0:00
Prawa autorskie: il. Weronika Syrkowska / OKO.pressil. Weronika Syrkows...
Śledztwo

Śledztwo ws. 100 tys. euro Czarneckiego w martwym punkcie. A prokurator dostał awans [UJAWNIAMY]

Prokuratura od 2019 roku bada sprawę malwersacji funduszy UE przez europosła PiS Ryszarda Czarneckiego. Mimo że śledztwo ciągnie się od 3,5 roku, prowadzący je prokurator dostał awans i funkcję kierowniczą

Wydrukuj

O tym, że śledczy OLAF – Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych – badają sprawę służbowych przejazdów europosła PiS Ryszarda Czarneckiego usłyszeliśmy po raz pierwszy w 2020 roku. OLAF zakwestionował przekazanie Czarneckiemu 100 tys. euro na podróże służbowe w latach 2009-2018. Europoseł miał zawyżać koszty dojazdów do Parlamentu Europejskiego. Na podstawie ustaleń unijnych śledczych PE poprosił Czarneckiego o zwrot pieniędzy.

Raport OLAF trafił też do polskiej prokuratury. Na jego podstawie latem 2019 roku śledztwo w sprawie finansowych przekrętów europosła wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Ale od trzech i pół roku prokuratorzy nie są w stanie pociągnąć Czarneckiego do odpowiedzialności mimo mocnych dowodów, które zgromadziły organa Unii Europejskiej.

Jak ustaliło OKO.press, prokuratorem prowadzącym dochodzenie od samego początku jest prokurator Artur Szykuła.

Chociaż śledztwo w sprawie ważnego polityka jest zawsze sprawą priorytetową, akurat ta wlecze się bez końca. Prokurator Szykuła został jednak nagrodzony przez przełożonych: w 2021 r. dostał awans i funkcję kierowniczą. Dziś w Prokuraturze Okręgowej w Zamościu jest naczelnikiem wydziału śledczego.

Awans dla prokuratora, delegacja dla żony

OLAF bada nadużycia finansowe związane z budżetem UE, nie ma jednak uprawnień prokuratorskich. Gdy kończy pracę, przekazuje swoje ustalenia ogranom ścigania w danym państwie członkowskim. To dlatego polscy śledczy dostali od OLAF teczkę Ryszarda Czarneckiego.

Ryszard Czarnecki europosłem jest od dawna: zaczął tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej, w 2004 r. W latach 2014-2018 był wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Funkcję stracił za obcesowe wypowiedzi: porównanie europosłanki Róży Thun do szmalcowników, gdy ta krytykowała rząd PiS w niemieckich mediach.

Niedługo potem wyszły na jaw problemy z prawem Czarneckiego.

W maju 2019 r. OLAF przekazał polskiej prokuraturze raport o „nieprawidłowościach dotyczących zwrotu kosztów podróży i wypłat diet dziennych” europosła. Czarnecki w sprawozdaniach dla PE miał wykazywać, że podróżuje służbowo między Brukselą a Jasłem. OLAF ustalił, że europoseł nie mieszka w Jaśle, ale w Warszawie - dodatek na przejazdy samochodem, tzw. kilometrówkę, powiększał więc za każdym razem o 340 km. Śledczy zbadali też przejazdy Czarneckiego samochodami, które nie należały do niego. Właściciele aut zaprzeczyli, by pożyczali je europosłowi. W jednym rozliczeniu Czarnecki podał np., że podróżował fiatem punto cabrio. Właściciel zeznał, że samochód 11 lat wcześniej trafił na złom.

Z raportu OLAF wynika, że w latach 2009-18 Czarnecki w ten sposób pobrał z PE o 100 tys. euro więcej, niż powinien. Europoseł tłumaczył potem, że winę za błędy w rozliczeniach ponoszą jego asystenci.

Sprawa w lipcu 2019 roku trafia do Prokuratury Okręgowej w Zamościu, na biurko prokuratora Artura Szykuły. Szykuła ma wtedy niecałe 38 lat i jest prokuratorem prokuratury rejonowej w 18-tysięcznym Tomaszowie Lubelskim. Ale od niedawna cieszy się z prestiżowej delegacji do jednostki wyższego szczebla, prokuratury okręgowej.

W prokuraturze pod rządami Zbigniewa Ziobry delegacje to z jednej strony bat na niepokornych prokuratorów, z drugiej - narzędzie do nagradzania zasłużonych. Karą może być delegacja do prokuratury niższego szczebla, oddalonej wiele kilometrów od domu. Nagrodą – delegacja „w górę”, która oznacza lepsze pieniądze, często awans. O delegacjach decyduje Prokurator Generalny lub Prokurator Krajowy – czyli Ziobro i jego najbliżsi współpracownicy.

Prokurator Szykuła delegację do Prokuratury Okręgowej w Zamościu dostaje w kwietniu 2019 roku, a wraz z nią dodatkowo płatną funkcję rzecznika prasowego tej jednostki.

Od tego momentu jego kariera nabiera rozpędu. W lipcu 2020 roku zostaje zastępcą Prokuratora Okręgowego. Niecały rok później, w maju 2021, zmienia funkcję na Naczelnika I Wydziału Śledczego, a niedługo potem, w lipcu, formalnie kończy delegację i awansuje na prokuratora Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Zarówno delegacja, jak i kolejne funkcje w Prokuraturze Okręgowej, oznaczają dla Szykuły większe pieniądze.

Jako prokurator prokuratury rejonowej zarabiał miesięcznie ok. 12 tys. złotych brutto. Dziś jego pensja razem z dodatkiem funkcyjnym (bez uwzględnienia dodatku za wysługę lat) oscyluje między 14,5 a 16 tys. zł brutto – wynika z rządowego rozporządzenia.

W grudniu 2021 roku delegację do Prokuratury Rejonowej w Zamościu dostaje żona Szykuły – Monika Sztajdel-Szykuła, prokuratorka w Tomaszowie Lubelskim. Delegacja na ten sam szczebel (rejon-rejon) nie wiąże się co prawda z podwyżką, ale dla małżonków praca w tym samym mieście (Tomaszów leży 35 km od Zamościa) to zapewne duże ułatwienie. Szykułowie mieszkają w Zamościu.

Monika Sztajdel-Szykuła nominację na prokuratorkę dostała już za rządów dobrej zmiany. Została nią w 2017 roku w trybie pozakonkursowym, wprowadzonym przez reformę Zbigniewa Ziobry. Wcześniej dwa lata była asesorką a jeszcze wcześniej - adwokatką.

Kto tu jest podejrzany?

W tym samym czasie, gdy kariera Artura Szykuły się rozwija, prowadzone przez niego śledztwo w sprawie Ryszarda Czarneckiego utknęło.

Dochodzenie dotyczy „doprowadzenia Parlamentu Europejskiego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, przy składaniu wniosków o zwrot kosztów podróży służbowych przez jednego z europosłów”. W języku kodeksu karnego chodzi o oszustwo, zagrożone karą więzienia od 6 miesięcy do 8 lat.

Art. 286. [Oszustwo] § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Jak przyznaje w odpowiedzi na nasze pytania sam Szykuła, postępowanie od lipca 2019 roku prowadzi nie przeciwko Czarneckiemu, ale „w sprawie”. To początkowa faza śledztwa, gdy trzeba ustalić, czy doszło do złamania prawa i wskazać sprawcę. Druga faza to postępowanie in personam, czyli przeciwko osobie. Zaczyna się od postawienia podejrzanemu zarzutów.

Od trzech i pół roku w zamojskiej prokuraturze nie zapadła więc kluczowa decyzja: czy podejrzanym w sprawie wyłudzeń Czarneckiego jest Ryszard Czarnecki?

Prokurator Szykuła do dziś nie zawnioskował też do Parlamentu Europejskiego o uchylenie immunitetu europosłowi.

Zgodnie z art. 310 kodeksu postępowania karnego, śledztwo powinno trwać maksimum trzy miesiące. Można przedłużyć je do roku a w szczególnie uzasadnionych przypadkach – jeszcze bardziej. Prawo (art. 313 kpk) mówi, że jeżeli prokuratura ma dane, które „uzasadniają dostatecznie podejrzenie, że czyn popełniła określona osoba”, musi niezwłocznie postawić zarzuty podejrzanemu. I go przesłuchać.

Szykuła tego nie uczynił, mimo że ma do dyspozycji raport OLAF z informacjami o przebiegu dochodzenia, zgromadzonych dowodach i prawną analizą ustalonych faktów.

W styczniu 2023 roku „Rzeczpospolita” pisała, że śledczy z Zamościa przesłuchali w sprawie Czarneckiego blisko stu świadków, w tym asystentów posła i właścicieli aut, którymi rzekomo podróżował do Parlamentu Europejskiego. Nie zdołali jednak zdobyć opinii biegłego grafologa, który domaga się oryginałów rozliczeń Czarneckiego – chce zbadać, czy to na pewno Czarnecki się pod nimi podpisał. PE przesłał prokuraturze jedynie kopie dokumentów. Grafolodzy, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita”, uważają, że oryginały nie są niezbędne.

Parlament, w celu rozwiązania problemu, zaproponował dosłanie śledczym tzw. kopii poświadczonych. Na oględziny oryginałów pozwala jedynie na miejscu, w Brukseli – to standardowa procedura, która dla zamojskiej prokuratury okazała się poważną przeszkodą. Jak wynika z naszych informacji, do Brukseli jak dotąd nikt się nie pofatygował.

Według informatorów OKO.press zamojska prokuratura celowo wysyła do PE tego typu prośby. Chodzi przedłużenie śledztwa na tyle, by nie postawić czynnemu politykowi PiS zarzutów jeszcze przed wyborami.

Prokuratura do zadań specjalnych

Sam wybór Prokuratury Okręgowej z Zamościa był tu nieprzypadkowy.

Jak poinformował nas prok. Szykuła sprawa została tam przekazana “z wyłączeniem zasad wynikających z właściwości miejscowej”. W przypadku Ryszarda Czarneckiego właściwa miejscowo byłaby prokuratura w Jaśle bądź Warszawie, gdzie mieszka europoseł. Decyzję o przekazaniu sprawy do Zamościa podjął Prokurator Krajowy – w 2019 roku był nim Bogdan Święczkowski, jeden z najbliższych współpracowników Zbigniewa Ziobry. Dziś Święczkowski jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

Prokuratura Okręgowa w Zamościu, do której przesłano sprawę Czarneckiego, podlega prokuratorowi regionalnemu Jerzemu Ziarkiewiczowi.

Ziarkiewicz wcześniej sam pracował w zamojskiej prokuraturze, należy do zaufanych ludzi Ziobry. Awanse – najpierw na Prokuratora Okręgowego, a potem na prokuratora regionalnego w Lublinie – otrzymał już za "dobrej zmiany".

W styczniu 2023 roku „Wyborcza” ujawniła, że Ziarkiewicz osobiście nadzorował dochodzenie w sprawie podejrzanych biznesów brata komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka (zasłynął ostatnio aferą z granatnikiem) – Łukasza S. Jak ustalili dziennikarze, prokurator regionalny dopilnował, żeby brat komendanta nie trafił na trzy miesiące do aresztu.

Pod okiem Ziarkiewicza lubelscy śledczy z determinacją prowadzą też ważne dla PiS dochodzenie dotyczące Romana Giertycha i rzekomego wyprowadzenia 92 mln zł z deweloperskiej spółki Polnord. W OKO.press pisaliśmy, że zanim śledztwo trafiło do Lublina, zajmowały się nim prokuratury w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Zaliczyły serię porażek, bezskutecznie wnioskując o areszt dla sprzyjającego dziś opozycji adwokata.

Z naszych informacji wynika, że prokurator Ziarkiewicz objął nadzorem postępowanie ws. Ryszarda Czarneckiego i ręcznie nim steruje.

Wg źródeł "Wyborczej" podczas codzienniej podróży z Zamościa (gdzie mieszka) do Lublina (gdzie pracuje), Ziarkiewicz niejednokrotnie "wizytuje" zamojską Prokuraturę Okręgową.

Zapytaliśmy Prokuraturę Okręgową w Zamościu, czy sprawa Czarneckiego, którą prowadzi Artur Szykuła, jest objęta nadzorem służbowym i czy nadzór sprawuje Jerzy Ziarkiewicz.

Prokurator Okręgowy Marcin Rymarz stwierdził, że nie jest to informacja publiczna.

Bo pytania dotyczą kwestii "organizacyjnych, wewnętrznych i technicznych", a nie działań prokuratury na zewnątrz.

Żadnych konkretnych informacji o postępach w dochodzeniu nie udzielił nam też prok. Szykuła. „Materiał dowodowy jest sukcesywnie uzupełniany, a czynności dowodowe nieustannie prowadzone” – napisał. W rozmowie telefonicznej zaprzeczył, by jego kariera w Prokuraturze Okręgowej w Zamościu miała jakikolwiek związek ze sprawą Czarneckiego. Uważa, że zarówno jego awans, jak i delegacja żony wynikają wyłącznie z potrzeb kadrowych prokuratury.

Za pośrednictwem rzecznika Prokuratury Regionalnej w Lublinie zapytaliśmy prok. Jerzego Ziarkiewicza, czy faktycznie nadzoruje postępowanie ws. Czarneckiego i czy to on stoi za decyzją o jego wydłużeniu. Rzecznik Andrzej Jeżyński zapewniał, że odpowiedzi dostaniemy w środę 25 stycznia do godz. 15.00. Nie dostaliśmy.

Bez ingerencji z zewnątrz

Sprawami wyłudzeń funduszy unijnych – a do tego sprowadza się przypadek Ryszarda Czarneckiego – w większości państw członkowskich UE zajmuje się obecnie Prokuratura Europejska (ang. European Public Prosecutor’s Office, EPPO), która rozpoczęła działalność 1 czerwca 2021 roku. Niezależni europejscy śledczy mają gwarantować, że przeciąganie postępowań związanych z budżetem Unii - np. z powodów politycznych - nie będzie możliwe.

Jak pisaliśmy w OKO.press, Polska jako jeden z nielicznych krajów Unii nie dołączyła do EPPO. Ministerstwo Sprawiedliwości ostrzegało, że członkostwo niosłoby ryzyko „ingerencji zewnętrznego podmiotu” i „zagrażało niezależności” polskich śledczych.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne