0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Filmik Tuska spotkał się z burzliwym przyjęciem. Donald Tusk wzywa w nim do odsunięcia od władzy Jarosława Kaczyńskiego, aby odzyskać kontrolę nad polskimi granicami i ocalić Polaków przed zamieszkami, które mogłyby wybuchnąć w konsekwencji wpuszczania do Polski pracowników z krajów muzułmańskich przez PiS.

Zwolennicy Tuska chwalą go za punktowanie hipokryzji rządu. Oponenci z szeregów opozycyjnych zdumieni zastanawiają się, czy to jeszcze Donald Tusk, czy już Donald Trump?

My o ocenę wystąpienia Donalda Tuska pytamy osoby zaangażowane od lat w pracę z migrantami oraz uchodźcami, aktywistów i aktywistki działających na pograniczu polsko-białoruskim oraz ekspertów i ekspertki działających m.in. na rzecz walki z uprzedzeniami.

Przeczytaj także:

Tusk straszy wpuszczeniem setek tysięcy migrantów

W znakomitej większości wystawiają oni Tuskowi ocenę mocno a niekiedy skrajnie negatywną. Zacznijmy jednak od początku.

W niedzielę (1 lipca 2023) Donald Tusk zamieścił w swoich mediach społecznościowych wideo, w którym omawia dokument – jak mówi – „szykowany przez Kaczyńskiego”. De facto Tusk – jak wskazuje rzecznik PO Jan Grabiec na Twitterze – odnosi się do projektu „Rozporządzenia Ministra Spraw Zagranicznych w sprawie państw, w których cudzoziemcy mogą składać wnioski o wydanie wizy przez ministra właściwego do spraw zagranicznych”. Clou tego projektu to – jak czytamy w dokumencie źródłowym – „umożliwienie szybszego uzyskania wizy krajowej (w Polsce – red.) m.in. w celu podjęcia pracy w przypadku obywateli 21 państw”, a „projektowane rozporządzenie ma na celu poprawę sytuacji na rynku pracy”.

„Rosnące zainteresowanie uzyskaniem wizy, potrzeby polskiego rynku pracy, a jednocześnie brak zwiększenia zatrudnienia w urzędach konsularnych i tym samym zapewnienia sprawnej obsługi wizowej wymusił poszukiwanie innych rozwiązań” – brzmi uzasadnienie zawarte w dokumencie.

Dotychczas liberalne przepisy wizowe obejmowały jedynie obywateli Białorusi, ale zgodnie z projektem miałyby zostać poszerzone aż o 20 państw. Czyli o: „Królestwo Arabii Saudyjskiej, Republikę Armenii, Republikę Azerbejdżanu, Republikę Filipin, Gruzję, Republikę Indii, Republikę Indonezji, Islamską Republikę Iranu, Państwo Katar, Republikę Kazachstanu, Państwo Kuwejt, Republikę Mołdawii, Federalną Republikę Nigerii, Islamską Republikę Pakistanu, Królestwo Tajlandii, Republikę Turcji, Ukrainę, Republikę Uzbekistanu, Socjalistyczną Republikę Wietnamu, Państwo Zjednoczonych Emiratów Arabskich”.

Obecność na tej liście państw, w których dominują wyznawcy islamu, dała Tuskowi asumpt, by uderzyć w PiS.

„Oglądamy wstrząśnięci sceny z brutalnych zamieszek we Francji. I właśnie teraz Kaczyński przygotowuje dokument, dzięki któremu do Polski przyjedzie jeszcze więcej obywateli z państw takich jak – cytuję – Arabia Saudyjska, Indie, Islamska Republika Iranu, Katar, Emiraty Arabskie, Nigeria, czy Islamska Republika Pakistanu” – powiedział lider PO w krótkim nagraniu, wytykając partii władzy szczucie na imigrantów i uchodźców, przy jednoczesnym otwieraniu drzwi dla pracowników z krajów Bliskiego Wschodu, czy Afryki.

„Kaczyński już w zeszłym roku ściągnął z takich państw ponad 130 tysięcy obywateli, 50 razy więcej niż w 2015 roku (czyli gdy PO-PSL traciły władzę, a przejmował ją PiS – red.)” – mówi dalej Tusk i przestrzega:

„Te wizy będzie można dostać łatwo i szybko, będą je rozdzielać zewnętrzne firmy, bo tak dużo jest zamówień”.

Jednocześnie Tusk snuje przypuszczenia, że dla Kaczyńskiego celem wpuszczenia „setek tysięcy [migrantów – red.] z takich państw (sic!)” może być wywołanie wewnętrznej wojny i zasianie strachu wśród obywateli, aby – jak twierdzi – ułatwić sobie rządzenie oraz wygraną zbliżających się jesienią wyborów.

„Musimy go jak najszybciej odsunąć od władzy, aby uniknąć tego niebezpieczeństwa. Ono się naprawdę czai za rogiem” – przestrzega Tusk i apelując o odzyskanie przez Polaków kontroli nad granicami własnego państwa.

I wybuchła burza.

„Ponad 400 tys. wiz rocznie z państw Afryki i Azji? To rozporządzenie to szaleństwo” – pisze na Twitterze rzecznik PO Jan Grabiec.

View post on Twitter

„Szaleństwo” – czytamy w jednym z licznych oraz krytycznych wobec Tuska komentarzy, tu akurat posła Lewicy Macieja Koniecznego. „Przewodniczący Platformy Obywatelskiej sugeruje, że rząd Prawa i Sprawiedliwości celowo sprowadza do Polski ludzi innych ras, aby doprowadzić do napięć społecznych. Czy to jeszcze Donald Tusk, czy już Donald Trump?” – pyta ironicznie Konieczny.

Tusk kopiuje hejterską retorykę PiS

Równie krytyczna wobec Tuska jest większość naszych rozmówców i rozmówczyń. Punktują lidera PO za sięganie po retorykę, która była i nadal jest domeną polskiej prawicy oraz skrajnej prawicy.

„Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy, to rozczarowanie” – mówi nam badacz migracji i współprzewodniczący Konsorcjum Migracyjnego prof. Witold Klaus.

„Rozczarowanie tym, że Koalicja Obywatelska kopiuje hejterską i szowinistyczną retorykę Prawa i Sprawiedliwości. Miałem nadzieje, że opozycja wzniesie się na wyższy poziom. Zwłaszcza że bardzo łatwo jest obalić kłamstwa PiS w kwestii migracji, bez odwoływania się do tej nienawistnej retoryki”.

„Nie rozumiem, kto miał być adresatem tej wypowiedzi. Bo chyba nie wyborcy Platformy Obywatelskiej?” – pyta Klaus, a na to – zdawałoby się – retoryczne pytanie odpowiedź usiłuje znaleźć prof. Michał Bilewicz, psycholog społeczny, który w dyskusji o słowach Tuska na Twitterze przywołał badania z nowego tomu książki „Uprzedzenia w Polsce”.

View post on Twitter

W rozmowie z nami Bilewicz argumentuje, że wystąpienie Tuska mieści się w ramach logiki kampanii wyborczej i jest obliczone na zdobycie głosów osób niezdecydowanych, które mogą zostać politycznie zagospodarowane przez PiS bądź skrajną prawicę. Ale może kosztować PO utratę dużej części swojego elektoratu.

„Z wielu badań stosunku Polaków do uchodźców wynika, że najwyższe poparcie dla przyjmowania uchodźców i najostrzejszy sprzeciw wobec push-backów i brutalnej polityki granicznej oraz największe poparcie dla europejskiej polityki uchodźczej, w tym systemu relokacji notujemy wśród osób o przekonaniach liberalnych, wolnorynkowych – czyli wśród elektoratu Koalicji Obywatelskiej” – wskazuje Bilewicz.

„Jeśli więc Tusk będzie mówił więc językiem, który jest całkowitym zaprzeczeniem przekonań swoich wyborców – może tych wyborców po prostu stracić” – stwierdza.

Nie zapominajmy jednak, że ta „logika wyborów” przekłada się na konkretnych ludzi, także tych już mieszkających w Polsce i niejednokrotnie ludzi, których znamy osobiście.

„Wczoraj rozmawiałem z moją koleżanką, naukowczynią, która jest Turczynką. Dała mi do zrozumienia, że tego typu wypowiedzi sprawiają, że przestaje się w Polsce czuć bezpiecznie. Nikt nie chce czuć się zagrożeniem w miejscu, w którym mieszka” – opowiada Bilewicz.

„Ci ludzie przyjeżdżają do Polski, by w pocie czoła tworzyć polski PKB, od pracowników najniżej wykwalifikowanych, po specjalistów. A Tusk mówi, że stanowią zagrożenie i trzeba się przed nimi zabezpieczać, bo są muzułmanami i być może ich dzieci się zradykalizują. Dla każdego racjonalnie myślącego człowieka taki pogląd jest nie do przyjęcia. Natomiast ma poważne konsekwencje dla samych muzułmanów, którzy już w Polsce mieszkają” – ocenia Bilewicz, dodając, że w obecnej sytuacji ci mieszkańcy Polski znaleźli się „między młotem a młotem”, atakowani z obu stron, bo przez liderów dwóch największych partii politycznych.

„Mam nadzieję, że to wypowiedź niezamierzona”

Nieco łaskawsza w ocenie słów Tuska jest Danuta Kuroń, działaczka społeczna angażująca się w ostatnich latach w pomoc ludziom w drodze na granicy polsko-białoruskiej.

„Odsłuchałam to nagranie kilkukrotnie. Donald Tusk mówi nam, że rząd PiS ściąga z Afryki i Azji pracowników, podaję liczbę – 130 tysięcy – a równocześnie rządowa telewizja, pokazując brutalne zamieszki we Francji, szczuje na migrantów, po to, aby wywołać w Polsce strach przed »obcymi«. Mówi, że to wywoływanie wojny wewnętrznej jest niebezpieczne, że należy odsunąć Kaczyńskiego od władzy i odzyskać kontrolę nad granicami".

„Niestety jest to wypowiedź bardzo chaotyczna – i pierwsze co wpada w uszy to ta długa lista państw afrykańskich i azjatyckich – przede wszystkim islamskich i konieczność obrony granic. A to sprawia złe wrażenie”.

„To jest zła wypowiedź, ale mam nadzieję, że jest niezamierzona” – mówi Danuta Kuroń.

„Tusk chciał obnażyć działania Kaczyńskiego i posłużył się tak poważnym tematem, jakim jest migracja, instrumentalnie. A tego nie należy łączyć. Kryzys demograficzny i brak rąk do pracy przy równoczesnym braku polityki migracyjnej i dramacie humanitarnym na granicy polsko-białoruskiej to temat, który zasługuje na poważną, nietwitterową wypowiedź”.

Moralne dno

Tej wyrozumiałości dla Tuska nie słychać już w wypowiedział pozostałych naszych rozmówców i rozmówczyń. Dla Anny Alboth, dziennikarki i aktywistki działającej m.in. na wszystkich odcinkach zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, słowa Tuska to „sięgnięcie moralnego dna”.

„Obrzydliwa i przemyślana gra polityczna, z groźną muzyką w tle przecież nie przez przypadek, ale żeby zagrać na emocjach.

Nie przez przypadek też padają słowa »islamska«, nie przez przypadek Tusk używa wykluczającego języka („te kraje”). Czy można walczyć z mową nienawiści Kaczyńskiego – mową nienawiści?” – pyta retorycznie Alboth.

Z kolei Ola Ziemiańska z anarchistycznego kolektywu Szpila, który świadczy pomoc prawną m.in. osobom aktywistycznym działającym na granicy polsko-białoruskiej uważa, że słowa Tuska tak naprawdę nie powinny dla nikogo być zaskoczeniem, bo – jej zdaniem – lider PO ze swoimi antyuchodźczymi poglądami nigdy się nie krył.

„To przecież Donald Tusk, będąc przewodniczącym Rady Europejskiej, brał udział w rozmowach z Erdoganem dotyczących wprowadzenia niesławnego porozumienia UE-Turcja, szeroko krytykowanego przez organizacje humanitarne.

To między innymi prowadzona przez niego polityka sprawiła, że sytuacja na Morzu Śródziemnym jest wciąż dramatyczna, a szlak idący przez granicę bialorusko-polską wciąż określany jest jako jedna z bezpieczniejszych opcji” – argumentuje Ziemiańska w komentarzu przesłanym OKO.Press.

„Widzę więc z jednej strony spektakl polityczny, który ma przekonać do PO niezdecydowanych przedstawicieli prawej strony i centrum. Z drugiej widzę czarne chmury nad debatą publiczną, w której już nawet w obozie opozycji dozwolone jest obniżanie standardów i szerzenie treści wykorzystujących krzywdę mniejszości i nieuprzywilejowanych. A wszystko dla hasła »odsunąć PiS od władzy«” – kwituje.

Tusk nie wie, co mówi

Na zaniżanie przez Tuska standardów i na odpowiedzialność polityczną za taki, a nie inny kształt polityki migracyjnej, tym razem w Polsce, zwraca także uwagę Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie.

„Tusk powiedział o Kaczyńskim – może potrzebna mu jest wewnętrzna wojna, konflikt, strach polskich obywateli, bo wtedy lepiej mu rządzić, bo wtedy łatwiej mu będzie wygrać wybory – ale paradoksalnie powiedział to o sobie i o swoim nagraniu".

„Tusk nie mówi Iran, a Islamska Republika Iranu, nie mówi Pakistan, a Islamska Republika Pakistanu. Celowo podkreśla tę islamskość, aby między słowami powiedzieć – »co ten Kaczyński robi, ściąga nam na głowę muzułmanów«”?

„Do tego łączy ze sprowadzaniem pracowników zagranicznych zamieszki we Francji. A one są następstwem zabójstwa francuskiego nastolatka przez francuskiego policjanta, w których biorą udział francuscy nastolatkowie. Więc to jest spore nadużycie” – mówi Czwarnóg. Podkreśla, że w zajściach we Francji nie biorą udziału imigranci, a francuscy obywatele.

„Mam wrażenie, że Tusk nie wie, co mówi i mam wrażenie, że ktoś mu źle doradził”.

„Te osoby są od pokoleń marginalizowane, doświadczają dyskryminacji ze względu na swoje pochodzenie etniczne, wyznanie, czy kolor skóry. Doprowadzone do skraju wytrzymałości sięgają po takie, a nie inne środki. A to już świadczy o porażce francuskiej polityki integracyjnej” – ocenia.

Anna Alboth przywołuje inny przykład zachodniej porażki polityki integracyjnej – jako osoba, która dzieli swoje życie między między Polskę a Niemcy wskazuje na gastarbeiterów z drugiej połowy XX wieku.

„Ściąganie imigrantów zarobkowych bez polityki integracyjnej to błąd i typowo rasistowskie podejście do taniej siły roboczej, a tego chce PiS. Zrobili to Niemcy w latach 50., 60. i 70., wierząc, że zaproszeni gastarbeiterzy z Turcji wrócą potem do siebie i nie oferując nic w temacie integracji czy przygotowania obywateli na nowych obywateli. Tusk swoim filmikiem chce puścić oczko do wyborców z prawej strony, udając mądrzejszego niż Kaczyński” – komentuje Alboth.

Co powinno się więc zrobić?

„Stworzyć i przestrzegać mądrej polityki migracyjnej. Ale o tym żaden z panów nie mówi, bo to budowanie, a nie straszenie” – punktuje z przekąsem zarówno Kaczyńskiego, jak i Tuska.

Również Czwarnóg za brak polityki integracyjnej w Polsce winą obarcza nie tylko PiS, ale i PO.

„Pracuję w Ocaleniu kilkanaście lat, pamiętam, gdy PO rządziło krajem i pamiętam, jak prowadziło politykę integracyjną, a raczej jak jej nie prowadziło. A brak polityki integracyjnej jest bezpośrednim powodem tego, co dziś dzieje się we Francji” – stwierdza.

Tusk chce obejść Konfederację z prawej strony

O ocenę słów Donalda Tuska pytamy także Martę Górczyńską z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

„Ja bym oczekiwała, że narracja PiS będzie dementowana przez opozycję – zwłaszcza przez lidera dużego bloku opozycyjnego – w odpowiedzialny sposób. Czyli: owszem,

  • wytknąć hipokryzję. Rząd PiS faktycznie jest liderem, jeśli chodzi o przyjmowanie zagranicznych pracowników, co wynika z potrzeb polskiego rynku pracy,
  • ale jednocześnie wskazać, że mamy dziesiątki, czy setki tysięcy cudzoziemców w kraju i nie ma żadnych poważnych niepokojów społecznych, czy gróźb destabilizacji”

– uważa Marta Górczyńska.

„I to na to Tusk powinien zwrócić uwagę, a nie – jak ktoś trafnie zauważył – próbować obejść Konfederację z prawej strony” – dodaje.

Marta Górczyńska uważa także, że omawiając projekt zmian regulacji wizowych, Tusk wyrywa przepisy z kontekstu.

„Po wybuchu wojny w Ukrainie, siłą rzeczy otwieramy się na inne narodowości, bo wielu Ukraińców wróciło do kraju. W sektorach budowlanych, czy rolniczych są konkretne zapotrzebowania i są potrzebne ręce do pracy – więc muszą być i ułatwienia w uzyskiwaniu wiz”.

„Co naturalne, pojawiają się wówczas pośrednicy, agencje pracy. Z jednej strony jest to korzystne dla pracowników i pracodawców, bo usprawnia proces wydawania wizy, z drugiej jest to olbrzymie pole do nadużyć. I niestety my to obserwujemy”.

„Wraz z zapraszaniem ich do Polski powinny iść konkretne uprawnienia, pakiety ochronne. Tymczasem od lat mamy problem z niskimi kompetencjami Państwowej Inspekcji Pracy, jeśli chodzi o kontrolę zatrudnienia pracowników oraz ochronę pracowników przed wyzyskiem”.

Szerzej o wyzysku zagranicznych pracowników na łamach OKO.press pisał Bartosz Józefiak.

„Jeśli więc chcemy mówić o jakimś niebezpieczeństwie, to powinniśmy mówić o niebezpieczeństwie, jakie czyha na pracowników zza granicy. Mamy bowiem duże grupy cudzoziemskich pracowników w Polsce, a nie mamy adekwatnych mechanizmów ochrony tych pracowników. Nie mamy kontroli, czy nie są wyzyskiwani. Nie mamy integracji, czyli włączania do społeczeństwa, żeby nie czuli się wykluczani jako tylko pracownicy najemni” – podkreśla Górczyńska.

A tymczasem na granicy giną ludzie

Wielu naszych rozmówczyń i rozmówców uderza także milczenie Tuska w kwestii dramatycznej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Od osób działających w terenie słyszymy – nierzadko rzucane w biegu, bo między interwencjami – ostre słowa oceny wypowiedzi Tuska. Większość aktywistów i aktywistek nie ma jednak czasu, aby nad samym spotem się głębiej pochylić.

„Ludzie przechodzą masowo” – słyszymy od naszych źródeł w terenie, co jak zawsze znajduje odbicie w danych podawanych przez Straż Graniczną. Według SG 1 i 2 lipca granicę z Białorusią usiłowało przekroczyć łącznie ponad 300 osób. A to znaczy, że przynajmniej dwa razy tylu ludzi pojawiło się po polskiej stronie, z czego wielu z nich wezwało na pomoc aktywistów i aktywistki.

Nie dziwią więc gorzkie słowa Aleksandry Chrzanowskiej

Uważa ona, że tą wypowiedzią Tusk pokazuje, jak blisko mu do Kaczyńskiego i jak blisko PO do PiS, jeśli chodzi o prawa człowieka.

"To jest smutne, ale nie jest niestety zaskakujące. Nie mam żadnych złudzeń, że Platforma jest wrażliwsza społecznie od PiS–u. Nic nie wskazywało na to, gdy rządzili, nic nie wskazuje na to, by to się teraz miało zmieniać. A ta wypowiedź to jest cynizm i populizm do kwadratu. Widać, że Tusk gra wyłącznie na siebie, że gra na słupki, że idzie po trupach, aby wygrać te wybory. I to jest ohydne i niesmaczne” – stwierdza Chrzanowska, członkini zarządu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i działaczka Grupy Granica.

Donalda Tuska w obronę usiłował brać profesor Maciej Duszczyk, ekspert ds. migracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Z Duszczykiem nie udało nam się dziś porozmawiać, sięgamy więc po jego wpisy na Twitterze.

„Nie podoba mi się spot Donalda Tuska, ale jednak wskazuje na ważny problem. Kompletny brak kontroli nad decyzjami w zakresie polityki migracyjnej. Jak już wskazuję od miesięcy, nadszedł czas zastanowienia się, czy nadal prowadzić bardzo liberalną i rozproszoną politykę migracyjną” – pisze ekspert. A w odpowiedzi na stwierdzenie rzecznika PO Jana Grabca, że wydawanie 400 tysięcy wiz rocznie, do czego ma rzekomo prowadzić projekt nowego rozporządzenia, to „szaleństwo”, Duszczyk pisze:

„Zgoda, że rozporządzenie w tym kształcie jest skrajnie ryzykowne. To jest znane zjawisko z krajów, które masowo ściągały imigrantów zarobkowych. Prywatyzacja zysków dla przedsiębiorców i upublicznienie kosztów integracji imigrantów”.

Z taką krytyką rozporządzenia nie zgadza się profesor Witold Klaus, który uważa, że nie ma potrzeby dalszego ograniczania ruchu wizowego.

„To właśnie ruch wizowy zakłada ścisłą kontrolę. Dodatkowo należy zauważyć, że osobom np. z Bliskiego Wschodu jest niezwykle trudno taką wizę dostać. Muszą bowiem spełnić szereg warunków. Ponadto już po wydaniu wizy jest przecież jeszcze kontrola graniczna, podczas której taka osoba może nie zostać wpuszczona do Polski. Trudno więc mówić, że nie ma żadnej kontroli nad migracją. Ja bym powiedział odwrotnie, kontroli jest za dużo i jest zbyt biurokratyczna”.

Z kolei Kalina Czwarnóg przypomina: „Ludzie na granicach umierają dlatego, że nie ma legalnych, bezpiecznych dróg do Europy. W Ocaleniu mamy klientów, którzy, zanim zaczęli przekraczać granicę przez mur graniczny, czy przez rzekę, próbowali złożyć wnioski o azyl na ostatnim działającym przejściu granicznym z Białorusią, czyli w Terespolu. A Straż Graniczna odesłała ich z powrotem do Białorusi”.

Jak ten – realnie istniejący problem – zamierza rozwiązać Tusk po ewentualnie wygranych wyborach?

O tym w spocie ani słowa.

PS. Jak napisał we wtorek „Dziennik Gazeta Prawna”, po filmiku Tuska PiS postanowi zrezygnować z prac nad rozporządzeniem migracyjnym
;

Komentarze