0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Lukasz Cynalews...

Protesty rolników przynoszą efekty. Na poziomie unijnym wycofano lub wstrzymano kilka kluczowych planów, które miały być stopniowo wcielane w życie do końca tej dekady. To m.in. ograniczenie o połowę ilości stosowanych pestycydów do 2030 roku, zablokowanie zmian mających poprawić dobrostan zwierząt gospodarskich oraz wykreślenie z celów klimatycznych konieczności zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych w sektorze rolniczym.

Umożliwiono też dalsze stosowanie glifosatu przez kolejną dekadę. Ostatnio Parlament Europejski i Komisja Europejska wycofały się też z przepisów związanych z ugorowaniem.

W piątek (15 marca) z zadowoleniem poinformował o tym Donald Tusk. „Konkret dla rolników: ugorowanie nie będzie obowiązkowe i to już od tego roku. Taki jest wynik moich rozmów z szefową Komisji” – napisał premier na platformie X (dawniej Twitter).

„Państwa członkowskie mogą zaproponować swoim rolnikom schemat polegający na ugorowaniu gruntów, ale jeśli dany rolnik do niego nie przystąpi, to nie będzie miał tego obowiązku” – dodał podczas konferencji w Warszawie Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa.

Wojciechowski przedstawił łącznie sześć zmian w Europejskim Zielonym Ładzie, które w zakresie rolnictwa przygotowała Komisja Europejska. Choć wymagają one jeszcze poparcia ze strony Parlamentu Europejskiego i Rady UE, „wstępna aprobata” już jest.

„Mam informacje z PE, że jest oczekiwanie tego kierunku zmian, więc zakładam, że nie będzie oporu w PE i Radzie” – dodał komisarz.

Wokół ugorowania narosło wiele mitów. Warto więc wyjaśnić, co dokładnie zakładały przepisy, czemu w ogóle je zaproponowano i dlaczego wstrzymanie ich wdrażania większości rolników w Polsce może wręcz zaszkodzić.

Przeczytaj także:

Mity o ugorowaniu

Ugorowanie to pozostawienie gruntów ornych na cele nieprodukcyjne. Teoretycznie dla rolników oznacza więc marnotrawstwo, stratę – skoro nie mogą wykorzystać ziemi, to nie mogą na niej zarabiać. Ale…

Po pierwsze, rolnicy otrzymują za to takie same dopłaty do hektara, jak za zwyczajnie użytkowane przez nich hektary ziemi.

Po drugie, plany zakładały pozostawienie odłogiem 4 proc. gruntów ornych, ale tylko w przypadku gospodarstw rolnych powyżej 10 ha. Tymczasem zdecydowana większość gospodarstw w Polsce – aż 70 proc., jest mniejsza.

W Polsce takich gospodarstw mamy 940 tys. A wszystkich gospodarstw, które pobierają unijne dopłaty, jest 1 mln 240 tys.

Przepisy objęłyby więc właścicieli większych ziem, których udział w innych krajach wspólnoty jest na znacznie wyższym poziomie. A to oznaczałoby, że mniejsi rolnicy – w tym ci z Polski – poprawią swoją konkurencyjność względem „wielkich graczy”.

Po trzecie, ugorowanie stało się słowem straszakiem, a sens takiej praktyki jest pomijany. Nie chodzi przecież o to, by ziemia leżała odłogiem tak po prostu i marnowała swój potencjał. Chodzi o to, by dzięki temu w jakimś stopniu mogła odbudować się różnorodność biologiczna, która zanika w znacznym stopniu przez przemysłowe rolnictwo.

Po czwarte, ugorowanie jest tak naprawdę określeniem używanym na wyrost. Rolnicy wspomniane 4 proc. gruntów ornych nie musieli zostawiać odłogiem. Alternatywnie mogliby też wprowadzić na 7 proc. gruntów tzw. międzyplony lub uprawy roślin bobowatych.

Można je wykorzystać jako naturalne, ekologiczne nawozy (i ograniczyć używanie nawozów sztucznych), bądź jako paszę dla zwierząt gospodarskich. Do tego rośliny bobowate „wyciągają” azot z powietrza i wprowadzają go jako składnik odżywczy do gleby. Dzięki poprawie stanu gleba mogłaby też magazynować więcej dwutlenku węgla i poprawić retencję wody, która nie parowałaby tak łatwo i szybko.

Do obszarów nieprodukcyjnych, które spełniałyby kryteria, należą też np. drzewa, żywopłoty, oczka wodne i miedze śródpolne – czyli elementy, które znikają z krajobrazu rolniczego, a które są w nim niezwykle ważne.

Rolnictwo zabija przyrodę

Przepisów dotyczących ugorowania nie należy oceniać w oderwaniu od kontekstu. Ten jest bowiem kluczowy.

W ostatnich dekadach rolnictwo przekształca się coraz bardziej. Tradycyjną produkcję żywności zastępują wielkie monokultury, czyli uprawy konkretnego gatunku roślin. Drastycznie wzrosło też wykorzystanie nawozów sztucznych i pestycydów.

Jak wskazują autorzy wydanego niedawno Atlasu Pestycydów, globalne zużycie tych środków wzrosło w latach 1990-2017 o ok. 80 proc. Dotyczy to także Polski, w której w ciągu ostatnich 20 lat ich sprzedaż pestycydów została potrojona. Z kolei zużycie tzw. substancji czynnej wzrosło między 1991 a 2021 rokiem ponad sześciokrotnie. Najwięcej – ponad 10 kg/ha – stosuje się jej w uprawie jabłoni.

W rezultacie rolnictwo stało się jedną z najważniejszych przyczyn zaniku różnorodności biologicznej na świecie – filaru naszego życia na Ziemi. Przemysłowe rolnictwo jest główną przyczyną wymierania m.in. owadów zapylających i ptaków.

550 mln ptaków zniknęło

Wśród wielu badań na ten temat można wyróżnić np. to, które opublikowano przed rokiem. Wynika z niego, że w ciągu blisko 40 lat z 28 europejskich państw znikło 550 milionów ptaków – ponad jedna czwarta. Największe straty w populacji zaobserwowano nie w lasach czy miastach, lecz właśnie na użytkach rolnych. Wyniosły one aż 57 proc. Główna przyczyna? Nagminne wykorzystywanie pestycydów i nawozów.

„Praktyki rolnicze zaczęły się znacząco zmieniać po drugiej wojnie światowej, gdy kraje wprowadziły środki mające na celu zwiększenie produkcji gospodarstw rolnych. Jednak takie wysiłki, w tym coraz większe uzależnienie od pestycydów i nawozów, wiązały się ze znacznymi kosztami dla ptaków i innych dzikich zwierząt, a co najważniejsze – dla ogólnego stanu środowiska” – komentuje prof. Richard Gregory z University College London, jeden z głównych autorów badania.

Jego zdaniem rządy powinny więc wprowadzać polityki rolne przyjazne naturze. Czyli na przykład… pozostawienie naturze 10 proc. gruntów rolnych. Pozwoli to na długotrwałe utrzymanie, a być może i zwiększenie zbiorów. – Byłoby to korzystne dla przyrody, rolników i produkcji żywności, dla klimatu, dla konsumentów – dodaje prof. Gregory.

Monitoring Pospolitych Ptaków Lęgowych prowadzony jest w Polsce od 2000 roku. W latach 2000-2023 tempo spadku wartości wskaźnika zmian liczebności ptaków krajobrazu rolniczego wynosiło około 1 proc. na rok. A w całym monitorowanym okresie – 21 proc.

Negatywny wpływ rolnictwa monitoruje też Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.

W 2020 roku Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków opublikowało Czerwoną listę ptaków Polski. Znalazło się na niej 47 gatunków zagrożonych wymarciem, czyli o 30 proc. więcej niż 20 lat temu, z czego 18 proc. to ptaki związane z krajobrazem.

„W tej grupie 3 znajdują się na granicy wymarcia: błotniak zbożowy, kraska i dzierzba czarnoczelna. Zadziwiającym może być fakt, że w aktualnej edycji znalazł się gawron – liczebność jego populacji lęgowej spadła w ciągu 20 lat o prawie o 60 proc.!” – pisze Fatima Hayatli, przedstawicielka OTOP, na łamach Zielonych Wiadomości. I jako główną przyczynę również wskazuje intensywne rolnictwo.

Ugór sprzyja bioróżnorodności

Tymczasem dowody pokazują dość wyraźnie, że zostawienie ziemi na cele nieprodukcyjne sprzyja wzrostowi bioróżnorodności. Portal Conservation Evidence zebrał 34 badania z Europy porównujące wykorzystanie obszarów odłogowanych z kontrolowanymi polami uprawnymi.

Spośród nich 20 wykazało korzyści dla wszystkich analizowanych grup dzikich zwierząt, a 12 wykazało korzyści dla niektórych z nich. Niekorzystny wpływ odłogowania wykazało zaś tylko jedno z badań.

Ale na utracie bioróżnorodności problemy z dzisiejszym rolnictwem się nie kończą. Obecny model doprowadza też do zanieczyszczenia wód i gleby, która staje się coraz bardziej wyjałowiona. A ogromne ilości antybiotyków, którymi faszeruje się zwierzęta gospodarskie (zwłaszcza kurczaki, ale nie tylko), skutkują drastycznym wzrostem antybiotykooporności u ludzi.

Do tego globalnie rolnictwo odpowiada za ok. 30 proc. emisji gazów cieplarnianych, które są bezpośrednią przyczyną nasilającego się kryzysu klimatycznego. A im większy kryzys klimatyczny, tym częstsze i poważniejsze susze oraz inne ekstremalne zjawiska pogodowe mogące zdewastować zbiory. I tym coraz trudniejszy dostęp do wody, której zdecydowanie najwięcej zużywane jest właśnie w rolnictwie.

Jeśli chodzi o odczuwanie konsekwencji zmiany klimatu, rolnicy są na pierwszej linii frontu. Z jednej strony powinni więc dostosować się do coraz trudniejszych czasów, a z drugiej – zacząć działać tak, by tych czasów jeszcze nie pogarszać.

Zmienny jak UE

Co ciekawe, na negatywne konsekwencje zawieszenia normy GAEC 8 (ugorowanie) dla wielu polskich rolników zwracał uwagę Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa.

„W innych krajach takich gospodarstw [do 10 ha] jest bardzo niewiele, więc jeśli będzie zawieszenie i zwiększenie produkcji rolnej na obszarach ugorowanych, to w dużo większym stopniu skorzystają z tego kraje o dużych, silnych gospodarstwach rolnych, takie jak Francja, czy Niemcy. Więc zawieszenie GAEC-u [zestawu norm – w tym w zakresie ugorowania – korzystnych dla środowiska i klimatu, które nałożono na rolników] może mieć też swoje konsekwencje rynkowe. Nie będzie łatwiej sprzedać zboża, jeśli produkcja się zwiększy” – tłumaczył komisarz Wojciechowski w październiku 2023 roku w rozmowie z portalem Farmer.pl.

Warto przy tym dodać, że normy dotyczące ugorowania zawieszono już w 2023 roku. Wówczas tłumaczono to obawami o braki żywności, w tym zboża, z powodu wojny w Ukrainie. Problemu z uzyskaniem poparcia więc nie było.

Ale teraz sytuacja jest inna: ceny są niskie, a na rynku istnieje nadwyżka. „Zwiększanie produkcji w sytuacji trudności ze zbytem produktów, nie zawsze jest najlepszą metodą” – komentował Wojciechowski

Wojciechowski popiera

Mimo to komisarz ds. rolnictwa zrobił to, co większość europarlamentarzystów i Komisja Europejska jako całość: poparł zawieszenie norm po raz drugi.

„Rolnicy są podstawą bezpieczeństwa żywnościowego UE i sercem naszych obszarów wiejskich” – mówiła Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, gdy ogłaszała decyzję o ustępstwach wobec rolników. – „Proponowany dziś środek zapewnia rolnikom dodatkową elastyczność w czasie, gdy borykają się oni z licznymi wyzwaniami. Będziemy nadal współpracować z naszymi rolnikami, aby zapewnić właściwą równowagę między zaspokajaniem ich potrzeb a dalszym dostarczaniem dóbr publicznych naszym obywatelom”.

Komisja tłumaczy, że rolnicy borykają się z wyjątkowo dużą liczbą wyzwań i niepewności. „W szczególności ostatni rok charakteryzował się dużą liczbą ekstremalnych zdarzeń meteorologicznych, w tym susz, pożarów lasów i powodzi w różnych regionach Unii. Zdarzenia te mają negatywny wpływ na produkcję i dochody, a także na realizację i harmonogram normalnych praktyk agronomicznych, co sprawia, że rolnicy znajdują się pod dużą presją adaptacyjną” – informuje KE w komunikacie prasowym.

Bruksela wskazuje też na inne problemy, takie jak wysokie ceny energii i nakładów wynikające z wojny w Ukrainie, inflacja, zmiany w międzynarodowych przepływach handlowych oraz potrzeba wsparcia Ukrainy.

Cena zbóż w ciągu roku spadła zaś o prawie 30 proc. „W takich warunkach obowiązek odłogowania gruntów ornych może mieć w perspektywie krótkoterminowej znaczący negatywny wpływ na dochody niektórych rolników” – wyjaśnia KE.

Ilu rolników zna Europejski Zielony Ład?

„Zupełnie nie rozumiemy sprzeciwu wobec tych założeń, przynajmniej jeśli chodzi o polskich rolników. Możliwości wykorzystania obszarów rolnych są, jak widać, dosyć duże – choćby pod kątem pozyskiwania zielonego nawozu lub paszy dla zwierząt” – mówi OKO.press Justyna Zwolińska z Koalicji Żywa Ziemia, ekspertka Koalicji Klimatycznej.

Jej zdaniem jedynym powodem, jaki może wywoływać protesty rolników, jest wprowadzenie wymogu uprawy bobowatych i międzyplonów bez środków ochronnych roślin.

„Protestujemy przeciwko objawom, nie szukając przyczyn. Tymczasem, na problemy w rolnictwie powinniśmy patrzeć szerzej – wyjść z tej ”bańki„, w której się zamknęliśmy” – dodaje Marcin Wójcik, rolnik ekologiczny prowadzący ponad 90-hektarowe gospodarstwo.

„Proponuję zrobić ankietę i zapytać nas rolników co to jest Zielony Ład? Czy się z nim zapoznaliśmy? Podejrzewam, że każda odpowiedź będzie inna. Każda będzie perełką, jedyną i niepowtarzalną – jednak nienawiązującą do meritum sprawy... W pewnym sensie cieszę się, że rolnicy potrafili się zmobilizować i współpracować. Tyle że tej współpracy brakuje nam na co dzień. Współpracy i przepływu informacji” – ubolewa Wójcik.

Uwagę na „poważny problem komunikacyjny” związany z wdrażaniem Europejskiego Zielonego Ładu zwraca też Paulina Sobiesiak-Penszko z Instytutu Spraw Publicznych. „Wprowadzanie rozwiązań prośrodowiskowych wymaga odpowiedniego przygotowania i szeroko zakrojonej polityki informacyjnej. Tymczasem jej brakuje. Rolnik słyszy o kolejnych rozwiązaniach, zmianach, ale nie wie, jak one wpłyną na jego sytuację, jakie poniesie koszty i odniesie korzyści” – komentuje ekspertka.

I dodaje: – „To wszystko sprawia, że Europejski Zielony Ład staje się synonimem opresyjnego i biurokratycznego systemu, a nie rozwiązań niezbędnych z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego i odpowiedniej jakości żywności. Problem nie leży więc w tym, że rolnicy są przeciwni ochronie środowiska. To grupa, która bardzo dobrze widzi wyzwania związane na przykład z przenawożeniem czy stosowaniem nadmiernej ilości antybiotyków w hodowli. Ale spóźniliśmy się z przygotowaniem rolników do transformacji. Musimy to jak najszybciej nadrobić”.

To o tyle istotne, że trudna sytuacja rolników jest pożywką dla partii prawicowych i populistycznych. Ich celem jest osłabianie polityki klimatycznej i środowiskowej UE oraz samej wspólnoty. Jeśli w czerwcowych wyborach

„Opór wobec brukselskich przepisów środowiskowych był podsycany przez przekonanie, że miejscy decydenci ignorują obszary wiejskie – to sentyment, który skrajna prawica będzie starała się wykorzystać w okresie poprzedzającym czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego” – komentuje „Financial Times”.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;

Udostępnij:

Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”

Komentarze