Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jak ustalił RMF, w poniedziałek odbędzie się głosowanie w sprawie klauzul chroniących unijnych rolników przed nadmiernym importem z krajów Mercosur
Głosowanie w sprawie klauzul chroniących unijnych rolników przed nadmiernym importem z krajów Mercosur wpisano do agendy poniedziałkowego posiedzenia ambasadorów UE. Co to oznacza?
Jak w OKO.press informowała Paulina Pacuła, w tym roku nie uda się sfinalizować prac nad umową o strefie wolnego handlu z krajami Mercosuru. Jednak, jak podaje RMF, Bruksela ma nowy plan, by podpisać ją 12 stycznia w Paragwaju. To oznacza, że klauzule muszą być przyjęte jeszcze w tym roku. Stąd poniedziałkowe głosowania.
We wtorek 16 lutego Parlament Europejski przyjął ambitniejszy niż proponowany przez Komisję pakiet środków ochronnych, które mają zabezpieczyć interesy europejskich rolników przed ewentualnymi wstrząsami rynkowymi spowodowanymi przez liberalizację handlu z największymi krajami Ameryki Południowej.
Pakiet zaproponowany przez Komisję zakładał środki ochronne na grupę produktów uznanych za wrażliwe. Na tej liście znalazły się wołowina, drób, ryż, miód, jaja, czosnek, etanol, cukier, mleko w proszku, rum, kukurydza i biodiesel. Lista została przygotowana po konsultacjach z organizacjami rolniczymi.
„[Wymóg wzajemności standardów – red.] to najważniejsza rzecz, o którą postulowali rolnicy i rolnicze związki branżowe, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Chodzi nie tylko o to, by produkty spełniały te same standardy jakości, ale przede wszystkim o wzajemność w procesie produkcji, np. w odniesieniu do ograniczeń stosowania pestycydów i antybiotyków, które obowiązują unijnych rolników” – powiedział Krzysztof Hetman.
Dodał też, że te środki ochrony dla rolników to „przewrót kopernikański” ws. umowy z Mercosurem.
Finalizacja prac nad umową Mercosur to jeden z najważniejszych tematów tygodnia. Prace nad umową rozpoczęto w 1999 roku, negocjacje trwają już ponad 26 lat.
Umowa o wolnym handlu z krajami Mercosur zakłada utworzenie strefy wolnego handlu między Unią Europejską a krajami Mercosuru – Brazylią, Argentyną, Urugwajem i Paragwajem. Ta, jeśli powstanie, byłaby jedną z największych stref wolnego handlu na świecie.
Obejmowałaby rynki liczące 720 mln konsumentów (450 mln w UE i 270 mln w krajach Mercosur) i gospodarki o łącznym PKB 22,3 biliony dolarów.
Umowa zakłada przede wszystkim wyeliminowanie lub znaczne obniżenie ceł we wymianie handlowej. Obecnie są one bardzo wysokie i w przypadku niektórych kategorii produktów, takich jak właśnie produkty rolno-spożywcze, wynoszą nawet 40-50 proc., czyniąc wymianę handlową zupełnie nieopłacalną.
Obniżki mają dotyczyć ok. 90 proc. kategorii produktów importowanych i eksportowanych między UE a krajami Mercosuru.
„Jeśli poważnie myślimy o wzroście konkurencyjności europejskich gospodarek, potrzebujemy kolejnych umów handlowych (…) Umowa z Mercosurem to największa umowa handlowa, jaką negocjuje UE. W dobie ogromnej niepewności na światowych rynkach ze względu na napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, ale też ze względu na zmieniającą się dynamikę w relacjach między USA a UE, jej podpisanie będzie ważnym sygnałem wysłanym światu, że handel oparty na stabilnych zasadach wciąż jest kluczowy dla rozwoju gospodarczego i przynosi korzyści krajom, które są gotowe reguł przestrzegać” – mówił Olof Gill.
„Ta umowa jest za duża i zbyt ważna, byśmy z niej zrezygnowali” – podkreślił rzecznik Komisji Europejskiej.
Umowa z krajami Mercosur ma też duże znaczenie geopolityczne. Jej celem jest stworzenie konkurencji w Ameryce Południowej dla wpływów Chin i Rosji oraz utworzenie nowych możliwości handlowych dla europejskiego biznesu, który ucierpiał na amerykańskich cłach.
Więcej o negocjacjach ws. umowy i o samej umowie przeczytacie w poniższych tekstach:
Przeczytaj także:
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził w niedzielę, że prezydent Władimir Putin „wyraził gotowość” do rozmowy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem na temat zakończenia wojny w Ukrainie.
„Jeżeli jest wzajemna wola polityczna to można ją ocenić tylko pozytywnie” – powiedział Pieskow w wywiadzie dla państwowej agencji informacyjnej RIA Novosti. To odpowiedź na słowa Macrona, który na początku tygodnia stwierdził, że Europa powinna rozważyć ponowne nawiązanie kontaktów z Putinem, aby pomóc w zakończeniu konfliktu na Ukrainie.
Pałac Elizejski zareagował błyskawicznie. Ogłosił, że w najbliższych dniach zostanie podjęta decyzja w sprawie warunków, na jakich mogłoby to nastąpić.
Jak donosi Le Monde prezydencja francuska podkreśliła, że wszelkie dyskusje z Moskwą będą prowadzone „w pełnej przejrzystości” z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i Europejczykami, a jej celem pozostaje osiągnięcie „solidnego i trwałego pokoju” dla Ukrainy.
W lipcu prezydenci Francji i Rosji odbyli dwugodzinną rozmowę telefoniczną – pierwszą bezpośrednią rozmowę po trzech latach przerwy. Macron wezwał wóczas Putina do zawieszenia broni na Ukrainie, ale niewiele wskórał.
Przypomnijmy, że w poniedziałek 15 grudnia zakończyła się dwudniowa runda negocjacji w Berlinie, w której uczestniczyła delegacja Ukrainy wraz z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, a także m.in. wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner. Gospodarzem rozmów był kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który po zakończeniu spotkania ocenił, że po raz pierwszy od początku wojny pojawiły się realne szanse na rozejm w Ukrainie. Jak pisały w OKO.press Agnieszka Jędrzyjczyk i Krystyna Garbicz Ukraińcy wspólnie z Europejczykami i Amerykanami uzgodnili, że razem dążą do pięciu celów, m.in. rozejmu po czterech latach wojny, gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i utrzymania jedności i siły NATO oraz UE.
Tymczasem w Miami trwają rozmowy amerykańskich negocjatorów ze specjalnym wysłannikiem Putina, Kiryłem Dmitrijewem. na temat europejskich propozycji Według amerykańskich mediów w sobotę negocjatorzy Waszyngtonu przekazali Rosji listę pytań i oczekiwań. Rosjanin uznał rozmowy ze Stevem Witkoffem i zięciem prezydenta Donalda Trumpa, Jaredem Kushnerem za „konstruktywne”,
Nieco inne zdanie ma Jurij Uszakow, doradca Kremla ds. polityki zagranicznej. „Jestem pewien, że propozycje, które Europejczycy i Ukraińcy złożyli lub próbują złożyć, z pewnością nie poprawiają dokumentu i nie zwiększają możliwości osiągnięcia długotrwałego pokoju” – powiedział w niedzielę rano Uszakow, cytowany przez agencję informacyjną Interfax. Dodał, że Dmitrijew „wróci do Moskwy i złoży raport", a Rosjanie omówią dalsze działania.
Podstawą rozmów pokojowych jest prorosyjski „28-punktowy plan Trumpa”, ujawniony w mediach pod koniec listopada. Europejczycy i Ukraińcy starają się go zmienić. Przy czym Ukraina przystaje na niektóre niekorzystne dla siebie punkty – ale w zamian domaga się gwarancji bezpieczeństwa od sojuszników i pomoc w odbudowie kraju po zniszczeniach czteroletniej wojny.
„Nie uważam, by ustalenia z Berlina faktycznie przybliżyły nas do porozumienia pokojowego. Sądzę, że europejskim politykom chodzi bardziej o to, żeby zapewnić lub spróbować zapewnić prezydenta Donalda Trumpa, że powinien być z nami, a nie wycofywać się z kwestii Ukrainy. Zamiast wtykać mu dwa palce w oczy, sprawić, żeby poczuł, że robi coś pożytecznego i ważnego” – oceniała w rozmowie z OKO.press Nathalie Tocci, dyrektorka włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i była doradczyni Wysokich Przedstawicieli UE Federiki Mogherini i Josepa Borrella.
W ubiegłym tygodniu przywódcy Unii Europejskiej zgodzili się w piątek przekazać Ukrainie 90 miliardów euro na pokrycie jej potrzeb militarnych i gospodarczych w ciągu najbliższych dwóch lat, jednak nie udało im się przezwyciężyć różnic z Belgią, które pozwoliłyby im wykorzystać zamrożone aktywa rosyjskie do pozyskania funduszy. Jak pisała Paulina Pacuła w OKO.press środki mają zostać przekazane w trybie pilnym, a całość zostanie sfinansowana ze wspólnego długu, gwarantowanego przez budżet Unii Europejskiej.
W piątek Putin przemówił do narodu w ramach corocznej konferencji prasowej. W drugiej godzinie programu dopuszczony do głosu został dziennikarz NBC. Zapytał, czy – wobec gotowości Ukrainy do ustępstw i nieprzejednanego stanowiska Rosji Putin nie czuje się teraz winny śmierci na tej wojnie. Putin dał tę samą powtarzaną od lat opowieść o tym, że to "nie Rosja zaczęła”. A poza tym on już poszedł na kompromis, w czasie spotkania z Trumpem na Alasce 15 sierpnia. Tymczasem Amertkanie te propozycje zmienili na gorsze – powodu nacisku Ukrainy i „jej europejskich partnerów”.
Jak pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk w trzeciej godzinie programu dziennikarzowi serbskiemu Putin powtórzył to, co ostatnio opowiada w kółko. Że Rosja chce wypełnienia zobowiązania USA z początku lat 90., że NATO nie rozszerzy się na Zachód (czyli domaga się wycofania NATO z Europy Środkowej).
Przeczytaj także:
Dyrektorka Wywiadu Narodowego USA krytykuje „podżegaczy wojennych” i twierdzi, że Rosja "nie ma zdolności podbicia i okupowania Ukrainy ani napaści na Europę”.
„Podżegacze wojenni (…) i ich media propagandowe znów próbują podważyć wysiłki prezydenta Trumpa na rzecz zaprowadzenia pokoju na Ukrainie — i w istocie w Europie — fałszywie twierdząc, że »amerykańskie środowisko wywiadowcze« popiera punkt widzenia UE/NATO, zgodnie z którym celem Rosji jest inwazja/podbicie Europy (by zdobyć poparcie dla swojej polityki prowojennej). Prawda jest taka, że »amerykański wywiad« ocenia, iż Rosja nawet nie ma zdolności podbicia i okupowania Ukrainy, a co mówić o »atakowaniu i okupowaniu« Europy” — napisała Gabbard w serwisie X.
To odpowiedź na doniesienia agencji Reuters, która poinformowała w piątek, że według amerykańskiego wywiadu Putin zamierza zająć całą Ukrainę i rości sobie prawa do części Europy. Agencja powołała się na sześć źródeł zbliżonych do amerykańskiego wywiadu. Ustalenia te pokrywają się z ocenami europejskich przywódców i agencji wywiadowczych, a przeczą m.in. twierdzeniom prezydenta Donalda Trumpa i jego negocjatorów pokojowych na Ukrainie, według których Putin chce zakończyć wojnę.
„Wywiad zawsze wskazywał, że Putin chce więcej. Europejczycy są o tym przekonani. Polacy są absolutnie przekonani” – stwierdził Mike Quigley, demokratyczny członek Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów w rozmowie z Reutersem.
Tymczasem w sobotnim wpisie na X, Gabbard napisała, że oficerowie wywiadu poinformowali parlamentarzystów, że „Rosja dąży do uniknięcia większej wojny z Europą” i że działania jej wojsk na Ukrainie pokazują, że obecnie nie ma ona możliwości opanowania „całej Ukrainy, nie mówiąc już o Europie”.
Gabbard to była członkini Izby Reprezentantów z Hawajów, która w lutym objęła funkcję dyrektorki amerykańskich agencji wywiadowczych, w tym CIA i FBI. Wybór Trumpa wzbudził wielkie kontrowersje, bo Gabbard oskarżana jest o szerzenie rosyjskiej propagandy. W dniu inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku oznajmiła na Twitterze: „Tej wojny i cierpienia można było łatwo uniknąć, gdyby administracja Bidena/NATO po prostu uznała uzasadnione obawy Rosji dotyczące bezpieczeństwa”. Później rozpowszechniała fałszywe teorie, że Stany Zjednoczone prowadziły na terenie Ukrainy prace nad bronią biologiczną.
„W niemal każdym konflikcie, w którym brała udział Rosja, Gabbard popierała Moskwę i występowała przeciwko USA” –pisał po wyborze Gabbard brytyjski dziennik „Independent”.
W czerwcu dyrektorka amerykańskich służb opublikowała trzyipółminutowy film opisujący jej wizytę w Hiroszimie w Japonii i grozę wywołaną przez detonację bomby atomowej 80 lat temu. Ostrzegła, że groźba wojny nuklearnej wciąż istnieje. „Stoimy tu dzisiaj, bliżej krawędzi nuklearnej zagłady niż kiedykolwiek wcześniej. Elity polityczne i podżegacze wojenni bezmyślnie podsycają strach i napięcia między mocarstwami nuklearnymi”- napisała, za co została ostro skrytykowana przez Trumpa.
„New York Times” donosił, że „prezydent i niektórzy urzędnicy administracji postrzegali jej podróże zagraniczne jako formę autopromocji jej kariery politycznej”.
Przeczytaj także:
W połowie grudnia zakończyły się rozmowy przywódców państw europejskich, które dotyczyły europejskiego planu pokojowego. Jak wynika z przecieków, jego podstawą jest prorosyjski „28-punktowy plan Trumpa”, ujawniony w mediach pod koniec listopada. Europejczycy i Ukraińcy starają się go zmienić. Przy czym Ukraina przystaje na niektóre niekorzystne dla siebie punkty – ale w zamian domaga się gwarancji bezpieczeństwa od sojuszników i pomoc w odbudowie kraju po zniszczeniach czteroletniej wojny.
Wiadomo, że „28 punktów” Amerykanie stworzyli na podstawie żądań Moskwy. Równolegle prowadzą z nimi szczegółowe rozmowy o przywróceniu stosunków handlowych z Rosją i korzystnych dla ekipy Trumpa umowach. Amerykanie uznali, że te 28 punktów to wszystko, czego chce Putin. Ten jednak 21 listopada doprecyzował, że to tylko wstęp do dalszych rozmów.
Ponadto w ubiegłym tygodniu europejscy przywódcy podczas rozmów w Brukseli zdecydowali o udzieleniu Ukrainie kolejnego, potężnego wsparcia finansowego. Środki mają zostać przekazane w trybie pilnym, a całość zostanie sfinansowana ze wspólnego długu, gwarantowanego przez budżet Unii Europejskiej. Jak pisała Paulina Pacuła w OKO.press negocjacje trwały 16 godzin, a obrady były przerywane jedynie na krótkie posiłki.
Tymczasem rosyjska propaganda cały czas przypomina roszczenia Putina z grudnia 2021 roku, zgodnie z którymi NATO miałoby się wycofać do granic sprzed 1999 roku (a więc również z Polski). W piątek odbyła się również bardzo długa, doroczna konferencja prasowa Władimira Putina. Dopuszczony do głosu dziennikarz NBC w drugiej godzinie programu zapytał, czy – wobec gotowości Ukrainy do ustępstw i nieprzejednanego stanowiska Rosji Putin nie czuje się winny śmierci na wojnie. Putin – jak pisze Agnieszka Jędrzejczyk dla OKO.press – dał tę samą powtarzaną od lat opowieść o tym, że to nie „Rosja zaczęła”. A Rosja już poszła na kompromis, w czasie spotkania z Trumpem na Alasce 15 sierpnia. Tymczasem potem te propozycje zostały pogorszone, z powodu nacisku Ukrainy i „jej europejskich partnerów”.
Przeczytaj także:
Według nieoficjalnych informacji na tankowcu zginął Andriej Awierianow – generał GRU
Ukraina poinformowała, że za pomocą dronów zaatakowała w piątek 19 grudnia 2025 należący do rosyjskiej „floty widmo” tankowiec Qendil. Znajdował się on na Morzu Śródziemnym u wybrzeży Libii w odległości około 2 tys. km od granic Ukrainy. Płyną on pod flagą Omanu.
Według niepotwierdzonych informacji z ukraińskich źródeł (kanały Telegram powiązane z SBU) na tankowcu zginął gen. Andriej Awierianow – dowódca jednostki GRU 29155.
Awierianow był na liście osób objętych europejskimi sankcjami zatwierdzonej przez państwa UE w grudniu 2024 roku. Jednostka, którą dowodził, stała za zamachami przeprowadzanymi w Europie, w tym za zamachami na amerykańskich dyplomatów. GRU 29155 to elitarne grono szpiegów rosyjskich – sabotażystów znanych przede wszystkim z trucia przeciwników Kremla.
Według źródeł brytyjskiego „Guardiana” w ukraińskiej Służbie Bezpieczeństwa tankowiec „poniósł krytyczne uszkodzenia i nie może być dalej używany zgodnie z przeznaczeniem”. Statek miał służyć do omijania zachodnich sankcji i wspierania rosyjskiej machiny wojennej, co czyniło go „w pełni uzasadnionym celem”. „Wróg musi zrozumieć, że Ukraina się nie zatrzyma i uderzy w nich gdziekolwiek na świecie” — powiedziało „Guardianowi” ukraińskie źródło.
Dane z systemu MarineTraffic wskazują, że Qendil płynął do rosyjskiego portu Ust-Ługa na Morzu Bałtyckim z indyjskiego portu Sikka. Indie są jednym z głównych odbiorców rosyjskiej ropy.
Brytyjska firma doradzająca w zakresie ryzyka morskiego, Vanguard, oceniła w rozmowie z dziennikarzami „Guardiana”, że atak pokazuje „wyraźne rozszerzenie wykorzystania przez Ukrainę bezzałogowych systemów powietrznych przeciwko aktywom morskim powiązanym z siecią rosyjskiego eksportu ropy objętej sankcjami”.
Piątkowy atak miał miejsce w dniu dorocznej konferencji prasowej Władimira Putina, podczas której zapowiedział on reakcję Rosji na ukraińskie ataki na flotę widmo.
Incydent wpisuje się w narastający konflikt dotyczący tzw. floty widmo. Chodzi o statki używane przez Rosję, Iran i Wenezuelę do omijania sankcji.
Szacuje się, że flota liczy ponad 1000 statków, które często zmieniają bandery i mają niejasną strukturę własności. Dzięki nim Moskwa może nadal eksportować ropę mimo nakładanych na Rosję sankcji. W ten sposób zdobywa wpływy do budżetu wojennego.
Eksperci i część europejskich przywódców uważaja, że niektóre statki są wykorzystywane przez Rosję do prowadzenia działań hybrydowych na terenie Europy.
Już wcześniej Kijów atakował takie tankowce na Morzu Czarnym, próbując uderzyć w kluczowe źródło dochodów finansujących rosyjską inwazję. Jednak atak na Morzu Śródziemmnym jest czymś nowym. Prawdopodobnie wiąże się to z kolejnymi rozmowami, jakie dziś (sobota) toczą na Florydzie przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Rosji.
Komentując ataki na flotę widmo, Władimir Putin oświadczył w piątek, że Rosja „z pewnością odpowie” na ukraińskie uderzenia. „Ostatecznie nie przyniesie to oczekiwanego rezultatu” — powiedział. „Nie zakłóci dostaw, a jedynie stworzy dodatkowe zagrożenia.” Nie odniósł się jednak bezpośrednio do incydentu na Morzu Śródziemnym.
Czterogodzinną konferencję prasową Putina opisywała szczegółowo w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk:
Przeczytaj także:
Minister spraw zagranicznych podziękował Straży Granicznej za ochronę polskiej granicy
Wejście do polskiego konsulatu w Brukseli zostąło oblane czerwoną farbą w nocy z czwartku 18 grudnia 2025 na piątek. Konsulat znajduje się w bocznej ulicy w dzielnicy Etterbeek w południowo-wschodniej części Brukseli. Farba zniszczyła znajdujące się nad drzwiami wejściowymi godło Polski. Na tablicy informującej, że budynek jest siedzibą konsulatu, sprawcy napisali „killers” (zabójcy). Na ścianie pojawiły się też napisy po polsku, m.in. „J***ć mur”. Inne hasła nawołują do otwarcia granic. Wokół rozrzucono też zwierzęce odchody.
Pracownicy konsulatu nie wykluczyli, że zdarzenie może być „rosyjską prowokacją”.
W sobotę 20 grudnia zareagował szef polskiej dyplomacji.
„Komuś nie podoba się dokończony mur na granicy polsko-białoruskiej. To znaczy, że nasza polityka migracyjna jest skuteczna. Dziękuję Straży Granicznej. Chronicie Polskę i Europę przed ludźmi, którzy szanują nas tak, jak na obrazku” – napisał na portalu X (dawniej Twitter) Radosław Sikorski.
Od 27 marca 2025 na granicy polsko-białoruskiej obowiązuje zawieszenie prawa do przyjmowania wniosków o ochronę międzynarodową. Jest przedłużane co dwa miesiące.
Sytuację na granicy opisywała niedawno w OKO.press Regina Skibińska:
„Mimo że tzw. zawieszenie prawa do azylu to nie to samo, co pushbacki, jedno z drugim jest powiązane. Jeśli osoba, która przekroczyła w sposób nieuregulowany granicę z Białorusi do Polski, wystąpi z wnioskiem o ochronę międzynarodową, wniosek ten i tak nie zostanie przyjęty. Takiego cudzoziemca i tak „odstawia się do linii granicy”. Teoretycznie tzw. zawieszenie prawa do azylu obowiązuje na granicy białoruskiej, ale w praktyce nie ma znaczenia, w którym miejscu kraju zostanie zatrzymany cudzoziemiec. Jeśli SG uzna, że przekroczył on granicę białoruską, to wyrzuca go do Białorusi”.
Przeczytaj także:
Według oficjalnych danych skuteczność ochrony granicy wynosi 95-98 proc. Z relacji naszej reporterki wynika jednak, że to obraz mocno koloryzowany.
„Z rozmów z funkcjonariuszami Straży Granicznej, którzy średnio kilkanaście razy w tygodniu zatrzymują mój samochód do kontroli, wyłania się nieco inny obraz sytuacji przy granicy. Z rozmów wynika, że skuteczność przejść wcale nie jest tak mała.
«A jak już ktoś przejdzie i wejdzie do lasu, to możemy szukać wiatru w polu” – mówi jeden ze strażników granicznych (nie podaję nazwisk funkcjonariuszy, nawet gdy je znam, żeby nie narażać ich na odpowiedzialność za dzielenie się takimi informacjami z dziennikarką).
Mundurowi próbują wyłapać cudzoziemców i w tym celu urządzają obławy. Wygląda to w ten sposób, że żołnierze i funkcjonariusze SG otaczają fragment lasu, a jedna ekipa przeczesuje go. Przypomina to polowanie z nagonką, tyle że nie pędzi się zwierząt pod lufy myśliwych, a ludzi w stronę mundurowych, którzy ich wyłapują.
Częściej jednak cudzoziemcy, którzy przedostali się do Polski przez zieloną granicę, poszukiwani są na drogach. Po dużych przejściach na popularnych skrzyżowaniach stoi Straż Graniczna i zatrzymuje do kontroli wszystkie samochody»” – pisze Regina Skibińska w OKO.press.
O sytuacji na polsko-białoruskiej granicy mówił ostatnio w rozmowie z OKO.press Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek:
„Są sytuacje, w których stosowanie pełnych standardów ochrony jest po prostu niemożliwe, na przykład, gdy grupa osób atakuje przejście graniczne czy funkcjonariuszy Straży Granicznej. Każde państwo ma wówczas prawo chronić swoje granice i korzystać z samoobrony.
Ale w tym wszystkim nie można uciec od jednego faktu. Naprawdę nie każda osoba przekraczająca granicę z Białorusi ma złe intencje. Są tam również ludzie uciekający przed prześladowaniami, poszukujący godnego życia dla siebie i swojej rodziny. A fundamentem Konwencji Genewskiej i europejskiego prawa uchodźczego jest zasada, że taki człowiek ma prawo zostać wysłuchany. Państwo może odmówić osobie przekraczającej granicę nadania statusu uchodźcy, może ją deportować w pewnych sytuacjach, ale nie może jej pozbawiać możliwości złożenia wniosku. To jest absolutne minimum”.
Prof. Wiącek mówi też wpros: „Mamy przepisy, które nie powinny obowiązywać w kraju należącym do Rady Europy”.
Przeczytaj także: