0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Mariusz Jałoszewski / OKO.pressFot. Mariusz Jałosze...

Sędziowie z Izby Karnej oceną legalności izraelskiego oprogramowania Pegasus zajmują się na kanwie procesu karnego dwóch agentów ABW. W ich sprawie zapadł już prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu w 2023 roku, ale złożono od niego kasację.

SN zaczął rozpoznawać ją w czwartek 22 stycznia 2026 roku. Ale rozprawę odroczono, bo SN wystąpił do szefa CBA z zapytaniem, czy oprogramowanie Pegasus posiadało wymaganą akredytację bezpieczeństwa. Szef CBA ma 14 dni na udzielenie odpowiedzi. Chodzi o to, czy oprogramowanie zostało urzędowo zalegalizowane – pod kątem bezpieczeństwa teleinformatycznego – w celu użycia go w ramach kontroli operacyjnej.

Oprogramowanie musi bowiem być odporne na ataki hakerskie i musi zapewniać ochronę zgromadzonych w niej danych. Nie mogą mieć do nich dostępu osoby z zewnątrz. Przypomnijmy, że oprogramowanie kupiono dla CBA za władzy PiS.

Tę sprawę w SN prowadzi trzyosobowy skład legalnych sędziów SN – Dariusz Świecki, Małgorzata Gierszon, Andrzej Tomczyk. Do czasu uzyskania odpowiedzi SN odroczył rozprawę. Nowy termin wyznaczy, jak dostanie odpowiedź z CBA.

Wyrok w tej sprawie będzie miał znaczenie dla oceny innych śledztw, w których użyto Pegasusa. Bo będzie precedensowy. O szczegółach tej sprawy piszemy w dalszej części tekstu.

Przeczytaj także:

W sprawie zakupu i użycia Pegasusa śledztwo prowadzi Prokuratura Krajowa, która postawiła już zarzuty agentom CBA. A wobec byłego wiceministra sprawiedliwości z PiS Michała Wosia skierowała już akt oskarżenia. Bo to on dał zgodę, by na zakup izraelskiego oprogramowania do totalnej inwigilacji, przelano 25 milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości (w sumie Pegasus kosztował ok. 33 miliony zł, kupiono go pod koniec 2017 roku).

Prokuratura chce też stawiać zarzuty byłemu Prokuratorowi Krajowemu, a obecnie prezesowi TK Bogdanowi Święczkowskiemu.

Sprawą użycia Pegasusa zajmuje się również sejmowa komisja śledcza. W związku z tymi sprawami jest, już wiadomo, że CBA nie miało akredytacji Pegasusa, a o konieczności akredytowania uprzedzało ABW. Bo dane z polskich śledztw mogły zapisać się na serwerach właściciela oprogramowania w Izraelu. Sprzedał on bowiem tylko licencję na korzystanie z niego. A to mogło naruszyć przepisy dotyczące ochrony informacji niejawnych. Brak akredytacji potwierdziła kontrola ABW.

Taką akredytację wystawia ABW. Za jej brak Prokuratura Krajowa postawiła zarzuty byłemu szefowi CBA Ernestowi Bejdzie.

Sąd Najwyższy zajmujący się konkretną sprawą, w której użyto Pegasusa, musi mieć jednak formalne potwierdzenie braku akredytacji bezpieczeństwa w aktach. Bo ma to znaczenie dla oceny legalności użycia oprogramowania wobec oskarżonych w rozpoznawanej sprawie. I oceny legalności wykorzystania przeciwko nim dowodów zdobytych dzięki Pegasusowi. Na nich opiera się akt oskarżenia.

Na zdjęciu u góry skład orzekający Sądu Najwyższego, który wyda precedensowy wyrok ws. Pegasusa. Od prawej siedzą sędziowie SN: Małgorzata Gierszon (sędzia sprawozdawca), Dariusz Świecki (przewodniczący składu) i Adam Tomczyk. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Michał Woś w Ministerstwie Sprawiedliwości uśmiecha się nieśmiało
Były wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. Jest oskarżony za wydanie 25 milionów z Funduszu Sprawiedliwości na zakup Pegasusa. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

Pegasus jako broń przeciwko opozycji, sędziom, dziennikarzom

Zakup i używanie Pegasusa za władzy PiS początkowo było tajemnicą. Politycy PiS zaprzeczali jego zakupowi. Sprawę ujawnili jednak dziennikarze. A potem użycie Pegasusa potwierdziły badania telefonów inwigilowanych osób przez kanadyjskich ekspertów z Citizen Lab.

Dziś wiadomo, że przy pomocy Pegasusa inwigilowano bezpośrednio i pośrednio (chodzi o osoby, które dzwoniły na podsłuchiwany przez Pegasusa telefon) polityków ówczesnej opozycji, dziennikarzy, prokuratorów, biznesmenów, czy sędziów.

Pegasusem rozpracowywano adwokata Romana Giertycha, prokuratorkę Ewę Wrzosek, ówczesnego senatora PO Krzysztofa Brejzę, byłą przewodniczącą stowarzyszenia sędziów Themis sędzię Beatę Morawiec, czy byłego prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Pegasusa używano nawet wobec polityków PiS.

Wiadomo też, że dzięki objęciu inwigilacją tym oprogramowaniem telefonu Giertycha CBA nagrało jego rozmowy m.in. z Donaldem Tuskiem i jego córką, Radosławem Sikorskim, Pawłem Grasiem, Michałem Kamińskim, czy z redaktorami naczelnymi „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka”.

Taśmy z nagraniami rozmów Giertycha z tymi osobami w 2025 roku ujawniła prawicowa Telewizja Republika. Doszło do złamania tajemnicy obrończej i adwokackiej, bo adwokat Giertych był pełnomocnikiem wielu nagranych osób. To byli jego klienci.

Na użycie Pegasusa Centralne Biuro Antykorupcyjne miało zgodę Sądu Okręgowego w Warszawie. Ale mogła ona być wyłudzana, bo CBA nie pisało we wnioskach o zgodę na kontrolę operacyjną, jakiego narzędzia do inwigilacji będzie używać. Sądy nie wiedziały więc, na co się zgadzają. Teraz to – pod kątem wyłudzania zgód – ocenia też Prokuratura Krajowa.

O tym, że CBA dowody zdobywała przy pomocy Pegasusa, nie musieli też wiedzieć prokuratorzy, którzy wykorzystywali te dowody do pisania aktów oskarżenia. CBA dostarczała bowiem jej tylko dowody, nie chwaliła się, że zdobyła je przy pomocy Pegasusa.

Izraelskie oprogramowanie wgrywano na telefony osób kontrolowanych i dzięki temu podsłuchiwano ich rozmowy telefoniczne.

CBA miało też dostęp do ich korespondencji, w tym w komunikatorach, i co ważne, do korespondencji archiwalnej, na co nie było formalnej zgody. Bo zgoda na kontrolę operacyjną była od daty wydania decyzji przez sąd. Nie działała wstecz.

A Pegasus pozwalał na dowolną penetrację treści zawartych w telefonie. Miał też dostęp do kont – jeśli logowania były z telefonu. Pegasus umożliwiał ponadto obserwację tego, co dzieje się w domu, czy na infekowanie telefonu fałszywymi danymi.

Sądy dając zgody na kontrolę operacyjną, nie wiedziały, że narzędzie ma takie możliwości. Więc in blanco zezwalały CBA na tak szeroką kontrolę. I tak teraz broni się CBA i politycy PiS. Zasłaniają się zgodami sądów.

Mężczyzna, Donald Tusk, siedzi i premawia, za nim flagi biało-czerwona i unijna z gwiazdkami
Premier Donald Tuska. W 2019 roku, gdy był w opozycji, został nagrany przez CBA, gdy dzwonił na telefon Romana Giertycha, który był inwigilowany Pegasusem. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

Jak wrocławski sąd zdelegalizował Pegasusa

Sprawa, w której SN wyda teraz precedensowy wyrok, dotyczy jednego czynnego funkcjonariusza ABW i drugiego funkcjonariusza ABW w stanie spoczynku, obecnie detektywa. W 2020 roku stołeczna prokuratura wysłała do sądu akt oskarżenia. Zarzuciła im przekroczenie uprawnień i wykorzystanie informacji niejawnych o klauzuli „tajne”.

Prokuratura zarzucała, że emerytowany funkcjonariusz nakłaniał czynną funkcjonariuszkę ABW do przekazania mu informacji dotyczących obserwacji jego i jeszcze innej osoby. Chodziło o jego klienta z Izraela, biznesmena, który szukał dojścia do polityków PiS. To mogło zwrócić uwagę służb, które objęły go i detektywa kontrolą operacyjną. Zgodę na nią dał w 2018 roku Sąd Okręgowy w Warszawie. Szczegóły tej operacji opisała wrocławska „Gazeta Wyborcza”.

W ramach tej kontroli CBA mogła przejrzeć zawartość telefonu detektywa i zdobyć jego korespondencję na komunikatorze internetowym z funkcjonariuszką ABW. Dopytywał ją o to, czy jest obserwowany. I miał dostać potwierdzenie.

Za to Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał ich na rok więzienia, w zawieszeniu na trzy lata. Oskarżeni złożyli apelacje. Ich obrońcy zarzucali, że do ich oskarżenia wykorzystano dowody zdobyte w ramach kontroli operacyjnej telefonu detektywa.

Obrońcy podnosili, że to tzw. owoce zatrutego drzewa; czyli nielegalnie zdobyte dowody. Że nie można było ich wykorzystać do postawienia zarzutu przekazania informacji niejawnych. Bo takie przestępstwo nie jest wymienione w ustawie o CBA do wykrycia, którego ta służba może stosować kontrolę operacyjną. I, że prokuratura nie zalegalizowała tych dowodów, poprzez wydanie stosownej decyzji.

I obrońcy detektywa wygrali. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w maju 2023 roku zmienił wyrok i uniewinnił emerytowanego funkcjonariusza ABW. A wobec czynnej agentki utrzymał wyrok, zmieniając jednak opis czynu i zmniejszając karę grzywny. Na wyrok sądu wpływ miało to, że CBA użyło w tej sprawie Pegasusa. I jest to pierwszy wyrok sądu powszechnego w Polsce, który się odnosi do tego oprogramowania.

Sąd apelacyjny orzekł, że inwigilacja nie była legalna. Bo CBA odmówiło ujawnienia pełnej treści uzasadnienia wniosku o kontrolę operacyjną, wysłanego w 2018 roku do Sądu Okręgowego w Warszawie (ten sąd dał zgodę na kontrolę operacyjną). A bez tego sąd nie mógł ocenić prawidłowości i praworządności działań CBA.

Sąd wywnioskował, że CBA użyło Pegasusa, o którym pisały wówczas media. Bo taki program pozwalał na ściąganie korespondencji z komunikatorów, zwłaszcza historycznej, sprzed wydania zgody sądu. Sąd uznał Pegasusa za narzędzie totalnej inwigilacji, na którego stosowanie nie zezwala polskie prawo.

Sąd apelacyjny napisał w uzasadnieniu swojego wyroku: „Oprogramowanie typu spyware daje pełen dostęp do urządzenia mobilnego, pozwala tym samym na uzyskiwanie i utrwalanie danych z niego. Tyle tylko, że do jego instalacji dochodzi w drodze ominięcia i przełamania zabezpieczeń – włamania na telefon – i to w sposób naruszający jego strukturę.

Tymczasem obwiązujące przepisy dotyczące kontroli operacyjnej, w tym omawiany art. 17 ustawy o CBA, nie zezwalają na tego rodzaju działania, nie przewidują takiej możliwości”.

I dalej sąd pisał w wyroku o Pegasusie: „Nie gwarantuje on bezpieczeństwa i poufności danych. Określony sposób transferu pozyskiwanych danych stwarza możliwość dostępu do nich innych podmiotów, jak choćby producenta oprogramowania”.

Sąd odniósł się też do ściągnięcia przez CBA z telefonu historycznej korespondencji, sprzed wydania zgody sądu na inwigilację.

Wrocławski sąd apelacyjny w uzasadnieniu wyroku pisał: „Zarządzenie kontroli operacyjnej jest przecież możliwe tylko przy spełnieniu warunku istnienia informacji o przestępstwie. Dane historyczne obejmują okres wcześniejszy, kiedy informacji o przestępstwie mogło jeszcze w ogóle nie być. Z kolei określony w ustawie maksymalny czas trwania kontroli operacyjnej służyć ma osiągnięciu określonego celu. Dane historyczne nie pozostają w związku z tym celem”.

Sąd zaznaczał, że stary, legalny Trybunał Konstytucyjny wykluczył możliwość bezterminowego prowadzenia podsłuchów.

Sąd apelacyjny: „Jest to jednak tak daleko idąca ingerencja w prywatność, że niepodobna uznać, by mogła odbywać się w sposób praktycznie nieograniczony, bez jasnych zasad i reguł, bez właściwej kontroli sądowej, a do tego prowadziłoby bezkrytyczne zaakceptowanie okoliczności, w jakich prowadzona była kontrola operacyjna w tej sprawie”.

Sąd apelacyjny uznał jeszcze, że nie można wykorzystać dowodów, które są pochodną materiałów z inwigilacji. Chodzi o wyjaśnienia oskarżonych złożone po ujawnieniu tych materiałów. Sąd: „Nie może ulegać wątpliwości, że mogło to wpłynąć na treść ich wypowiedzi procesowych. Zadawane oskarżonym pytania odnosiły się do konkretnych komunikatów. Treść ich wypowiedzi była determinowana tym, co im ujawniono”.

Dlatego sąd apelacyjny uznał tylko jako ważne ich wyjaśnienia złożone zaraz po zatrzymaniu, zanim ujawniono im zapisy z komunikatorów. I dlatego uznał, że nie ma dowodów na podżeganie przez detektywa do ujawnienia informacji niejawnych. I go uniewinnił.

A funkcjonariuszka ABW została skazana, bo sama się przyznała na pierwszym przesłuchaniu. Sąd apelacyjny wyeliminował tylko z opisu jej czynu informacje pochodzące z inwigilacji. I zmniejszył jej grzywnę.

Roman Giertych - mężczyzna 50 plus w garniturze
Adwokat Roman Giertych, obecnie poseł z listy KO. Był inwigilowany Pegasusem w 2019 roku. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Rozprawa ws. Pegasusa w SN

Od tego wyroku kasację do SN złożyła Prokuratura Okręgowa w Warszawie i agentka ABW (z powodów formalnych SN jej wniosku o kasację nie przyjął).

Prokuratura zarzucała w swojej kasacji, że sąd apelacyjny użycie narzędzia do kontroli operacyjnej ustalił tylko na podstawie doniesień medialnych i swoich przypuszczeń. Sąd próbował ustalić, jak było w tej sprawie. Ale za władzy PiS CBA dwa razy odmówiło udzielenia informacji, czy stosowało Pegasusa.

Prokuratura zarzucała też, że sąd apelacyjny uznał, że na byłym funkcjonariuszu ABW nie ciąży obowiązek ochrony informacji niejawnych.

W czwartek 22 stycznia 2026 roku na rozprawie w SN prokurator Jerzy Kopeć z Prokuratury Krajowej podtrzymał zarzuty prokuratury z kasacji. Dowodził, że obrońcy oskarżonych w apelacji nie kwestionowali legalności samego oprogramowania, tylko wykorzystanie dowodów zgromadzonych przy jego pomocy do postawienia konkretnych zarzutów.

Dlatego w ocenie prokuratury sąd apelacyjny nie mógł ocenić legalności oprogramowania. Prokurator sam nie miał pewności, czy chodzi o Pegasusa. Tylko raz podczas swojego wystąpienia w SN użył nazwy Pegasus, mówiąc, że najprawdopodobniej użyto go w tej sprawie. Ale zaraz dodał, że brak jest pewności tego.

Podkreślał, że dowody zdobyte w ramach tej kontroli operacyjnej zostały zalegalizowane w akcie oskarżenia, który się na nich opiera. I dalej mówił, że sąd apelacyjny nie mając pewności, jakiego narzędzia użyto do kontroli operacyjnej i jak ono działa, nie mógł ocenić go pod kątem złamania zasad prawa do prywatności zawartych w Konstytucji i międzynarodowych Konwencjach.

Z kolei pełnomocniczka byłego funkcjonariusza ABW, adwokatka Kinga Wołynkiewicz przekonywała, że wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu jest prawidłowy. Podkreślała, że sąd ten nie miał łatwego zadania, bo CBA odmawiało udzielenia informacji (działo się to za władzy PiS).

Prokurator Jerzy Kopeć z Prokuratury Krajowej. Popierał w SN kasację prokuratury, która chce uchylenia precedensowego wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu ws. Pegasusa. Fot. Mariusz Jałoszewski.
;
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze