0:000:00

0:00

"Zadanie odbudowy państwa prawa, wiarygodności sądownictwa i prokuratury oraz zaufania do instytucji państwa, będzie zadaniem niezwykle trudnym. Skala zniszczeń jest niewiarygodna. Tych systemowych, jednostkowych, ale też mentalnych, które długo pozostaną w świadomości społeczeństwa. Dlatego już teraz nie tylko zadajemy pytanie »co potem?«, ale też przedstawiamy pomysły i recepty, oparte na naszej wiedzy i doświadczeniach, wyniesionych z aktywnego uczestnictwa w tej batalii w ostatnich latach" - piszą prawnicy Wolnych Sądów.

Na zdjęciu od lewej: Sylwia Gregorczyk-Abram, Paulina Kieszkowska-Knapik, Maria Ejchart-Dubois i Michał Wawrykiewicz

Publikujemy obszerny, świetnie udokumentowany raport Fundacji "Wolne Sądy"* o stanie polskiego wymiaru sprawiedliwości po prawie sześciu latach rządów PiS, w imieniu którego niszczeniem niezależności sądownictwa zajmuje się Zbigniew Ziobro, jako minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny.

Istotną częścią raportu jest 5-punktowy plan odbudowy niezależnego sądownictwa w Polsce. Zapraszamy do dyskusji i polemik.

Przeczytaj także:

2000 dni bezprawia

Nasz raport „2000 dni bezprawia”, pokazuje w jaki sposób władza polityczna doprowadziła do destrukcji państwa prawa. Zebrane i opisane przez nas zmiany ustawodawcze, a także decyzje władzy wykonawczej i ustawodawczej zmierzające do upolitycznienia sądownictwa, stanowią swoistą anatomię państwa niebezpiecznie zbliżającego się do rządów autorytarnych.

Katalogowanie tych wydarzeń jest ważne, aby zachować pamięć o tym jakimi metodami władza przejmowała sądy, które zgodnie z Konstytucją powinny być przecież niezależne, właśnie w interesie społeczeństwa. Podczas pisania raportu ponownie doświadczyliśmy tego, że każda zmiana czy decyzja, czasem z pozoru niegroźna, była elementem planu zmierzającego wyłącznie do upolitycznienia sądów – tak, aby służyły one władzy, a nie obywatelowi.

Raport pokazuje także, że żadna z podjętych od 2015 r. czynności nie zmierzała do przeprowadzenia rzeczywistej i rzetelnej reformy wymiaru sprawiedliwości. Liczby nie kłamią, z opublikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości danych (kwiecień 2021 r.) wynika, że z roku na rok sądy działają wolniej i coraz dłużej czeka się na wydanie orzeczenia w prawie każdym wydziale, w obu instancjach polskich sądów.

Gdy przyjedzie czas naprawy, świadomość tego do jakich doszło zniszczeń, będzie kluczowa. Tylko zebranie i uporządkowanie konkretnych działań władzy może dać podstawę do rzetelnej odbudowy państwa prawa. Co oczywiste, naprawa powinna być przeprowadzona równolegle z rzetelną reformą sądownictwa, która w sposób realny usprawni pracę w sądach.

Destrukcja trwa już 2000 dni

Trudno uwierzyć, jak dalece i precyzyjnie udało się w tym czasie zniszczyć podwaliny i konstrukcję wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Są to niewątpliwie ciąg wydarzeń i skutek bezprecedensowe z punktu widzenia historii Polski po 1989 roku. Ale też chyba na skalę europejską.

I choć destrukcja postępowała etapami, niekiedy usypiając społeczną czujność, to dyskusja o tym, jak przywrócić państwo prawa wymaga od nas precyzyjnego określenia, jak dziś funkcjonują instytucje państwa, i jak dalece udało się zniekształcić ich konstytucyjnie nadany kształt.

Pierwszy, jak wiemy, był Trybunał Konstytucyjny, który w wyniku zmian ustawy o TK, a przede wszystkim w wyniku wyboru i przyjęcia ślubowania od tzw. sędziów-dublerów w nocy z 2 na 3 grudnia 2015 r., wybranych na obsadzone już miejsca - stracił swoją systemową niezależność i tym samym rolę.

Batalia o Trybunał Konstytucyjny trwa cały 2016 rok.

W międzyczasie Sejmie uchwalił 7 ustaw nowelizujących przepisy ustrojowe dotyczące TK. 9 marca 2016 roku Trybunał Konstytucyjny - jeszcze w prawidłowym składzie sędziowskim (bez dublerów) - wydał wyrok w sprawie K 47/15, w którym uznał nowelizację prawa o TK w całości za niezgodną z Konstytucją.

Oznaczało to m.in. potwierdzenie, że w Trybunale zasiadać powinna trójka prawidłowo powołanych sędziów, a dublerzy nie są sędziami. Kancelaria Premiera (Beaty Szydło) odmówiła wówczas, wbrew przepisom Konstytucji, publikacji wyroku w Dzienniku Ustaw, twierdząc, że wyrok został wydany w nieprawidłowym składzie, dając sobie samozwańczo kompetencję do kontroli TK.

Po wygaśnięciu kadencji prezesa TK prof. Andrzeja Rzeplińskiego, Prezydent 20 grudnia 2016 roku wbrew Konstytucji powierzył obowiązki (p.o.) prezesa Julii Przyłębskiej, która natychmiast dopuściła do orzekania trójkę dublerów, a następnego dnia została wybrana i zaprzysiężona na funkcję prezesa Trybunału zresztą - zresztą niezgodnie z procedurą (bez stosownej uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK).

Od tego dnia przestał istnieć autonomiczny, niezależny Trybunał Konstytucyjny, o kształcie i funkcji przewidzianej przez ustawę zasadniczą.

Pozostał podporządkowaną władzy atrapą organu konstytucyjnego. Obecny Trybunał służy w tej chwili wyłącznie rządzącym, jest „legalizatorem” kolejnych działań władzy.

Celem kolejnego ataku stała się prokuratura.

Zmiany prawa spowodowały ponowne połączenie funkcji Prokuratora Generalnego z Ministrem Sprawiedliwości oraz zmianę struktury całej prokuratury. To umożliwiło degradację niezależnych, odważnych i niepokornych prokuratorów oraz awanse tych lojalnych. W obecnym kształcie prokuratura stała się organem śledczym Ministra Sprawiedliwości wykorzystywanym do politycznym celów (np. gorliwie i skutecznie ścigając aktywistów i obywateli), zamiast będąc częścią wymiaru sprawiedliwości być gwarantem praworządności.

Niedługo musieliśmy czekać na fale represji wobec prokuratorów. Postępowania dyscyplinarne i wielomiesięczne zsyłki do odległych jednostek są na porządku dziennym.

W opinii Komisji Weneckiej prokuratura w tym kształcie nie gwarantuje niezależności i autonomii tej instytucji i nie posiada zabezpieczeń przed interwencją rządu w poszczególnych sprawach.

Wiosną 2017 roku władza przypuściła w końcu atak na sądownictwo.

Najpierw wprowadzono wstępne zmiany organizacyjne jak np. podporządkowanie dyrektorów sądów Ministrowi Sprawiedliwości, zamiast prezesom sądów. Następnie pojawił się pakiet trzech ustaw, który miał całkowicie dobić niezależność sądownictwa.

Projekty przewidywały zwiększenie władzy Ministra Sprawiedliwości w sądownictwie powszechnym (w tym decydujące kompetencje w nowym systemie postępowań dyscyplinarnych), a także upolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa. Odtąd 15 sędziowskich członków KRS miało być wybieranych przez Sejm (zamiast przez środowisko sędziowskie), a 4-letnie kadencje niektórych członków KRS po prostu przerywano.

Pojawiła się też całkowicie nowa ustawa o Sądzie Najwyższym. Przewidywała ona usunięcie wszystkich sędziów z SN i pozostawienie tylko tych, których wskaże Minister Sprawiedliwości. Po całonocnych, błyskawicznych obradach parlamentu, Sejm uchwalił pakiet 3 ustaw deformujących wymiar sprawiedliwości.

Uchwalone ustawy trafiły na biurko Prezydenta, a cały kraj pokryły łańcuchy światła - symbol obywatelskiej obrony niezależności sądownictwa, domagające się prezydenckiego veta. Prezydent Duda zawetował dwie ustawy – o KRS i SN, natomiast trzecią, o ustroju sądów powszechnych, podpisał. To na jej podstawie w ciągu 6 miesięcy bez podania przyczyny Minister Sprawiedliwości usunął (wysyłając odwołania faksem) 158 prezesów i wiceprezesów sądów, powołując na to ich miejsca nowych, przez siebie wybranych.

Powstał także całkowicie nowy system dyscyplinarny wobec sędziów, w którym decydująca rolę odgrywa Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie. On m.in. powołuje rzeczników dyscyplinarnych i sędziów do sądów dyscyplinarnych. W następnych miesiącach i latach wielu z tych sędziów, którzy odważnie wypowiadali się w obronie praworządności, przekona się na własnej skórze jak wyglądają represje oparte na nowym systemie.

W ciągu kilku następnych miesięcy powstały nowe projekty ustaw o KRS i SN, które mimo niezliczonych ekspertyz i licznych protestów i demonstracji obywatelskich znów trafiły na prezydenckie biurko. Prezydent jednak tych głosów zdawał się nie słyszeć i ustawy podpisał.

Rok 2018 to czas formowania neoKRS, czyli Rady wybranej na nowych zasadach, w sposób całkowicie upolityczniony.

Upolityczniona neoKRS dokonała wyboru sędziów do nowych izb Sądu Najwyższego – Izby Dyscyplinarnej (ostatnie, decydujące ogniwo w nowym systemie dyscyplinowania sędziów, prokuratorów i innych zawodów prawniczych - swoista izba inkwizycyjna) oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (decydującej o zatwierdzeniu wyników wyborów i rozdysponowaniu finansów publicznych pomiędzy partie polityczne, ale także o koncesjach telewizyjnych czy losach nowych skarg nadzwyczajnych).

W Sądzie Najwyższym dziś zasiada 42 tzw. neosędziów, natomiast w sądach powszechnych jest ich 920.

W maju 2020 r. w Sądzie Najwyższym odbyły się wybory następcy Pierwszej Prezes prof. Małgorzaty Gersdorf, której kadencja skończyła się z końcem kwietnia. Zgromadzenie sędziów, któremu przewodniczyli komisarze - neosędziowie wskazani przez Prezydenta - trwało kilka dni i miało burzliwy przebieg. Legalni sędziowie SN bezskutecznie zwracali uwagę na liczne uchybienia i wadliwą procedurę, a przede wszystkim na udział nieuprawnionych osób w Zgromadzeniu.

W efekcie Zgromadzenie wybrało pięciu kandydatów, spośród których tylko jeden uzyskał większość głosów - prof. Włodzimierz Wróbel z Izby Karnej, na którego głosowali wszyscy legalni sędziowie SN. Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN nie podjęło uchwały o przedstawieniu kandydatów Prezydentowi, mimo, że wymóg taki stawia Konstytucja i ustawa o SN. Mimo to Andrzej Duda powołał na to stanowisko Małgorzatę Manowską, którą należy traktować jako uzurpatorkę tego stanowiska.

Równolegle trwały nasilone działania represyjne wobec niepokornych sędziów i prokuratorów, wobec których co chwila wszczynane są nowe postępowania wyjaśniające i dyscyplinarne, a także immunitetowe pozwalające poddać ich odpowiedzialności karnej. Dziś toczy się ich około 150.

W lutym 2020 roku w życie weszła tzw. ustawa kagańcowa, która rozszerzyła odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów (m.in. za ich dzielność publiczną) i uprawnienia rzeczników dyscyplinarnych, czyli sędziowskich prokuratorów.

Patria rządząca zapowiada wciąż dalsze „reformy”. Przed nami m.in. tzw. spłaszczenie struktury sądów poprzez likwidację dotychczasowych sądów i utworzenie nowych. To pozwoliłoby na wyrzucenie niewygodnych sędziów i powołanie tych, którzy władzy będą pasować.

Czy Europa może nas uratować?

Nie ma w zasadzie ani jednej liczącej się na świecie instytucji czy organizacji międzynarodowej, która w tym czasie nie wypowiedziałaby się na temat tego, co wydarzyło się w Polsce i co rząd nazywa reformą wymiaru sprawiedliwości. Wszystkie one były zgodne w druzgocąco negatywnej ocenie działań polskich władz, określając np. system wprowadzany w Polsce jako „sowiecki” (tak napisała Komisja Wenecka w swojej opinii).

29 czerwca 2021 Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok stwierdzający, że Polska naruszyła artykuł 6. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Chodzi o sprawę sędziów Aliny Bojary i Mariusza Brody wiceprezesów Sądu Okręgowego w Kielcach odwołanych w 2018 r. bez podania przyczyny, arbitralnie przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.

Taką możliwość dawała mu nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych o której piszemy wyżej. Trybunał uznał, że sędziowie zostali pozbawieni prawa do sądu, a ingerencja władzy wykonawczej we władze sądowniczą była niezgodna ze standardami Konwencji. Trybunał zasądził także kwoty pod 20.000 Euro dla każdego z sędziów.

Na reakcję Ministerstwa Sprawiedliwości nie trzeba było długo czekać, z komunikatu prasowego wydanego tego samego dnia dowiadujemy się, że „wyrok nie ma żadnych podstaw merytorycznych. Nie jest oparty na prawie i konwencjach międzynarodowych, lecz stanowi wyraz niedopuszczalnego upolitycznienia Trybunału.”

To nie pierwszy raz, kiedy rządzący nie tylko w sposób lekceważący odnoszą się do wyroków europejskich trybunałów, ale też odmawiają ich uznania i zapowiadają, że te wyroki, które są nie po ich myśli, nie zostaną wykonane. Dotyczy to wszystkich wyroków i zabezpieczeń TSUE dotyczących spraw niezależności sądownictwa w Polsce. Zdaniem rządzących „Trybunał przekracza swoje kompetencje”, a „orzeczenia są nie do przyjęcia”.

Rząd czy Minister Sprawiedliwości mogą zaklinać rzeczywistość do woli, mogą uciekać się do kuriozalnych i wybiórczych interpretacji wyroków trybunałów europejskich, czy nawet posługiwać się politycznie sterowanym Trybunałem Julii Przyłębskiej, aby te wyroki podważać. Nie zmienią jednak tego, że te wyroki obowiązują i - choć chwilowo są lekceważone przez rządzących - będą stanowiły podstawę odbudowy państwa prawa.

Przez ostatnie trzy lata rozgrywała się w Europie wojna o praworządność.

Przed europejskimi trybunałami toczyło się i toczy kilka kluczowych batalii prawnych, które pozwoliły skutecznie wstrzymać część naruszeń, a w przyszłości pomogą odbudować rozmontowany w Polsce system wymiaru sprawiedliwości będący częścią europejskiej układanki. Wyroki tak TSUE, jak i ETPCz, bez wątpienia będą stanowić swoistą mapę drogową naprawy instytucji demokratycznych.

Seria przegranych pisowskiego rządu przed TSUE

Pierwszą sprawą rozpatrywaną przez TSUE była skarga Komisji Europejskiej w trybie przeciwnaruszeniowym odnosząca się do zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych wprowadzających nierówny wiek emerytalny sędziów - dla kobiet 60 lat oraz dla mężczyzn 65 lat (przed zmianami wiek emerytalny dla obu płci wynosił 67 lat) - oraz zgodę ministra sprawiedliwości na przedłużenie możliwości orzekania po osiągnięciu tego wieku.

Choć rząd już w trakcie postępowania ustąpił i wprowadził zmiany, które postulowała KE, TSUE wydał wyrok uznając, że kwestionowane przepisy były niezgodne z prawem Unii naruszając zakaz dyskryminacji ze względu na płeć oraz zasady nieusuwalności i niezawisłości sędziów.

To był dopiero początek serii przegranych polskiego rządu przed TSUE. Kolejnym, bez wątpienia najbardziej zapadającym w pamięć obywateli rozstrzygnięciem TSUE, było zabezpieczenie wydane na skutek postępowania przeciwnaruszeniowego dotyczącego próby odesłania w stan spoczynku wszystkich sędziów Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy ukończyli 65. rok życia, w tym ówczesnej pierwszej prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf.

TSUE wydał postanowienie o zastosowaniu środków tymczasowych (tzw. interim measure), w którym uznał zmiany w polskim prawie za naruszające porządek prawny UE. Ostatecznie sprawa zakończyła wyrokiem z 24 czerwca 2019 r.

Pierwszy raz w historii TSUE uznał, że państwo członkowskie naruszyło zasady niezawisłości i nieusuwalności sędziów.

Przed TSUE toczyły się również postępowania zainicjowane pytaniami prawnymi polskich sądów (tzw. pytania prejudycjalne). Dotyczyły one przede wszystkim statusu Izby Dyscyplinarnej działającej przy Sądu Najwyższego oraz niezależności nowej Krajowej Rady Sądownictwa.

Sprawa zakończyła się wyrokiem z 19 listopada 2019 r, w którym Trybunał określił jakie kryteria należy przyjmować oceniając niezależność KRS od władzy wykonawczej i ustawodawczej oraz jak należy spojrzeć na bezstronność i niezawisłość Izby Dyscyplinarnej z punktu widzenia prawa unijnego.

Wyrok ten został wykonany przez Sąd Najwyższy, najpierw w orzeczeniu z 5 grudnia 2019 r., w którym po raz pierwszy sąd polski stwierdził, że KRS nie jest organem niezależnym, a Izba Dyscyplinarna nie jest sądem, zarówno z punktu widzenia prawa UE, jak i polskiego. Potem te konkluzje znalazły odzwierciedlenie w uchwale połączonych trzech izb SN z 23 stycznia 2020 r.

Przed TSUE toczy się kilkanaście kolejnych postępowań prejudycjalnych, które dotyczą kluczowych zagadnień związanych ze zmianami w wymiarze sprawiedliwości, m.in. statusu drugiej nowej izby SN, czyli Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a przede wszystkim statusem samych neosędziów.

W odpowiedzi na narastającą skalę represji wobec sędziów KE skierowała w październiku 2019 roku kolejną skargę przeciwnaruszeniową podważającą cały nowy system postępowań dyscyplinarnych, obejmującą także Izbę Dyscyplinarną.

W kwietniu 2020 r. TSUE wydał w tej sprawie zabezpieczenie (interim measure), zamrażając działanie ID. Zabezpieczenie to jest jednak interpretowane zarówno przez Izbę Dyscyplinarną, jak i przez rząd, w sposób wąski i wybiórczy. Mianowicie ma ono dotyczyć wyłącznie postępowań dyscyplinarnych sędziów, które toczą się przed tą Izbą, natomiast nie dotyczy ich zdaniem ani postępowań o uchylenie immunitetu sędziom, ani też tych postępowań dyscyplinarnych, które dotyczą innych zawodów prawniczych.

Jest to oczywiście interpretacja błędna, służąca wyłącznie temu, aby można było karnie ścigać sędziów, którzy są dla władzy niewygodni, takich jak Beata Morawiec czy Igor Tuleya.

Dnia 31 marca 2021 r. Komisja Europejska wydała oficjalny komunikat o skierowaniu do TSUE kolejnej sprawy przeciwko Polsce w związku z tzw. ustawą kagańcową oraz w związku z istotą funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej (jest to rozszerzenie postępowania przeciwnaruszeniowego z 2020 r.)

Wraz ze skargą Komisja Europejska złożyła także wniosek o zarządzenie środków tymczasowych do czasu wydania ostatecznego wyroku w sprawie, które, między innymi, mają zawiesić przepisy uprawniające Izbę Dyscyplinarną do orzekania w sprawie wniosków o uchylenie immunitetu sędziowskiego, ma także zawiesić skuteczność dotychczas podjętych już przez Izbę decyzji uchylających immunitety sędziowskie.

Izba Dyscyplinarna nie jest sądem

Ostatnie dni były szczególnie gorące. Odpowiadając na powyższy wniosek Komisji Europejskiej z dnia 14 lipca 2021 r. TSUE zawiesił funkcjonowanie Izby Dyscyplinarnej. Co więcej, Trybunał uchylił skutki dotychczasowych decyzji ID, dotyczących pociągnięcia sędziów do odpowiedzialności karnej co oznacza, że sędziowie, którym wcześniej uchylono immunitet i zostali przez ID zawieszeni - wracają do orzekania.

Wszystko wskazuje na to, że zabezpieczenie nie zostanie wykonane, już kilkanaście minut po jego ogłoszeniu, rzecznik Izby Dyscyplinarnej Piotr Falkowski ogłosił, że Izba nie zamierza podporządkować się tej decyzji.

Po raz kolejny Trybunał Konstytucyjny okazał się największym sojusznikiem rządzących. Godzinę po ogłoszeniu zabezpieczenia przez TSUE wydał rozstrzygnięcie, zgodnie z którym zabezpieczenia unijnego trybunału dotyczące funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości nie wiążą Polski z uwagi na ich rzekomą niezgodność z Konstytucją.

15 czerwca z kolei Wielka Izba Trybunału Sprawiedliwości wydała wyrok w sprawie skargi Komisji Europejskiej dotyczącej całokształtu reżimu odpowiedzialności dyscyplinarnej polskich sędziów (C-791-19). Trybunał uznał wszystkie zarzuty Komisji za zasadne i stwierdził, że system dyscyplinarny, którego częścią jest Izba Dyscyplinarna, nie jest zgodny z prawem Unii.

Trybunał powiedział w szczególności, że: Izba Dyscyplinarna nie daje rękojmi niezawisłości i bezstronności i nie jest chroniona przed wpływami władzy ustawodawczej i wykonawczej.

TSUE stwierdził również, że sędziowie nie mogą być dyscyplinarnie karani za orzeczenia, które wydają, a taką odpowiedzialność wprowadziła właśnie tzw. ustawa kagańcowa, ani za to, że kierują do TSUE pytania prejudycjalne, które stanowią podstawę komunikacji sądów krajowych z TSUE, gdy mają wątpliwości dotyczące interpretacji prawa unijnego.

Ten wyrok oznacza, że polscy sędziowie nie mogą być już dyscyplinarnie ścigani za obronę podstawowych zasad demokratycznego państwa, a Izba Dyscyplinarna nie będzie mogła im uchylać immunitetów.

Przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka pisowski rząd również przegrywa

Nieco inaczej wyglądają postępowania przed ETPCz. Specyfika działania tego Trybunału sprawia, że na wyrok czeka się znacznie dłużej. A jest na co czekać, bo spraw dotyczących niezależności sądownictwa jest w Trybunale ponad 30.

ETPCz zakomunikował rządowi między innymi przyjęcie spraw:

- Grzęda i Żurek przeciwko Polsce - skargi członków poprzedniej KRS dotyczące skrócenia ich kadencji;

- Sobczyńska i inni przeciwko Polsce - dotyczące odmowy powołania na stanowisko sędziowskie przez prezydentów Kaczyńskiego i Dudę;

- Reczkowicz i inni przeciwko Polsce - dotyczące braku niezależności Izby Dyscyplinarnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych;

- Sterkowicz przeciwko Polsce, która dotyczy uchylenia immunitetu sędziemu przez ID.

Dotychczas doczekaliśmy się dwóch wyroków, wspomnianego już wyroku w sprawie Broda i Bojara przeciwko Polsce, oraz wyroku w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce – który dotyczył niezgodnego z prawem składu TK.

Ten ostatni będzie stanowił podstawę do odbudowania instytucji i reputacji Trybunału Konstytucyjnego, który obecnie pełni wyłącznie rolę służebną wobec władzy, wydając rozstrzygnięcia zgodnie z jej oczekiwaniami.

ETPCz uznał, że rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego z udziałem osoby wybranej na miejsce już zajęte (tzw. dublera) narusza art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a taki organ nie spełnia wymogu „sądu ustanowionego ustawą”.

Każdy, którego sprawę rozstrzygnął taki skład, będzie mógł złożyć skargą indywidualną do ETPCz, oznacza to m.in. konieczność liczenia się z wypłacaniem zadośćuczynienia przez Polskę. A skoro każde orzeczenie TK z udziałem osoby nieuprawnionej jest z gruntu wadliwe – to każdy sąd w Polsce będzie mógł zdecydować o nie wzięciu go pod uwagę. Wytyczne dla Polski są jasne: tzw. sędziowie dublerzy nie powinni zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym.

Jak odbudować państwo prawa?

Jest kilka podstawowych elementów, które składają się na proces restytucji praworządności. To są takie warunki sine qua non, które muszą zaistnieć, aby można było mówić o ustrojowym, systemowym przywróceniu zasad demokratycznego państwa prawnego.

Po pierwsze - prokuratura.

Prokuratura musi stać się całkowicie niezależnym organem, oskarżycielem publicznym stojącym na straży naszych praw i praworządności jako takiej. Aby nigdy już nie była organem partyjnym, chroniącym swoich i polującym na ich przeciwników.

Ma nas – obywateli, strzec przed przestępcami, których powinna skutecznie ścigać i stawiać przed sądami. Ale też bronić przestrzegania tych fundamentalnych zasad ustrojowych wynikających z Konstytucji. Tych, którzy je łamią powinna oskarżać, niezależnie od tego, po której stronie politycznej mapy się znajdują.

Żeby tak się stało, trzeba prokuraturę praktycznie zbudować od nowa, rozpoczynając od rozdziału urzędu ministra sprawiedliwości od Prokuratora Generalnego. Do tego nie jest potrzebna zmiana Konstytucji, wystarczy dobra ustawa oraz wykorzystanie doświadczeń mądrych prokuratorów, którzy nie ulegli w ostatnich latach pokusie apanaży i karier.

Po drugie - Krajowa Rada Sądownictwa.

Obecną, nielegalnie ukonstytuowaną i funkcjonująca, szkodliwą ze wszech miar neo-KRS należy natychmiast rozwiązać i w jej miejsce sprawnie powołać prawdziwą Radę, zgodnie z zasadami określonymi w art. 186 i 187 Konstytucji. Koniecznie przy tej okazji trzeba zmodernizować zasady wyboru sędziowskiej piętnastki w KRS.

Tak, aby wybór był demokratyczny i odzwierciedlający wolę całego środowiska sędziowskiego, a także aby zachowane zostały proporcje, czyli aby przedstawiciele sędziów w KRS byli reprezentatywni liczbowo dla liczebności poszczególnych sądów w hierarchii.

W Senacie trwają prace nad stosownym projektem ustawy, w których brali udział przedstawiciele środowisk prawniczych i który przewiduje właśnie takie nowe zasady wyboru, uwzględniające ramy konstytucyjne.

Po trzecie - neosędziowie i ich wyroki.

Wszystkie osoby, które zostały wadliwie powołane na stanowiska sędziowskie, przy udziale nielegalnej neo-KRS, powinny zostać usunięte, a wszystkie analogicznie awansowane w strukturze sądownictwa, powinny wrócić na poprzednio zajmowane miejsce.

Kolejne wyroki TSUE i w ślad za nimi orzeczenia wydawane w polskich sądach, przesądzają o wadliwości tych powołań i awansów. Ostatnie pięć wyroków NSA po uzyskaniu wykładni luksemburskiego Trybunału z 2 marca 2021 r., wprost uchyliło uchwały neo-KRS przedstawiające kandydatury na sędziów do SN, w tym np. w odniesieniu do Małgorzaty Manowskiej, a także uznało, że ponowna procedura przed obecną, tzw. nową KRS, nie ma sensu, ponieważ nie jest to organ niezależny.

Z punktu widzenia prawa unijnego – nie ma wątpliwości, że nie są to niezawiśli, bezstronni sędziowie. Konstytucja natomiast jest tu jednoznaczna – brak prawidłowego wniosku od Krajowej Rady Sadownictwa powoduje, że powołanie prezydenckie lub awans, są nieważne (art. 179).

Prezydent nie ma mocy „łaski uświęcającej” lub inaczej mówiąc ex iniuria non oritur (z bezprawia nie rodzi się prawo).

Tzw. neosędziowie nie mają statusu sędziowskiego i analogicznie nie mają statusu sędziów tych sądów, do których nielegalnie zostali promowani, a zatem nie ma tu zastosowania ochrona konstytucyjna dotycząca nieusuwalności sędziów (art. 180 ust. 1).

Wyroki wydane przez neosędziów muszą pozostać w obrocie, ponieważ tego wymaga ochrona obywateli i innych podmiotów uczestniczących w obrocie prawnym oraz zasada zaufania do państwa. Klienci sądów nie mogą płacić za zniszczenie systemu wymiaru sprawiedliwości przez rządzących.

Każda natomiast strona procesu z udziałem wadliwie obsadzonego składu – jeżeli będzie chciała, powinna mieć instrument procesowy do unieważnienia takiego orzeczenia. Taki mechanizm powinien obowiązywać w krótkim, 6-miesięcznym terminie od wejścia w życie odpowiednich rozwiązań ustawowych.

Poza argumentami prawnymi i aksjologicznymi, takie rozwiązania muszą zostać wprowadzone z czysto praktycznego powodu. Pozostawienie w systemie wadliwie powołanych neosędziów będzie powodować narastanie problemu w geometrycznym tempie.

Przez następne 25 lat wszyscy adwokaci, kiedy tylko przegrają sprawę przed nielegalnie powołanym składem sędziowskim, będą podnosić ten argument, bo tego wymaga chociażby rzetelność zawodowa. Jedne sądy będą to uwzględniać, inne nie, sprawy będą w nieskończoność lądować w europejskich trybunałach, Polska będzie płacić odszkodowania za naruszanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka itd. itd. Paraliż systemu prawnego oparty na dualizmie. Nigdy się z tego nie wyplączemy.

Po czwarte - Sąd Najwyższy.

Po usunięciu z SN osób nieprawidłowo tam powołanych, musi zostać zwołane Zgromadzenie Ogóle Sędziów SN z udziałem legalnych sędziów, celem prawidłowego wyłonienia kandydatów na Pierwszego Prezesa. Odpowiednia zmiana ustawowa powinna określić przejęcie kompetencji po zlikwidowanych izbach: Dyscyplinarnej oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Po piąte - Trybunał Konstytucyjny.

Tutaj oczywiście musi natychmiast nastąpić odsunięcie od orzekania tzw. dublerów i zaprzysiężenie powołanych prawidłowo w 2015 roku trzech sędziów. Ponadto, podobnie jak w SN, winno nastąpić prawidłowe wyłonienie kandydatów na Prezesa Trybunału (Julia Przyłębska wybrana była przez Prezydenta bez odpowiedniej uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK).

To są te absolutnie najważniejsze kroki, które muszą zostać podjęte, aby przywrócić systemowo praworządność. Do tego oczywiście - co postulujemy od 4 lat - należy przeprowadzić prawdziwą, rzetelną reformę wymiaru sprawiedliwości. Taką, która sądy usprawni, unowocześni, ułatwi ludziom dostęp do wymiaru sprawiedliwości, a ten zbliży do standardów zachodnioeuropejskich.

Naprawa zależy zarówno od polityków, ale też od nas i naszej postawy

Choć wyroki europejskich trybunałów będą w przyszłości wskazówką do odbudowy państwa prawa, nie naprawią jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki tego, co zostało zdewastowane. Naprawa, o której piszemy, zależy zarówno od polityków, ale też od nas i naszej postawy.

Od prawników, którzy już teraz pracują nad ustawami mającymi przywrócić porządek prawny, od obywateli, którzy powinni patrzeć politykom na ręce i wymagać, aby to, co zostało zniszczone w zakresie wymiaru sprawiedliwości, zostało odbudowane zgodnie z Konstytucją i prawem europejskim.

Pokusa jest bowiem duża, od wieków władza wykonawcza i ustawodawcza chce mieć jak największy wpływ na władzę sądowniczą i nas wszystkich zadaniem jest takie zapędy hamować.

Zadanie odbudowy państwa prawa, wiarygodności sądownictwa i prokuratury oraz zaufania do instytucji państwa, będzie zadaniem niezwykle trudnym. Skala zniszczeń jest niewiarygodna.

Tych systemowych, jednostkowych, ale też mentalnych, które długo pozostaną w świadomości społeczeństwa. Dlatego już teraz nie tylko zadajemy pytanie „co potem?”, ale też przedstawiamy pomysły i recepty, oparte na naszej wiedzy i doświadczeniach, wyniesionych z aktywnego uczestnictwa w tej batalii w ostatnich latach.

Trzeba też pamiętać i nigdy nie wolno zapomnieć, że elementem naprawy państwa prawa jest nieuchronnie rozliczenie tych, którzy to państwo aktywnie i celowo demontowali. Chcielibyśmy jednak Państwa zapewnić, że skoro wyznaczyliśmy sobie w „Wolnych Sądach”, zadanie polegające na obronie praworządności, to ta dewiza obowiązywać nas będzie również w tym „dniu po”.

I tak jak dziś bronimy - atakowanych przez autorytarną władzę - sędziów czy prokuratorów, tak „jutro” bronić będziemy praw do sprawiedliwego procesu wszystkich tych, którzy dziś prawo łamią. Bo to jest istota tego, o co walczymy – o równość wobec prawa i poszanowanie jego zasad w każdych, nawet najtrudniejszych warunkach.

Więc tak – Zbigniew Ziobro może liczyć na to, że proces rozliczania go z decyzji związanych z wymiarem sprawiedliwości odbędzie się na demokratycznych, konstytucyjnych i transparentnych zasadach, nie z sympatii dla niego, bo takiej w nas nigdy nie wzbudzi, lecz z szacunku dla państwa i prawa.

Alternatywą jest wendeta, wieczna zemsta jednych na drugich, czyli coś, co nieustająco niszczy Polskę. Tak się nie da, ten krąg odwetu trzeba przerwać. Sprawiedliwy proces z zachowaniem wszelkich standardów - tak, odwet nie. Kolokwialnie nazywane rozliczenie odbyć się może wyłącznie za pośrednictwem Trybunału Stanu, niezależnej prokuratury i sądów.

* #Wolne Sądy – grupa prawników działających na rzecz zachowania niezależności polskiego sądownictwa i poszanowania zasad praworządności. Twórcami i siłą napędową inicjatywy są: Sylwia Gregorczyk-Abram, Paulina Kierzkowska-Knapik, Maria Ejchart-Dubois i Michał Wawrykiewicz.

#Wolne Sądy nagłaśniają problem upolitycznienia sądów. Są również jedną z głównych sił protestu w obronie ich niezawisłości. Są także pełnomocnikami sędziów przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i w postępowaniach dyscyplinarnych.

Członkowie #Wolnych Sądów występują w mediach jako analitycy i komentatorzy bieżącej sytuacji w sądownictwie. Publikują m.in. w Archiwum Osiatyńskiego, „Gazecie Wyborczej” i OKO.press.

Opublikowali około 1000 materiałów – filmów, infografik, debat, transmisji na żywo, programów typu studio i podcastów. Fanpage #WolnychSądów na Facebooku obserwuje ponad 80 tys. osób.

9 grudnia 2018 roku #WolneSądy odebrały nagrodę im. Teresy Torańskiej w kategorii „Działalność publiczna” za 2018 rok, przyznawanej przez dziennikarzy Newsweeka.

W kwietniu 2019 roku inicjatywa #Wolne sądy została uhonorowana nagrodą radia TOK FM im. Anny Laszuk za rok 2018.

Parlament Europejski przyznał #Wolnym Sądom Europejską Nagrodę Obywatelską za 2020 rok.

;

Udostępnij:

Redakcja OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press

Komentarze