Weź się w garść – słyszę i czuję złość. To jest ta „męska siła”? [TAKA PANI URODA]
Dociera do mnie: Kasia jest śmiertelnie chora. Wysyłam wynik do znajomych lekarzy. Potrzebuję pocieszenia, chcę usłyszeć, że to nic poważnego. Nic z tego. Dzwonię do Doroty, siostry Kasi. – Ona ma raka – wydzieram się. Połykam łzy
– Gdybyśmy rozbili się na bezludnej wyspie, czy mógłbym zostać na brzegu i opiekować się dziećmi, podczas gdy inni szukaliby jedzenia w dżungli? – zapytał mój syn, wtedy dziesięcioletni. Oglądaliśmy serial „Lost. Zagubieni” i był przerażony wizją walki.
Od lat piszę o zdrowiu kobiet. Odkryłam, że często niedocenionymi bohaterami ich opowieści są mężowie i partnerzy. Niektórzy zgadzają się na wywiady i wtedy odkrywam – również w historiach okołoporodowych – że to oni negocjowali z lekarzami, potem składali pozwy i towarzyszyli kobietom w połogu. O emocjach często mówią pierwszy raz w życiu. Wstydzą się łez i depresji, nie sięgają po pomoc i nikt im jej nie oferuje, bo przecież powinni być „prawdziwymi facetami” i ogarniać. Tymczasem ich smutek bywa rozdzierający.
W Europie dwie trzecie opieki świadczą kobiety, a żony opiekują się chorymi mężami dwa razy dłużej niż mężowie żonami. Ilu polskich mężczyzn opiekuje się chorymi partnerkami – nie policzył nikt. A szkoda. Chciałabym dla mojego syna świata, w którym mógłby podjąć decyzję o opiece, bez bycia stygmatyzowanym. Dlatego gdy rozmawiałam z Kasią Rojkowską, bohaterką dwunastego odcinka Taka pani uroda, która dostała diagnozę raka piersi potrójnie ujemnego, zrozumiałam, że drugim głosem tej opowieści musi być jej mąż, Robert. Kasia mówi o nim: „menadżer mojej choroby”. Oddaję mu głos.

Komentarze