0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plFot. Maciek Jazwieck...

Publiczny rejestr polowań, zakaz polowań w strefie 700 metrów od zabudowań mieszkalnych, zakaz polowań komercyjnych, większe prawa dla właścicieli gruntów, na których odbywają się polowania – to kilka ze zmian największej od lat próby zreformowania łowiectwa.

Pisaliśmy o nich w OKO.press:

Przeczytaj także:

Tylko do 3 września można podpisać się pod projektem ustawy wprowadzającej te zmiany. Jeśli do tego dnia 100 tys. osób podpisze się pod projektem, trafi on do Sejmu. Jeśli nie – trafi do kosza.

W wersji optymistycznej, czyli jeśli trafi do Sejmu, będzie musiał przejść przez normalny proces legislacyjny, a przekonanie do niego parlamentarzystów może nie być proste, biorąc pod uwagę wcześniejsze głosowania, np. dotyczące wprowadzenia okresowych badań lekarskich i psychologicznych.

Pierwszy projekt został odrzucony w pierwszym czytaniu, a drugi projekt ustawy w tej sprawie wprawdzie przeszedł pozytywnie przez to głosowanie, ale następnie utknął w sejmowej zamrażarce.

Poza tym na końcu procesu legislacyjnego stoi prezydent, a Karol Nawrocki, który otoczył się prominentnymi i konserwatywnymi myśliwymi (m.in. prezes Naczelnej Rady Łowieckiej Marcin Możdżonek oraz występujący w mediach Tadeusza Rydzyka weterynarz Maciej Perzyna) w Radzie Klimatu i Środowiska może nie być chętny do podpisania ustawy, której niechętne jest środowisko łowieckie.

Brutalna kampania. Obie strony nie biorą jeńców

Mimo tego zarówno sam projekt, jak i zbiórka podpisów, wywołują ogromne emocje. Autorzy projektu i wspierające ich osoby znane publicznie merytorycznie wyjaśniają w mediach społecznościowych i tradycyjnych, o co chodzi w projekcie, przedstawiciele myśliwych próbują tłumaczyć przed kamerami, że planowane zmiany sparaliżują łowiectwo, ale w komentarzach obie strony sporu nie umieją utrzymać emocji na wodzy [wszystkie cytaty w pisowni oryginalnej].

„Myśliwi boją się ekozjebow...! Więcej szkody robicie jak ludzie, którzy mają wiedzę, wykształcenie, doświadczenie i są codziennie w lesie oddając swój bezcenny czas. Każda ingerencja ekoterorystow przynosi więcej szkody jak pożytku” – pisze pod postem biologa, doktora Roberta Maślaka Mieczysław Komorski.

„Pytałem wszystkich i wszyscy mówią jednym głosem żeby zdegalizowac partię zielonych i wszystkich skierować na badania psychiatryczne lub do szpitali psychiatrycznych oczywiście bez klamek” – to słowa Romana Woźniaka, dumnie prezentującego się na zdjęciu profilowym w mundurze myśliwskim.

Zdarza się, że druga strona nie jest dłużna. „Banda psychopatów pod płaszczem tradycji”, „Ty krowo, stul pysk MENDO i spierdalaj do lasu, pająki zbierać, ścierko brudna” – w mediach społecznościowych wulgarne i obraźliwe komentarze są przykrą rzeczywistością, ale w dyskusji o zmianach w łowiectwie jest ich urodzaj.

Na komentarze ze strony myśliwych zwraca uwagę nawet łowiecki portal wildmen.com, gdzie Paweł Gdula krytykuje kolegów po strzelbie za argumenty i słownictwo używane w internecie.

„Można kupić garnitur, można nauczyć się zasad występowania przed kamerą, można przygotować argumenty, ale znacznie trudniej zmienić sposób, w jaki część myśliwych reaguje na człowieka, z którym się nie zgadza. »Pojebany od urodzenia«, »chory sfrustrowany dzban«, »szmaciarz«, »gnida«, »śmieć«, »motłoch«. To tylko kilka przykładów z jednej dyskusji. Trudno znaleźć tam merytoryczne argumenty, ponieważ dyskusja toczy się wokół oceny wyglądu, zdrowia psychicznego i życia prywatnego Zenona Kruczyńskiego. Problem NIE polega na tym, że komuś wyrwało się brzydkie słowo, tylko na tym, że nasi przeciwnicy przestają być dla nas partnerami dyskusji i zostają sprowadzeni do „śmieci”, którym nie trzeba odpowiadać: – pisze Gdula.

Przeciwnicy zmian posuwają się do manipulacji

Na obrażaniu przeciwników się nie kończy.

Polski Związek Łowiecki przyjął strategię zniechęcania do oddawania głosów pod projektem, „subtelnie” i pozornie bez związku z nim, ostrzegając przed podawaniem wrażliwych danych.

„Zanim podasz wrażliwe dane i złożysz wzór podpisu, upewnij się, czy będą bezpieczne”, „Nie oddawaj swoich danych w ciemno!”, „Twój PESEL i podpis to nie lajki pod postem, to dane wrażliwe. Uważaj, komu je udostępniasz” – troszczy się o przeciwników łowiectwa PZŁ.

Nie troszczył się tak o samych myśliwych, gdy w 2019 r. były zbierane podpisy pod projektem o dopuszczeniu osób poniżej 18. roku życia do udziału w polowaniach, obojętnie podszedł też do podawania danych, gdy zbierane były podpisy na kandydatów na prezydenta.

PZŁ nie wspomina przy tym o tym, że ani PESEL, ani podpis nie są danymi wrażliwymi, a w oparciu tylko o te dane nie da się wziąć na nikogo kredytu.

Zbieranie podpisów pod projektem ustawy to przewidziana prawem forma aktywności obywatelskiej i jeśli ktoś uważa, że forma ta niesie ryzyko, może prowadzić działania zmierzające do zmiany przepisów, które tę formę regulują.

Zapytałam PZŁ o te działania.

"Polski Związek Łowiecki nie »straszył« obywateli ani nie prowadził działań mających na celu zniechęcanie do korzystania z prawa do składania podpisów pod inicjatywą ustawodawczą. Zwracaliśmy jedynie uwagę na kwestię, która w naszej ocenie jest istotna z punktu widzenia każdego obywatela – komu i w jakim celu przekazuje swoje dane osobowe.

Tego rodzaju ostrzeżenie było tym bardziej uzasadnione, że w przestrzeni publicznej mieliśmy w ostatnim czasie przypadki poważnych wycieków danych. Nie kwestionujemy prawa obywateli do popierania inicjatyw ustawodawczych ani samej ustawowej procedury zbierania podpisów. Uważamy jednak, że korzystanie z tego prawa powinno odbywać się przy pełnej świadomości, komu powierzamy swoje dane i w jaki sposób mogą one być wykorzystywane" – tłumaczy Wacław Matysek, p.o. Rzecznik Prasowy PZŁ.

Na ostatniej prostej zbierania podpisów pojawiły się kolejne manipulacyjne wpisy — tym razem nic nie wiadomo o tym, żeby PZŁ miał z nimi cokolwiek wspólnego. Tym razem pod postami zachęcającymi do zbiórki podpisów pojawiają się profile, które podają informacje, że zebrano wystarczającą liczbę podpisów i zbiórka się kończy.

To dezinformacja, zbieranie podpisów będzie trwać do samego końca. Zebrane podpisy najpóźniej we wtorek muszą znaleźć się w Warszawie, więc w niektórych miejscach jeszcze w poniedziałek będzie można poprzeć projekt.

Regina Skibińska

Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.

Komentarze