Jest pan jak miłośnik jazzu, który ze szkolnego programu muzyki ma usunąć jazz, bo zdaniem polskiego ciemnogrodu deprawuje on młodzież? – pytam. Tak, ale inaczej nauki muzyki nie byłoby wcale – odpowiada prof. Izdebski. Zobacz, co zostało z edukacji seksualnej. Zajrzyj z nami do programu nauczania
Domykamy kolejny rozdział narodowej epopei pod hasłem „Edukacja seksualna, czyli dzieje grzechu”, której stawką jest to, czy zdrowie seksualne znajdzie się – jak Pan Bóg przykazał – w programie szkolnym. Mam na myśli Pana Boga, który naprawdę troszczy się o los dzieci i młodzieży i chciałby chronić je przed seksualizacją, jakiej są poddawane w epoce głupich, szkodliwych i niebezpiecznych treści w internecie – przemocy i pornografii.
Edukacja zdrowotna (EZ), w tym seksualna, padła ofiarą gry politycznej wicepremiera Władysław Kosiniak-Kamysz, który w styczniu 2025 ogłosił, że EZ będzie w roku szkolnym 2025/2026 przedmiotem fakultatywnym, do decyzji rodziców, a premier Donald Tusk nie uwzględnił stanowiska ministry Barbary Nowackiej [na zdjęciu głównym Nowacka z prezydentką Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz], zwłaszcza że w kampanii prezydenckiej Rafała Trzaskowskiego postawiono na „próby przejęcia wyborców prawicowych”.
W 2026 roku MEN próbował wrócić do koncepcji obowiązkowej EZ, ale presja prawicy i Kościoła była zbyt duża.
W efekcie 9 kwietnia 2026 min. Nowacka ogłosiła w TVN24, że od września 2026 będą dwa przedmioty. Jak informuje nas rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca będą to: 1. Edukacja Zdrowotna oraz 2. fakultatywna Edukacja Zdrowotna – Zdrowie Seksualne.
„Trwają prace eksperckie nad ich kształtem, a pakiet projektów rozporządzeń planowany jest do konsultacji publicznych na przełomie maja i czerwca”.
Ze strony MEN: „nowe przepisy będą gotowe najszybciej, jak to możliwe, z uwzględnieniem procesu legislacyjnego, czyli konsultacji i uzgodnień, na pewno przed początkiem nowego roku szkolnego”.
Brzmi niewinnie, ale oznacza kłopoty.
Nie znając rozporządzeń, szkoły w zasadzie nie mają jak wpisywać zajęć z obu przedmiotów do planów pracy na rok 2026/2027, które są dla szkoły tym, czym rozkłady jazdy pociągów dla PKP. Nie ma też najmniejszych szans, by uczniowie i uczennice dostały podręczniki szkolne. Dotyczy to zwłaszcza podstawówek, w których podręczniki zamawia szkoła za pieniądze publiczne (patrz dalej „Wydawca: nie mamy jak pomóc nauczycielom”).
Początek nauki dwóch nowych przedmiotów odbędzie się zatem w warunkach improwizacji, a jednocześnie – można być pewnym – agresywnej propagandy ze strony Kościoła i prawicy, których nie zaspokoiło „wyjęcie seksu” z edukacji zdrowotnej (patrz dalej – „A Kościół i prawica swoje”).
Jeśli nic się już nie zmieni, to 1 września zacznie się nauka obowiązkowego przedmiotu Edukacja Zdrowotna:
Z nauki o „Zdrowiu seksualnym” skorzystają dzieci i młodzież w tych samych (siedmiu) klasach jeśli ich rodzice nie złożą (do 25 września 2026) rezygnacji. Nie będzie tu ocen, czy wpływu na promocję z klasy do klasy.
Uczyć będą tak jak dotychczas nauczyciele biologii, przyrody, WF, WDŻ (wychowania do życia w rodzinie) oraz psycholodzy. Pojawią się pierwsi absolwenci studiów podyplomowych w zakresie nauczania edukacji zdrowotnej.
Jak informuje nas MEN, zadaniem zespołu ekspertów jest „zarówno aktualizacja podstawy programowej przedmiotu edukacja zdrowotna, jak i przygotowanie projektu podstawy programowej dla nowego, fakultatywnego przedmiotu”.
W pięcioosobowym zespole jest trójka zadeklarowanych zwolenników nowoczesnej edukacji seksualnej i współtwórców programu edukacji zdrowotnej 2025/2026:
Kopyt i Lewandowska są autorkami informatora o „Edukacji zdrowotnej”.
Zespół uzupełniają: Dariusz Samborski, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie oraz Joanna Napierała, adwokatka, przewodnicząca Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich.
Piotr Pacewicz, OKO.press: Kieruje pan zespołem, który – używając ponurego żartu – wyjmuje seks ze zdrowia. Jak sięgnę pamięcią namawiał pan kolejne rządy do czegoś odwrotnego, czyli do wprowadzenia powszechnej edukacji seksualnej.
Prof. Zbigniew Izdebski*: Taki paradoks. Właśnie kończymy pracę i przekazujemy nasz materiał ministerstwu edukacji. Nie zmieniamy podstaw programowych do edukacji zdrowotnej w zakresie zdrowia fizycznego, psychicznego, uzależnień itd., ale treści, które były ujęte w dziale „Zdrowie seksualne” przenosimy do osobnego przedmiotu, który będzie miał charakter fakultatywny. To będzie pewnie jedna lekcja w klasie czwartej i piątej szkoły podstawowej, w kolejnych trzech klasach po dwie lekcje w ciągu roku. Podstawę do edukacji seksualnej poprzedziliśmy wstępem, podkreślając, dlaczego zachowujemy ten temat. Dalsze prace będą już wykonywane przez decydentów w ministerstwie.
Konkretnie. W dotychczasowej podstawie do edukacji zdrowotnej w szkolnym roku 2025/2026 było 11 działów. Dziewięć jest „seksualnie neutralnych” – spora dawka wiedzy, jak zdrowiej żyć, odżywiać się, uprawiać sport, tworzyć relacje społeczne, ratować się przed uzależnieniami, radzić sobie ze stresem itp. „Podejrzane” z punktu widzenia prawicy i Kościoła są dwa działy: dojrzewanie i zdrowie seksualne.
Treści z działu o dojrzewaniu zostawiamy w obowiązkowej edukacji zdrowotnej, ale nie precyzujemy ich tak, jak do tej pory [w programie EZ 2025/2026 – red.]. Wskazujemy na aspekty związane z dojrzewaniem dziewcząt czy chłopaków,
ale mniej szczegółowo.
Poniżej podstawa dla klas IV-VI. Uczniowie wg punktu 2 powinni uczyć się o zmianach w okresie dojrzewania, w tym nocnych polucjach, mimowolnych erekcjach, czy miesiączkowaniu, a także zmian odbiegających od normy, jak nieprawidłowa wydzielina z pochwy, czy stulejka. Takie szczegóły zostają?
Nie. Będzie wiedza dotycząca dojrzewania, ale aż tak jej nie uszczegółowiamy.
Ale zasady użycia podpasek i tamponów z p. 3 zostają, mam nadzieję?
Tak, to, co dotyczy wyzwań związanych z dojrzewaniem, zostaje, przynajmniej według naszego zespołu eksperckiego.
W klasach VI-VIII opisane są z kolei możliwe nieprawidłowości i urazy układu moczowo-płciowego. Aż głupio o to pytać, ale czy usuwacie informacje o skręcie jądra czy złamaniu prącia?
Panu głupio pytać, a mnie głupio odpowiadać, bo to są przecież składowe wiedzy seksuologicznej, ale znowu, zdejmujemy trochę szczegółów.
Jest mi wręcz wstyd, bo mamy jednak XXI wiek i nie ma powodów, by komunikaty o zdrowiu seksualnym były cenzurowane przed młodzieżą.
Mamy przecież holistyczne podejście do zdrowia, do profilaktyki, medycyny prewencyjnej i temu ma służyć edukacja zdrowotna. Wyjęcie z tej całości zdrowia seksualnego jest trudne do przyjęcia.
Cóż, zdecydowała polityka, podział Polski na pół, warunkowania społeczno-polityczne, a także religijne trzeba brać pod uwagę w każdym kraju, ale
to, co dzieje się w Polsce, ma wymiar irracjonalny.
Przez lata rozmawiałem o edukacji w zakresie zdrowia, w tym seksualnego z kolejnymi ministrami i wszyscy się zgadzali, że owszem, edukacja zdrowotna, seksualna, są ważne, ale żaden minister zdrowia czy edukacji tematu nie podjął. Dlatego to, co się dzieje uważam, mimo wszystko, za sukces Barbary Nowackiej. Zdecydowała się ten przedmiot wprowadzić i konsekwentnie dążyła do tego, żeby stał się obowiązkowy.
Działała z determinacją, bez wyraźniejszego wsparcia koleżanek i kolegów z rządu.
No i udało się w okrojonej wersji, ale nadal jest to duży sukces.
Myślenie polityków i części społeczeństwa o „niewinności dzieci”, to groźna fikcja, a także działanie na pokaz i wyraz podwójnych standardów moralnych. Udają, że nie wiedzą, że większość dzieci już w wieku 7-11 lat ma do czynienia z treściami pornograficznymi, wchodzi na takie strony, albo że tak powiem, te treści do nich „przychodzą” za sprawą algorytmów w sieci.
Wiedza o zdrowiu seksualnym ma za zadanie rozbroić stereotypy i fake newsy, przedstawić naszą seksualność w innym ujęciu, nie sensacyjnym, nie wulgarnym. Jak można np. protestować przeciwko profilaktyce przemocy seksualnej? Zabiegać o to, by wykluczyć z edukacji treści, które chronią nasze dzieci?
W roku szkolnym 2026/2027 takie treści pojawią się, ale tylko dla chętnych.
Nie jest to dobra sytuacja. Odpowiedzialni są politycy prawicy i Kościół katolicki, który jak zawsze ma poczucie, że
zna się na wszystkim, w tym na seksualności, którą traktuje jako obszar raczej grzechu niż zdrowia.
Myślę zresztą, że Episkopat odgrywa się też na Ministerstwie Edukacji, za odebranie [od roku 2025/2026] jednej lekcji religii.
Stąd to opluwanie nas, że edukacja zdrowotna doprowadzi do katastrofy demograficznej, rozpadu rodziny itd. W odpowiedzi na te oderwane od prawdy fantazje można zapytać, dlaczego spadła liczba urodzeń pomimo szkolnej katechezy, od przedszkola do matury w wymiarze dwóch godzin tygodniowo przez ostatnie 30 lat. Polska rodzina się zmienia, coraz mniej jest małżeństw sakramentalnych, coraz więcej ludzi żyje w związkach, ale bez ślubu.
Czy w innych działach usuwaliście tzw. kontrowersyjne treści? Na przykład w dziale „Zdrowie społeczne” jest punkt: „[uczeń] opisuje oznaki zakochania, odróżnia zakochanie od popędu seksualnego oraz od miłości, a także miłość młodzieńczą od miłości dojrzałej”. Pytam na tzw. wszelki wypadek.
Nie, tego nie ruszaliśmy. Jeśli w ogóle były jakieś zmiany, to niewielkie.
Tak się zastanawiam, na jakiej podstawie uznawaliście, że coś należy usunąć, a coś innego zostawić?
Cóż, uznawaliśmy, że pewne treści mogą zostać uznane za wprost dotyczące seksualności. Braliśmy pod uwagę medycynę opartą na dowodach naukowych, ale także kompromis, który został przyjęty przez ministerstwo.
A czy coś „łagodziliście” w dziale 8 „Zdrowie seksualne”? Skoro to będzie przedmiot nieobowiązkowy, to chyba nie było takiej potrzeby? W klasach IV-VI szczególnie ważny jest chyba punkt 4 dotyczący autonomii cielesnej i przekraczania granic intymnych.
Zakres wymagań podstawy został utrzymany w sposób wyważony, adekwatny do wieku uczniów. Kluczowe jest budowanie świadomości granic i bezpieczeństwa dziecka, co ma istotne znaczenie ochrony przed wykorzystywaniem seksualnym.
W klasach VII i VIII podstawówki pojawia się w p. 2 „kontrowersyjny temat” orientacji psychoseksualnej i tożsamości płciowej. Rozwijany jest też wątek przemocy seksualnej. Kolejny temat ideologicznie i politycznie manipulowany to środki antykoncepcyjne. Czy coś tutaj zmienialiście?
Zależy nam na rzetelnym ujęciu opartym na dowodach naukowych, a nie na emocjach. Kluczowe jest wzmacnianie świadomości młodych ludzi, ich bezpieczeństwa oraz przeciwdziałanie presji i przedwczesnej inicjacji seksualnej. Ale nie chcę wchodzić w szczegóły naszych ustaleń. Cała propozycja trafi do konsultacji.
W szkołach ponadpodstawowych zdrowie seksualne było w programie 2025/2026 potraktowane najszerzej. Natomiast tematyka LGBT znalazła się w części fakultatywnej, czyli nieobowiązkowej w ramach nieobowiązkowego programu. Czy tak jest nadal?
Młodzież potrzebuje dziś przede wszystkim rzetelnej, opartej na wiedzy edukacji w zakresie zdrowia seksualnego, także w kwestiach, o które pan pyta. Kluczowe jest, aby te treści wspierały świadome, odpowiedzialne i bezpieczne decyzje.
Rozumiem, że nie chce pan ujawniać szczegółów ustaleń waszego zespołu, zanim nie „klepnie go” MEN. Znalazł się pan w sytuacji muzykologa, który kocha jazz, ale dostaje zadanie, żeby z programu szkolnej edukacji muzycznej wyeliminować wszystko, co może dotyczyć jazzu. Bo ktoś uznał, że jazz deprawuje młodzież.
Tak i dlatego mówię o swoich emocjach. Ale używając pana metafory, inaczej w ogóle nie daliby nam mówić o muzyce.
I liczę na to, że jak najwięcej młodych ludzi przyjdzie na lekcję o jazzie, czyli zdrowiu seksualnym.
Jestem przekonany, że ten przedmiot nigdy jeszcze nie był aż tak potrzebny dzieciom i młodzieży – nigdy, podkreślam – jak właśnie dzisiaj, w epoce chaosu informacyjnego i zalewu szkodliwych i niebezpiecznych treści w internecie. Dziwię się wielu osobom, które mówią „nie, bo nie”, ale nawet nie zajrzeli, o czym jest edukacja zdrowotna. Wierzą biskupom czy stowarzyszeniom katolickim, a z wiarą jest tak, że niczego nie trzeba już sprawdzać. Te osoby nie zdają sobie sprawy, że edukacja zdrowotna jest wsparciem dla każdej rodziny, czy to sakramentalnego małżeństwa z piątką dzieci, czy matki wychowującej samodzielnie dziecko.
Taka edukacja nie występuje przeciw, lecz wzmacnia rodzinę, bo jak wiemy z badań, rodzice nie podejmują większości tematów, które powinni z dziećmi omówić.
I nie chodzi tylko o zdrowie seksualne, ale w ogóle o postawy, wartości w życiu powiązane ze zdrowiem. Nie doczekaliśmy się tego, żeby zdrowie w Polsce traktować w kategoriach wartości.
Narzekamy na system ochrony zdrowia, ale ile byśmy nie wpompowali w niego pieniędzy, to nie będziemy wiele zdrowsi. Bo mówimy niemal wyłącznie o medycynie naprawczej, a
ministerstwo zdrowia jest raczej ministerstwem choroby.
Zapominamy o medycynie prewencyjnej, o profilaktyce, a przecież lepiej i taniej jest zapobiegać niż leczyć. Edukacja zdrowotna ma sprawić, żeby dzieci zrozumiały, że zdrowie to wartość, o którą możemy skutecznie zadbać. Oczywiście nie zawsze uchronimy się przed chorobami, na pewnym etapie życia będziemy korzystać z medycyny naprawczej. Ale wiedząc, jak zadbać o zdrowie fizyczne, psychiczne, społeczne i seksualne, odsuniemy ten moment w czasie lub całkowicie go wyeliminujemy.
Wartość edukacji zdrowotnej, w tym seksualnej, powinny wspierać poza edukacją także inne resorty: zdrowia, rodziny, cyfryzacji, to jest projekt interdyscyplinarny. Natomiast żyjąc już tyle lat, wiem, że w Polsce nie było nigdy dobrego momentu do wprowadzenia edukacji zdrowotnej, bo jesteśmy albo przed wyborami, albo po wyborach, albo po jakimś skandalu, albo sondaże są nie takie, jak trzeba.
Taką mamy klasę polityczną.
Jak na te warunki, ministerstwu udało się i tak dużo osiągnąć.
*Prof. dr hab. Zbigniew Izdebski – pedagog, seksuolog, specjalista w zakresie zdrowia publicznego, pracuje w Katedrze Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii – Uniwersytetu Warszawskiego oraz Katedrze Humanizacji Medycyny i Seksuologii – Uniwersytetu Zielonogórskiego. Koordynator Wydziału Medycznego UW. Autor licznych prac o seksualności Polek i Polaków, od lat 1990-tych propagator nowoczesnej edukacji seksualnej, także w zakresie HIV/AID.
Dalsza część artykułu niżej.
Jak słyszę od jednego z wydawców, który chce zachować anonimowość, takich opóźnień jak z EZ jeszcze nigdy nie było i nie ma szans, by zdążyć z podręcznikami.
Oczywiście wydawcy nie czekają na ogłoszeniu w rozporządzeniu MEN podstaw programowych do obu przedmiotów, co nastąpi zapewne pod koniec czerwca. Wiedzą, że znaczna część podstawy programowej już się nie zmieni, poza tym są w roboczym kontakcie z MEN. Taka jest od lat praktyka, że Sekcja Wydawców Edukacyjnych współpracuje z ministerstwem.
Jednak terminy są nieubłagane. Nawet gdyby jakieś wydawnictwo złożyło do recenzji podręczniki na samym początku lipca (dokonując ewentualnych korekt po ogłoszeniu ostatecznych podstaw programowych), to proces recenzowania zajmuje trzy miesiące i – jak słyszę – tyle musi trwać, jeśli ma być to robione rzetelnie. Potem druk to minimum miesiąc, dostawa z drukarni do magazynu i z magazynu do szkół – kolejne dwa, trzy tygodnie. Czyli podręczniki mogłyby dotrzeć do szkół najwcześniej w listopadzie.
Mogłoby tak być? Już zdarzały się opóźnienia w dostawie podręczników, np. w 2018 roku – pytam.
W szkołach podstawowych to wykluczone – słyszę. Bo nie chodzi tylko o druk i kolportaż.
Przypomnijmy, że od 2014 wprowadzano (stopniowo) zasadę, że szkoła podstawowa zamawia podręczniki dla swoich uczniów. Dyrektorki robią to w kwietniu, najpóźniej – maju, wcześniej pozyskują (za pośrednictwem organów prowadzących – gmin) środki z dotacji dla klas I, IV i VII (potem podręczniki są przekazywane kolejnym rocznikom). Procedura dotacyjna opisana jest w ustawie o finansowaniu zadań oświatowych i w rozporządzeniach. Kwotę dotacji na ucznia można zmieniać, ale z odpowiednim wyprzedzeniem, ad hoc nie jest to możliwe.
Rzecz jednak w tym, że
w koszyku dotacyjnym na rok 2026/2027 nie ma środków na podręczniki z edukacji zdrowotnej,
zwłaszcza że wchodzą one aż do pięciu klas podstawówki równocześnie (od IV do VIII), co oznaczałoby koszt rzędu nawet 100 mln zł. Szkoły nie mogą więc ich zamawiać.
Nauczycielki będą zatem uczyć EZ bez podręczników. Jest jeszcze gorzej. Podręcznik to mniej więcej połowa oferty, bo wydawnictwa konkurują także na obudowę dydaktyczną, która ułatwia pracę nauczycielkom: scenariusze lekcji, zeszyty ćwiczeń i karty pracy dla uczniów, materiały sprawdzające wiedzę itd.
Wydawnictwa wyręczają nauczycieli? – pytam.
Mój rozmówca obrusza się. Nad jednym podręcznikiem pracuje w dużych wydawnictwach kilkadziesiąt osób, które poza wiedzą merytoryczną, specjalizują się w metodyce nauczania. Są kraje, gdzie narzędzia do nauczania dostarczają ministerstwa edukacji lub ich agendy, u nas wszystko wisi na wydawnictwach.
Według wydawcy tylko nieliczni nauczyciele mają dość czasu i umiejętności, żeby od lakonicznych zapisów w podstawie programowej przejść do przygotowania atrakcyjnej lekcji, z bogactwem metod, pomysłami na prace domowe i projekty uczniowskie. Podstawa programowa i oparty na niej podręcznik jest jak zestaw części samochodowych osobno: silnik, karoseria, koła itd. Pakiet materiałów edukacyjnych zamienia tę propozycję w samochód, którym nauczyciel będzie wiedział, jak pojechać.
Szczególnie dotyczy to nowego przedmiotu, jakim jest edukacja zdrowotna. Nauczyciele nie mają własnego doświadczenia w roli ucznia, materia jest ogromna, zróżnicowana. Materiały edukacyjne, które publikuje MEN, nie wystarczą. W większości szkół jakość nauczania będzie niska.
A co z podręcznikiem do zdrowia seksualnego?
Wydawca rozkłada ręce. Prawo nie zabrania, by podręcznik zawierał treści wykraczające poza podstawę programową i tak się czasem dzieje, gdy trzeba uzupełnić wiedzę uczniów. Teoretycznie można by zatem dokleić zdrowie seksualne do podręcznika edukacji zdrowotnej, ale .... – wydawca zawiesza głos.
Politycznie to nie do pomyślenia – kończę za niego.
Wycofanie przez MEN zdrowia seksualnego z obowiązkowego programu Edukacji Zdrowotnej nie powstrzymało Kościoła przed kolejnymi atakami na świecką edukację.
Komisja Wychowania Katolickiego KEP, 14 kwietnia: "Usunięcie komponentu związanego z wychowaniem seksualnym nie rozwiązuje problemu, gdyż
w pozostałych działach tematycznych znajdują się treści, które nie respektują należycie wartości małżeństwa i rodziny,
określonej i zagwarantowanej przez Konstytucję RP".
Harcownik katolickiej ideologii, jakim jest Fundacja Ordo Iuris, już w lutym ostrzegał,, że MEN „próbuje zwieść rodziców”. Po decyzji min. Nowackiej fundacja oświadczyła 15 kwietnia 2026: „Normalnie myślących rodziców nie usatysfakcjonuje nic poza całkowitym wycofaniem «edukacji zdrowotnej» ze szkół”.
Ordo Iuris zachęca do „obywatelskiego nieposłuszeństwa”, czyli nieposyłania dzieci na zajęcia EZ.
Zrzeszająca kilkadziesiąt prawicowych i katolickich organizacji Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oświadczyła, że EZ zagraża „niezakłóconemu rozwojowi 4,1 miliona uczniów, objętych nauczaniem”.
Wszystkich przelicytował kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek, któremu EZ skojarzyła się z aferą pedofilską z Kłodzka. „Czyli Koalicja Obywatelska Tuska, ze swoimi skandalami z dolnośląskiego, ustami Nowackiej mówi Polakom: IDZIEMY PO WASZE DZIECI” – napisał na X.
Edukacja
Przemysław Czarnek
Barbara Nowacka
Barbara Nowak
Donald Tusk
Episkopat Polski
Ministerstwo Edukacji Narodowej
edukacja seksualna
edukacja zdrowotna
Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris
Zbigniew Izdebski
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze