0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Po wecie prezydenta Karola Nawrockiego rozmowa o ustawie o statusie osoby najbliższej miała nie wrócić już nigdy: ani w tej, ani w kolejnych kadencjach. Jednak 23 sierpnia na antenie TVN24 Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości, zapowiedziała, że na pierwszym posiedzeniu Sejmu po przerwie wakacyjnej rząd spróbuje „obalić” weto prezydenta.

Aby taki manewr się udał, nie wystarczą głosy rządzącej koalicji. Potrzebna jest większość kwalifikowana – 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów (o tym, co to oznacza na konkretnych liczbach – niżej w tym tekście).

O to, gdzie rząd zamierza szukać poparcia, skoro poza partią Razem w ławach sejmowych zasiadają tylko posłowie prawicy, zapytaliśmy Katarzynę Kotulę. – We wrześniu zaczynamy nowy sezon polityczny, a na prawej stronie mamy nowe rozdanie – powiedziała nam polityczka Lewicy.

Rząd liczy na to, że do swojej ustawy przekona rozłamowców Mateusza Morawieckiego.

Do nowego klubu Rozwój Plus należy 40 posłów i posłanek, wchodzących wcześniej w skład PiS. Jak mówi nam Katarzyna Kotula, część z nich już wcześniej, w nieformalnych dyskusjach na sejmowych korytarzach, miała popierać założenia ustawy.

– Nie będę wymieniać nazwisk, zostawiam to dla siebie, ale wiele z nich mówiło, że to nie jest zła ustawa – zapewnia Kotula.

– Część z nich opowiadała, że mają w rodzinie osoby LGBT+, które przekonują ich, że powinni za tą ustawą zagłosować. Wielu też zgadzało się, że to projekt techniczny, a nie ideologiczny. Tylko że podczas poprzedniego głosowania zabrakło im odwagi. Zobaczymy, czy teraz będzie łatwiej – dodaje polityczka Lewicy.

Trudna lekcja z sejmowej arytmetyki

Popatrzmy na liczby. Gdyby na sali sejmowej znaleźli się wszyscy posłowie i posłanki, większość kwalifikowana wynosiłaby 276 głosów. Koalicja rządowa dysponuje 240 głosami plus stabilnym wsparciem 3 posłów niezrzeszonych. Do większości kwalifikowanej brakuje 33 głosów. 4 głosy zapewniają posłowie i posłanki partii Razem.

Zostaje 29 głosów do znalezienia po prawej stronie sceny politycznej.

Oczywiście to tylko teoria, bo podczas poprzedniego głosowania nad ustawą o statusie osoby najbliższej czterech posłów PSL było przeciwko (kolejnych czterech było nieobecnych, więc nie wiemy, jak głosowaliby tym razem). Zostają nadal minimum 33 głosy do znalezienia wśród 40 sejmowych szabel Mateusza Morawieckiego. To tylko sytuacja poglądowa, ale jasno widać, że plan wydaje się bardzo trudny, a może nawet zupełnie niemożliwy do zrealizowania.

– Nie chcę, żeby ktoś nam wypominał, że nie spróbowaliśmy – komentuje Kotula. – Widzimy, że Mateusz Morawiecki miota się od centrum do prawej strony. Wiemy, że jest dyscyplinowany, gdy stara się być bardziej progresywny, ale uczciwie będzie spróbować. Przed wyborami jego ugrupowanie musi wybić się na samodzielność, może uda się już na pierwszym posiedzeniu Sejmu we wrześniu – dodaje Kotula.

Do głosowania miałoby dojść dokładnie w dniach 2-4 września.

– Zanim zrobimy kolejny krok i na stałe pożegnamy się z ustawą, a więc i z pomysłem związków partnerskich zamiast równości małżeńskiej, podejmiemy ostatnią próbę ocalenia naszego projektu – zapowiada polityczka Lewicy.

Przeczytaj także:

Nowe prawo, inny klimat

Kotula wskazuje też, że od głosowania w lipcu zmieniła się nie tylko prawa strona sceny politycznej, ale także prawo w Polsce. W niedzielę, 23 sierpnia, w życie weszło rozporządzenie zmieniające wzory aktów małżeństwa. To ma zapewnić parom jednopłciowym w Polsce, które wzięły ślub za granicą, dokonanie transkrypcji w każdym urzędzie w kraju.

„Zmiana techniczna jest tak głęboka, że nie ma tu miejsca na urzędniczą samowolkę” – deklaruje Kotula.

Jak pisaliśmy w OKO.press, niektóre urzędy, zamiast wychodzić naprzeciw potrzebom obywateli, szkoliły się z tego, jak odmawiać transkrypcji. Inne albo wstrzymywały wydanie decyzji do czasu wejścia w życie nowego rozporządzenia, albo uznawały transkrypcję, ale nie zmieniały stanu cywilnego par.

Ten chaos ma się teraz skończyć. – Będziemy monitorować sytuację. Wiem, że wiele par właśnie ruszyło z wnioskami do swoich urzędów – mówi Kotula.

Jak przekazał w poniedziałek 24 sierpnia podczas konferencji prasowej wicepremier Krzysztof Gawkowski, tylko dziś od 9 rano do wczesnych godzin przedpołudniowych 11 par jednopłciowych otrzymało akt małżeństwa zgodny z nowymi wytycznymi.

– W końcu zapanowała godność i normalność – mówił Gawkowski. Dodał, że urzędy, które odmówią transkrypcji, będą łamać prawo.

Niezależnie od tego, co robią urzędnicy w różnych gminach, dyskusja toczy się zupełnie gdzie indziej niż myśli prawica. Bardziej niż o statusie osoby najbliższej czy związkach partnerskich rozmawiamy de facto o praktycznej równości małżeńskiej. Pary, które wzięły ślub poza Polską, nie tylko otrzymują dziś akty małżeństwa z orzełkiem, ale walczą o uznanie ich praw, co stopniowo już się dzieje. ZUS i NFZ honorują prawa małżonków LGBT+ do zabezpieczenia społecznego. Inne pary walczą o równe prawa w zakresie opodatkowania, spadków, czy wsparcia z rządowych programów mieszkaniowych.

Na korzyść rządu podczas głosowania w Sejmie ma też działać klimat społeczny wokół osób LGBT+. – Narracyjnie wygraliśmy tę ustawę – ocenia Kotula.

– Nikt nie będzie już w Polsce straszył osobami LGBT+. Skoro o konieczności regulacji sytuacji par pozostających w relacjach nieformalnych mówi dziś PSL, to naprawdę jesteśmy zupełnie gdzie indziej niż nawet w 2023 – dodaje polityczka Lewicy.

Co jest w ustawie?

Ustawa o statusie osoby najbliższej gwarantowałaby wszystkim parom, w tym parom jednopłciowym, minimum zabezpieczenia. Na podstawie umowy zawieranej u notariusza – a nie, jak w przypadku małżeństw, w urzędzie stanu cywilnego – mogłyby one określić, czy chcą:

  • wspólnoty czy odrębności majątkowej,
  • wspólnie rozliczać się po pełnym roku podatkowym,
  • ustanowić obowiązek alimentacyjny w przypadku, w którym rozwiążą umowę o osobie najbliższej,
  • mieć prawo do korzystania ze wspólnego mieszkania,
  • by druga osoba miała wgląd w dokumentację medyczną, była informowana o stanie zdrowia np. po wypadku, i działała jak pełnomocnik w sprawach codziennego życia.

Projekt miał pozwolić też na dołączenie do umowy testamentu każdej z osób, co pozwoli na kompleksowe zabezpieczenie wzajemnych interesów stron również na wypadek śmierci jednej z nich. Umowa miała pozwolić też na zwolnienie osoby najbliższej z podatku od spadków i darowizn, plasując ją w tzw. grupie zerowej, jak małżonków.

Rząd od początku podkreślał, że to ustawa techniczna. Mimo to prezydent Karol Nawrocki przepisy wyrzucił do kosza. 17 lipca ogłaszając weto do ustawy, mówił, że nie ma jego zgody na „quasi-małżeństwa”.

Na zdjęciu Anton Ambroziak
Anton Ambroziak

Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.

Komentarze