Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / Agencja Gazeta
05 grudnia 2021

Prawie co trzeci poseł PiS nie głosował przeciw najstraszliwszemu prawu antyaborcyjnemu na świecie

PiS już nie ucieknie od wizerunku „partii, która nienawidzi kobiet”, na który zapracował wyrokiem tzw. TK ws. aborcji. 2 grudnia w Sejmie prawie co trzeci z posłów PiS czynnie lub biernie wsparł projekt, który zamieniłby Polskę w kraj z prawem antyaborcyjnym gorszym niż w Salwadorze

W czwartek 2 grudnia 2021 roku Sejm – zgodnie z przewidywaniami – odrzucił po pierwszym czytaniu obywatelski projekt drastycznego zaostrzenia prawa antyaborcyjnego przygotowany przez fundację „Pro-prawo do życia” Mariusza Dzierżawskiego i reklamowany na tzw. „płodobusach”. Aborcja została w tym projekcie zrównana z zabójstwem, za jej dokonanie miały grozić kary do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie.

Inaczej postąpił jednak prawie co trzeci z posłów PiS. Łączna liczba posłów Zjednoczonej Prawicy, którzy – głosując za dalszymi pracami nad projektem fundamentalistów, wstrzymując się od głosu lub nie biorąc udziału tylko w tym jednym głosowaniu – wsparli, a w każdym razie nie sprzeciwili się w Sejmie projektowi drastycznego zaostrzenia prawa antyaborcyjnego, to aż 66 osób.

To 29 proc. liczącego 228 posłów i posłanek klubu rządzącej koalicji.

41 posłów PiS zagłosowało za tym, by Sejm dalej zajmował się projektem, 12 wstrzymało się od głosu, a kolejnych 13 [wyjaśnienie dalej w tekście] nie wzięło udziału tylko w tym konkretnym głosowaniu.

Demonstracja siły fundamentalistów w PiS

Fundamentaliści i ultrakonserwatyści z PiS pokazali w ten sposób Jarosławowi Kaczyńskiemu, że trzeba się z nimi liczyć. Z punktu widzenia PiS to poważny problem. Zwłaszcza w momencie, w którym Zjednoczona Prawica de facto nie ma już większości parlamentarnej.

W Sejmie obradującym w pełnym składzie może wygrywać głosowania tylko przy maksymalnej mobilizacji i jednoczesnym kooptowaniu przynajmniej trójki posłów z grupy Pawła Kukiza i grona posłów niezależnych.

W tym konkretnym głosowaniu kierownictwu PiS chodziło przede wszystkim o to, by partia jednoznacznie odcięła się od projektu fundamentalistów i wystąpiła w kwestii aborcji w roli siły mniej skrajnej.

Wszystko po to, by powoli niwelować straty, jakie PiS sam sobie wyrządził za sprawą wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej ws. ustawy aborcyjnej z 22 października 2020, który zakazał przerywania ciąży ze względu na ciężkie, nieuleczalne a także śmiertelne wady płodu, co oznacza delegalizację ok. 98. proc. (dane za rok 2019) dotychczasowych legalnych aborcji. Fala żywiołowych obejmujących całą Polskę protestów, które nastąpiły po ogłoszeniu wyroku, przyczyniła się do spadku ówczesnych notowań PiS. A już w grudniu 2020 roku główny organizator protestów Strajk Kobiet stał się najpopularniejszą według Polek i Polaków organizacją społeczną w kraju.

Tym razem w politycznym interesie PiS było głosowanie przeciwko projektowi fundamentalistów. I tak miało być. W trakcie pierwszego czytania ustawy w imieniu PiS wystąpiła rzeczniczka partii i klubu parlamentarnego Anita Czerwińska, która ostro skrytykowała zarówno projekt, jak i jego inicjatorów. „Jest tylko jeden kierunek, z którego mogą płynąć tego rodzaju inspiracje" – mówiła, wcześniej rysując kontekst »wojny hybrydowej« i walki z pandemią, w jakim projekt trafił do Sejmu.

„To jest po prostu dywersja wobec ochrony życia. W ten sposób, strasząc kobiety, nie chroni się życia" – mówiła Czerwińska, cały czas posługując się retoryką sugerującą, że Dzierżawski i jego organizacja działają z inspiracji Moskwy lub Mińska. Następnie w imieniu klubu złożyła wniosek o odrzucenie projektu po pierwszym czytaniu.

Zaledwie dzień wcześniej, w środę 1 grudnia, posłów PiS osobiście mobilizował prezes partii Jarosław Kaczyński. „Wszystkie ręce na pokład, nie możemy sobie pozwolić na przegrane głosowania, bo musimy udowodnić, że mamy większość” – mówił szef PiS na spotkaniu z posłami swej partii. Podkreślał, że posłowie nie mogą sobie pozwolić ani na wahanie w trakcie głosowań, ani na nieobecności.

Doping Kaczyńskiego i retoryka Czerwińskiej jednak nie pomogły.

W czwartek 2 grudnia w sprawie drastycznego zaostrzenia prawa antyaborcyjnego prawie co trzeci poseł Zjednoczonej Prawicy zagłosował przeciwko wnioskowi własnej partii, wstrzymał się od głosu lub pozwolił sobie na taktyczną nieobecność.

Tego samego dnia PiS ledwie zdołało przepchnąć przez pierwsze czytanie inny projekt – tym razem mający teoretycznie pełne poparcie partii. Chodzi o ustawę o powołaniu do życia Polskiego Instytutu Rodziny i Demografii, która przebrnęła do następnego etapu legislacji tylko jednym głosem. Dwójka posłów PiS zagłosowała przeciwko projektowi, a 19 wstrzymało się od głosu.

Anita Czerwińska, rzeczniczka PiS i klubu parlamentarnego PiS – a zarazem wnioskodawczyni ws. odrzucenia projektu antyaborcyjnego po pierwszym czytaniu - nie odpowiedziała OKO.press na sms-owe pytanie, jak PiS zamierza postąpić z 41 posłami, którzy zagłosowali w sprawie projektu fundamentalistów wbrew stanowisku klubu.

Dalej niż Salwador

Spora część z nich – około 30 osób – to posłowie z nowo ukształtowanej frakcji ultrakonserwatystów skupionej wokół posła Bartłomieja Wróblewskiego.

W OKO.press opisywaliśmy już jej niedawne poczynania – które zdają się potwierdzać odwieczne obawy Jarosława Kaczyńskiego, że PiS może zostać okrążony od prawej flanki. Z kolei Reset Obywatelski podaje, że grupa fundamentalistów z PiS ma już nawet własny lokal – jest nim położone tuż obok Sejmu wynajęte wspólnie przez 30 posłów biuro poselskie przy ulicy Górnośląskiej.

Ultrakonserwatyści z PiS zdecydowanie dążą do zaostrzenia prowadzonej przez PiS wojny kulturowej. Wspierają ruchy antyaborcyjne, opowiadają się za ścisłą współpracą za Ordo Iuris. W ich myśleniu o prawicowej polityce przeplatają się nostalgia za czasami rządów Beaty Szydło i nuta sympatii do ziobrystów, ich potencjalnych sojuszników.

Na tym jednak nie koniec, bo frakcja ultrakonserwatywna często występuje jako element zbioru wspólnego z „antysanitarystami” z PiS, Solidarnej Polski i Konfederacji - i wspiera działania na rzecz blokowania nowych restrykcji sanitarnych czy projektów ustaw mających ograniczać rozprzestrzenianie się epidemii.

Polityk PiS: „Zdawałem sobie sprawę, że jest grupa posłów, którzy w sprawie aborcji przedłożą swoje mocne, ideowe przekonania, których fundamentem jest zwykle wiara, ponad racje polityczne. Ale przyznam, że szacowałem, że to będzie nie więcej niż 20 osób i to wliczając wszystkie możliwe formy zasygnalizowania wsparcia dla tego projektu”.

Racje polityczne, o których wspomniał nasz rozmówca, wyglądają tak, że głosowanie za tak skrajnym projektem antyaborcyjnym jest wbrew interesowi nie tylko PiS, ale jakiejkolwiek partii, która myślałaby poważnie o sprawowaniu władzy w Polsce.

W sondażach odsetek zwolenników całkowitego zakazu aborcji oscyluje wokół 10 procent. Dla przykładu w sondażu Kantar dla „Gazecie Wyborczej” 23 listopada było ich jedynie 8 procent.

Projekt fundamentalistów szedł zaś znacznie dalej niż „tylko” w kierunku całkowitego zakazu aborcji. Zrównywał aborcję z zabójstwem i przewidywał możliwość karania za nią również kobiet. Gdyby prawo przygotowane przez fundację „Pro-prawo do życia” weszło w życie, Polska stałaby się państwem o najostrzejszych przepisach antyaborcyjnych na świecie. Zrównanie aborcji z zabójstwem – co zakładał projekt polskich fundamentalistów – oznaczałoby karanie jej wyrokami od 8 do 25 lat więzienia.

Nawet w Salwadorze, bo w tym kraju obecnie prawo antyaborcyjne jest najsurowsze na świecie, przewidywane kary za dokonanie aborcji kary są jednak niższe. Całkowity zakaz aborcji, któremu towarzyszy odpowiedni przepis w konstytucji, obowiązuje w Salwadorze od 1998 roku. Za przerwanie ciąży kobiecie grozi do ośmiu lat więzienia, lekarzowi lub innemu pracownikowi służby zdrowia, który przeprowadził zabieg – do 12 lat.

Zaznaczmy jednak, że sądy w Salwadorze kwalifikują niektóre przypadki dokonania aborcji jako zabójstwo pierwszego stopnia – za co w tym kraju grozi do 30 lat więzienia. Takie wyroki zapadały również wobec kobiet, które przerwały ciążę. Z kolei projekt polskich fundamentalistów zakładał, że sądy wobec kobiet mogłyby stosować nadzwyczajne złagodzenie kary lub nawet odstępować od jej wymierzenia – miałoby to jednak mieć charakter uznaniowy, zależny od decyzji sądu w konkretnej sprawie.

Liczymy szable ultrakonserwatystów

Aż 41 posłów Zjednoczonej Prawicy głosowało za dalszymi pracami nad projektem fundamentalistów, w tym 11 kobiet (27 proc., czyli nieco więcej niż w całym klubie - 24 proc.).

Tu zwraca uwagę obecność dosłownie całej grupy partyjnych fundamentalistów skupionej wokół posła Bartłomieja Wróblewskiego – w tym Dominiki Chorosińskiej i Bartłomieja Dorywalskiego, którzy występowali z nim na konferencji w sprawie PIRiD. Jest też znana z aktywności antyszczepionkowych Anna Maria Siarkowska.

Kolejnych 12 posłanek i posłów Zjednoczonej Prawicy wstrzymało się od głosu.

Aż 13 chwilowo nieobecnych

Na czas głosowania ws. projektu fundamentalistów nagle zwiększyła się też liczba posłanek i posłów Zjednoczonej Prawicy, którzy akurat nie mogli podnieść ręki i nacisnąć przycisku.

Choć same liczby nieobecnych podczas obu głosowań mogą tu sugerować co innego, liczba posłanek i posłów, którzy nie głosowali w sprawie aborcji, ale głosowali już w sprawie PIRiD nie jest wynikiem prostego odejmowania 10 od 20. Z analizy list nieobecności podczas obu głosowań wynika, że było ich 13. Wszystko dlatego, że podczas głosowania ws. PIRiD było z kolei nieobecnych jeszcze troje posłów, którzy byli obecni podczas głosowania ws. aborcji - byli to szef MSZ Zbigniew Rau, Artur Soboń oraz wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker).

A zatem trzynastka posłów, którzy nie głosowali w sprawie aborcji, ale głosowali już chwilę później w sprawie PIRiD to: Ewa Filipiak, Kazimierz Gołojuch, Robert Gontarz, Kazimierz Gwiazdowski, Małgorzata Janowska, Wiesław Krajewski, Paweł Lisiecki, Grzegorz Lorek, Antoni Macierewicz, Ewa Malik, Janusz Śniadek, Marek Wesoły i Michał Woś.

Konfederacja za projektem fundamentalistów

Przeciwko odrzuceniu w pierwszym czytaniu projektu fundamentalistów opowiedziało się również sześciu posłów (czyli większość) liczącego 11 osób koła poselskiego Konfederacji. Byli to: Krzysztof Bosak, Krystian Kamiński, Dobromir Sośnierz, Krzysztof Tuduj, Michał Urbaniak i Robert Winnicki.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne