"Narodowcy, szmalcownicy, wypierdalać ze stolicy!". Czy wolno tak wołać stojąc naprzeciw neonazistowskiego pochodu? Czy wolno blokować przemarsz, na który nacjonaliści dostali zgodę? Czy nie jest to forma samosądu, naruszenie prawa? Z historykiem Piotrem Osęką polemizują znani z akcji obywatelskiego oporu: Paweł Kasprzak, Klementyna Suchanow, Rafał Suszek

Piotr Osęka (45 lat) o zablokowaniu neonazistowskiego marszu w Warszawie 1 maja: „Historia XX wieku dosłownie usiana jest przykładami, do czego mogą doprowadzić ruchy polityczne, gotowe zlekceważyć prawo stanowione, bo racja moralna jest po ich stronie”.

Paweł Kasprzak (57 lat): „Nie zgadzam się z »przepychankami« – to był pokojowy protest i nie ma w nim żadnej symetrii ani z zachowaniami policji, ani neonazistów. To nas pchają, a nie my pchamy”;

Klementyna Suchanow (44 lata): „Głoszenie faszyzmu jest w Polsce – i nie tylko – karalne. Skurwysyństwem jest, że to my jesteśmy zmuszeni, by takie coś robić. Jak reszta Polski zasługujemy na grilla, zamiast smażyć się na stołecznym asfalcie w weekend majowy”;

Rafał Suszek (40 lat): „Faszyzm z natury swej jest ruchem, który zatrzymuje się dopiero na szczęce drugiego człowieka, faszyzm zawsze i wszędzie staje się upokorzeniem i gwałtem na drugim człowieku. Mam szacunek dla działań w skali doraźnej, w której jest miejsce na obronę konieczną przed gwałtem i upokorzeniem”.


1 maja 2018 w Warszawie pochód kilkudziesięciu neonazistów został zatrzymany przez grupę ponad 100 aktywistów Obywateli RP, Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Kolektywu Syrena, Antyfaszystowskiej Warszawy, Warszawskiego Strajku Kobiet, Obywateli Solidarnie w Akcji i Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego.

Opisała to w OKO.press jedna z organizatorek Klementyna Suchanow z Warszawskiego Strajku Kobiet.

OKO. press analizowało powody, dla których tym razem blokada się powiodła: atak z zaskoczenia, determinacja blokujących, zaplanowane a jednocześnie elastyczne działania, użycie pirotechniki, blokady kaskadowe… 6 maja antyfaszyści skutecznie zablokowali marsz zorganizowany przez Młodzież Wszechpolską w Katowicach, a prezydent miasta rozwiązał zgromadzenie.

W protestach ulicznych pojawiła się nowa jakość. I obudziła wątpliwości Piotra Osęki, znanego historyka z Instytutu Studiów Politycznych PAN, specjalisty od dziejów PRL, autora książek i artykułów o Marcu 1968 (także w OKO.press).

Publikujemy jego wpis na FB z 3 maja i polemiki z nim trojga aktywistów.

Na zdjęciu wyżej z warszawskiej blokady 1 maja dwoje autorów: Rafał Suszek (w środku, w czapce, z brodą) i Klementyna Suchanow (ostatnia z prawej, w ciemnych okularach)


Piotr Osęka: No pasarán? To forma samosądu, niedemokratyczna, w dodatku kontr-skuteczna


1 maja w Warszawie pochód kilkudziesięciu neonazistów został zatrzymany przez grupę działaczy lewicowych. Wcale mi się to nie podoba.

Pomysł „antyfaszystowskich blokad”, nawiązujących do tradycji hiszpańskich republikanów z czasów wojny domowej, po raz pierwszy pojawił się w Polsce w 2009 roku. „Porozumienie 11 listopada” postanowiło wówczas nie dopuścić do przemarszu kilkuset ONR-owców po ulicach Warszawy. Ostatecznie narodowcy przeszli, a po dwóch latach ich marsze skupiały już ponad 50 tysięcy osób.

Stali się siłą, której nie mogą teraz zatrzymać żadne oddolne ruchy obywateli. To oczywiste fiasko strategii „no pasarán” zostało zignorowane.

Kolejnym imprezom narodowców towarzyszą odtąd protesty antyfaszystów, mające na celu fizyczne zablokowanie trasy przemarszu – usiłowania najczęściej nieskuteczne i zawsze nielegalne.

Niezależnie od tego, jak odrażające mogą być nacjonalistyczne hasła i symbole, ich nosiciele korzystają z wolności słowa i zgromadzeń. Odmawianie im tego prawa poprzez samodzielne interpretowanie konstytucji jest formą samosądu.

W liberalne rozumienie praw człowieka i swobód politycznych wkradają się podwójne standardy. „Oni” robią burdy i ulegają prymitywnym emocjom, „my” mamy obywatelski protest na sztandarach i bronimy Polski przed faszyzmem, więc nawet jeśli przepychamy się z policją, racja jest po naszej stronie.

Kiedy słowo „wypierdalać” skandowano podczas Marszów Niepodległości, słusznie traktowaliśmy to jako przejaw zdziczenia obyczajów i barbaryzację kultury politycznej. Gdy ta sama obelga wykrzykiwana jest przez działaczy antyfaszystowskich, liberalne media zachwycają się radykalizmem protestujących.

Sojusznikami w walce z nacjonalistycznym szaleństwem nieoczekiwanie okazują się symbole i tradycje równie obce parlamentarnej demokracji co Falanga.

Klementyna Suchanow, relacjonując dla OKO.press przebieg ostatniej blokady, z dumą pisała „musieliśmy się przemienić niemalże w brygady miejskiej partyzantki”. W medialnym ferworze zwrot ten przeszedł niezauważony, ale ja widząc go wzdrygnąłem się.

W latach 70 „brygady miejskiej partyzantki” terroryzowały ulice zachodnioeuropejskich miast i mordowały niewinnych ludzi. Symbolika nie mniej ponura niż esesmańskie runy wytatuowane na byczych karkach.

Logika stojąca za antyfaszystowskimi blokadami jest znana od dawna. Oto państwo, jego sądy i policja pozostają bierne wobec rosnącego zagrożenia nacjonalistycznego, zatem „zwykli obywatele” muszą wziąć sprawy w swojej ręce i powstrzymać zło. Jeśli trzeba – nie przebierając w środkach.

Naprawdę, trudno nie zauważyć, jak obosieczny to argument. Wszak w imię „obywatelskiego oburzenia” można też blokować marsze KOD-u lub parady równości. Można skandować obraźliwe hasła, rzucać race dymne, jajka, a czasami i kamienie.

Historia XX wieku dosłownie usiana jest przykładami, do czego mogą doprowadzić ruchy polityczne, gotowe zlekceważyć prawo stanowione, bo racja moralna jest po ich stronie.

Co gorsza, ta antyfaszystowska strategia szybko zamienia się we własne zaprzeczenie i tuczy potwora, którego miała pokonać. Odrzucenie instytucji państwa i wybór bezpośredniej konfrontacji, to dla nacjonalistycznych bojówek wymarzony prezent.

Rzut oka na zdjęcia i filmy z 1 maja pokazuje, że w istocie neonaziści zostali zatrzymani nie tyle przez szlachetnych lewicowców, co przez małą armię policji, oddzielającą obie manifestacje. Porównanie składu obu drużyn nie pozostawia złudzeń co do rezultatów bezpośredniego starcia. Dziarscy chłopcy spod znaku Toporła raczej nie potrafiliby napisać biografii Gombrowicza, ale za to bić się potrafią świetnie.

I tu miejsce na historyczne analogie. W Republice Weimarskiej również nie brakowało środowisk przekonanych, że słabe i wysługujące się kapitalistom państwo nie jest w stanie przeciwstawić się Hitlerowi. Na lewicy dominowało przekonanie, iż tylko zorganizowana waleczność robotników może poskromić apetyt nazistów na władzę.

Ponad stutysięczny, uzbrojony po zęby komunistyczny Roter Frontkämpferbund – RFB (Czerwony Związek Bojowników Frontowych) miał w godzinie próby wyjść na ulice i przegonić hitlerowskie bojówki SA.

Lewicowi radykałowie gardzili liberalnym państwem i gardzili policją, przekonani, że tylko „zryw zjednoczonego ludu” może być skuteczny. Czym do reszty osłabili wątłą Republikę Weimarską.

  • Zobacz cytat z tamtej epoki

    Sebastian Haffner, kronikarz narodzin III Rzeszy, przejmująco opisał fiasko tych mrzonek. „Komuniści byli ludźmi stanowczymi, o mrocznych obliczach, wznosili pięści na powitanie, mieli broń – w każdym razie wystarczająco często strzelali w zwyczajnych knajpianych burdach – stale też chełpili się swoją siłą i organizacją. […]

    [Po 30 stycznia 1933] nie było choćby jednego przykładu determinacji do obrony, męstwa, zachowania zimnej krwi. Była jedynie panika, ucieczki i dezercje. W marcu 1933 gotowe do walki były jeszcze miliony. W ciągu jednej nocy zostały bez przywództwa, bez broni, zostały zdradzone. Część z nich desperacko szukała miejsca w szeregach Stahlhelmu i wśród narodowców, kiedy okazało się, że inni nie podjęli walki. Liczba ich członków wzrastała niesamowicie jeszcze przez kilka tygodni. A później i oni zostali rozwiązani – i skapitulowali bez walki.”

  • Zobacz komentarze na FB Piotra Osęki

    Michał Nawrocki:  Z wieloma argumentami trudno się nie zgodzić. Z formalnego punktu widzenia – powinniśmy energiczniej domagać się od władz samorządowych decyzji o rozwiązaniu manifestacji, gdy okazuje się, że dochodzi do naruszenia prawa, co ma na przykład miejsce w przypadku demonstracji neofaszystowskich, a wtedy domagać się, by policja spełniała swoje obowiązki. [Ale] zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku nacisk społeczny jest, jak widać po skutkach, zaniedbywany.

    A w analizie brak chyba jeszcze jednego elementu: antymanifestacje pokazują, zarówno ich nieaktywnym (jeszcze?) przeciwnikom, jak i ich cichym zwolennikom, że jest licząca się, zdecydowana działać, grupa obywateli, którzy się propagowaniu takiej ideologii sprzeciwiają.

    Krzysztof Dąbek: Coraz bardziej jestem przekonany, że raczej blokować. Brak reakcji, brak przeciwstawienia się, jest traktowany przez tych idiotów jako przyzwolenie, jako akceptacja tych łajdackich idiotyzmów, których nie można tolerować.

    Analogie historyczne, mogą być pewnymi wskazówkami i ostrzeżeniami, ale dziś sytuacja jest na tyle odmienna, że trudno przenosić je wprost na obecną sytuację. 

    Paweł Kasprzak: Poza kilkoma uwagami, które podzielam (a których wskazywać nie chcę, bo moje uwagi wywołują awantury, których mam serdecznie dosyć), jest też w tym tekście kilka skandali. Np.: „Niezależnie od tego, jak bardzo odrażające mogą być nacjonalistyczne hasła i symbole, ich nosiciele korzystają z wolności słowa i zgromadzeń”.

    Nie – nie korzystają. Każda wolność kończy się tam, gdzie narusza cudzą. Naziści grożą ludziom śmiercią. Nie istnieje żadna taka wolność. Nikomu nie wolno tego robić.

    Nie wolno robić wielu innych rzeczy. Kiedy np. sam „lżyłem Dudę”, nazywając go łgarzem i krzywoprzysięzcą, robiłem to na wiele sposobów inaczej niż pisowscy wyznawcy, lżący w kampanii wyborczej Komorowskiego.

    Nie chodzi o agresywny język, fałszywe zniewagi pozbawione dowodów i argumentów. Estetyka języka jest prawdopodobnie poza oceną tych ludzi, należy też uznać, że w swoje bluzgi oni wierzyli równie mocno, jak ja we własne zarzuty pod adresem Dudy.

    Różnica polegała przede wszystkim właśnie na ich przekonaniu, że wolno im wygadywać cokolwiek, bo mają wolność słowa. Nie mają — żadna wolność nie oznacza prawa do bezkarnego odzierania kogokolwiek z czci i godności. Sam „lżąc Dudę”, próbowałem wystawić się na działanie art. 135 kk o znieważaniu urzędu Prezydenta RP, [przepisu] który ma działać automatycznie, z publicznego oskarżenia, niezależnie od ewentualnej prawdy zniewag. Samo „lżenie” miało sprowokować uruchomienie postępowania, na którego skutki się wystawiałem, akceptując je z góry.

    Kiedy nie spowodowało – władza słusznie uznała, że to się nie opłaca – odstąpiliśmy od tych działań. Po to głównie, by z bezkarnego lżenia nie czynić normy.

    To jest konstytucyjny elementarz, a nie żadne subtelności.

    Wolność zgromadzeń nazistów jest jednym z bardziej kuriozalnych konceptów – chyba nawet Brudziński nie byłby w stanie wypowiedzieć podobnego.

    Kolejny skandal: „Rzut oka na zdjęcia i filmy z 1 maja pokazuje, że w istocie neonaziści zostali zatrzymani nie tyle przez szlachetnych lewicowców co przez małą armię policji, oddzielającą obie manifestacje. Porównanie składu obu drużyn nie pozostawia złudzeń co do rezultatów bezpośredniego starcia. Dziarscy chłopcy spod znaku Toporła raczej nie potrafiliby napisać biografii Gombrowicza, ale za to bić się potrafią świetnie”

    Owszem. 11 listopada 2017 policji na miejscu nie było. I skuteczność oporu garstki kobiet blokujących marsz nienawiści polegała na ich zademonstrowanej wielkiej odwadze oraz na pokazaniu bestialskiego zwyrodnienia „patriotów”. Właśnie o to chodzi, proszę Pana, że one nie mają żadnych szans i świetnie o tym wiedzą.

    Im z kolei być może życie, a zdrowie na pewno, uratowała straż ONR. Nie ze szlachetności, ale dlatego, że kadrowcy ONR wiedzą – najwyraźniej lepiej niż Pan – jak bardzo nie opłaca się im lać kogokolwiek na oczach publicznej opinii.

    Nie istnieje też żadna symetria. To pokojowy protest. Z naszej, Obywateli RP strony, ortodoksyjnie pokojowy. Nie ma żadnych przepychanek. Nikt z nas nikogo nie pcha. Pchają nas.

    Tez o przeciw skuteczności nie podzielam. Słyszałem podobne o miesięcznicach, których żywotność mieliśmy wspierać naszymi protestami. Cóż – przez lata bez protestów one żywiły się same, tworząc w znacznym stopniu podwaliny pisowskiej ideologii. W wyniku protestów, kilometry barierek i tysiące policjantów skompromitowały je doszczętnie, tworząc koszty znacznie przewyższające korzyści. Miesięcznic więc już nie ma i raczej nie będzie – Kaczyński kolejnych barierek w mieście ryzykować wyraźnie nie chce. Z nazistami będzie trudniej, ale może być podobnie.

    Zdumiewająco mało Pan wie i rozumie jak na autorytatywny ton komentarza. Niemiecka historia wsparta cytatami z nieznanej mi książki Haffnera – czy chce Pan powiedzieć, że nazizm w Niemczech sprowokowali agresywni komuniści? Bo ja dotąd myślałem, że raczej przyzwalająca bierność mainstreamu. Tu być może rozumie Pan więcej niż ja.

    Podzielam zdanie na temat „wypierdalać” oraz uwagi o miejskiej guerilli, które również moją krew mrożą. Czytam z uwagą, starając się zrozumieć, jak można widzieć w tych protestach rzeczy, które Pan w nich zobaczył – bo zakładam, że da się je zobaczyć uczciwie, a ja bym chciał, żeby sprawa była czysta.


Paweł Kasprzak: To nas pchają, a nie my pchamy. Nie ma symetrii


Paweł Kasprzak, jeden z liderów Obywateli RP, odpowiedział 4 maja wpisem na FB Obywateli RP:

Kompletnie się nie zgadzam, choć wiele uwag podzielam.

Nie zgadzam się z tezą o kontr-skuteczności. Słyszałem ją wiele razy w stosunku do miesięcznic smoleńskich, które – podobnie – nasze protesty rzekomo jedynie promowały. Cóż, one się promowały same, bez naszego udziału bardzo skutecznie.

To nasz udział spowodował, że miesięcznice zniknęły i więcej ich już nie będzie. Przestały się opłacać. Z nazistami będzie pewnie trudniej, ale da się zrobić tak, żeby było podobnie.

Jak to zrobić, to osobna sprawa – uważna lektura tekstu Piotra Osęki może w tym zresztą bardzo pomóc.

Nie zgadzam się z „przepychankami” – to był pokojowy protest i nie ma w nim żadnej symetrii ani z zachowaniami policji, ani neonazistów.

To nas pchają, a nie my pchamy.

Nie zgadzam się z symetrią języka – to zwykła nieprawda, choć również wolałbym nie słuchać „wypierdalać!” z naszej strony.

Nie zgadzam się z zarzutami o obosieczności – każdy z nas ma świadomość, że prawa należą się również przeciwnikom, że przekonanie o słuszności własnych racji nie może odbierać wolności i praw innym, że o własne wolności należy walczyć tak, jak się pisze Konstytucję: wiedząc, że z tych wolności ktoś kiedyś skorzysta przeciw nam.

Faszyzm jednak, to faszyzm. Jest zbrodniczy ze swej natury. I w związku z tym prawem zakazany.

To on znosi wszelkie wolności. Zagraża życiu. Walka z jawną zbrodnią nie jest obosieczna. Odmawiając nazistom praw publicznych nie otwieram furtki do odmowy praw komukolwiek innemu. Staję rzeczywiście tam, gdzie zawodzi państwo. Na trasie marszu, który zgodnie z prawem powinien zostać rozwiązany. A nie jest.

Nie jest też prawdą, że działam, by fizycznie wyeliminować tych kochasi ze swastykami, trupimi główkami i błyskawicami SS. Działam, by pokazać opinii publicznej ich istnienie. To, kim są i jakie stwarzają zagrożenie.

Pokazuję to nie bijąc ich na ulicach, a raczej wystawiając się na ich, i chroniącej ich policji, przemoc.

Tekst Piotra Osęki zasługuje przy tym na uwagę i namysł, którego prawdopodobnie się nie doczeka…

Paweł Kasprzak (1961) lider Obywateli RP, gościł w OKO.press wielokrotnie. Tutaj np. deklarował, że będzie „stawał na drodze każdej demonstracji faszystów, ONR, MW, ale również na drodze Marszów Pamięci organizowanych przez obecne władze RP, PiS i środowiska Gazety Polskiej w tzw. miesięcznice smoleńskie. Ich istotną treścią jest promocja nienawiści i zaprzeczanie konstytucyjnym wartościom polskiej demokracji”.

Tutaj zastanawiał się nad tym, jak dotrzeć z przekazem przeciw zaostrzaniu prawa antyaborcyjnego do katolickiego mainstreamu.

Tutaj proponował demokratyczne prawybory przez wyborami samorządowymi. W przeszłości angażował się w opozycji demokratyczną (NZS, Pomarańczową Alternatywę, NSZZ „Solidarność”, WiP).


Klementyna Suchanow: Wolność słowa nie obejmuje faszyzmu, a ulica to nie salon


Polemika z panem Osęką jest trochę bez sensu, bo sam punkt wyjścia autora osadzony jest na fałszywej tezie, że faszyzm można głosić w ramach „wolności słowa”.

Ale oto kilka słów komentarza na prośbę redakcji i w związku z wywołaniem mojego nazwiska.

Nie mam pojęcia, jak pan Osęka wyczytał dumę w moich słowach. Uwaga o miejskiej partyzantce nosi silne znamiona goryczy.

Pan uważa, że to normalne, że matki i młodzież biegają za chłopcami z Totenkopf i SS na karkach czy koszulkach? A gdzie są władze, które mają takie zadanie?

Głoszenie faszyzmu jest w Polsce – i nie tylko – karalne. Skurwysyństwem jest, że to my jesteśmy zmuszeni, by takie coś robić. Jak reszta Polski zasługujemy na grilla, zamiast smażyć się na stołecznym asfalcie w weekend majowy.

Władze mogłyby nas wyręczyć i zastosować środki prawne (te nie bolą), które mają do dyspozycji, ale władze, jak pan Osęka, noszą symetryzm zamiast okularów.

Wolą się wysługiwać naszymi ciałami, kobiet, 16-latków czy starców o lasce i zmuszać do konfrontacji ze Złem (halo, halo, faszyzmu się nie relatywizuje!). To tenże symetryzm właśnie sprawił, że ONR rósł w siłę.

I każdy Osęka piszący takie komentarze, pomaga im rosnąć coraz bardziej.

Konieczne jest wyraźne publiczne i jednogłośne potępienie faszyzmu i naprawdę nie zawsze musimy być w tym uprzejmi. Hasło „wypierdalać ze stolicy” podnosi głównie młodzież, nowe pokolenie 19-, 20-latków, którzy nie pamiętają wydarzeń z 2009 czy 2011, ale za to… rozumieją sprawę.

Już ich krytykowano za czerwień flag, padły uwagi za czerń strojów. Może czas przestać upominać za formę, a skupić się na treści, bo ulica to nie salon. Kiedy piszę książkę, dobieram i cyzeluję słowa, bo na tym polega pisanie, ale kiedy mam przegonić Zło, to je po prostu przeganiam.

Klementyna Suchanow, aktywistka Strajku Kobiet, znana z wielu malowniczych akcji protestacyjnych.

OKO.press pisało 10 grudnia 2017 o akcji obrzucenia jajami rządowych limuzyn, o protestach przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej (balonikami z farbą w drzwi PiS, 17 stycznia 2018), o próbie zablokowania ekshumacji smoleńskiej w Łodzi 24 kwietnia 2018, o protestach przeciw nowej KRS 27 kwietnia 2018, a także o szykanach, jakie spotykają Suchanow (m.in. wizyta ABW 22 grudnia 2017).

Suchanow jest też znaną badaczką życia i twórczości Witolda Gombrowicza oraz historii i literatury Ameryki Łacińskiej, autorką m.in. „Argentyńskich przygód Gombrowicza” (2005) i „Królowej Karaibów” (2013), a także dwutomowej biografii „Gombrowicz. Ja, geniusz” (2017), która wzbudziła ogromne zainteresowanie.


Rafał Suszek: Mam szacunek dla działań w skali doraźnej, dla obrony koniecznej przed gwałtem i upokorzeniem


Z tekstem Piotra Osęki jest trochę jak z kałużą, w swoim zafiksowaniu na Formie aktywności społecznej w oderwaniu od jej Treści i Sensu na tyle płytki, że nikt się w nim raczej nie utopi. Kłopot pojawia się , gdy ktoś potraktuje ową kałużę jak krynicę mądrości.

Po pierwsze więc, symetria… Antyfaszyści ledwie jako negatyw faszystów – jak fałszywe jest to przekonanie niechaj uświadomi nam prosty eksperyment myślowy: oto obieramy obie grupy z Formy (czerń, chusty, race), sadzamy przy stole – co zostaje? Zostaje wysoka kultura dyskursywna młodych ze squatów i anarchistycznych komun, wrażliwość społeczna, delikatna jak porcelana Rosenthala, studentów wydziałów fizyki i filozofii, których spotkałem na blokadzie.

I próżnia po drugiej stronie – próżnia, która zasysa każde wezwanie do nienawiści i przemocy, każdy postulat wykluczenia.

Wiem, bo obcowałem z ludźmi z antyfaszystowskiej barykady. Wiem, bo mam przywilej uczyć niektórych z nich.

Po wtóre, Wolność Słowa i Zgromadzeń… To – w wersji Osęki – typowa staropolska dziecinada, przy której zabrakło drugiego członu nierozerwalnej pary: Odpowiedzialność.

A może nie trzeba jej tu przywoływać? Może ona realizuje się implicite? Czy to w hasłach ,,separatyzmu rasowego’’ (patrz: wypowiedzi Mateusza Pławskiego, b. rzecznika Marszu Niepodległości), czy w postulatach ,,oczyszczenia Polski z etnicznego, kulturowego i biologicznego ścierwa’’ (patrz: wypowiedzi Justyny Helcyk, kierującej dolnośląską brygadą ONR), czy w zawołaniu ,,Śmierć Ukraińcom!” (zarejestrowanym podczas demonstracji nacjonalistów w Przemyślu), czy wreszcie w fizycznych napaściach na rozmaitych „obcych” (gr. ksenoi) w całej Polsce?

Piotr Osęka słyszy – bo przecie musi słyszeć – słowa ,,strach’’ i ,,gorycz upodlenia’’ i zdaje się widzieć w nich jedynie ciągi emocji. Tymczasem właśnie ,,strach’’ i ,,gorycz upodlenia’’ tkwią jak cierń w pamięci, także cielesnej, i świadomości wielu uczestników blokady. I w konfrontacji z bezpośrednim fizycznym zagrożeniem, jakim są dla nich – ,,pedałów’’, ,,lewaków’’, ,,ciapatych’’, ,,banderowców’’, ,,UBwateli’’ – ludzie zamroczeni ideą nacjonalizmu integralnego i faszyzmu dają im do ręki prosty mechanizm prawny: prawo do obrony koniecznej (art. 25 kodeksu karnego).

  • Zobacz art. 25 kodeksu karnego

    § 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.
    § 2. W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.
    § 2a. Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące.
    § 3. Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.

Faszyzm z natury swej jest ruchem, który zatrzymuje się dopiero na szczęce drugiego człowieka, faszyzm zawsze i wszędzie staje się upokorzeniem i gwałtem na drugim człowieku.

Jeśli Osęce brakuje wiedzy, niech sięgnie do wydań regionalnych „Gazety Wyborczej” z ostatnich kilku lat (np. z Przemyśla). Niechże pogada z Michałem Bilewiczem o wynikach badań postaw społecznych, o eskalacji ksenofobii, homofobii, rasizmu i czystego faszyzmu z ostatnich miesięcy, zamiast moralizować zza pancernej szyby salonu…

Po trzecie, Legenda o Nadmuchanym Baloniku. Tu autor przywołuje wyświechtany argument, że ideologie skrajne są marginalne, a paliwa miałaby dostarczać kontra wobec nich. Przyjmuje jako miarę ich żywotności ich wątłą reprezentację polityczną.

Zapomina, lub nie kojarzy w tym kontekście niskiego poziomu partycypacji Polaków w zorganizowanym życiu politycznym, maskującego rzeczywisty rezonans idei w społeczeństwie – liczba rąk do bicia nie jest równa liczbie rąk do głosowania.

Polecam podróż w nieznane, np. pod Przemyśl lub na Białostocczyznę, w ramach studium przypadku ilustrującego sens i znaczenie każdej z tych miar skali zepsucia i zagrożenia w naszym społeczeństwie. Dorzuciłbym jeszcze lekturę tekstów Rudnickiego i Majchrowskiego o mechanizmach konwergencji ideologicznej autorytarystów u władzy i totalitarystów na ulicach, oraz przemyślnej kolonizacji administracji państwowej oraz życia akademickiego przez młodoendeckich faszystów zapatrzonych w Hitlera w II Rzeczypospolitej po 1933 r.

Po czwarte Obywatele Łapy Precz od Prawa… To nie jest nawet śmieszne, nie w tym paskudnym momencie historycznym, w którym się znaleźliśmy, nie bez winy własnej zresztą (tego poczucia brakuje niestety w tekście Osęki, i szerzej – w wielu tekstach komentatorów  bezpiecznie, acz fałszywie zdystansowanych wobec zjawisk i ich przyczyn).

Kwestionowanie prawa obywatelek i obywateli do wchodzenia w przestrzeń działania opuszczoną przez instytucje państwa  brzmi tyleż kuriozalnie, co niebezpiecznie w okolicznościach niemal totalnego wycofania się państwa ze swej roli służebnej wobec ,,wszystkich obywateli Rzeczypospolitej’’. A więc przede wszystkim z ochrony godności człowieka i obywatela, ale także z dialogu społecznego.

Niebezpieczeństwo bierze się stąd, że natura, która nienawidzi próżni,

zasysa w tę przestrzeń opuszczoną przez państwo akwizytorów prostych prawd ostatecznych i radykalnych rozwiązań, którzy z małpią sprawnością, formatują świadomość mas.

Jeden przykład. W okrągłą, 70. rocznicę Akcji ,,Wisła’’ państwo wycofało się w 2017 roku z upamiętnienia tej haniebnej karty w historii rodzimej, pozostawiając naszych współobywateli narodowości ukraińskiej samych ze swym historycznym bólem. W dniu gorzkiej rocznicy miast urzędników reprezentujących majestat Rzeczypospolitej u ich boku stanęli, także jako tarcza przeciwko lokalnemu nacjonalistycznemu zdziczeniu (którego przecież w pojęciu Osęki nie ma w skali usprawiedliwiającej nielegalne uzurpacje), świadomi obywatele i obywatelki, którzy SĄ Rzecząpospolitą.

I tak być powinno i musi już zawsze, jeśli mamy ulepić cokolwiek trwałego i wartościowego z tej kulturowej magmy, jaka jest nam tu dana.

Tekst Osęki ujawnia jeszcze jeden fundamentalny błąd w myśleniu o polskim nacjonalizmie, ksenofobii i faszyzmie – błąd systematyczny, dość powszechny w dyskursie akademickim, co przyznaję z zażenowaniem jako członek społeczności akademickiej.

Polega on na przekonaniu o istnieniu tylko jednej skali czasowej w opisywanym zjawisku, a więc i w konfrontacji z nim – skali pokoleniowej, w której należy realizować projekty edukacyjne, dyskusyjne i informacyjne, by na trwale uzdrowić świadomość powszechną. W końcu tylko to daje szansę na zapobieżenie recydywie zła.

Otóż TAK, należy edukować, debatować i informować, przy czym mądrzej i sprytniej niż dotychczas, bo dowody nieskuteczności metod stosowanych maszerują dzisiaj dziarsko po ulicach miast w brunatnych mundurkach.

Moje wychowanie, wykształcenie i wybory profesjonalne,  czynią ze mnie orędownika takiego postulatu – uwiarygadnia mnie udział w organizacji „ulicznych debat” poświęconych nacjonalizmowi, antysemityzmowi, faszyzmowi.

Ale zarazem moje doświadczenie uliczne, zobowiązuje mnie jednak także do szacunku dla działań w skali doraźnej, w której jest miejsce na obronę konieczną przed gwałtem i upokorzeniem. W której jest miejsce dla obywatelek i obywateli prowadzących walkę o przestrzeń wspólnotową wolną od nienawiści i wykluczenia.

Format tej walki jest w części rzeczą smaku i temperamentu, rzeczą kultury osobistej – moja nie domaga się ode mnie zamykania gardła, kiedy krzyczą ,,Narodowcy, szmalcownicy, wypierdalać ze stolicy!’’

Przeciwnie, ja ten okrzyk – podły jak niejedna Forma uliczna, której podłość znają i rozumieją tylko ci, którzy jej spróbowali – wyrwę sobie choćby siłą ze zmęczonego gardła, bo… mam organiczny kłopot z faszystami i nacjonalistami, i chcę dać coś więcej niż świadectwo – ja chcę dać radę wyrzucić ich, zupełnie po prostu, fizycznie, z naszych ulic.

O „debatach ulicznych” z udziałem Rafała Suszka pisaliśmy, gdy 10 grudnia 2017 razem z Klementyną Suchanow obrzucał jajami rządowe limuzyny (po krytyce Pawła Kasprzaka wystąpił potem z ruchu Obywateli RP), gdy protestował przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej (balonikami z farbą w drzwi PiS, 17 stycznia 2018),  gdy został pobity przez policję po próbie zablokowania 1 marca 2018 marszu ONR w Warszawie pamięci Żołnierzy Wyklętych, a także o próbie zablokowania ekshumacji smoleńskiej w Łodzi 24 kwietnia 2018.

Rafał Suszek jest fizykiem matematycznym, adiunktem na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.


Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press