0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkielo...

Grzegorz Przemyk, 18-latek z Warszawy i syn działaczki opozycji, został zatrzymany 12 maja 1983 roku przez milicję na Placu Zamkowym, gdy wraz z kolegami świętował zdanie matury. Milicjanci zabrali go do komisariatu i tam dotkliwie pobili. Przemyk zmarł 14 maja 1983 roku w szpitalu z powodu ciężkich urazów jamy brzusznej.

Komunistyczne władze – choć winni byli na wyciągnięcie ręki – o pobicie maturzysty oskarżyły... sanitariuszy i lekarkę z karetki pogotowia. Sprawa Przemyka była jednym z filarów gniewu i oburzenia, które ostatecznie zdyskredytowały w oczach większości Polek i Polaków reżim generała Jaruzelskiego. Jest też przykładem obrzydliwego mechanizmu, stosowanego przez reżimy tego świata. Bo nie dość, że za niepopełnione zbrodnie skazano niewinnych ludzi, to jeszcze machina propagandowa zabrała się za dyskredytowanie świadków oraz matki Grzegorza Przemyka, poetki Barbary Sadowskiej.

OKO.press rozmawia z Cezarym Łazarewiczem, autorem książki „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” o podobieństwach tej sprawy do ataku na posłankę Magdalenę Filiks, matkę Mikołaja, który popełnił samobójstwo, gdy rządowe media ujawniły, że padł ofiarą molestowania seksualnego.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie

Przeczytaj także:

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Państwo atakuje obywatela, dochodzi do tragedii i następuje pospieszne zacieranie śladów. O czym myślisz? Tylko o sprawie ataku na rodzinę posłanki Filiks, po której jej syn Mikołaj popełnił samobójstwo?

Cezary Łazarewicz*: Chodzi ci o sprawę Grzegorza Przemyka?

Tak. Napisałeś o tym książkę, nagrodzoną Nike. 18-letni Przemyk, syn opozycjonistki, został w 1983 roku zakatowany przez milicjantów na komisariacie w Warszawie. Dostali rozkaz, by bić pałką po brzuchu, by nie było śladów. Nikt za tę zbrodnię nie odpowiedział. Ówczesne władze zrobiły wszystko, by swoich uchronić.

Mnie ta sprawa skojarzyła się ze sprawą Mikołaja Filiksa od razu. Przemyk był moim kolegą, chodziliśmy do jednej klasy. I nie jest to dla mnie sprawa sprzed 40 lat. Wraca za każdym razem, kiedy państwo atakuje i krzywdzi obywatela. Tak jak Igora Stachowiaka z Wrocławia, Adama Czerniejewskiego z Konina, Mikołaja Filiksa ze Szczecina. Zawsze się wtedy zastanawiam: co spieprzyliśmy, że to się znowu powtarza.

A Ty jesteś też z Pomorza Zachodniego. Znasz ludzi, którzy sprawę szczecińską oglądają z bliska.

Tak, pomyślałem o sprawie Przemyka, bo podobieństwo do sprawy Mikołaja Filiksa niestety jest.

To jest taka sytuacja, kiedy dochodzi do nieszczęścia, a odpowiada za to funkcjonariusz państwa. I pierwszym odruchem byłoby uderzyć się w piersi. Zapewnić, że zrobi się wszystko, żeby sprawę wyjaśnić, ukarać winnych i nie dopuścić do powtórki.

W przypadku Grzegorza Przemyka ta oczywista droga stanęła przed władzą otworem, kiedy okazało się, że chłopak zmarł, a jest świadek pobicia na komisariacie. Sprawcę można było wskazać i osądzić.

Ale władza wydała rozkaz „Ani kroku w tył”. „Bronimy swoich”.

A co się dzieje w sprawie posłanki Magdaleny Filiks i jej 15-letniego syna Mikołaja? To samo.

Chłopiec popełnił samobójstwo po tym, jak media rządowe ujawniły, że to on był molestowany seksualnie. To był atak na opozycyjną posłankę. Redaktor naczelny Polskiego Radia Szczecin Tomasz Duklanowski napisał 29 grudnia 2022 roku o sprawie pedofila zatrzymanego w 2020 roku i skazanego w 2021 roku. Rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności, by chronić jego ofiary. I gdyby nie chodziło o człowieka powiązanego z Platformą, pewnie w ogóle nie zainteresowałby się tą sprawą. A Duklanowski zrobił z tego news, jakby odkrył nową Watergate. Z głupoty lub cynizmu ujawnił dane ofiary. Od tego momentu każdy w Szczecinie wiedział, że chodziło o Mikołaja, syna parlamentarzystki Filiks.

Chłopak, jak mi mówiono, był po fali pisowskich publikacji odpytywany przez kolegów w szkole o szczegóły tego, co się stało. „Jak wyglądało to molestowanie?”. „Jak dokładnie ci to zrobił...”

Wyobraź to sobie.

Ma 15 lat. W szkole wszyscy wiedzą, że jego matką jest posłanka PO. A media rządowe publikują w telewizji, radiu i w sieci wiadomość, że syna posłanki PO molestował pedofil.

Powiedzmy, że Duklanowski nie miał kompetencji warsztatowych. Popełnił straszny błąd, skrzywdził dziecko. Mogli tę sprawę wyjaśnić.

Ale najpierw „grzali” ją pod hasłem „Pedofilia w Platformie” we wszystkich partyjnych gazetach, rzucając na front najbardziej usłużnych politruków: Ogórek, Sakiewicza, Rachonia

Kalendarium tej nagonki zrobił Konkret 24.

A gdy chłopak umarł, po chwili oszołomienia, pracownicy TVP, radia rządowego, gazety podległe poszły w zaparte. Że winna jest opozycja. A w sieci organizowana jest już kampania, by zrzucić winę na matkę Mikołaja.

To aż trudno sobie wyobrazić, ale widać wyraźnie, że padł rozkaz „ani kroku w tył”.

Pamiętasz oczywiście, że wtedy, w 1983 i 1984 roku służby rozsiewały plotki, a aparat partyjny dowiadywał się ze swoich biuletynów, że za śmierć Grzegorza Przemyka tak naprawdę odpowiadała jego matka, Barbara Sadowska. Bo była rozwódką, poetką, dom był dziwny, a ona zaangażowała się w politykę. SB kolportowała opowieści, że Przemyk był narkomanem, pijakiem, wpadł w podejrzane towarzystwo.

Wtedy SB używała do rozsiewania takich kłamstw plotki – teraz władza ma internet.

Ale zarzut, że matka zajmuje się polityką, zamiast siedzieć w domu, nie zestarzał się.

Bo mechanizmy władzy są wieczne. Nie wiem, jak daleko się posuną teraz. Ale zarzut o „patologicznej rodzinie” w sprawie rodziny Filiksów już się pojawił. Więc prawdopodobnie rzucą do obrony wszystkie siły.

Widać, że przekaz w tej sprawie jest bardzo jednorodny. Musiały powstać „przekazy dnia”. Więc to jest koordynowane na wysokim szczeblu. Mają też coś, czego w PRL nie było – agencje PR, które ustalają strategię wyjścia z szamba.

Trochę rozumiem, dlaczego w PRL władza nie mogła ukarać za zabójstwo milicjantów. Ale teraz? Dlaczego władze mediów rządowych nie powiedziały, że wyjaśnią sprawę. Że dane zostały źle zanonimizowane, a człowiek, który popełnił błąd, został do czasu wyjaśnienia odsunięty od stanowiska? Nie mówię, że mieli go od razu odwołać, ale dlaczego tego minimum nie zrobili?

Bo tak może się zdarzyć w normalnym państwie. To zaś, jak w sprawie Mikołaja zachowuje się władza, pokazuje, że

obowiązują te same mechanizmy jak w PRL przed 40 laty. To nie jest normalny kraj.

Wtedy, w 1983 roku też powinien był się odbyć normalny proces. Powinna była się odbyć rozmowa, co zrobić, by do milicji nie trafiali ludzie, którzy chcą „bić, tak by nie zostało śladu”. Ale „resort”, MSW, zdecydowało, że milicjanta Ireneusza Kościuka trzeba bronić. Bo jak znowu będą demonstracje i ludzie pójdą pod komitety – to kto wystąpi w obronie władzy?

A teraz?

W normalnym świecie dziennikarz ma redaktora. Osobę z doświadczeniem, która pilnuje zasad, warsztatu, etyki. W takim świecie materiał Duklanowskiego nie miałby prawa się ukazać. W normalnym świecie nie byłoby czego rozliczać. Ale materiał się ukazał, bo to nie jest normalny świat. I właśnie dlatego nie mogą Duklanowskiego rozliczyć. Z tych samych powodów co 40 lat temu.

Ośrodków lokalnych Polskiego Radia i Telewizji jest kilkanaście. Na ich czele stoją ludzie, którzy wykonują polecenia z góry. Co by się stało, gdyby usłyszeli, że za wykonywanie poleceń z góry można ponieść odpowiedzialność?

Nie żartujmy, przecież władza ma wybory do wygrania.

O Tomaszu Duklanowskim w Szczecinie wiadomo było od lat, że jako dziennikarz jest nierzetelny, że do jego rewelacji trzeba podchodzić z dużą ostrożnością. Z powodu nierzetelności wielokrotnie tracił pracę w mediach. To jest człowiek, który zachowuje się nie jak dziennikarz, ale jak chuligan z pałką.

Powiedziałeś „z pałką”?

Tak.

Tymczasem świadomy tego wszystkiego PiS postawił go na czele publicznych mediów w Szczecinie. Potrzebowali kogoś, kto otarł się o dziennikarstwo i był „nasz”. A on się do tego świetnie nadawał. W publicznych mediach stał na straży interesów partii władzy. Oczywiście w sprawie posłanki Filiks nie o dziecko mu chodziło. Pozwolił na namierzenie Mikołaja tak, by zaatakować opozycyjną posłankę i całą opozycję. Dziecko oberwało przy okazji.

Duklanowski nie działał sam.

W atak na rodzinę posłanki Filiks zaangażowane zostały od razu wszystkie PiS-owskie media – lokalne i centralne.

Ktoś wyżej musiał to koordynować. Tak samo jak teraz koordynuje obronę Duklanowskiego.

To akurat różni tę sprawę od sprawy Przemyka. Nie ma żadnych dowodów, że atak na Grzegorza w 1983 roku był planowany. Prawdopodobnie był to straszny przypadek.

Przypadkiem było to, że Przemyka pobili za bardzo. Ale nie to, że uważali, że mają prawo bić.

Teraz też nie zamierzają podważyć prawa funkcjonariusza medialnego PiS do atakowania obywateli danymi pozyskanymi z niejawnych, chronionych przez państwo zasobów.

Rzucili więc wszystkie siły na to, by wmówić ludziom, że winna śmierci Mikołaja jest jego matka i PO. Za kilka dni zrobią badania i sprawdzą, czy ludzie w to uwierzyli. Im wystarczy 30 procent przekonanych, by wersja o winie matki się utrzymała.

W przypadku sprawy Przemyka sprawę koordynował sam szef MSW i członek władz partii generał Kiszczak.

Teraz nie wiemy, kto to robi. Ale niewątpliwie kiedyś się dowiemy. Z zachowania PiS-owskich mediów i polityków można wnosić, że ośrodek decyzyjny jest gdzieś wysoko. Dzień po publikacji Duklanowskiego „Gazeta Polska” zdążyła się wydrukować numer z okładką o tej sprawie. TVP opublikowała na stronie internetowej informację dwie minuty przed materiałem Duklanowskiego. Więc wiedzieli, że będzie i o czym będzie. W TVP zaplanowane były programy publicystyczne, umówieni goście do rozmowy na ten temat.

To miała być odpowiedź na opowieść o pedofilii w kościele. I atak na opozycję.

A teraz oni wszyscy muszą Duklanowskiego bronić.

Jest jeszcze coś. Tam, w PiS-owskich mediach pracuje mnóstwo normalnych ludzi. Ktoś utrzymuje rodzinę, kredyt ma. Myśli o sobie „jestem pionkiem”, „nic nie znaczę”, „robię fajne rzeczy, a reszta mnie nie dotyczy”. Teraz muszą dokonać wyboru, a ta władza nie zamierza go im ułatwiać.

Tymczasem już tak dalej się nie da odwracać głowy. Znam kilka osób, które są podwładnymi Duklanowskiego i bardzo jestem ciekaw, co zrobią. To jest właśnie taki moment, gdy sytuacja wymusza zachowania przyzwoite. Jeśli nic nie zrobisz, to będzie nieprzyzwoite. A przecież teraz nie da się pracować w Radiu Szczecin i uważać się za przyzwoitego człowieka.

Od redakcji: 10 marca pracownicy Radia Szczecin wydali oświadczenie, w którym napisali m.in.: „nie wszyscy w Radiu Szczecin zgadzają się z uwikłaniem mediów publicznych w walkę polityczną”. Wtedy Cezary Łazarewicz napisał Na Facebooku:

W tym wszystkim dziwi mnie jedno – że szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski w styczniu zajął się sprawą Duklanowskiego i ujawnienia wrażliwych informacji, które mogą skrzywdzić dziecko. Nic z nią nie zrobił, ale jednak sprawę otworzył.

To jest jego obowiązek.

Na miłość boską, tobie się cały czas mylą dwa porządki: jak powinno być i jak jest. W świecie PiS Świrski nie ma takich obowiązków. Być może interesy tej władzy są różne.

Przy czym Świrski zareagował dwa miesiące temu. Gdyby nie śmierć Mikołaja Filiksa, o tym, co zrobił Duklanowski zapomnielibyśmy i sprawa by ucichła. Tak samo, jak nie zwrócilibyśmy uwagi na sprawę pobicia Przemyka, gdyby nie umarł.

My dziś żyjemy w takim świecie, że tylko tragedia nami wstrząsa. I wtedy widzimy, jak działa ten mechanizm kłamstwa i manipulacji.

Że osoby nazywające się dziennikarzami, codziennie łamią reguły zawodu. A to przecież jest tak, jakby na czele oddziału chirurgii stanął rzeźnik - bo też umie kroić mięso.

Duklanowski funkcjonuje w tej rzeczywistości. I to, co zrobił rodzinie posłanki Filiks, to nie jego pierwszy wyczyn. To on pierwszy nadał informację, że w mieszkaniu posła Gawłowskiego z PO (a mojego kolegi z lat 80.), jest agencja towarzyska. To jest mieszkanie w Szczecinie, które Gawłowski wynajął. O tym, że lokatorka trudni się też pracą seksualną, dowiedział się od policji później niż Duklanowski. Duklanowski zaś nie sprawdził tego, nie zadzwonił do Gawłowskiego. Nie podał informacji, że mieszkanie jest wynajmowane, chociaż o tym wiedział. Bo po co – skoro „świetny materiał” by mu się zepsuł.

Ale ja znam więcej takich spraw z Pomorza Zachodniego. Jeśli Czarek Gmyz pisze z Berlina o sprawie Gawłowskiego, to materiały ktoś musiał mu przysłać. Sam Gmyz nie przyjechał do Koszalina czy Darłowa, by sprawdzić fakty na miejscu. Wiem, bo się o to pytałem znajomych.

Z drugiej strony lokalny działacz PiS dzwoni do mnie z pytaniem, czy wypowiem się w sprawie Gawłowskiego. Bo – uwaga! - dziennikarka TVP z Poznania robi materiał. Rozumiesz? Działacz partii rządzącej umawia rozmówców telewizji „publicznej”.

Praca dziennikarska polega na szukaniu prawdy. Mogą cię wystawiać, podrzucać kwity. Ale twoim obowiązkiem jest to wszystko sprawdzić, zapytać drugą stronę. Ale jeśli działasz z pobudek politycznych, to tego nie zrobisz. Zwłaszcza że nikt w mediach PiS-owskich nie wymaga tego od ciebie. A nagradzają cię za łamanie zasad. Jesteś rzeźnikiem, a fetują cię jak chirurga.

Opisałeś świat, w którym dziecko może paść ofiarą napaści, bo funkcjonariusz władzy chce się jej przysłużyć. Jak z tego wyjść?

Duklanowski jest jak małpa z brzytwą – trzeba mu ją odebrać.

A tak bardziej systemowo? Doprowadzić do procesu?

Jakakolwiek kara jest tu niemożliwa – tak jak dla zomowców w sprawie Przemyka. Bo to byłby sygnał dla funkcjonariuszy, że system ich opuścił.

Zatem co dalej?

Trzeba odspawać media od polityków. Znieść ręczne sterowanie, wyrzucić tych skompromitowanych ludzi. Budować media publiczne od nowa. By informowały, a nie agitowały.

Przecież my to przerabialiśmy w 1989 roku.

I możemy powiedzieć, że to nam się nie udało. Trzydzieści lat budujemy państwo i właśnie wyszły z niego trociny, bo szwy puściły. „Wiadomości” TVP przypominają peerelowski Dziennik Telewizyjny. I do tego część ludzi w to wierzy – w DTV nikt nie wierzył.

Tyle że nie sam PiS do tego doprowadził. Politycy w III RP zawsze byli na tyle krótkowzroczni, że walczyli tylko o wpływy w mediach. W efekcie mamy ściek. Na szczęście poza TVP są też inne media i to daje nam jakąś szansę. Z drugiej strony to niebywałe, że PiS stworzył taki system, który każdemu, kto wygra wybory, da media państwowe na tacy. I gigantyczne pieniądze. Kto się oprze pokusie?

To może zabrać te dwa miliardy na TVP?

Projekt, co z tym zrobić, już powinien być gotowy. A opozycja ma tylko hasła. No bo zlikwidowanie TVP Info to tylko hasło.

A jak patrzysz teraz na sprawę Przemyka? Jaki błąd popełniliśmy przy jej rozliczaniu?

Pełnomocnik Barbary Sadowskiej, nieżyjący już mec. Maciej Bednarkiewicz, miał taki pomysł, żeby już w wolnej Polsce, w latach 90., wszystkich funkcjonariuszy z komisariatu oskarżyć o nieudzielenie pomocy Przemykowi. To by mogło złamać ich solidarność i ktoś złożyłby może zeznania. Problem polegał na tym, że po latach od wydarzeń łatwo było obronie podważać zeznania świadka pobicia. A sąd musiałby w takich okolicznościach ustalić, czyj cios był śmiertelny.

Ale pamiętasz ostatnią rozprawę morderców Grzegorza, tę z 2008 roku, tuż przed jej przedawnieniem? Sędzia ustaliła prawdę, bo nie dociekała, kto zawinił, tylko pytała po kolei milicjantów, co robili w momencie, gdy Przemyk był bity. I w ten sposób udało się jej ustalić, że bijącym był Ireneusz Kościuk. Wyrok nie zdążył się już uprawomocnić. Minęło 25 lat i było po sprawie.

To dla mnie jest ważna nauczka: nie pytać, kto winien. Zbierać świadectwa.

Tych ludzi z TVPiS, z Radia Szczecin też będą pytać „A co ty robiłeś, kiedy radio zaatakowało Mikołaja Filiksa? Dlaczego tam pracowałeś”. To da się zrobić.

Tylko że w latach 90. my też mogliśmy to zrobić. Mogliśmy pytać i zbierać świadectwa. Ale byliśmy młodzi, zakładaliśmy rodziny, mieliśmy fajne prace. Uznaliśmy, że są ważniejsze sprawy. A poza tym liczyliśmy na instytucje, które powinny się tym zająć. I tak władowaliśmy się po latach w stare koleiny kłamstw, manipulacji, amoralności. Przekonania, że władzy trochę więcej można.

Za dwa miesiące wszyscy o Mikołaju Filiksie zapomną. Tak jak zapomnieli o Grzegorzu Przemyku.

A może nie?

Na zdjęciu u góry - wejście do siedziby Polskiego Radia Szczecin przy al. Wojska Polskiego w Szczecinie 8 marca 2023 rok. Wieczorem 7 marca ktoś oblał drzwi czerwoną farbą i zostawił napis „macie krew na rękach”. Fot. Cezary Aszkielowicz/Agencja Wyborcza.pl

*Cezary Łazarewicz, ur. w 1966 roku w Darłowie. W połowie lat 80. zaangażowany w działalność pacyfistycznego i opozycyjnego Ruchu Wolność i Pokój. Od 1991 r. publikował w „Gazecie Wyborczej”, był dyrektorem szczecińskiego Radia na Fali i dziennikarzem „Przekroju”. Od 2007 r. związany z „Polityką”, potem z „Newsweekiem” i „Wprost”. Laureat Nagrody Literackiej „Nike” z 2017 roku za książkę „Żeby nie było śladów” o sprawie Grzegorza Przemyka.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022

Przeczytaj także:

Komentarze