Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa napadli na opozycjonistkę, która pokojowo protestowała przeciwko komunistycznemu reżimowi. Zdarzenie miało miejsce na Uniwersytecie Warszawskim. Historia rodem z Polski Ludowej, która wydarzyła się w 2025 roku. Tylko funkcjonariusze Straży Ochrony Państwa byli zdziwieni.
W listopadzie 2025 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję dotyczącą transnarodowych represji. Definiuje ona to zjawisko i jego konsekwencje. Bazuje na opublikowanym w styczniu 2025 raporcie, który wskazuje na narastający problem i jego destrukcyjny wpływ na europejską demokrację.
Volker Türk, komisarz do spraw Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych, wzywa do przerwania milczenia i #pilnego działaniaprzeciwko transnarodowym represjom. Polska, #według raportu, jest na trzecim miejscu wśród krajów UE, w których opozycjoniści, obrońcy praw człowieka i niezależni dziennikarze doświadczają transnarodowych represji.
Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa napadli na opozycjonistkę, która pokojowo protestowała przeciwko komunistycznemu reżimowi. Zdarzenie miało miejsce na Uniwersytecie Warszawskim. Historia rodem z Polski Ludowej, która wydarzyła się w 2025 roku.
W czwartek 16 stycznia 2025 roku premier Tusk spotkał się ze swoim wietnamskim odpowiednikiem – Phạmem Minh Chínhem. Pretekstem do wizyty było 75-lecie nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Wietnamem. Następnego dnia premier Minh został zaproszony na Kampus UW, aby wygłosić wykład na ten temat.
Nie wszystkim spodobała się wizyta premiera. Na UW, przed Pałacem Kazimierzowskim, gdzie miał przemawiać Minh, pojawiła się grupa protestujących. Wśród nich Tôn Vân Anh, pochodząca z Wietnamu Polka, dziennikarka i zdecydowana przeciwniczka wietnamskiego reżimu.
Przyjechała do Polski jako nastolatka, zrobiła dyplom z socjologii, tłumaczyła Poświatowską na wietnamski i pisała do „Gazety Wyborczej”. Jest też współpracowniczką Radia Wolna Azja. To nie spodobało się reżimowi, który w 2008 roku postanowił nie przedłużać jej paszportu. Gdyby Tôn Vân Anh została deportowana, czekałoby ją więzienie. Za Wietnamką wstawiła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, apel organizacji podpisało wielu ludzi, w tym Władysław Bartoszewski, Andrzej Seweryn i Adam Michnik. W 2011 roku otrzymała obywatelstwo.
17 stycznia Tôn Vân Anh stała pod Pałacem Kazimierzowskim i rozdawała ulotki informujące o przeszłości premiera Wietnamu. Phạm Minh Chính, zanim został głową państwa, przez wiele lat był dyrektorem Departamentu Wywiadu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – ekspertem do spraw zwalczania opozycji. Kiedy limuzyna polityka stanęła przed budynkiem, protestujący zaczęli krzyczeć „Precz z komuną”, raz po polsku, raz po wietnamsku. Skandujących otoczyła wietnamska Służba Bezpieczeństwa, po czym zaczęła ich okładać i przepychać.
- Wszystko działo się na oczach policji, SOP-u i Straży Uniwersyteckiej – mówi Tôn Vân Anh. – Praktycznie nie zareagowali. Tylko funkcjonariusze Straży Ochrony Państwa byli zdziwieni zachowaniem SB. Nie ma się jednak co dziwić, tak już jest, kiedy zaprasza się reżim. Na napaści się nie skończyło. Brat i ojciec Tôn Vân Anh otrzymali telefony od wietnamskich służb. Grożono im, że nie będą mogli opuścić Wietnamu.
Wietnamski biznesmen, członek Komunistycznej Partii Wietnamu, a dokładnie jej opozycyjnego skrzydła. W 2016 roku Thanh stał się zbyt gadatliwy jak na wietnamskie standardy. Krytykował prezydenta Nguyen Phu Tronga i groził, że ujawni tajemnice wietnamskiej polityki. Został oskarżony o korupcję. Uciekł do Niemiec, ale w czerwcu 2017 roku został tam porwany. Stał przed berlińskim Zoo, kiedy podjechał do niego samochód na czeskich blachach. Thanh został wciągnięty do auta i słuch po nim zaginął.
Rząd niemiecki zareagował wydaleniem dwóch pracowników ambasady Wietnamu i nakazał zwrócenie biznesmena, aby można było dokończyć proces nadawania mu ochrony międzynarodowej. Tymczasem porywacze przekraczali granicę kolejnych unijnych państw. Pojechali do Bratysławy, gdzie akurat odbywały się rozmowy przedstawicieli Wietnamu i Słowacji. Tam wypożyczyli rządowy samolot, którym wybrali się do Moskwy. Brawurowe porwanie miało więc wymiar praktyczny. Biznesmen porwany, a stosunki ze Słowacją poprawione. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Sprawa ma także polski akcent, bo słowacki samolot z porwanym przelatywał nad obszarem powietrznym Rzeczypospolitej. Żeby mógł obrać taką trasę, Słowacy musieli uzyskać zgodę Polski. Dostarczyli listę pasażerów, ale okazało się, że była fałszywa. Według niej na pokładzie miał się znajdować między innymi ówczesny wicepremier kraju – Robert Kaliniak, który tamten dzień spędził w Bratysławie. Zamiast wicepremiera nad głowami Polaków przeleciał porwany dysydent.
“Z transnarodowymi represjami mamy do czynienia, gdy rządy zagraniczne przekraczają granice państwowe, by przymuszać, kontrolować i uciszać osoby w innych krajach, stosując szeroki wachlarz metod, od inwigilacji cyfrowej, po eksterytorialne zabójstwa”
- tak definiuje je raport przygotowany na zlecenie Parlamentu Europejskiego. Wymienia różne formy represjonowania.
Jak raportuje organizacja Freedom House , między rokiem 2014 a 2024 doszło do zatrzymania 42 dziennikarzy i 238 aktywistów politycznych. Tylko w 2023 roku co najmniej 300 obrońców praw człowieka zostało zabitych właśnie w wyniku transnarodowych represji. W tym samym czasie miało miejsce 12 przypadków bezprawnych deportacji i 35 zatrzymań aktywistów politycznych.
W listopadzie 2025 ponad 20 największych organizacji zajmujących się obroną praw człowieka w tym min. Front Line Defenders, MENA Rights Group, czy World Organisation Against Torture (OMCT) wystosowało apel do władz Bułgarii o natychmiastowe uwolnienie Abdulrahmana Al-Khalidi, saudyjskiego obrońcy praw człowieka.
Al Khalidi (na zdjęciu głównym przed bułgarskim sądem w czerwcu 2025) został zatrzymany pięć lat temu w trakcie nieuregulowanego przekroczenia granicy. Od tamtej pory siedzi w więzieniu.
Al-Khalidi działał w swoim kraju w prodemokratycznej sieci. Zajmował się m.in. wspieraniem więźniów politycznych i demaskowaniem dezinformacji w internecie. W efekcie musiał uciekać. Spędził siedem lat w Turcji, kiedy jednak skończyła się ważność jego dokumentów, nie zdecydował się pójść do konsulatu w Stambule, w którym kilka lat wcześniej saudyjski reżim brutalnie zamordował innego działacza i dziennikarza – Dźamala Chaszukdżiego.
W sprawie Al-Khalidiego wypowiedział się już kilkukrotnie bułgarski sąd, nakazując natychmiastowe zwolnienie, jednak skorumpowana i współpracująca z saudyjskim reżimem agencja bezpieczeństwa zablokowała wykonanie wyroków. To pokazuje wpływ reżimów na zagraniczną władzę sądowniczą.
Jako taka została opisana w raporcie z badań przygotowanych dla Europarlamentu. Opozycjoniście grozi deportacja. Bułgaria uzasadnia taką decyzję demokratycznymi reformami w Arabii Saudyjskiej, co brzmi jak kiepski dowcip.
Podobnie jak w przypadku Saudyjczyka doskonałe środowisko dla transnarodowych represji tworzy ##przyjęta w Europie polityka strachu wobec potencjalnych zagrożeń terroryzmem, militaryzacja granic oraz wzmacnianie antyimigranckich nastrojów. Społeczeństwa obywatelskie tracą czujność i nie oponują, kiedy deportuje się opozycjonistów, czy dziennikarzy. Lekcja z Guantanamo, gdzie wiele osób spędziło nawet dziesiątki lat bez wyroku, nie została odrobiona.
W Polsce nie rozpoznaje się zjawiska transnarodowych represji, nie zapobiega się mu, ani nie wspiera ofiar. –
„Co pani ma na myśli, mówiąc o transnarodowych represjach?” – pyta mnie jeden z prawników, a za nim podobne pytanie stawia wielu naszych rozmówców.
„Jesteśmy mało wrażliwi na sprawy opozycjonistów politycznych” – tłumaczy Tomasz Sieniow, prawnik z Instytutu Państwa Prawa, organizacji, która od lat wspiera migrantów i uchodźców w Polsce. – "Zauważam to w mojej praktyce.
Polska nie przejmuje się losem osób, które wydaje obcym reżimom. Scenariusze są różne.
Na przykład: od rosyjskich opozycjonistów już przy granicy, w Polsce, nie przyjęto deklaracji chęci złożenia wniosku o ochronę. Nie uwzględniono tego, że mówili o swojej opozycyjnej działalności. Na podstawie umów konsularnych od razu zawiadomiono ambasadę Rosji. Ta historia niestety skończyła się deportacją".
Nie zawsze łatwo jest zdefiniować, gdzie zaczynają się transnarodowe represje.
„W 2023 roku Łukaszenko wprowadził zakaz przedłużania dokumentów podróży za granicą – mówi dr Baerbel Heide, pochodząca z białoruskiej diaspory członkini niemieckiej Koalicji Przeciwko Transnarodowym Represjom. – Na szczęście Niemcy znalazły rozwiązanie, wydając specjalny paszport obcokrajowca. Takie działanie Łukaszenki uznajemy już za transnarodowe represje” – dodaje Heide.
„Także w Polsce osoby z Białorusi mogą liczyć na dokument podróży. Jeśli udowodnią, że w kraju pochodzenia doświadczały prześladowania z powodów politycznych, mogą liczyć na ochronę międzynarodową. Trudniej jest o wizę humanitarną” – analizuje inna przedstawicielka białoruskiej diaspory.
Transnarodowe represje mają negatywny wpływ zarówno na stabilność demokracji, jak i na bezpieczeństwo narodowe. Coraz więcej krajów orientuje się, że nie są przygotowane na narastające zagrożenie. Tematem transnarodowych represji zajął się między innymi parlament brytyjski, podążający za wytycznymi ONZ. Powołał on specjalną Komisję, która w marcu 2025 rozpoczęła pracę. Jej celem ma być gruntowne zbadanie wpływu transnarodowych represji na prawa człowieka w Wielkiej Brytanii
Pośród metod stosowanych do represjonowania opozycjonistów, dziennikarzy i obrońców praw człowieka reżimy wykorzystują między innymi „czerwone noty” INTERPOLU. W ten sposób legalnie ścigają swoje ofiary poza własnymi granicami.
„Polska ignoruje zakazy ekstradycji, które wydają polskie sądy, które zauważają, że zgłoszenia reżimów do Interpolu są motywowane politycznie”
- tłumaczy Tomasz Sieniow.
"Zajmowaliśmy się sprawą chłopaka, który został deportowany z Holandii do Polski, a którego polskie władze chciały wydalić do Tadżykistanu. Sąd Najwyższy zakazał jego ekstradycji, a pomimo tego podejmowano się jej dwa razy. Były także dwie próby deportacji. W końcu holenderski sąd nakazał zawrócić tego chłopaka. Uznał, że Polska nie jest dla niego bezpiecznym krajem.
To nie jedyny taki przypadek„ – dodaje prawnik. – ”Był też obywatel Rosji, który został wydalony z Polski, a jakieś dwa dni później jego żonie przyznano status uchodźcy. Tymczasem jej mąż już siedział w rosyjskim więzieniu. Takie sytuacje zdarzają się głównie dzięki fabrykowaniu dokumentów złożonych do Interpolu, mimo że polskie sądy je weryfikują i uznają za niewiarygodne".
Polskie służby nie traktują tych wyroków poważnie. Nadal traktują osobę oczyszczoną z zarzutów jak zagrożenie. A skoro jest zakaz ekstradycji, osobę się deportuje. Jak to się ma do wytycznych przygotowanych dla państw członkowskich UE, według których obrońcy praw człowieka i niezależni dziennikarze – ofiary transnarodowych represji powinni być w Europie szczególnie chronieni?
"Poważne wątpliwości budzi we mnie ścisła współpraca między służbami Polski i Tadżykistanu. Wzajemne wizyty studyjne, być może także wymienianie się informacjami o osobach, które są poddawane readmisji. Widziałem dwa przypadki, kiedy polskie służby chwaliły się, że deportowały do Tadżykistanu osoby podejrzane o związki z ISIS.
Była taka głośna sprawa w grudniu 2023 roku. To był spokojny chłopak, student farmacji, dziewiętnastolatek, który unikał służby wojskowej. Polska przedstawiła go jako islamistę, który zradykalizował się w Polsce, modląc się w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców. To był właśnie efekt współpracy z Tadżykistanem, którego rząd zwalcza religię. Obawiam się, że takie sytuacje mogą się powtarzać" – mówi prawnik Tomasz Sieniow.
Według przeprowadzonych na zlecenie Europarlamentu badań
Tadżykistan klasyfikowany jest jako główny sprawca transnarodowych represji wobec działaczy politycznych i dziennikarzy. Jest na liście 20 najbardziej opresyjnych reżimów na świecie.
„Obecny tamtejszy rząd zaangażował się w kampanię nękania członków Islamskiej Partii Odrodzenia Tadżykistanu (IRPT), zakazanej grupy politycznej, oraz Grupy 24, ruchu opozycyjnego. Władze nie tylko więziły działaczy opozycji i dziennikarzy, ale także ekstradowały i porywały krytyków rządu z zagranicy. [...] Słysząc o deportacji niebezpiecznego islamisty do Tadżykistanu, powinniśmy być czujni i domagać się wyjaśnień i dokładnego zbadania sytuacji tej osoby. Może bowiem chodzić o opozycjonistę albo muzułmanina, który uciekał przed zwalczającym islam reżimem”.
W lutym 2023 roku do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców przybyła delegacja z ambasady Iraku i spotkała się w cztery oczy z osobami, które uciekły z tego kraju z powodów politycznych. Pokłosiem wizytacji były deportacje. Ambasada chwaliła się odwiedzinami na stronie internetowej, a polska Straż Graniczna złamała podstawowe prawa osób ubiegających się o ochronę.
„Koncentrujemy się na tym, co jest istotą rzeczy – na wspieraniu osób, które doświadczają transnarodowych represji” – mówi dr Baerbel Heide z Koalicji przeciwko Transnarodowym Represjom utworzonej i działającej w Niemczech. – „Dotychczas działał telefon alarmowy, gdzie można było zgłosić takie sytuacje, ale nie wynikała z tego żadna faktyczna pomoc, konsultacja prawna, relokacja. – Chcemy stworzyć infrastrukturę wspierającą zagrożonych. Działamy i domagamy się działań jako przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego” – dodaje.
Przedstawiciele Koalicji Przeciwko Transnarodowym Represjom na początku grudnia 2025 o problemie transnarodowych represji mówili na forum Europarlamentu.
Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie transnarodowych represji jest bezprecedensowa. Ustanawia formalne ramy ich definiowania i proponuje środki przeciwdziałania. Dokument opiera się na opublikowanym w czerwcu badaniu „Transnarodowe represje wobec obrońców praw człowieka: Wpływ na przestrzeń obywatelską i odpowiedzialność państw przyjmujących”.
Za jeden z najbardziej niebezpiecznych krajów został w niej uznany Egipt. Długich ramion reżimu doświadczyła mieszkająca w Niemczech egipska dziennikarka śledcza i zarazem dyrektorka programowa Law and Democracy Support Foundation, Basma Mostafa. Która mimo iż w 2022 otrzymała azyl polityczny w Niemczech, nadal nie jest bezpieczna. Śledzona, zastraszana, obrończyni praw człowieka doświadczyła także kampanii hejtu w internecie, grożono jej a także pobito. Wśród agresorów rozpoznano m.in. osoby związane bezpośrednio z egipską Ambasadą . To właśnie dzięki Basmie Mostafie i współtworzonej przez nią fundacji oraz Koalicji Przeciwko Transnarodowym Represjom, została złożona skarga do ONZ, a Parlament Europejski został zmobilizowany do podjęcia działań.
Fundacja prowadzona przez Mostafę wzywa do
Także inne gremia, jak ONZ, czy Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy uznały transnarodowe represje za problem, który podważa praworządność i zagraża prawom człowieka w Europie.
Grupa G7, obradująca niedawno w Kanadzie, przyjęła rezolucję przeciwko transnarodowym represjom h.
Pośród rozwiązań, których należy się domagać, powinien znaleźć się także
dostęp do dowodów wobec osób oskarżanych o zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Obecnie agencje bezpieczeństwa są bezkarne i nie podlegają żadnej kontroli. Osoba oskarżona nie wie, jakie są dowody w jej sprawie, co faktycznie jej się zarzuca i nie ma prawa do adekwatnej obrony.
Sorboni Abdulrakhimzoda pochodzi z Tadżykistanu. Od 2018 roku mieszkał w Ukrainie z żoną, dziećmi i rodzicami. W ojczyźnie groziło mu niebezpieczeństwo, które sprowadził na siebie, pisząc komentarze na Facebooku.
Wypowiadał się krytycznie na temat Emomaliego Rahmona – prezydenta Tadżykistanu od 1994 roku.
Opowiadał się za wolnością wyznania, podczas gdy Rahmon utrzymuje antyreligijny kurs. W Tadżykistanie kobiety i dzieci nie mogą chodzić do meczetów. Nauczanie religii w domach jest zabronione bez odpowiedniej licencji. Każde stowarzyszenie religijne musi być zarejestrowane, a wiele z nich jest delegalizowanych i oznaczanych jako ekstremistyczne i terrorystyczne.
Sorboni Abdulrakhimzoda był poszukiwany czerwoną notą Interpolu wydaną przez Tadżykistan. Posądzono go o łamanie prawa oraz próbę obalenia ustroju. W Tadżykistanie określenie „wojownik klawiatury” nie jest obelgą.
Czemu Interpol wpisał Abdulrakhimzodę do rejestru poszukiwanych? Tego nie wie nikt, nawet prawnik Tadżyka – Bogumił Zygmont.
„To dziwaczne, ale ponoć takich spraw w Interpolu jest więcej. Trudno mówić tutaj o przestępstwie w rozumieniu prawa polskiego. Sorboniego ścigano za opowiadanie się po stronie wolności religijnej. Nie ma wątpliwości, że w Polsce takie przestępstwo nie istnieje” – mówi.
Mimo to Sorboni Abdulrakhimzoda wraz z ojcem zostali zatrzymani na granicy polsko-ukraińskiej w 2022 roku. Wojownik klawiatury został aresztowany i zakwalifikowany jako szczególnie niebezpieczny przestępca.
Za wisienkę na torcie można uznać fakt, że ojciec Sorboniego został na pół roku zamknięty w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Przemyślu.
Sąd okręgowy w Przemyślu wyraził zgodę na ekstradycję Sorboniego. To wtedy do sprawy włączył się adwokat Bogumił Zygmont. „Od razu zauważyłem, że nie ma podstaw, żeby go wydalić” – wspomina adwokat. – „Dokumenty nie były czytelne. Nie wynikało z nich, na jakiej podstawie Sorboni został aresztowany. Według dokumentacji nakaz aresztowania został wydany przed postanowieniem o postawieniu mu zarzutów, a to przecież niemożliwe. Takich absurdów było wiele”.
Adwokat przygotował zażalenie na postanowienie sądu. W Polsce decyzja o ekstradycję najpierw podejmuje sądu który ustala, czy w sprawie występują przeszkody ekstradycyjne. Np. czy przestępstwo, za które cudzoziemiec jest ścigany w kraju pochodzenia, jest przestępstwem także w Polsce. Sąd bada także, czy osoba ścigana nie będzie w ojczyźnie torturowana.
Jeśli orzeknie, że można ją poddać ekstradycji, sprawa przechodzi w kompetencje Ministra Sprawiedliwości.
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uchylił postanowienie z Przemyśla i odesłał sprawę do pierwszej instancji. Nakazał zwrócenie się do władz Tadżykistanu w celu wyjaśnienia kuriozów w dokumentacji. Sąd w Przemyślu zwrócił się do Tadżyków, ale nie otrzymał odpowiedzi. Sędzia orzekł, że Sorboni Abdulrakhimzoda nie może być deportowany. Ponadto ma zostać zwolniony z aresztu.
Tadżyk nacieszył się wolnością przez około minutę. Przed aresztem czekali na niego SOC w Przemyślu. Wobec Sorboniego została wszczęta procedura deportacyjna. Aby się przed nią bronić, złożył wniosek o ochronę międzynarodową.
Pod koniec lutego 2023 Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców wniosek odrzucił. Sorboni się odwołał. W maju dostał negatywną odpowiedź. Rozpatrywania wniosku zajęło zaledwie kilka tygodni, podczas gdy zwykle procedura trwa przynajmniej pół roku.
„Nie znam drugiej sprawy, która zostałaby tak szybko rozpatrzona. Niektóre moje odwołania zalegają w Urzędzie od roku” – mówi adwokat Zygmont.
Następnego dnia Sorboni otrzymał decyzję o deportacji. Mogło do niej dojść w każdej chwili. Zygmont napisał więc do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Domagał się zastosowania środka tymczasowego w postaci zakazu ekstradycji. Udało się, ETPCz stwierdził, że Abdurakhimzoda powinien zostać w Polsce.
Trzy dni później, w niedzielę rano, Zygmonta obudził telefon. Dzwoniła matka Sorboniego, mówiła, że go deportują.
Prawnik popędził do kancelarii i zaczął pisać do Strasburga, RPO i znajomych dziennikarzy.
Tymczasem Sorboni Abdurakhimzoda czekał przy bramce na Okęciu. Na lotnisko przyjechały Polsat i „Gazeta Wyborcza”. Zastępca RPO zadzwonił do przedstawicieli SG i domagał się wyjaśnień. Wszystko na nic.
„Była jakaś decyzja z góry. Komuś zależało, żeby go deportować za wszelką cenę” – twierdzi Bogumił Zygmont.
Sorboni wszedł na pokład samolotu i złapał się ostatniej deski ratunku: wszczął burdę. Pilot odmówił transportowania awanturnika i zmusił funkcjonariuszy do opuszczenia samolotu wraz z Tadżykiem.
Abdurakhimzoda złożył natychmiast drugi wniosek o ochronę międzynarodową. Bogumił Zygmont zaskarżył decyzję Rady do Spraw Uchodźców do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jednak pomimo orzeczeń polskich sądów i ETPCz, w połowie czerwca kolejny wniosek Tadżyka został odrzucony.
Abdurakhimzodę wywieziono samolotem wojskowym do Bułgarii. Bogumił Zygmont śledził samolot na Flight Radarze, ale przed wylądowaniem w Warnie maszyna zniknęła. Adwokat próbował jeszcze pisać do Strasburga z prośbą o kolejny interim, ale nie wiedział, gdzie jest jego klient.
Tadżyka przewieziono z Bułgarii do Gruzji, a stamtąd do Tadżykistanu.
Sorboni Abdulrakimzoda zniknął bez śladu.
To zapewne nie jedyny aktywista, którego tak potraktowało jedno z europejskich państw. Pomimo obowiązujących praw, wyroków ETPCz, a czasem i zainteresowania mediów, transnarodowe represje na terenie Unii, to wciąż gra w chowanego. Tylko tutaj role się nie odwracają – szukają reżimy, chowają pojedynczy ludzie, a stawką często jest życie. Gdzie się podział Abdulrakimzoda? Nie wiadomo, ale można się domyślać.
Antropolożka kultury/etnografka (UW), artystka działająca w obszarze sztuki opowiadania. Współpracuje z siecią Badacze i Badaczki na Granicy www.bbng.org. Aktywistka na granicy.
Antropolożka kultury/etnografka (UW), artystka działająca w obszarze sztuki opowiadania. Współpracuje z siecią Badacze i Badaczki na Granicy www.bbng.org. Aktywistka na granicy.
Komentarze