0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaFot. Dawid Zuchowicz...

Były szef KRRiT Maciej Ś. zatrzymany przez CBA

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dwie osoby w związku ze śledztwem w sprawie finansowania kampanii „Sprawiedliwe Sądy” ze środków Polskiej Fundacji Narodowej. Celem kampanii – jak orzekł warszawski sąd rejonowy w 2018 roku – było kreowanie negatywnego wizerunku środowiska sędziowskiego jako „specjalnej kasty”.

Co się wydarzyło?

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w działaniu Polskiej Fundacji Narodowej przyspiesza.

We wtorek 14 lipca Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych, przekazał na X, że rano, na polecenie prokuratora Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali dwóch byłych członków Polskiej Fundacji Narodowej: 64-letniego Macieja Ś. i 63-letniego Cezarego J.

„Śledztwo jest prowadzone w sprawie nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w 2017 r. przez członków zarządu Polskiej Fundacji Narodowej w związku z finansowaniem kampanii medialnej »Sprawiedliwe sądy«, czym wyrządzono fundacji szkodę majątkową w wielkich rozmiarach w kwocie nie mniejszej niż 8,4 mln zł” – poinformował Dobrzyński.

Jak przekazał koordynator służb specjalnych, Tomasz Siemoniak, Maciej Ś. i Cezary J., jako członkowie zarządu Polskiej Fundacji Narodowej uruchomili w 2017 środki fundacji na kampanię „Sprawiedliwe Sądy”.

„Kampania polegała przede wszystkim na atakowaniu środowiska sędziowskiego i odpowiadała na zamówienie polityczne rządu PiS i dezawuowała niezawisłe sądy. Szkody finansowe fundacji wyniosły co najmniej 8,4 mln zł, szkody moralne są nie do oszacowania. Użycie środków fundacji do partyjnych celów musi zostać rozliczone!” – wezwał Siemoniak.

Po przeszukaniach i zabezpieczeniach, które prowadzą agenci, zatrzymani mężczyźni zostali przewiezieni do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie.

Jaki jest kontekst?

Polska Fundacja Narodowa została powołana w 2016 roku z inicjatywy rządu PiS. Finansowało ją kilkanaście spółek Skarbu Państwa. Zgodnie ze statutem jej zadaniem było promowanie Polski i budowanie jej wizerunku za granicą.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektów PFN była kampania „Sprawiedliwe Sądy”, prowadzona w 2017 roku. Obejmowała billboardy, spoty telewizyjne i internetowe oraz specjalną stronę internetową. Kampania przedstawiała wymiar sprawiedliwości i środowisko sędziowskie w negatywnym świetle, odwołując się m.in. do hasła o „specjalnej kaście”. Towarzyszyła forsowanym przez rząd PiS zmianom w sądownictwie. Jej koszt wyniósł ok. 16,5 mln zł.

W 2018 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia orzekł, że kampania była niezgodna z celami statutowymi Polskiej Fundacji Narodowej. W uzasadnieniu wskazał, że kreowała „wyłącznie negatywny, oparty na jednostkowych przypadkach, obraz władzy sądowniczej”, zamiast realizować ustawowy cel promocji Polski.

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie prowadzi śledztwo dotyczące działań członków zarządu PFN w 2017 roku. Bada, czy poprzez sfinansowanie kampanii „Sprawiedliwe Sądy” nadużyli uprawnień i nie dopełnili obowiązków, wyrządzając fundacji szkodę majątkową.

Kampania „Sprawiedliwe Sądy” nie była jednak jedyną budzącą wątpliwości akcją PFN:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

08:44 14-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Alex Brandon / POOL / AFPFot. Alex Brandon / ...

Stany Zjednoczone oddają cła po wyroku SN

USA musiały zwrócić już 81 miliardów dolarów pobranych ceł, po tym jak amerykański Sąd Najwyższy uznał je za niezgodne z prawem.

Co się wydarzyło?

Stany Zjednoczone dokonują zwrotów pobranych ceł, po tym jak amerykański Sąd Najwyższy orzekł w lutym 2026, że zostały one nałożone na mocy nieprawidłowej podstawy prawnej. W tym roku podatkowym, który zaczął się w październiku 2025, rząd oddał już 81 mld dolarów amerykańskim firmom importującym towary z państw, z których import został obłożny cłami – wynika z opublikowanych w poniedziałek danych amerykańskiego Departamentu Skarbu.

Globalne cła w wysokości 10 procent, którymi obłożony jest import z większości państw, wygasają 24 lipca. Biały Dom przygotowuje nowe taryfy. Według zapowiedzi nowe stawki mogłyby wynieść od 10 do 12,5 proc. i objąć m.in. Wielką Brytanię, Japonię, Indie, Tajwan oraz Chiny.

Równocześnie Trump grozi wprowadzeniem 25-procentowych ceł na towary z Brazylii oraz nawet 100-procentowych taryf wobec państw europejskich utrzymujących lub rozważających wprowadzenie podatku od usług cyfrowych. Taki podatek obowiązuje już m.in. w Wielkiej Brytanii (wynosi 2 proc.), Francji, Hiszpanii i we Włoszech (3 proc.). Amerykański Departament Skarbu wyliczył, że tylko w Wielkiej Brytanii takie firmy jak Apple, Meta i Google zapłaciły w latach 2024-2025 aż 800 milionów funtów podatku.

Jaki jest kontekst?

Trump przedstawiał cła jako uniwersalne rozwiązanie problemów amerykańskiej gospodarki. Przekonywał, że dzięki nim produkcja wróci do Stanów Zjednoczonych, uda się wynegocjować korzystniejsze umowy handlowe, a dodatkowe wpływy pomogą ograniczyć deficyt budżetowy. Tymczasem polityka handlowa przedstawiana jako obrona „zwykłych Amerykanów” w praktyce podnosi ceny, uderza w gospodarstwa domowe i podcina rentowność małych firm zależnych od importowanych komponentów.

Ekonomiści zwracają uwagę, że ciężar ceł w praktyce ponoszą przede wszystkim amerykańscy importerzy i konsumenci, a nie zagraniczni producenci. Wyższe koszty sprowadzania stali, aluminium czy komponentów z Chin przenoszone są na kolejne etapy produkcji, co przekłada się na wzrost cen samochodów, sprzętu AGD, elektroniki, odzieży i wielu innych produktów codziennego użytku. Szczególnie dotkliwe skutki odczuwają małe i średnie przedsiębiorstwa uzależnione od importowanych komponentów, które nie mają możliwości szybkiego przeniesienia produkcji ani wynegocjowania niższych cen u dostawców.

Jak wynika z danych Departamentu Skarbu także argument o tym, że cła poprawią sytuację finansów publicznych nie do końca da się obronić. Najnowsze dane pokazują, że po chwilowych spadkach, deficyt znów rośnie. W pierwszych dziewięciu miesiącach roku podatkowego osiągnął 1,367 bln dolarów, o 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Wydatki na obsługę długu przekroczyły już bilion dolarów, a nakłady na wojsko wzrosły o 5 proc., m.in. w związku z zaangażowaniem USA na Bliskim Wschodzie.

W lutym 2026 roku amerykański Sąd Najwyższy orzekł, że Donald Trump nie miał prawa wprowadzić tzw. ceł wzajemnych, ponieważ zgodnie z Konstytucją USA kompetencja do nakładania ceł i innych podatków należy do Kongresu, a nie do prezydenta. Sędziowie uznali, że administracja bezprawnie powołała się na ustawę o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (IEEPA), która nie daje prezydentowi prawa do jednostronnego nakładania powszechnych ceł na import z niemal całego świata.

W odpowiedzi Trump natychmiast oparł cła na innej podstawie prawnej – art. 122 amerykańskiej ustawy o handlu z 1974 r. Przepis ten pozwala prezydentowi nałożyć tymczasowe cła do 15 proc. na maksymalnie 150 dni, bez zgody Kongresu, jeśli uzna, że Stany Zjednoczone mają poważny problem z bilansem płatniczym. Na tej podstawie wprowadzono obecne 10-procentowe globalne cło.

Ta podstawa prawna również została zakwestionowana. W maju 2026 r. Sąd Handlu Międzynarodowego uznał, że Trump nadużył prawa, ponieważ deficyt handlowy nie spełnia przesłanek zastosowania tego przepisu. Administracja odwołała się jednak od wyroku. Do czasu rozpoznania apelacji federalny sąd apelacyjny pozwolił administracji nadal pobierać 10-procentowe cła. Ostateczny los tych ceł nie jest jeszcze przesądzony.

Przeczytaj także:

05:53 14-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Evgen KOTENKO / AFPFot. Evgen KOTENKO /...

Rosja znowu uderza rakietami w Kijów. Ukraińcy trafiają dwie rafinerie w Rosji

Rosja we wczesnych godzinach porannych we wtorek przeprowadziła kolejny atak rakietowy na Kijów. W mieście działa obrona przeciwlotnicza

Co się stało?

Reporterzy Kyiv Post usłyszeli eksplozję jeszcze przed ogłoszeniem alarmu przeciwlotniczego w Kijowie, po czym miejskie systemy obrony powietrznej odpowiedziały na atak w stolicy i innych regionach. W ciągu kilku minut w całym mieście odnotowano aż osiem eksplozji. Rosja wystrzeliła w kierunku miasta prawdopodobnie od sześciu do ośmiu zmodyfikowanych rakiet balistycznych S-400.

Nie ma jeszcze danych o ofiarach.

Jaki jest kontekst?

Od maja Rosja regularnie ostrzeliwuje Kijów i inne ukraińskie miasta. To jej odpowiedź na ukraińskie ataki na rosyjski przemysł naftowy, zaopatrzenie Krymu i bezpośrednie zaplecze frontu.

Dziś Ukraińcy trafili rafinerię w Saławacie, 1400 km od granicy Rosji oraz rafinerię afipską w Kraju Krasnodarskim.

Ataki te wywołują coraz bardziej poważne problemy w Rosji. Paliwa brakuje, jego ceny rosną, a kolejki pod stacjami benzynowymi wydłużają się. Publicznie przyznaje się do tego Putin. Ale w poniedziałek 13 lipca zapowiedział:

„Niezależnie od tego, gdzie spróbują uderzyć na terytorium Rosji , odpowiemy w ten sam sposób, tylko kilkakrotnie silniej. Wróg to odczuje. Mam nadzieję, że już to odczuwa. I będzie to odczuwał w coraz większym stopniu”.

Ataki rosyjskie nie są precyzyjne, ginie w nich wiele osób, bo Rosjanie uderzają w domy mieszkalne i centra miast. Tłumaczą to tym, że to tam właśnie Ukraińcy mają ulokowane zakłady zbrojeniowe. Albo że to niecelna ukraińska obrona powoduje straty wśrod cywili.

Ukraińcy sprawnie zestrzeliwują rosyjskie drony, są jednak coraz bardziej bezradni wobec rakiet balistycznych. Apelują o wsparcie sojuszników z Zachodu. Rakiet do systemy Patriot nie starcza. Ukraińcy szacują, że potrzeba ich sto miesięcznie.

W poniedziałek dziesięć krajów europejskich – wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Holandia, Szwecja, Norwegia i Dania – ogłosiły wraz z Ukrainą, że tworzy koalicję w zakresie obrony przeciwrakietowej. Chodzi o wspólne opracowanie nowego systemu rakiet przeciwbalistycznych jako alternatywnego i tańszego rozwiązania dla amerykańskiego systemu Patriot.

Na spotkaniu poruszono również kwestię możliwości pozyskania większej liczby amerykańskich pocisków przechwytujących Patriot oraz przyspieszono rozmieszczenie francusko-włoskiego systemu obrony powietrznej SAMP-T.

W koalicji nie ma Polski, w której opozycja wywołała awanturę o to, że władze dostarczyły Ukrainie pięć rakiet do systemu Patriot.

„Trzeba zmusić Unię Europejską, również naszą pozycją w Unii Europejskiej, do tego, żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich”

- oświadczył w poniedziałek w TV Republika kandydat PiS na premiera Przemysła Czarnek.

20:05 13-07-2026

Prawa autorskie: Photo by SAUL LOEB / AFPPhoto by SAUL LOEB /...

Koniec najnowszego porozumienia USA-Iran. Na razie wracamy do wojny

Porozumieniu od początku brakowało solidnych podstaw do budowy trwałego pokoju. Amerykanie wznawiają blokadę morską Iranu, co najpewniej oznacza koniec umowy

Co się wydarzyło

Przez ostatnie dni obserwowaliśmy sukcesywne rozpadanie się wstępnego porozumienia między Iranem i USA. Dziś możemy już mówić o śmierci tej umowy. W ciągu dnia prezydent USA Donald Trump ogłosił, że Amerykanie zamierzają kontrolować cieśninę Ormuz i pobierać 20-procentową opłatę od transportu towarów tą trasą. To pomysł absurdalny i trudny do realizacji. Ale jednocześnie pokazuje to kierunek, w którym podąża Trump wobec Iranu. Amerykański prezydent próbuje podbijać stawkę, demonstrować siłę i sugerować, że nie ugnie się pod postulatami Irańczyków.

Trump jednak wielokrotnie używał mocnych deklaracji, by za chwilę się z nich wycofywać. Co jednak ważniejsze, chwilę później amerykańska armia ogłosiła, że wznawia blokadę morską Iranu. A to już znacznie dalej idąca zapowiedź. Iran i USA i tak w ostatnich dniach wymieniły wiele ataków (w przypadku Iranu przede wszystkim na amerykańskie bazy w krajach Zatoki Perskiej). Iran z pewnością przyjmie blokadę jako działanie wojenne. To też złamanie zapisów porozumienia.

Nie można wykluczyć, że w przyszłości umowa ta będzie przyjęta za podstawę kolejnych negocjacji. Na dziś jednak trudno znaleźć inny scenariusz na najbliższe dni, jak powrót do działań wojennych z obu stron.

Dziś wieczorem ataki z obu stron są kontynuowane. Amerykanie uderzają w cele na irańskim wybrzeżu, m.in. w Bandar Abbas. Z kolei irańska agencja prasowa Tasnim przekazała, że Irańczycy uderzyli w kilka statków w cieśninie Ormuz, które łamały wznowioną niedawno irańską blokadę.

Jaki jest kontekst

Wstępne porozumienie USA z Iranem (memorandum of understanding) zostało podpisane przez obie strony 17 czerwca. Umowa zakładała m.in. stopniowe przywracanie ruchu w cieśninie Ormuz. Jej zapisy były jednak bardzo niekonkretne i miały być podstawą do dalszych negocjacji. Obie strony niemal od początku starały się te napisy naciągnąć, by demonstrować własną kontrolę nad cieśniną. To doprowadziło do dalszej eskalacji, a ostatecznie, przynajmniej chwilowo, powrót do wojny między oboma państwami.

Wojna, która miała być krótkim amerykańskim zwycięstwem i podporządkowaniem sobie Iranu przez USA się przeciąga. I de facto stała się wojną o kontrolę nad ciesniną Ormuz. Amerykanie mają narzędzia, by nacisk przenieść ponownie na terytorium Iranu, mogą też wrócić do gróźb ataków na irańską infrastrukturę. Z tak nieprzewidywalnym prezydentem jak Donald Trump trudno przewidzieć nawet przebieg kilku kolejnych dni.

Przeczytaj także:

14:28 13-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Michał Borowczyk/Agencja Wyborcza.plFot. Michał Borowczy...

Sąd nie uwzględnił wniosku o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Ziobry

Według sądu prokuratura nie wykazała, że zbiegły do USA Zbigniew Ziobro przebywa lub może pojawić się na terenie Unii Europejskiej.

Co się wydarzyło?

Sąd Okręgowy w Warszawie nie uwzględnił wniosku o wydanie europejskiego nakazu aresztowania wobec byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. O decyzji sądu poinformowała rzeczniczka sądu ds. karnych Anna Ptaszek.

Choć ENA to czysto formalna procedura, sąd uznał, że prokuratura nie wykazała, że Ziobro przebywa lub może pojawić się na terenie Unii Europejskiej. A to jeden z dwóch warunków wydania nakazu. Pierwszy dotyczył wydania zgody na tymczasowy areszt (zakończony 1 lipca prawomocnym wyrokiem).

Bliźniacza decyzja zapadła w sprawie zatrzymania Ziobry na terenie Wielkiej Brytanii. Jak przekazała Ptaszek, oba orzeczenia są niezaskarżalne.

Orzecznictwo sądów w podobnych sprawach nie wymaga obecności poszukiwanego na terenie Unii. Wystarczy, że prokuratura wykaże, że przebywał tu wcześniej lub że ma związki z Unią Europejską. Na przykład posiada nieruchomości na terenie UE i może w każdej chwili się tam pojawić.

Przypomnijmy, że Zbigniew Ziobro, który wcześniej schronienia szukał na Węgrzech, wyjechał do USA tuż po tym, jak wybory przegrał Victor Orbán. Za ocean były minister sprawiedliwości dostał się na podstawie dwóch dokumentów: wizy dziennikarskiej i tzw. paszportu genewskiego, wydawanego uchodźcom.

Jak pisał w OKO.press Mariusz Jałoszewski, minister Waldemar Żurek zwrócił się do nowego węgierskiego rządu o uchylenie azylu politycznego dla Ziobry. Pozwoliłoby to na podważanie legalności jego pobytu w USA. Decyzja zapadła 2 lipca – Węgry cofnęły azyl, pozbawiając ochrony byłego ministra sprawiedliwości i jego żonę. Minister Żurek zapowiadał, że w takiej sytuacji będzie można wystąpić do amerykańskiej służby migracyjnej ICE, wskazując, że Ziobro jest w USA nielegalnie. Decyzja może też pomóc we wniosku o ekstradycję polityka Suwerennej Polski.

Przeczytaj także:

To jednak wcale nie takie proste, biorąc pod uwagę, że Amerykanie pomogli Ziobrze w legalizacji pobytu. Z wcześniejszych informacji Reutersa wynika, że to Christopher Landau, numer dwa amerykańskiej dyplomacji, polecił urzędnikom wysokiej rangi Departamentu Stanu, aby ułatwili i zatwierdzili wydanie wizy Ziobrze, umożliwiając mu ucieczkę z Węgier. Jedno ze źródeł Reutersa potwierdziło, że była to wiza dziennikarska. W USA Ziobro pełni rolę komentatora politycznego dla zblatowanej z PiS Telewizji Republika.

Jaki jest kontekst?

Prokuratura Krajowa chce postawić Zbigniewowi Ziobrze 26 zarzutów, głównie za nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Śledczy zarzucają politykowi Suwerennej Polski, że stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było wyłudzanie publicznych środków dla interesów partyjnych lub osobistych.

W 2025 roku Sejm zgodził się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Ziobry, a prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów dotyczących afery Funduszu Sprawiedliwości. Jednak wniosek o Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) utknął w sądzie, o czym pisał w OKO.press Mariusz Jałoszewski.

„Nie zamierzam się ukrywać. Nie ukrywałem się też na Węgrzech” – deklarował tuż po wyjeździe na antenie Telewizji Republika Ziobro. „Będę uważnym obserwatorem tego, co się dzieje w Polsce. Zamierzam pozostać w Stanach Zjednoczonych i korzystać z amerykańskiej wolności” – dodał były minister.

Trwają też poszukiwania byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości również uciekł na Węgry. I też dostał tam azyl od rządu Orbána.

Po zmianie władzy uciekł z Węgier. Nie jest jasne, gdzie się ukrywa teraz. Nie ma potwierdzenia, czy jest na terenie UE, na Bałkanach czy też w Turcji. Wcześniej prawicowy portal wPolityce sugerował, że też jest w USA. Polskie służby temu zaprzeczają.

Sytuacja prawna Romanowskiego jest gorsza, ponieważ wydano za nim europejski nakaz aresztowania. Miało to być jednym z powodów, dla których nie otrzymał wizy do USA.

Przeczytaj także: