Podczas kampanii PiS bezustannie powtarzał, że „Platforma Obywatelska skręciła w lewo”. To nieprawdziwa teza, ale jako chwyt propagandowy okazała się skuteczna. Po przegranych wyborach nawet koalicjant - PSL - stwierdził, że KE zaszkodził słynny "skręt na lewo". Tymczasem nazywanie PO partią lewicową jest absurdalne, a przejawy "lewactwa PO" to manipulacje

O tym, że Platforma „skręciła w lewo” można było słyszeć nieustannie przed wyborami. Już po wyborach niektórzy konserwatywni politycy z Koalicji Europejskiej domniemanemu skrętowi przypisywali przegraną.

18 maja 2019 o „radykalnym skręcie w lewo” mówił w Krakowie sam Jarosław Kaczyński:


PO w swojej działalności «skręciła w lewo» i to coraz bardziej radykalnie, zaczęła prowadzić politykę, której celem jest implementacja wszystkiego, co tworzy potężny antychrześcijański nurt w Zachodniej Europie

Jarosław Kaczyński, Konwencja PiS - 18/05/2019

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Przestrzeganie praw osób LGBT czy zapowiedź ścigania księży pedofilów nie robią z nikogo lewaka


O „dryfowaniu w lewo” mówił także wicepremier Jarosław Gowin jeszcze w 2018 roku. Podobne wypowiedzi polityków PiS można cytować długo – np. w marcu 2019 Adam Bielan, wicemarszałek Senatu, zarzucał PO „realizowanie poglądów skrajnej lewicy” (pogląd Bielana zaskoczył skrajną lewicę).

Po wyborach m.in. krytycy udziału PSL w koalicji zarzucali jej, że „skręciliśmy za bardzo w lewo”, twierdząc, że „zostali wplątani w walkę z Kościołem katolickim”. Twierdził tak sam przewodniczący PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Za każdym razem słowa o „skręcie w lewo” były traktowane jako zarzut i padały z ust krytyków Koalicji Europejskiej oraz jej politycznych przeciwników. Powtarzały to propisowskie „media narodowe” (przykładowy materiał tutaj) oraz prorządowe media prywatne, takie jak portal wPolityce.pl.

Na czym miał polegać ten „ostry skręt w lewo” w wykonaniu PO czy KE? W ogromnej większości ten zarzut – bo to było traktowane jako zarzut – poparty był kilkoma incydentami, z których w żadnym razie nie można wywnioskować, by Grzegorz Schetyna ciągnął partię w lewo. Oto one.

Po pierwsze: Barbara Nowacka

We wrześniu 2018, jeszcze przed wyborami samorządowymi, do Koalicji Obywatelskiej dołączyła Barbara Nowacka – liderka ugrupowania Inicjatywa Polska. Równocześnie PO wycofała się z kandydatury konserwatywnego polityka – i byłego ministra w rządzie PiS – Kazimierza Michała Ujazdowskiego na prezydenta Wrocławia. Problem z kandydaturą Ujazdowskiego polegał m.in. na tym, że miał on niewielkie związki z Wrocławiem i nie cieszył się popularnością w tym mieście. 

Oba te ruchy zostały wówczas odczytane jako sygnał, że PO przesuwa się w lewo. Grzegorz Schetyna, przywódca partii, zaprzeczał wtedy jednoznacznie: „Nie skręcamy. Cały czas mówiłem o centrowej formule PO, która ma liberalny i konserwatywny filar”.

W istocie po dołączeniu do Koalicji Barbara Nowacka przestała mówić głośno o swoim dotychczasowym głównym postulacie, czyli aborcji na życzenie. Prawa reprodukcyjne pojawiły się w wersji złagodzonej – np. „gabinetów ginekologicznych bez klauzuli sumienia”. To raczej więc Nowacka poszła w stronę centrum, niż PO na lewo.

Drugie: Trzaskowski i deklaracja LGBT+

Dopiero jednak przed wyborami do Parlamentu Europejskiego PiS zdecydował się wykorzystać tzw. kwestie obyczajowe jako jeden z głównych motywów kampanii wyborczej – przedstawiając PO i Koalicję Europejską jako wrogów tradycyjnych obyczajów i Kościoła.

Pretekst szybko się znalazł. 18 lutego prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał deklarację LGBT+ dla miasta. Jak pisaliśmy wówczas, w 12 punktach Trzaskowski zawarł ważne dla wspólnoty LGBT+ w Warszawie deklaracje – w tym stworzenie hostelu interwencyjnego oraz wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej do szkół.

PiS wykorzystał zwłaszcza część o edukacji. Deklaracja „odpaliła w szeregach PiS homofobiczną kanonadę” – pisaliśmy w OKO.press 6 marca, cytując liczne wypowiedzi polityków PiS, straszących m.in. tym, że Unia Europejska narzuci Polakom „tęczowy dyktat”. Jarosław Kaczyński złożył deklarację, że „dopóki my rządzimy, żadnych małżeństw homoseksualnych nie będzie”. 

Schemat tego propagandowego ataku prowadzony był według scenariusza sprawdzonego w 2015 roku podczas kampanii, w której PiS wykorzystał lęki części Polaków przed uchodźcami.

Propaganda PiS przypisywała także – całkowicie bezzasadnie – poglądy Trzaskowskiego całej Platformie Obywatelskiej. „To Grzegorz Schetyna stoi za Deklaracjami LGBT” – mówił 18 marca 2019 roku Błażej Spychalski z Kancelarii Prezydenta. Przypominaliśmy wówczas konserwatywne poglądy i wypowiedzi Grzegorza Schetyny, mówiącego wytrwale od lat o „konserwatywnej kotwicy” partii. Przypominaliśmy również, jak PO przez lata odrzucała projekty dotyczące m.in. prawnego uregulowania statusu związków partnerskich. Tymczasem propisowskie media triumfalnie donosiły, że Schetyna „wiedział” o deklaracji LGBT+. 

Poza tym, czy naprawdę deklaracja, której celem jest przestrzeganie praw człowieka, czyni z Trzaskowskiego lewicowca?

Trzecie: Leszek Jażdżewski mówi źle o Kościele

3 maja przed wykładem Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim wystąpił Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny społeczno-politycznego e-miesięcznika „Liberté!”. 

Jażdżewski mówił wówczas (tutaj nasze obszerne omówienie z cytatami) o grzechach Kościoła. Powiedział m.in. o pedofilii i sojuszu ołtarza z tronem. Mówił także:

„Rywalizacja na inwektywy i startowanie w konkurencji na wyścig do dna nie ma sensu, bo albo przegra się z ludźmi, którzy nie mają żadnych moralnych hamulców, albo trzeba się do nich całkowicie upodobnić. Po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry”.

Tę metaforę prawicowi publicyści uznali za atak na Kościół i na katolików. Protestował Episkopat. Sam Jażdżewski mówił OKO.press, że nie konsultował wystąpienia z Tuskiem. 

Od wystąpienia Jażdżewskiego odcięła się oficjalnie Platforma Obywatelska („Forma tego wystąpienia jest nie do przyjęcia. O kryzysie w Kościele, który jest sprawą dużej wagi, nie należy mówić w sposób, który nie jest poważny i odpowiedni do okoliczności”). 

Nic to nie dało. Zarzucano politykom PO, że klaskali po wypowiedzi Jażdżewskiego i spekulowano, że Donald Tusk wiedział o wszystkim – i że wystąpienie Jażdżewskiego stało się elementem ataku na Kościół i tradycję, w obronie których występuje PiS. 

Po premierze filmu „Tylko nie mówi nikomu” braci Sekielskich stało się jasne, że problemu krycia księży pedofilów przez kościelnych hierarchów nie można przemilczeć. To zmusiło Grzegorza Schetynę do deklaracji, że „przed ręką sprawiedliwości żaden pedofil nie schowa się ani w kurii, ani w żadnej partii, ani w Sejmie, nigdzie”. I poparcia projektu powołania komisji, która zajmie się pedofilią w Kościele.

Czy obietnica ukarania sprawców przestępstw oznacza, że PO skręca w lewo?

Czwarte: tęczowa Matka Boska

6 maja o 06:10 policja zatrzymała znaną aktywistkę Elżbietę Podleśną pod zarzutem znieważenia uczuć religijnych przez rozklejenie w Płocku w okolicach kościoła św. Dominika nalepek z wizerunkiem Matki Boskiej z tęczową aureolą. Mieli dać tylko nakaz stawiennictwa, ale zamiast tego zawieźli Podleśną do Płocka.

Znów propaganda PiS wychodziła ze skóry, żeby powiązać akt Podleśnej z wypowiedziami polityków PO. M.in. portal wPolityce.pl omawiał wywiad Rafała Trzaskowskiego w TVN24, który co prawda dystansował się od wypowiedzi Jażdżewskiego, ale równocześnie mówił, że nie „czuł się obrażony” wizerunkiem tęczowej Matki Boskiej.

„Nie poczułem się obrażony. Nie chodziło o to pani Podleśnej, aby obrażać, ale aby dokonać pewnej manifestacji. Pamiętam jak papież Franciszek brał flagę tęczową, aby pokazać, że trzeba stać przy mniejszościach”

mówił 7 maja Trzaskowski. Obrażeni oczywiście byli wówczas politycy PiS – którzy traktowali całkowicie samodzielny akt Podleśnej jako element prowadzonej przez opozycję kampanii wymierzonej w Kościół, małżeństwo i konserwatywną obyczajowość.

Jednak z wizerunkiem tęczowej Matki Boskiej Platforma nie miała wspólnego.

Piąte: związki jednopłciowe

18 maja podczas demonstracji Koalicji Europejskiej w Warszawie polityk PO Rafał Grupiński został zapytany, co koalicja zamierza zrobić w sprawie związków partnerskich – których legalizacja jest od lat postulatem lewicy.

„Na pewno w tej sprawie będziemy działać progresywnie. Ale po dwudziestym którymś października. Po prostu musimy prowincje przyciągnąć do głosowania. (…) Stąd też dzisiaj nie eksponujemy tego za bardzo. Może to Rafał mówił w Warszawie, ale my już tego nie możemy mówić w Pleszewie czy Świebodzinie. Tam nas ludzie przepędzą. To jest problem”

mówił wtedy Grupiński.

Jego wypowiedź szybko nagłośniły przejęte przez PiS media publiczne. Przedstawiły ją jako świadectwo dwulicowości i krętactwa polityków opozycji, którzy nieszczerze obiecują w Polsce prowincjonalnej ochronę konserwatywnych wartości – a w istocie są ich wrogami. 

W kwietniu 2019 Schetyna rzeczywiście obiecał, że „jeśli wygramy, to uchwalimy związki partnerskie”. Jednak już w maju mówił nieco ogólniej: „Koalicja Europejska będzie decydować, wszyscy będziemy decydować o tym po październiku [ws. związków partnerskich]. Na jakim etapie jest rozmowa i czego chcemy. Uważam, że Polska jest przygotowana, gotowa na to, żeby przeprowadzić debatę i o tym decydować”.

Jednak nawet gdyby Schetyna powtórzył swoją obietnicę z kwietnia, czy to sprawia, że PO jest partią lewicową? W Europie Zachodniej związki partnerskie to oczywistość i popierają je także partie prawicowe.

Szóste: wagina w Gdańsku

25 maja w Gdańsku podczas „Trójmiejskiego Marszu Równości” zorganizowanego pod hasłem „Miłość może tylko łączyć”, jeden z uczestników, ubrany w białą szatę, niósł drzewiec z przytwierdzonym rysunkiem waginy w koronie. Szybko pojawiły się komentarze, że jest to parodia procesji, a wagina ma ośmieszać monstrancję z Najświętszym Sakramentem.

Media prawicy zalała fala oburzenia, a lokalny działacz PiS złożył doniesienie do prokuratury o obrazie uczuć religijnych. Prezydent Gdańska zareagowała z opóźnieniem – dopiero kilka dni po fakcie zarzuciła organizatorom i organizatorkom „dopuszczenie się przemocy symbolicznej”. Mówiła także, że czuje w związku z tym „głęboki dyskomfort”.

I znowu – niezależnie od tego, jak ocenimy incydent na marszu, Dulkiewicz jednoznacznie go potępiła. A już na pewno nie była jego inicjatorką.

Siódme: nabożeństwo przed Paradą

Przed Paradą Równości 8 czerwca w Warszawie biskup rozwiązanego już Wolnego Kościoła Reformowanego Szymon Niemiec odprawił nabożeństwo. Miało to miejsce w namiocie, udział wzięło kilku osób (według Niemca ok. 20). „Wiadomości” TVP i inne prorządowe media, a także polityce obozu rządowego, uczyniły z tego główny temat, co miało przykryć  wymowę potężnego marszu przeciw homofobii, który podważa pełne hipokryzji nauczanie Kościoła o homoseksualizmie i homofobiczną kampanię strachu, jaką prowadzi PiS. Nazwaliśmy to „polityką dmuchanych incydentów”.

Atak na „mszę Niemca” był najświeższym przykładem używanego przez PiS szantażu moralnego prowadzonego pod hasłem zwalczania „lewactwa”. Miał uderzyć w opozycję (tu – w Rafała Trzaskowskiego) i  przykryć to, co dla władzy i Kościoła niewygodne – sukces Parady Równości 8 czerwca 2019.

Ciąg dalszy nastąpi.

Wrobieni w lewicę?

Wszystkie te przypadki stały się pretekstami do formułowania tezy, że PO „skręca na lewo”. 

W praktyce media i politycy PiS używali wygodnego szantażu: rozliczali polityków opozycji z reakcji na wydarzenia, które z punktu widzenia prawicy godziły w tradycję i Kościół (zasadnie czy bezzasadnie – naszym zdaniem bezzasadnie, ale odnotujmy, że w tej sprawie istnieją różne poglądy). Tusk się nie oburza Jażdżewskim? To znaczy, że Platforma skręca na lewo. Trzaskowski broni wolności słowa – to znaczy, że akceptuje obrażanie katolików. Tej pułapki próbowała uniknąć prezydent Gdańska, jednoznacznie odcinając się od rysunku waginy w koronie niesionego na demonstracji w obronie tolerancji. Ale i to jej się nie udało, bo na samym marszu była i zareagowała dopiero o kilku dniach.

Wszystkie te wydarzenia nie tylko nie miały związku z inicjatywami ustawodawczymi albo oficjalnym programem Koalicji Obywatelskiej, Koalicji Europejskiej czy samej Platformy. W większości miały charakter incydentów, na które politycy opozycji nie mieli wpływu. PO z najwyższym trudem formułuje postulaty – takie jak związki partnerskie – które można nazwać raczej liberalnymi. Do lewicy PO czy KE jest naprawdę bardzo daleko.

Co musiałaby zrobić Platforma, aby można było mówić o jej zmianie kursu na lewo? Np. zapowiedzieć progresywne zmiany w podatkach, jednoznaczne poparcie dla uznania związków lub małżeństw LGBT+ przez polskie prawo czy uczynić walkę z katastrofą klimatyczną jednym z głównych celów swojego programu.


Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!