Prawa autorskie: AFPAFP
25 września 2022

W Kazachstanie Franciszek odnalazł swój głos. Inny kościół jest możliwy [OBIREK]

Papież podpadł opinii publicznej nie potępiając jednoznacznie agresji Rosji na Ukrainę i zrównując obie walczące strony. Ale na zjeździe przywódców religijnych w Astanie zmienił ton. Więcej – zaprezentował się jako głowa Kościoła na nowe, świeckie czasy

Rygorystyczna i przytłaczająca religijność nie należy do przyszłości, ale do przeszłości.

Papież Franciszek, Kazachstan 15 września 2022

Kilka oczywistych uwag wstępnych

To mój kolejny tekst o argentyńskim papieżu dla OKO.press. Pisałem o jego błędnej ocenie inwazji Putina na Ukrainę i o niezbyt udanej wizycie w Kanadzie.

O tej pierwszej sprawie pisali niemal wszyscy, mój głos nie był odosobniony w swojej krytyce, choć starałem się zrozumieć motywy kierujące Franciszkiem. W końcu się poddałem. Wizyta w Kanadzie wzbudziła mniejsze zainteresowanie mediów, ale w zasadzie była oceniana pozytywnie jako krok Watykanu we właściwym kierunku - ku uznaniu własnej zbrodniczej roli w niszczeniu rodzimych kultur i religii.

Wokół udziału Franciszka w VII Kongresie Przywódców Religii Światowych i Tradycyjnych w Kazachstanie 14-15 września zapadło zgodne milczenie światowych mediów, w tym również polskich. Może stało się tak dlatego, że doprawdy trudno o większe nagromadzenie osobliwości.

Ten, dla którego papież tak naprawdę się do stolicy Kazachstanu wybrał, patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl, nie przyjechał. A miejscowi biskupi katoliccy należą do najbardziej zażartych krytyków Franciszka. Dwóch z nich w 2019 roku podpisało deklarację „O prawdach związanych z najczęściej popełnianymi błędami”, skierowaną bezpośrednio przeciwko Franciszkowi.

Katolicy to zaledwie 1 proc. ludności 19-milionowego Kazachstanu. 70 proc. to muzułmanie, a 24 proc. - prawosławni. Pozostali to niewierzący.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie.

To była republika sowiecka raczej nie odznaczająca się standardami demokracji. Spotkanie, do którego papież się włączył, odbywa się co roku od 2003, a zapoczątkował je pierwszy prezydent Kazachstanu Nursułtan Äbyszuły Nazarbajew, który wcześniej był pierwszym sekretarzem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Kazachskiej SRR w latach 1989–1991. Następnie został prezydentem Kazachskiej SRR w latach 1990–1991 i wreszcie prezydentem Kazachstanu w latach 1991–2019. Władzę przekazał obecnemu prezydentowi Kasymowi-Żomartowi Kemeluły Tokajewowi, który kontynuuje tradycję spotkań przedstawicieli liderów religii światowych i tradycyjnych.

Zorganizowano je po raz siódmy, następne jest planowane na rok 2025. Wspomniana tradycja tych spotkań być może tłumaczy, dlaczego większość polskich katolików (a pewnie nie tylko katolików) nie słyszała o nich, a jeśli już, to ma jak najgorsze skojarzenia z komunistyczną propagandą, która próbuje wykorzystać religię do własnych celów.

Franciszkowi jakoś to nie przeszkadzało i zdecydował się wziąć udział w tym przedsięwzięciu, licząc przede wszystkim na udział „swego przyjaciela”, patriarchy Moskwy Cyryla. Jednak po tym, jak Franciszek nazwał go „ministrantem Putina” w jednym ze swoich wywiadów dla „Il Corriere della Sera”, Cyryl, wyraźnie obrażony, spotkanie zbojkotował i wysłał na nie swego zastępcę, metropolitę wołokołamskiego Antoniego, ministra spraw zagranicznych patriarchatu moskiewskiego.

W tym kontekście znacznie ciekawiej wyglądało spotkanie z wielkim imamem Ahmedem al-Tajebem, z którym trzy lata temu Franciszek podpisał dokument o braterstwie ludzi, a także spotkanie z naczelnym rabinem aszkenazyjskim Izraela Davidem Lauem.

To właśnie w kontekście tych międzyreligijnych spotkań należy widzieć wagę obecności głowy katolicyzmu, który do tej pory organizował podobne spotkania, ale zawsze jako ich organizator u siebie. Było wtedy jasne, że to rzymski papież gra pierwsze skrzypce. Tak było w 1986 roku, gdy Jan Paweł II zorganizował podobne spotkanie w Asyżu.

Tym razem Franciszek był naprawdę jednym z wielu uczestników i bynajmniej nie najważniejszym. Z tego prostego powodu, że każdy był równie ważny.

W czasie tych trzech dni w Kazachstanie Franciszek powiedział wiele ważkich słów, które każdy może przeczytać na stronie internetowej Watykanu.

Polecam ich lekturę, natomiast chciałbym zwrócić uwagę na kilka wymiarów tej wizyty, o której media nie informowały. Nade wszystko papież powiedział tam ważne słowa, w tym również na temat wojny w Ukrainie, które pozwalają sądzić, że Bergoglio wyciągnął wnioski z powszechnej krytyki, z jaką się spotkała jego postawa wobec Putina i „jego ministranta” patriarchy Cyryla.

Opozycja wewnątrzkościelna

Wiadomo, że Franciszek budzi kontrowersje. Istnieje też na jego temat coraz obszerniejsza literatura.

Massimo Borghesi jest jednym z najbardziej solidnych biografów argentyńskiego papieża. Nie uprawia apologetyki, stara się przedstawić Jorge Marię Bergoglia jako autonomicznego myśliciela. Jego rekonstrukcja myśli Bergoglia, dostępna również w polskim tłumaczeniu „Biografia intelektualna. Mistyka i dialektyka”, jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce zrozumieć odmienność Franciszka w stosunku do poprzedników.

Druga książka Borghesiego to opublikowana po angielsku w 2021 roku „Catholic Discordance. Neoconservatism vs. the Field Hospital Church of Pope Francis”(Katolicka niezgoda. Neokonserwatyzm kontra kościelny szpital polowy papieża Franciszka). Borghesi ostrzega w niej, że podejmowane przez konserwatystów próby upolitycznienia tego pontyfikatu to wielkie uproszczenie i tak naprawdę zafałszowanie. Takich książek jest oczywiście więcej, sygnalizuję publikacje Borghesiego jako przykład. Jednak na temat opozycji w samym katolicyzmie wiemy ciągle jeszcze zbyt mało.

Interesującym aspektem wizyty w Kazachstanie była ostra krytyka otwarcia na inne religie ze strony jednego z biskupów kazachskich. To kolejna odsłona konfliktu między Franciszkiem a konserwatywnym nurtem w rzymskim Kościele, który trwa od początku tego pontyfikatu. Szczególnie aktywny jest na tym polu Athanasius Schneider, jeden z biskupów pomocniczych diecezji kazachskiej Astana.

Schneider urodził się w 1961 roku w Kazachstanie, ale wychował się w Niemczech, dokąd jego rodzina wróciła w 1973 roku. Jego szef, abp Tomasz Peta, jest Polakiem i od 2003 roku ordynariuszem Astany. Obaj są zdeklarowanymi przeciwnikami Franciszka, którego razem z byłym nuncjuszem w USA Carlo Marią Viganò gorąco zachęcali do dymisji w 2019 roku. Co więcej, razem z kardynałem Raymondem Burke'm strofowali za błędy doktrynalne, których ich zdaniem Franciszek się dopuścił w czasie synodu w sprawie Amazonii.

„National Catholic Reporter” kilka dni przed wyjazdem Franciszka do Kazachstanu wypytywał Schneidera o tę podróż, ten jednak wypowiadał się dość oględnie. Gdy dziennikarz Christopher White zadał pytanie o jego krytyczny stosunek do papieża, po prostu zignorował pytanie. Jednak po zakończeniu wizyty swego szefa zachowywał się już mniej wstrzemięźliwie.

Najwyraźniej udział papieża w serii spotkań z udziałem przedstawicieli innych religii na zasadzie partnerskiej to było dla niego za wiele. Puściły mu nerwy i już otwartym tekstem zaczął mówić o tym, jak niebezpieczne tego rodzaju spotkania mogą się okazać. A poza tym są wyraźną zdradą katolicyzmu, który przecież głosi, że zbawienie jest możliwe tylko w Jezusie Chrystusie, a katolicyzm jest jedyną prawdziwą religią ustanowioną przez Boga.

Przed przemówieniem Franciszka do duchowieństwa Azji Środkowej (o którym będzie jeszcze mowa poniżej) biskup Schneider powiedział dziennikarzom, że obawia się, iż udział Franciszka w VII Kongresie Przywódców Religii Światowych i Tradycyjnych w tym kraju może „podważyć wyjątkowość i absolutność Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela i naszej misji głoszenia wszystkim narodom, wszystkim religiom Jezusa Chrystusa”.

Stwierdził również, że wierzy, że takie globalne wydarzenia mogą być „wykorzystane przez elity polityczne do swoich celów” i że doradzi Watykanowi, aby zaangażowanie międzywyznaniowe miało miejsce w przyszłości na bardziej lokalnym poziomie. A poparcie papieża dla wydarzenia może sugerować, że katolicyzm jest jedną z religii o równej prawomocności.

„To nie jest poprawne, ponieważ istnieje tylko jedna prawdziwa religia, którą jest Kościół katolicki, założony przez samego Boga, ale nakazany wszystkim ludziom, wszystkim religiom, aby wierzyli i przyjmowali jego syna Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela”.

Schneider nie zauważył, że w 2013 roku zmienił się papież i powtarza jak mantrę obowiązującą wykładnię teologii katolickiej zaproponowaną przez Josepha Ratzingera, którą w pełni podzielał Jan Paweł II.

Gdy dopytywany, jak może jako biskup katolicki tak mówić i to w chwili, gdy papież jest gościem w jego kraju, odpowiedział zdecydowanie, że nie jest „urzędnikiem papieskim” i że jego obowiązkiem jest wyrażać takie „braterskie upomnienie”, oczywiście z "prawdziwie braterską miłością”.

Jest to sytuacja zupełnie bezprecedensowa jak na stosunki w Kościele katolickim. Do tej pory to papież i pozostające na jego usługach rzymskie kongregacje szukały błędów i wypaczeń zdecydowanie je piętnując i karząc.

Tym razem głównym oskarżonym jest papież, a obrońcami ortodoksji samozwańczy strażnicy.

Warto zauważyć, że wspomniana na początku deklaracja „O prawdach związanych z najczęściej popełnianymi błędami” została podpisana przez dwóch kardynałów (Raymonda Burke'a z USA i Jānisa Pujatsa z Rygi), dwóch arcybiskupów Tomasza Petę i Jana Pawła Lengę z Kazachstanu (w 2011 roku przeszedł na wczesną emeryturę i żyje w Polsce) oraz Athanasiusa Schneidera, który z całej piątki jest najbardziej aktywny.

Każdy z sygnatariuszy zasługuje na osobną uwagę, której w tej chwili nie mogę im poświęcić. Faktem jest, że to, co Franciszek powiedział w Astanie jedynie pogłębi poczucie obcości między nim a jego oponentami.

Pojawia się więc pytanie, co jest istotą katolicyzmu dzisiaj i kto ma rację? W każdym razie warto poznać oficjalną wykładnię rzymskiego katolicyzmu i jego stosunku do innych religii, jaką proponuję papież Franciszek.

Dialog jest najważniejszy

Najłatwiej sporządzić antologię najciekawszych fragmentów z wypowiedzi Franciszka i pozwolić przemówić mu jego własnym głosem. Jest to o tyle uzasadnione, że na temat Franciszka wypowiadają się dosłownie wszyscy, jednak jest coraz mniej chętnych, by czytać jego teksty.

Swoje pierwsze przemówienie w stolicy Kazachstanu (która podczas pobytu papieża nazywała się jeszcze Nur-Sułtan, na cześć Nazarbajewa, ale od 19 września to z powrotem Astana) Franciszek w całości poświęcił narodowemu instrumentowi tego kraju - dombrze. Stała się dla niego symbolem harmonii, której świat dzisiejszy potrzebuje i poszukuje. Tak je rozpoczął: „Jestem zaszczycony, będąc tutaj z wami, na tej równie rozległej, jak i starożytnej ziemi, do której przybywam jako pielgrzym pokoju, poszukujący dialogu i jedności. Nasz świat pilnie ich potrzebuje, potrzebuje odzyskania harmonii”.

Nie było to jednak naiwne i utopijne kreślenie nieistniejącej rzeczywistości. Już na początku pojawiło się odniesienie do wojny w Ukrainie: „Ja zaś przybywam tutaj podczas szalonej i tragicznej wojny, która wynikła z inwazji na Ukrainę i podczas gdy inne starcia i groźby konfliktów zagrażają naszym czasom.

Przybywam, aby nagłośnić wołanie tak wielu osób, które błagają o pokój, będący konieczną drogą rozwoju dla naszego zglobalizowanego świata”.

Być może brak Cyryla i niechęć Putina do spotkania sprawiły, że Franciszek zdobył się po raz pierwszy na tak zdecydowane potępienie rosyjskiej inwazji.

Następnego dnia, w dniu otwarcia VII Kongresu Przywódców Religii Światowych i Tradycyjnych, Franciszek nie tylko nie wspomniał o Jezusie jako zbawicielu, ale na początku nie mówił nawet o Bogu, tylko o wspólnym braterstwie.

„Dzieci tego samego Nieba"

Jak się wyraził, pozdrawia wszystkich „w imię tego braterstwa, które łączy nas wszystkich, jako dzieci tego samego Nieba”.

I ten motyw boskości niedookreślonej i braterstwo między ludźmi będzie przewodnim motywem całego przemówienia.

To właśnie łączy całą ludzkość:

„W obliczu tajemnicy nieskończoności, która góruje nad nami i nas pociąga, religie przypominają nam, że jesteśmy stworzeniami: że nie jesteśmy istotami wszechmocnymi, ale kobietami i mężczyznami w drodze ku temu samemu Niebu.

Owo bycie stworzeniem, będące naszym wspólnym udziałem, wprowadza pośród nas pewien element wspólny, prawdziwe braterstwo”.

Tak jak w przemówieniu do lokalnych przywódców politycznych i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego motywem przewodnim była dombra, następnego dnia osią przemówienia stała się twórczość najważniejszego poety kazachskiego Abaja (1845-1904).

Myślę, że to nie był tylko kurtuazyjny ukłon wobec lokalnej kultury. To był pretekst, by mówić o konieczności poszanowania wszystkich kultur. Być może to również nawiązanie do kulturowego ludobójstwa, z którym się zetknął dwa miesiące wcześniej w Kanadzie.

Franciszek podkreślił przede wszystkim to, co jego zdaniem jest typowe dla Abaja: ,,Harmonijna mądrość, która pragnie pokoju i poszukuje go, rozmyślając się nad nim z pokorą, który tęskni za mądrością na miarę godności człowieka, która nigdy nie zamyka się w wąskich i ciasnych wizjach, ale jest gotowa, by zainspirować się i sprowokować wielorakimi doświadczeniami”.

„Religie nie są problemem"

Moim zdaniem można się tu dopatrzeć postsekularnego rozwiązania napięć między ateizmem i teizmem.

Nawiązując bowiem do programowego ateizmu, który przez dziesięciolecia dominował w Kazachstanie, Franciszek powiada: „W rzeczywistości religie nie są problemami, ale są częścią rozwiązania zmierzającego ku bardziej harmonijnemu współistnieniu.

Poszukiwanie transcendencji i święta wartość braterstwa mogą bowiem inspirować i oświecać wybory, jakich należy dokonać w sytuacji kryzysów geopolitycznych, społecznych, ekonomicznych, ekologicznych, ale także, u podstaw, kryzysów duchowych, które dotykają wiele współczesnych instytucji, także demokracji, zagrażając bezpieczeństwu i zgodzie między narodami.

Dlatego potrzebujemy religii, aby odpowiedzieć na pragnienie pokoju w świecie i na pragnienie nieskończoności, znajdujące się w sercu każdego człowieka”.

Innymi słowy, nie powinniśmy się przekonywać, kto ma rację, wierzący czy niewierzący, ale powinniśmy wspólnie budować opartą na braterstwie przyszłość. Jest to widoczne, gdy Franciszek mówi o potrzebie wzajemnego szacunku i konieczności respektowania indywidualnego prawa do decydowania o sobie.

Jego zdaniem „prawem każdej osoby jest bowiem dawanie publicznego świadectwa o swoich przekonaniach: proponowanie ich bez ich narzucania. Jest to dobra praktyka głoszenia, różna od prozelityzmu i indoktrynacji, od których każdy winien się dystansować”.

W całym przemówieniu Franciszka przewija się poezja kazachskiego poety Abaja, również w zakończeniu:

„Abaj mawiał, że »fałszywy przyjaciel jest jak cień: gdy świeci nad tobą słońce, nie pozbędziesz się go, ale gdy zbierają się nad tobą chmury, nigdzie go nie widać« (Słowo 37).

Niech nas to nie spotka: niech Najwyższy uwolni nas od cieni podejrzeń i fałszu; niech sprawi, byśmy pielęgnowali słoneczne i braterskie przyjaźnie, poprzez częsty dialog i jaśniejącą szczerość intencji”.

Być może w takiej akurat wykładni tej poezji skrywa się ukryta polemika z jego katolickimi oponentami.

Tego samego dnia Franciszek spotkał się z miejscowym katolikami na mszy św. Na zakończenie zwrócił się do jednego ze swoich publicznych przeciwników, Tomasza Pety: „Dziękuję, Księże Arcybiskupie Peta za Twoje słowa, dziękuję za cały wysiłek włożony w przygotowanie tej uroczystości i mojej wizyty”.

Wspomniał też o Ukrainie: „Myślę o wielu miejscach udręczonych wojną, szczególnie o umiłowanej Ukrainie. Nie przyzwyczajajmy się do wojny, nie ulegajmy jej nieuchronności. Przyjdźmy z pomocą tym, którzy cierpią, i nalegajmy, aby naprawdę usiłowano osiągnąć pokój”. Tych nawiązań do wojny na Ukrainie było więc naprawdę wiele w ciągu trzech dni spędzonych w Astanie.

Przed przemówieniem na zakończenie Kongresu Franciszek spotkał się z przedstawicielami miejscowego kleru. O zdecydowanych i publicznych przeciwnikach papieża wspomniałem. Nie będzie przesadą, jeśli założymy, że w tym sprzeciwie wobec nowego sposobu patrzenia na inne religii nie są odosobnieni, wprost przeciwnie. I to właśnie do nich skierował Franciszek ostrzeżenie: „Jednakże uważajmy: nie chodzi o to, by z nostalgią spoglądać wstecz, tkwić w sprawach z przeszłości i w bezruchu ulegać paraliżowi: jest to pokusa uwsteczniania. Spojrzenie chrześcijańskie, gdy kierowane jest ku temu, co chce ocalić od zapomnienia, pragnie nas otworzyć na zachwyt w obliczu tajemnicy Boga, napełnić nasze serca uwielbieniem i wdzięcznością za to, czego dokonał Pan”.

„Wiara to nie wystawa rzeczy z przeszłości"

Oni też usłyszeli, na czym polega prawdziwa wiara: „Wiara to nie piękna wystawa rzeczy z przeszłości, to byłoby muzeum, ale wydarzenie zawsze aktualne, spotkanie z Chrystusem, które dokonuje się tu i teraz w życiu!”.

I już konkretne wskazanie, na czym polega bycie katolicką mniejszością: „Jest to szczególne zadanie Kościoła w tym kraju: nie być grupą, która pogrąża się w tych samych starych sprawach, albo zamyka się w swojej muszli, bo czuje się mała, ale wspólnotą otwartą na Bożą przyszłość, rozpaloną ogniem Ducha: żywą, pełną nadziei, otwartą na Jego nowości i znaki czasu, ożywioną ewangeliczną logiką ziarna, które wydaje owoce w pokornej i owocnej miłości”.

Nietrudno też dostrzec polemiczne akcenty w zakończeniu przemówienia: „Niech wspólnoty chrześcijańskie, a zwłaszcza seminarium, będą »szkołami szczerości«: nie środowiskami rygorystycznymi i formalnymi, ale miejscami ćwiczenia się w prawdzie, otwartości i dzieleniu się”.

I by nie było wątpliwości, co myśli o swoich krytykach: „Nie być szafarzami sacrum czy żandarmami zajmującymi się egzekwowaniem norm religijnych, ale pasterzami bliskimi ludziom, żywymi obrazami współczującego serca Chrystusa”.

W przemówieniu na zakończenie Kongresu Franciszek jeszcze raz przypomniał, że swoją misję widzi jako przynoszenie jedności i pokoju. Jak konkretnie ta misja wygląda? To przede wszystkim jasne rozróżnienie porządku politycznego i religijnego.

„Istnieje zatem zdrowe powiązanie między polityką a transcendencją, zdrowe współistnienie, które pozwala zachować odrębność tych sfer. Ich rozróżnienie, a nie pomieszanie czy oddzielenie. Mówimy »nie« dla pomieszania ze względu na dobro człowieka, który potrzebuje, jak orzeł, wolnego nieba do latania, wolnej przestrzeni otwartej na nieskończoność, której nie ograniczałaby władza doczesna.

Transcendencja, której nie można poddawać pokusie przekształcenia się we władzę, w przeciwnym razie niebo spadłoby na ziemię, boskie zaświaty zostałyby uwięzione w ziemskim teraz, miłość bliźniego w decyzjach tendencyjnych”.

Na zakończenie Franciszek podkreślił wagę nie tylko transcendencji, ale braterstwa. Jedno i drugie jest potrzebne do harmonijnego rozwoju ludzkości:

„Wielkie prądy myślowe i religie są wezwane do dawania wszystkim ludziom świadectwa o istnieniu wspólnego dziedzictwa duchowego i moralnego, opartego na dwóch fundamentach: transcendencji i braterstwie. Transcendencja jest tym, co wykracza poza, jest uwielbieniem Boga. To piękne, że każdego dnia wiele milionów mężczyzn i kobiet, różniących się wiekiem, kulturą i warunkami społecznymi, gromadzi się na modlitwie w niezliczonych miejscach kultu. Jest to ukryta siła, która sprawia, że świat posuwa się naprzód.

Natomiast drugie pojęcie oznacza braterstwo, bliskość: bowiem nie może wyznawać prawdziwego posłuszeństwa wobec Stwórcy ten, kto nie miłuje Jego stworzeń”.

Swoje przemówienie Franciszek zakończył zdaniem, które można określić jako program jego pontyfikatu:

„Rygorystyczna i przytłaczająca religijność nie należy do przyszłości, ale do przeszłości”.

Czy Franciszek jest nadal jedynym światłem w tunelu?

Tak określił argentyńskiego papieża Zygmunt Bauman w rozmowie z nim we wrześniu 2016 roku w Asyżu. Czy dzisiaj powtórzyłby to samo? Myślę, że tak. I to nie tylko w świetle powyższych wypowiedzi papieża. Świadczą o tym również jego odpowiedzi na pytania dziennikarzy w drodze powrotnej z Astany do Rzymu. Jak wspomniałem, media odnotowały przede wszystkim te słowa, które odnosiły się do Ukrainy.

Pytany, czy militarna pomoc Ukrainie jest uzasadniona, Franciszek odpowiedział, że przekazywanie broni „może być niemoralne, jeśli jest dokonywane z zamiarem wywołania większej wojny lub jeśli celem jest sprzedanie broni albo pozbycie się broni, której już się nie potrzebuje".

„Bronienie się jest nie tylko dopuszczalne, ale też jest wyrazem miłości do ojczyzny, aktem miłości wobec ojczyzny. Kto nie broni, ten nie kocha. Kto broni, ten kocha”.

Tak więc ostatecznie i jednoznacznie opowiedział się Bergoglio nie tylko za prawem do obrony Ukrainy napadniętej 24 lutego 2022 roku przez reżim Putina. Jednocześnie nie odżegnał się od swojej postawy, że z agresorem trzeba zawsze próbować rozmawiać, że, krótko mówiąc, dla dialogu nie ma i nie powinno być żadnych granic.

Dokładnie powiedział: „Sądzę, że coraz trudniej jest zrozumieć dialog z państwami, które rozpoczęły wojnę. I wydaje się, że pierwszy krok był tam, po tamtej stronie [Rosji]. Jest to trudne, ale nie wolno nam tego odrzucać, trzeba dać szansę na dialog każdemu.

Bo zawsze istnieje możliwość, że w dialogu możemy coś zmienić, nawet zaproponować inny punkt widzenia, inny punkt rozważań. Nie wykluczam dialogu z żadną potęgą, która jest w stanie wojny i która jest agresorem. Czasami dialog musi być prowadzony w ten sposób [w tym momencie papież wykonał gest zatykania nosa]: śmierdzi, ale trzeba to robić, zawsze [wykonywać] jeden krok do przodu i [trzymać] wyciągniętą rękę".

Powtórzył więc, co w jednym z przemówień w stolicy Kazachstanu powiedział o „szalonej i tragicznej wojnie, która jest efektem inwazji na Ukrainę". Czy można odpowiedzialnie nadal utrzymywać, że jest „papieżem Putina”?

Moim zdaniem Franciszek odnalazł w Kazachstanie swój głos znany z początku pontyfikatu. Czy media wybaczą mu geopolityczną pomyłkę? Przemilczenie słów wygłoszonych w Astanie sugeruje, że będzie to bardzo trudne.

Udostępnij:

Stanisław Obirek

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita, wyświęcony w 1983 roku. Opuścił stan duchowny w 2005 roku, wcześniej wielokrotnie dyscyplinowany i uciszany za krytyczne wypowiedzi o Kościele, Watykanie. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne