0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

09:53 21-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Brendan SMIALOWSKI / AFPFot. Brendan SMIALOW...

Trump „ma przerąbane”, zwraca firmom 166 mld dol.

Amerykańska administracja uruchomiła portal, za pośrednictwem którego firmy mogą wnioskować o zwrot nienależnie zapłaconych ceł. Chodzi o 166 mld dol. To cła nałożone przez Donalda Trumpa w Dniu Wyzwolenia, czego nie miał prawa zrobić. Orzekł to w lutym Sąd Najwyższy. Firmy odzyskają miliardy, konsumenci raczej nic

Co się wydarzyło?

Amerykańska Służba Celna i Ochrony Granic (CBP) uruchomiła system online, za pomocą którego amerykańskie firmy mogą zgłaszać wnioski o zwrot nienależnie pobranych ceł. Stało się to kilka miesięcy po tym, jak Sąd Najwyższy orzekł w lutym, że cła nałożone przez Donalda Trumpa są niezgodne z prawem.

To te cła, które z rozmachem nałożył na cały świat Donald Trump 2 kwietnia 2025 r. podczas tzw. Dnia Wyzwolenia. Były tam zarówno indywidualne stawki dla poszczególnych krajów (na przykład 34 proc. stawka dla Chin, 20 proc. dla UE, 49 proc. dla Kambodży), jak i minimalna dziesięcioprocentowa stawka celna dla wszystkich państw.

Problem w tym, że amerykański prezydent dość swobodnie podejmuje decyzje o głębokich implikacjach, umiarkowanie licząc się przy tym z podstawą prawną.

Tak było właśnie tym razem, gdy prezydent ogłosił nałożenie ceł na podstawie ustawy o międzynarodowych uprawnieniach gospodarczych w sytuacjach nadzwyczajnych (IEEPA), która dotąd służyła raczej do nakładania sankcji na inne kraje. Dlatego Sąd Najwyższy podważył decyzję prezydenta.

Jeszcze przed wyrokiem sam Donald Trump mówił, że Stany Zjednoczone mogą mieć „przerąbane”, jeśli decyzja sądu będzie niekorzystna.

W lutym okazało się, że była. A teraz trzeba oddać 330 tys. amerykańskich firm łącznie 166 mld dol.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Mimo, że decyzja Sądu Najwyższego w sprawie ceł zapadła już w lutym, dopiero teraz firmy mogą występować z wnioskami o zwrot nienależnie zapłaconego podatku. To dlatego, że organy skarbowe nie miały dotąd nawet narzędzia, żeby wypłacać z powrotem pieniądze na konta firm.

Trzeba było od podstaw zbudować do tego specjalną platformę online, przez którą amerykańskie firmy mogą zgłaszać wnioski o zwrot.

Wiadomo, że w systemie wnioski takie zarejestrowało już ponad 56 tys. firm na kwotę 127 mld dol., licząc wraz z odsetkami. W tym gronie są tacy giganci jak Toyota, Goodyear, Xerox, Steve Madden i Bath & Body Works.

Część firm nie czekała nawet na wyrok Sądu Najwyższego i zdecydowała się pozwać administrację Donalda Trumpa niezależnie od niego. Jak pisze „The Guardian”, zrobiło tak ponad 3 tys. podmiotów, w tym FedEx i Costco.

Firma PwC szacuje, że najwięcej do odzyskania mają firmy z branży technologicznej, medialnej i telekomunikacyjnej – ponad 47 mld dol. oraz producenci wyrobów przemysłowych i zakłady produkcyjne – prawie 40 mld dol.

Wyjaśnijmy, że sprawa dotyczy amerykańskich firm importerów, bo właśnie przy imporcie towarów z zagranicy musiały zapłacić nielegalne, jak się później okazało, cła.

Część z nich to dodatkowe obciążenie wzięła na siebie, część ten koszt przerzuciła na konsumentów, podnosząc ceny. „New York Times” zwraca uwagę, że teraz nie ma mechanizmu, który by weryfikował, czy ostatecznie to firma poniosła koszt, czy przerzuciła go na klienta i pomija się zupełnie interes konsumentów. Ci bowiem wniosków o zwrot złożyć nie mogą.

Mogą to zrobić jedynie firmy, a przepisy nie nakazują im podzielić się odzyskanymi pieniędzmi z konsumentami.

Przeczytaj także:

09:48 21-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Wykorzystywanie seksualne bez przedawnienia. „Są rozmowy”

„Zainicjowałam rozmowy z ministerstwem sprawiedliwości. Rozważamy, analizujemy, zastanawiamy się czy nie powinniśmy iść w kierunku nieprzedawniania spraw dotyczących wykorzystywania seksualnego” – ogłosiła pełnomocniczka rządu ds. równości Katarzyna Kotula na antenie TOK FM

Co się wydarzyło?

Niewykluczone, że przestępstwa seksualne w Polsce nie będą ulegać przedawnieniu i niezależnie od tego, czy wydarzyły się 20, 30 czy 40 lat temu będą mogły być ścigane przez prokuraturę i sąd, a ich sprawcy – skazywani.

Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości ogłosiła we wtorek 21 kwietnia w TOK FM, że zainicjowała rozmowy z ministerstwem sprawiedliwości, a dokładniej wiceministrem Arkadiuszem Myrchą dotyczące zniesienia instytucji przedawnienia przestępstwa w tym zakresie. „Rozważamy, analizujemy, zastanawiamy się czy nie powinniśmy iść w kierunku nieprzedawniania tych spraw” – powiedziała. „Sprawdzamy, jak prawo funkcjonuje w innych państwach” – dodała ministra.

Koncepcja, by przestępstwa seksualne były ścigane bez względu na upływ czasu od przestępstwa, zrodziła się z trzech pobudek:

  • konieczności systemowego działania, bowiem państwowa komisja ds. pedofilii jest zasypana sprawami z przeszłości, które nie mają szans na sprawiedliwy proces i karę
  • osobistych doświadczeń ministry i doświadczenia molestowania seksualnego przez byłego prezesa Polskiego Związku Tenisowego Mirosława Skrzypczyńskiego nagłośnionych przez Onet. Choć prokuratura winę potwierdziła, przestępstwo się przedawniło, a Skrzypczyński uniknął kary
  • nagłośnionej przez TOK FM historii Kai Kluźniak, która w dzieciństwie została wykorzystana seksualne na letnich koloniach i teraz, po 30 latach, szuka sprawiedliwości. Jej oprawca nadal opiekuje się dziećmi na wakacyjnych wyjazdach, co punktuje audioserial „Misja:Kaja”

„Po tym, jak opowiedziałam swoją historię otrzymałam setki podobnych wiadomości” – wyznała we wtorek w radiu TOK FM Katarzyna Kotula. „Blizna po takim doświadczeniu nie ma daty, pozostaje w nas na zawsze” – dodała ministra wskazując, że ewentualne prace są na początkowym etapie. „Bardzo bym chciała, by prawo szło w tym kierunku” – ogłosiła.

Jaki jest kontekst?

Obecnie w Polsce przestępstwa seksualne wobec małoletnich poniżej 15 roku życia przedawniają się, kiedy ofiara skończy 30 lat. Oznacza to, że jeśli ktoś był molestowany w dzieciństwie, to jego oprawca może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej tylko do 30. urodzin pokrzywdzonego. W praktyce większość skrzywdzonych w dzieciństwie o swoim doświadczeniu mówi po wielu latach – co uniemożliwia prawne ściganie pedofila.

„My, ofiary, żyjemy z tą traumą do końca życia, ale to, kiedy jesteśmy w stanie o tym opowiadać, jest bardzo indywidualne. Ja zaczęłam o tym mówić w wieku 42 lat” – mówiła OKO.press Agata Baraniecka-Kłos, szefowa Fundacji Stop Przedawnieniu, która sama była w dzieciństwie molestowana. Katarzyna Kotula Jackowi Harłukowiczowi i Januszowi Schwertnerowi swoją historię opowiedziała po 30 latach. Prokuratura jednoznacznie stwierdziła do przestępstwa doszło – ale z uwagi na przedawnienie i wiek Kotuli nie mogła skazać Skrzypczyńskiego. Ten pozwał ją o zniesławienie, ale sprawę przegrał.

Obecnie w Sądzie Rejonowym w Tarnowie toczy się fundamentalny dla polskiego kościoła proces, w którym na ławie oskarżonych siedzi biskup Andrzej Jeż oskarżony o to, że zwlekał z powiadomieniem organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym dzieci i młodzieży z diecezji przez dwóch księży. Jak wyjaśniał OKO.press prokurator Marcin Stępień, zwłoka ta doprowadziła do przedawnienia się nawet 23 z nawet setki spraw.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

06:30 21-04-2026

Prawa autorskie: 25.10.2025 Katowice . Mateusz Morawiecki podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwosci . Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl25.10.2025 Katowice ...

Kaczyński i Morawiecki się dogadali. Czarnek i Jaki się z tego nie ucieszą

W trakcie spotkania w nocy z poniedziałku na wtorek 21 kwietnia Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki zawarli zawieszenie broni. Stowarzyszenie Rozwój Plus byłego premiera może funkcjonować wewnątrz PiS

Co się wydarzyło?

W nocy z poniedziałku na wtorek prezes PiS Jarosław Kaczyński i wiceprezes partii Mateusz Morawiecki spotkali się, by rozmawiać o powołanym do życia przez Morawieckiego stowarzyszeniu Rozwój Plus i kryzysie wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Spotkanie miało charakter zdecydowanie pojednawczy – Kaczyński zaakceptował nowy układ sił w partii i udzielił stowarzyszeniu Morawieckiego zgody na działanie wewnątrz PiS. Morawiecki dostał również zielone światło na podejmowanie prób rozszerzania elektoratu Prawa i Sprawiedliwości w kierunku centroprawicowym. Przedstawiciele stowarzyszenia Rozwój Plus mają również wejść w skład powołanej przez Kaczyńskiego Rady Ekspertów PiS.

Wyniki PiS-owskiego spotkania na szczycie są w pełni zgodne z przewidywaniami OKO.press dotyczącymi dalszego przebiegu PiS-owskich kłótni o stowarzyszenie Morawieckiego. Byłemu premierowi i jego stronnikom udało się wyjść z narożnika, do którego zostali zepchnięci przez twardogłowe frakcje PiS i najprawdopodobniej wymusić pewną korektę strategii wyborczej partii.

Przeczytaj także:

Około 2.30 w nocy zdjęcie ze spotkania wraz z krótkim i nieco infantylnym komentarzem wrzucił na platformę X Adam Bielan.

We wtorkowy (21 kwietnia) poranek w radiu RMF FM komentował wyniki spotkania Piotr Müller, były rzecznik rządu Morawieckiego. „Od samego początku mówiliśmy o tym, że aktywność naszego stowarzyszenia to jest aktywność na rzecz powiększania tej rodziny, która by głosowała za PiS, szukania nowych dróg do rozmów. W związku z tym te nocne ustalenia są pozytywne po prostu” – mówił Müller.

Jaki jest kontekst?

W ubiegłym tygodniu Mateusz Morawiecki wraz z grupą związanych z nim polityków PiS (przede wszystkim byłych ministrów i wysokich urzędników z okresu jego rządów) powołał do życia stowarzyszenie Rozwój Plus. W skład tej równoległej wobec struktur PiS organizacji weszło ponad 30 posłów PiS związanych z byłym premierem, co zmieniło układ sił w partii i wywołało wściekłe reakcje przedstawicieli jej twardoprawicowych frakcji.

Przeczytaj także:

Do krytyków inicjatywy Morawieckiego należeli m.in. kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek i osierocony przez ukrywającego się na Węgrzech lidera Patryk Jaki, obecny przywódca frakcji ziobrystów. Twardogłowi domagali się usunięcia Morawieckiego i jego stronników z PiS. I bardzo aktywnie starali się wykazać, że budując stowarzyszenie, były premier szykuje grunt pod powołanie do życia nowej partii – konkurencyjnej wobec PiS.

Ludzie Morawieckiego odpowiadali, że nie zamierzają wychodzić z PiS, ani działać wbrew interesom partii – i że ich stowarzyszenie ma służyć pozyskiwaniu na rzecz partii centroprawicowych wyborców. Rzecz jasna tłem całego konfliktu był spór o strategię wyborczą PiS na 2027 rok.

Jarosław Kaczyński wypowiedział się publicznie na temat stowarzyszenia Morawieckiego w piątek 17 kwietnia. Choć rzucił pod adresem potencjalnych buntowników kilka warunkowych gróźb, jego wypowiedź była w gruncie rzeczy zaproszeniem do deeskalacji konfliktu. Kolejnym krokiem była organizacja spotkania w cztery oczy z byłym premierem.

Przeczytaj także:

16:29 20-04-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

PKOl nie zerwie umowy z Zondacrypto

Polscy olimpijczycy nie mogą otrzymać swoich nagród za medale obiecanych przez Zondacrypto. Prezes PKOl Radosław Piesiewicz zapowiedział jednak na pilnym briefingu prasowym, że nie zerwie umowy sponsorskiej z Zondacrypto, bo PKOI swoje świadczenia dotąd dostawał. Termin kolejnego przelewu od sponsora mija pod koniec kwietnia.

Co się wydarzyło?

Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz zwołał pilny briefing prasowy, podczas którego poinformował, że mimo niepokojących doniesień na temat Zondacrypto oraz tego, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie tej spółki, PKOl nie zerwie z nią umowy.

Zondacrypto od października 2025 roku jest sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz olimpijskiej reprezentacji Polski – była to kontrowersyjna decyzja Radosława Piesiewicza, prezesa PKOl, nominata PiS.

„Na dziś PKOl, patrząc od strony formalno-prawnej, nie ma podstaw do rozwiązania umowy. Wszystkie świadczenia ze strony sponsora są realizowane, a zerwanie umowy wiąże się z zapłatą kar umownych, na które PKOl nie stać – powiedział prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) Radosław Piesiewicz na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Kolejnego przelewu od Zondacrypto PKOl spodziewa się pod koniec kwietnia.

Piesiewicz wyjaśniał, że dzięki firmie Zondacrypto PKOl mógł wysłać polskich sportowców na zimowe igrzyska w Mediolanie. „Bez tych środków nasi sportowcy zwyczajnie by na te igrzyska nie polecieli. Ustawowo PKOl ma obowiązek wysłania reprezentacji na igrzyska, jednak nie ma ustawowo zagwarantowanego budżetu, więc może opierać się tylko na pieniądzach sponsorów – dodał.

Szef PKOl z jednej strony wyjaśniał, że w chwili podpisania umowy sponsorskiej w 2025 roku nie wiedział o problemach związanych z Zondacrypto. Twierdził, że przed podpisaniem umowy w oficjalnym piśmie „poprosił” ABW „o udzielenie informacji na temat ”tego typu podmiotów", ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Do dziś.

Z drugiej jednak strony mówił, że w sprawie Zondacrypto "mamy do czynienia ze zmasowaną nagonką na tę firmę i też powstaje pytanie, komu to jest na rękę?”

Jaki jest kontekst?

Media od kilku tygodni donoszą o problemach największej polskiej giełdy kryptowalut Zondacrytpo. Więcej na ten temat można przeczytać tu.

Z wypłatami pieniędzy problemy mają nie tylko zwykli klienci. Panczenista Damian Żurek, który na igrzyskach we Włoszech dwukrotnie zajął czwarte miejsce, skarżył się w radiu RMF FM, że również nie dostał 100 tys. zł w tokenach, które były jedną z nagród dla polskich olimpijczyków sponsorowanych przez Zondacrypto. Tokeny są widoczne na jego koncie, ale nie może zamienić ich na gotówkę.

„Kupowałem mieszkanie z myślą, że obiecane pieniądze trafią na moje konto. Nie chcę myśleć, że może być inaczej” – mówił.

Również Kacper Tomasiak – potrójny medalista igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo – nie może wypłacić z Zondacrypto swojej nagrody – jak ustalił TVN24. Sportowiec za wywalczone medale otrzymał wirtualne tokeny o wartości 550 tys. zł.

Ogółem Zondacrypto ma do wypłaty 13,8 mln zł polskim olimpijczykom, zarówno medalistom, jak i zawodnikom, którzy uplasowali się na pozycjach 4.-8.

Przeczytaj także:

Zondacrypto, która bardzo dużo inwestowała w marketing sportowy, również na innych polach już się poddała i nie wypłaca obiecanych przez siebie pieniędzy sportowcom.

Wielką chlubą Zondy była współpraca sponsorska z legendarnym klubem piłkarskim Juventus F.C., która rozpoczęła się w lutym 2024 roku. Jednak Business Insider Polska właśnie dowiedział się, że współpraca z włoskim klubem zakończyła się w czerwcu 2025 roku, o czym wcześniej media nie informowały.

Zonda była sponsorem jeszcze drugiego klubu z Włoch z serie A – Parma Calcio 1913. Ten jednak nie chciał odpowiedzieć na pytania BI Polska o współpracę oraz ewentualne zaległości finansowe, „ponieważ nie ujawnia strategii biznesowych ani nie podaje szczegółowych informacji na temat relacji z partnerami.”

Na polskim podwórku piłkarskim wiemy, że Raków Częstochowa sam zdecydował się zakończyć współpracę z giełdą kryptowalut Zondacrypto, o czym jako pierwszy informował Przegląd Sportowy Onet.

A za chwilę kolejna może być Pogoń Szczecin. „Zondacrypto, z tego co wiemy, nie przelała Pogoni jednej transzy za współpracę. Ale w tym momencie nie można jednoznacznie przesądzić, że na pewno Pogoń postanowi rozstać się z Zondacrypto” — podaje z kolei portal WP Sportowe Fakty.

Cała rada nadzorcza odchodzi

Tymczasem firma ma coraz większe kłopoty. Jeszcze w sobotę ze stanowiska zrezygnował Dawid Sendecki – członek zarządu giełdy Zondacrypto oraz jej dyrektor odpowiadający za nadzór nad procedurami przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy (AML), o czym poinformował na LinkedIn.

Jak wynika z dokumentów, Sendecki to druga najważniejsza postać w spółce BB Trade Estonia OÜ – operatorze giełdy Zondacrypto – zaraz po jej prezesie Przemysławie Kralu. Mimo to Sendecki twierdzi, że nie miał pojęcia o żadnych nieprawidłowościach, a o tym, że firma nie ma ponoć dostępu do swoich aktywów, czyli nie ma klucza prywatnego do 4500 BTC (ok. 1,2 mld dol.), miał dowiedzieć się z piątkowego oświadczenia Przemysława Krala na platformie X.com.

Dzień później, w niedzielę, rezygnację złożyli wszyscy członkowie rady nadzorczej BB Trade Estonia OÜ. To Veronika Tugo (przewodnicząca), Guido Buehlera i Giorgi Dżaniaszwili, którzy oświadczyli, że o kłopotach firmy dowiedzieli się dopiero, kiedy w polskich mediach wybuchła afera.

Tymczasem w piątek śląska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie Zondacrypto. Prowadzi je Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości z Wrocławia. Straty poszkodowanych klientów to co najmniej 350 mln zł, jednak to stan na piątek, a liczba ta cały czas rośnie wraz z kolejnymi zgłoszeniami od klientów spółki.

Przeczytaj także:

15:51 20-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Michal Ryniak / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Ryniak /...

Po co Macron przyleciał do Polski? I dlaczego do Gdańska?

Były nadzieje na umowy o współpracy gospodarczej. Na doniesienia o budowie drugiej elektrowni atomowej, bo Francja jest potencjalnym partnerem. Na pierwsze konkrety o tzw. parasolu nuklearnym. Konkretów zabrakło. Prezydent skarży się, że został pominięty

Co się wydarzyło?

Prezydent Francji Emmanuel Macron przyleciał w poniedziałek do Gdańska na I Polsko-Francuski Szczyt Międzyrządowy z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Francuskiej.

„Dziś mogę powiedzieć, że jest ktoś, na kim mogę polegać. Co nie jest tak bardzo powszechne w tych dziwnych czasach” -

powiedział na konferencji prasowej Donald Tusk stojąc obok prezydenta Francji.

W takim duchu utrzymana była cała konferencja prasowa obu liderów. Spektakularnych konkretów zabrakło. Wiadomo jedynie, że rozmowy Tuska z Macronem były "bardzo obiecujące, jeśli chodzi o współpracę w energetyce, w kwestiach szeroko pojętego bezpieczeństwa, o współpracę militarną, o współpracę w kosmosie”.

„Kosmos, sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo. We wszystkich tych dziedzinach Europa musi uwierzyć we własne siły i możliwości, bo nikt za nas tych rzeczy nie zrobi, Jeśli sami nie zapewnimy sobie bezpieczeństwa, nikt nam go nie zapewni” – powiedział Tusk.

Francuzi będą chronić Rzeszów-Jasionkę

Prezydent Francji i premier Polski byli pytani przez dziennikarzy, czy zapadły jakieś ustalenia w sprawie stałej obecności francuskich wojsk w Polsce.

Tusk odpowiedział, że to jjuż stało się faktem. Podkreślił, że na razie mamy w Polsce 250 francuskich żołnierzy i to jest wystarczające jako „prolog do dalszej współpracy”.

„Niewykluczone, że Francja przejmie na siebie część obowiązku ochrony Rzeszowa i Jasionki, a więc wielkiego hubu, by transporty na Ukrainę nadal były bezpieczne” – powiedział premier Tusk.

„Jeśli będzie potrzeba, żeby zwiekszyć obecność francuskich żołnierzy na polskiej ziemi, podejmiemy wspólnie tę decyzję najszybciej jak to możliwe” – dodał.

Czy Polska zdobędzie francuski atom?

Prezydent i premier byli pytani także o to, czy zacieśni się współpraca Polski i Francji w zakresie budowy elektrowni atomowej w naszym kraju. Polska jest na etapie podejmowania decyzji o lokalizacji drugiej elektrowni atomowej oraz przed wyborem strategicznego partnera.

Decyzje w tej sprawie jednak nie zapadły. „Francja jest poważnym potencjalnym partnerem w budowie tej drugiej elektrowni. Potrzebujemy partnerów, do których możemy mieć zaufanie ponadczasowe i Francja jest tu oczywistym kandydatem na partnera we wszystkich projektach, nie tylko energetycznych, ale też militarnych i kosmicznych. Będziemy w wielką uwagą oceniać francuską ofertę współpracy” – odpowiedział Donald Tusk.

Premier wyjaśniał także lakonicznie, że

rozmowy dotyczące ewentualnego objęcia Polski francuskim parasolem nuklearnym nadal się toczą, ale wymagają dyskrecji.

„Polska jest w grupie państw, które skorzystały z zaproszenia Francji, aby ściśle współpracować w tej dziedzinie – stwierdził premier.

I dodał, że jest to "grono ekskluzywne, dobrze rozumiejące potrzebę europejskiej solidarności i suwerenności. W obecnej dobie to musi także dotyczyć zdolności odstraszania nuklearnego”.

„Będziemy kontynuować rozmowy, zaczęliśmy o tym rozmawiać jeszcze przed traktatem w Nancy i będziemy dalej nad tym pracować” – mówił Tusk.

W podobnym tonie wypowiadał się wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz pytany o tzw. parasol nuklearny przed wspólną konferencją premiera Tuska i prezydenta Macrona.

„Tutaj im mniej słów, a więcej czynów tym lepiej” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że latem francuskie wojska wezmą udział we wspólnych ćwiczeniach na terenie Polski oraz podkreślał, że Polska pozostaje dla Francji kluczowym partnerem w budowaniu i wzmacnianiu europejskiej architektury bezpieczeństwa.

Ze słów szefa MON wynika, że jednym z głównych tematów poniedziałkowych rozmów był rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego, a także polska oferta dla strony francuskiej. Polskie spółki zbrojeniowe są zainteresowane, żeby zaoferować Francji swoją ofertę, m.in. Pojazdy Minowania Narzutowego Baobab.

Przeczytaj także:

Prezydent pominięty

Prezydent Macron spotkał się jedynie z premierem Donaldem Tuskiem, jednak nie zaplanowano spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim, mimo, że Pałac Prezydencki usilnie o to zabiegał.

Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego Rafał Leśkiewicz powiedział Onetowi, że „Premierowi Tuskowi bardzo zależało na tym, żeby nie doszło do spotkania obu prezydentów. Dlatego naciskał na to, żeby wizyta odbyła się Gdańsku, a nie w Warszawie.”

Dodał, że prezydent Francji przyjechał do Polski na zaproszenie premiera Tuska, a MSZ nie wystosował zaproszenia do prezydenta Karola Nawrockiego.

„To kolejny przykład lekceważenia prezydenta przez rząd.

Lekceważenia Polaków, budowania murów i dzielenia społeczeństwa. To działanie wbrew interesowi Polski. Wykorzystywanie wizyt zagranicznych głów państw do wewnętrznej walki politycznej to przejaw skrajnie niepoważnej postawy rządzących i ośmieszania wizerunku Polski na arenie międzynarodowej” — powiedział Leśkiewicz.

Z kolei Donald Tusk wyjaśniał w piątek podczas konferencji prasowej, że zaprosił Macrona do swojego rodzinnego miasta, by pokazać mu, jak Gdańsk został odbudowany po II wojnie światowej. Ma to być wprowadzenie do konferencji dotyczącej odbudowy Ukrainy, która odbędzie się w Gdańsku w czerwcu 2026.

Jaki jest kontekst?

To pierwsze polsko-francuskie spotkanie na szczycie po tym, jak 9 maja 2025 r. w Nancy oba kraje podpisały traktat o wzmocnionej współpracy i przyjaźni między Polską a Francją. Współpraca ma dotyczyć kwestii militarnych, gospodarczych, społecznych i związanych z kulturą oraz zakłada wzajemne gwarancje bezpieczeństwa.

Podczas wizyty w Gdańsku prezydentowi Francji towarzyszą ministrowie: obrony, spraw zagranicznych, kultury oraz ministra odpowiedzialna za sprawy energetyki w ministerstwie gospodarki.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, po poniedziałkowym Szczycie w Gdańsku część francuskiej delegacji przeniesie się do Katowic, żeby wziąć udział w Europejskim Kongresie Gospodarczym (EEC). Delegacji tej będą towarzyszyć przedstawiciele francuskich firm jak EDF, Eutelsat i Thales. Częścią EEC będzie bowiem Polsko-Francuskie Forum Gospodarcze.

Przeczytaj także: