Zaprojektuj mi lek. Dlaczego farmacja pompuje miliardy w AI?
Farmacja stawia na sztuczną inteligencję, by podpowiedziała jakie cząsteczki warto zamienić w leki. To może być kosztowny kredyt zaufania — bo między pomysłem SI a skuteczną terapią stoi wymagający recenzent: ludzki organizm.
Farmacja ma osobliwy problem z postępem. Coraz lepiej potrafi mierzyć, obrazować, sekwencjonować i obliczać. Potrafi zajrzeć do pojedynczej komórki i ustalić interakcje niewidoczne pod najnowocześniejszym mikroskopem. Mimo to kolejne techniczne udoskonalenia nie przekładają się automatycznie na proporcjonalnie większą liczbę nowych terapii.
W 2012 roku Jack Scannell i współautorzy opisali ten paradoks w „Nature Reviews Drug Discovery”. Nazwali go prawem Erooma — odwróceniem nazwiska Moore'a, kojarzonego z tempem rozwoju elektroniki. Z ich analizy historycznej wynikało, że liczba nowych leków uzyskiwanych za miliard dolarów wydatków badawczo-rozwojowych, po uwzględnieniu inflacji, malała mniej więcej o połowę co 9 lat. Nie była to przepowiednia ani prawo przyrody. Była to diagnoza branży, w której coraz sprawniejsze narzędzia współistniały z coraz kosztowniejszym dochodzeniem do sukcesu.

Komentarze