OKO.press dotarło do czterech niepublikowanych dotąd ekspertyz dotyczących wydarzeń w Sejmie 16 grudnia. W większości wspierają stanowisko PiS, ale w istotnych punktach od niego odbiegają: prof. Anna Łabno kwestionuje konieczność używania Straży Marszałkowskiej wobec posłów blokujących mównicę i pociągania ich do odpowiedzialności karnej

Do tej pory ukazało się jedenaście zamówionych przez Biuro Analiz Sejmowych ekspertyz prawnych dotyczących wydarzeń w Sejmie 16 grudnia. Dziewięć z nich, stwierdzających, że marszałek Marek Kuchciński nie złamał prawa, Kancelaria Sejmu opublikowała na stronie Sejmu 5 stycznia. Dwóch kolejnych ekspertyz, prezentujących odmienne stanowisko, Kancelaria nie pokazała, ale 9 stycznia opublikowała je Platforma Obywatelska.



Na prośbę OKO.press Kancelaria Sejmu udostępniła cztery kolejne opinie prawników zamówione przez BAS.

Nie można ich znaleźć na stronach sejmowych. Udostępniamy je jako pierwsi pod tym linkiem 

(najnowsze ekspertyzy znajdują się na stronach 65-74 i 119-173).

Trzy z nich pochodzą z 10 stycznia, czwarta z 18 stycznia. Ich autorami są dr hab. Jadwiga Potrzeszcz i dr hab. Marek Dobrowolski z KUL, prof. Bogumił Szmulik z UKSW oraz prof. Anna Łabno z UŚ. PiS sięgał już po ich opinie (z wyjątkiem dr hab. Potrzeszcz), gdy potrzebował uzasadnienia dla działań obezwładniających Trybunał Konstytucyjny. Dr hab. Dobrowolski przekonywał, że prezydent nie powinien powoływać żadnego z pięciu sędziów TK wybranych za kadencji PO i że TK nie ma kompetencji do orzekania o PiS-owskiej ustawie o Trybunale bezpośrednio na podstawie Konstytucji, więc jego wyroku nie należy publikować. Takiego samo stanowiska bronił też prof. Szmulik. Razem z prof. Łabno zasiadali w powołanym przez marszałka Kuchcińskiego zespole, który przygotował raport Trybunale Konstytucyjnym, uzasadniający demontaż idący dalej niż ten, na który ostatecznie zdecydował się PiS.

Nowe ekspertyzy dotyczą m.in. zgodności z prawem:

  • nowych zasad pracy mediów w budynkach Sejmu,
  • wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby,
  • przeniesienia posiedzenia Sejmu do Sali Kolumnowej 16 grudnia oraz innych decyzji marszałka Kuchcińskiego,
  • blokowania mównicy i okupowania sali posiedzeń przez posłów opozycji,
  • użycia Straży Marszałkowskiej przez marszałka Sejmu.

Wszyscy autorzy twierdzą, że marszałek Kuchciński 16 grudnia postępował słusznie i zgodnie z prawem, a przepisy łamali wyłącznie posłowie opozycji.

Ekspertka nie zgadza się z Kaczyńskim

Najwyraźniej od stanowiska PiS odbiega ekspertyza prof. Anny Łabno. Nie podważa ona legalności decyzji marszałka Kuchcińskiego ani łamania regulaminu Sejmu przez posłów opozycji. Twierdzi jednak, że ewentualność pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej  za „wywieranie wpływu na czynności urzędowe” przemocą lub groźbą karalną (art. 224 § 1. kk) można rozważać „bardziej w kategoriach teoretycznych”. Tym samym

podważyła słowa Jarosława Kaczyńskiego, który na konferencji 21 grudnia 2016 r. zarzucił posłom opozycji działania przestępcze i naruszanie prawa karnego.

Prokuratura okręgowa w Warszawie prowadzi obecnie śledztwo w sprawie wydarzeń z 16 grudnia, powołując się m.in. na ten przepis, choć jak dotąd dotyczy ono jedynie osób protestujących pod Sejmem.



Niezgodna z planami PiS mogła być także opinia prof. Łabno o dopuszczalnych metodach reagowania przez marszałka na blokowanie mównicy. Jej zdaniem skorzystanie ze Straży zgodnie z regulaminem jest absolutną ostatecznością i mogłoby nastąpić po wyczerpaniu środków pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu”.

Na ekspertyzie prof. Łabno widnieje data 10 stycznia. Tymczasem – według informacji Wirtualnej Polski – Biuro Ochrony Rządu dostało polecenie usunięcia siłą posłów okupujących salę plenarną. Miało się to stać w nocy z 11 na 12 stycznia, poprzedzającej 34 posiedzenie Sejmu. Według WP akcja została odwołana, ponieważ nie zgodził się na nią odwołany później komendant Straży Marszałkowskiej Arkadiusz Koschalke.

Możliwe jednak, że zbieżność dat oraz rozbieżność stanowisk prof. Łabno i kierownictwa PiS nie miała żadnego wpływu na wstrzymanie publikacji ekspertyz. Być może posłużą jeszcze do innych celów.

Traktujmy media jak Trump

Prof. Szmulik, pisząc o proponowanych w grudniu 2016 r. przez Kancelarię Sejmu ograniczeniach dostępu mediów do Sejmu, nie wymienia czego właściwie dotyczyły. Przypomnijmy, że właśnie 16 grudnia posłowie opozycji protestowali na sali posiedzeń m.in. przeciwko planom zakazania nagrywania dźwięku i obrazu z obrad oraz wydzielania maksymalnie dwóch wejściówek na redakcję. Te obostrzenia są dla prof. Szmulika zwykłymi regulacjami i nie ma w nich nic dziwnego, bo marszałek Bronisław Komorowski w 2008 r. też wydał zarządzenie regulujące pracę mediów, a „w ostatnim czasie prezydent elekt Donald Trump zapowiedział zmianę sposobu organizacji pracy mediów relacjonujących działalność organów władzy w USA”.

W skrócie argument prof. Szmulika wygląda tak: jeśli gdzieś dozwolone są częściowe ograniczenia wolności mediów, ich wolność można krępować do woli.



Odpowiedzialność zbiorowa

Dr hab. Marek Dobrowolski przyznał, że decyzja marszałka Kuchcińskiego była „stosunkowo szybka” (cała procedura, jak policzyło OKO.press, zajęła mu 53 sekundy), ale mimo to jego zdaniem była zgodna z regulaminem. Żeby to wykazać, musiał jednak nieco nagiąć literę prawa. Przed wystąpieniem posła Szczerby, jak przypomniał dr hab. Dobrowolski, wielu posłów opozycji w ramach zgłaszania wniosków formalnych wypowiadało się nie na temat. A jako że zbiorowe zakłócanie porządku obrad „nieco wymyka się regulacjom regulaminowym” – jak pisze Dobrowolski – sytuacja wymagała od marszałka „całościowego uwzględniania wydarzeń na Sali plenarnej Sejmu”. Inaczej mówiąc,

według Dobrowolskiego zgodne z regulaminem Sejmu było wykluczenie posła Szczerby w ramach odpowiedzialności zbiorowej, chociaż sam żadnego przepisu regulaminu nie naruszył.

Nowa definicja kworum

Osobną taktyką ekspertów PiS jest pomijanie kluczowych dla wydarzeń 16 grudnia faktów. Prof. Szmulik analizę „stanu faktycznego” rozpoczyna od zdania: W trakcie procedowania nad projektami ustaw grupa posłów opozycji rozpoczęła blokowanie mównicy sejmowej”, a o wykluczeniu posła Szczerby w ogóle nie wspomina. Tego incydentu nie dostrzegła także dr hab. Jadwiga Potrzeszcz.

O wątpliwościach posłów co do kworum w Sali Kolumnowej prof. Szmulik napisał, że co prawda mają prawo do takiej oceny, ale „nie wywołuje ona żadnych skutków prawnych”. Pominął przy tym fakt – odnotowany w stenogramie – że „wątpliwości” były zgłaszane przez posła Sławomira Nitrasa w formie wniosku formalnego. Marszałek jest zobowiązany do rozpatrzenia takiego wniosku, ale w tym wypadku został on zignorowany.

Zdaniem prof. Szmulika wszelkie wątpliwości co do kworum powinna rozwiać lista obecności podpisana przez ponad 230 posłów. Jej wiarygodność podważają nagrania posłów opozycji, na których widać, jak m.in. Jarosław Kaczyński składa podpis po zakończeniu obrad. Dla prof. Szmulika to o niczym nie świadczy. „Skoro lista obecności była wyłożona, obrady nie były zakończone – przekonuje. – Nie można więc powiedzieć, że posłowie podpisywali listy po zakończeniu obrad”.

Tym samym profesor wyznaczył nowe definicje kworum (posłowie nie muszą być na głosowaniu, wystarczy, że są na liście obecności) i końca obrad Sejmu (moment, w którym marszałek już nie pozwala dopisywać się do listy).



Więcej kamer w Sejmie

Choć wszystkie ekspertyzy co do zasady są zgodne ze stanowiskiem polityków PiS, pojawia się w nich kilka rozbieżności. Być może to właśnie one sprawiły, że analizy nie zostały opublikowane.

Prof. Szmulik, bolejąc nad „skromnymi możliwościami działania Marszałka Sejmu w zakresie dyscyplinowania posłów”, wpadł na pomysł, jak można te możliwości zwiększyć.

Zaproponował zainstalowanie na sali plenarnej monitoringu i mikrofonów, które zasięgiem obejmowałyby nie tylko mównicę, ale i miejsca, na których siedzą posłowie.

„Pozwoli to na dokładniejsze wychwycenie posłów łamiących Regulamin Sejmu oraz dokładne określenie jakie to zachowania doprowadziły do łamania RS” – przekonywał. Nie zauważył jednak, że realizacja jego pomysłu działałaby na niekorzyść obecnej władzy. Kancelaria Sejmu chciała przecież zakazać filmowania dziennikarzom sali plenarnej. Gdyby została w całości objęta monitoringiem, mogliby z tego skorzystać. Co więcej, taki monitoring dokładniej rejestrowałby nie tylko naruszenia regulaminu przez szeregowych posłów, ale i ewentualne nadużycia marszałka w stosowaniu kar.

Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden z reportaży był nominowany do nagród dziennikarskich. Pisze o prawie i pedofilii w Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym