0:00
30 września 2021

52 proc. za wypychaniem uchodźców. Mężczyźni na zimno, kobiety ze współczuciem

Sondaż Ipsos potwierdza, że 52 proc. popiera strategię władzy i jest za wypychaniem uchodźców. 41 proc. wolałoby traktować ich humanitarnie. Najbardziej bezwzględni są seniorzy i młodzi mężczyźni. Wyborcy PiS i Konfederacji ścigają się na niechęć, obojętność i strach przed obcymi

Wydrukuj

W najnowszym sondażu Ipsos zadaliśmy kluczowe dziś pytanie, jak Polki i Polacy oceniają politykę wypychania ("push back"), jaką wobec uchodźców stosują służby graniczne Polski. Odpowiedź nie zachwyci obrońców praw człowieka.

Sondaż pokazuje, że większość (choć niewielka, 52 proc.) dała się przekonać do polityki władz, które próbują uwiarygodnić się w roli "obrońcy naszych granic". Służby wyłapują uchodźców, którym udało się przedostać na teren Polski i niezależnie od ich stanu wywożą ich - w tym kobiety i dzieci - z powrotem na granicę, co naraża ich zdrowie, a nawet życie.

Mniej (41 proc.) wolałaby, by Polska przestrzegała humanitarnych zobowiązań i rozpatrywała wnioski uchodźców o ochronę międzynarodową (aby pytanie było zrozumiałe, użyliśmy popularnego terminu "azyl").

Takie odpowiedzi stoją w sprzeczności z deklarowanymi przez osoby badane reakcjami emocjonalnymi wobec samych uchodźców, którzy docierają na polską granicę: "współczucie" i "chęć pomocy" dominuje tu nad "poczuciem zagrożenia", "niechęcią" czy "obojętnością" (jak tłumaczyć tę rozbieżność - piszemy w drugiej części tekstu).

"Wyniki potwierdzają tendencje, które widzimy w badaniach od 2015 roku, tj. niechęć do uchodźców i poparcie Polaków dla łamania procedur azylowych" - komentował przewagę "wypychania" prof. Michał Bilewicz z Centrum Badań nad Uprzedzeniami Wydziału Psychologii UW w podkaście "Powiększenie" Agaty Kowalskiej.

„To oznacza, że albo nasza świadomość prawna jest tak fatalna, albo uważamy, że prawo nie obowiązuje, gdy jakieś inne racje muszą być brane pod uwagę".

Bilewicz dodał, że w jego badaniach z 2016 roku tylko 17 proc. ankietowanych gotowych było poprzeć przekazanie dodatkowych środków na ułatwienie integracji uchodźców, a ogromna większość odpowiadała „nie, absolutnie nie”.

W kolejnych badaniach w 2016 i 2017 roku Bilewicz pytał o przyzwolenie na tak radykalne środki wobec uchodźców, jak deportacje czy całkowite zamknięcie granic. "I tu ponad 60 proc. badanych odpowiadało pozytywnie. Gremialna była zwłaszcza aprobata dla przemocy państwa wobec uchodźców pochodzących z krajów, w których występuje zjawisko terroryzmu".

Te ponure uogólnienia Bilewicza (i nasze własne) wymagają jednak zniuansowania, bo rozkład postaw jest nierówny.

Starsi i faceci bardziej za „wypychaniem"

Na wsi i w miasteczkach (do 20 tys. mieszkańców) opcja" odpychania" jest wybierana prawie dwa razy częściej niż "procedura azylowa". Odpowiedzi odwracają się dopiero w największych miastach, gdzie dominuje "przyjmowanie" (55 do 40 proc.).

Podobnie jest wśród ludzi po studiach (54 do 38 proc.), ale w grupie osób z wykształceniem podstawowym odruch "wypychania" ma ogromną przewagę 67 do 29 proc.

Za "wypychaniem" opowiadają się przede wszystkim ludzie po pięćdziesiątce, a wśród 60-latków przewaga nad "przyjmowaniem" jest dwukrotna (63 do 30 proc.). Czterdziestolatkowie i dwudziestolatkowie są częściej za przyjmowaniem uchodźców i podjęciem procedury azylowej.

Zależności stają się jeszcze wyraźniejsze, gdy nałożymy na siebie zmienną wieku i płci i porównamy odpowiedzi kobiet i mężczyzn w trzech grupach: ludzi młodych (do 39 lat), w średnim wieku (40-59) i starszych (60 plus). Jak widać, w wieku średnim opinie są w równowadze.

Wśród starszych przewaga "wypychania" jest duża, a w grupie starszych panów - ogromna, prawie trzykrotna.

Wśród ludzi młodych występuje zasadnicza różnica między kobietami (51 do 40 proc. na korzyść "przyjmowania") i mężczyznami (54 do 39 proc. za "wypychaniem").

Jak widać, retoryka wojenna i dehumanizująca uchodźców najlepiej trafia do dwóch grup mężczyzn: młodszych i najstarszych. Te różnice są zapewne wyrazem skłonności do myślenia autorytarnego i ulegania narodowym stereotypom i nacjonalistycznym emocjom, a także - po prostu - niższego wykształcenia niż w grupie kobiet.

Dodatkowo zmienne socjoekonomiczne splatają się z postawami politycznymi, bo ludzie starsi są bardziej propisowscy niż młodsi, a z Konfederacją sympatyzują najmłodsi mężczyźni (w odróżnieniu od młodych kobiet, które częściej wybierają Lewicę).

Konfederaci jeszcze bardziej prorządowi niż wyborcy PiS

W sondażach OKO.press zwykle odpowiedzi elektoratu Konfederacji sytuują się pomiędzy PiS a opozycją demokratyczną. Tym razem wyborcy Bosaka, Brauna i Korwin-Mikkego odpowiadają jeszcze bardziej skrajnie niż Kaczyńskiego: przewaga "odpychać" nad "przyjmować" jest aż 12-krotna, w elektoracie PiS - ośmiokrotna.

W elektoratach opozycji dominuje opcja "przyjmować": w Polsce 2050 Hołowni - dwukrotnie, w KO - trzykrotnie, w Lewicy - czterokrotnie.

Postawy elektoratów opozycji są wyrazistsze niż ich liderów, którzy obawiają się podjąć kontrnarrację wobec rządu i domagać się cywilizowanego i humanitarnego potraktowania uchodźców godząc się z tym, że oznaczałoby to wysiłek przyjęcia i rozpatrzenia wniosków o ochronę międzynarodową tysięcy osób.

Głośny był tweet Donalda Tuska z 25 sierpnia 2021: "Polskie granice muszą być szczelne i dobrze chronione. Kto to kwestionuje, nie rozumie, czym jest państwo. Ochrona nie polega na antyhumanitarnej propagandzie, tylko sprawnym działaniu. Za czasów PiS polską granicę przekroczyło rekordowo dużo nielegalnych migrantów".

Kilkakrotnie Tusk mówił o konieczności pomocy i współczucia wobec ludzi zatrzymywanych na granicy, ale nie zamienił tego w alternatywny wobec rządowego program działania. Wyraźnie unika poważniejszego zaangażowania w sprawę, nie pojawił się sam na granicy. Wręcz przeciwnie, na konwencji PO krytykował posła Franciszka Sterczewskiego i posłanki KO, które usiłowały pomóc uchodźcom w Usnarzu.

Podobnie Szymon Hołownia, który powtarza bon mot, że "nie ma sprzeczności między człowieczeństwem i bezpieczeństwem", ale podkreśla, że „priorytetem polskich władz powinno być zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom RP i nienaruszalności naszych granic”. Deklaruje, że osoby, które chcą w Polsce ubiegać się o ochronę międzynarodową

powinny mieć możliwość złożenia wniosku na przejściach granicznych po ustalonym mechanizmie wcześniejszej weryfikacji, co jest omijaniem problemu, bo białoruskie służby nie dopuszczają uchodźców do przejść granicznych.

Liderzy rozmijają się z oczekiwaniami własnych elektoratów. Na ich usprawiedliwienie można zauważyć, że przyjęcie konsekwentnej kontrnarracji o prawach uchodźców jest dziś trudniejsze niż w 2015 roku, bo strategia "push backów" dominuje w całej Unii Europejskiej. Ale nie występując otwarcie przeciwko polityce "wypychania" liderzy opozycji ułatwiają rządowi kształtowanie postaw ksenofobicznych i pośrednio autoryzują politykę PiS, która wzmacnia notowania partii rządzącej.

Mniej podatne na narrację władzy są kobiety, zwłaszcza młodsze (do 40 lat). Nie pierwszy raz w sondażach OKO.press to właśnie jest elektorat najbardziej krytyczny wobec prawicowej władzy, "do wzięcia" przez opozycję.

Czujemy współczucie i chęć pomocy. Czy to wiarygodne?

W sondażu zapytaliśmy też o uczucia, jakie budzą w nas uchodźcy. Z siedmiu wymienionych można było wybrać trzy: osoby badane wybierały średnio 1,7. Tym razem dominowały pozytywne (średnio 1,1), oznaczone jasnymi kolorami nad negatywnymi (0,6).

Jak tłumaczyć dominującą rozbieżność między aprobatą dla bezdusznego traktowania uchodźców, a przewagą pozytywnych uczuć?

Prof. Bilewicz ma tu zdecydowany pogląd: "Samo pytanie, czy współczuje Pan komuś, jest silnie obciążone aprobatą społeczną. Trudno jest odpowiedzieć »nie współczuję«. Badany zawsze chce wywrzeć wrażenie na ankieterze. Szczególnie w kraju chrześcijańskim, w którym ludzie wiedzą, że współczucie jest wartością cenioną społecznie".

Bilewicz argumentuje też, że deklaracje współczucia nie przekładają się na zachowania: "Behawioralne następstwa empatii przestają występować, gdy Polacy zaczynają myśleć o uchodźcach. To tąpnięcie nastąpiło w 2015 roku, wcześniej niemal 70 proc. Polaków popierało pomoc uchodźcom. Od tamtego czasu mniej więcej połowa Polaków jest temu przeciwna".

Zwracamy jednak uwagę, że w naszym pytaniu można było wybierać siedem emocji (po trzy negatywne i pozytywne oraz obojętność) i choć wybory uczuć pozytywnych są jakimś stopniu obciążone zmienną aprobaty społecznej, to ich rozkład w grupach społecznych uprawdopodabnia tezę, że są autentycznie odczuwane i stanowią element podejścia do "obcych", które faktycznie różnicuje społeczeństwo. A to oznacza, że można je uwzględniać w analizie postaw politycznych i w grze o polska świadomość i wrażliwość, jaka się dziś toczy.

Kobiety wrażliwe, mężczyźni bezwzględni

Szczególnie wyraziste były - znowu - różnice odczuć kobiet i mężczyzn. Pozytywne emocje stanowiły aż 70 proc. wyborów kobiet i 57 proc. mężczyzn. Wśród kobiet zwraca jednak uwagę wysoki poziom poczucia zagrożenia (32 proc.), jeszcze wyższy niż mężczyzn (27 proc.). To może równoważyć współczucie i chęć pomocy, które deklarowało odpowiednio 60 i 38 proc. kobiet.

Mężczyźni odczuwają więcej niechęci, a także obojętności, która w tym kontekście jest bliska reakcjom negatywnym.

Profile partyjne uczuć: Konfederacja i PiS kontra opozycja demokratyczna

Całkowicie jednoznaczny jest obraz emocji w elektoratach. PiS ściga się z Konfederacją w negatywnych uczuciach i "przegrywa": elektorat Kaczyńskiego okazuje więcej współczucia, mniej niechęci i przede wszystkim obojętności. W poczuciu zagrożenia jest remis - odczuwa je prawie co drugi wyborca tych dwóch partii.

W elektoracie KO - co 11 osoba, a Lewicy - co 17.

Portret emocji elektoratów opozycyjnych, a zwłaszcza Lewicy i KO, jest jednoznacznie pozytywny: wysokie wskaźniki deklarowanego współczucia, chęci pomocy i solidarności (tu elektorat KO chętniej korzysta ze swego etosowego słowa). Wyborcy Hołowni są nieco "mniej pozytywni".

Elektorat PSL, które w sondażu uzyskało tylko 4 proc. poparcia był zbyt mały, by go tutaj analizować.

PiS drugi raz gra ta samą kartą

OKO.press parokrotnie już przypominało, jak PiS przed wyborami w październiku 2015 roku grał "kartą uchodźczą".

Kiedy we wrześniu 2015 roku rząd PO-PSLzapowiedział , że Polska w ramach solidarnościowego programu UE relokacji uchodźców przyjmie przypadającą na nasz kraj "kwotę" - miało to być ok. 12 tys. osób, Jarosław Kaczyński oskarżył PO i PSL o zawieranie "porozumień odnoszących się do sprowadzenia do Polski 100 tys. muzułmanów".

I dalej użył rasistowskiej narracji "Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować… Ale sprawdzić trzeba”.

Nakręcanie ksenofobicznego strachu i nienawiści do "obcych" dało piorunujący efekt zmiany postaw: w czerwcu 2015 roku 72 proc. Polaków opowiadało się za przyjmowaniem uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi, w lutym 2016 roku ten odsetek spadł do 39 proc.

W połowie sierpnia wydawało nam się, że PiS nie użyje aż tak drastycznej propagandy, bo zmieniły się postawy - z lutowego sondażu Kantar dla Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców wynikało m.in., że 77 proc. badanych uważa, że Polska powinna wspierać tych, którzy uciekają z powodu wojny lub prześladowania, naruszania ich praw itp. ze względu na solidarność humanitarną.

Stało się jednak inaczej. W sytuacji, gdy kryzys uchodźczy trwa na naszej granicy, a mimo brutalnego "wypychania" setki (a według niektórych szacunków nawet 2,5 tys. uchodźców) przedostają się do Polski, a potem do Niemiec, PiS sięgnął po jeszcze bardziej prymitywną propagandę strachu, próbując rozbudzać najgorsze skojarzenia uchodźców z pedofilią, zoofilią, terroryzmem.

Okazuje się, że i tym razem propaganda strachu i nienawiści znalazła odzew społeczny. Poparcie polityki rządu przez nieco ponad połowę Polek i Polaków może także wyjaśniać niewielki wzrost notowań PiS (do 35 proc.) w tym samym sondażu. Inna sprawa, czy kompromitacja "krowy Kamińskiego" nie osłabi tego efektu, bo być może przekroczona została tu granica nie tylko okrutnego absurdu, ale i śmieszności.

Sondaż telefoniczny (CATI) Ipsos dla OKO.press i „Wyborczej” zrealizowany 21-23 września 2021 roku na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków N=1000

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne