0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plJakub Orzechowski / ...

W wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów pojawiły się założenia nowelizacji Karty Nauczyciela. Mimo że ostatni pomysł ministra Czarnka - zwiększenie pensum z 18 do 22 godzin i dodanie ośmiu godzin do dyspozycji ucznia i nauczyciela - wylądował w koszu, rząd nie rezygnuje ze zmian. I robi to w momencie, w którym w kuratoryjnych bankach ofert pracy zaczyna robić się gorąco.

6 maja w całym województwie mazowieckim szkoły szukały 1961 nauczycieli. Od początku miesiąca liczba ofert wzrasta średnio o 130-150 dziennie. To tempo, które przebija poprzednia lata i może nie byłoby może w tym nic niepokojącego, gdyby nie kierunek, który przyjął ruch kadrowy w oświacie. O nauczyciela - szczególnie niektórych specjalności - dyrektorzy muszą się bić. Coraz więcej słychać też o hucznych odejściach.

Pan Krzysztof, nauczyciel matematyki w liceum w dużym mieście, z którym rozmawialiśmy, wraz z początkiem maja postanowił pożegnać nie tylko tegorocznych maturzystów, ale i zawód. Dlaczego? Zaważył pasek z pensją: 2 510,42 zł netto wynagrodzenia na maj.

"Kocham młodzież, ale nie wiem co mówić młodym i skąd brać motywację. Nie wiem, jak młodzież ma mieć do nas szacunek, skoro rząd nie ma go za grosz" — przyznaje pani Iwona, nauczycielka języka polskiego w szkole podstawowej, która dzieliła się swoimi doświadczeniami na internetowym forum.

Nauczyciele: dlaczego jesteśmy karani finansowo?

Rząd mimo obietnicy "gigantycznych" podwyżek od września 2022, uchwalił wzrost wynagrodzeń w oświacie na poziomie 4,4 proc. To równowartość podwyżek w całej budżetówce, ale znacznie mniej niż inflacja, która przebiła już 12 proc. Pensje wzrosną dokładnie od 130 zł dla nauczyciela stażysty, do 178 zł brutto dla nauczyciela dyplomowanego.

Od stycznia 2022 nauczyciele tracą też na pracy ponadwymiarowej, bo po zmianach podatkowych nie mogą odliczyć od niej składki zdrowotnej. Rząd uspokaja, że pod koniec roku za ten okres dostaną zwrot. Jednak nikogo to nie pociesza, bo takie obietnice nie zawsze są realizowane, a ponadto wielu nauczycieli nie może już teraz spiąć miesięcznego budżetu.

Jedna z młodych nauczycielek na internetowym forum pisała: "Utrzymuję sama rodzinę i muszę dosłownie żebrać od rodziców na dom. Brak mi słów". Nauczyciele, którzy odbierają o połowę niższe wynagrodzenie za nadgodziny piszą, że nie rozumieją, dlaczego są "karani finansowo przez rząd".

Minister Czarnek twierdzi, że cała sytuacja to wina związkowców, którzy mieli odrzucić propozycję wzrostu płac w oświacie. O manipulacjach szefa resortu edukacji pisaliśmy więcej tutaj:

Przeczytaj także:

Pewne jest, że choć o podniesieniu prestiżu zawodu nauczyciela słyszymy z ust rządzących bardzo często, sytuacja w szkołach jest coraz gorsza. Na frustrację płacową nakłada się zmęczenie wywołane deformą edukacji, spacyfikowaniem strajku nauczycieli, osamotnieniem w pandemii, wyzwaniami związanymi z przyjęciem ukraińskich uczniów, a także polityka resortu edukacji, który działa w myśl "nadzorować i karać", zamiast "dyskutować i wspierać".

"Czarnkowe", czyli fikcyjna godzina dla ucznia

Tym razem, w założeniach nowelizacji Karty Nauczyciela minister edukacji proponuje, by do szkół wróciła jedna, bezpłatna godzina "karciana". Nauczyciele już nazywają ją potocznie "czarnkową". Minister chce, by nauczyciele byli w tym czasie w szkole do dyspozycji ucznia i rodzica.

Pomysł absurdalny, bo choć pensum, czyli czas spędzany pod tablicą, wynosi ustawowo 18 godzin, to i tak nauczyciel jest dostępny dla dyrektora, ucznia i rodzica w ramach 40 godzinnego tygodnia pracy.

Badania pokazały, że rzeczywisty czas pracy nauczycieli w Polsce jest znacznie wyższy, bo część ich obowiązków - szczególnie tych związanych z przygotowaniem do zajęć, sprawdzaniem klasówek, obowiązkami biurokratycznymi, czy właśnie ciągłym kontaktem z uczniami i rodzicami - jest po prostu mniej widoczna. Z ankiety przeprowadzonej w 2013 roku przez Instytut Badań Edukacyjnych Publicznych wśród 7,5 tys. nauczycieli z 1300 szkół wynikało, że średni czas pracy to 47 godzin w tygodniu.

Przywrócenie godziny karcianej to też powrót do rozwiązania, od którego w 2016 roku odeszła minister Anna Zalewska. Nauczyciele zwracali uwagę, że dwie godziny karciane - do dyspozycji dyrektora - często były źródłem patologii. Nauczyciele odsyłani byli do opieki świetlicowej w miejsce pracujących tam na co dzień wychowawców. I zamiast prowadzić zajęcia pozalekcyjne, w ramach oszczędności siedzieli w szkolnej świetlicy i pilnowali czekających na rodziców maluchów.

Co ciekawe, w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" była minister edukacji, dziś europosłanka PiS Anna Zalewska skrytykowała pomysł jej następcy.

"Nie popieram wprowadzania dodatkowych godzin pracy, za które nauczyciele nie otrzymują wynagrodzeń. Nie po to likwidowaliśmy godziny karciane, aby po kilku latach je przywracać. Nie znam nauczyciela, który w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy odmówił uczniowi pomocy lub możliwości spotkania z rodzicem chcącym porozmawiać o postępach swojego dziecka" — mówiła Zalewska.

Krótsza droga do marnych zarobków: 4 lata stażu, mianowany i kontraktowy

Minister Czarnek chce też zmienić drogę awansu nauczycieli. Dziś funkcjonują cztery stopnie: stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Im wyżej w drabince (i im lepsze wykształcenie), tym wyższe zarobki.

W rządowym projekcie zaproponowano, by zlikwidować dwa pierwsze stopnie i skrócić z sześciu do czterech lat możliwość osiągnięcia stopnia mianowanego. Związkom zawodowym nie podoba się, że rząd proponuje, by przez połowę nowego "stażu", czyli dwa pierwsze lata, nauczyciel był zatrudniony na umowę na czas określony. I to że cały proces ma wieńczyć egzamin zawodowy.

Według ministerstwa ma to pomóc walczyć z negatywną selekcją do zawodu, ale mimo skrócenia drogi do wyższych zarobków, nadal pułap, który można osiągnąć pracując w oświacie pozostaje równie niski.

Przypomnijmy, że przed uchwaloną podwyżką 4,4 proc. wynagrodzenie zasadnicze do maja wynosiło:

  • 2 949 zł brutto dla nauczyciela stażysty;
  • 3 034 zł brutto dla nauczyciela kontraktowego;
  • 3 445 zł brutto dla nauczyciela mianowanego;
  • 4 046 zł brutto dla nauczyciela dyplomowanego.

Dla porównania: przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2021 roku to 5 662,53 zł (GUS).

Po podwyżce "budżetowej" (4,4 proc.) pensje wzrosną do 3079 zł brutto dla stażysty i 4 224 zł brutto dla najbardziej doświadczonych pedagogów.

To, jak rozjechały się zarobki nauczycieli z sytuacją gospodarczą najlepiej widać na wykresie. Lata 2007-2012 to okres podwyżek czasów rządów PO-PSL. Potem nastąpiło zamrożenie płac. Krzywa zarobków odbija w górę ponad rok po dojściu PiS do władzy, ale mimo chwalenia się przez rząd "rekordowymi" wzrostami, jasno widać, że takiej przepaści pomiędzy sytuacją w gospodarce, a budżetem nauczycieli nie było nigdy. Jeśli coś więc jest historyczne to różnica w płacach, która dzieli najbardziej wykwalifikowaną kadrę oświaty, od średniej w gospodarce. A także fakt, że nauczyciel stażysta zarabiał mniej niż pensja minimalna, przez co rząd musiał wypłacać mu wyrównanie. Uwaga! Zarobki nauczycieli - wg wielkości obecnych, m.in. bez zapowiadanych na wrzesień podwyżek o 4 proc.

Najtrudniejsza sytuacja jest w dużych miastach, gdzie koszty życia są wysokie. Oprócz inflacji rosną przecież ceny najmu, a dostępność kredytów spada.

Pani Justyna, nauczycielka z Warszawy, dowiedziała się w banku, że jej zdolność kredytowa może być określona tylko na podstawie wynagrodzenia zasadniczego - nadgodziny, płatne osobno, nie zostaną wliczone do stałego budżetu, którym dysponuje.

"Zaproponowano mi kredyt w wysokości 50 tys. zł. Czy to nie jest żenujące?" — mówi OKO.press. "Boję się odbierać telefon od właściciela wynajmowanego mieszkania, bo co jeśli podniesie czynsz? Pracuję już na 1,5 etatu, mogłabym jeszcze prowadzić korepetycje weekendami, ale co to za życie?" — dodaje.

Minister zapowiedział co prawda kolejną wrześniową podwyżkę o 4 proc., co dałoby stażyście 3 420 zł brutto.

Jak ironizował w OKO.press Piotr Pacewicz, "netto daje to 2650 zł, co pozwoli nauczycielce stażystce wynająć przytulne mieszkanie, z gustem je urządzić, kupić komputer i smartfon, zdrowo się odżywiać i dojeżdżać do szkoły 14 km nieco wysłużonym autem, a w weekendy wyskoczyć nad jezioro (35 km) i odwiedzić rodziców (54 km). Wszak na paliwo wyda (po obecnych cenach!) 1180 zł, zostanie jej całe 1 470 zł".

Wraca ocena pracy. Merytoryczna czy polityczna?

Zgodnie z projektem do szkół ma też wrócić ocena pracy. Przypomnijmy, że z tego narzędzia "motywacji" korzystała już minister Anna Zalewska. Najpierw proponowała, by obok kryteriów merytorycznych - dbałość o bezpieczeństwo uczniów, metodyka pracy, nowoczesne formy nauczania - robić sprawdzian z moralności.

Była minister chciała, by ocenie podlegała postawa etyczna i moralna nauczyciela, a także to, czy kształtuje on wśród młodzieży "prawidłowe postawy". Pomysł przeszedł z wybitymi zębami, bez bata na niepokornych pedagogów, a i tak sprawił szkołom tyle zamieszania, że minister wycofała się z własnych przepisów po trzech miesiącach ich obowiązywania.

“Projekt ustawy przewiduje powiązanie oceny pracy ze ścieżką awansu zawodowego nauczycieli, co pozwoli na szerszy ogląd bieżącej pracy nauczycieli ubiegających się o stopnie awansu zawodowego. Ocena pracy będzie dokonywana obligatoryjnie w drugim oraz ostatnim roku przygotowania do zawodu nauczyciela. Uzyskanie co najmniej dobrej oceny pracy będzie warunkiem zatrudnienia na czas nieokreślony oraz uzyskania stopnia nauczyciela mianowanego. Warunkiem uzyskania stopnia nauczyciela dyplomowanego będzie posiadanie co najmniej bardzo dobrej oceny pracy. Ocena pracy nauczyciela ubiegającego się o stopień nauczyciela dyplomowanego będzie dokonywana na jego wniosek” - czytamy w nowym projekcie.

Nie wiemy jednak, jakie kryteria oceny będą obowiązywały nauczycieli. W założeniach projektu nie ma o tym ani słowa.

Wiemy za to, że propozycje roszad w Karcie Nauczyciela nie rozwiążą żadnego z palących problemów w oświacie. System wynagradzania polskiego nauczyciela, ścieżka awansu - w tym możliwość rozwoju zawodowego ponad stopień dyplomowy - to oczywiście tematy, które należy podejmować. Problem w tym, że nie da się ruszyć do przodu z wrogą wobec związków zawodowych polityką oświatową i pensjami, które wypychają najlepszych z zawodu, a młodych nie zachęcają do pracy w szkołach.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i usługach publicznych.

Przeczytaj także:

Komentarze