Narzekanie na liderów dziś nic nie da. Trzeba się otrzepać, zakasać rękawy i wziąć ostro do roboty. W opozycji jest masa młodych, energicznych ludzi pełnych pomysłów. To pokolenie zmieni Polskę. PiS używa brutalnej propagandy, generuje głupie strachy i daje na nie tanie odpowiedzi. Trzeba to ludziom tłumaczyć i nie bać się swoich wartości - mówi Adam Szłapka

Kolejna rozmowa z politykiem opozycji – po Włodzimierzu Czarzastym, Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, Elżbiecie Łukacijewskiej, Robercie Biedroniu, Krzysztofie Śmiszku, Katarzynie Lubnauer – o tym, czy i jak siły demokratyczne mogą wygrać z prawicowo-narodowym populizmem PiS. Polityk .Nowoczesnej, Adam Szłapka, jest jedną z  nadziei Koalicji (Europejskiej) na jesienne wybory. Mówi OKO.press m.in.

  • „Mam 100 procent pewności, że Polski otwartej, zdecentralizowanej, obywatelskiej, samorządowej i samorządnej chce znacznie więcej niż połowa Polaków i musimy tylko do nich dotrzeć z przekazem: idźcie głosować, bo potem będzie za późno;
  • Trzeba się otrzepać, zakasać rękawy i wziąć ostro do roboty. Grubo ponad milion naszych wyborców, który nie zagłosował i zabrakło go, żeby się zrównać z PiS jest na wyciągnięcie ręki.
  • Trzeba przekonywać, że polityka PiS – nawet jeżeli w różnych rzeczach sensowna – jest dla Polski generalnie szkodliwa, zamyka nam szanse na rozwój w europejskiej rodzinie.
  • A szantaże moralne PiS? Trzeba wszystkich uczulić, żebyśmy nie poddawali się prowokacjom, nie dawali paliwa PiS, bo oni mają wyszkolonych propagandystów, którzy straszą ludzi wojną religijną, seksualizacją dzieci, wcześniej – uchodźcami. Bawią się zapałkami na stacji benzynowej.
  • Politycy opozycji muszą się posunąć i dać miejsca na listach działaczom ruchów społecznych z KOD, Akcji demokracja, Obywateli RP, ruchów kobiecych, pracowniczych, ekologicznych. Otwarcie list może być dla polityków trudne, bo jest zawsze kwestia prestiżu, ambicji, obawy o własne miejsce, ale to trzeba zrobić.
  • Trzeba być autentycznym, wiernym własnym poglądom. Wyborcy, w szczególności młodzi, nie znoszą fałszu. Nie powinniśmy bać się mówić o naszych wartościach. Wszyscy chcemy Polski praworządnej, europejskiej, otwartej, szanującej tradycje i nowoczesnej. Polski, która nikogo nie wyklucza. Razem możemy to zrobić.
  • Jeśli chodzi o kwestię dumy, to PiS jest mocny w słowach, a beznadziejny w czynach. Mieli trzy lata i wszystkie narzędzia w ręku, żeby przygotować wspaniałe uroczystości 100 lecia niepodległości, które by pokazało światu naszą dumę i polskie osiągnięcia. A zrobili coś żenującego”.
  • Szłapka wymienia też kolejne punkty programu na jesienne wybory, zaczyna od skrócenia kolejek do lekarzy. „Zasadnicza sprawa to konieczność, powiedziałbym, trzeciej fali decentralizacji, bo przez 30 lat transformacji właśnie reforma samorządowa była największym polskim sukcesem”.

Oto cała rozmowa.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Po porażce wyborczej Koalicji Europejskiej jest sporo krytyki, pretensji, postulatów, co ma opozycja zrobić, żeby jesienią wynik był lepszy. Pan ma być jedną z nowych młodych twarzy, które mają dać nowy impuls.

Adam Szłapka*: Od początku. Te prawie 39 proc., które dostaliśmy, to w porównaniu z przedwyborczymi sondażami, był niezły rezultat. Wyniki  eurowyborów są przygnębiające, bo PiS uzyskał znacznie więcej niż przewidywano. Skuteczniej niż my zmobilizował swoich zwolenników.

Trzeba się otrzepać, zakasać rękawy i wziąć ostro do roboty. Grubo ponad milion naszych wyborców, który nie zagłosował i zabrakło go, żeby się zrównać z PiS jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko dotrzeć do każdego wyborcy w każdej polskiej gminie.

Grzegorz Schetyna zapowiedział, że program wyborczy Koalicji będzie gotów w sierpniu.

Program jest, chcemy go jeszcze skonsultować z Polakami i dopracować. Mamy gotowe konkretne rozwiązania i projekty ustaw.

Najważniejszy jest spór o to, jakiej Polski chcemy: scentralizowanej, którą rządzi partia zawłaszczająca wszystkie urzędy i dzieląca korzyści między swoich, czy zdecentralizowanej, gdzie wiele ważnych decyzji podejmują samorządy, samodzielne instytucje, obywatele. Polski zamkniętej, podzielonej na lepszy i gorszy sort, gdzie konkurentów się obraża, czy otwartej, europejskiej, wolnej, gdzie nikogo się nie poniża, gdzie każdy czuje się dobrze, a instytucje państwa stoją po stronie obywateli, a nie ich dzielą.

Wie Pan, gdy pracowałem w Kancelarii Prezydenta za prezydentury Bronisława Komorowskiego odpowiadałem za organizacje wizyt prezydenta, m.in. na na Przystanku Woodstock (był tam razem z prezydentem Niemiec) a także na spotkaniu młodych na polach lednickich. Obie inicjatywy, choć mają tak różne źródła, były piękne, radosne, otwarte. Byliśmy dumni, że możemy tam być i je wspierać.

Gdy widzę dziś z jakim zaangażowaniem instytucje państwa próbują zniszczyć festiwal rockowy Jurka Owsiaka, który jest podziękowaniem dla wolontariuszy za pracę przy finale WOŚP, to myślę sobie, że nie chcę, by nasze państwo tak funkcjonowało.

Nie chcę, by państwo przeszkadzało, narzucało, wtrącało się. Nie chcę, żeby tworzyło szablony jak żyć, kochać i czuć się szczęśliwym. Może być inaczej, potrafiliśmy przecież tworzyć wspólnotę.

Polska to nasze państwo, wszyscy musimy mieć możliwość rozwijać się tak jak chcemy, być tym, kim chcemy, a instytucje państwa nie są od tego, by wybierać za nas. Państwo ma pilnować naszych równych praw, równych szans i wspierać najsłabszych.

Tę różnicę w rozumieniu, czym jest wspólnota, było doskonale widać w oburzeniu obozu władzy na to, że warszawski Marszu Równości [8 czerwca – red.] wsparli nasi przyjaciele z 53 ambasad uznając, że tolerancja w Polsce to nie tylko polska sprawa lecz kwestia europejskich czy uniwersalnych wartości. Tymczasem politycy PiS domagają się interwencji MSZ przeciw tej „ingerencji”. Nie mogą znieść, że ktoś myśli inaczej niż oni. Pytanie: czy chcemy należeć do rodziny państw cywilizacji zachodniej, czy chcemy się sami wykluczać?

Mam 100 procent pewności, że Polski otwartej, zdecentralizowanej, obywatelskiej, samorządowej i samorządnej chce znacznie więcej niż połowa Polaków i musimy tylko do nich dotrzeć z przekazem: idźcie głosować, bo potem będzie za późno.

Tu jest pies pogrzebany. Wielu kandydatów KE nie docierało. Czcigodne osoby z dużymi nazwiskami i dorobkiem, pięcioro premierów na listach. Generałowie nie wychodzą na pole bitwy.

Wyciągnęliśmy wnioski z wyborów europejskich. Mogę obiecać, że w najbliższej kampanii wyborczej nikt  z nas nie odpuści. Na pewno nie odpuści Krzysztof Brejza, on zresztą znany jest z tego, że nigdy nie odpuszcza. Ale jest nas cała generacja młodszych wiekiem i duchem polityków i w .Nowoczesnej i w Platformie. Tacy też są polscy samorządowcy, którzy dobrze wiedzą jak wygrywać. Mamy zbyt wiele do stracenia. Nie oddamy Polski naszych marzeń.

Dotrzemy do wszystkich, którzy mają wątpliwości czy PiS realizuje wszystko, co obiecywał, czy jest wiarygodny. To będzie ciężka praca, ale mamy siłę i determinację.

To jest podstawa przekazu PiS. Jesteśmy wiarygodni, spełniamy obietnice.

Czy wiarygodny jest Dominik Tarczyński, który obiecywał, że nie będzie pobierał pensji, a z oświadczenia majątkowego wynika, że pobierał? Gdzie jest czyste powietrze, które obiecywał premier i jego ministrowie? Gdzie są darmowe leki dla seniorów, bo na pewno nie w aptekach? Gdzie mieszkania plus, bo sporo młodych chciałoby mieszkać u siebie a nie u rodziców? PiS dokonało ogromnych transferów przede wszystkim 500+, i to poprawiło życie wielu ludziom.

Ale zaniedbania w polityce społecznej, zdrowotnej czy edukacji sprawiają, że za to 500+ plus ludzie muszą kupować prywatne usługi u lekarzy, bo do specjalistów w publicznych placówkach czeka się 24 miesiące a także korepetycje dla swoich dzieci bezsensownie obciążonych szkolną nauką.

I coraz więcej wydają na drożejącą żywność.

Przy okazji warto przypomnieć jeszcze jedna obietnicę: że Antonii Macierewicz nigdy nie zostanie szefem MON.

PiS zmobilizował swoich zwolenników tworząc poczucie zagrożenia tradycji i religii, zarzucając całej opozycji „lewactwo” posługując się homofobią. Niektórzy politycy KE dali się na to złapać, moralnie zaszantażować.

To kompletnie wymyślona opowieść. Jesteśmy za równością i tolerancją, ale to nie znaczy, że prowadzimy jakąś wojnę religijną. Istotą chrześcijaństwa jest przecież otwartość, personalizm, godność człowieka. Wszyscy mamy równe prawa, chcemy żyć w takim społeczeństwie, żeby niczyja godność nie była naruszana. Wierzymy, że Polska ma być domem dla wszystkich obywateli – każdy musi czuć się tu jak u siebie. To nie jest walka z żadną tradycją. Wszyscy jesteśmy dumni z tradycji, jesteśmy dumni z naszej historii.

Ale, ale. Do części tej tradycji i całkiem dużego nurtu polskiej historii nawiązuje proboszcz kościoła w Płocku, który Grób Pański w Wielkanoc 2019 udekorował szarymi pudłami z nazwami grzechów: pycha, kradzież, agresja, zdrada, LGBT.

Czy takie jest przesłanie Chrystusa? Chrześcijaństwo to religia oparta o szacunek, jaki należy okazywać wszystkim, papież Franciszek wiele mówi tolerancji.

Ale i on stoi twardo na stanowisku, że innego seksu niż małżeński hetero uprawiać nie wolno. I związków partnerskich jak nie było, tak nie ma.

Są w programie Nowoczesnej, złożyliśmy w Sejmie projekty ustaw. Po eurowyborach mnożą się spekulacje i plotki, że opozycja za chwilę się podzieli i rozpadnie, bo z jednej strony jest ten mityczny zwrot na lewo, a z drugiej chadeckie PSL, które zapowiada jakąś trzecią drogę. Łącząc kluby PO i .Nowoczesnej pokazaliśmy, że tu jest trzon koalicji. Jestem pewien, że dołączą do nas inne ugrupowania, nie tylko ze względu na kalkulację, że mali nie mają szans, a mogą nawet nie przekroczyć progu. Do dziś płacimy za te głosy, które nie zamieniły się w mandaty w 2015 roku.

Jesteśmy zdeterminowani, chcemy zawalczyć. Będziemy walczyć wszędzie.  Nikt się nie podda, nie zwątpi w sukces. Niesie nas wyzwanie, przed którym stoimy jako kraj. Czy chcemy przynależeć do kręgu cywilizacyjnego, który Polacy wybrali 16 lat temu w referendum unijnym? Czy też odpowiadają nam standardy, jakie widziałem jako obserwator wyborów w Ukrainie 2004 , czy w Mołdawii w 2005?

Narzekając na kampanię Koalicji Europejskiej trzeba jednak oddać wam sprawiedliwość: PiS czerpie pełnymi garściami z budżetu państwa. Miesza politykę rządową i partyjną. Partia opozycyjna ma bez porównania mniejsze środki.

To nie jest uczciwe, że na wiece wyborcze polityków PiS wożą samochody urzędów wojewódzkich. Że ministerstwa drukują plakaty łudząco podobne do tych partyjnych. Że władza czeka do jesieni, by wypłacić już uchwalone świadczenia [500+ za trzy miesiące – red.] bezpośrednio przed wyborami. Zdajemy sobie sprawę, że

oni nie grają uczciwie, że między sobą mówią o telewizji publicznej jako swoim pancerniku, którego kanonada ma zniszczyć opozycję. Jedyna odpowiedź to mobilizacja.  Musimy wykonać dziesięć razy więcej pracy niż oni.

Ma pan 35 lat.

Wiem, na czym polega praca w kampanii, kontakt z wyborcami, walka z przeciwnościami losu. Mając 21 lat zostałem w 2006 roku radnym w wielkopolskim Kościanie, wiceprzewodniczącym miasta. Byłem zaangażowany w pracę sztabów wyborczych w wyborach parlamentarnych 2005 i w samorządowych w Poznaniu w 2006. W 2015 roku z kolei tworzyliśmy .Nowoczesną; kampania partii, która powstawała z niczego wymagała ogromnej pracy. Każdy głos, każdy mandat był rezultatem tysięcy spotkań w miastach, miasteczkach i wsiach. Ludzie z .N, co było widać w wyborach samorządowych są nadal pełni energii i czekają na walkę w kolejnej kampanii Taki nastrój widzę też w Platformie.

Brejza, Arłukowicz, Ochojska, Łukacijewska, te nazwiska się powtarzają. Ta ostatnia ciężką pracą zdobyła mandat na Podkarpaciu, ale narzekała na brak wsparcia centrali.

Z kampanii do Parlamentu Europejskiego trzeba wyciągnąć wnioski. Po pierwsze, musi być między nami pozytywna rywalizacja na koalicyjnych listach. Tylko prawdziwa konkurencja spowoduje, że każde z kandydatów da z siebie wszystko. Tworzymy duży projekt polityczny, który będzie walczył o grubo ponad 40 proc. głosów, bo tyle trzeba, żeby wygrać z PiS. Szanse na mandat ma wiele osób na liście. Wszyscy i wszystkie muszą być maksymalnie zmotywowani, być na ulicach, na spotkaniach, na bazarach, targach, na dworcach. Z każdym wyborcą trzeba porozmawiać. W kampanii .Nowoczesnej w 2015 r. pracowałem w sztabie centralnym, ale potem jechałem do Kościana, Leszna i Śmigla, żeby spotykać się z ludźmi.

Mamy jeszcze cztery miesiące, żeby przekonać nieprzekonanych.

Ale co będziecie opowiadać tym ludziom w Kościanie i Pułtusku?

Wiemy, jaka jest Polska, której chcemy. Wiemy, co jest do zrobienia z najważniejszych rzeczy, jakie PiS zawalił. Reforma ochrony zdrowia, szczególnie pilna naprawa SOR-ów, gdzie dzieją się straszne rzeczy, skrócenie kolejek do lekarzy specjalistów.

Zmiany w edukacji, żeby ratować uczniów przed skutkami reformy Zalewskiej. Taka reforma programu szkolnego, żeby nauka miała sens – uczenie umiejętności, a nie pakowanie do głów encyklopedii. Jak czytam podręczniki szkolne do klas I-III, to włos mi się jeży na głowie. Marnujemy przyszłość całego pokolenia, niszczymy szansę młodych Polek i Polaków na równą walkę na europejskim rynku pracy z ich rówieśnikami z Zachodu.

Dalej, wyzwania energetyczne. Gdybyśmy podążali dalej drogą PiS,  to energia będzie coraz droższa, A katastrofa klimatyczna coraz bliżej. Postawimy na więcej energii zielonej, żebyśmy mieli czyste powietrze, i mniej za to płacili. Postawimy na czyste środowisko, w którym państwo eliminuje plastik i nie wycina lasów.

Dalej, kwestia równych praw kobiet, równe zarobki, szanse awansu, aktywizacja zawodowa. Walka z przemocą wobec kobiet, temat zaniedbany przez PiS. Prezydent i rząd chwalili się, że nie przestrzegają podpisanej przez Polskę konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. To wstyd!

Usuwanie barier dla przedsiębiorców, to fundament rozwoju gospodarczego. PiS tego nie rozumie, tworzy kolejne bariery, np. ograniczając obrót ziemią, marnuje szanse, by wykorzystać i przedłużyć dobrą koniunkturę.

Kwestia równych praw mniejszości, rzecz w demokracji elementarna.

Zasadnicza sprawa to konieczność, powiedziałbym, trzeciej fali decentralizacji, bo przez 30 lat transformacji właśnie reforma samorządowa była największym sukcesem.

W 1990 roku tacy ludzie jak Jerzy Regulski wprowadzili samorządność w gminach, stworzyli polski kod rozwojowy, samorządowe DNA. W 1999 reformę dokończył rząd Jerzego Buzka. Samorządy dobrze rządzą, wykorzystują środki unijne. Gminy, powiaty, województwa lepiej sobie radzą niż państwo, które PiS rozdyma i zawłaszcza. Trzeba zastanowić się, jak przekazać kolejne kompetencje i kolejne środki samorządom, żeby władza była bliżej obywatela, a dalej od centrali partyjnej na Nowogrodzkiej.

Mamy konkretne pomysły, jak zreformować i przyspieszyć rozwój Polski. Najważniejsze, żeby zapakować to wszystko, że tak powiem, do plecaka każdemu kandydatowi, każdemu wolontariuszowi. I dotrzeć do wyborców, którzy się wahają, na kogo zagłosować.

Przekonywać, że polityka PiS – nawet jeżeli w różnych rzeczach sensowna – jest dla Polski generalnie szkodliwa, zamyka nam szanse na rozwój w europejskiej rodzinie.

Co nie znaczy, że chcielibyśmy odbierać komukolwiek np. 500 plus, może tylko modyfikować reguły tych transferów, żeby to zwiększało prawdziwe wyrównywania szans i dawało impuls rozwojowy.

To delikatny punkt, bo wersje opozycji się w sprawie 500 plus zmieniają. Czy chcecie utrzymać obecną wersję – dla każdego dziecka do 18 lat, bez żadnych progów dochodowych – czy też wprowadzać tu jakieś ograniczenia?

To oczywiste, że ten program musi zostać utrzymany. Kropka.

Natomiast jeśli chcemy zrefundować większą liczbę leków onkologicznych, dofinansować ochronę zdrowia czy pomóc osobom z niepełnosprawnością,  musimy stawiać na rozwój, który bierze się z pracy. Dlatego wszystkie programy społeczne powinny być nastawione na aktywizację zawodową, szczególnie aktywność zawodową kobiet.

Jakie były wyniki wyborów w Kościanie?

Mniej więcej takie, jak w Poznaniu i Warszawie, 51 proc. dla Koalicji Europejskiej, niecałe 30 proc. dla PiS. Moje rodzinne miasto nie zawiodło, Wielkopolska jako całość nie zawiodła, bo Poznań – miasto, gdzie spędzam teraz najwięcej czasu – mocno podciągnął wynik. Ale nawet w Wielkopolsce wielu naszych zwolenników miało wątpliwości, czy oddać na nas głos i ostatecznie nie poszło na wybory. Musimy o tym porozmawiać w Pniewach, Śmiglu, Czempiniu, Wronkach, Szamotułach. Trzeba ruszyć na tereny tradycyjnie nie głosujące na PiS  – na Dolny Śląsk, Zachodniopomorskie, Pomorskie, Lubuskie. Ale też na Podkarpacie, gdzie króluje PiS. Tam jest nie tylko gmina Cisna, która zagłosowała na Elżbietę Łukacijewską. W wyborach parlamentarnych w 2007 i prezydenckich w 2010 roku PiS przegrał w całym powiecie ustrzyckim. Można zawalczyć w Ropczycach, Krośnie, Przeworsku – wszędzie.

Mały rachunek sumienia. Macie kłopot z liderem Platformy, a zarazem całej koalicji. Grzegorz Schetyna nie cieszy się sympatią, czy zaufaniem, z naszych sondaży wynika, że nawet elektorat PO wolałby innego przywódcę. Nie ma charyzmy, nie bije z niego energia. Jeśli nie wchodzi już w grę wymiana, to macie pomysł, by Schetynę trochę schować?

Trzeba uczciwie powiedzieć, że to Grzegorz Schetyna wykonał w wyborach europejskich niesamowitą robotę polityczną, bo koniec końców to on zbudował koalicję, która uzyskała dobry wynik. Pogodził interesy i ambicje wielu środowisk, przekonał do ustępstw na listach wyborczych liderów PO, wypracował wspólny program. Za to należy mu się ogromny szacunek. A z sondażami bywa różnie, wszyscy wiedzą, jak małym zaufaniem cieszy się np. Jarosław Kaczyński, ale jakoś nikt nie kwestionuje, że jest przywódcą PiS.

I odwrotnie, zaufanie nie zawsze przekłada się na wynik wyborczy. Jedna z najjaśniejszych postaci najnowszej historii Polski – Jacek Kuroń. Przez całe lata 90. cieszył się największym zaufaniem, a w wyborach prezydenckich 1995 dostał 9,2 proc.

Narzekanie na liderów dziś nic nie da. Trzeba pracować. Inna rzecz, że nadszedł czas, byśmy pokazali, że i w .Nowoczesnej, i w Platformie, i w całej opozycji, jest wielu 30-40 letnich polityków i polityczek, którzy  chcą wpłynąć na to, w jaką stronę pójdziemy. Mamy masę młodych, energicznych, zaangażowanych ludzi z głowami pełnymi pomysłów. Wiele z nich wykorzystało ostatnie pięć lat w parlamencie, pracując merytorycznie, budując sojusze w konkretnych sprawach z organizacjami pozarządowymi, rozmawiając z ludźmi w swoich regionach.

To pokolenie zmieni Polskę. Udało się to już w wyborach samorządowych, Rafał Trzaskowski jest najlepszym przykładem.

Średnia wieku wybranych europosłów KE to 59 lat.

Tak się w Polsce przyjęło, że do Brukseli jadą politycy z dorobkiem żeby wykorzystać doświadczenie w polityce europejskiej, tak samo robi PiS, ale nie ma takich kadr, więc wysyła ministrów. Grzechem byłoby też nie skorzystać z europejskiego dorobku Jerzego Buzka, czy Danuty Hübner.  W wyborach krajowych akcenty będą inne – ma się liczyć determinacja i pracowitość, ambicja młodszej generacji. Agnieszka Pomaska, Arek Marchewka, Monika Rosa, Krzysztof Brejza, Cezary Tomczyk,  Paulina Hening-Kloska to trzydziestolatkowie, którzy  już wiedzą, o co chodzi w polityce, i na pewno chce im się walczyć. Mają tożsamość, wartości i odwagę. Jak mówił Rafał Trzaskowski, mamy swoje poglądy i nie możemy się dać zapędzić PiS w kozi róg.

Byłem na warszawskiej Paradzie Równości, ogromnym zgromadzeniu młodych ludzi. Nie zmuszamy nikogo, żeby na parady chodził, ale nie boję się tych bredni PiS, że biorąc udział w Paradzie wywołuję wojnę religijną, bo nie wywołuję. Walka o prawa mniejszości jest równie ważna, jak rozwój w innych dziedzinach. Zresztą badania pokazują, że państwa z wyższym poziomem tolerancji i otwartości szybciej się rozwijają, osiągają lepsze wyniki gospodarcze. Holandia jest tego przykładem, Nowa Zelandia.

Ale PiS cały czas posługuje się straszakiem lewactwa, każe się opozycji tłumaczyć z jakichś epizodów, jak niekatolickie nabożeństwo przed Paradą dla kilku osób. PSL się na taki szantaż moralny załapuje.

Gdy mu ulegamy, zaczynamy grać na boisku PiS. Trzeba być autentycznym, wiernym własnym poglądom.

Wyborcy, w szczególności młodzi, nie znoszą fałszu. Nie powinniśmy bać się mówić o naszych wartościach.

Kiedy Zuzana Caputova, wówczas wiceprzewodnicząca naszej siostrzanej partii na Słowacji, bezkompromisowo przedstawiała swój pogląd na rodzinę i prawa osób LGBT, komentatorzy pukali się w czoło, że przekreśla swoje szanse w wyborach. Ale nie zmieniła zdania, żeby przypodobać się konserwatywnym wyborcom. W piątek Caputova została zaprzysiężona pierwszą prezydentką Słowacji

Szantaż PiS odbywa się już na poziomie języka. Ja np. walczyłem z powtarzanym przez PiS oskarżeniem, że opozycja donosi na swój kraj Komisji Europejskiej czy w Parlamencie Europejskim.

W 2014 roku to europoseł Andrzej Duda apelował w Europarlamencie o przyjęcie uchwały potępiającej „naruszenia demokracji” podczas wyborów samorządowych w Polsce.

I miał do tego prawo, nawet jeśli nie miał powodów. My jesteśmy Unią Europejską, teraz też rozmawiamy na terenie UE. Komisja Europejska to jest nasza instytucja, nasza komisja, w którym mamy swoich komisarzy, podobnie nasz jest Parlament Europejski.

Tak jak oczekuję, że po wasalizacji Trybunału Konstytucyjnego Sąd Najwyższy będzie stał na straży prawa w Polsce, tak samo oczekuję, że będzie tego pilnować Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu i Komisja Europejska.

A szantaże moralne? Trzeba wszystkich uczulić, żebyśmy nie poddawali się prowokacjom, nie dawali paliwa PiS, bo oni mają wyszkolonych propagandystów, którzy straszą ludzi wojną religijną, seksualizacją dzieci, wcześniej – uchodźcami.

Mają do dyspozycji potężne media publiczne, więc musimy dotrzeć wszędzie tam, gdzie miesza ludziom w głowie propaganda pisowska. Trzeba tłumaczyć, że nikt z żadną religią nie chce walczyć, a ujawnianie przemocy seksualnej w Kościele to nie walka z wiarą, tylko troska o krzywdzonych i bezbronnych.

Film braci Sekielskich…

…to nie jest film antyreligijny. Tak zresztą mówił nawet prymas Wojciech Polak. To jest poruszający film o przestępcach i ofiarach, które wciąż mierzą się z traumą. I tylko Jarosław Kaczyński za Cyrankiewiczem [premier PRL 1947-1970, w czasie protestów Czerwca 1956 roku mówił o „odrąbywaniu ręki podniesionej przeciw władzy ludowej” – red.] powtarza, że ręka podniesiona na Kościół, to ręka podniesiona na Polskę.

Poprzedni sztab kampanii został wymieniony?

Na każde wybory tworzy się nowy sztab. Trzeba wykorzystać doświadczenia poprzedników, pomyśleć o wnioskach. Mamy kilka dni na tzw. prekampanię, by zorganizować nowy sztab i nowe zaplecze. Grzegorz Schetyna zapowiadał lepszą obsługę specjalistów  i firm badawczych.

Ile jest osób w sztabie?

Kilkanaście osób tworzy sztab centralny, który pracuje na bieżąco, programuje działania, które potem są opracowywane przez specjalistów. W każdym regionie działa sztab lokalny, też kilkanaście osób, a trzeba będzie zejść na poziom powiatów, żeby wszędzie były takie małe sztaby. Mają pilnować np., żeby w każdym sklepie zapytać, czy można powiesić plakat w oknie wystawowym. Sam tak robiłem i 30 proc. właścicieli sklepów się zgodziło, „wisiałem tam” przez całą kampanię 2015.

A jak ma wyglądać koordynacja między partiami, które stworzą koalicję na jesień? Bo nie było z tym najlepiej.

Myślę, że nie będzie z tym problemu. To jest kwestia odpowiedzialności. To będzie bardzo ciężka kampania i wszystkim w pierwszej kolejności musi zależeć na tym, by wygrać.

W kwietniu 2018 w rozmowie z OKO.press rysował pan projekt Sejmu – konstytuanty, wybranego na rok tylko po to, by posprzątać po PiS. Proponował pan wtedy, by na wspólnej liście całej opozycji pojawiły się osoby aktywne w ruchach społecznych, a także niezależni eksperci. Publicyści – także w OKO.press – apelują, by tacy kandydaci trafili na wspólną listę opozycji do Senatu, o ile powstanie.

Powinni kandydować nie tylko do Senatu, także do Sejmu. To nie tylko możliwość, jest naszą odpowiedzialnością, żeby tak się stało. Do Sejmu będzie startowało 920 kandydatów. Chciałbym, żeby wszyscy serio walczyli o 460 miejsc, a nie że są kandydaci, którzy chcą się tylko pokazać, zdobyć trochę głosów i tyle. Miejsc jest dużo.

Ja mocno wspierałem w Wielkopolsce Michała Wawrykiewicza, który nie jest członkiem żadnej partii, ale dał się poznać jako jeden z twórców inicjatywy „Wolne sądy”. Rozdawaliśmy razem ulotki, mieliśmy konferencje prasowe, zrobił świetny wynik [35,7 tys. głosów – red.].W każdym okręgu mogliby kandydować tacy ludzie jak on, którzy przez cztery lata ratowali państwo prawa. Takich kandydatów na listach musi być dużo, z KOD, z „Akcji demokracja”, Obywateli RP…

Ruchy kobiece, pracownicze. Działacze ekologiczni?

Tak, absolutnie tak. Ci ostatni już są z nami jako kandydaci Zielonych.

Tylko czy politycy się posuną? Zakładając, że PSL tylko chojrakuje, ale tak jak SLD zostanie w koalicji. Do tego działacze PO i .N. Trzeba ich jakoś wszystkich obdzielić.

Muszą się posunąć, bo jeśli nie, to będzie nam trudniej zmobilizować ludzi. Jeżeli chcemy wygrać z PiS, to musimy być mądrzy. Jakby przełożyć wynik wyborów do europarlamentu przy takiej samej frekwencji na wybory do Sejmu, To Wiosna za swoje 6 proc. głosów, dostałaby 9 mandatów.

Z naszych rachunków wynika, że trochę więcej, 12-15.

Ala każdy dodatkowy procent poparcia dołączony do 38,5 proc., jaki miała Koalicja Europejska, dawałoby mniej więcej 5 mandatów, czyli Wiosna wchodząc do KE dołożyłaby nawet 30 mandatów, po pięć za każdy procent poparcia.

To się zgadza z naszymi wyliczeniami. Oczywiście rozumowanie jest czysto matematyczne, bo nie wiadomo, czy koalicja KE z Wiosną nie odstraszyłaby wyborców i jednego, i drugiego ugrupowania.

Jasne, ale generalnie warto myśleć raczej o poszerzaniu dużego poparcia, niż tworzeniu małych ugrupowań, które w dodatku ryzykują, że nie przekroczą progu, a to już by było nieszczęście. Każda organizacja społeczna czy środowisko zawodowe, jak np. nauczyciele, dokładając nawet nieduże poparcie „dostarczy” sporo mandatów. Politycy powinni to docenić, bo wyższe poparcie to dodatkowe mandaty w każdym okręgu.

Tak, to otwarcie list może być dla polityków trudne, bo jest zawsze kwestia prestiżu, ambicji, obawy o własne miejsce itd., ale to trzeba zrobić.

Podczas uroczystości rocznicowych w Gdańsku Donald Tusk przedstawiał listę do Senatu jako projekt samorządowy. Ale nie wystawicie przecież Trzaskowskiego.

Wiem, że jest wielu samorządowców, którzy rozumieją powagę sytuacji w kraju i są gotowi wesprzeć wybory, angażując swoje nazwisko, a nawet startując.

Zgłosił się Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa od 2002 roku, który ma 79 lat. Ostatnio wsławił się zakazem Parady Równości.

Nie zgadzam się z tym zakazem. Jak się okazuje, sąd również się nie zgodził ze zdaniem prezydenta. Uważam tę decyzje za błędną, co nie zmienia faktu, że generalnie prezydent Ferenc jest dobrze oceniany w Rzeszowie.

Tylko pytanie, czy pociągnie swoich wyborców z Rzeszowa?

Moim zdaniem z pewnością tak by było, gdyby startował do Senatu. Ale trzeba za każdym razem dobrze przemyśleć, kto powinien wesprzeć listę do Senatu, a kto z popularnych i znanych samorządowców powinien dać się namówić na start do Sejmu.

Czy toczą się jakieś kuluarowe rozmowy z PSL? Czy ludowcy chcą naprawdę startować osobno, czy tylko wzmacniają swoją pozycję przetargową w szerokiej koalicji?

Tam są po prostu różne nurty. Część działaczy chce iść samodzielnie, muszą to wewnętrznie jakoś utrzeć, ale nie jest to wykluczone.

To by osłabiło wynik koalicji.

Generalnie tak.  D’Hondt jest nieubłagany, lepiej mieć wszystkich na jednym pokładzie, od Barbary Nowackiej i polityków lewicy po PSL i ważnych polityków konserwatywnych z PO jak Antoni Mężydło, Marek Biernacki czy Kazimierz Ujazdowski. Trzeba przekonać wyborców, że

jest taki czas, że musimy zagłosować na listę, na której nie zgadzamy się ze wszystkimi poglądami poszczególnych kandydatów, po to, by nie zrealizował się w Polsce scenariusz węgierski, z którego będzie się nam potem bardzo trudno się otrzepać.

Wszyscy chcemy Polski praworządnej, europejskiej, otwartej, szanującej tradycje i nowoczesnej. Polski, która nikogo nie wyklucza. Razem możemy to zrobić.

Tylko wtedy trudniej o spójny przekaz takiego nowoczesnego, otwartego, europejskiego kraju, o którym pan mówił wcześniej.

Nie, ten przekaz jest jasny. Na konwencji Rafał Trzaskowski mówił, że nie wszyscy muszą chodzić na paradę równości, żeby być za tolerancją. I nie wszyscy muszą chodzić co niedzielę do kościoła, żeby szanować swoich bliźnich.

PiS mówi językiem ekstremalnych emocji, GODNOŚCI, narodowej DUMY, a opozycję odsądza – dosłownie – od czci i wiary co i rusz zarzuca wam ZDRADĘ. W pana narracji trochę brakuje temperatury, takie to trochę zbyt racjonalne.

Jeśli chodzi o kwestię dumy, to PiS jest mocny w słowach, a beznadziejny w czynach. Mieli trzy lata i wszystkie narzędzia w ręku, żeby przygotować wspaniałe uroczystości 100 lecia niepodległości, które by pokazało światu naszą dumę i polskie osiągnięcia. A zrobili coś żenującego.

Nie da się tego nawet porównać ze świętem wolności 4 czerwca 2014 r., kiedy do Polski przyjechało kilkudziesięciu przywódców państw – Barack Obama, Angela Merkel, Joachim Gauck, François Hollande – I było wielkie wydarzenie na Placu Zamkowym w Warszawie. Jaki Polska miała wtedy wizerunek, z którego  mogliśmy być dumni! To, co PiS zrobił z największą rocznicą w tym stuleciu jest wstydem, żenadą.

Polacy mają z czego być dumni i my mamy na to papiery, żeby racjonalnie przekonać, że to, co się stało przez ostatnich 30 lat to nie jest żadna Polska w ruinie, tylko wielki sukces na miarę tysiąclecia.

A jeśli chodzi o strach, to trzeba tłumaczyć, że PiS używa tanich chwytów, brutalnej propagandy, generuje głupie strachy i daje na nie tanie odpowiedzi. Nie było w Polsce w 2015 problemu uchodźców, PiS wygenerował problem i nadymał się, że problem rozwiąże.

PiS bawi się zapałkami na stacji benzynowej.

Operuje homofobią, nienawiścią, nawet wątki antysemickie się pojawiły, a potem trzy tygodnie przed wyborami wybucha w PiS panika, że sobie wyhodowali Konfederację i mają problem. Nie byłoby Konfederacji, gdyby się nie bawili ustawą o IPN, by w ten sposób mobilizować wyborców skrajnie prawicowych.

Trzeba za każdym razem pokazywać, że nie ma się co bać tych PiS-owskich strachów. Jedyne czego się możemy bać to tego, że jeżeli zniszczą do końca wymiar sprawiedliwości, w Ropczycach, Przemyślu, czy w Białej Podlaskiej to będzie tak: gdy radny PiS potrąci kogoś na pasach, to prokuratura sprawę umorzy, a sąd go uniewinni.

Tego się należy bać, a nie wojny religijnej, seksualizacji dzieci.

*Adam Szłapka (1984), politolog, poseł .Nowoczesnej. W latach 2006-2010 był wiceprzewodniczącym Rady Miasta w Kościanie. Jako dyrektor Fundacji Projekt: Polska  zajmował się m.in. akcjami „Razem 89” (uczczenia 25 lat wolności) i „Pokolenie Solidarności”. Angażował się także w program Fundacji Batorego „Masz głos, masz wybór„, wspierający kontrolę i zaangażowanie obywatelskie nie tylko w wyborach. W 2011-2015 pracował w zespole Jacka Michałowskiego, szefa kancelarii prezydenta Komorowskiego.

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym