowym i politycznym wychowankiem). Ale według informacji OKO.press, Nawrocki odwiedził siedzibę PiS na Nowogrodzkiej: musiał więc zapewnić sobie poparcie Jarosława Kaczyńskiego.

Karol Nawrocki: prawy sierpowy PiS. Sylwetka faworyta

Nawrocki to do 2017 roku pracownik gdańskiego oddziału IPN, a oprócz tego że historyk, to w przeszłości również bokser i piłkarz.

6 marca tego roku profesor Grzegorz Motyka opublikował w „Gazecie Wyborczej” ironiczny komentarz o tym, że następcą Jarosława Szarka w IPN powinien zostać dr Karol Nawrocki. Rzeczywistość dogoniła publicystykę i nazwisko Nawrockiego wskoczyło na giełdę, na której wcześniej (przełom lutego i marca) nastąpiło potężne tąpniecie. Po międzynarodowym skandalu, jaki wywołała nominacja byłego lidera opolskich struktur ONR, znanego z wykonania w przeszłości gestu hitlerowskiego pozdrowienia i związków z neofaszystowską prawicą dr. Tomasza Greniucha na szefa wrocławskiego oddziału Instytutu, z gry wypadł Szarek, a także wiceprezes Mateusz Szpytma (który dawał widoki na dogadanie się w Senacie PiS z PSL).

A będąc przy profesorze Grzegorzu Motyce, przypomnijmy o metodach działania dr. Karola Nawrockiego. W czerwcu zeszłego roku zainstalowany przez PiS w Muzeum II Wojny Światowej dyrektor, zażądał od jednego z najlepszych historyków XX wieku, opublikowanych na własny koszt przeprosin w OKO.press, „Gazecie Wyborczej” i tygodniku „Sieci”, a ponadto wpłaty 10 tys. złotych na cel dobroczynny, za… krytyczną opinię przedstawioną w rozmowie z naszym portalem. Nawrocki ułożył treść przeprosin i pouczył Motykę, z jakimi mediami nie powinien rozmawiać.

Profesor nie wycofał się ze swoich krytycznych słów o znaczeniu placówki pod rządami zainstalowanego w niej przez ministrów Piotra Glińskiego i Jarosława Sellina dyrektora. To próba „ograniczania dyskusji publicznej i zastraszenia ludzi nauki” – w ten sposób przeciw żądaniom dr. Nawrockiego zaprotestowała Rada Naukowa Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk,

„Paweł Adamowicz historii – nie rozumie, patriotyzmem – gardzi, Westerplatte – zaorał, interes Polski – nie liczy się. Kasę – kocha” – to z kolei opinia, którą na Facebooku o prezydencie Gdańska przedstawił Nawrocki, kiedy ten nie zgodził się… sprzedać Muzeum za 2 mln zł Półwyspu Westerplatte. W kwietniu 2018 roku dr Nawrocki przyszedł nieumówiony do Urzędu Miasta. Towarzyszyły mu kamery TVP. Na schodach spotkał prezydenta Adamowicza, który nie chciał rozmawiać w ten sposób, a ofertę odrzucił, mówiąc: „To miejsce nie jest przedmiotem operacji handlowych. Westerplatte służyło i będzie służyć wszystkim Polakom”. Dwa lata później PiS na mocy specustawy wywłaszczyło Gdańsk z gruntów na Westerplatte, gdzie Nawrocki ma zbudować kolejne muzeum.

W październiku 2018 roku „Wyborcza” ujawniła w jakich okolicznościach pracę straciła Ewa Joszczak, główna księgowa Muzeum zatrudniona w nim od samego początku: dwa dni po prywatnej rozmowie z byłym wicedyrektorem placówki dr. Januszem Marszalcem, dr Karol Nawrocki poinformował ją, że wie o ich spotkaniu, stracił do niej zaufanie i nie widzi możliwości dalszej współpracy. Kobieta w ciągu godziny musiała podjąć decyzję, czy godzi się na rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron czy ma zostać zwolniona (wybrała pierwszą opcję).

Dodajmy, że w trakcie spotkania Joszczak z Marszalcem byli fotografowani, co zauważyła inna klientka cukierni, w której rozmawiali. Muzeum potwierdziło, że dyrektor Nawrocki wiedział o ich spotkaniu. W rozmowie z portalem wPolityce.pl również nie zaprzeczał temu, że otrzymał zdjęcia. Okolicznościom, w jakich Ewa Joszczak musiała rozstać się z pracą, przyjrzał się RPO Adam Bodnar. „Wyborcza” z kolei wygrała proces o sprostowanie, które w sprawie tego tekstu wytoczył jej Nawrocki.

Dobrą ilustracją stylu zarządzania placówką muzealną dr. Nawrockiego, jest prezentowana w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku wystawa czasowa „Walka i cierpienie”: najważniejszym eksponatem miała być bluza obozowa (góra pasiaka) o. Maksymiliana Kolbe. Jej pozyskaniem z Muzeum św. Maksymiliana w Niepokalanowie dyrektor Nawrocki pochwalił się wrzucając do sieci… selfie z eksponatem. Szybko zareagowało Muzeum Auschwitz: „Nie można twierdzić, że prezentowany w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku pasiak obozowy należał do ojca Maksymiliana Kolbe (…) wziąwszy pod uwagę powyższe argumenty, prawdopodobieństwo, iż jest to pasiak należący w obozie Auschwitz do o. Maksymiliana Kolbe w zasadzie jest zerowe. Muzeum II Wojny Światowej nie zwracało się do Muzeum Auschwitz w sprawie zweryfikowania autentyczności pasiaka”.

Dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku dr Nawrocki jest od 6 kwietnia 2017 roku. Tego dnia, po rocznej batalii administracyjnej, nastąpiło połączenie placówki z istniejącym wówczas tylko na papierze Muzeum Westerplatte.

W ten sposób Gliński i Sellin pozbyli się prof. Pawła Machcewicza, który jest jednym z autorów scenariusza wystawy stałej, atakowanej przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego odkąd tylko w 2008 roku pojawiła się jej koncepcja.

W 2013 roku Jarosław Kaczyński zapowiadał, że PiS po dojściu do władzy „zmieni kształt Muzeum II Wojny Światowej, tak, żeby wystawa w tym muzeum wyrażała polski punkt widzenia”, którego rzekomo miało brakować. Dwa lata później Jarosław Sellin w trakcie kampanii wyborczej powtórzył za prezesem partii, że powstająca wówczas wystawa główna musi zostać zmieniona tak, aby stała się bardziej „polska”. Finałem kilkunastu lat oskarżeń i dowodem znaczenia sprawy dla PiS (czy szerzej środowiska prawicy) jest program, z którym partia poszła do wyborów parlamentarnych w 2019 roku: Muzeum zostało w nim wymienione jako przykład „czynnej realizacji w Polsce niemieckiej polityki historycznej”.

Nawrocki bez konsultacji z twórcami wystawy zaczął wprowadzać w niej zmiany, odpowiadające na zapotrzebowanie polityki historycznej PiS: przykłady ingerencji, w tym o charakterze cenzury, wielokrotnie opisywało OKO.press. Łącznie „poprawki” kosztowały blisko 600 tys. zł. Operacja przejęcia Muzeum przez PiS zakończyła się obniżeniem prestiżu placówki.

Udostępnij:

Estera Flieger

Dziennikarka, przez blisko cztery lata związana z „Gazetą Wyborczą”, obecnie redaktorka naczelna publicystyki w portalu organizacji pozarządowych ngo.pl, publikowała w „The Guardian”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Newsweeku Historii” i serwisie Notes From Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne