0:00
Prawa autorskie: Z profilu FB Aliny PotemskiejZ profilu FB Aliny P...
30 grudnia 2022

Rosyjska propaganda za pieniądze rządu PiS? Czyli kto wspiera fundację Wspieram

PISF hojnie finansuje fundację znaną z prorosyjskiej propagandy i popieraną przez Russkij Mir. Przeciw organizowaniu przez tę fundację polsko-ukraińskiego festiwalu filmowego protestują twórcy z Polski i Ukrainy. Skąd taka niezatapialność fundacji Wspieram?

Wydrukuj

Australijska sieć kin znalazła się pod ostrzałem ukraińskiej społeczności w Melbourne za organizację festiwalu filmów rosyjskich. Brzmi dość absurdalnie, prawda? Specjalnie sprawdziłem. Moskwa leży 14 418 kilometrów od Melbourne, na drugim końcu świata. Bardzo daleko od obecnego teatru wojennego. Zobaczmy, co tak wzburzyło Ukraińców.

Tatiana Zachariak, przewodnicząca Związku Ukraińców w Wiktorii: „Społeczność ukraińska jest zbulwersowana tym, że sieć kin Hoyts zdecydowała się zorganizować rosyjski festiwal filmowy, w środku wojny i okrucieństw popełnianych na narodzie ukraińskim. […] Rosja wykorzystuje »kulturę« do forsowania propagandy, tak jak robiła to przez wiele lat z moskiewskim cyrkiem, rosyjskim baletem i chórem Armii Czerwonej”.

Cyrk, chór, balet i festiwal filmowy wsadzone do jednego worka z etykietą „Za tym wszystkim stoi Kreml”?

Agresję na Ukrainę wszyscy oczywiście potępiają, ale usuwanie Czajkowskiego czy Tołstoja kojarzy się niektórym z fanatyzmem. Nie chcemy przecież zwalczać rosyjskiej kultury, tylko rosyjski imperializm.

A jeśli są to dwie strony tej samej monety? Jeśli promocja rosyjskiej kultury, a nawet rozrywki (jeśli ktoś uzna męczenie zwierząt za rozrywkę), może być instrumentem rosyjskiego imperializmu?

Poparcie zza grobu

Weźmy za przykład działanie Fundacji Wspieram. Od 15 lat organizuje w Polsce festiwale kina rosyjskiego ”Sputnik”. Mieści się w Warszawie, czyli znacznie bliżej Kremla od Melbourne.

W tym roku znalazła się w centrum kontrowersji, również za sprawą Ukraińców. Zaczęło się w listopadzie od listu protestacyjnego ukraińskich twórców do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Nie podobało im się to, że fundacja znana ze swoich prorosyjskich sympatii dostała ponad pół miliona dofinansowania na polsko-ukraiński festiwal filmowy.

W odpowiedzi Dyrektor PISF dołączył listę 26 "znakomitych ukraińskich twórców", którzy wsparli wydarzenie. Po weryfikacji okazało się jednak, że co najmniej 20 artystów nie ma nic wspólnego z "rzekomym poparciem" dla festiwalu. Spora część to Białorusini, a jedna z wymienionych osób nie żyje od ponad 20 lat!

Sprawa dość kuriozalna, ale na tyle bulwersująca dla środowiska ukraińskich twórców, że o aferze napisała Wirtualna Polska, „Gazeta Wyborcza” i kilka innych mediów głównego nurtu.

Na koniec grupa głównie polskich znamienitych twórców kultury i nauki podpisała list otwarty w tej sprawie.

Obszerny fragment poniżej:

„Fundacja Wspieram, już po okupacji Krymu i części Donbasu przez Rosję, organizowany przez siebie festiwal filmowy Sputnik nad Polską współfinansowała pieniędzmi rosyjskiego ministerstwa kultury oraz powołanej przez rosyjski rząd fundacji Russkij Mir. Ta rosyjska fundacja została objęta sankcjami Unii Europejskiej za działania skierowane przeciw niepodległości, suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. […] Domagamy się, aby odpowiednie czynniki skontrolowały zasadność przyznania przez PISF dotacji fundacji Wspieram. Kontrola powinna objąć w szczególności procedurę i osoby odpowiedzialne za przyznanie dotacji na projektowany przez fundację Wspieram Festiwal Filmów Polsko-Ukraińskich. Solidaryzując się z ukraińskimi artystkami i artystami, żądamy także kontroli autentyczności nazwisk ukraińskich artystów na liście osób »wspierających festiwal«".

Pod listem znalazły się podpisy takich osób jak Danuta Kuroń, Przemysław Czapliński, Anna Engelking, Agnieszka Holland, Jacek Kleyff, Maja Komorowska, Magdalena Łazarkiewicz, Anda Rottenberg, Wilhelm Sasnal, Andrzej Seweryn, Jerzy Stępień, Piotr Tyma, Krystyna Zachwatowicz-Wajda, Maria Zmarz-Koczanowicz. PISF został zmuszony do wyjaśnień, w sumie obarczył winą fundację, ale nie wycofał się z decyzji. I tu można by postawić kropkę i zakończyć temat.

Problem w tym, że do opinii publicznej nie dotarły dość ważne, nawet sensacyjne aspekty całej sytuacji. Po pierwsze, suma dotacji dla Fundacji Wspieram w roku 2022 wyniosła ponad 2,2 miliony złotych. Chodziło także o takie projekty jak „kino ze Wschodu”, czy „Eurazja International Film Festival” (pisownia oryginalna). Nie znamy ani programu, ani dokładnych dat kiedy odbędą się te imprezy. Nie można ich znaleźć na stronie PISF. Same nazwy jednak są bardzo wymowne.

Dlaczego polska instytucja państwowa hojnie finansuje takie pomysły w czasie wojny w Ukrainie?

I dlaczego beneficjentem jest fundacja, która od 15 lat promowała rosyjską kulturę?

Odpowiednie sumy są widoczne na stronie PISF: tu, tu i tu.

Tajny wybór dyrektora

W samym PISF równolegle nastąpiło małe trzęsienie ziemi. Kadencja dyrektora Radosława Śmigulskiego miała się zakończyć na początku grudnia. Na 14 listopada wyznaczono przesłuchanie kandydatów. Warto zauważyć, że Ministerstwo Kultury nie podało ani ich nazwisk, ani składu komisji.

Tego samego dnia Śmigulski został wybrany na drugą kadencję. „Gazeta Wyborcza” podsumowała w tytule tekstu: „Na chybcika i za zamkniętymi drzwiami. Tak wybierano szefa polskiej kinematografii”.

Najciekawsze jednak są daty

Wszyscy spodziewali się wyboru dyrektora w pierwszym tygodniu grudnia. Tak pisała np. Wirtualna Polska w tekście o kontroli CBA w PISF. Śmigulski został wybrany 14 listopada, na dzień przed ukazaniem się pierwszego artykułu Wirtualnej Polski o skandalu z dotacjami dla Wspieram.

Całą sprawą zainteresowałem się przypadkiem. Znajomy przesłał mi mail w tej sprawie na samym początku listopada. Mail pochodził od dr Aliny Potemskiej, Ukrainki, która rozpoczęła akcję protestacyjną w tej sprawie.

Uznała, że nie może milczeć, kiedy jej rodacy każdego dnia giną w tej wojnie. Mnie sprawa zainteresowała także dlatego, że dotyka mojej branży. Jako scenarzysta mógłbym powiedzieć, że ta historia nadaje się na film fabularny, ale tego nie zrobię - nikt by w taką historię na ekranie nie uwierzył.

„Wspieram” kogo?

Czym zajmuje się fundacja Wspieram? W największym skrócie: organizacją festiwalu filmów rosyjskich Sputnik nad Polską, organizacją festiwalu filmów polskich Wisła z galą otwarcia w Moskwie oraz promocją rosyjskich i sowieckich filmów na DVD (na przykład wiekopomne dzieło „Lenin w Październiku”).

Fundacja Wspieram została założona w roku 2007. W tym samym roku Władimir Putin powołał do życia Fundację Russkij Mir. Ta ostatnia przez specjalistów do spraw bezpieczeństwa jest określana jako „instrument penetracji” Zachodu.

Na czele fundacji stoi wnuk Wiaczesława Mołotowa (b. wieloletniego ministra spraw zagranicznych Stalina), a ważną rolę odgrywa w niej reżyser Nikita Michałkow, przyjaciel i gorący zwolennik Putina.

Ktoś pewne pomyśli, że złośliwie łączę daty powstania tych dwóch fundacji, ale trzeba wiedzieć, że „Russkij Mir” przez wiele lat (jeszcze w zeszłym roku) finansował działalność Fundacji Wspieram. Nikita Michałkow był zaś gościem honorowym festiwali organizowanych przez Wspieram.

„Russkij Mir” został objęty unijnymi sankcjami w lipcu tego roku. Na liście sponsorów fundacji Wspieram były poza tym Ministerstwo Kultury Federacji Rosyjskiej, rosyjskie instytucje filmowe, ale także Agencja Prasowa Regnum. Przez Ukrainę i wiele krajów zachodnich również ta instytucja jest uważana za źródło dezinformacji i antyukraińskiej propagandy.

Człowiek renesansu

Na czele fundacji Wspieram od jej powstania stali Piotr i Małgorzata Skulscy. Piotr Skulski jest tak barwną postacią, że warto mu poświęcić odrębny paragraf. Po zmianie ustroju w 1989 roku w Polsce gwałtownie spadł popyt na rosyjską kulturę. Piotr Skulski postanowił walczyć z tym zniechęceniem. Miał do tego i zapał, i kompetencje. Ukończył Studium Marketingu i Zarządzania w Moskwie, chwalił się znajomością z adiutantem Wojciecha Jaruzelskiego. Otrzymał też nagrodę od rosyjskiego MON za „przyjaźń polsko-rosyjską i wzajemne wsparcie”.

Był promotorem tras koncertowych rosyjskich zespołów – słynnego Chóru Aleksandrowa, „Bieriozki”, a nawet Czerwonej Gwiazdy, czyli stuosobowego Zespołu Pieśni i Tańca Strategicznych Wojsk Rakietowych Rosji.

Realizował się także jako producent. W 2008 roku wyprodukował polsko-rosyjski film pt. „Tolko nie siejczas”. Jest to nietypowa komedia romantyczna. Opowiada o miłości sowieckiego żołnierza (Aleksandr Domagarow Jr) do polskiej chłopki (Magdalena Lamparska). Zdjęcia kręcono między innymi w okolicach Kaliningradu, a fabuła jest osadzona w roku 1953.

W 2010 roku Piotr Skulski, mając już liczne sukcesy na polu kultury, postanowił kandydować na urząd prezydenta Warszawy z ramienia Partii Patriotycznej. Znany krytyk filmowy Tadeusz Sobolewski trochę mu popsuł nastrój publikując w tym samym roku tekst w „Gazecie Wyborczej” pt. „Wstyd mi za współorganizatora Sputnika”.

Pisał w nim między innymi o tym, że Skulski jest fanem twórczości reżysera Bohdana Poręby, antysemity i narodowca, w PRL niesławnego założyciela niesławnego Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”. Poręba startował w tym samym roku z list Polski Patriotycznej. Sprawę może udałoby się całkiem wyciszyć, gdyby nie PiS, który postanowił złośliwie wsadzić kij w szprychy.

Przeklęta interpelacja

W roku 2011 ówczesny poseł PiS Mariusz Błaszczak wyrażał się krytycznie w interpelacji o źródłach finansowania fundacji Wspieram:

„Gdy bowiem przyjrzeć się bliżej źródłom finansowania imprezy, okolicznościom wmanewrowania w jego promocję ministrów spraw zagranicznych i gospodarki oraz politycznej działalności organizatorów Sputnika, jakikolwiek udział polskich władz w jego promowaniu i wspieranie finansowe ze środków publicznych należy uznać za skandal godzący w interesy Rzeczypospolitej Polskiej”.

Partii promującej Piotra Skulskiego wypominał antysemityzm:

„W innych materiałach opublikowanych na stronie Polski Patriotycznej (publikowanych na podstronie z programem wyborczym Skulskiego) można przeczytać również, że »Kaczyńscy jak i Donald Tusk - Premier Polskiego Rządu ma swoje pochodzenie. Powinien wiedzieć i poinformować Polaków (wyborców) że formalnie jest potomkiem folksdeutchy - (każde z czworga dziadków podpisało VL), zaś etnicznie Żydem prowincji germańskiej«".

To musiało być bardzo krępujące dla rządu Platformy Obywatelskiej i PSL.

Festiwal Sputnik w 2010 roku cieszył się bowiem patronatami honorowymi ministra Radosława Sikorskiego, wicepremiera Waldemara Pawlaka i ministra Bogdana Zdrojewskiego, a także prezydent m st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i marszałka województwa mazowieckiego Adama Struzika.

Specjalny list na otwarcie głównej, warszawskiej edycji festiwalu wystosował prezydent Bronisław Komorowski. O wsparciu Prezydenta Federacji Rosyjskiej Dymitra Miedwiediewa nie ma co wspominać, bo to się rozumie samo przez się. Minister kultury Bogdan Zdrojewski znalazł jednak sposób, żeby wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Oto fragment odpowiedzi:

„Przy analizie wniosku organizatora o udzielenie patronatu ministra brany jest pod uwagę program przedsięwzięcia i jego poziom organizacyjny i artystyczny. Nie analizuje się natomiast kontekstów politycznych, tym bardziej że takie informacje nie są wymagane w obowiązującym wzorze wniosku”.

Narodziny gwiazdy

To trochę ironiczne, bo odpowiedź ówczesnego ministra z Platformy brzmi prawie identycznie jak odpowiedź szefa PISF na zarzuty ukraińskich twórców 15 lat później. Niemniej zamieszanie związane z interpelacją musiało popsuć nastroje w fundacji.

Piotr Skulski, trochę jak Macierewicz w rządach prawicy, zaczął być chowany gdzieś za kulisami. To była świetna decyzja, bo żona Piotra Skulskiego, Małgorzata, jest wybitną ambasadorką fundacji. W 2012 roku otrzymała najwyższe odznaczenie w dziedzinie kultury od Prezydenta Federacji Rosyjskiej – order Aleksandra Puszkina. Jest także właścicielką czerwonego dywanu, po którym kroczył Putin. Fundacja wylicytowała ten cenny przedmiot na aukcji WOŚP i od tej pory używała na galach otwarcia festiwalu Sputnik.

Afera PISF czy PiS?

Pani Małgorzata Skulska lubi zaznaczać, że przez wiele lat istnienia fundacja cieszyła się wsparciem wielu sił politycznych. Wspomina na przykład o tym, że taśmy z filmami na galę festiwalu Wisła były na pokładzie tragicznego lotu do Smoleńska (!). Wsparcia festiwalowi udzielili zaś ludzie z Kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Poniżej fragment wywiadu z "Gazety Wyborczej" z 2010 roku:

„Zwykła procedura wysyłania kopii z Polski do Rosji trwa od dwóch do czterech miesięcy. I jest kosztowna. Ale pomoc zaoferował nam przyjaciel naszego festiwalu Andrzej Kremer, wiceminister spraw zagranicznych - razem z Mariuszem Handzlikiem, podsekretarzem stanu z Kancelarii Prezydenta, zgodził się przewieźć kopie jako przesyłkę dyplomatyczną, dzięki czemu ominęliśmy wiele formalności. Pomagał nam też Dariusz Jankowski z biura obsługi Kancelarii Prezydenta - jeszcze na lotnisku cieszył się, że wszystko dotrze w całości i na czas. Ja też. Powoli dotarło do mnie, że nie żyje cała czwórka naszych przyjaciół, którą żegnałam na lotnisku: Mariusz Handzlik, Dariusz Jankowski, biskup gen. dywizji Tadeusz Płoski, ordynariusz polowy WP. I Andrzej Kremer…”.

Warto zauważyć, że te ważne słowa padły raptem 4 dni po katastrofie smoleńskiej. Całe społeczeństwo było wtedy w szoku. Przez bardzo krótką chwilę panowała nawet atmosfera braterstwa między Polską a Rosją. Dla przypomnienia, 9 maja sztab kandydującego na Prezydenta RP Jarosława Kaczyńskiego opublikował nagranie wideo pt. „Do przyjaciół Rosjan”, w którym Kaczyński podziękował im za okazane współczucie po katastrofie prezydenckiego samolotu. W tej samej kampanii chwalił Edwarda Gierka, I sekretarza PZPR w PRL i wyrażał się przychylnie o premierze Józefie Oleksym z SLD.

Dopiero później prawicowa prasa zaczęła narrację, w której uścisk Tuska i Putina w Smoleńsku stał się koronnym dowodem zdrady.

Już rok później prezes PiS mówił, że ci, którzy „polegli w Smoleńsku” zostali „zdradzeni o świcie”. Zaczął też coraz wyraźniej mówić najpierw o moralnej odpowiedzialności Tuska, potem o możliwych konsekwencjach karnych. Wtedy też linia programowa partii stała się wyraźnie antyrosyjska.

To wszystko działo się w roku 2011. Potem nastąpiła okupacja Krymu (2014), a w 2015 roku PiS doszedł do władzy, grając nadal na antyrosyjskiej nucie. Można by się spodziewać, że fundacja Wspieram zostanie wreszcie skutecznie zablokowana.

Zamiast tego w tym samym 2015 roku odbył się 9. festiwal Sputnik i tak to trwało aż do wybuchu wojny na pełną skalę 24 lutego 2022. W tym roku Festiwal filmów rosyjskich się nie odbył, fundacja dostała natomiast bardzo hojne dotacje na inne projekty.

Wśród nich koniecznie trzeba wymienić festiwal Wisła. Jest to potężna machina promocyjna naszego kina. Po tym, jak Sputnik stał się trochę niemodny, właśnie Wisła stała się wizytówką Fundacji Wspieram. Formuła tego „święta polskiego kina” do tej pory wyglądała następująco. Gala otwarcia odbywa się w Moskwie, następnie festiwal odwiedza największe rosyjskie miasta, by potem jechać jeszcze dalej na wschód do Azerbejdżanu, Kazachstanu, Turkmenistanu i reszty postsowieckich republik azjatyckich. W tym roku - ze względu na wojnę - z programu została wyjątkowo wyłączona Rosja i Białoruś.

Patriotyczna czy prorosyjska?

Dlaczego sprawa fundacji Wspieram do tej pory nie stała się skandalem? Takim, o którym mówi się wszędzie? Tropy wskazujące na rosyjskie wpływy są tak absurdalnie oczywiste, że jedyny sposób, aby uniknąć afery, to po prostu je przemilczeć. Jak do tej pory to się udało.

W mediach afera z dotacją PISF została sprowadzona właściwie do tematu „awanturujących się Ukraińców”. Takie przekierowanie dyskusji jest możliwe tylko jeśli pominie się wszystkie najważniejsze fakty obciążające Wspieram. A chodzi przede wszystkim o powiązania polityczne.

Pani Małgorzata Skulska bardzo stara się dystansować od swojego męża. Do tego stopnia, że na początku tego miesiąca zaczęła przedstawiać się na Facebooku nazwiskiem panieńskim. Nie może jednak uciec od związków z prorosyjską i faszyzującą partią Polska Patriotyczna. Z tej prostej przyczyny, że trzech członków obecnego zarządu fundacji Wspieram startowało z jej list w wyborach samorządowych 2010 roku.

Sama pani prezes miała czwórkę na liście w swoim okręgu

Oprócz niej na listach figurowała także Agnieszka Czepanko i Jacek Madzio. Na tych samych listach znajdziemy wspomnianego wcześniej Bohdana Porębę, ale także Jana Grudniewskiego, który organizował prowokacje w Auschwitz związane z tzw. obroną Krzyża.

Oprócz tego warto zwrócić uwagę na Eugeniusza Sendeckiego, jest to założyciel tzw. Telewizji Narodowej, kolejny faszyzujący antysemita i patostreamer w jednym. Znany historyk Sławomir Cenckiewicz poświęcił swego czasu sporo wysiłku, żeby zdemaskować innego z kandydatów Polski Patriotycznej, Ryszarda Dorfa. Cenckiewicz pisze o ludziach o komunistycznym rodowodzie, którzy przeniknęli do władz związku kombatantów AK.

Polska Patriotyczna po roku 2018 przeszła w ręce ludzi związanych z partią Zmiana. To z tej organizacji wywodzą się osoby, które miały zarzuty związane ze szpiegostwem na rzecz Rosji i Chin. Nowym przewodniczącym został Paweł Z, a jego zastępcą Dariusz K.

Dlaczego piszę o nich nie używając pełnego nazwiska? Ponieważ zostali skazani na kary w zawieszeniu za "propagowanie faszyzmu lub innego ustroju Państwa". Konkretnie oznaczało to, że publikowali teksty, które bądź wzywały do nienawiści, bądź deklarowały miłość do Rosji w kontekście wojny w Ukrainie.

Przykładowe tytuły: „Putin w roli nauczyciela i w roli przywódcy państwa”, „Lekcja historii i wiedzy politycznej A. Łukaszenki” oraz „Dlaczego warto wspierać Rosję?”. Partia została wyrejestrowana z powodu tego, że nie złożyła dokumentów finansowych. Może dlatego, że kierownictwo musiało się zajmować kłopotami prawnymi.

Strusie i polityka

Czy w świetle tych wszystkich faktów można powiedzieć, że promocja kultury bywa instrumentem rosyjskiego imperializmu? Ci wszyscy ludzie pchali się do polityki po coś. Chcieli wywierać wpływ, a nie przyglądać się z boku.

Środowisko filmowe temat fundacji Wspieram całkowicie zamiotło pod dywan. Nie wypowiedziała się żadna z instytucji zrzeszających twórców filmowych. Skromny oddolny protest, który się odbył w tej sprawie nie został właściwie odnotowany w mediach.

Można chyba złośliwie dodać, że sprawa fundacji Wspieram narobiła więcej szumu w Moskwie niż w Warszawie. Kremlowskie media stanęły murem w obronie prezeski fundacji pisząc o „nagonce”, „linczu” i „polowaniu na czarownice”. Pisałem o tym na swoim profilu na Facebooku.

Odezwała się nawet fundacja „Russkij Mir” poświęcając tematowi spory tekst. Sprawa stała się zresztą pretekstem do obrzydliwych ataków na Ukraińców, którzy ponoć „rządzą się w Polsce”, roznoszą choroby, pasożytują na naszym narodzie.

Jeśli Ministerstwo Kultury nie zareaguje, w nowym roku odbędą się 4 festiwale filmowe organizowane przez prorosyjską fundację za polskie pieniądze: festiwal Wisła, „Kino ze Wschodu”, Eurazja International Film Festival oraz ten nieszczęsny polsko-ukraiński „My z Wami, Wy z Nami”.

Wszyscy będziemy udawać, że nic się nie dzieje?

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne