W rozmowie z OKO.press Edwin Bendyk odsłania interesy i gry polityczne stojące za dymisją ministra obrony Fedorowa. Mimo to Ukraina walczy z Rosją, rośnie jej gospodarka i pozycja międzynarodowa. A Polska? Mamy obsesję rozliczeń historycznych i „przeceniamy swoje znaczenie”.
Krystyna Garbicz, Piotr Pacewicz, OKO.press: Co się dzieje w Ukrainie? W ramach rekonstrukcji rządu prezydent Wołodymyr Zełenski zwolnił po pół roku pracy wysoko ocenianego ministra obrony Mychajła Fedorowa ze względu m.in. na jego konflikt z Ołeksandrem Syrskim, głównodowodzącym Sił Zbrojnych. Ale kiedy w obronie Fedorowa ludzie wyszli na ulice, odwołał także Syrskiego i dowództwo armii powierzył gen. Mychajłowi Drapatemu. To wygląda na chaos w zarządzaniu wojną z Rosją.
Edwin Bendyk, prezes Fundacji im. Stefana Batorego, publicysta tygodnika „Polityka”, znawca problematyki ukraińskiej: Moja analiza będzie raczej próbą zebrania informacji ze wskazaniem na wątpliwości niż rozstrzyganiem, co się stało. System prezydenta Zełenskiego jest nietransparentny i trudno cokolwiek wiedzieć na pewno. Poza jednym, że
w centrum jest Wołodymyr Zełenski i że od początku prezydentury dąży do koncentracji władzy.
Pokusę tę mieli też inni ukraińscy prezydenci. Zełenskiemu pomaga w tym wojna. Jeśli komuś ulega, to czynnikom zewnętrznym, ale, jak się okazało, głos obywateli też się liczy.
Kiedy w lipcu 2025 zaczął się ten cykl zasadniczych błędów i Zełenski próbował ograniczyć niezależność instytucji antykorupcyjnych, musiał szybko wycofać się pod wpływem zarówno społecznych protestów, jak i nacisków Unii Europejskiej. Teraz zachodni partnerzy uznali, że rekonstrukcja rządu jest kwestią wewnętrzną, w grę nie wchodzi łamanie unijnych zobowiązań. Były jednak pojedyncze głosy zaniepokojenia, ponieważ nagłe zmiany na stanowiskach tak istotnych dla prowadzenia wojny są trudne do zrozumienia.
Oficjalnym powodem zwolnienia Fedorowa miał być konflikt z głównodowodzącym siłami zbrojnymi, gen. Syrskim.
Ta sprawa nie wybuchła nagle. Od początku powołania Fedorowa na stanowisko ministra obrony w styczniu 2026 mówiono, że będzie problem z Syrskim.
Fedorow chciał być ministrem wojny, a nie ministrem obrony.
Chciał mieć wpływ na wewnętrzne sprawy armii. Taki konflikt strukturalny tli się w Ukrainie od ponad 20 lat, kiedy wprowadzono cywilny nadzór nad armią, ale nie uzbrojono go w akty normatywne, które by wyraźnie rozdzielały kompetencje ministra obrony oraz Sztabu Generalnego i głównodowodzącego.
Denys Szmyhal, który był ministrem obrony przed Fedorowem [w latach 2025-2026, w latach 2020-2025 był premierem – red.] nie miał większych ambicji. Był raczej administratorem, który obsługiwał zaopatrzenie armii i robił porządek w ministerstwie. Jego poprzednik Rustem Umerow [2023-2025 – red.] miał polityczne ambicje, ale nie interesowało go specjalnie wojsko i zostawił po sobie bałagan w resorcie obrony. Występuje także na tzw. nagraniach Mindicza [Tymur Mindicz, biznesmen, przyjaciel prezydenta Zełenskiego uwikłany w aferę korupcyjną w ukraińskim systemie energetycznym, która została ujawniona jesienią 2025 roku -red.] pochodzących z działań operacyjnych Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy. Zarzutów mu jednak nie postawiono. Należy do osób z najbliższego kręgu Zełenskiego.
Zełenski z Fedorowem mieli ustalić, że zaakceptuje głównodowodzącego. Fedorow deklarował, że próbował współpracować z Syrskim.
Nie ma wątpliwości, że Fedorow ma ambicje polityczne. Jest podobny z charakteru do Zełenskiego – lubi decydować i jest uparty.
Ciągle trwają negocjacje, nie wiadomo, jaka będzie przyszłość Fedorowa. Zełenski nie przywróci go na ministra obrony, tak daleko cofnąć się nie może.
A jest to pierwsze żądanie protestujących. Drugie Zełenski spełnił – zwolnił Syrskiego.
Zwalniając Syrskiego, Zełenski podał enigmatyczną informację, że zaproponował Fedorowowi „ważne stanowisko”. Może chodziło o wicepremiera do spraw modernizacji armii, ale szczegółów nie znamy. Fedorow cały czas się upiera, że jeśli ma wrócić, to jako minister obrony.
Pytanie, na ile Fedorow „poczuł krew”
i uznał, że czas już budować własny polityczny projekt i stawiać Zełenskiemu warunki.
Najnowszy sondaż Rating Group może go w tym upewniać: 72 proc. respondentów nie zgadza się z odwołaniem Fedorowa, a tylko 5 proc. popiera tę decyzję! Zaufanie do Fedorowa zadeklarowało 65 proc. badanych (skok aż o 30 pkt proc.), więcej niż do Zełenskiego (59 proc.). Większym zaufaniem cieszy się tylko Wałerij Załużny, dowodzący armią w latach 2021-2024, uważany za głównego konkurenta politycznego Zełenskiego.
O co naprawdę chodzi w sporze wokół armii? Czy Syrski jest faktycznie „postsowiecką konserwą”, a 35-letni Fedorow innowatorem, który dał „dronowy impuls” w wojnie z Rosją?
Maria Berlińska, kierowniczka Centrum Wsparcia Rozpoznania Lotniczego, weteranka wojenna, która jest w środku tych procesów, pokazuje, że nie jest to czarno-białe. Nikt nie kwestionuje kompetencji Syrskiego jako dowódcy. To jest bohater wojenny, bohater Ukrainy. Sam podkreśla, że protesty są dzisiaj możliwe dlatego, że to on w 2022 roku obronił Kijów, a potem poprowadził operację charkowską, wrześniową ofensywę, w której odbił 10 tys. km kw. i zmusił do chaotycznego odwrotu elitarne rosyjskie jednostki.
Problemem armii ukraińskiej jest to, że naczelne dowództwo myślało podobnie jak Zełenski w polityce – lepiej pozbywać się konkurencji. Nie kształcono następców. Dlatego mają tak krótką ławkę kandydatów na stanowiska dowodzenia.
Mówił o tym w wywiadzie dla „Ukraińskiej Prawdy” Taras Czmut, założyciel „Powernyś żywym” [„Wróć żywy”], fundacji, która zbiera środki na zaopatrzenie wojska. Mimo że wojna trwa już 12 lat, na głównodowodzącego nadawałyby się, jego zdaniem, może cztery osoby. Za Załużnego nie było zresztą lepiej. Syrski trzymał z daleka wszystkich, którzy mogli mu zagrozić, kryterium była raczej lojalność niż kompetencje.
Zełenski tego nie widział?
To jest bardziej złożone. Kiedy szefem Biura Prezydenta był najbliższy współpracownik Zełenskiego Andrij Jermak [2020-2025, złożył rezygnację ze względu na aferę korupcyjną w sektorze energetycznym ujawnioną w 2025 roku – red.], widać było wyraźnie, że liczy się lojalność polityczna dowódców. Miała ona wpływy choćby na dostawy zaopatrzenia dla oddziałów, a Syrski miał bezpośrednio Jermakowi podlegać.
Syrskiemu zarzucano, że wymyślił koncepcję pułków szturmowych do wykonywania specjalnych misji. Są znakomicie zaopatrzone, ale dowództwo nie liczy się ze stratami ludzkimi.
Takim pułkiem była „Skela”, licząca ok. 13 tys. żołnierzy, czyli tak naprawdę siła dużej brygady. Chodzi nie tylko o taktykę bojową, tzw. mięsnych ataków [kiedy do ataku wysyłane są duże liczby słabo wyszkolonej piechoty i straty w ludziach są duże – red.], ale także o to, że żołnierze ginęli w czasie szkolenia. Doliczono się 25 ofiar.
Te wszystkie historie wylały się jeszcze wiosną 2026. Niektórzy twierdzą, że Fedorow podkręcał je medialnie, żeby zbudować grunt dla zarzutów wobec Syrskiego, a także uzasadnić, dlaczego jest tak duża niechęć do mobilizacji, za którą odpowiadał.
To jest dziś wielki problem Ukrainy. Ogromna jest skala tzw. samowolki – ponad 200 tysięcy żołnierzy samowolnie opuściło jednostkę.
To szacunki na podstawie danych z Prokuratury Generalnej o wszczętych postępowaniach zgodnie z paragrafami kodeksu karnego mówiącymi o dezercji i samowolnym opuszczeniu jednostki. Problem w tym, że od końca 2025 roku Prokuratura ograniczyła dostęp do informacji o toczących się postępowaniach, więc dokładne liczby są niedostępne.
Te liczby ujawnił Fedorow, kiedy przyszedł do ministerstwa obrony.
Tak, i mówił, że nie da się tego zmienić, poprawiając system poboru. Trzeba zmienić atmosferę w armii, bo ludzie uciekają z obawy, że trafią do toksycznych oddziałów. Fedorow podkreślał, że są takie, do których chętnych nie brakuje, jak np. Trzecia Szturmowa, elitarna jednostka utworzona z przekształcenia powstałego w pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji pododdziału obrony terytorialnej Azow.
Fedorow broni się przed zarzutem Zełenskiego, że nie zrobił reformy mobilizacyjnej. Wielu ekspertów mówi jednak, że w sześć miesięcy nie da się rozwiązać problemów, które gromadziły się przez lata.
Zgoda, nie można było tego zrobić tak szybko. Poza tym odpowiedzialność za problemy z mobilizacją ponosi bezpośrednio Zełenski, który od początku wojny pełnoskalowej unika tego tematu. Warto też przypomnieć, że proces reformowania armii spowolnił w 2020 r. po odwołaniu ministra Andrija Zahorodniuka i rozwiązaniu w Ministerstwie Obrony biura reform odpowiedzialnego za transformację armii. Załamał się system zakupów wojskowych – na koniec 2020 r. w kasie ministerstwa zostało 20 mld hrywien [ok. 1,7 mld zł], które powinny były pójść na zakupy i remont sprzętu. Spowolniły lub wręcz zostały zatrzymane niektóre programy rozwoju uzbrojenia. A budżet na obronność w 2021 został zmniejszony, nieznacznie, ale jednak.
Fedorow próbował uporządkować polityki mobilizacyjne, rozpisać jasne kryteria. Oczywiście są odpowiednie ustawy, ale np. ta pierwsza, która od kwietnia 2024 r. obniżała wiek poborowy z 27 do 25 lat, aż pół roku czekała na podpis prezydenta.
Zełenski nie wypowiada się na temat mobilizacji, bo boi się, że to pogorszy jego notowania.
Ten najtrudniejszy temat zostawia wojskowym. A ludność odpowiada gniewem przeciwko oficerom komisji poborowych jak ostatnio we Lwowie [gdzie doszło na ataku cywili na przedstawicieli komisji poborowej].
Drapaty, który ma autorytet w wojsku i jest zasłużonym bohaterem, publicznie mówił o problemach, które są w armii. Czy na stanowisku głównodowodzącego będzie miał odwagę na zmiany?
Udowodnił, że nie jest przywiązany do stołka. Kiedy w czerwcu 2025 roku rosyjskie wojska przeprowadziły atak rakietowy na pozycje jednej z jednostek szkoleniowych i zginęło wielu żołnierzy, Drapaty jako dowódca wojsk lądowych złożył rezygnację (Zełenski jej nie przyjął). Drapaty wziął odpowiedzialność, mimo że nie mógł wiedzieć, że będzie taki atak. To pokazuje jego kręgosłup moralny, ale może nie wystarczyć do skutecznego kierowania tak gigantyczną strukturą z milionem ludzi na froncie i zapleczu.
Ludzie, którzy z Fedorowem pracowali, twierdzą, że polityka go zanadto nie interesowała. Był skupiony na skutecznym prowadzeniu wojny i reformach w armii.
Chyba nie mają racji. Analityczka polityczna Radia NV Julia Zabelina przekonuje, że Fedorow tworzył sobie w ministerstwie obrony polityczne zaplecze. Cała rozgrywka z Syrskim została przeprowadzona w stylu kampanii politycznej. Fedorow zaprzecza, ale są opinie, że szum medialny wokół problemów pułku Skela czy 155. Brygady był przez niego reżyserowany, żeby zebrać argumenty przeciwko Syrskiemu. Chciał pokazać, że za problemy pułku szturmowego czy mobilizacji odpowiada Syrski ze względu na styl zarządzania.
Nie jestem w stanie ocenić, w jakim stopniu polityczne motywy wyznaczały jego decyzje, ale Fedorow, mimo że jest tak młodym technokratą, w polityce działa już od 2019 roku i musi myśleć o przyszłości. Ma do wyboru biznes albo politykę.
Jeśli wybiera politykę, to jest za ambitny, żeby być dalej w ekipie Zełeńskiego i wykonywać jego rozkazy.
Fedorow znalazł się na oficjalnej liście czterech potencjalnych premierów. Zełenski chciał go "spacyfikować” i pokazać jako swojego człowieka?
Fedorow odmówił, bo mu się to nie opłacało – funkcja premiera w Ukrainie nie należy do najbardziej prestiżowych. Interesujące, jak teraz zmienia się jego myślenie, w jakim stopniu protesty go uskrzydliły. Nikt nie przewidywał tak mocnej reakcji na jego odwołanie.
Także nowy głównodowodzący Drapaty popierał Fedorowa po odwołaniu go. To znamienne, bo musiał wiedzieć, że idzie na konflikt z Syrskim, który był jeszcze głównodowodzącym. A o Syrskim wiadomo, że bezlitośnie tępił każdą krytykę i albo ludzi zwalniał, albo przerzucał na inne stanowiska.
Fedorow ma różne opcje, łącznie z wejściem w alians z Załużnym, który nadal ma wysokie notowania mimo zesłania na stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii.
Mówi się, że Fedorow może powołać partię. Czy te polityczne i personalne rozgrywki w czasie wojny nie są niepokojące? Czy w ogóle jest sens już teraz rozmawiać o wyborach parlamentarnych i prezydenckich?
Na pewno wybory to nie jest temat na dziś. Chociaż w czerwcowych badaniach Rating Group po raz pierwszy przeważała opinia, że wybory do Rady Najwyższej [jednoizbowego parlamentu Ukrainy – red.] powinny odbyć się w czasie wojny. Prezydenckie – nie, to według respondentów zbyt poważna sprawa.
Ludzie zdają sobie sprawę, że potrzebna jest relegitymizacja władzy, ponieważ ten system gnije.
Wielu posłów, nawet z ugrupowania prezydenta, Sługi Narodu, rezygnuje z mandatów.
Rada Najwyższa funkcjonuje coraz gorzej. Słudze Narodu, mimo że nominalnie dysponuje bezwzględną większością, jest coraz trudniej ją uzyskać. Zełenski ma nad Radą coraz mniejszą kontrolę i nie może już być pewny wyników głosowań.
Pawło Kazarin, znany ukraiński dziennikarz i pisarz, który w 2022 r. wstąpił do wojska, zwraca uwagę, że armia się zmieniła – w większości walczą w niej zwykli ludzie.
Dla wielu wojskowych jest niezrozumiałe, że „ulica” ma coś do powiedzenia w sprawie wyboru głównodowodzącego. To przecież sprawa armii i państwa… Ale to nie tak. To jest armia pochodząca z poboru lub z ochotniczego zaciągu. Znaczna część oficerów to nie zawodowi wojskowi. Nawet na najwyższym szczeblu korpusów – np. Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijskiego nie jest oficerem z wykształcenia, poszedł walczyć w 2014 roku. Tak samo dowódca Chartii. A to są najlepsze oddziały.
Ukraina ma de facto armię ludową.
Dlatego głos społeczeństwa musi być brany pod uwagę. Każdy ma w kogoś wojsku – albo miał i go stracił. W każdej wsi były pogrzeby.
Ludzie bezustannie zbierają pieniądze na potrzeby wojska.
Tak, to jest gigantyczny system wsparcia. Fundacja Serhija Prytuły, Fundacja „Powernyś Żywym” Tarasa Czmuta, do tego setki drobnych inicjatyw, gdy ludzie składają się np. na noktowizory dla walczących mieszkańców swojej miejscowości.
Ten wątek wracał w naszych wywiadach z przewodniczącym ukraińskiego PEN Clubu Wołodymyrem Jermołenką. Razem z żoną Tetjaną Ogarkową prowadzi zbiórkę na samochody dla armii. Dostarczyli ich na front już 65.
To jest cały obywatelski ekosystem, imponujący. Pomysł, że miałaby być żelazna kurtyna między społeczeństwem a armią, jest dla Ukraińców nie do przyjęcia.
Największym kapitałem Ukrainy jest to, że – pomimo tych wszystkich sygnałów o poradzieckich złogach w armii, a nawet o atakach na oficerów prowadzących rekrutację – nie zmienia się postrzeganie wojska jako całości.
Wciąż 95 proc. społeczeństwa ma pozytywny stosunek do Sił Zbrojnych Ukrainy. Stały się fundamentem, na którym budowany jest ukraiński optymizm. Według sondaży
85 proc. społeczeństwa jest przekonane, że Ukraina wygra wojnę, zakończy ją na swoich warunkach.
Rzecz w tym, jakim kosztem. Fedorow jako minister ds. transformacji cyfrowej, a potem szef obrony dawał nadzieję, że dzięki nowoczesnym technologiom uda się wygrać z Rosją minimalizując straty ludzkie.
To już muszą ocenić eksperci wojskowi, o ile są eksperci od tego typu wojny, która zmienia się dosłownie z miesiąca na miesiąc. Jak mówi Berlińska, Syrski nie był co do zasady przeciwko modernizacji, sam powołał wojska systemów bezzałogowych. Spór dotyczył raczej tempa zmian i stopnia przyzwyczajeń. To nie było tak, że jeden chciał walczyć na koniach, a drugi na dronach.
Syrski w tekście opublikowanym na portalu Millitarnyj zarzucał Fedorowowi, że nie da się walczyć tylko dronami.
Oficerowie frontowi mają bardziej zrównoważony pogląd, że potrzebne są różne środki, że obok dronów i robotów wciąż znaczenie mają artyleria i piechota. Może i dobrze się stało, że został odwołany Syrski, ale problemem jest to, że w trakcie tych kadrowych roszad rozleciała się reszta systemu.
Jewhenij Chmara, p.o. szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) został p.o. ministra obrony. Był dobrym kierownikiem specjalnego oddziału Alfa, który prowadził operacje w głębi Rosji, ale czy będzie dobrym szefem ministerstwa? Nigdy nie kierował tak dużą strukturą. Do tego jest formalnie czynnym wojskowym, generałem, nie może zajmować stanowiska ministra obrony. Albo trzeba zmienić prawo, albo on odejdzie z wojska. To duży uszczerbek dla SBU.
Zastąpił go Ołeksandr Pokład, który według komentatorów już przez ostatnie pół roku de facto kierował SBU. On z kolei ma konflikt z Kyryłem Budanowem, od stycznia 2026 szefem kancelarii Zełenskiego.
To była głośna sprawa. W 2022 roku funkcjonariusze SBU mieli zlikwidować podwójnego agenta, który był cenny dla Budanowa, wówczas szefa wywiadu wojskowego HUR. Mianowanie Pokłada szefem SBU nie rokuje dobrze.
Kolejny problem – Ihor Kłymenko, były minister spraw wewnętrznych. Dobrze się sprawdził na tym stanowisku. Miał zostać ministrem obrony, ale, widząc społeczne protesty, odmówił i szukają dla niego odpowiedniej posady. Ma być sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w której ma jednak pozostać jej dotychczasowy szef Rustem Umerow z własnym pakietem kompetencji.
Personalne roszady nie zostały zakończone. Płk Roman Czerwiński, były oficer kontrwywiadu SBU, twierdzi, że prawdziwym zapleczem Zełenskiego jest wciąż Jermak, który mimo odejścia z kancelarii nadal pociąga za sznurki. Szefem Biura Prezydenta jest oczywiście Budanow, ale ciągle najważniejsi zastępcy, wśród nich Ołeh Tatarow, kontrolujący struktury siłowe, pozostali po Jermaku.
W rezultacie rekonstrukcji mamy więc osłabienie kilku systemów, służb, rządu, różnych ministerstw. Najważniejsze w czasie wojny strategiczne ministerstwa, czyli Ministerstwo Obrony i Ministerstwo Spraw Zagranicznych, pozostały bez szefów. Na te dwa stanowiska prezydent zgłasza kandydatów do Rady Najwyższej.
Na razie ministrowie są p.o. ponieważ Rada ma przerwę do 18 sierpnia 2026. Według ekspertów jest kryzys zarządzania i niewłaściwy podział ról. Ukraina ma ustrój parlamentarno-prezydencki, o czym prezydent Zełenski często zapomina.
To jest bazowy problem. Prerogatywą Rady Najwyższej jest powoływanie premiera i rządu, z wyjątkiem dwóch nominacji – czyli szefów MSZ i MO, których zgłasza prezydent, choć oni też wymagają zatwierdzenia przez Radę. Zełenski nie bierze pod uwagę ustroju państwa, po prostu informuje o swoich decyzjach z pominięciem parlamentu. To jest niekonstytucyjne.
W tym sensie mamy autorytarny zwrot, którego nie sposób uzasadniać wymogami prowadzenia wojny.
W tle tego wszystkiego jest jeszcze układ oligarchiczno-biznesowy. W 2025 roku służby antykorupcyjne ujawniły, że bliskie otoczenie Zełenskiego jest uwikłane w korupcję.
Czmut we wspomnianym wywiadzie wprost mówi, że bezpośrednią przyczyną usunięcia Fedorowa była próba wprowadzenia transparentnego systemu przetargów.
Największe wydatki w Ukrainie idą na uzbrojenie. Szykuje się ogromna transza dziesiątków mld euro europejskich pieniędzy. Jak to będzie kontrolowane? Według Czmuta grupy, które robią pieniądze na obronności, były bezwzględne wobec Fedorowa.
A Zełenski nie może rządzić, nie uwzględniając interesów grup, które obsługują wojnę.
Korupcja w Ukrainie nie oznacza jedynie transferu publicznych środków do prywatnych kieszeni, jej aspektem jest także możliwość mobilizowania prywatnych środków do realizacji państwowych celów. Taki system został zbudowany za czasów prezydenta Łeonida Kuczmy [1994-2005 -red.], by skonsolidować państwo i gospodarkę i uchronić je przed wpływem rosyjskiego kapitału.
W armii obowiązuje zasada kruhowoi poruky, czyli poręczenia okrężnego, zmowy, bo jeden uczestnik układu chroni interes drugiego. Trudno taki system rozszczelnić. Przy takiej próbie miał polec Fedorow. Pytanie więc, czy Drapaty będzie w stanie poradzić sobie z układami.
Jako obserwatorzy pełni podziwu dla Ukrainy opieramy nadzieję na tym, że armia ukraińska jest nie tylko bohaterska, ale też sprawna i nowoczesna. Także Zełenski jest traktowany na świecie jako mocny i godny zaufania lider, który bierze odpowiedzialność za losy Ukrainy i tym samym za losy Europy. Czy rzeczywistość, która kryje się za kulisami władzy, nie podważa naszych nadziei?
Chwila, moment. Zaczęliśmy od kryzysu, więc koncentrujemy się na aspektach negatywnych, ale cały bilans jest odmienny.
Współczesna wojna jest prowadzona w wielu wymiarach i militarny jest tylko jednym z nich. Jeszcze jest gospodarczy, przemysłowy, kognitywny, moralny, społeczny, polityczny. Dopiero po złożeniu tego wszystkiego można mówić o szansach na wygranie tej wojny na wyczerpanie, która trwa piąty rok.
Na sukcesy Ukrainy warto spojrzeć porównując z tym, jak z wojną z Iranem radzi sobie pierwsza potęga świata, czyli Stany Zjednoczone.
Ukraińska armia to gigantyczna struktura, która jest złożona w większości z ludzi z poboru. Ma znakomite jednostki jak 3. Korpus Armijny czy Korpus Chartia. Już sama reforma korpusowa pokazuje, czym może być ta armia. Zmienia się i modernizuje – tu nie ma kwestii. Kolejne postępy – zwiększenie zdolności produkcyjnych broni – są niekwestionowane. Z miliarda dolarów w 2022 roku Ukraińcy rozwinęli produkcję do potencjału ponad 30 mld. Patrząc globalnie, wektor jest pozytywny, niezależnie od tych wszystkich negatywnych rzeczy, o których mówiłem.
Zełenski jest skuteczny na arenie międzynarodowej, medialnie perswazyjny. Potrafi dealować nawet z administracją Trumpa. Przekonał do wsparcia Ukrainy znaczną część Europy. To fenomen lidera, któremu wewnątrz kraju można wiele zarzucić, ale na zewnątrz prezentuje się doskonale.
Zobaczymy, co się wydarzy po protestach. Ale żeby była jasność – według sondaży na początku lipca pozycja Zełenskiego także w Ukrainie była niekwestionowana. Społeczeństwo jest skonsolidowane wokół niego.
Niedawna awantura z Polską Zełenskiemu nie zaszkodziła, a nawet pomogła.
Odrzucam przy tym hipotezę, że po to ją zaczął, na pewno nie miał czasu na rozkminy, jak Polakom dołożyć, żeby poprawić sobie ranking.
Bez żadnych wątpliwości jest mocnym liderem. A przyszłe wybory? Sondaże nie są jednoznaczne. Najprawdopodobniej przegrałby w II turze z Załużnym, może także z Budanowem, ale nie jest to przesądzone. Za to w I turze jest pierwszym wskazanym. Mimo krytyki wciąż ma duży kredyt zaufania. Wiele osób oczekuje jednak, że nie będzie kandydował po wojnie. Blisko 40 proc. jest przekonanych, że Zełenski jest bezpośrednio zaangażowany w układy korupcyjne.
Ukraińcy tak jakby mówili Zełenskiemu: wygrałeś wybory w 2019 roku na ogromnej fali nadziei, ale ją roztrwoniłeś.
Kraj nie był przygotowany do wojny i prezydent osobiście za to odpowiada. Przyjdzie czas na rozliczenie obrony Mariupola i innych terenów okupowanych przez Rosję. Ale nie teraz. Trwa wojna i potrzebna jest konsolidacja, a w systemie ukraińskim nie ma innej możliwości niż wokół prezydenta.
Jednocześnie – i to też świadczy o rozsądku Ukraińców – nie ma zgody na wybory prezydenta w czasach wojny. Ludzie myślą, że mamy takiego prezydenta, jakiego mamy, i wokół niego się zbierajmy.
Przypominają jednak Zełenskiemu, że nie ma mandatu do rządów autokratycznych, których czasami próbuje. I on odbiera takie sygnały, reaguje na krytyczne głosy.
„Źródłem władzy jest naród” — mówią prezydentowi demonstranci.
W Ukrainie inaczej się nie da.
To jest niesamowite. Państwo w tak dramatycznej sytuacji, które zachowuje demokratyczne mechanizmy, wolne media, swobodę zgromadzeń, prawdziwe sondaże opinii publicznej.
Więcej – kraj funkcjonuje nadspodziewanie dobrze! W społeczeństwie jest frustracja i zmęczenie wojną, ale
wskaźniki ekonomiczne są zdumiewająco dobre.
Poziom optymizmu konsumentów rośnie, liczba kredytów rośnie, rezerwy walutowe osiągnęły 51,6 mld dol., rośnie liczba sprzedanych nowych mieszkań i samochodów, inflacja maleje, mimo trudnej zimy Ukraina ma nadwyżki energii i ją eksportuje, głównie do Węgier. Państwo i gospodarka – czyli te inne elementy, które są potrzebne do prowadzenia wojny – działają.
Działa też społeczeństwo, które ma naddatek optymizmu i pozostaje skonsolidowane mimo zmęczenia i powodów do frustracji. Najboleśniejsze sprawy, jak uchylanie się od służby wojskowej czy kłopoty z mobilizacją nie wprowadzają ludzi na trajektorię, na której dominuje poczucie niesprawiedliwości. Nie ma postaw typu: mam dość, niech już ten Putin przyjdzie.
Jak długo Ukraińcy potrafią zachować takie podejście? Według badań mają świadomość, że wojna może potrwać. Odsetek ludzi deklarujących, że są gotowi ponosić ofiary tak długo, jak trzeba, to ciągle około 60 proc. choć oczywiście widać rosnące zmęczenie, a prawie jedna czwarta mieszkańców Ukrainy deklaruje, że musi oszczędzać na jedzeniu, żeby związać koniec z końcem.
Fenomenem Ukrainy jest to, że wszystkie komponenty, od których zależy prowadzenie wojny, jako całość działają mimo słabości występujących w poszczególnych elementach.
System jest silny, mimo że instytucje państwa są słabe.
Ale i tu są wyjątki. SBU potrafiła przeprowadzić 1 czerwca 2025 operację Pajęczyna, niszcząc na terenie Rosji ok. 40 rosyjskich bombowców strategicznych i innych samolotów. A jeszcze na początku 2022 roku SBU było infiltrowane przez Rosję. To pokazuje skalę zmian. Innym spektakularnym przykładem jest cyfryzacja państwa i usług publicznych plasująca Ukrainę w światowej czołówce.
Nie wspomnieliśmy dotąd o nowym premierze Serhiju Koreckim. No ale premier w Ukrainie nie gra ważnej roli.
Faktycznie rząd nie ma aż takiego znaczenia. Krajem rządzi prezydent i Biuro Prezydenta, w którym jest ośmiu zastępców. Tak naprawdę to jest rząd.
Paradoksalnie, w takim systemie Fedorow jako minister cyfryzacji w poprzednich trzech rządach [Ołeksija Honczaruka 2019-2020, Denysa Szmyhala 2020-2025 i Julii Swyrydenko 2025-2026 – red.] mógł zrobić znacznie więcej niż nasz minister Krzysztof Gawkowski, ponieważ miał silny parasol polityczny Zełenskiego, któremu poprowadził wyborczą kampanię w Internecie w 2019 roku. Scyfryzował usługi państwowe – przeniósł państwo do smartfona, a politykę za niego robił Zełenski. To były w dużej mierze rządy technokratyczne, czasami kleptokratyczne. Szmyhal był porządnym technokratą, odwołana niedawno Swyrydenko także nie interesowała się polityką. Korecki jest kwintesencją takiego podejścia.
Ale pula gotowych do współpracy elit, z której może czerpać Zełenski, jest na wyczerpaniu. W pewnym momencie musi nastąpić demokratyczna odnowa, wybory wprowadzą nowe siły. Jest też problem – i szansa zarazem – włączenia do systemu weteranów, którzy przed wojną mieli swoje kariery i mają kompetencje w wielu sprawach. Społeczeństwo liczy, że zmienią oni ukraińską politykę.
Wśród zadań dla nowego rządu, oprócz przygotowania do zimy, która znowu ma być trudna, Zełenski zapowiedział naprawianie relacji z Polską i Węgrami. Nie będzie przeszkód dla ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej.
Jeśli te zapowiedzi będą realizowane, to mogą tylko pomóc. Już zresztą odbywają się ekshumacje. Trzeba oddać honor Pawłowi Kowalowi za wymyślenie formuły depolityzacji tej kwestii, uczynienie z niej zadania, które wynika z humanitarnego obowiązku szacunku dla ofiar i wymaga konkretnych działań praktycznych, a nie podgrzewania emocji.
Jeżeli archiwa zostaną otwarte, to też na plus. Niech historycy dalej toczą rozmowy. Ruch Zełenskiego daje argumenty tym w Polsce, którzy chcą obniżenia temperatury sporu.
Ale zasadniczego problemu to nie rozwiąże, bo nie widać gotowości polskiej strony do poszerzenia pola dyskusji historycznej, a perspektywa dominująca wśród historyków ukraińskich także bardzo odbiega od polskiej. Poza tym trwa wojna o przetrwanie państwa i narodu, codziennie giną nie tylko żołnierze, ale i cywile. Ukraińcy mają po prostu inne priorytety, a do wojny mobilizują wszystkie zasoby, również bohaterów walki z Rosją z przeszłości.
Zgadzam się z historykiem Tomaszem Stryjkiem, że
zbyt łatwe używanie w Polsce kategorii ludobójstwa i nadużywanie go w celach politycznych ma fatalne konsekwencje.
Zbrodnię wołyńską trzeba odnieść do całego kontekstu, a termin ludobójstwo stawia to, co się wydarzyło w kontekście celowej zagłady, jak w przypadku niemieckiego ludobójstwa na Romach czy Żydach. Przywołanie terminu ludobójstwa w ostatnich uchwałach parlamentu utrudnia dialog, a nawet kończy możliwość rozmowy.
Tak samo użycie terminu „faszystowski” kończy dyskusję o Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów czy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Można mówić, że integralny nacjonalizm Dmytra Doncowa [publicysta i działacz polityczny, 1883-1973, którego prace wpłynęły na kształtowanie się Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów — red.] miał elementy faszystowskie, ale nie był to oficjalny program OUN, gdyż organizacja ta miała szersze spektrum. Oczywiście nie usprawiedliwiam zbrodni na Wołyniu, ale nie należy zapominać, jak ewoluował program UPA. Ostatni dowódca Wasyl Kuk spotykał się w Łucku w 1996 roku z szefem Związku Armii Krajowej Andrzejem Żupańskim.
Mówienie, że Ukraina chciała być państwem faszystowskim nie ma sensu, ale ta teza royjskiej propagandy trafiła do Polski.
Nie wiadomo, jaka by była Ukraina, gdyby Banderze udało się w 1941 roku coś więcej niż proklamacja niepodległości i Niemcy nie zamknęli go w Sachsenhausen albo gdyby w 1943 roku OUN zrealizowała swoje plany. Ewentualny ustrój państwa był wtórny, bo celem było samo państwo, niepodległa Ukraina wyrwana z rosyjskiego, sowieckiego ucisku.
I tak działacze OUN i żołnierze UPA są postrzegani dzisiaj w czasie wojny z Rosją, czego w Polsce nie chcemy przyjąć do wiadomości. Co oczywiście nie oznacza, że mamy zapomnieć o zbrodniach i ich sprawcach. Tylko że o winie powinny orzekać sądy, a nie politycy i publicyści.
Pamięć o ukraińskim nacjonalizmie z czasów II wojny przenosimy na obawy o możliwość odrodzenia się takiego ruchu we współczesnej Ukrainie.
Poparcie dla skrajnej prawicy jest w Ukrainie mniejsze, niż w większości państw europejskich, łącznie z Polską.
Ukraińskie społeczeństwo jest pluralistyczne, wieloetniczne, a uznanie dla demokracji za optymalną formę rządów w czasie wojny wzrosło i jest podzielane przez zdecydowaną większość Ukraińców.
Oczywiście, z uwagą trzeba przyglądać się takim postaciom jak gen. Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijnego. Czy jest neonazistą, jak uważają niektórzy polscy komentatorzy? Na pewno jest nacjonalistą i na pewno ma ambicje polityczne, nie ukrywa nawet aspiracji do walki o prezydenturę, do czego zachęcają go coraz bardziej przychylne wyniki sondaży.
W tej chwili jednak Biłecki jest jednym z najlepszych dowódców kierujących wielką strukturą wojskową liczącą dziesiątki tysięcy żołnierzy. Jego zadaniem jest obrona państwa ukraińskiego, a potem będzie dyskusja, czy zaakceptuje reguły demokracji i wystartuje w wyborach.
Czy pojednawcze gesty Zełenskiego mogą wywołać w Polsce korektę żądania od Ukraińców, by już teraz, natychmiast, przyjęli bliską nam politykę historyczną?
Ukraina na pewno nie przyjmie żadnego ultimatum.
Nie będzie na to przyzwolenia ani polityków, ani społeczeństwa. Ukraińcy nie przyjmują wersji, że muszą respektować żądania Polski. W ogóle myślenie Ukrainy o przyszłości nie wygląda tak jak nasze, gdy staraliśmy się o wejście do Unii Europejskiej czy NATO, uznając, że nie ma alternatywy. Ukraina zawsze dokonywała wyborów strategicznych w kontekście aktualnej sytuacji politycznej, zawsze była samotna i ciągle jest, ma wsparcie, ale nie jest w żadnym sojuszu.
Oczywiście ma swój cel wejścia do Unii Europejskiej – jest on nawet zapisany w konstytucji – ale przecież Kijów odbiera sygnały, że negocjacje będą trudne i na pewno nie stawia w 100 proc. na przyszłość w UE. To byłoby nierozsądne. Ukraina musi mieć alternatywne scenariusze.
Polskie ultimatum nie jest kluczowe. Przeceniamy swoje znaczenie.
Na ukraińskiej mapie strategicznej odgrywamy coraz mniejszą rolę. Polscy politycy licytują się, który rząd mniej pomógł i dlaczego nie będziemy pomagać. Sami się osłabiamy.
W dodatku rząd ogranicza aktywność w europejskiej „koalicji chętnych”, deklarując, że nigdy nie wyślemy ani jednego żołnierza w ramach przyszłych sił pokojowych, a ostatnio nie wchodząc do koalicji obrony antybalistycznej.
Ukraińcy myślą sobie: po co nam taka Polska? Już blokada granicy polsko-ukraińskiej w 2023 r. pokazała, że możemy być dla nich problemem. Nawet jeśli polscy rolnicy mieli prawo do niepokoju o nierówną konkurencję, wielomiesięczna blokada dostępu nie tylko do Polski, ale także do innych państw Unii Europejskiej była środkiem nieproporcjonalnie dotkliwym dla Ukrainy.
Poza powtarzaniem banałów typu, że nie ma niepodległej Polski, bez wolnej Ukrainy nie odrobiliśmy zadania, nie mamy odpowiedzi na pytanie: po co nam Ukraina?
Nie widzimy nawet tego, co oczywiste: że polskie bezpieczeństwo może zależeć od Ukrainy i przyszła architektura bezpieczeństwa Polski i Europy powinna także opierać się na partnerskim zaangażowaniu Ukrainy. Nie wypracowaliśmy strategii politycznej, w której Ukraina postrzegana jest nie jako polski problem, lecz jako zasób pomagający rozwiązać polskie problemy.
Ukraina ma w tej chwili największe doświadczenie wojenne i jest gotowa pomóc w razie potrzeby Polsce.
Tak, ale nie potrafimy z tego skorzystać. Naszych ekspertów w zasadzie nie ma w Ukrainie w strefie działań wojennych.
Brytyjscy specjaliści przyglądają się, jak ta wojna dronowa wygląda. Nas tam nie ma.
Dlaczego? Bo, powtórzę, nie mamy pomysłu na Ukrainę.
Akcesja Ukrainy do Unii Europejskiej będzie dla nas wyzwaniem, to jasne, ale większym wyzwaniem byłoby jednak pozostawienie Ukrainy poza UE. Dwa duże państwa o ambicjach regionalnych obok siebie... Będziemy też rozgrywani przez innych graczy w Europie.
Dobra strategia i polityka potrzebne są już dziś, żeby nie mieć pretensji za pięć lat, że na przykład to Berlin dogadał się z Kijowem. Muszą się dogadać, bo tu jest kapitał i potencjał przemysłowy, a tam rozwiązania i doświadczenie wojny nowego typu. Poza tym zaangażowanie Niemiec w Ukrainie zmniejsza ryzyko powrotu tego kraju do zaangażowania w Rosji, a więc jest w polskim interesie.
Tylko czy jesteśmy gotowi zamiast straszyć osią Berlin-Kijów zbudować trójkąt z udziałem Warszawy?
Polska jest największym partnerem gospodarczym Ukrainy po Chinach. Polski biznes jest tam aktywny. Ukraiński biznes jest aktywny w Polsce. Jest na czym budować. Tylko czy potrafimy to zobaczyć zza pożogi historycznej sprzed 83 lat? Oderwać się od tamtej wojny i zobaczyć tę dzisiejszą? I czasy, które nastaną po jej zakończeniu?
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze