Dwa razy Jarosław Kaczyński upominał min. Szyszkę w sprawie ustawy o wycince i dwa razy przypominał min. Macierewiczowi, co powinien zrobić z rzecznikiem MON, Bartłomiejem Misiewiczem. I dwukrotnie poległ - szefowie resortów środowiska i obrony nie słuchają prezesa. Kogo zatem słuchają?

Pierwszy raz Jarosław Kaczyński upomniał Antoniego Macierewicza na początku lutego:

„To jest wizerunkowy problem. Skoro wciąż staje się [Bartłomiej Misiewicz] bohaterem mediów, to nie ma w tym nic dobrego i wierzę, że minister Macierewicz tę sprawę załatwi. (…) na to, by oficerowie meldowali się temu młodemu człowiekowi czy tytułowali go ministrem, nie może być zgody”.

„Fakt” donosił, że prezes osobiście rozmawiał z szefem MON o zwolnieniu Misiewicza. 4 lutego Misiewicz zniknął ze strony MON, jednak resort poinformował, że przebywa na urlopie. Nikt nie wiedział, jaki jest status Misiewicza. A najgorsze miało dopiero nadejść.

10 lutego 2017 r. Misiewicz zaprosił na Twitterze do odwiedzania jego nowej strony dezinformacja.net. Dziennikarze podejrzliwie przyglądali się stronie, która wyglądała na fake, czyli fałszywkę: całkowicie amatorska w formie i treści, z Misiewiczem jako jedynym autorem, bez żadnych logotypów. Ale rzecznik MON potwierdził, że prowadzi taki portal.

Stronę po kilku dniach zamknięto – stała się kolejną rysą na wizerunku Misiewicza i całego MON.

Na początku marca asystent ministra wrócił z urlopu. Rzecznikiem już nie jest, ale pozostał szefem gabinetu politycznego.

„Moje stanowisko jest całkowicie jednoznaczne: on powinien zniknąć ze sceny publicznej”, ostrzegł Kaczyński tym razem w wywiadzie dla Onetu z 16 marca. Zapytany o ocenę ministra Macierewicza odpowiada:

„Generalnie dobrze, choć było to nieszczęście z Bartłomiejem Misiewiczem”.

W tej sytuacji nawet politycy PiS nie wiedzą, co o Misiewiczu mówić. Joanna Lichocka trzyma z prezesem, twierdząc, że asystentowi „odbiło”. Poseł Pięta z kolei przekonuje, że „każdy kto pozna jego zalety, wie, że to jest gość idealny do pracy organizacyjnej”.

Lobbyści ważniejsi niż prezes

Gdy weszła w życie nowelizacja ustawy o wycince drzew, część Polaków cięła na potęgę, a druga część biła na alarm. Po kolejnej serii protestów wycinką zainteresował się Jarosław Kaczyński. Według relacji warszawskiego polityka PiS, 20 lutego na spotkaniu ze strukturami partii prezes miał powiedzieć, że ustawa mu się nie podoba i trzeba będzie ją zmienić. Dodał, że w całej sprawie widać „prawie lobbing”.

Kaczyński nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył, że takie słowa padły. A w ustach prezesa PiS brzmią one groźnie – wiadomo, że na naciski, układ, czy lobby właśnie Kaczyński jest szczególnie uczulony.

Minister Szyszko na doniesienia o wypowiedzi Kaczyńskiego zareagował spokojnie. Potwierdził, że jest zwolennikiem nowego prawa, zapewnił, że więcej drzew się sadzi niż wycina, oraz stwierdził, że społeczeństwo musi „mieć kontakt z przyrodą”, a formą tego kontaktu ma być decydowanie o wycince na własnej działce. Minister zgodził się, że w prawie może być jakaś luka, nie podjął jednak żadnych działań.

Prezes PiS ponaglił go zatem i już otwarcie wypowiedział się na konferencji 28 lutego: „Błąd w ustawie zostanie naprawiony. Sądzę, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu będzie można tę sprawę podjąć”. Ale nie podjęto.

Co prawda, nieznany szerzej poseł PiS, Wojciech Skurkiewicz, złożył 3 marca poprawki do ustawy, jednak już cztery dni później, na posiedzeniu komisji je wycofał, „bijąc się w piersi”. Na tym samym posiedzeniu komisji swój pomysł przedstawili też społecznicy, ale ich projekt na razie został w komisji. W rezultacie Sejm na posiedzeniu 8-10 marca nowelizacją się nie zajął, i rzeź drzew trwa.

Głos prezesa został zatem zignorowany. W przypadku innych resortów raczej rzadko się to zdarza.



„Pan Naczelnik Państwa Polskiego”

Tak prezes Stronnictwa Narodowego nazwał Kaczyńskiego, gdy 11 listopada 2016 r. prezes składał kwiaty pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Lidera PiS ta sytuacja raczej rozbawiła, co nie zmienia faktu, że za rzeczywistego decydenta uważa go zarówno jego własna partia, jak i opozycja, a nawet międzynarodowa opinia publiczna.

„To realny przywódca całego ruchu, lider zwycięskiej partii, która sprawuje rządy. W jego rękach jest odpowiedzialność za decyzje strategiczne. Choć niekiedy podejmuje też decyzje w sprawach konkretnych”,

mówi o Jarosławie Kaczyńskim Zdzisław Krasnodębski, europoseł PiS.

Te decyzje strategiczne to m.in. decyzja o niepublikowaniu kolejnych wyroków Trybunału Konstytucyjnego w 2015 i 2016 r. (i przestrzeganie premier Szydło przed ich publikacją), decyzja o wdrożeniu reformy edukacji w 2017 r. (mimo prób interwencji posłów PiS i członków rządu Kaczyński opowiedział się za jak najszybszym wprowadzeniem reformy), decyzja o wystawieniu Jacka Saryusza-Wolskiego jako kandydata na szefa Rady Europejskiej, decyzja o tym, jak zachować się wobec posłów opozycji blokujących mównicę w grudniu 2016 r i jakie konsekwencje wobec nich wyciągnąć.

O co chodzi zatem z resortem środowiska i obrony?



Ojciec wizjoner

Jedną z hipotez przedstawił w Polsat News poseł PO, Tomasz Lenz.”To Rydzyk decyduje co tam w tych ministerstwach [MŚ i MON] się dzieje. Kto jest ważny, a kto nie jest ważny”.

Teorię posła PO w przypadku ministra Szyszki potwierdza wiele. Szyszko nie ma w gruncie rzeczy wiele wspólnego z Kaczyńskim, rzadko o nim mówi i rzadko się z nim spotyka. Za to na każdym kroku daje wyraz przywiązania do o. Tadeusza Rydzyka, redemptorysty z Torunia.

27 lutego 2017 r. minister napisał dość kuriozalny list otwarty, w którym tłumaczy, dlaczego media lewicowo-liberalne nie lubią o. Tadeusza.

Zdaniem Szyszki przyczyn ataków jest kilka m.in. fakt, że Rydzyk „kocha Polskę i Polaków”, broni polskiej ziemi, „jest autorytetem w sprawach dotyczących wartości chrześcijańskich, etyki i moralności”, jest wizjonerem.

W marcu 2017 r. zapytany przez dziennikarkę, jakie media ogląda, odpowiedział: TV Trwam, Radio Maryja, Nasz Dziennik. Czyli media Rydzyka.

W przypadku Antoniego Macierewicza sytuacja nie jest tak oczywista – minister obrony jest powiązany zarówno z Kaczyńskim, jak i z Rydzykiem. Tyle tylko, że od tego pierwszego wydaje się być całkowicie niezależny. Jako jedyny z ministrów w rządzie Beaty Szydło całkowicie ignoruje prezydenta Andrzeja Dudę, na co jawnie do tej pory pozwalał sobie jedynie prezes PiS. W sprawach armii, która konstytucyjnie podlega także prezydentowi, Antoni Macierewicz podejmuje decyzje samodzielnie np. w kwestiach nominacji generalskich, czy zakupu śmigłowców.



W październiku 2016 r. Antoni Macierewicz z mównicy sejmowej ogłosił, że Rosja kupiła za dolara okręty Mistral. Prezydent Duda zdementował te rewelacje (i miał rację). A jednak w obronie „wiarygodnych informacji” Macierewicza, ale wbrew rozsądkowi i faktom, wystąpił rzecznik rządu, Rafał Bochenek i szef MSZ, Witold Waszczykowski. Szef MON okazał się ważniejszy, niż prezydent.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że w sprawie Misiewicza prezes PiS upomina Macierewicza publicznie, czego zazwyczaj nie robi, bo nie musi. Może to być oznaką bezradności wobec szefa MON.

Z o. Rydzykiem łączą Macierewicza dużo cieplejsze relacje. Minister jest felietonistą Radia Maryja, w przeciwieństwie do Kaczyńskiego jest też częstym gościem redemptorysty w Toruniu. Rydzyk często pozwalał sobie wielokrotnie na krytykę PiS (w tym braci Kaczyńskich), ale nigdy nie skrytykował Macierewicza. I vice versa. Odbierając nagrodę „Patriota Roku 2016”, szef MON poświęcił Rydzykowi długi fragment swojego przemówienia:

„Najwyższe wyrazy podziękowania, wdzięczności i podziwu, chciałbym przekazać osobie, która dziś rano witałem i żegnałem, człowieka którego niezmordowana siłą i pasja przekształciły Polskę, dla Ojca Tadeusza Rydzyka.

Nie byłoby tego nowego pokolenia Polaków, w tym także nowego pokolenia posłów polskich, gdyby nie jego wielka praca i wysiłek, także gdy spadały na niego najgorsze kalumnie.

Nie ma trudniejszej sytuacji, gdy przeciwko kapłanowi stają kapłani. W jego życiu tak właśnie było. Ojcze Tadeuszu, dziękuję”.


Abonament na wolność słowa:


Lubisz nas?

Powiedz o tym innym