Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Julia Demaree NikhinsonAP Photo/Julia Demar...

Nie wiemy dokładnie, ile rodzin w Polsce ma jakieś zwierzę, bo nikt nie prowadzi powszechnego spisu zwierząt domowych. Można to oszacować na podstawie sondaży prowadzonych na statystycznie reprezentatywnych dla populacji kraju grupach respondentów.

Z prowadzonych w 2017 roku badań Kantar Public (które podaję za RMF FM) wynikało, że zwierzęta są obecne w nieco ponad połowie (52 proc.) polskich domów. Natomiast z sondażu prowadzonego przez portal Otodom w 2025 roku (podaję za „Dobrze Mieszkaj”) wynikało, że ponad dwie trzecie (68 proc.) osób mieszka pod jednym dachem z pupilem.

Przeczytaj także:

To duża rozbieżność, ale zwróćmy uwagę, że Kantar podaje liczbę gospodarstw domowych, natomiast Otodom podaje odsetek osób. (Przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce liczy co prawda trzy osoby, jak podawał serwis Money.pl. Niemniej już co czwarte jest jednoosobowe, podaje z kolei portal „Ciekawe liczby”.)

W naszym kraju przeważnie mamy w domach psy. Są w niemal połowie, bo 49 proc. domów. Jesteśmy przy tym największymi „psiarzami” w Europie, wyprzedzając o dwie długości ogona np. Niemcy czy Francję (odpowiednio 21 i 20 procent).

Drugie zaś co do liczebności są koty, obecne w 40 proc. naszych domów. Polacy są drugimi „kociarzami” na kontynencie, pod tym względem ustępujemy jedynie Rumunii, gdzie mruczki żyją aż w połowie domów (podaję za fragmentem tekstu z miesięcznika „Znak” cytowanym przez Onet).

Czy zwierzę w domu wpływa na dziecko

Zacznijmy od tego, czy zwierzęta w domu, w którym jest dziecko, to dobry pomysł.

Jedni twierdzą, że znakomity, bo zwierzę ma korzystny wpływ na psychikę rozwijającego się dziecka. Sprzyja rozwojowi komunikacji niewerbalnej oraz regulacji emocjonalnej, uczy empatii i obowiązkowości.

Inni są sceptyczni, bo małe dziecko to mnóstwo nowych obowiązków. Dodatkowe obciążenie związane z opieką nad zwierzakiem niekoniecznie musi poprawić dobrostan psychiczny domowników. Kto ma rację?

Przez lata badały to trzy naukowczynie z Uniwersytetu w Walencji, które swoje odkrycia opisują na łamach „The Conversation”. Pod lupę wzięły niemal dwa tysiące gospodarstw domowych z różnych regionów Hiszpanii. W nieco ponad połowie z nich (52,3 procent) żyło jakieś zwierzę.

W badanych domach struktura gatunkowa zwierząt była zróżnicowana. Najczęściej żyły w nich mniejsze zwierzęta, takie jak króliki, chomiki, żółwie lub rybki (28,6 proc.), dopiero potem psy (19 proc.), na trzecim miejscu były ptaki (14,8 proc.), a koty (obecne w 8,7 proc. domostw) obecne były najrzadziej.

Badaczki wybrały takie domy, w których kobieta była w ciąży. Po narodzinach naukowczynie śledziły losy dzieci do 6. lub 7. roku życia. Z naukowego punktu widzenia było to podłużne badanie obserwacyjne (longitudinal study). Takie badania, które polegają na pomiarze tych samych osób, grup lub zjawisk w dłuższym okresie czasu są kosztowne i czasochłonne, ale charakteryzuje je wysoka trafność.

Zagadkowy wpływ kotów

Posiadanie kota w domu związane było z większą liczbą obserwowanych problemów psychologicznych w grupie cztero- i pięciolatków. Co zagadkowe, tylko w tej grupie, we wcześniejszym i późniejszym wieku wpływ kotów na dzieci był mało znaczący.

Cóż, koty są bardziej niezależne, co sprawia, że trudniej przywiązać się do nich emocjonalnie. Proszę mnie za te słowa nie potępiać (sam mam koty). Jak wiadomo, z kotami i dziećmi bywa różnie. Niektóre uciekają na sam dźwięk entuzjazmu malucha, inne wzięte na ręce – uciekają (i mogą przy tym podrapać). Nie sprzyja to regulacji emocjonalnej dziecka ani tworzeniu więzi. Może ta kocia niezależność jest szczególnie dotkliwa dla dzieci w wieku 4-5 lat?

A cat waits for adoption at a shelter run by Diana Abadi, known as "the mother of cats," at her small pet food and plant shop in Hadath, in Beirut's southern suburbs known as Dahiyeh, in Lebanon, Monday, Feb. 9, 2026. (AP Photo/Bilal Hussein)
Kot czeka na adopcję w schronisku na jednym z przemieść Beirutu w Libanie. 9 lutego 2026. AP Photo/Bilal Hussein

Nie bez znaczenia, dodają badaczki, może być inny fakt. Koty mogą być preferowanym przez niektórych rodziców zwierzęciem właśnie dlatego, że nie mają aż tak wielkich potrzeb emocjonalnych (i mają mniej potrzeb ogólnie niż na przykład psy). Koty mogą być zwierzęciem pierwszego wyboru w domach, gdzie dodatkowe obowiązki – lub dodatkowe emocje – byłyby obciążeniem. Być może niekorzystny wpływ kotów na czterolatki to korelacja, a nie związek przyczynowy.

W grę wchodzi, jak dodają, kwestia toksoplazmozy. To infekcja wywoływana przez pierwotniaka Toxoplasma gondii, którym ludzie mogą zarazić się od kotów. Wiele badań sugeruje związek toksoplazmozy z problemami psychicznymi.

(Oto kilka prac, które to sugerują: „Folia Parasitologia” 2010, „BMC Psychiatry” 2018, „PLOS One” 2019, „Scientific Reports” 2022). To dość silna, ale jednak korelacja, a nie udowodniony związek przyczynowy.

Trudno natomiast orzec, dlaczego ryzyko (ewentualnego) zakażenia toksoplazmozą ma dotyczyć tylko 4 i 5-latków, zaś dzieci w innym wieku miałyby być na to zakażenie odporne. To raczej nie jest kwestia toksoplazmozy.

Nosicielami toksoplazmozy mogą być wszystkie ssaki i ptaki, nie tylko kotowate. Zakazić się nią można tylko od kota wychodzącego (polującego) i nie zachowując zasad higieny przy usuwaniu kocich odchodów. Koty niewychodzące na zewnątrz mają ryzyko zakażenia toksoplazmozą bliskie zeru. Mogą zakazić się tylko, jeśli karmimy je zakażonym mięsem.

A skoro o mięsie była mowa, to główną drogą zarażeń ludzi w Polsce jest spożycie surowego lub niedogotowanego mięsa zawierającego cysty, najczęściej wieprzowiny lub mięsa dzika, podaje „Medycyna Praktyczna”. Więcej faktów i mitów o toksoplazmozie znajdziecie Państwo na przykład na stronie „Pana Tabletki”.

Czy zwierzaki korzystnie wpływają na maluchy? Mniej niż sądzimy

Zapewne sądzą państwo po tym długim wstępie dotyczącym kotów, że inne zwierzęta mają raczej pozytywny wpływ na psychikę dzieci. Otóż nieszczególnie. Nic takiego nie stwierdzono.

Z hiszpańskiego badania wynika, że najrzadziej przejawiają problemy natury psychologicznej te dzieci, które wychowują się bez zwierzaków w domu. Dzieci żyjące ze stałą obecnością zwierzęcia domowego przejawiały problemy minimalnie częściej – przy czym różnica ta była tak mała, że statystycznie bez znaczenia. Wychodzi na to, że obecność zwierzaka w domu nie ma szczególnie znaczącego wpływu na psychikę dziecka.

Z jednym wyjątkiem. Problemy natury psychologicznej pojawiały się statystycznie najczęściej u dzieci, które wychowywały się w domach z „przerywaną” obecnością zwierząt. Czyli takich gospodarstwach domowych, gdzie do wieku 6-7 lat zwierzęta raz bywały, a raz nie. Nie ma w tym nic szczególnie dziwnego nawet na zdrowy rozum. Każda zmiana jest jakimś stresorem. Wytworzenie więzi ze zwierzakiem po to, by ją stracić, z pewnością jest czynnikiem stresującym. O czym warto pamiętać, zanim się podejmie decyzję o wzięciu zwierzątka. Wszystko jedno, jakiego gatunku.

Tu należy zastrzec, że mówimy o wynikach dość solidnego, ale pojedynczego badania. Z większości wcześniejszych badań wynika natomiast, że wpływ zwierząt domowych na dobrostan dzieci jest korzystny.

Na rzadsze przypadki problemów psychologicznych u dzieci wychowujących się z psami i kotami wskazywała praca opublikowana w „BMC Pediatrics” w 2022 roku. Z kolei z pracy opublikowanej w „iScience” niedawno, bo w grudniu 2025 roku, wynika, że psy mają szczególnie korzystny wpływ na psychikę nastolatków. Są nawet prace, takie jak ta opublikowana w „Journal of Applied Developmental Psychology" w 2018 roku, z której wynika, że dwunastolatki czują większą więź z psami niż z rodzeństwem.

W 2020 roku na łamach „Pediatric Research” naukowcy donosili, że dzieci z rodzin z psem o 23 proc. rzadziej przejawiały kłopoty z emocjami i w relacjach społecznych, o 30 proc. rzadziej przejawiały zachowania antyspołeczne, o 40 proc. rzadziej miały problemy w relacjach z innymi dziećmi i aż o 34 proc. częściej przejawiały zachowania empatyczne. To wyniki dużego obserwacyjnego badania PLAYCE prowadzonego na Uniwersytecie Zachodniej Australii.

Jak zatem wyjaśnić rozbieżność badania hiszpańskiego z australijskim PLAYCE?

Dlaczego zwierzęta poprawiają nam nastrój (a dzieciom niekoniecznie)

Po pierwsze, hiszpańskie badanie obejmowało różne gatunki zwierząt domowych. Australijskie tylko psy. Jest jednak i inna zasadnicza różnica.

Hiszpańskie badanie, które nie wykazało jednoznacznie pozytywnego wpływu zwierząt na dzieci, obejmowało dzieci w wieku do 6-7 lat. Czyli w wieku przedszkolnym.

Australijskie badanie, z którego wynikał bardzo korzystny wpływ psów na dzieci, prowadzone było od 2015 roku na grupie dzieci, które miały wtedy od 2 do 5 lat. Pięć lat później, gdy ukazywała się praca w „Pediatric Research”, dzieci te miały już od 7 do 10 lat – czyli były wtedy w wieku wczesnoszkolnym. To grupa starsza niż badana w Hiszpanii.

Wiemy, że zwierzęta są autonomicznymi istotami i nie zawsze mają ochotę na interakcje. My wiemy, wiedzą nastolatki, wiedzą starsze dzieci. Najmłodsze nie zdają sobie z tego sprawy. Gdy pies lekceważy małe dziecko, a kot ucieka, jest to dla małego dziecka często powód do płaczu (och, i to jakiego).

Tego, że inne istoty mają własne życie wewnętrzne i nie muszą podzielać naszych przekonań – czyli teorii mechanizmu umysłowego, ang. theory of mind – dzieci uczą się około 4. roku życia. Ta zdolność umysłowa jednak pozostaje słabsza niż u dorosłych nawet do 6-9 roku życia, twierdzili badacze we „Frontiers in Psychology” w 2025 roku.

Małe dzieci wymagają też wyjaśnienia, że kotek lub piesek nie zamierzał ich podrapać, zrobił to niechcący. Takie wyjaśnienie mogą przyjmować już trzylatki, ale musi przyjść z zewnątrz. Zdolność samodzielnej interpretacji bodźców w celu zmniejszenia ich negatywnego wpływu – czyli reinterpretacji poznawczej, ang. cognitive reappraisal – dzieci nabywają dopiero około 5-6 roku życia, jak wynika z przeglądu badań opublikowanego we „Frontiers in Psychology” w 2022 roku. Również ten mechanizm staje się sprawniejszy dopiero w wieku 7-8 lat.

Można spekulować, że obcowanie ze zwierzęciem nie przynosi młodszym dzieciom jednoznacznych korzyści ze względu na ich ograniczone zdolności poznawcze i regulacji emocji. Piesek raz chce się bawić, raz nie. Kotek czasem da się głaskać, a czasem podrapie. Interakcje małych dzieci ze zwierzętami nie są wyłącznie pozytywne.

Być może pozytywne emocje płynące z obecności zwierząt domowych zaczynają przeważać dopiero we wczesnym wieku szkolnym. I dlatego największy korzystny wpływ zwierzęta domowe mają na nastolatki.

Prawda czy fałsz?

Zwierzę w domu jest dobre dla dziecka.

Sprawdziliśmy

Z badań wynika zaskakująco mieszany obraz. Niektóre wskazują na brak korzyści dla młodszych dzieci. Inne na całkiem spore dla nastolatków. Być może kluczowy jest wiek dziecka.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Zwierzaki koją psychikę – ale nie zawsze

Wspomnijmy o wpływie zwierzaków na dorosłych, bo to też ciekawa kwestia.

W sondażu przeprowadzonym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (APA) prawie 90 proc. opiekunów kotów i psów stwierdziło, że czworonogi mają pozytywny wpływ zarówno na ich samopoczucie, jak i życie rodzinne. Rzadziej odpowiadali tak opiekuni ryb, ptaków i żółwi, ale nadal była to znacząca ich większość, bo 62 proc. Twierdzi też tak podobny odsetek Polaków (badania prowadzone były na zlecenie jednego z producentów karmy dla psów, dlatego ich nie linkuję).

Nie brak jednak badań naukowych, które wskazują na niejednoznaczny wpływ zwierząt domowych na samopoczucie (na przykład różny w zależności od grupy demograficznej), czy na brak zdecydowanego wpływu (jak wyżej cytowane badanie dzieci w Hiszpanii). Są nawet, choć stosunkowo nieliczne, wskazujące na negatywny wpływ (zwykle na osoby starsze lub samotne).

Duży przegląd systematyczny 54 badań jakości życia właścicieli psów i kotów opublikowany w 2021 roku w „Veterinary Sciences” wskazał, że o jednoznacznie pozytywnym wpływie na samopoczucie można mówić jedynie u co trzeciego opiekuna (31 procent). U co jedenastego (9 procent) ten wpływ był negatywny.

Jego autorzy zaznaczają, że badania obserwacyjne wykrywają korelacje, a nie związki przyczynowe. Jeśli trudne sytuacje życiowe zwiększają prawdopodobieństwo przygarnięcia zwierzaka, w badaniu zobaczymy korelację między gorszym stanem psychicznym a posiadaniem zwierzęcia – choć pierwsze nie wynika z drugiego.

Niemniej opieka nad zwierzęciem, szczególnie nad psem, bywa emocjonalnie, logistycznie i finansowo obciążająca. Dla osób samotnych, starszych i mniej zamożnych może stanowić tak duże obciążenie, że ich satysfakcja z życia może być niższa niż osób w tej samej sytuacji życiowej bez zwierzaka.

Wypada też wspomnieć o antycypacji żałoby (anticipatory grief). To uczucie nadciągającej przyszłej straty. Takie uczucie towarzyszy wielu właścicielom psów i kotów u schyłku ich życia. Nie jest to zamartwianie się na zapas. To smutek, czasem dojmujący, że niebawem przyjdzie się pożegnać.

A jak zwierzęta wpływają na zdrowie?

Zajęliśmy się dobrostanem i zdrowiem psychicznym. A co ze zdrowiem fizycznym? Tu wpływ jest jednoznacznie korzystny.

Osoby, które we wczesnym okresie życia wychowywały się na wsi, rzadko mają alergię i astmę. Rzadziej cierpią też na nie ci, którzy wychowywali się w mieście ze zwierzętami w domu.

Dowody na to długo były anegdotyczne, a przyczyny nieznane. Wiodącą hipotezą było to, że obecność zwierząt zapewnia drobnoustroje, które „trenują” układ odpornościowy, stąd nie atakuje on przypadkowych celów (na przykład roślinnych pyłków).

Duże badania prowadzone na ponad tysiącu szwedzkich dzieci wykazały, że wśród dzieci, które nie miały stałego kontaktu ze zwierzętami, niemal połowa (48 proc.) miała jakieś alergie. Odsetek alergików wśród dzieci wychowujących się z jednym zwierzakiem był dużo niższy (35 procent). Najmniej alergików było wśród dzieci, które żyły z dwoma lub większą liczbą zwierząt domowych (21 proc.), donosili szwedzcy naukowcy w pracy opublikowanej w 2018 roku w „PLOS One”.

Ten dobroczynny wpływ nie jest ograniczony do alergii dotyczących układu oddechowego. Zwierzęta w domu chronią także przed alergiami pokarmowymi, wynika z japońskich badań opublikowanych trzy lata temu w „PLOS One”. U dzieci wychowujących się z kotami lub psami alergie pokarmowe są nawet o 16 proc. rzadsze niż u ich rówieśników wychowujących się w domach bez zwierząt (inne gatunki nie mają, niestety, takiego wpływu).

Zwierzaki w domu mają więc korzystny wpływ na zdrowie dzieci. Mają też, choć głównie psy, na dorosłych.

Psy w domu znacząco zmniejszają ryzyko chorób serca, wynika z przeglądu badań opublikowanego w 2019 roku (w „Circulation: Population Health and Outcomes”). A w przypadku choroby układu krążenia zwiększają szanse na powrót do zdrowia.

Prawda czy fałsz?

Psy, to zastępcze dzieci. Zniechęcają młodych ludzi do decyzji o dziecku.

Sprawdziliśmy

Jest wręcz odwrotnie. Posiadanie psa zwiększa prawdopodobieństwo zostania rodzicem aż o jedną trzecią. Koty (ani inne zwierzęta) nie mają natomiast takiego wpływu.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

„Psiecko” to bzdura. Psy wręcz skłaniają do decyzji o dziecku

W ciągu ostatnich lat wiele mówiono o zjawisku „psieci”, czyli o tym, jak młodzi zwykle ludzie traktują swoje psy jak dzieci. Pojawiła się też narracja (głównie po prawej stronie sceny politycznej), że to negatywnie wpływa na dzietność. Zwierzaki są substytutem dzieci, więc mniej par się na dziecko decyduje i dzieci rodzi się mniej. Dla konserwatystów to przejaw upadku zachodnich społeczeństw.

To bzdura.

Zbadały to naukowczynie z węgierskiego Uniwersytetu Loránda Eötvösa, a wyniki opublikowaly w „European Psychologist" w maju 2025 roku. Jak mówi Eniko Kubinyi, główna autorka tej pracy, w komunikacie prasowym uczelni: „Wbrew częstej opinii, jedynie mniejszość właścicieli psów traktuje je jak dzieci. W większości przypadków psi rodzice są świadomi, że psy mają swoje własne potrzeby gatunkowe i wybierają psy właśnie dlatego, że nie są jak dzieci”.

A jeśli te badania kogoś nie przekonują, może zerknąć na liczby. Otóż w Polsce posiadanie zwierząt domowych sprzyja posiadaniu dzieci.

Zwierzęta są obecne w 52 proc. polskich domów ogółem, ale ma je aż 59 proc. rodzin z jednym dzieckiem (56 proc. z dwójką, 54 proc. z większą liczbą dzieci), wynika z sondażu Kantar Public, który cytował kilka lat temu RMF FM. Również badanie Otodom (cytowane na początku za „Dobrze Mieszkaj”) wskazuje, na podobną zależność: single rzadziej mają zwierzęta niż pary mające dzieci.

W Polsce im więcej jest osób w gospodarstwie domowym, tym większa szansa, że mieszka w nim także pupil. Gdyby zwierzęta były rzeczywiście substytutem dzieci, zależność byłaby raczej odwrotna. To single częściej mieliby psy niż pary z dziećmi.

To przekonanie – i dane, które mu zaprzeczają – nie jest jedynie polską specyfiką.

By populacja się nie kurczyła, przeciętna para powinna mieć nieco więcej niż dwójkę dzieci, zatem współczynnik dzietności (liczba dzieci przypadająca na statystyczną kobietę) powinien wynosić 2,1. Polska ma taki współczynnik dzietności na poziomie około 1,1 dziecka na kobietę (pisał Kamil Fejfer cytując dane GUS). Tajwan ma ten współczynnik jeszcze niższy, na poziomie 0,9 dziecka na kobietę (podaję za Al-Jazeerą).

Tajwańczycy również uważają, że posiadanie psa jest substytutem rodzicielstwa. Ale przeczą temu prowadzone na Tajwanie badania, których preprint (wersja przed recenzją i drukiem) ukazał się na portalu SSRN w listopadzie 2025 roku. Naukowcy zebrali dane aż 23 milionów osób i po statystycznych analizach doszli do wniosku, że posiadanie psa zwiększa prawdopodobieństwo decyzji o dziecku aż o jedną trzecią. Takiej zależności nie zaobserwowano w przypadku kotów.

Na zaśnieżonej ilicy ciepło ubrana kobieta przykucnęła i głaszcze niewielkiego kota
Kobieta głaszcze kota, obok przechodzi pies na smyczy, Bukareszt 18 lutego 2026. AP Photo/Vadim Ghirda

Decyzja o posiadaniu psa najwyraźniej ułatwia młodym ludziom decyzję o rodzicielstwie. Jest w tym pewna logika. Jeśli daliśmy radę podołać obowiązkom związanym z opieką nad istotą innego gatunku, łatwiej zdecydujemy się na obowiązki związane z opieką nad własnym dzieckiem. Być może też zaczniemy antycypować przyjemność płynącą z emocjonalnej więzi z dzieckiem, która bez posiadania zwierzaka wielu bezdzietnym młodym może wydawać się abstrakcyjna.

Posiadanie psa to regularna mitręga (mówię z doświadczenia). Możesz padać ze zmęczenia na twarz, a deszcz może lać poziomo – wyjść na spacer trzeba. Przed pracą, po pracy, na noc. I tak codziennie, przez kilkanaście lat. Po czymś takim nocne karmienie przez pół roku czy zmienianie pieluch przez dwa-trzy lata wydają się doprawdy stosunkowo mało uciążliwym obowiązkiem.

Jest to całkiem prawdopodobne. Jak pisałem w OKO.press w listopadzie 2024 roku, nasza „tolerancja na wysiłek” nie jest związana z danym rodzajem czynności. Stanowi raczej pewną ogólną umiejętność, którą można wyćwiczyć. Nagradzanie wysiłku przy zadaniach jednego rodzaju zwiększa motywację do większego wysiłku także przy zadaniach zupełnie innego rodzaju. To hipoteza wyuczonej pracowitości (learned industriousness), postawiona w latach 90. ubiegłego wieku.

Być może opieka nad psem po prostu zwiększa naszą odporność na obciążenie obowiązkami w ogóle. Nic dziwnego, że ułatwia – a nie utrudnia – decyzję o posiadaniu dziecka.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze