Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
24 lipca 2021

PSL z PiS umeblowali IPN: Nawrocki prezesem. "Gazeta Polska" wiedziała o dealu dzień wcześniej

Piątkowa „Gazeta Polska” poinformowała na pierwszej stronie, że „Senat zdecydował w sprawie szefa IPN”, choć do momentu, w którym znalazła się w kioskach, nie zostało nawet przeprowadzone głosowanie, bo w czwartek nastąpiła przerwa w obradach

52 senatorów – w tym 48 z PiS i dwóch z PSL (Ryszard Bober, Jan Filip Libicki) oraz jeden z KO (dyscyplinę partyjną złamał Antoni Mężydło) i senatorka niezależna (Lidia Staroń) – poparło podczas piątkowego głosowania dr. Karola Nawrockiego, kandydata koalicji rządzącej na urząd prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.

47 było przeciw, wstrzymał się Kazimierz Michał Ujazdowski (obecnie PSL). Od piatkowego południa, a więc złożenia ślubowania w Sejmie, IPN ma nowego szefa. Z instytucją żegna się dr Jarosław Szarek.

Czy wybór prezesa IPN był elementem umowy między PiS a PSL, o którym spekuluje się w przestrzeni medialnej? W środę, Senat opowiedział się za zgłoszonym po raz drugi przez ludowców kandydatem na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich – dr hab. Marcinem Wiąckiem. Za była większość senatorów PiS.

W wypowiedziach na Twitterze, zawartej pod stołem umowie zaprzecza rzecznik ludowców Miłosz Motyka. W tekście dla portalu Salon24 senator Libicki wyjaśnia: „Nic nie wiem o tym, żeby PSL - Koalicja Polska się z PiSem w tych sprawach dogadywała”; a jednocześnie w tym samym zdaniu dodaje: „Ale osobiście nie widziałbym nic złego w porozumieniu IPN za RPO. To jest po prostu czysta polityka. Tak się ją zwyczajnie robi. Dla opozycji, funkcja Rzecznika Praw Obywatelskich, jest zdecydowanie ważniejsza”.

Wcześniej trzech posłów Koalicji Polskiej poparło kandydata PiS na prezesa IPN w Sejmie.

„Gazeta Polska” przewidziała wynik głosowania

Piątkowa „Gazeta Polska” poinformowała na pierwszej stronie, że „Senat zdecydował w sprawie szefa IPN”, choć do momentu, w którym znalazła się w kioskach, nie zostało nawet przeprowadzone głosowanie, bo w czwartek nastąpiła przerwa w obradach. Chwilę przed godziną 20, przerywając dyskusję, zarządził ją marszałek Senatu Bogdan Borusewicz (kilka minut później rozpoczynało się posiedzenie klubu Platformy).

Nerwowo zareagował na to senator PiS Marek Pęk, który rzucając długopisem („Jeszcze mocniej” – słychać było z sali), przekonywał, że na Konwencie Seniorów marszałek Tomasz Grodzki obiecał uporanie się z tym punktem obrad w jednym dniu: „Państwo nas po prostu za każdym razem oszukujecie. Macie nagle potrzebę zrobienia posiedzenia klubu parlamentarnego z Donaldem Tuskiem. Wcześniej Senatem zarządzał Budka, a teraz Senatem zarządza Tusk. To jest po prostu skandal”.

„Twarda, męska debata”, boks i „zarządzanie zasobami ludzkimi”

Do realizacji 23. punktu w porządku obrad, a więc wyboru prezesa IPN, Senat przystąpił w czwartek. Politycy zadawali dr. Karolowi Nawrockiemu, dyrektorowi zainstalowanemu przez PiS w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, pytania m.in. o konflikt z prezydentem miasta Pawłem Adamowiczem.

Senator KO Krzysztof Brejza poprosił, żeby Nawrocki odniósł się do tego, co o polityku napisał na Twitterze w 2018 roku, kiedy próbował kupić od Urzędu Miasta grunty na Westerplatte, ostatecznie przejęte przez rząd specustawą: „Historii – nie rozumie, patriotyzmem – gardzi, Westerplatte – zaorał, interes Polski – nie liczy się. Kasę – kocha”.

Nawrocki odpowiedział, że to element „twardej, męskiej debaty”, Adamowicz zaś nie był wobec niego „łaskawszy”.

Z kolei marszałek Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) pytała, dlaczego kandydat porzuca budowę nowej instytucji na Westerplatte. „Otóż mój zastępca, prof. Grzegorz Berendt, światowej klasy profesjonalista, fachowiec zajmujący się stosunkami polsko-żydowskimi, zdecydował, że mógłby przejąć stery Muzeum II Wojny Światowej. Ta myśl bardzo długo w nim dojrzewała (…)Nigdy nie zostawiłbym Westerplatte, tego wspaniałego gdańskiego dzieła, które w roku 2027 wszyscy Polacy będą mogli zobaczyć, gdybym nie miał przekonania, że mogę zostawić Muzeum II Wojny Światowej tak doskonałemu fachowcowi, jakim jest prof. Grzegorz Berendt” – odpowiedział Nawrocki.

Senatorkę Lewicy interesowały również gadżety w czerwone maki spod Monte Cassino, w tym skarpetki, wypuszczone przez Muzeum do sprzedaży w rocznicę bitwy (18 maja tego roku; wycofano je po krytyce opinii publicznej) oraz gale boksu organizowane pod auspicjami placówki.

„Oczywiście uważam, że to jest za wiele, te skarpetki z motywem Westerplatte i z takim cytatem nie powinny nigdy powstać. Nie była to moja decyzja i gdy tylko dowiedziałem się o takim pomyśle, wstrzymałem go i przeprosiłem wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Ja też poczułem się urażony skarpetkami związanymi z tą kwestią” – odpowiadał Nawrocki. - „Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej i każdy dyrektor muzeum w XXI w. każdego dnia balansuje pomiędzy sacrum polskiej historii a profanum zmieniającej się rzeczywistości”.

Jak ustosunkował się do wątku gali bokserskich? „Bardzo się cieszę, Pani Marszałek, że dzisiaj przed wszystkimi państwem tutaj, w tym miejscu mogę opowiedzieć o boksie i o tych pojawiających się zarzutach dotyczących współorganizacji gal bokserskich przez Muzeum II Wojny Światowej” – zaczął nowy szef IPN. „Wśród ofiar II wojny światowej było wielu polskich sportowców” – kontynuował, podkreślając, że wydarzenia sportowe są formą ich upamiętnienia i nie rozumie „sytuacji, w której miałby wykluczać polskich sportowców z powszechnej świadomości i pamięci”.

Przypomnijmy, że podczas przesłuchania przed Kolegium IPN kandydat przedstawił się jako „specjalista ds. zarządzania zasobami ludzkimi”.

Agnieszka Gorgoń-Komor z KO pytała, czy po objęciu nowego stanowiska Nawrocki zaprowadzi czystki personalne i czy dopuszcza możliwość współpracy z osobami i organizacjami o odmiennych niż jego poglądy.

„Nigdy w Muzeum II Wojny Światowej – i nie będzie tak w Instytucie Pamięci Narodowej – poglądy polityczne nie decydowały o tym, kto pracuje, a kto nie pracuje, tylko decydował stosunek do pracy, do ustalonych zadań i celów. Myślę, że to słowo <<czystka>> jest odległe. Rzeczywiście pracę w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku z różnych przyczyn, w wyniku moich decyzji, ale także w wyniku własnych decyzji, straciło kilkadziesiąt osób”.

W innym momencie debaty zadeklarował: „Dzisiejsze sympatie, temperatury ani morfologie polityczne mnie nie interesują”.

Polityka kadrowa nowego prezesa IPN

W październiku 2018 roku „Wyborcza” ujawniła w jakich okolicznościach pracę straciła Ewa Joszczak, główna księgowa Muzeum zatrudniona w nim od samego początku. Nawrocki zwolnił ją po tym, gdy spotkała się prywatnie z byłym wicedyrektorem Januszem Marszalcem.

Nawrocki poinformował ją, że wie o ich spotkaniu, stracił do niej zaufanie i nie widzi możliwości dalszej współpracy. Pani Joszczak w ciągu godziny musiała podjąć decyzję czy godzi się na rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron czy ma zostać zwolniona.

Dodajmy, że w trakcie spotkania Joszczak z Marszalcem byli fotografowani, co zauważyła inna klientka cukierni, w której rozmawiali. Muzeum potwierdziło, że dyrektor Nawrocki wiedział o spotkaniu Joszczak z Marszalcem.

W rozmowie z portalem wPolityce.pl również nie zaprzeczał temu, że otrzymał zdjęcia. Okolicznościom w jakich Ewa Joszczak musiała rozstać się z pracą przyjrzał się RPO Adam Bodnar. „Wyborcza” z kolei wygrała z Nawrockim proces sądowy, jaki wytoczył jej o ten tekst.

Duchy, nadzieje i życzenia

W piątek o 9 rano marszałek Tomasz Grodzki po wyczerpaniu pytań do kandydata otworzył dyskusję, podczas której senatorowie zajęli stanowiska przed przystąpieniem do głosowania.

Zarówno Krzysztof Kwiatkowski, senator niezależny, jak i polityk Platformy Sławomir Rybicki, podkreślali, że IPN jest instytucją o dużym znaczeniu. „Dla mnie sprawa Instytutu Pamięci Narodowej dobrze wykonującego swoje obowiązki jest niezwykle ważna. On ma ważną i potrzebną misję do wykonania. I dlatego, nie ukrywam, boleję nad tym, że wokół instytutu jest tyle emocji politycznych. Jeżeli dzisiaj czytam w jednej z gazet, że Senat zdecydował już o wyborze szefa IPN, to nie zgadzam się na taką manipulację” – mówił senator Kwiatkowski.

Mimo to, senator Bogdan Pęk z PiS stwierdził, że nad salą unosił się „duch” sprzeciwu wobec istnienia Instytutu i oskarżał opozycję o obstrukcję. Zadeklarował poparcie partii dla Karola Nawrockiego i stwierdził, że kandydat budzi w jej szeregach „wielkie nadzieje”.

IPN na fatalnym kursie

Nie podziela tych nadziei opozycja. „Sanacji nie możemy się spodziewać, co najwyżej zaostrzenia kursu” – mówił Rybicki. „A właściwie dlaczego mielibyśmy ten wybór potwierdzić? Żeby zachować kurs IPN, który z instytucji służącej państwu stał się narzędziem polityki historycznej, polityki, która nie służy Polsce? Dyrektor Nawrocki niestety stał się symbolem tej polityki” – uzasadniał decyzję KO o głosowaniu przeciw Nawrockiemu.

Senator Rybicki przypomniał m.in. podjęcie przez niego kroków prawnych przeciw prof. Grzegorzowi Motyce za krytyczną opinię przedstawioną w OKO.press o działalności Muzeum II Wojny Światowej pod rządami Nawrockiego – brak poszanowania wolności badań naukowych.

Odniósł się również do zmian w wystawie stałej, które nominowany przez ministrów Piotra Glińskiego i Jarosława Sellina dyrektor wprowadził, dostosowując ją do oczekiwań polityków PiS i prawicowych publicystów: „Jaka powinna być polityka historyczna? Odpowiedź jest prosta: niewykluczająca, pozwalająca obywatelom tworzyć i troszczyć się o wspólnotę, zgodna z ustaleniami badaczy, nawet jeśli ta prawda miałaby wyglądać inaczej, niż sobie życzy prezes partii czy kandydat na szefa IPN. Nie poprzez cenzurowanie wystaw, walkę z naukowcami i artystami buduje się narodową wspólnotę i pielęgnuje pamięć, a poprzez naukową rzetelność i szacunek dla prawdy historycznej”.

W dyskusji pojawiły się również inne argumenty przeciw kandydaturze Nawrockiego. W ocenie senatora Krzysztofa Brejzy przekreśla ją „żarliwość polityczna”.

Z kolei senator Wojciech Konieczny (Lewica) punktował historyka za uproszczony obraz przeszłości. „Życzę panu dobrze. Jeżeli obejmie pan stanowisko prezesa IPN, może zmieni pan podejście do tej polskiej trudnej historii. Funkcja czasami zmienia człowieka, pojawiają się nowe perspektywy, odpowiedzialność rzeczywiście spada na barki. Życzę panu tego, żeby nabrał pan wtedy pewnej refleksji. Gdyż naprawdę, odwiedzając te zaniedbane groby [np. Stefana Okrzei, bojowca PPS i „kościuszkowców” - red.], zaniedbane miejsca, czuję taki żal, że Polska dzisiaj wyznacza, kto zginął słusznie, kto niesłusznie, podczas gdy jednak ogromna większość tych ludzi po prostu ginęła za Polskę”.

Udostępnij:

Estera Flieger

Dziennikarka, przez blisko cztery lata związana z „Gazetą Wyborczą”, obecnie redaktorka naczelna publicystyki w portalu organizacji pozarządowych ngo.pl, publikowała w „The Guardian”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Newsweeku Historii” i serwisie Notes From Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne