Prokuratura Krajowa ma proste śledztwo, w którym zarzuty karne mogliby już dostać najważniejsi prokuratorzy z czasów PiS i Ziobro. Sprawa trafiła jednak do Konina, gdzie przez 1,5 roku opieszale prowadził ją prokuratur, awansowany za czasów Ziobry. Zarzutów nie dostał nikt
Chodzi o sprawę ryczałtów mieszkaniowych, które wypłacano w Prokuraturze Krajowej w latach 2016-18, gdy na jej czele stał Bogdan Święczkowski – na zdjęciu u góry – zaufany byłego ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. A obecnie prezes Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi o 2,3 miliona złotych.
Ryczałty mieszkaniowe – ok. 3 tysiąca złotych miesięcznie – wypłacano 38 prokuratorom. Pobierali je m.in. Bogdan Święczkowski (78 tys. zł) i powołany jeszcze za czasów PiS zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand (78 tys. zł), dziś ostry krytyk przywracania praworządności w prokuraturze.
Dostawał je też Krzysztof Sierak (78 tys. zł) – obecnie zastępca Prokuratora Generalnego -, czy Michał Ostrowski. Ten ostatni też jest zastępcą Prokuratora Generalnego i jest jednym z liderów buntu przeciwko obecnemu kierownictwu prokuratury. Pobrał w tamtym okresie 61,7 tys. zł.
Ryczałty wypłacano na podstawie rozporządzenia byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Ale od momentu jego wydania były szef stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia Krzysztof Parchimowicz twierdził, że wydano je bez podstawy prawnej. I złożył zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury.
Zdaniem Parchimowicza uchwalona przez PiS ustawa o prokuraturze z 2016 roku nie przewidywała dodatków dla stałych pracowników Prokuratury Krajowej. Musieli sami sobie zapewnić lokum w Warszawie, nawet jeśli dojeżdżali z innego miasta. Ryczałty należały się tylko prokuratorom delegowanym do pracy w innym mieście.
Ryczałty dla stałych pracowników zalegalizowała dopiero nowelizacja ustawy o prokuraturze z 2018 roku.
Za czasów PiS odmówiono jednak śledztwa, a wobec Parchimowicza wszczęto postępowanie w związku ze złożeniem fałszywego zawiadomienia. Objęło ono też Katarzynę Kwiatkowską, późniejszą prezeskę stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia. Będąc wówczas we władzach Lex Super Omnia, złożyła z Parchimowiczem w imieniu stowarzyszenia drugie zawiadomienie do prokuratury ws. ryczałtów.
Parchimowicz sprawy nie odpuścił. Po upadku władzy PiS w lutym 2024 roku ponowił swoje zawiadomienie ws. ryczałtów mieszkaniowych. Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która zaczęła sprawdzać, czy Ziobro przekroczył uprawnienia, wydając rozporządzenie i czy prokuratorzy, którzy pobierali ryczałty, przekroczyli uprawnienia.
Kolejny wątek dotyczy Bogdana Święczkowskiego jako tego, który przyznawał ryczałty mieszkaniowe. Prokuratura miała ocenić, czy też przekroczył uprawnienia. W maju 2024 roku wezwano Parchimowicza na przesłuchanie jako świadka.
Sprawa wydaje się prosta, bo dotyczy głównie analizy prawnej rozporządzenia Ziobry pod kątem jego zgodności z ustawą o prokuraturze. Warszawska prokuratura wystąpiła jednak do Prokuratury Krajowej o jej przejęcie i przekazanie poza stolicę, powołując się na to, że sprawa dotyczy tutejszych prokuratorów.
Sprawę ryczałtów przejęła Prokuratura Krajowa, bo tu jest powołany jeszcze za PiS wydział spraw wewnętrznych, który zajmuje się śledztwami ws. sędziów i prokuratorów. Ale śledztwo nie zostało w tym wydziale. Przekazano je do Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, a stamtąd do Prokuratury Okręgowej w Koninie.
Referentem sprawy ryczałtów mieszkaniowych w Koninie został prokurator Janusz Stupak, który za czasów ministra Ziobry był wiceszefem konińskiej prokuratury. Jego nazwisko pojawiło się w raportach Lex Super Omnia o tzw. królach życia w prokuraturze Ziobry, którzy za swoją lojalność dostawali nagrody.
Sprawa leżała w Koninie blisko 1,5 roku – od lipca 2024. Co w tym czasie zrobiono w śledztwie? Przesłuchano 8 świadków – pracowników Prokuratury Krajowej zajmujących się m.in. finansami, w tym księgową i specjalistę ds. płac; oraz dwie osoby z Rządowego Centrum Legislacji.
Zebrano też materiał dowodowy. To dokumenty dotyczące przygotowania tego rozporządzenia. Konińska prokuratura wystąpiła także do Sejmu o informacje, jak procedowano ustawę o prokuraturze z 2016 roku. Po co? Nie wiadomo.
Efekt działań prokuratora Stupaka jest taki, że w grudniu 2025 śledztwo zabrano z Konina i wróciło ono do wydziału spraw wewnętrznych Prokuratury Krajowej. Z informacji OKO.press wynika, że teraz ma ruszyć z kopyta i być traktowane jako priorytetowe. Będą w nim oceniane trzy wątki: ewentualnego przekroczenia uprawnień przez Ziobrę i Święczkowskiego, legalności pobierania ryczałtów oraz wyłudzenia w przypadku tych prokuratorów (dotyczy to kilku osób), którzy zataili, że mają mieszkania w Warszawie.
Jeśli prokuratura uzna, że Ziobro wydał rozporządzenie bez ustawowej delegacji, to Prokuratura Krajowa rozważy wystąpienie o zwrot wszystkich pobranych ryczałtów.
Sprawa ryczałtów mieszkaniowych jest ważna z dwóch powodów. Po pierwsze powinna być niejako sprawą honorową dla prokuratorów, którzy przez 8 lat rządu PiS walczyli o niezależność prokuratury. Za jej nagłośnienie i próbę rozliczenia wysoką cenę zapłacił bowiem były szef Lex Super Omnia Krzysztof Parchimowicz, obecnie w stanie spoczynku.
Był najbardziej represjonowanym prokuratorem w Polsce, co przypłacił utratą zdrowia. Dlatego musiał zrezygnować z kierowania Lex Super Omnia, gdzie zastąpiła go Katarzyna Kwiatkowska.
Kierownictwu prokuratury, które wywodzi się w dużej mierze z Lex Super Omnia, powinno zależeć na szybkiej prawno-karnej ocenie tej sprawy.
Po drugie sprawa dotyczy byłego ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry, byłego Prokuratora Krajowego i obecnego prezesa TK Bogdana Święczkowskiego oraz ich najbliższych współpracowników z Prokuratury Krajowej. I jest ona dowodowo prosta.
Śledztwo nie musi więc trwać 1,5 roku, by zebrać materiał dowodowy (też prosty) i zdecydować o wystąpieniu z ewentualnymi wnioskami o uchylenie immunitetów, by móc postawić zarzuty karne, jeśli są zasadne.
Kwestia ryczałtów mogła być jedną z pierwszych spraw rozliczeniowych prokuratorów – ziobrystów, zakończonych aktem oskarżenia. A rozliczenia tego, co działo się w prokuraturze za czasów PiS, jest ważne dla obywateli, którzy bronili państwa prawa na ulicach, ale przede wszystkim dla środowiska prokuratorów.
Mogła to być też pierwsza sprawa, w której postawiono by zarzuty Zbigniewowi Ziobrze, gdyby nie stracono tyle czasu na opieszałe śledztwo w Koninie. Bo chyba przed zarzutami w takiej sprawie na Węgry by nie uciekł.
W maju 2025 roku w Prokuraturze Krajowej zdecydowano jednak, by sprawę przekazać Prokuraturze Regionalnej w Poznaniu, która zrzucił ją do Prokuratury Okręgowej w Koninie. Dziś widać, że to był błąd.
Wówczas jednak w prokuraturze trwała reorganizacja. W styczniu 2024 roku odsunięto Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego, świadka na ślubie Ziobry. Minister Adam Bodnar uznał, że nieskutecznie wrócił do pracy w prokuraturze ze stanu spoczynku.
Jego miejsce zajął pełniący obowiązki Prokuratora Krajowego Jacek Bilewicz, a w marcu 2025 roku wybrany w konkursie nowy Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk. I dopiero wtedy zaczęły się stopniowe zmiany. A przypomnijmy, że Ziobro i jego stronnicy w prokuraturze niemal szczelnie zabetonowali ją swoimi ludźmi.
Pomógł w tym PiS, który przed wyborami szybko zmienił ustawę o prokuraturze, by pozbawić de facto uprawnień nowego Prokuratora Generalnego. Ta sytuacja trwa do dziś. Prokuratorzy – ziobryści i ich nominaci nadal pracują w prokuraturze. Nie udało się odwołać zastępców Prokuratora Generalnego, których powoływano jeszcze tuż przed zmianą władzy na jesieni 2023 roku.
Nadal wielu z nich pracuje w Prokuraturze Krajowej, bo nie jest łatwo ich usunąć ze stanowisk. Nie udało się to ministrowi sprawiedliwości Adamowi Bodnarowi, nie zrobił też tego obecny minister Waldemar Żurek. Na odwołanie zastępców Prokuratora Generalnego potrzebna jest bowiem zgoda prezydenta, choć są opinie prawne, że można to obejść.
W maju 2024 roku Prokuratura Krajowa cały czas była w reorganizacji. Powołany przez PiS wydział spraw wewnętrznych nie został zlikwidowany, bo zabrania tego ustawa o prokuraturze. Zmieniono jego naczelnika. Nowy naczelnik Dariusz Makowski stopniowo wymieniał prokuratorów na nowych. Zamykano stare represyjne śledztwa wytoczone sędziom znanym z obrony praworządności. Było ich kilkadziesiąt.
Problem w tym, że wówczas minister Bodnar zlikwidował dodatki finansowe, którymi hojnie dzieliło i nagradzało poprzednie kierownictwo prokuratury. Nie było więc chętnych, by prowadzić rozliczenia sędziów i prokuratorów, którzy poszli na współpracę z Ziobrą. Prokuratorzy spoza Warszawy, którzy by przyjęli delegację do wydziału spraw wewnętrznych, musieliby wręcz dopłacać do swojej pracy. W stolicy koszty utrzymania, głównie wynajem mieszkania, są bowiem wyższe
Wtedy też do wydziału spraw wewnętrznych spływały nowe, kolejne zawiadomienia od m.in. represjonowanych sędziów. Zdecydowano więc o przekazywaniu części nowych spraw do prowadzenia przez inne prokuratury. Tak też się stało ze sprawą ryczałtów mieszkaniowych.
A później pojawił się jeszcze jeden, dodatkowy czynnik, który sprawił, że ławka chętnych prokuratorów do rozliczeń nie jest za długa, co też ma wpływ na tempo rozliczeń poprzedniej władzy. Prokuratorzy i sędziowie, którzy poszli na współpracę z Ziobrą – i część z nich powinna być za to rozliczona – z czasem okrzepli i się zorganizowali. Przystąpili do ataku, wsparci przez polityków PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego. Zaczęli straszyć prokuratorów odpowiedzialnością i rozliczeniem po powrocie PiS do władzy. Długą odsiadką grożono Bodnarowi, a teraz Żurkowi. Na część prokuratorów to podziałało. Czekają, w którą stronę przechyli się polityczne wahadło.
To sygnał ostrzegawczy dla Prokuratury Krajowej, by kluczowe śledztwa rozliczeniowe ludzi Ziobry w wymiarze sprawiedliwości prowadzić w Warszawie. Zwłaszcza że te sprawy często są precedensowe i wymagają odwagi w stawianiu ewentualnych zarzutów. A na rozliczenia zostało już niecałe dwa lata.
Wymaga to jednak kadrowego wzmocnienia wydziału spraw wewnętrznych – cały czas jest tu rotacja – który powinien być teraz jednym z priorytetowych.
Przewidziane jest tu 16 etatów, ale prokuratorów jest tylko 8, bo brakuje chętnych. Prowadzą oni ok. 100 śledztw; tych najważniejszych, głównie rozliczeniowych. Wszystkie czynności prowadzą sami. Nie zlecają ich np. policji; co często ma miejsce w prokuraturach niższego rzędu. Mają przez to więcej pracy.
Ponadto ten wydział ma pod nadzorem kolejnych 150 śledztw w innych jednostkach prokuratury w Polsce. To głównie sprawy sędziów i prokuratorów, którzy weszli w kolizję z prawem. Spraw rozliczeniowych ludzi Ziobry w wymiarze sprawiedliwości prowadzonych w całej Polsce (poza tym wydziałem) jest 20-30.
Sądownictwo
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura
Prokuratura Krajowa
Trybunał Konstytucyjny
Bogdan Święczkowski
Dariusz Korneluk
Janusz Stupak
prokurator Krzysztof Parchimowicz
Prokuratura Okręgowa w Koninie
przywracanie praworządności
rozliczenia
Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia
wydział spraw wewnętrznych Prokuratury Krajowej
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze