Prawicowe media i politycy PiS zarzucają Romanowi Giertychowi, że w wyniku jego działań do więzienia ma iść działacz podziemnej opozycji z lat 80., który go zniesławił. Tyle że Giertych nie chce wysłać za kraty Borowskiego i nie ma żadnej decyzji sądu o jego osadzeniu.
Doniesienia, że opozycjonista z czasów PRL-u Adam Borowski – dziś ma związki z PiS – ma iść do więzienia, rozgrzewają prawicę. Jej media i politycy alarmują, że trafi on do celi za to, że krytykował adwokata Romana Giertycha – na zdjęciu u góry -, obecnie posła z list KO. W poniedziałek 26 stycznia 2026 roku z Borowskim spotkał się Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta Nawrockiego.
Po spotkaniu na portalu X Bogucki napisał: „Dziś spotkałem się w Kancelarii Prezydenta RP z Panem Adamem Borowskim – człowiekiem wyjątkowym i wielkim polskim patriotą. Nie złamała go komuna i nie pozwolimy, by złamali go teraz”. Spotkanie nie jest przypadkowe. Bo kancelaria prezydenta sprawdza sprawę Borowskiego, pod kątem ułaskawienia go przez Karola Nawrockiego.
Kilka dni temu w obronę Borowskiego wzięli nawet działacze Solidarności z lat 80, w tym Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, Zbigniew Janas, czy Czesław Bielecki. W oświadczeniu, które podpisało 25 osób, apelują do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka o interwencję i o usunięcie artykułu 212 z kodeksu karnego, który pozwala skazywać za pomówienie.
Opozycjoniści napisali w oświadczeniu: „Wolność wypowiedzi odgrywa kluczową rolę w demokratycznych społeczeństwach i jako taka stanowi prawo podstawowe, zagwarantowane w prawie międzynarodowym i polskim. Jest to jedna z fundamentalnych zasad społeczeństwa demokratycznego oraz warunek rozwoju i samorealizacji każdego człowieka”.
Od kilku dni akcję obrony Adama Borowskiego organizują też prawicowe media, pokazując go jako rzekomą ofiarę Romana Giertycha i sądów.
Ta obrona jest jednak na wyrost. Bo Borowskiego do więzienia póki co nikt nie chce wsadzać. Nie chce tego Giertych, nie ma też takiej decyzji sądu. A całą sprawę wywołał sam Borowski, który lekceważy prawomocne wyroki sądów.
O co chodzi? Borowski pomówił Romana Giertycha w 2020 roku na antenie TV Republika. W programie „Kulisy Manipulacji” zarzucił mu współpracę z przestępcami i podstawianie tzw. słupów. Tak Borowski komentował ściganie Giertycha – w związku ze sprawą Polnordu – przez prokuraturę Zbigniewa Ziobry.
Adwokat jednak do dziś nie dostał zarzutów karnych. A za czasów PiS na jego aresztowanie nie zgadzały się sądy, bo nie widziały podstaw do stawiania mu zarzutów. Nie chciała też ich stawiać Giertychowi prokuratura we Wrocławiu. Dlatego śledztwo aż dwa razy przenoszono do innego miasta. Więcej o tym piszemy w dalszej części tekstu.
Adwokat poczuł się pomówiony słowami Borowskiego. I złożył przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia o pomówienie z artykułu 212 kodeksu karnego. Sprawę prowadził Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli. Proces zaczął się jeszcze za władzy PiS.
I 27 listopada 2023 roku sąd wydał wyrok. Warunkowo umorzył postępowanie przeciwko Borowskiemu, na rok próby. W tym czasie miał on zamieścić na swoim profilu na Facebooku krótkie przeprosiny: „Przepraszam Pana Romana Giertycha za to, że w dniu 24 października 2020 roku w programie »Kulisy Manipulacji« na kanale TV Republika powiedziałem, że współpracuje z przestępcami i dawał swoich znajomych jako słupy – co nie jest zgodne z prawdą”.
Taki wyrok to m.in. skutek postawy Giertycha i Borowskiego. Bo wcześniej trwało postępowanie mediacyjne. Adwokat chciał tylko przeprosin na Facebooku, co nic nie kosztuje Borowskiego, który zresztą przyznał się do winy.
Ale Borowski nie wykonał przeprosin, na co miał aż rok. Sąd to kontrolował, bo jest to jego obowiązek wynikający z artykułu 68 kodeksu karnego. Dlatego sąd na nowo podjął sprawę. I 24 kwietnia 2025 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli wydał drugi wyrok, w którym skazał już Borowskiego na pół roku więzienia.
Wykonanie kary zawiesił jednak na roczny okres próby. W tym czasie Borowski znowu miał przeprosić Giertycha na Facebooku. Ale ponownie tego nie zrobił. A rok próby skończy się za trzy miesiące.
Jak ustaliło OKO.press, sąd po wydaniu tego drugiego wyroku, skierował go do wykonania. Prezes Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w odpowiedzi na pytania OKO.press informuje: „Wyrok w sprawie zapadł 24 kwietnia 2025 roku, nie została wniesiona apelacja, uprawomocnił się 3 maja 2025 roku i 12 maja 2025 roku został przekazany do wykonania. Postępowanie wykonawcze w zakresie kontroli nad karą pozbawienia wolności z warunkowym jej zawieszeniem zostało przekazane do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie”.
Sprawa trafiła do wykonania tam, bo sąd adres do kontaktów z Borowskim ma w dzielnicy Śródmieście. Ale Borowskiego nie zastano pod tym adresem. Więc sprawa wróciła do sądu na Wolę. I czeka na dalsze decyzje.
To oznacza, że do tej pory sąd nie zarządził wykonania kary, czyli nie skierował Adama Borowskiego do więzienia. Sąd z uwagi na upływ okresu próby chce sprawdzić, czy Borowski przeprosił Giertycha. Dopiero potem będzie decydował co dalej. Ale nawet brak przeprosin, nie przesądza o tym, że Borowski zostanie wysłany do więzienia.
Bo sąd może umorzyć postępowanie wykonawcze lub odmówić wykonania kary więzienia np. z uwagi na jego stan zdrowia (ten argument podnosi prawica). Sprawę wykonania wyroku może też zakończyć prezydent, ułaskawiając teraz Borowskiego.
Roman Giertych raczej nie straci na takim rozwiązaniu. Dzięki nagłośnieniu sprawy przez prawicę wszyscy dowiedzieli się, że Borowski go pomówił, a potem zlekceważył prawomocny wyroku sądu.
OKO.press zapytało Romana Giertycha o komentarz do tej sprawy. Mówi nam: „Od początku podszedłem do sprawy łagodnie. Gdy on [Borowski – red.] zaproponował, że przeprosi mnie, poleciłem mojemu pełnomocnikowi, by zamknąć sprawę”. Dodaje: „Ale nie przeprosił, choć sąd warunkowo umorzył to. Nie zaskarżyłem tego pierwszego wyroku, godząc się na to, że jedyną sankcją będą przeprosiny na jego profilu na Facebooku. To dla niego zerowy koszt”.
Giertych zapewnia: „Nie wnosiłem o to, żeby Borowski poszedł do więzienia. Nie miałem takiego zamiaru. Natomiast lekceważenie wyroku, który się samemu zaakceptowało, to nie jest podważanie dobrego imienia Romana Giertych. Tylko podważanie fundamentu prawnego RP. Nie ode mnie zależał ten drugi wyrok”.
I jeszcze jedna wypowiedź adwokata: „Zarządzenia sądu o wykonaniu kary więzienia jeszcze nie ma. Gdyby teraz przeprosił, to sąd, by tego nie zarządził. Je też o to nie wnosiłem. Sąd pytał mnie tylko czy Borowski przeprosił. Ale on publicznie mówił, że nie chce mnie przeprosić”.
Adam Borowski w czasach PRL-u był działaczem Solidarności. Organizował strajk w swoim zakładzie pracy. Po wprowadzeniu stanu wojennego trafił do więzienia. Zajmował się podziemnymi wydawnictwami, był współzałożycielem Solidarności Walczącej. Po upadku PRL-u związał się z Ligą Republikańską, pomagał Czeczeni.
Potem zbliżył się do PiS. Z list partii Kaczyńskiego dwa razy bezskutecznie kandydował do Sejmu. W 2025 roku był w komitecie poparcia dla Karola Nawrockiego. Jest przewodniczącym warszawskiego klubu prawicowej „Gazety Polskiej”. Nawrocki powołał go też do swojej rady ds. kombatantów i osób represjonowanych.
Dziennikarz Andrzej Stankiewicz pisał o nim w „Newsweeku”, że za władzy PiS „doił państwo, jak się dało, korzystając ze znajomości w rządzie”. Stankiewicz pisał, że Borowski wydawał albumy patriotyczne i historyczne, które kupowały potem państwowe instytucje. Sprawa wyszła na jaw za sprawę ujawnienia maili Michała Dworczyka. Sprzedał też IPN-owi bazę kawalerów międzywojennego Krzyża Niepodległości. Choć taką bazę ma mieć w swoich zasobach MON.
Opozycyjną kartę Borowskiego z okresu PRL-u jako najważniejszą, podkreślają teraz jego obrońcy, w tym opozycjoniści, którzy wydali oświadczenie. Oprócz krytyki artykułu 212 kodeksu karnego napisali oni w oświadczeniu, że Borowski miał prawo tak mówić o Giertychu. Bo adwokat jest osobą publiczną i przebywał za władzy PiS za granicą, obawiając się prokuratury. Skrytykowali też umorzenie śledztwa przeciwko niemu w 2025 roku.
Te sformułowania są zaskakujące. Z dwóch powodów. Po pierwsze. Przeczą temu, co już sądy orzekały ws. Giertycha. Po drugie. Niektórzy z sygnatariuszy tego oświadczenia – m.in. Władysław Frasyniuk – sami byli ścigaia za władzy PiS przez policję i prokuraturę za legalne protesty przeciwko władzy.
Frasyniuka nawet wyprowadzono z domu w kajdankach. A potem z zarzutów oczyszczały ich sądy. Nikt z nich wtedy nie robił przestępców. Dziś prawa do obrony dobrego imienia odmawiają Giertychowi.
Krytyka artykułu 212 kodeksu karnego jest zasadna. Bo od wielu lat politycy używają go do kneblowania dziennikarzy i krytyków władzy, czy biznesmenów. Ale PiS, który miał przez 8 lat pełnię władzy, mógł bez problemu przepis skasować. Nie zrobił tego. Czy teraz będzie w tej kwestii konsensus obecnej rządzącej koalicji i prezydenta Nawrockiego?
Przypomnijmy, za co władza PiS ścigała adwokata Romana Giertycha i jakich używała metod, by go dopaść. I jak sądy stawały po jego stronie.
Giertych był dla władzy PiS jednym z wrogów numer 1. Ostro krytykował PiS, Ziobry i Kaczyńskiego, z którymi był w I rządzie PiS w latach 2005-07. Był to rząd koalicji PiS z Samoobroną i LPR. Giertych był w nim ministrem edukacji z ramienia LPR. Koalicja w 2007 roku rozpadła się, a PiS utracił władzę na 8 lat.
Giertych związał się potem z PO. Był pełnomocnikiem najważniejszych polityków PO, w tym rodziny Donalda Tuska. Więc był blisko tego, co robiła opozycja (za władzy PiS). Reprezentował też ściganych przez władzę PiS biznesmenów oraz był pełnomocnikiem biznesmena z Austrii, który był w sporze z Jarosławem Kaczyńskim i zapleczem partii PiS.
Dlatego, by go dopaść, rzucono przeciwko niemu prokuraturę oraz użyto narzędzia totalnej inwigilacji Pegasusa. Giertycha inwigilowano w drugiej połowie 2019 roku, czyli w gorącym okresie kampanii wyborczej przed wyborami do parlamentu. CBA miała więc dostęp do rozmów Giertycha z najważniejszymi politykami PO.
Giertycha ścigano w sprawie gospodarczej związanej z wybudowaniem infrastruktury w Miasteczku Wilanów w Warszawie. Giertych reprezentował wtedy spółki deweloperskie związane z Ryszardem Krauze, którego PiS ścigał – nieskutecznie – już za swojego I rządu w latach 2005-2006.
Kilkanaście lat temu spółki związane z Krauzem, czyli Prokom i Polnord, dokonały miedzy sobą rozliczeń i transferów. Z Prokomu do Polnordu przeniesiono m.in. wierzytelność wobec urzędu miasta w Warszawie za wybudowanie mediów w Miasteczku Wilanów. Na podstawie tego w sądzie trwa proces o to, czy miasto ma zapłacić za wybudowanie infrastruktury. Chodzi o kwotę ok. 70 milionów złotych.
Prokuratura za czasów PiS wstępnie założyła, że doszło w ten sposób do wyprowadzenia pieniędzy z Polnordu. I że pomagać miała w tym kancelaria Giertycha. Śledztwo początkowo prowadziła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, ale nie widziała powodów, by stawiać Giertychowi zarzuty. Śledztwo więc jej odebrano, a później posypały się tu dymisje.
Śledztwo przejęła Prokuratura Regionalna w Poznaniu. I to ona wystąpiła o zatrzymanie Giertycha, by postawić mu zarzuty. Zatrzymano go 15 października 2020 roku. Przeszukano jego mieszkanie i kancelarię. Zabezpieczono telefony i laptopy. W czasie czynności Giertych zemdlał i trafił do szpitala. I choć w szpitalu kontakt z nim był utrudniony, prokurator odczytał mu zarzuty, nie mając pewności, czy Giertych jest przytomny i świadomy tego, co się dzieje.
Sąd w Poznaniu odmówił jednak aresztowania Giertycha. Uznał, że nie ma do tego podstaw, a samo zatrzymanie uznał za nielegalne. Sąd podważył dowody i zarzuty prokuratury. Orzekł też, że nie doszło do skutecznego przedstawienia zarzutów.
Później sąd uchylił też środki zapobiegawcze i uznał za niezasadne przeszukanie kancelarii Giertycha. To była porażka prokuratury.
Z tego powodu śledztwo znowu przeniesiono do Prokuratury Regionalnej w Lublinie, którą kierował Jerzy Ziarkiewicz, zaufany ówczesnego Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego. Być może zdecydowano się na ten ruch, licząc, że w Lublinie znajdzie się bardziej uległy sąd, który zgodzi się na areszt wobec adwokata. Ale lubelskie sądy też odmówiły wysłania Giertycha do celi.
W styczniu 2025 roku lubelska prokuratura umorzyła śledztwo wobec Giertycha. „Nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa, stąd taka decyzja o umorzeniu postępowania” – komentował potem decyzję lubelskiej prokuratury Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk.
W czerwcu 2025 roku podsłuchane – programem szpiegowskim Pegasus – rozmowy Giertycha z dziennikarzami i politykami ówczesnej opozycji – w tym z Donaldem Tuskiem -, opublikowała powiązana z PiS telewizja Republika.
Na taśmach nie było żadnych rewelacji. A Giertych złożył zawiadomienie do prokuratury o ujawnieniu materiałów z kontroli operacyjnej. Naruszono też obowiązującą go tajemnicę obrończą i adwokacką, bo część rozmów była z jego klientami. Śledztwo jest w Ostrołęce.
We wrześniu 2025 roku Prokuratura Krajowa wystąpiła do TK o uchylenie immunitetu prezesowi TK Bogdanowi Święczkowskiemu. Chce mu postawić zarzut w związku ze zgraniem i przetwarzaniem nagrań z inwigilacji Pegasusem Giertycha. Obecny prezes TK, gdy był Prokuratorem Krajowym – według prokuratury – kazał zgrać z płyty CBA podsłuchane rozmowy adwokata.
Uchylenia immunitetu Święczkowskiemu odmówiło jednak Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. W Trybunale są sędziowie wybrani przez PiS w Sejmie.
W październiku 2025 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie przyznał Giertychowi 35 tysięcy złotych zadośćuczynienia za niezasadne zatrzymanie przez CBA w 2020 roku.
Sądownictwo
Zbigniew Bogucki
Roman Giertych
Karol Nawrocki
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Kancelaria Prezydenta
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura
Adam Borowski
art 212
NSZZ „Solidarność”
Sąd Rejonowy dla Warszawy - Woli
Władysław Frasyniuk
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze