0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. FREDERICK FLORIN / AFPFot. FREDERICK FLORI...

Parlament Europejski składa pozew do Trybunału Sprawiedliwości Europejskiej, w którym oskarża Komisję Europejską o niewywiązywanie się ze swoich traktatowych obowiązków. Chodzi o uwolnienie 10 miliardów euro funduszy unijnych dla Węgier zamrożonych ze względu na łamanie praworządności. Europosłowie uważają, że decyzja Komisji Europejskiej mogła być motywowana politycznie.

Decyzję o złożeniu pozwu podjęła w czwartek 14 marca 2024 Konferencja Przewodniczących PE, a więc najwyższy organ organizacyjny i polityczny Parlamentu, złożony z szefów grup politycznych oraz przewodniczącej PE Roberty Metsoli.

Wniosek poparła Iratxe García Pérez, przewodnicząca grupy Socjalistów i Demokratów, Valérie Hayer, przewodnicząca grupy Odnowić Europę, Terry Reintke, współprzewodnicząca Zielonych / Wolne Przymierze Europejskie, a także Manfred Weber, szef Europejskiej Partii Ludowej, z której wywodzi się Ursula von der Leyen.

O tym, że rodzina polityczna von der Leyen poprze wniosek, wiadomo było już od lutego, gdy Parlament pierwszy raz podniósł ten temat. Manfred Weber tłumaczył wówczas, że „nie ma odstępstw od egzekwowania praworządności, a Komisja Europejska musi być w tych kwestiach niezłomna”.

Przeciwko był Marco Zanni, szef zrzeszającej partie skrajnej prawicy grupy Tożsamość i Demokracja oraz Nicola Proccacini, współprzewodniczący grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Europosłowie chcą przejrzystości

„Domagamy się, by Komisja Europejska przedstawiła rzeczowe uzasadnienie, dlaczego zdecydowała się odblokować fundusze unijne dla Węgier w tamtym momencie. Takie decyzje muszą być w pełni przejrzyste” – mówiła szefowa grupy Odnowić Europę Valérie Hayer na briefingu prasowym podczas zeszłotygodniowej sesji plenarnej PE.

Hayer wyjaśniła, że pomimo wniosków składanych przez parlamentarną komisję ds. prawnych oraz budżetowych, Komisja wciąż nie przesłała PE pełnego uzasadnienia swojej decyzji.

Terry Rientke, współprzewodnicząca Zielonych podkreśliła, że należy zweryfikować, czy grudniowa decyzja Komisji Europejskiej była podjęta zgodnie z prawem.

„Parlament Europejski będzie bardzo mocno stał na straży praworządności. Wszelkie decyzje w tych sprawach muszą być podejmowane w sposób przejrzysty. Jeśli Komisja Europejska będzie ulegała politycznym naciskom, zachęci to tylko inne rządy do stosowania tego rodzaju szantażów, jakie stosuje Viktor Orbán” – mówiła Rientke w Parlamencie Europejskim.

W poniedziałek wniosek o pozwanie Komisji Europejskiej do TSUE niemal jednogłośnie przegłosowała parlamentarna komisja ds. prawnych. Za wnioskiem było 16 europosłów, przeciwko jeden, jeden wstrzymał się też od głosu. Termin na złożenie pozwu do TSUE mija 25 marca.

Komisja uwalnia środki

Decyzja, co do której europarlamentarzyści mają wątpliwości, to decyzja Komisji Europejskiej z 13 grudnia 2023 roku. To wtedy, dzień przed bardzo ważnym szczytem UE, podczas którego Rada Europejska chciała podjąć decyzję o otwarciu negocjacji akcesyjnych z Ukrainą i Mołdawią o przyznaniu statusu państwa członkowskiego Gruzji oraz wpisaniu w wieloletni budżet UE pakietu pomocy dla Ukrainy, Komisja Europejska wydała komunikat o odblokowaniu Węgrom 10,2 miliardów euro z funduszy spójności.

Fundusze były zamrożone ze względu na łamanie praworządności od jesieni 2022 roku.

W uzasadnieniu decyzji Komisja argumentowała, że Węgry spełniły część wymogów dotyczących przywracania praworządności, czyli wdrożyły część tzw. środków naprawczych. Stąd możliwe było częściowe odblokowanie środków. Ale uzasadnienie, które zostało opublikowane, nie przekonuje europosłów.

Komisja sama stwierdziła, że wciąż istnieją poważne, systemowe słabości w zakresie walki z korupcją i niezależnością wymiaru sprawiedliwości na Węgrzech w związku z czym wciąż istnieje „poważne zagrożenie dla budżetu UE”. KE podkreśla też m.in., że owszem Węgry utworzyły nowe antykorupcyjne instytucje, m.in. Urząd ds. Rzetelności (ang. Integrity Authority) oraz Zespół do Walki z Korupcją (ang. Anti-Corruption Task Force), które opublikowały pierwsze raporty i rekomendacje, ale konstrukcja instytucji wciąż jeszcze wymaga zmian, by zapewnić im prawdziwą niezależność.

Komisja podkreśliła też, że Węgry nie spełniły zapisanego w rozporządzeniu o mechanizmie warunkowości obowiązku informowania KE o postępach we wdrażaniu środków naprawczych, w związku z czym Komisja musiała sama dokonać weryfikacji postępów. W uzasadnieniu decyzji KE twierdzi, że zrobiła to częściowo w oparciu o materiały dostarczone przez władze Węgier, jak i na „innych dostępnych Komisji materiałach”.

To właśnie wyniki tej oceny chcą poznać parlamentarzyści. Ale KE jej nie przedstawiła.

Przeczytaj także:

Orbán rezygnuje z weta

Europarlamentarzystów niepokoi też fakt, że decyzja Komisji zbiegła się w czasie z politycznym szantażem Viktora Orbána.

Orbán już na kilka tygodni przed grudniowym szczytem UE zapowiadał, że nie zgodzi się ani na otwarcie negocjacji z Ukrainą i Mołdawią, ani na zatwierdzenie pakietu pomocy dla Ukrainy. Orbán i jego współpracownicy otwarcie formułowali zapowiedź, że Węgry zmienią zdanie, jeśli Komisja Europejska odblokuje im wszystkie zamrożone fundusze:

  • ponad 21 mld euro z funduszy spójności na lata 2021-2027, których 65 proc. jest zablokowane od roku w ramach mechanizmu warunkowości, a reszta i tak nie jest wypłacana ze względu na niespełnienie przez Węgry tzw. warunków podstawowych umożliwiających wypłaty (chodzi o zgodność z Kartą Praw Podstawowych),
  • 10,4 mld euro środków z Krajowego Planu Obudowy, których uzyskanie jest uzależnione od spełnienia 27 tzw. super kamieni milowych, w większości dotyczących przywrócenia niezależności sądownictwa, wolności akademickiej oraz przestrzegania praw mniejszości.

Komisja nie odblokowała wszystkich środków, ale mniej więcej jedną trzecią.

Kilka godzin później premier Viktor Orbán zrezygnował ze swojego weta.

Nie chciał głosować za otwarciem negocjacji akcesyjnych z Ukrainą, więc wyszedł z sali obrad. Dzięki temu decyzja, która według traktatów wymaga jednogłośności, mogła zostać podjęta pomimo jego sprzeciwu. Takie działanie nie ma żadnej podstawy w traktatach ani nie ma precedensu. Orbán tłumaczył, że nie chciał zagłosować za, ale nie chciał też blokować woli większości.

Komisja uległa politycznemu szantażowi?

Z punktu widzenia Parlamentu Europejskiego cała sekwencja zdarzeń nasuwa wiele wątpliwości.

„Komisja Europejska udostępniła Węgrom 10 mld euro z funduszy UE przed grudniowym szczytem Rady Europejskiej, a zaledwie kilka godzin później rząd premiera Viktora Orbána wycofał swoje weto przeciwko przystąpieniu Ukrainy do UE. Istnieją powody, by sądzić, że Komisja Europejska nie oparła swojej decyzji na przesłankach merytorycznych, ale kierowała się względami politycznymi” – uważa Daniel Freund, europoseł Zielonych z Niemiec.

Freund był jednym z głównych negocjatorów mechanizmu warunkowości, na podstawie którego możliwe było zablokowanie środków dla Węgier. Grupa Zielonych / WPE, podobnie jak grupa Socjalistów i Demokratów, domaga się, by Komisja Europejska była absolutnie bezkompromisowa w sprawach dotyczących praworządności w państwach członkowskich.

„Fundusze UE powinny być wypłacane tylko wtedy, gdy zagwarantowane są rządy prawa. Mamy poważne wątpliwości, czy Ursula von der Leyen przestrzega tej zasady w kontaktach z Węgrami. Viktor Orbán otrzymał 10 miliardów euro bez przeprowadzenia niezbędnych reform. Co gorsza, istnieje podejrzenie, że Komisja pozwoliła się szantażować Orbánowi. To nie powinno być możliwe w UE. Dlatego składamy pozew do TSUE” – tłumaczył Freund.

KE pogrążona w konflikcie interesów

Sprawa z uwolnieniem funduszy unijnych dla Węgier zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Komisja Europejska, pomimo że z założenia ma być ciałem apolitycznym, stojącym na straży traktatów, okazuje się jednak często działać z pobudek politycznych.

Mechanizmy decyzyjne w UE są bowiem tak skonstruowane, że Komisja Europejska, która chce być skuteczna we wdrażaniu przygotowywanych wniosków ustawodawczych (a przypomnijmy, że jest jedynym ciałem w UE, które ma inicjatywę ustawodawczą), jest wystawiona na ryzyko szantażu ze strony innych uczestników procesu, w tym przez państwa członkowskie.

Ogromna większość aktów ustawodawczych UE jest bowiem negocjowana pomiędzy Komisją Europejską, rządami państw członkowskich a Parlamentem Europejskim. Stojąc na straży traktatów, w tym przestrzegania praworządności, Komisja Europejska znajduje się nieraz między młotem a kowadłem: może być pryncypialna i bezkompromisowa w zakresie egzekwowania praworządności, ale ryzykuje obstrukcje przy procedowaniu wniosków legislacyjnych.

Dokładnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia za każdym razem, kiedy premier Węgier Viktor Orbán, albo poprzedni premier Polski Mateusz Morawiecki, używali weta. Użycie weta jest możliwe tylko przy tych decyzjach, które wymagają jednogłośności. Są to decyzje dotyczące polityki zagranicznej, spraw związanych z rozszerzeniem oraz spraw budżetowych. Orbán używał weta kilkukrotnie, blokując decyzje w sprawie sankcji na Rosję, pomocy dla Ukrainy czy wieloletniego budżetu UE. Za każdym razem domagał się jednego: że Komisja Europejska zrezygnuje z egzekwowania praworządności na Węgrzech i odblokuje fundusze unijne dla Budapesztu. Takie weta zdarzały się też Morawieckiemu.

W obliczu tych sytuacji wielu liderów politycznych – głównie tych, którzy należą do parlamentarnej grupy Odnowić Europę czy Socjalistów i Demokratów – podnosi, że niezbędna jest reforma tych mechanizmów decyzyjnych i odejście od wymogu jednomyślności. Po grudniowej decyzji Komisji Europejskiej w debacie na ten temat pojawił się jeszcze jeden wątek: może to nie Komisja Europejska powinna zajmować się egzekwowaniem praworządności, skoro pojawia się konflikt interesów? Instytucja, która jest wskazywana jako ta, która mogłaby przejąć od KE część kompetencji w tym zakresie, jest Agencja Praw Podstawowych UE.

Problem jest jednak taki, że o ile wiele sił politycznych apeluje o reformę Unii, to dopóki na Węgrzech rządzi Orbán wszystkie wysiłki w tym kierunku będą prawdopodobnie blokowane. Jakiekolwiek decyzje związane ze zmianą sposobu funkcjonowania UE wymagają bowiem jednogłośności. Niezbędne jest jednak apelowanie o to i przebijanie się z tymi kwestiami do opinii publicznej. Jedynie węgierskie społeczeństwo jest w stanie sprawić, by impas, w którym przez Orbána pogrążona jest Unia, zniknął.

Sprawa może trwać nawet dwa lata

To nie pierwszy raz, gdy Parlament Europejski pozywa Komisję Europejską do TSUE. Pod koniec października 2021 roku Parlament pozwał Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej za bierność wobec łamania praworządności przez Polskę i Węgry oraz wstrzymywanie się od zastosowania mechanizmu warunkowości. Skarga została jednak wycofana w kwietniu 2022 roku, ponieważ w międzyczasie Komisja zdecydowała o uruchomieniu mechanizmu warunkowości wobec Węgier. Stosowna informacja została przekazana Węgrom 5 kwietnia 2022.

Średni czas oczekiwania na werdykt TSUE wynosi około 19 miesięcy. Trybunał może jednak wszcząć przyspieszoną procedurę z własnej inicjatywy.

Komisja Europejska jest ciałem kolegialnym, w związku z czym ponosi odpowiedzialność jako całość. Nie ma możliwości pozwania pojedynczego komisarza czy szefowej KE. Ten brak indywidualnej odpowiedzialności za pełnione funkcje jest także czymś, co część środowisk domagających się reformy UE, chce zmienić. Taki postulat znalazł się między innymi w głośno komentowanym raporcie Parlamentu Europejskiego z października 2023 roku o niezbędnych zmianach w traktatach UE.

;

Udostępnij:

Paulina Pacuła

Pracowała w telewizji Polsat News, portalu Money.pl, jako korespondentka publikowała m.in. w portalu Euobserver, Tygodniku Powszechnym, Business Insiderze. Obecnie studiuje nauki polityczne i stosunki międzynarodowe w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas przygotowując się do doktoratu. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i relacjach w Unii Europejskiej.

Komentarze