0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Klaudia Radecka / Agencja Wyborcza.plFot. Klaudia Radecka...

Aleksandra Owca, współprzewodnicząca Razem i krakowska radna, ubiega się o najwyższe stanowisko w magistracie po usunięciu z niego Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej.

Wciąż nie znamy oficjalnej daty przyspieszonych wyborów w stolicy Małopolski — czekamy na rozpatrzenie protestów wyborczych dotyczących majowego referendum odwoławczego. Wiemy jednak, że chęć startu zgłosiło 13 osób. Wśród nich, oprócz Owcy, jest Daria Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Poglądy i postulaty obu lewicowych kandydatek są niemal identyczne, jednak zamówiony przez ugrupowanie Gosek-Popiołek sondaż wskazuje, że to ona ma o wiele większe szanse w walce o magistrat. „Nowa Lewica obrała taktykę publikowania wewnętrznych badań z nadzieją, że da im to na początku pewne fory” – mówi Aleksandra Owca.

W rozmowie z OKO.press odnosi się też do możliwości politycznego klinczu na linii prezydent — Rada Miasta i zmian w Strefie Czystego Transportu, której temat rozgrzał lokalną debatę polityczną przed referendum.

Aleksandra Owca: „KO ściąga nas w poprzedni wiek”

Katarzyna Kojzar, Marcel Wandas, OKO.press: Męczy takie czekanie na termin wyborów?

Aleksandra Owca: Pytanie brzmi – kogo? Tych ludzi w Warszawie, którzy o terminie wyborów decydują, na pewno nie męczy. Strategicznie podchodzą do tego, kiedy najbardziej im się opłaca zorganizować te wybory. Mówię tu w szczególności o premierze Donaldzie Tusku i jego otoczeniu.

Ale myślę, że mieszkańcy i mieszkanki na pewno woleliby już mieć stabilizację.

Poszli na referendum po to, żeby wyrazić swoje zdanie. A dostali w odpowiedzi najgorszy możliwy scenariusz – rządy komisarza pełniącego funkcję prezydenta, na którego wybór nie mieli żadnego wpływu.

Komisarza Kracika nikt nie wybrał w wyborach, a w zaledwie kilka tygodni podjął kilka dużych decyzji, które idą w kontrze do tego, czego oczekują mieszkańcy, w kontrze do tego, co miasto od wielu lat planowało. Linia tramwajowa z Cichego Kącika na Azory? Wyrzucił ten projekt do kosza. Zamiast przebudowy ulicy Starowiślnej, która miała zmienić swój charakter z betonowej przelotówki na ulicę dla ludzi, z zielenią i charakterem odpowiednim do swojego położenia, dostaniemy tylko remont. To są decyzje podejmowane przez osobę bez żadnego mandatu społecznego, którą premier Tusk postawił na czele Krakowa.

Przeczytaj także:

A nie ukrywajmy – Stanisław Kracik jest postacią z poprzedniej epoki. Może pochwalić się tym, że w przeszłości zwijał już transport szynowy. Mowa oczywiście o czasach, kiedy był burmistrzem Niepołomic i zlecił rozbiórkę linii kolejowej z Krakowa do Niepołomic w 2005 roku. Koalicja Obywatelska pokazuje swoje prawdziwe oblicze – zamiast budować europejskie miasto, ściąga nas w poprzedni wiek.

Referendum nie załatało dziur w drodze

A z osobistej perspektywy? Pani ogłosiła swoją kandydaturę tuż po referendum, od razu ruszyła kampania — choć oczywiście, przed ogłoszeniem daty wyborów możemy mówić wciąż o nieoficjalnej kampanii. Tygodnie mijają, a wciąż nie wiemy, kiedy odbędą się wybory.

Ja na co dzień i tak działam w Krakowie. W kampanii trzeba po prostu intensywniej tę pracę komunikować, ale nie jestem z tym na szczęście sama. Są ze mną ludzie: pół tysiąca osób, które w Krakowie należą do Razem, setki osób, które zapisały się do wolontariatu. To są osoby, które już teraz angażują się w pracę. Wspólnie planujemy dalsze działania.

Jestem w dobrej sytuacji. Nie muszę na potrzeby kampanii wymyślać swojej nowej krakowskiej obecności ani ściągać sztabu z zewnątrz. Mam zbudowaną siłę, która jest na tę kampanię po prostu gotowa. I to był też powód, dla którego bardzo szybko byliśmy gotowi na ogłoszenie startu w wyborach. Uważam, że skoro mieszkańcy powiedzieli A i doprowadzili do organizacji referendum, to trzeba było być gotowym na możliwe B, czyli odwołanie prezydenta Miszalskiego.

Ale referendum nie załatało dziur w drodze, nie przywróciło żadnej linii tramwajowej, nie rozwiązało problemu zwolnień grupowych, ani cen mieszkań.

Na to przyszedł czas teraz i mieszkańcom się po prostu należy stabilizacja. Należy im się realny wybór. I ja chciałam, żeby jak najszybciej wiedzieli, że ten realny wybór będą mieli.

Co mówi Kraków

„Chcielibyśmy, żeby to Krakowianie i Krakowianki, a nie warszawscy politycy czy publicyści, mogli wypowiedzieć się na temat ich miasta. Chcemy usłyszeć, co im w Krakowie nie odpowiadało, czego oczekują od nowego prezydenta lub nowej prezydentki, czego oczekują od władz miasta” – tak reklamowała pani początek swojej kampanii. Co do tej pory powiedzieli Krakowianie?

Mówią państwo o jednej z kampanijnych akcji pod nazwą „Jaki Kraków?”. Rozmawiamy z mieszkankami i mieszkańcami Krakowa na placach, w parkach, na ulicach o tym, co jest dla nich w Krakowie najlepsze, a co wymaga poprawy. Przed naszą rozmową byliśmy w Parku Lotników Polskich na Czyżynach. W tych rozmowach wyraźnie widać, że ludzie są znacznie bardziej dumni z życia w Krakowie, niż chciałyby pokazać media. Ale podczas spotkań wybrzmiewają różne problemy: że rzadziej jeżdżą autobusy, że na nowych osiedlach nie ma przychodni czy przedszkoli, że jest coraz trudniej dojechać do pracy, że są korki w mieście, że remonty się przeciągają.

Jesteśmy po 22 latach rządów prezydenta Majchrowskiego i po tych dwóch dość nieporadnych latach prezydentury Aleksandra Miszalskiego. Teraz potrzebny jest jasny kierunek dla Krakowa. Mieszkańcy o tym mówią, czekają na nowe czasy.

Mówią o SCT?

Też, ale też nie wszyscy są przeciwko. Słyszę głosy z obu stron.

Dyskusja o SCT

Podam przykład. Pierwsze spotkanie w ramach akcji “Jaki Kraków” zorganizowaliśmy na Borku Fałęckim, przy pętli tramwajowej. Jeden z mieszkańców mówił, że SCT jest problemem, że trzeba tę strefę zlikwidować. Na to odezwała się pani, która najpierw nie chciała rozmawiać, bo się spieszyła. Ale podeszła do nas i powiedziała, że trudno, spóźni się, ale chce pokazać, że nie wszyscy tak myślą, nie wszyscy są przeciwni SCT. Jej zadaniem rozwiązania, które zmierzają do poprawy powietrza, są potrzebne, a jeśli z nich rezygnujemy, to uderzamy w nasze zdrowie. A konsekwencje bezczynności dotkną w pierwszej kolejności najbardziej wrażliwe grupy.

SCT została moim zdaniem wprowadzona po prostu źle. Dlatego też nie głosowałam za, bo uważam, że jeśli tego typu zmiana pojawia się na Radzie Miasta dwa dni po tym, jak zostały zakończone konsultacje społeczne, to coś tu jest nie w porządku. To jest splunięcie w twarz ludziom, którzy brali udział w tych konsultacjach.

Strefa zostaje, ale jaka?

„Wyłączenie mieszkańców z SCT było pójściem na łatwiznę” – mówiła pani, kiedy wprowadzano strefę. Jeśli Aleksandra Owca zostanie prezydentką, będziemy mieć bardziej restrykcyjne zasady SCT?

W tym momencie nie powinniśmy już tego zmieniać – ani w jedną, ani w drugą stronę. Wyłączenie z zasad SCT dotyczy tych mieszkańców, którzy kupili samochody przed wejściem w życie strefy.

Umówiliśmy się z ludźmi, że te samochody będą wyłączone i tego należy dotrzymać.

Ale słyszę z ust niektórych polityków, w tym Darii Gosek-Popiołek, że powinno się wyłączyć również samochody, które mieszkańcy kupują sobie już teraz, po wejściu w życie strefy. I tego też nie powinniśmy robić. To jest prosta sprawa: zachodnie miasta odchodzą i będą odchodzić od starych diesli. A ja nie chcę, żeby Kraków stał się śmietniskiem dla starych diesli z Berlina, żeby u nas jeździły te auta, które na zachodzie uznali za zbyt kopcące. A poszerzenie wyłączeń właśnie do tego doprowadzi. Te samochody, które już teraz są dopuszczone do jazdy po mieście, niech jeżdżą do swojej “naturalnej śmierci”.

Kraków w awangardzie

Jaka powinna być granica SCT? Bo pojawiają się pomysły o tym, że tylko Stare Miasto, co nie dałoby żadnego efektu — tam już przecież mało kto może wjeżdżać.

Rynek jest już strefą ograniczonego ruchu. Jedyne samochody, które tam wyjeżdżają, to są auta dostawcze…

…i limuzyna prezydencka.

Teoretycznie miało jej już nie być, ale również w tej krótszej kadencji jedna prezydentka dała się przyłapać w nielegalnie zaparkowanej limuzynie: nominatka środowisk Nowej Lewicy, wiceprezydentka Maria Klaman.

SCT w granicach plant nie ma sensu. Przecież to nie chodzi o to, żeby utrudniać życie dostawczakom i ludziom rozstawiającym na Rynku kiermasze, tylko o to, żeby poprawić jakość powietrza. Strefa wymaga korekty, dostosowania na przykład do kolei, do autobusów i tramwajów, do parkingów park&ride. Musi umożliwiać ludziom wybranie transportu publicznego, a nie tylko narzucać opłaty, bo to nie o to chodzi. Jeśli już wprowadzamy rozwiązania, które – nie ukrywajmy tego, w jakiś sposób utrudnią ludziom życie – to róbmy to w konkretnym celu i z rozsądkiem.

Skoro Małopolska i Kraków stały w pewnej awangardzie, jeśli chodzi o ochronę powietrza w zakresie palenia paliwami stałymi, to moglibyśmy również przecierać szlaki w sprawie SCT. Ale trzeba mądrego rozwiązania i mądrze wprowadzanego, żeby miało szansę sprawdzić się i zyskać z czasem również akceptację społeczną.

Aleksandra Owca chce walczyć o kolej

Zejdźmy z tematu samochodów i porozmawiajmy o cenach biletów w komunikacji publicznej. W Radiu Kraków mówiła pani, że obiecywanie niższych cen biletów to populizm. Ale jeśli nie cena, to co może przyciągnąć ludzi do jeżdżenia tramwajami i autobusami?

Jednym z największych wyzwań jest doprowadzenie do tego, żeby ludzie chcieli korzystać z transportu publicznego, dlatego że jest to wygodne i opłacalne.

W tym momencie problem polega na tym, że niepotrzebne i złe podwyżki cen poszły ręka w rękę z cięciem kursów.

Tymczasem powinniśmy iść w drugą stronę, poszerzać tę ofertę. Podstawowa rzecz, która przed Krakowem jest do zrobienia, to odpowiednia integracja z koleją. Z Hali Targowej na przystanek Łobzów można jechać komunikacją z dwoma przesiadkami i przy dobrych wiatrach w pół godziny – albo koleją w dziesięć minut. Ale nie ma integracji systemu biletowego czy zniżek dla mieszkańców. Potrzebujemy włączenia kolei do biletu mieszkańca, żeby umożliwić Krakowianom korzystanie z przystanków kolejowych wewnątrz miasta. Mamy gotową infrastrukturę, wystarczy dogadać się z kolejami. Prezydent Miszalski to dramatycznie zaniedbał.

Metro w dalekich planach

I nie tylko to – w pewnym momencie Wieliczka ogłosiła, że wycofuje swoje autobusy z biletu metropolitalnego. To było tuż po tym, jak Rada Miasta podniosła ceny biletu. Zwróciłam się z interpelacją do prezydenta Miszalskiego i zapytałam, ile razy spotkał się z władzami gmin ościennych. Czy konsultował podwyżki cen biletów, które przecież obowiązują na transport i na terenie naszej gminy, i u sąsiadów?

Okazało się, że nie spotkał się z nimi w tej sprawie ani razu.

Dla mnie to jest niewyobrażalne. Mieliśmy prezydenta, który opowiadał bajki o stworzeniu metropolii krakowskiej, ale brał ościenne gminy za pewnik, a nie partnerów do rozmowy.

Kolej zamiast metra?

Nie, to jest zupełnie coś innego. Metro jest nam jak najbardziej potrzebne, natomiast musimy sobie uczciwie powiedzieć, że nie uda się tego zrealizować bez zewnętrznego finansowania. Metro trzeba już planować, uzyskać rozwiązania prawne, szukać finansowania, ale to jest trochę pieśń przyszłości.

Nie możemy zaniedbać pozostałych części transportu i doprowadzić do tego, że metro będzie uniwersalną odpowiedzią na wszystkie zgłaszane przez mieszkańców problemy z dojazdem. Nie możemy ludzi, którzy od 60 lat czekają na linię tramwajową i nadal jej nie mają, mamić jak zaklęciem słowem „metro”, które usprawiedliwi bezczynność miasta w pozostałych obszarach. Musimy inwestować w dobry transport publiczny. Metro być może, mam nadzieję, stanie się kiedyś jego kręgosłupem – ale organizm miasta to nie jest sam kręgosłup.

Na co czeka Kraków

Mówi Pani o zewnętrznym finansowaniu i o tym samym wspominają pani kontrkandydaci i kontrkandydatki. Senator Monika Piątkowska wprost podkreśla, że jej dobre relacje z premierem będą atutem, kiedy przyjdzie do starania się o środki na metro. A jak polityczka partii opozycyjnej dogada się z rządem?

Mieliśmy jeszcze kilka miesięcy temu prezydenta, który miał świetny kontakt z premierem Tuskiem i był szefem wojewódzkich struktur partii premiera Tuska. Efekt tego, jaki jest – widzimy.

Kraków czeka na szereg rozwiązań. Czeka na opłatę turystyczną. To jest kilkadziesiąt milionów rocznie, w zależności od tego, jaka zostanie przyjęta stawka. Czeka na ustawę metropolitalną – to są dochody z PIT-u, które realnie mogłyby poprawić finanse miasta, nawet kilkaset milionów rocznie. Czeka na uregulowanie najmu krótkoterminowego. To są projekty, które leżą w Sejmie. Składają je partie ze wszystkich stron i nic się nie dzieje. Prezydent miasta z rządzącej partii tego nie przyspieszył. Na własnej skórze doświadczyliśmy tego, że jeśli wybierany jest prezydent podległy premierowi i rządowi, to nie postawi się im w walce o Kraków i jego mieszkańców.

Biuro Bezpiecznego Najmu

Proponuje pani stworzenie miejskiej przeciwwagi na rynku najmu, tak, by mieszkańcy nie musieli polegać na ogłoszeniach od pośredników i płacić na wejście kilkunastu tysięcy złotych w prowizjach i kaucjach. To wystarczy, by najemcy poczuli ulgę?

Chore ceny mieszkań to moim zdaniem największy problem w Krakowie. I na nie nie ma jednego, magicznego rozwiązania. Musimy działać w kilku kierunkach równocześnie. Mamy patologię prywatnego rynku najmu i tę sytuację da się poprawić. Pośrednicy biorą dzisiaj nawet kilka tysięcy złotych za otwarcie drzwi. Oferują umowy najmu okazjonalnego, jakiejś dzierżawy części przestrzeni, wpisują do umowy zakazy powieszenia plakatu na ścianie, obowiązek wpuszczania nowych najemców na oglądanie mieszkania w każdej chwili, wszystko, żeby normalni ludzie nie mogli poczuć się jak u siebie w domu.

Dlatego chcemy stworzyć Biuro Bezpiecznego Najmu, jednostkę miejską, która przedstawi jasny wzór umowy najmu i połączy uczciwych najemców z uczciwymi wynajmującymi.

To będzie realna pomoc i rozwiązanie, które można wprowadzić od ręki.

To oczywiście nie wystarczy, żeby na stałe zbić ceny mieszkań. Istnieją też inne rozwiązania prawne, które pozwolą zwiększyć liczbę mieszkań na rynku. Tutaj na pewno pomogłyby regulacje ogólnopolskie. Jako Razem przedstawiliśmy projekt ustawy o podatku antyspekulacyjnym – proste zasady podatku od trzeciego mieszkania, które sprawiłyby, że więcej mieszkań wróciłoby na rynek.

Na poziomie lokalnym z kolei mamy na przykład podatek od nieruchomości. We wrześniu zeszłego roku przeprowadziłam skutecznie przez Radę Miasta Krakowa uchwałę, która zmierza do tego, by pobierać wyższą stawkę podatku od pustostanów przetrzymywanych przez właścicieli w celach inwestycyjnych. W Krakowie szacuje się, że mamy nawet 70 tysięcy pustostanów. Jeśli przynajmniej część z nich trafi na rynek, możemy realnie liczyć na spadek cen.

Dobry ruch Miszalskiego

Miasto powinno kupować mieszkania z rynku?

Takie ruchy rozpoczęły się już podczas tej skróconej kadencji prezydenta Miszalskiego. W lutym 2025 roku jako Rada Miasta Krakowa zadecydowaliśmy o powstaniu Społecznej Agencji Najmu. Pod koniec 2025 roku o powstaniu Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej, która ma wybudować mieszkania i oferować w Krakowie je na najem na rozsądnych warunkach cenowych. W tej kadencji rozpoczęło się kilka wartych uwagi inicjatyw. Trzeba je kontynuować i rozwijać.

I tu pojawia się ważna kwestia: jestem absolutnie przekonana, że nie wszyscy, którzy już zgłosili czy zgłoszą swoją kandydaturę na prezydenta miasta, podzielają ten pogląd. Musimy wybrać osobę, która nie zaorze dobrych pomysłów poprzednika, tylko dlatego, że chce się odróżnić. Ja jestem w opozycji do administracji prezydenta Miszalskiego, ale tam, gdzie prezydent zrobił coś wartościowego, nie można tego zaprzepaścić. Jeśli projekt jest dobry, powinniśmy go kontynuować.

Dziki i dorożki

Czy nie obawia się pani, że wynik referendum wskazuje na opór mieszkańców dla proekologicznych, progresywnych rozwiązań? Rozmawiamy o SCT, ale była pani też przeciwna odstrzałowi dzików, jest pani za likwidacją postoju dorożek na Rynku Głównym — a przecież to według niektórych krakowska świętość. Z tego, co pani mówi, również i ulica Starowiślna powinna być bardziej zielona, powinno tam być mniej samochodów.

W polityce można iść na kompromisy, można dać się przekonać rozsądnym argumentom przy poszczególnych decyzjach. Ale nie można zmieniać poglądów pod wpływem wyników focusów czy sondaży. Tacy politycy ludziom nie są do niczego potrzebni i ja taką polityczką nie będę.

Jeśli chodzi o SCT mamy jednak trochę do czynienia z pytaniem o to, co było pierwsze: jajko, czy kura? Czy SCT jest niepopularna, bo ludzie nie chcą już czystego powietrza w miastach? Czy może rozwiązania poprawiające jakość powietrza, walka o zieleń czy przestrzeń publiczną budzą większy opór, dlatego, że są wprowadzane na kolanie i po łebkach?

Błędy SCT

Takie rozwiązania najczęściej wspierają lokalni aktywiści. W jednym z wywiadów zasugerowała pani jednak, że nie powinni wchodzić w buty polityków, że być może czasem zbyt daleko idą w działalność lobbystyczną. Działacze niektórych organizacji zareagowali oburzeniem.

Szanuję aktywistów, kiedy ze stanowczością i z uporem walczą o sprawy, które leżą im najmocniej na sercu. W tamtym wywiadzie podawałam przykład organizacji, która moim zdaniem zmieniła nasze życie na lepsze, czyli Krakowskiego Alarmu Smogowego. Nie byłoby zakazu palenia paliwami stałymi w mieście, zakazu kopciuchów w województwie, nie byłoby realnej poprawy jakości powietrza w Krakowie, gdyby nie ich walka. Typową formą działania aktywistów jest wywieranie nacisku na władzy – to jest właśnie lobbing i w tym znaczeniu jest jak najbardziej pozytywnym działaniem. Dla dobra ludzi, dla dobra sprawy, a nie w interesie wąskich grup interesów.

Tylko potem władze mają odpowiedzialność, żeby postulaty, które ich przekonały, mądrze wprowadzić w życie. Prezydent Miszalski wsłuchał się w sensowne postulaty, ale decydując się na takie rozwiązania, powinien też był ocenić zagrożenia. Są ludzie, którzy korzystają głównie z transportu publicznego, tacy, których SCT w ogóle nie dotyka, tacy, którzy mierzą się z problemami układu oddechowego czy chorobami przewlekłymi, ale nie dotarła do nich w ogóle komunikacja miasta o tym, po co właściwie SCT jest wprowadzane. Dotarły do nich wyłącznie argumenty przeciwników. Sprawa SCT to nie był, moim zdaniem, błąd postulatów aktywistów, tylko błąd wdrożenia zmian przez polityków.

Jak dogadać się z radnymi

Skoro wspomnieliśmy już o ewentualnych trudnościach w sprawowaniu władzy, to nie obawiałaby się pani paraliżu w sytuacji, kiedy prezydentka jest z Razem, a większość w Radzie ma Koalicja Obywatelska z Nową Lewicą?

Dogadanie się z Radą będzie wyzwaniem dla każdej osoby, która obejmie to stanowisko. Mimo że jestem radną niezrzeszoną, nie mam klubowej inicjatywy uchwałodawczej, złożyłam w tym roku dwa projekty uchwał. Podpisali się pod nimi radni różnych klubów, których udało mi się po prostu przekonać do konkretnej sprawy. Możemy się nie zgadzać na jednej komisji, a na następnej walczyć ramię w ramię. Mieć zupełnie inne poglądy na kulturę czy edukację, a wspólnie działać dla mieszkań czy zdrowia.

Wszędzie znajdą się ludzie, którzy rozumieją, że odpowiadamy za to, by po prostu podejmować decyzje dobre dla Krakowa. Nie mam wątpliwości, że jeśli zostanę prezydentką uda mi się znaleźć w Radzie Miasta osoby, które przekonam do swoich planów i wspólnego działania dla miasta.

Wojna o Kraków na Lewicy

A dlaczego kandydatka Razem jest lepsza niż kandydatka Nowej Lewicy? Mamy wrażenie, że przeprowadzamy po raz drugi ten sam wywiad, usłyszeliśmy od pani bardzo podobne rzeczy, jak kilka tygodni temu od Darii Gosek-Popiołek.

Myślę, że tutaj kluczem jest pytanie o wiarygodność. Przed wyborami można powiedzieć bardzo wiele, ale nie wybiera się prezydenta, patrząc jedynie na hasła z ulotki programowej. Wiele osób startujących w takich wyborach będzie wypowiadać się w podobny sposób. Większość z nas chciałaby przecież, by było zielono, by budowały się żłobki, by ludziom żyło się wygodnie. Różnice na papierze czasem będą dotyczyć jedynie niuansów.

Ale papier to nie wszystko i musimy ocenić czy to, co mówią przekłada się na to co robią. Jako radna zawsze głosowałam zgodnie z poglądami, które teraz prezentuję mieszkańcom. Głosowałam przeciwko podwyżce cen biletów. Gdy pojawił się po stronie prezydenckiej zespół, który opracowywał strategię miejską w sprawie mieszkalnictwa, to do niego dołączyłam. Kiedy mówię o tym, że zależy mi na ochronie zdrowia w Krakowie, to mogę poprzeć to licznymi interwencjami, kontrolami i działaniami w sprawie Szpitala Narutowicza. Nie wszyscy zawsze się będą ze mną zgadzać, ale będą wiedzieć, jakie jest moje zdanie – a tam, gdzie się zgodzimy, będą mogli liczyć na moją współpracę. Bo kompromisy są niezbędne, ale wtedy, kiedy oznaczają krok wprzód, a nie gdy zmieniają kompletnie polityczny kierunek.

3,8 proc.

Co do kandydatki Nowej Lewicy: wiemy, jak głosowali radni Nowej Lewicy w sprawie podwyżek cen biletów, widzieliśmy, jak zrywali kworum na Radzie Miasta, gdy trzeba było tłumaczyć się z niewygodnych tematów, wiemy, że byli w koalicji, która rządziła Krakowem przez ostatnie 2 lata. Ci radni byli obecni podczas ogłoszenia kandydatury Darii Gosek-Popiołek, to środowisko jej kampanię organizuje i bez wątpienia finansuje. Zarówno Daria Gosek-Popiołek, jak i Monika Piątkowska, są obarczone odpowiedzialnością za to, co działo się w Krakowie przez ostatnie dwa lata. W tym czasie widzieliśmy, jak zapowiedzi tych środowisk sprawdzają się w praktyce.

Nowa Lewica zleciła sondaż, z którego wynika, że Daria Gosek-Popiołek ma o wiele większe szanse w rywalizacji o prezydenturę, niż pani. Pani dostała zaledwie 3,8 proc., kandydatka Nowej Lewicy – 13 proc. Taki wynik demotywuje?

Nowa Lewica obrała taktykę publikowania wewnętrznych badań z nadzieją, że da im to na początku pewne fory. Ja wierzę, że moja praca się broni. Jestem pewna, że z naszą kampanią uda nam się dotrzeć do ludzi i porozmawiać o pracy, którą wykonujemy w Krakowie, o faktycznym kierunku, jaki powinno obrać miasto. Mam nadzieję, że mieszkańcy dostrzegą, że nie muszą znów głosować na mniejsze zło.

Mieszkania i praca

Jeśli miałaby pani wymienić swoje trzy najważniejsze pomysły na Kraków, co by to było?

Po pierwsze – mieszkania. Opisałam już wcześniej te kilka działań, które musimy prowadzić równocześnie, żeby zwiększyć dostępność mieszkań i obniżyć ich ceny. Działania na prywatnym rynku najmu tu i teraz, zwiększanie podaży mieszkań, poprzez zniechęcanie do spekulacji na nieruchomościach i wreszcie zwiększanie miejskiego zasobu mieszkań.

Po drugie – praca. Mamy w Krakowie do czynienia z dużymi zwolnieniami grupowymi.

Już ponad półtora tysiąca osób zostało zwolnionych w tym roku, tylko w zgłoszonych zwolnieniach grupowych. Miasto nie może dłużej zamykać na to oczu. Chcę uruchomić miejski punkt kontaktu, gdzie można będzie dostać pierwszą pomoc prawną, informację o związkach zawodowych, kontakt do Państwowej Inspekcji Pracy. Ostatnio jedna z moich znajomych straciła pracę w zwolnieniach grupowych, ale w warunkach zwolnień znacząco różnych od pierwotnych planów korporacji.

Dzięki interwencji związku zawodowego udało się zmniejszyć ich skalę o kilkadziesiąt osób, wynegocjować dodatkowe miesiące odprawy, dodatkową opiekę medyczną.

Trzeci pomysł na Kraków

Dlatego miasto powinno wspierać inicjatywy związkowe, ale i działać w interesie ludzi jako równorzędny partner w rozmowach z największymi pracodawcami. Prezydent Jacek Majchrowski przez lata ściskał dłonie kolejnych prezesów wielkich korporacji, które inwestowały w Krakowie, chwalił się, że lokują swoje oddziały w naszym mieście i tworzą miejsca pracy. Teraz czas zaprosić ich na rewizytę i upomnieć się o krakowskich pracowników.

No i trzecia sprawa – transport. Jednym z najważniejszych wyzwań jest integracja transportu miejskiego z koleją, która może go radykalnie i nie aż tak dużym kosztem usprawnić. Ponadto musimy wzmocnić i rozbudować transport tramwajowy. Muszą powstać zaplanowane linie tramwajowe, takie jak te na Azory czy linia na Kliny. To musi się stać równolegle do planów metra. No i nie może być tak, że jak mieszkasz na obrzeżach, to autobus odjeżdża czasem nawet raz na godzinę. Ludzie muszą w Krakowie móc wygodnie i łatwo dostać się do pracy, do lekarza czy na uczelnię.

Do wyborów opublikujemy w OKO.press wywiady z innymi kandydatami i kandydatkami ubiegającymi się o fotel prezydenta Krakowa. Poprzednie rozmowy można znaleźć tutaj:

Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze