Panika myśliwych to znak, że czas na reformę łowiectwa [WIDZĘ TO TAK]
Zebranie ponad 200 tys. podpisów pod obywatelskim projektem zmian w prawie łowieckim pokazuje, że ukrócenia samowoli myśliwych chce wielu tzw. zwykłych ludzi, a nie garstka „ekooszołomów”, jak lubi twierdzić lobby łowieckie.
Przygotowany przez obywatelską inicjatywę Uwaga Polowanie projekt zmian w prawie łowieckim nie wywraca systemu. Postulowane zmiany godzą głównie w sobiepaństwo i samowolę myśliwych. Dziś myśliwi wykorzystują niejasne przepisy do unikania obowiązków (na przykład odmowę podawania do publicznej wiadomości sprawozdań finansowych Polskiego Związku Łowieckiego) albo są uprzywilejowani przez przepisy (na przykład wobec właścicieli gruntów, na których odbywają się polowania), bądź też łamią przepisy, wiedząc, że nic im za to nie grozi, bo prawo nie przewiduje sankcji (tak jest ze strzelaniem z pojazdów).
Kluczowe jest odtajnienie finansów PZŁ. Zrzeszenie, które zostało upoważnione przez państwo do prowadzenia gospodarki łowieckiej, uważa, że nie musi nikomu ujawniać – ani obywatelom, ani nawet kontrolującemu je ministrowi – informacji o swoich dochodach i wydatkach. Wprawdzie są już wyroki sądowe, które orzekły, że zarządy okręgowe PZŁ nie powinny odmawiać obywatelom dostępu do sprawozdań finansowych, ale realizacja tych wyroków idzie jak po grudzie. Jasne przepisy dużo by ułatwiły.
Publiczny rejestr polowań i gospodarki łowieckiej to kolejna postulowana zmiana, która jest bardzo potrzebna z punktu widzenia bezpieczeństwa obywateli oraz ich prawa do informacji. Każdy powinien móc sprawdzić, czy miejsce, w które chce się wybrać, jest bezpieczne, czy nikt tam właśnie nie poluje. To nie tylko kwestia zabezpieczenia się na wypadek „pomyłki z dzikiem”, ale też np. uniknięcie postrzelenia psa czy narażenia dziecka na widok zastrzelonego zwierzęcia.

Komentarze