Naddniestrze, separatystyczna republika znajdująca się na terenie Mołdawii, jest postrzegana jako przyczółek rosyjskich wpływów. Jednak polska percepcja tej eksklawy często błędnie bazuje na obrazie sprzed 10 czy nawet ponad 20 lat.
News tygodnia – list od Marcina Romanowskiego, b. wiceministra sprawiedliwości za rządów PiS, ściganego za nadużycia w Funduszu Sprawiedliwości, wysłany do polskiego sądu z miejscowości Bendery w Naddniestrzu, znów przyciągnął uwagę do tego dziwnego kawałka Europy, położonego między Mołdawią i Ukrainą.
Przez większość ostatnich 200 lat losy Mołdawii i Naddniestrza toczyły się osobno. Przeważająca część dzisiejszej Mołdawii należała do 1812 roku do Księstwa Mołdawskiego pod zwierzchnictwem osmańskim, potem do Imperium Rosyjskiego, a po kilku miesiącach niepodległości w 1918, dołączyła do Rumunii.
Naddniestrze miało inną historię: od końca XVIII w. było częścią Rosji, później sowieckiej Ukrainy. Od 1940 do 1991 roku większość terenów dzisiejszej Mołdawii i Naddniestrze włączono w skład ZSRR jako Mołdawską Socjalistyczną Republikę Radziecką.
W okresie radzieckim Naddniestrze stało się znacznie bardziej uprzemysłowione i zurbanizowane niż większość Mołdawii znajdująca się na prawym brzegu Dniestru, a do tamtejszych zakładów i administracji napływali pracownicy i specjaliści z innych części ZSRR, przede wszystkim Rosjanie i Ukraińcy.
Często były to osoby o dobrej pozycji socjoekonomicznej w porównaniu z Mołdawianami. U schyłku ZSRR region pozostawał wieloetniczny, jednak z przewagą ludności rosyjskojęzycznej. Według spisu z 1989 roku Mołdawianie stanowili około 40 proc. mieszkańców, Ukraińcy 28 proc., a Rosjanie około 26 proc.
W momencie rozpadu ZSRR grupy te czuły się zagrożone faktem, że Mołdawia rozważała połączenie z Rumunią, a ster przejęły mołdawskie, rumuńskojęzyczne elity.
Rada Najwyższa Mołdawskiej SRR przegłosowała w 1989 roku ustawę językową, na mocy której język mołdawski, tożsamy z rumuńskim, zapisywany alfabetem łacińskim, stał się jedynym językiem państwowym, a rosyjski dostał status „języka komunikacji międzyetnicznej”.
Trwające miesiącami protesty rosyjskojęzycznej mniejszości (która często żyła już tu drugie czy nawet trzecie pokolenie) zostały zignorowane.
W Mołdawii zdarzały się wtedy akty przemocy na tle narodowościowym, z jednej strony represje komunistycznych służb wobec Mołdawian, z drugiej – pobicia rosyjskojęzycznych mieszkańców przez środowiska niepodległościowe. Upadający system komunistyczny był utożsamiany z populacją rosyjskojęzyczną.
To faktyczne napięcie zostało wykorzystane przez lokalne prosowieckie elity komunistyczne, dyrektorów zakładów przemysłowych, którzy chcieli pozostać w ZSRR i – co wydaje się dosyć pewne z dzisiejszej perspektywy – rosyjskie służby.
W 1990 roku Naddniestrze ogłosiło de facto niepodległość, którą sformalizowało pod koniec 1991. Nie uznawało jej jednak żadne inne państwo. Doprowadziło to do krótkiego brutalnego konfliktu zbrojnego z Mołdawią, która próbowała spacyfikować zbuntowany region w grudniu 1991 roku.
W konflikcie z armią mołdawska walczyły siły separatystyczne, ale silnego wsparcia udzielali im pozostający w czynnej służbie oficerowie oraz sprzęt z sowieckiej 14. Armii Gwardyjskiej.
Choć centralne kierownictwo ZSRR pod przywództwem Michaiła Gorbaczowa (a potem już administracja nowej Rosji) oficjalnie nie popierało secesji, regionalne dowództwo wojskowe i sieci wywiadowcze aktywnie wspierały separatystów.
14 Armia i jej artyleria brała kilkukrotnie otwarty udział w walkach po stronie separatystów. Po zawieszeniu broni w lipcu 1992 roku rosyjskie wojska zostały w regionie jako „siły pokojowe”, co biorąc pod uwagę ich wcześniejsze zaangażowanie po jednej ze stron, Mołdawia postrzegała jako farsę.
Od ponad trzech dekad konflikt nie został trwale rozwiązany.
Naddniestrze jest dziś regionem szybko kurczącym się demograficznie. W chwili rozpadu ZSRR mieszkało tu około 700 tys. osób. Trzy dekady emigracji, niskiej dzietności i starzenia się społeczeństwa zmniejszyły tę liczbę niemal o połowę. Precyzyjne dane są trudne do ustalenia, ponieważ statystyki władz w Tyraspolu nie są niezależnie weryfikowane, a znaczna część ludzi zameldowanych w regionie faktycznie pracuje i mieszka za granicą.
Według mołdawskiego państwowego rejestru ludności w marcu 2024 roku w Naddniestrzu zameldowanych było 367,8 tys. osób, z czego niemal 359 tys. miało obywatelstwo Mołdawii.
Badacze od lat zwracają przy tym uwagę, że region starzeje się szybciej, niż jest w stanie odtwarzać swoją populację: wyjeżdżają przede wszystkim ludzie młodzi i aktywni zawodowo, pozostaje natomiast nieproporcjonalnie duża grupa emerytów. Jeszcze przed wojną demografię Naddniestrza określano jako kryzysową, związaną równocześnie z ujemnym przyrostem naturalnym i trwałą emigracją.
Ten proces nakłada się na stopniowy rozpad modelu ekonomicznego, w którym separatystyczna republika funkcjonowała przez trzy dekady. Naddniestrze jest w dużej mierze republiką korporacyjną.
Sheriff, największy prywatny konglomerat Naddniestrza, kontroluje znaczną część najbardziej dochodowych sektorów gospodarki (od handlu i paliw przez największą sieć supermarketów po media i przemysł) a poprzez partię Obnowlenie od lat dominuje także w życiu politycznym regionu, co czyni go rzeczywistą władzą w separatystycznej republice.
Gospodarka Naddniestrza została zbudowana wokół odziedziczonych po ZSRR dużych zakładów przemysłowych (huty w Rybnicy, elektrowni MGRES w Cuciurgan oraz przemysłu tekstylnego) i rosyjskiego wsparcia w formie przede wszystkim prawie darmowego gazu.
Jeszcze w 2024 roku region otrzymywał około 2,1 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu rocznie niemal bezpłatnie. Część spalano w MGRES, a wyprodukowaną energię sprzedawano następnie prawobrzeżnej Mołdawii, zapewniając Tyraspolowi ważne źródło dochodów.
Po rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku ten system zaczął jednak gwałtownie się zmieniać. Ukraina zamknęła naddniestrzański odcinek granicy, przez co handel regionu został praktycznie przekierowany przez obszar kontrolowany przez Mołdawię.
Jednocześnie firmy z Naddniestrza coraz mocniej związały się z rynkiem europejskim: udział UE w ich eksporcie wzrósł z 56,9 proc. w 2021 roku do 67,1 proc. w 2022, a w 2024 osiągnął aż 83 proc.
Oznacza to paradoks fundamentalny dla dzisiejszego Naddniestrza: politycznie i militarnie region pozostaje związany z Rosją, ale jego gospodarcze przetrwanie w coraz większym stopniu zależy od Mołdawii i Unii Europejskiej.
Przełomowy okazał się rok 2025 i przerwanie dostaw gazu z Rosji, w związku ze wstrzymaniem przesyłu przez Ukrainę. Już w pierwszych dniach stycznia 2025 roku kryzys sparaliżował niemal cały naddniestrzański przemysł, doprowadził do przerw w ogrzewaniu i dostawach prądu.
Mołdawia i UE pomogły w lutym tamtego roku zapewnić regionowi awaryjne dostawy gazu. Model gospodarczy, który przez trzy dekady pozwalał Tyraspolowi utrzymywać polityczną zależność od Rosji, przy jednoczesnym czerpaniu korzyści z handlu z Zachodem, załamał się wtedy z hukiem.
Teraz Naddniestrze nie otrzymuje już gazu bezpośrednio od Gazpromu. Gaz kupuje na rynku europejskim, a pośrednio płaci za niego Rosja. Dostawy te są jednak niestabilne, a region jest w permanentnym „wyjątkowym stanie ekonomicznym”.
Krótka odpowiedź na to pytanie brzmi: tak. Długa odpowiedź jest dużo bardziej skomplikowana.
Naddniestrze jest regionem, w którym stacjonują rosyjskie wojska, w którym działają rosyjskie służby, który w 2017 roku zdecydował o zrównaniu rosyjskiej flagi z dotychczasowymi symbolami Naddniestrza, co oznacza wywieszenie jej na wszystkich urzędach i podczas uroczystości.
Wiele typowo rosyjskich zwyczajów: od wywieszania zdjęć Bezsmiertnego Pułku po huczne, zmilitaryzowane święto Pobiedy, jest też świętowanych w Naddniestrzu. To też jedyne miejsce, w którym na żywo widziałem kogoś noszącego prorosyjskie „Z”.
W Naddniestrzu, obok wojsk naddniestrzańskich, stacjonuje dziś rosyjski kontyngent liczący według najczęściej podawanych szacunków około 1,5 tys. żołnierzy (choć w czerwcu 2026 roku Wołodymyr Zełenski mówił nawet o 2,5 tys.), którego realna wartość bojowa jest jednak niska: znaczną część personelu stanowią lokalni mieszkańcy z rosyjskimi paszportami, bez możliwości normalnej rotacji i zaopatrywania z Rosji.
Władze Naddniestrza pozwalają Rosjanom używać swoich włości – chociaż nie zawsze chętnie – do operacji hybrydowych i dezinformacyjnych na terenie Mołdawii, jak i innych państw europejskich. Kilkukrotnie wykorzystywano Naddniestrze do tzw. rajdów wyborczych, czyli zorganizowanego dowożenia wyborców posiadających mołdawskie paszporty podczas wyborów w Mołdawii. Ich celem było poprawienie pozycji prorosyjskich kandydatów.
Jednocześnie Naddniestrze jest przede wszystkim oligarchiczną republiką, której elity, chociaż silnie powiązane z Rosją, mają ekonomiczne i polityczne powiązania także z Ukrainą, Mołdawią czy nawet Unią Europejską.
Wielu mieszkańców Naddniestrza ma 2, 3 czy nawet 4 paszporty, na półkach marketów Sheriff widzimy częściej ukraińskie, mołdawskie czy unijne (w tym polskie) produkty niż rosyjskie.
W polskich mediach i w rozmowach z osobami zajmującymi się regionem regularnie słyszałem sformułowania określające Naddniestrze jako „republikę FSB” czy „rosyjską bazę wojskową w Europie”.
Być może te określenia były bardziej trafne dekadę albo dwie temu: dziś Naddniestrze przypomina raczej bananową republikę oligarchów, którzy jak najbardziej są pod wpływem Rosji i jest im do niej najbliżej, ale są dalecy od postawienia wszystkiego na Kreml i próbują siedzieć naraz na kilku stołkach, lawirując między Rosją, Mołdawią, Ukrainą i UE.
Być może lepiej można zrozumieć Naddniestrze, jeśli spojrzy się na nie jako na projekt ekonomiczny, co prawda skorumpowany i oligarchiczny.
Dobrym przykładem tego pragmatyzmu jest Wiktor Guszan, miliarder, główny właściciel Sheriffa i jeden z najpotężniejszych ludzi w Naddniestrzu. Były funkcjonariusz struktur siłowych ma obywatelstwa Mołdawii, Rosji i Ukrainy, a przez lata rozwijał interesy również po ukraińskiej stronie granicy. Był m.in. jednym z beneficjentów ukraińskiego operatora komórkowego Intertelecom, posiadał także firmy i nieruchomości w Ukrainie.
Podobnie wygląda sytuacja jego wieloletniego partnera biznesowego Ilji Kazmałego, współtwórcy imperium Sheriffa, również posiadającego inwestycje w Ukrainie.
Polski Ośrodek Studiów Wschodnich określa obecnego prezydenta Naddniestrza Wadima Krasnosielskiego (również posiadającego ukraiński paszport), jako reprezentanta tego polityczno-biznesowego układu. Przed objęciem najważniejszych stanowisk państwowych pracował on również jako doradca w firmie należącej do grupy Sheriff.
Krasnosielski prowadzi wobec Ukrainy ostrożną, oficjalnie neutralną politykę. Publicznie nazywał wojnę tragedią, podkreślał, że Ukraina nie jest dla Naddniestrza wrogiem, i chwalił się przyjmowaniem ukraińskich uchodźców. Analizy polityki informacyjnej regionu wskazują, że Tyraspol konsekwentnie unikał zarówno poparcia rosyjskiej inwazji, jak i przejmowania kremlowskiej retoryki o „specjalnej operacji wojskowej”.
Część naddniestrzańskich oligarchów, w tym Guszan, publicznie angażowała się nawet w pomoc ukraińskim uchodźcom i cywilom w początkowym etapie wojny. Jednak w 2025 roku, ukazały się informacje o zamrożeniu części aktywów naddniestrzańskich oligarchów w Ukrainie po tym, jak pojawiły się informacje o ich udziale w dostawach dla rosyjskiego przemysłu obronnego.
Fakt, że ukraiński rząd nie pochwalił się po 2022 roku odebraniem paszportów naddniestrzańskiemu prezydentowi, oligarchom i politykom, i przez długi czas wstrzymywał się z uderzaniem w ich majątki, oraz to, że opisane wcześniej „rajdy na lokale wyborcze” ustały w ostatnich latach, sugeruje, że naciski Ukrainy, Mołdawii i UE na rosyjskich oligarchów przynoszą pewne efekty, a relacja elit separatystycznej eksklawy, zarówno z Rosją, jak i z pozostałymi graczami, jest przede wszystkim transakcyjna i oparta na lęku przed presją ekonomiczną, polityczną czy odcięciem od zasobów.
W Naddniestrzu przebywa wielu Ukraińców uciekających przed poborem w Ukrainie oraz Rosjan obawiających się mobilizacji w swoim kraju, ale też mających historię działalności opozycyjnej, lub pracujących w podmiotach uznanych przez Kreml za agentów zagranicznych czy „organizacje ekstremistyczne”.
Naddniestrze pełni w pewnym sensie rolę Gruzji: czyli przychylnego Moskwie obszaru w Europie, który jednocześnie jest miejscem bezpieczniejszym i nieporównywalnie mniej opresyjnym dla niechętnych Kremlowi Rosjan niż sama Rosja.
Wydaje się, że w ostatnich latach interesy elit Naddniestrza i Moskwy przestały być w pełni zbieżne. Brak znanej z poprzednich wyborów masowej mobilizacji wyborców (których prorosyjskie sieci szukały w ostatnich kilku wyborach w innych regionach niż Naddniestrze) może świadczyć o tym, że struktury kontrolujące region nie chciały tym razem w pełni angażować się po stronie prorosyjskich operacji wyborczych. Fakt, że opozycja wobec Kremla może działać w Naddniestrzu z większą swobodą niż w Rosji, pokazuje, że lokalne władze i służby nie są zbyt chętne do narażania się Europie.
W kolejnych latach erozja rosyjskiego wpływu nad Naddniestrzem może postępować, szczególnie gdy Moskwa ma coraz mniej sposobów bezpośredniego oddziaływania na enklawę.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze