Śmierci wokół nas przybywa. W 1956 r. na 1 zgon przypadały 3 urodzenia, jeszcze w stanie wojennym (1983) nieco ponad 2. W 2018 roku - ledwie 0,94, a wg szacunków OKO.press w 2019 r. już tylko 0,9, bo urodzi się 370 tys. dzieci, a umrze 407 tys. osób. Na 10 pogrzebów, tylko 9 narodzin! Program 500+ ostatecznie umarł jako projekt prodemograficzny

W święta zmarłych próbowaliśmy przypomnieć sobie o śmierci, co było niełatwe, bo jak wynika z sondaży CBOS, skutecznie o niej zapominamy. Jeszcze w 2001 myślało o niej „często” 29 proc., dziś… 18 proc. Szczególnie mężczyźni wypierają strach przed śmiercią. Przyznaje się do niego tylko 25 proc. z nich, wobec 35 proc. kobiet.

Taka postawa będzie coraz trudniejsza do utrzymania, bo wokół każdego i każdej z nas będzie coraz więcej zgonów. Będziemy coraz częściej chodzić na pogrzeby, a jednocześnie coraz rzadziej na chrzciny i to nie tylko z powodu postępującej systematycznie laicyzacji.

Według danych GUS tuż po II wojnie światowej w Polsce (1946) rodziło się 2,7 raza więcej dzieci niż umierało, a w 1956 roku nawet 3,1 raza więcej. W roku rewolucji „Solidarności” (1980) urodziło się 696 tys. dzieci, a zmarło tylko 353 tys. osób, niemal równo dwa razy mniej. Jeszcze lepszy był stan wojenny, w 1983 roku: 724 tys. noworodków i 352 zgonów.

Ale wraz z III RP rozpoczął się demograficzny dramat. Co pokazuje nasz wykres:

Liczba urodzeń i zgonów 1980-2018 (w tys.). Rok 2019 wg szacunków po 8 miesiącach

GUS

Uwaga! Aby odczytać datę i liczbę urodzeń lub zgonów, najedź na kropkę na wykresie.

Szacunki na 2019 rok: minus 30 tys.

GUS podał na razie statystyki za pierwsze osiem miesięcy 2019. Pokazują one spory spadek urodzeń (o 12 tys., z 264,2 na 252,3 tys.), a jednocześnie dwuipółkrotnie mniejszy spadek zgonów (z 280,3 na 275,3 tys.). Gdyby uznać te dane za prognozę na cały 2019 rok można szacować, że

  • liczba urodzeń wyniesie 370,7 tys., a
  • liczba zgonów – 406,8 tys.

Oznacza to, że przyrost naturalny spadnie z minus 26 tys. w 2018, do minus 36 tys. w 2019 i będzie to niewesoły rekord powojenny.

 

Umieralność gwarantowana

Dalej będzie raczej gorzej. Nieuchronnie nadciągnie fala zgonów.

Rzut oka na nasz wykres tłumaczy, dlaczego: w latach 2040-2060 zacznie umierać rzesza ludzi z ostatniego wyżu demograficznego 1980-1985. Niestety, duża liczba kobiet tegoż wyżu stanu wojennego wkraczająca około 2010 roku w wiek rodzicielski (25-35 lat) dała tylko niewielki wzrost urodzeń – to na wykresie mała „górka” 413 tys. w 2010 roku.

Sposobem na zrównoważenie odpływu rzeszy Polek i Polaków odchodzących z tego świata, byłoby zwiększenie dzietności, co jednak wymagałoby programu prodemograficznego z prawdziwego zdarzenia. Albo masywna imigracja.

500 plus, czyli nieudana próba

Niezwykle kosztowny program 500 plus, w części zapowiadany jako prodemograficzny, dał minimalny efekt wzrostu w 2016 i 2017 roku, ale:

  • nie zwiększył liczby pierwszych dzieci (wręcz przeciwnie – wciąż ona spada);
  • nie obniżył wieku rodzenia pierwszego dziecka (wręcz przeciwnie – nadal rośnie);
  • zwiększył nieco liczbę odroczonych decyzji o drugim i trzecim dziecku przez kobiety 30-letnie, a ten efekt się wyczerpał.

Wyraziste jest tu porównanie liczby kolejnych dzieci w 2010 roku (to ta” mała górka” urodzeń przez kobiety z wyżu stanu wojennego) i 2017 (maksymalny efekt programu 500 plus). Na wykresie poniżej widać, jak spadła liczba pierwszych dzieci, co oznacza, że program 500 plus nie stanowił zachęty do decyzji o posiadaniu dziecka, kobiet, które go nie mają. Miał wpływ na decyzje kobiet o urodzeniu 2. i 3. dziecka, ale nie działał już na te, które miały czwórkę dzieci lub więcej.

Urodzenia pierwsze, drugie i kolejne w latach 2010 i 2017

Urodzenia razem
 
1. dziecko
 
2. dziecko
 
3. dziecko
 
4. dziecko
 
5., 6., 7. i 8. dziecko (razem)

Innymi słowy, program 500 plus nie zatrzymał niekorzystnego trendu coraz mniejszej liczby pierwszych dzieci i coraz późniejszego wieku ich rodzenia.

Liczba urodzeń pierwszych, drugich i trzecich (2009-2017)

Aby odczytać datę i liczbę urodzeń, najedź na kropkę na wykresie.

OKO.press wielokrotnie tłumaczyło, że decyzja o posiadaniu dziecka to kwestia racjonalnej kalkulacji, w której kobieta uwzględnia ryzyko:

  • nadmiernego wysiłku (zwłaszcza wobec braku żłobków i stereotypach ograniczających zaangażowanie ojców);
  • utraty pracy lub utrudnienia kariery zawodowej;
  • pogorszenia statusu materialnego rodziny (dziecko kosztuje więcej niż 500 zł miesięcznie, a zarobki mężczyzny nie wystarczą), zwłaszcza wobec wysokich aspiracji wychowawczych Polek i Polaków;
  • trudności mieszkaniowych i ryzyka konieczności zamieszkania z „dziadkami”.

Świadczenie – nawet tak duże jak 500 plus – nie rekompensuje tych zagrożeń, jakie bierze pod uwagę kobieta (rodzina) w XXI wieku. Pasowałoby do modelu patriarchalnej rodziny, o której chętnie opowiadają politycy prawicy – ostatnio śp. minister Jan Szyszko snuł wizję „normalności, w której mąż będzie zarabiał na tyle dużo, że jeśli będzie chciał to utrzyma i żonę i pięcioro dzieci”. Taki model odchodzi jednak w przeszłość.

OKO.press systematycznie analizowało demograficzny efekt 500 plus w 2018 roku, w I połowie 2018 roku i w 2017 roku.  Demaskowaliśmy propagandową narrację o zbawiennych skutkach programu, ostatnio m.in. premiera Morawieckiego i min. Emilewicz.

Pokazywaliśmy za dokumentem rządowym, że kluczową rolę dla krótkotrwałego odbicia urodzeń odegrał spadek bezrobocia. Porównywaliśmy „efektywność demograficzną” 500 plus i rządowego in vitro.

Zamknięcie in vitro też ograniczyło narodziny

Na domiar złego w 2016 roku władze PiS zlikwidowały rządowy program in vitro, który był ogromnym sukcesem poprzedniego rządu i dał wymierne skutki demograficzne – ponad 21 tys. wg oficjalnych danych ministerstwa zdrowia.

Resztki bilansu ludności ratuje zatrzymanie odpływu ludzi na emigrację. W latach 1990-2015 saldo emigracji było ujemne na poziomie kilkunastu tysięcy rocznie (w 2015 r. minus 15,8 tys.) , od 2016 roku jest minimalnie dodatne (1,5 tys., 1,4 tys. i 3,6 tys.), co jest skutkiem rosnącego napływu pracowników z Ukrainy i zmniejszonej emigracji Polek i Polaków przede wszystkim do Wielkiej Brytanii.

 

OKO pilnuje praw kobiet. Codziennie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli i mogły działać dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

  1. Jan Kowalski

    Smog, śmieci, brud i szarość dookoła. Poza tym wszędzie bloki, pawilony, coraz mniej zieleni, lasów, pól żadna przyjemność życie w betonowej dżungli ani dla obecnych żyjących ani przyszłych, po co sprowadzać więcej osób na takie życie?

  2. Andrzej Lisiak

    Gdyby to napisał ktoś inny to bym to skontrował jednym konkretnym akapitem, ale przy tym autorze to mi się nie chce.
    No ! Chyba, że byłaby w tekście zawarta jakaś myśl osobista, jakiś konkretny cel z a m i e s z c z a n i a tego tekstu. Ale tu nic ! Info, info powtarzane za kimś.

  3. Aleksandra Mierzejewska

    Nie bardzo się zgadzam z prezentowaniem tych danych jako jednoznacznie złe. Z punktu widzenia Polski oczywiście stanowi to problem w najbliższej przyszłości. Z drugiej strony z punktu widzenia świata i długiego dystansu nie mamy wystarczających zasobów dla obecnej populacji. Też powody dla których ludzie nie decydują się na dzieci nie muszą być negatywne, jak brak środków. Może jest mniejsza presja na to, żeby robić to co inni i część osób stwierdza, że rodzicielstwo nie jest dla nich.

Masz cynk?