0:00
Prawa autorskie: Marcin Stepien / Agencja GazetaMarcin Stepien / Age...
06 września 2020

Ponad 5 tys. samobójstw rocznie, prób samobójczych 10 razy więcej. Żeby zapobiegać, trzeba wiedzieć

Nikt w Polsce nie zamierza tworzyć „rejestru samobójców”. Prof. Agnieszka Gmitrowicz, suicydolog: „To, co zrobiły wokół tej sprawy media, jest krzywdzące i stygmatyzujące osoby w kryzysach psychicznych z tendencjami samobójczymi”. Broni programu szerokiego zbierania informacji o przyczynach i czynnikach ryzyka

Wydrukuj

Przeprowadziłem ten wywiad, ponieważ trafiłem na kilkanaście sygnałów w sieci, że polscy psychiatrzy pod egidą Ministerstwa Zdrowia planują stworzenie w Polsce "rejestru samobójców". Zastrzeżenia, jakie podnosili dziennikarze, a czasem także ich rozmówcy, sprowadzały się do dwóch spraw:

  1. polska psychiatria ma wiele innych potrzeb niż tworzenie takiego rejestru,
  2. taka inicjatywa obróci się przeciwko ludziom, którzy mają za sobą podobną próbę, przyczyni się do ich stygmatyzacji, pogorszy jeszcze ich sytuację.

Postanowiłem porozmawiać z wybitną znawczynią tego zagadnienia, która działa w zespole ds. prewencji samobójstw i depresji. Była to długa, dość szczególna rozmowa, której częściowy zapis prezentujemy poniżej.

Prof. Agnieszka Gmitrowicz uświadomiła mi, jak trudny i skomplikowany jest to temat i jak łatwo - nie znając się na rzeczy - można wyciągać pochopne wnioski. Że słowa w tej akurat kwestii mają niezwykle ważne znaczenie.

Przekonała mnie, że:

  • "rejestr" to co innego niż "baza",
  • Polska nie prowadzi badań w zakresie samobójstw, nie monitoruje czynników ryzyka zachowań samobójczych, a bez tego trudno im zapobiegać,
  • że światowe bazy danych nie wystarczą, ponieważ każdy kraj, ba, nawet każdy region, ma swoją specyfikę,
  • wreszcie, że nikt nie zamierza wykorzystywać zbieranych danych przeciwko osobom w kryzysie psychicznym, natomiast baza taka - o ile powstanie - musi być naturalnie odpowiednio zabezpieczona.

Publikowana rozmowa siłą rzeczy nie wyczerpuje tematu, a - choć tekst jak na standardy OKO.press jest długi - zaledwie go sygnalizuje. Będziemy do tego zagadnienia wracać. Zainteresowanych informujemy, że okazji Światowego Dnia zapobiegania Samobójstwom 10-11 września odbędzie się konferencja na ten temat: "Życie warte jest rozmowy. Samotność". Konferencja będzie transmitowana w sieci

Sławomir Zagórski

Sławomir Zagórski, OKO.press: 10 kwietnia 2020 zespół ds. prewencji samobójstw i depresji pod Pani kierownictwem podpisał uchwałę „w sprawie konieczności podjęcia prac nad utworzeniem Krajowej Bazy Danych na rzecz Monitorowania i Profilaktyki Zachowań Samobójczych”. Media nazwały tę „Bazę” „Rejestrem samobójców”. Pojawiły się liczne głosy krytyczne…

Prof. Agnieszka Gmitrowicz*: Tu nie ma mowy o rejestrze, tylko o monitorowaniu czynników ryzyka występowania zachowań samobójczych, w celu zapobiegania samobójstwom. Muszę powiedzieć, że to, co zrobiły wokół tej sprawy media, jest krzywdzące i stygmatyzujące osoby w kryzysach psychicznych z tendencjami samobójczymi.

Dodam, że nazwa „Krajowa Baza na rzecz Monitorowania…” powstała w drodze licznych konsultacji, w tym z Rzecznikiem Praw Pacjenta. Szukaliśmy odpowiednich słów, które byłyby zrozumiałe dla osób nie związanych z tym zagadnieniem.

A potem ktoś użył nieprawdziwego terminu „Rejestr samobójców”. I dalej już poszło na zasadzie kuli śniegowej.

Świadomość jest, programu nie ma

Ale od „bazy” do „rejestru” nie jest zbyt daleko. Nie sądzi Pani, że zawiodła tu polityka informacyjna? Wspomniana uchwała pojawiła się w Internecie, a Ministerstwo Zdrowia nie udzieliło żadnego wyjaśnienia.

Nie jestem rzecznikiem prasowym tylko ekspertem, który naukowo stara się wyjaśniać zachowania samobójcze i im zapobiegać, zgodnie z praktyką opartą na dowodach.

Proszę zwrócić uwagę, że uchwała mówi o konieczności podjęcia prac nad utworzeniem bazy danych o czynnikach ryzyka samobójczego i czynnikach chroniących, a nie o tym, że taka baza właśnie powstaje i ma się tak nazywać. Na razie nie ma mowy nawet o zorganizowaniu biura, którego pracownicy i eksperci mogliby się zająć tymi pracami.

Od jak dawna pracuje ów zespół roboczy?

Od 2016 roku. Powołała nas Rada ds. Zdrowia Publicznego przy Ministrze Zdrowia. W jego skład wchodzą eksperci z różnych dziedzin, w tym członkowie Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, a także autorka pierwszego regionalnego programu profilaktyki samobójstw na Podhalu „Aby halny nikogo nie zabrał”. To bardzo głośny, nośny temat.

Podczas halnego jest wyraźnie więcej samobójstw i tam, w powiecie tatrzańskim, ludzie dokładnie to zrozumieli, bo to był ich problem.

Trudno znaleźć taki przekaz, który będzie zrozumiany przez osoby, które mają bardzo skąpą wiedzę na temat samobójstw. Czy pan wie, że jeszcze w latach 60. w kraju europejskim – Irlandii – próby samobójcze były czynem karalnym, w Szwecji karę więzienia za podjęcie próby samobójczej zniesiono w roku 1864, a dużo wcześniej ofiary samobójstw chowano na rozdrożach? Stygmatyzacja nie jest tylko polskim problemem.

Wiedziałem tylko, że ksiądz nie chciał chować w poświęconej ziemi.

Z badań WHO wynika, że nadal w ponad 20 krajach świata zachowania samobójcze traktuje się jak przestępstwo. W średniowieczu uważano je za grzech, potem przede wszystkim za rodzaj zaburzeń psychicznych, a teraz coraz więcej specjalistów twierdzi, że to zaburzenie komunikacji społecznej.

Czynników, które mogą przyczynić się do samobójstwa jest co najmniej kilkadziesiąt.

Istnieje na ten temat bogata literatura. W języku polskim np. dwa obszerne wydania podręcznika prof. Brunona Hołysta pt. „Suicydologia”, w którym opisane są metody i cele badawcze dotyczące zachowań samobójczych, a także do jakiego stopnia społeczeństwo rozumie te zachowania.

Otóż z badań ankietowych prof. Hołysta wynika, że wiedza społeczna na ten temat była całkiem dobra. Że ludzie przypisywali zachowaniom samobójczym zaburzenia psychiczne, wiązali je z depresją. Czyli świadomość jest, natomiast nie ma u nas programu zapobiegania samobójstwom. I nasz zespół, powstał właśnie po to, żeby taki program powstał.

Trzeba zacząć od diagnozy

Nie da się tego zrobić bez bazy danych?

Każdy program musi być poddany ewaluacji. A żeby w ogóle powstał, trzeba zacząć od diagnozy zjawiska. Trzeba wiedzieć ilu ludzi potrzebuje pomocy, jakiego rodzaju powinna być to pomoc. Na tym właśnie etapie badawczym skupia się pewna grupa suicydologów, którzy diagnozują czynniki ryzyka.

Jak powiedziałam, czynników tych jest bardzo dużo. Od zagadnień środowiskowych, społecznych, kulturowych, psychologicznych, po te związane z funkcjonowaniem jednostki.

Profilaktyka samobójstw, opierająca się na dowodach naukowych, zaczęła się w latach 50. XX wieku. To wtedy w Stanach i w Europie zaczęto tworzyć pierwsze ośrodki zapobiegania samobójstwom. Wtedy też zaczęto prowadzić badania naukowe na ten temat. Polska, niestety, w tej kwestii została bardzo w tyle.

Ale ze względu na dużą liczbę zachowań samobójczych, sytuacja i u nas dojrzała do tego, by się tym zająć. Obecnie w Polsce, całkowita liczba zachowań samobójczych dokonanych, czyli samobójstw nie rośnie.

W 2018 roku samobójstwo popełniło według danych GUS 4 441 Polaków, a według statystyk Komendy Głównej Policji – 5 182 (w 2019 roku – 5 255). Prób samobójczych było prawdopodobnie od 10 do 15 razy więcej.

Trzeba jednak pamiętać, że różnie to wygląda w odniesieniu do konkretnej grupy wiekowej i z podziałem na różne inne zmienne…

…takie jak np. płeć.

Płeć naturalnie ma znaczenie, bo próby samobójcze częściej podejmują kobiety, dziewczęta, natomiast zachowania zakończone zgonem dotyczą głównie mężczyzn (ok. 6 razy częściej).

W grupie 5 255 ofiar samobójstw wykazanych w 2019 roku przez KGP ponad 4,5 tys. stanowili mężczyźni. To kwestia temperamentu, przesłanek kulturowych typu „mężczyźni nie płaczą”, nie korzystają z pomocy.

Zjawisko, o którym rozmawiamy jest naprawdę bardzo złożone i skomplikowane. Po to, by samobójstwom zapobiegać, musimy – jak mówiłam – mieć diagnozę. W tym celu eksperci z całego świata spotkali się w 2016 roku, żeby przeanalizować dane z najrozmaitszych baz naukowych – PubMed, Cochrane i innych – żeby ustalić, które działania profilaktyczne spełniają tzw. złoty standard, tj. ich wdrożenie skutkuje istotnym spadkiem zachowań samobójczych.

O pewnych rzeczach wiedzieliśmy już od dawna. Np. o tym, że najbardziej wiarygodną metodą profilaktyki samobójstw jest ograniczenie dostępności do metod. Bo wystarczyło wyeliminować np. szczególny rodzaj rur wydechowych pokazywanych jeszcze na filmach amerykańskich z lat 30., by uzyskać znaczną redukcję samobójstw tą metodą.

Wiadomo też doskonale, że np. ograniczenie dostępu do pewnych leków skutkuje znaczącym spadkiem zachowań samobójczych poprzez zatrucie.

Jak w Madrycie zobaczyłam stację metra, na której były specjalne zabezpieczenia, to pomyślałam: „O, oni wiedzą czym jest profilaktyka samobójstw”.

W Madrycie jest też most samobójców. Po licznych skokach zasłonięto go wysokimi szklanymi ścianami. Skończyły się samobójstwa w tym miejscu.

Osoby, które podejmują próbę targnięcia się na własne życie, początkowo nie myślą o metodach. Natomiast jest wiele sytuacji trudnych, w których ludzie – mówiąc metaforycznie – tracą grunt pod nogami. I wtedy to, co znajduje się w otoczeniu może przesądzić o ich życiu: mogą stracić szansę wyjścia z kryzysu, ale mogą też otrzymać „pomocną dłoń”.

Niestety, zdarzają się pewne sytuacje, kiedy zadziała naraz szereg niekorzystnych czynników i w efekcie może dojść do tragedii. To trochę tak jak z wypadkami drogowymi. Dochodzi do nich zwykle wtedy, gdy zajdzie kilka okoliczności naraz.

Więc jeżeli możemy przewidzieć co chroni przed tragedią, przed dramatem ludzkim, to to jest niesłychanie cenne. Zwłaszcza, że nie chodzi tu tylko o pojedynczy dramat.

Badania naukowe wykazały, że śmiercią samobójczą może być dotkniętych nawet 135 osób z bliższego lub dalszego otoczenia kogoś, kto odebrał sobie życie.

Jako psychiatra na co dzień pracuję z osobami, które podejmują wielokrotne próby samobójcze. I cały czas muszę przewidywać co się może zdarzyć, co będzie przerastało możliwości adaptacyjne tych osób. Bo nie zawsze umiemy zapobiec zachowaniom, które są mocno zdeterminowane, czasami także biologicznie.

Genetycy zidentyfikowali w ludzkim DNA ponad 20 genów zwiększających podatność do zachowań samobójczych. Już w latach 60. i 70. badania na bliźniętach dowiodły, że zachowania takie występowały znacząco częściej u bliźniąt jednojajowych [identycznych genetycznie] niż dwujajowych [o różnych genach].

A zatem oprócz tych wielu czynników – indywidualnych, osobowościowych, rodzinnych, społecznych, kulturowych, religijnych, są jeszcze uwarunkowania genetyczne.

Ludzie nie dysponując taką wiedzą, nie wiedząc jak skomplikowanym zjawiskiem jest samobójstwo, sądzą, że jeżeli trzeba coś monitorować, to najczęściej myślą o podmiocie, o człowieku, że to ludzi trzeba monitorować. A tu chodzi przede wszystkim o monitorowanie czynników ryzyka wystąpienia lub ponowienia próby samobójczej.

Dlaczego np. na Śląsku jest więcej zachorowań na COVID-19? My to teoretycznie wiemy – kopalnie, duże stłoczenie ludzi. Ale na Śląsku jest też wyraźnie więcej zachowań samobójczych niż w innych województwach. I żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje, trzeba przeprowadzić badania. Trzeba wiedzieć, które czynniki ryzyka o tym decydują. Czy są to np. rozwody, czy jest to samotność…

…a może lęk przed utratą pracy?

A dlaczego np. w populacji wiejskiej częściej odnotowywano zgony z powodu samobójstw? Według powszechnej wiedzy chodzi o samotność – „rolnik szuka żony”.

Ale tak naprawdę my możemy coś wiedzieć dopiero jak to będzie monitorowane, rejestrowane. Główny Urząd Statystyczny sprawozdaje przyczyny zgonu. Są wśród nich różne choroby i także samobójstwa. I teraz w oparciu o takie suche dane możemy wyliczyć współczynnik samobójstw w Polsce. Przez parę lat wynosił on powyżej 16 na 100 tys., a w 2018, według danych GUS, obniżył się do poziomu 11.6 na 100 tys.

Możemy wyliczyć czy próby dokonane zdarzają się częściej na wsi, czy w mieście, czy może chodzi o osoby, które pracują w miastach, a mieszkają na wsi, itd. Ale to wszystko związane jest tylko z demografią i miejscem zamieszkania.

Nie mamy dokładnych, rzetelnie zebranych informacji na temat innych czynników ryzyka podejmowanych prób samobójczych. Żeby monitorować ich zmienność, musi powstać zespół ludzi, którzy będą zbierać dane w oparciu o określone polskie i międzynarodowe standardy, zapoznawać się na bieżąco z literaturą w tym zakresie.

Jedyne reprezentatywne dane dotyczące zachowań samobójczych młodzieży w Polsce, uzyskałam we współpracy z GUS w 2003 roku.

Przygotowaliśmy szczegółowe, ANONIMOWE kwestionariusze. Wylosowaliśmy szkoły ponadpodstawowe z regionu łódzkiego. Młodzież z tych szkół otrzymała dokładną informację co my – lekarze psychiatrzy - traktujemy jako próbę samobójczą. Pogrupowane zostały najważniejsze czynniki ryzyka i wtedy mogliśmy w oparciu o te badania ocenić statystycznie, która grupa młodzieży jest bardziej narażona na zachowania samobójcze.

I co się okazało? Otóż próbę samobójczą w ciągu całego życia potwierdziło aż 7 proc. badanych uczniów, a w ciągu ostatniego roku 3,5 proc. Nauczyciele, którzy pomagali nam przeprowadzić to badanie, byli jego wynikami bardzo zaniepokojeni.

Zachowania samobójcze u młodzieży są jak choroba zakaźna. Kiedy w grupie nastolatków ktoś zaczyna się samookaleczać, to potem idzie fala. Jedni to robią, bo czują silne napięcie, niepokój psychiczny. Inni przez naśladowanie. Jeszcze inni z poczucia winy, że do tego dopuścili. Motywy samookaleczeń są bardzo różne i nie zawsze ich intencją jest zabicie się, należy jednak zawsze brać pod uwagę ambiwalentne postawy.

Liczy się tu jeszcze jedna ważna sprawa. 90 proc. osób po próbie samobójczej prezentuje różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i może wymagać leczenia. Czasem długotrwałego, czasem bardzo kosztownego. Osoby, które usiłowały się zabić mogą w wyniku tej próby stać się niepełnosprawne.

W Polsce nie wiemy, ile osób rocznie staje się niepełnosprawnymi w wyniku podjęcia próby samobójczej, ani jakie to generuje skutki dla innych osób. A zatem monitorowanie i profilaktyka samobójstw, w tym prób samobójczych, to nie tylko ratowanie życia ludzkiego, co oczywiście jest najważniejsze, ale gdzieś w tle są także finanse. Ochrona zdrowia jest soczewką kondycji społecznej. Jak ta kondycja jest dobra, ludzie są w dobrostanie, są bardziej odporni, itd.

Tu nie chodzi o dane osobowe

To dlaczego w europejskich statystykach samobójstw stosunkowo wysoko jest Szwajcaria? Szwajcarzy mają jeden z najlepszych systemów opieki zdrowotnej na świecie.

Nie jesteśmy w stanie dzisiaj dokładnie odpowiedzieć na pytanie, jakie czynniki biologiczne, psychospołeczne i kulturowe w danym kraju i regionie odpowiadają za taką czy inną liczbę samobójstw. Potrzebne jest w tym zakresie znacznie więcej badań naukowych, w tym badań opartych właśnie na bazach danych zachowań samobójczych.

W każdym kraju liczy się co innego. Szwajcarzy to bardzo specyficzna kultura, to państwo o szczególnych uwarunkowaniach historycznych.

Ale jak mówimy o czynnikach społecznych samobójstw, to mówimy m.in. o dostępie do ochrony zdrowia, jak daleko dana osoba ma do placówki psychiatrycznej czy lekarza POZ. Mówimy o dostępie do edukacji, do psychoterapii, o oddziaływaniach prospołecznych, o zdrowiu psychicznym, czyli mówimy o profilaktyce na różnych poziomach.

I wiemy np., że w przypadku zachowań samobójczych, bardzo istotna jest dostępność do szpitala psychiatrycznego. Im do niego dalej, tym trudniej otrzymać wsparcie i tym wyższy wskaźnik prób zakończonych zgonem.

Mówi Pani, że każdy kraj ma swoją specyfikę. Jednak wiele rzeczy z pewnością się powtarza?

Naturalnie. Ale trzeba pamiętać, że dane światowe przedstawiają pewne uśrednione wyniki dotyczące zachowań samobójczych. A w Polsce jest określona kultura, o Polakach się mówi np. „słomiany zapał”.

My teraz w kraju w zakresie zapobiegania samobójstwom potrzebujemy przede wszystkim diagnozy tego zjawiska, na każdym ze wspomnianych poziomów profilaktyki – w zakresie zdrowia publicznego, grup zwiększonego ryzyka, w tym osób w kryzysach psychicznych oraz grup wysokiego ryzyka z wywiadem nawracających zachowań samobójczych i współistniejących zaburzeń psychicznych.

Zgoda, ale czy tworzenie takiej „Bazy Danych na rzecz Monitorowania…” nie niesie żadnych zagrożeń? Państwo chcecie zbierać dane osobowe ludzi, którzy mają za sobą jakąkolwiek próbę samobójczą.

Ależ nie! W profilaktyce na pierwszych jej dwóch poziomach w ogóle nie chodzi o dane osobowe, ważne jest monitorowanie wyłonionych w badaniach predyktorów zachowań samobójczych i przeciwdziałanie zagrożeniom. Natomiast osoby w kryzysach psychicznych, z przewlekłymi tendencjami samobójczymi wymagają aktywnego leczenia psychiatrycznego.

Także Światowa Organizacja Zdrowia zaleca prowadzenie statystyk osób, które po próbach samobójczych wymagały opieki szpitalnej. Może to pozwolić na lepsze zagospodarowanie środków finansowych i zasobów ludzkich, tak, aby lepiej odpowiadały potrzebom. Dziś zbyt często zdarzają się sytuacje, gdy brakuje miejsc na oddziałach z powodu nagłych przyjęć osób zagrożonych samobójstwem. Lepsze bazy danych mogą pomóc tę sytuację poprawić.

Znalazłem Pani wypowiedź w sieci, z której wynika, że jeśli lekarz bada chorego w Izbie Przyjęć szpitala psychiatrycznego, powinien wiedzieć, że ów chory ma za sobą próby samobójcze. Dzięki temu może zatrzymać kogoś w szpitalu i w ten sposób można uniknąć nieszczęścia. Z jednej strony taka baza może więc ratować życie, a z drugiej może ten pacjent nie chce się dzielić taką informacją z lekarzem. I chyba ma do tego prawo?

Rozumiem pana intencje. Mówi pan „chory trafia na Izbę Przyjęć do szpitala i bada go lekarz”.

A jeśli lekarz przyjmie kogoś w trybie nagłym na oddział z chorobą zakaźną, bo ta osoba lub rodzina ukryją ten fakt przed lekarzem? To ten ktoś pozaraża innych. Są choroby zakaźne o łagodnym przebiegu, np. świnka. Tymczasem w przypadku zachowań samobójczych najważniejszym czynnikiem ryzyka ponownej próby jest poprzednia próba samobójcza.

Jeśli ja wypisuję receptę na platformie gov.pl, to sam system, po wpisaniu peselu, pokazuje mi dane o pacjencie. Dążymy przecież do tego, żeby lekarze POZ mieli jak największą wiedzę o swoich pacjentach. Proszę pamiętać, że mówimy tu o lekarzach i w dodatku lekarzach psychiatrach.

Szczegółowy wywiad to podstawa

Czyli wola pacjenta schodzi tu na drugi plan?

Lekarz psychiatra zbiera dokładny wywiad, m.in. na co dana osoba chorowała, jakie brała leki, itd. To jest podstawa skutecznego leczenia. Ważne jest, czy pacjent chorował w dzieciństwie, czy był ofiarą przemocy? Czy miał ADHD? Czy uległ wypadkowi? Czy stracił przytomność? Czy miał dysortografię? Czy był wyrzucony ze szkoły? Czy używał substancji psychoaktywnych? Czy w dzieciństwie miał lęki nocne, koszmary nocne? Czy się jąkał, itd., itp.

Bo wszystko to, o czym mówię - a tych zaburzeń psychicznych wieku rozwojowego jest bardzo dużo - sumuje się. Im więcej współistniejących diagnoz, tym ryzyko samobójcze jest większe.

Każdy student medycyny uczy się, jak przeprowadzać taki wywiad psychiatryczny. To podstawa naszej pracy. Jeśli pacjent jest nieletni, często prosimy o zgodę rodziców na kontakt ze szkołą. Jeśli nie ma opiekunów, występujemy o taką zgodę do sądu rodzinnego. Jeżeli osoba ma zdolność do wyrażenia woli, trzeba uzyskać jej zgodę na leczenie psychiatryczne. Natomiast tam, gdzie jest stan zagrożenia życia, możliwe jest odstąpienie od zgody, bo na pierwszym miejscu jest życie pacjenta.

To dotyczy nie tylko zachowań samobójczych, ale także wszystkich innych przypadków, kiedy jest stan zagrożenia życia, a lekarz ma wątpliwość czy pacjent jest zdolny do wyrażenia woli, np. kiedy jest niedotleniony lub zatruty jakąś substancją i ma zaburzoną świadomość. Podobnie w okresie, gdy pacjent ma silne myśli samobójcze, zazwyczaj ma nasilone zaburzenia poznawcze, a więc tzw. „widzenie tunelowe” prowadzące do koncentracji na rzeczach, myślach i uczuciach potwierdzających błędne przekonanie o tym, że jedynym możliwym działaniem jest podjęcie próby samobójczej.

Często nawet krótki pobyt w szpitalu ratuje mu życie, a to widzenie tunelowe przemija. Natomiast brak udzielenia natychmiastowej pomocy może spowodować uszczerbek na zdrowiu, a nawet śmierć.

A taka sytuacja: Ktoś w młodym wieku przeżywa zawód miłosny i w rozpaczy łyka jakieś leki, w szpitalu robią mu płukanie żołądka, odratowują. Nigdy więcej już takich prób nie powtarza. Ale gdy będzie poddany temu monitoringowi…

…nie będzie poddany monitoringowi. Ocena ryzyka samobójczego u każdego pacjenta po próbie samobójczej zawsze wymaga pełnego badania psychiatrycznego, z uwzględnieniem wywiadu. To dopiero decyduje o wskazaniach do dalszego leczenia. Jeżeli lekarz uzna, że ryzyko ponowienia próby samobójczej jest wysokie, może zatrzymać pacjenta w szpitalu nawet bez jego zgody, zgodnie z Ustawą o Ochronie Zdrowia Psychicznego. Czym innym natomiast będzie monitorowanie czynników ryzyka w grupie pacjentów psychiatrycznych ponownie hospitalizowanych, po kolejnych próbach samobójczych. Są to skomplikowane procedury opisane przez WHO wymagające wiedzy, możliwości organizacyjnych i nakładów finansowych.

Ale ta jego próba będzie już na zawsze w jego papierach. Będzie się za nim ciągnęła do końca życia.

Nawet jeżeli takiej próby samobójczej nie zanotuje się w dokumentacji, to i tak ryzyko jej powtórzenia wzrasta. Stąd, tak ważna jest profilaktyka i działania, w których nikt nie naraża niepotrzebnie siebie i innych na utratę życia. Innych dlatego, że – jak wspomniałam – niestety istnieje ryzyko imitacji zachowania samobójczego, zarówno wśród członków rodziny, jak i innych osób z otoczenia takiej osoby. A jak pan myśli – czy w przypadku chorób zakaźnych, informacja o nich powinna być w dokumentacji medycznej? Kto może mieć do niej dostęp?

My piszemy „próba samobójcza” w rozpoznaniach psychiatrycznych. Taka informacja powinna być dostępna dla lekarza, także – co ważne – dla lekarza POZ. Najnowsza 11. światowa wersja klasyfikacji chorób i przyczyn zgonów zawiera nie tylko symbol zaburzeń psychicznych, do których należy podejmowanie prób samobójczych, ale także ponad 20 czynników ryzyka samobójstwa, wymagających opisu.

Lekarz ma obowiązek spytać każdego pacjenta, który do niego przychodzi i ma np. blizny na skórze, świeże ślady pobicia, albo mówi, że jest zmęczony, smutny: „Czy ma pan/pani myśli samobójcze?”

Ustawa z 1994 roku o ochronie zdrowia psychicznego stanowi, iż pacjent ma prawo do zachowania jego danych osobowych w tajemnicy. Jednak są szczególne sytuacje. Czy pan wie, że jak się pojawiły dopalacze, lekarze mieli obowiązek sprawozdawać fakt używania dopalaczy przez pacjentów do sanepidu?

Pisałem o dopalaczach, ale o sanepidzie nikt z moich rozmówców nie wspomniał.

To tak jak z chorobą zakaźną. A dlaczego? Ponieważ dopalacze są istotnym czynnikiem ryzyka występowania prób samobójczych i ciężkich psychoz, takich, które czasem zupełnie uniemożliwiają samodzielne życie.

Jaka jest konkluzja naszej rozmowy?

Każdy lekarz ma obowiązek poprosić pacjenta o karty informacyjne (inaczej wypis) ze wszystkich szpitali. Lekarz POZ mówi więc: „Ja panu ponownie przepiszę leki, jak pan mi przyniesie kartę informacyjną” ze szpitala.

Proszę pamiętać, że tu chodzi o konkretny kod z zaburzeniami w klasyfikacji międzynarodowej. Nie podam panu tego kodu, żeby nie stygmatyzować pacjentów psychiatrycznych. Ale mogę zacytować. Tu chodzi o: „Samouszkodzenia, w tym samobójstwa i próby samobójcze”. I tam są też wymienione metody związane z samouszkodzeniem ciała poprzez dokonanie jakiegoś czynu, który uszkadza narządy albo przez samozatrucie.

Czy ktoś może oczekiwać żebyśmy my, jako lekarze, zatajali, że ktoś ma blizny po tym, że się samookaleczał w celach samobójczych, albo niesamobójczych?

(Samookaleczenia bez intencji samobójczych też należą do czynników ryzyka samobójczego, czyli wymagają oceny klinicznej i diagnozy, tak jak zaburzenia snu czy napadowe lęki.)

Każdy może być w kryzysie

Spytam jeszcze o zabezpieczenia tych danych.

Nie, ja się upieram. Mamy naprawdę pomijać te rozpoznania, bo się kogoś w ten sposób stygmatyzuje?

Rzeczywiście myślę tu o stygmatyzacji.

Ale kto stygmatyzuje? Przecież nie psychiatrzy. Ludzie stygmatyzują mówiąc o osobach chorych, cierpiących, „cukrzyk”, „schizofrenik czy „samobójca”!

Niektórzy z nas się jednak obawiają, że ktoś niepowołany będzie miał dostęp do tych danych.

Dlatego potrzebne są odpowiednie procedury, zabezpieczenia prawne. Wielu pacjentów już się przyzwyczaiło do e-recept, ale część obawia się podawania numeru PESEL w aptece czy danych osobowych do systemów elektronicznych.

Ja akurat nie mam problemu z udzielaniem informacji o własnym zdrowiu. Zawsze lekarzom opowiadam wszystko jak na spowiedzi, może nawet więcej niż trzeba.

Proszę spytać kogoś ze służby zdrowia, kto nie ma nic wspólnego z samobójstwami, czym jest e-platforma. Bo jak pan wie, każdy może wejść używając swojego kodu na e-platformę i sprawdzić czy mu lekarz prawidłowo leki przepisał i jakie są tam dane na jego temat.

Oczywiście jest kwestia jak zabezpieczyć tę bazę danych. Jak wypisuję recepty, to też się zastanawiam czy ten rodzaj podpisu jest całkowicie bezpieczny i dla pacjenta, i dla mnie, no przecież ktoś może chcieć fałszować moje recepty.

Ale to nie nasz problem, ekspertów. Proszę z tym pytaniem zwrócić się do fachowca.

Wątpliwości co do tworzenia bazy danych na temat prób samobójczych miał niedawno Rzecznik Praw Obywatelskich. Może Pani to skomentować?

Rzecznik wystąpił z zapytaniem do Ministerstwa Zdrowia. Natomiast wcześniej ktoś skierował swoją petycję do ministerstwa i do RPO, w której wystąpił z apelem, że „ludziom zależy na ludziach”.

Nie sądzi pan, że to paradoks?

Każda osoba chora psychicznie może być przyjęta do szpitala psychiatrycznego zgodnie z Ustawą o ochronie zdrowia psychicznego „bez zgody…, gdy jej dotychczasowe zachowanie wskazuje na to, że… zagraża bezpośrednio własnemu życiu…”. I teraz nagle ktoś pisze, że „ludziom zależy na ludziach”. Wystosowuje apel nie zastanawiając się w ogóle nad ludźmi w kryzysach, nie pytając ich o zdanie.

Jeżeli komuś zależy na ludziach w kryzysie psychicznym, a przypominam, każdy z nas może być w kryzysie psychicznym, dosłownie za chwilę, powinien o tym pamiętać. Wystarczy wyjść na ulicę, dochodzi do kolizji i już mamy kryzys psychiczny.

Dotyczyć on może nie tylko osoby, która będzie ranna w głowę, ale wszystkich bliskich jej osób. Ktoś nie pójdzie do pracy, ktoś nie wyjedzie na urlop, ktoś się załamie, ktoś będzie miał nawrót depresji. To jest cały łańcuch różnych powiązań.

Kryzys psychiczny to cały ogromny zbiór uwarunkowań. Ma on związek z podatnością, z tzw. osią stresu, z chorobami współistniejącymi, itd. Ważne, aby wiedza na temat strategii radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych była powszechnie dostępna.

Znam takie gminy, gdzie po śmierci samobójczej mieszkańca natychmiast była organizowana pomoc dla tej rodziny. Ludzie wiedzieli, że w niej się zdarzył dramat. Była organizowana pomoc psychologiczna dla osób z traumą. To od psychoterapeuty wymaga nie tylko umiejętności, ale także predyspozycji. Taka praca jest bardzo trudna i obarczona ryzykiem wypalenia zawodowego.

Gdyby ludzie posłuchali osób, które straciły kogoś bliskiego w śmierci samobójczej lub tych, którzy doświadczyli kryzysu samobójczego, to by mieli szanse zrozumieć i wspierać innych w podobnych sytuacjach. I media powinny powielać takie źródła. Sympozja suicydologiczne w Europie i na świecie zaczynają się od tego, że występują tzw. „eksperci EX-IN”, czyli eksperci przez doświadczenie.

Coraz więcej prób samobójczych

Nie obawia się Pani, że dzisiejsza bardzo trudna sytuacja w psychiatrii dzieci i młodzieży odbije się na statystykach samobójstw dokonanych w bardzo młodym wieku?

W zakresie bezwzględnej liczby samobójstw w populacji poniżej 18. roku życia w 2018 roku (dane GUS) widoczny jest spadek poniżej 100, jednak w oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży odnotowujemy znaczący wzrost liczby prób samobójczych, które nie mają odzwierciedlenia w żadnych statystykach.

Sytuacja ta przyczyniła się do poważnego kryzysu w tej dziedzinie oraz ograniczyła możliwość przyjęć planowych nastolatków z innymi problemami psychicznymi, bez zagrożenia życia.

Ministerstwo od ubiegłego roku wprowadza tzw. referencyjny trzypoziomowy system opieki – od opieki środowiskowej poprzez centra zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży, do wysokospecjalistycznej całodobowej opieki psychiatrycznej.

Powstały już pierwsze centra zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. Jak powstaną w każdym regionie, to każda rodzina bez względu na to, czy mieszka w małej, czy w większej miejscowości, będzie miała dostęp do terapii rodzinnej, do psychoterapii, a przede wszystkim do wczesnej i prawidłowej diagnozy dziecka

Kiedyś używano pojęcia „zespół Aspergera”, co powodowało, że dzieciom od razu przypinano łatki. Dziś mówi się już o „zaburzeniach ze spektrum autyzmu”. To zmniejsza stygmatyzację.

Media powinny ze stygmatyzacją walczyć. Próby samobójcze są komplikacją zaburzeń psychicznych, tak jak udar mózgu jest komplikacją wysokiego ciśnienia. Nie ma dzisiaj powodów, aby do tego problemu podchodzić inaczej.

Stygmatyzację zaburzeń psychicznych, w tym zachowań samobójczych, powinniśmy odłożyć do lamusa. Powinniśmy uczyć się słuchać siebie nawzajem.

Niestety jako społeczeństwo nie idziemy w kierunku tolerancji, wręcz odwrotnie. Wystarczy posłuchać co politycy mówią o ideologii LGBT.

Osoby po próbach samobójczych nie wyjdą na ulicę, aby w ten sposób walczyć ze stygmatyzacją. Ale to nie znaczy, abyśmy jako społeczeństwo nie próbowali pomóc walczyć z tym zjawiskiem napiętnowania ich. To właśnie w ten sposób możemy doprowadzić do jego zmniejszenia i pokazać, że „ludziom zależy na ludziach”.

Wielu psychiatrów dzieci i młodzieży szkoli się w psychoterapii rodzin. Szczególnie ważną postawą terapeuty rodzinnego jest neutralność, czyli nieocenianie a dążenie do zrozumienia, co warunkuje określone zachowania i reakcje poszczególnych członków systemu rodzinnego. Wtedy można podjąć odpowiednie interwencje i nie dopuścić do tragedii.

Wydawało mi się, że jako dziennikarz trochę wiem o psychiatrii. Rozmowa z Panią przekonała mnie, że tak nie jest. Może dlatego, że nikt z moich bliskich ani dalszych znajomych nie popełnił samobójstwa.

Czasami otoczenie może nie zdawać sobie sprawy, że przyczyną śmierci było samobójstwo. Najwyższe współczynniki samobójstw (Polska pod tym względem jest wyjątkiem, bo u nas najczęściej popełniają samobójstwa ludzie w wieku 45-55 lat) to są osoby 75+, takie, które podejmują tzw. samobójstwa nieme. Wystarczy, że czegoś nie wezmą albo wezmą czegoś za dużo i nikt o tym nie będzie wiedział. Wiele z tych osób było samotnych. Bo samotność jest jednym z czynników sprawiających, że ludzie giną śmiercią samobójczą.

Należy zachęcać wszystkich do otwarcia się na potrzeby innych, pomagania ludziom samotnym, wykluczonym, ludziom w kryzysach psychicznych. To byłby właściwy apel do społeczeństwa.

* Prof. Agnieszka Gmitrowicz, suicydolog, psychiatra dzieci i młodzieży, psychiatra dorosłych, psychoterapeutka, przewodnicząca Sekcji Naukowej Suicydologii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, wiceprzewodnicząca Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Pomoc w zasięgu telefonu (bezpłatna):

800 70 22 22 Centrum wsparcia (działa bez przerw)

116 111 Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę”

800 12 12 12 Dziecięcy Telefon Zaufania

800 12 02 26 Policyjny Telefon Zaufania (od godz. 8 do 22)

116 123 Kryzysowy Telefon Zaufania

800 100 100 anonimowa pomoc telefoniczna i online dla rodziców i nauczycieli (od pon. do piątku; godz.11-15)

800 080 222 całodobowa infolinia dla dzieci, młodzieży i ich opiekunów

Pomoc w zasięgu komputera (strony pomocowe):

www.116123.edu.pl (Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego)

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne