Miliardy, które miały wesprzeć w Polsce nowoczesną energetykę, poszły na budowę spalarni odpadów. To część bilansu unijnego Funduszu Modernizacyjnego, którego Polska jest największym beneficjentem. OKO.press, w ramach międzynarodowego śledztwa, przeanalizowało wszystkie polskie projekty finansowane z Funduszu
Fundusz Modernizacyjny postrzegany jest jako szansa na przełomowe zmiany w polskim sektorze energetycznym. Politycy z obu stron politycznego sporu wypowiadali się o nim w przeciągu ostatnich lat z ogromnym entuzjazmem. Tak było między innymi z Michałem Kurtyką, ministrem klimatu w rządzie PiS:
„Realizacja tych inwestycji pomoże Polsce wywiązać się z zobowiązań wynikających z polityki klimatycznej i energetycznej Unii Europejskiej” – mówił Kurtyka, chwaląc sukces Polski, która ma być największym beneficjentem funduszu. Do 2030 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, odpowiadający za dystrybucję środków w Polsce, ma w jego ramach wydać około 60 mld złotych.
Polska jest największym beneficjentem Funduszu Modernizacyjnego. Do końca 2025 roku udało się rozdysponować ponad 10 mld. W kolejnych miesiącach pula ta wzrosła do nieco ponad 15 mld. W planach jest uruchamianie kolejnych programów wsparcia.
Mają one finansować transformację energetyczną czy poprawę efektywności energetycznej.
„To programy bardzo dobrze dopasowane, cieszące się ogromną popularnością, które realnie zmieniają Polskę – zmniejszają zanieczyszczenia, podnoszą efektywność energetyczną i przyśpieszają proces dekarbonizacji polskiej gospodarki oraz budynków” – mówiła z kolei obecna ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska.
Czy zadowolenie polityków jest uzasadnione?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, przeanalizowaliśmy wszystkie projekty, które dostały dotację lub pożyczkę z Funduszu Modernizacyjnego w latach 2021-2025. Analiza jest częścią międzynarodowego projektu dziennikarskiego. Razem z partnerami z Rumunii i Czech sprawdziliśmy, w jaki sposób wydawane są unijne środki, które miały wspierać zieloną transformację.
Wyniki tego śledztwa opublikowaliśmy w OKO.press:
W 2015 roku think tank Forum Energii ocenił, że Fundusz Modernizacyjny powinien skupić się na termomodernizacji budynków mieszkalnych, inwestycjach w systemy ciepłownicze oraz rozwoju rozproszonych systemów produkcji energii.
Eksperci przekonywali do wykorzystania unijnych pieniędzy przy znacznym udziale kapitału prywatnego. Po 11 latach jest jednak jasne, że znaczna część środków wydanych w Polsce idzie na inwestycje wywołujące kontrowersje wśród ekspertów, aktywistów i członków lokalnych społeczności.
Jedną z technologii budzących wątpliwości jest termiczne przetwarzanie odpadów. Mówiąc prościej: chodzi o budowę spalarni. W Polsce do tej pory działa osiem takich zakładów. Siedem z nich powstało w ciągu zaledwie pięciu lat – od 2013 do 2018 roku. Ich budowę wspierał Europejski Fundusz Spójności. Dzięki tym środkom otwarto takie obiekty jak Ekospalarnia w Krakowie (666 mln złotych) oraz Ekogenerator w Łodzi (711 mln złotych).
Nie rozstrzygamy sporu o zasadność stawiania spalarni, choć przedstawiamy za i przeciw. Pytamy jednak, czy technologie przyczyniające się do emisji dwutlenku węgla powinny być finansowane z tego źródła. W końcu jednym z celów Funduszu jest zazielenienie polskiej energetyki.
Miejskie władze zwracają uwagę na ekologiczny charakter takich obiektów. Na związek z ekologią ma wskazywać między innymi architektura budynków. Dominują zielone fasady i szklane ściany, a na dachach często montowane są panele fotowoltaiczne.
Obok krakowskiej spalarni znajduje się pszczela pasieka. Jej obecność w pobliżu ma udowadniać, że instalacja nie przyczynia się do zanieczyszczenia lokalnego środowiska. Faktycznie, emisje pyłów mieszczą się w normach, instalacja nie przyczynia się do powstawania smogu.
Były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski nazwał ten obiekt „wizytówką ekologicznego Krakowa”. Według zwolenników tej technologii spalarnie zmniejszają ilość odpadów gromadzących się na wysypiskach, a czystym zyskiem jest energia i ciepło odzyskiwane w procesie spalania. W latach 2015-2023 obiekt w Krakowie wyprodukował 10 procent całej energii cieplnej dostarczanej mieszkańcom Krakowa.
W najbliższych latach w Polsce ma powstać więcej takich obiektów.
15 z nich otrzyma wsparcie z Funduszu Modernizacyjnego. Będą to spalarnie w:
Zgodnie z oficjalną klasyfikacją Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska środki te mają służyć „wykorzystaniu paliw alternatywnych do celów energetycznych”. Nasza analiza, oparta na danych z lat 2021-2025, pokazuje, że ponad 27 procent środków dostępnych z Funduszu Modernizacyjnego w Polsce było przeznaczonych na budowę nowych spalarni. W sumie chodzi o ponad 3 mld złotych.
Na większość takich inwestycji krzywo spoglądają lokalne społeczności i ekologiczni działacze. Eksperci mówią o prawnej luce, dzięki której można finansować zanieczyszczające inwestycje w białych rękawiczkach.
Dlaczego spalarnie są finansowane z europejskiego mechanizmu? Priorytetem Funduszu Modernizacyjnego mają być projekty zmierzające do zerowych emisji. Przez unijne sito przechodzą jednak też takie, które poprawiają zastaną sytuację, nawet jeśli wciąż przyczyniają się do wypuszczenia CO2 do atmosfery. Dlatego krajom uczestniczącym w Funduszu udaje się uzasadnić inwestycje w elektrownie i elektrociepłownie gazowe, jeśli tylko poprawiają ich efektywność energetyczną.
Polska z kolei przekonała unijnych urzędników, że spalarnie są lepszą alternatywą wobec składowania odpadów. „Skoro nie wszystkie odpady nadają się do powtórnego wykorzystania, nader uzasadnione i potrzebne jest ich energetyczne wykorzystanie jako paliwa w instalacjach termicznego przekształcania”– mówił po zatwierdzeniu europejskiej pomocy w 2021 roku Dominik Bąk, ówczesny wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Nawet jeśli spalanie odpadów jest do pewnego stopnia koniecznością, należy zapytać, czy to na ten cel powinny być przeznaczane pieniądze służące ekologicznej transformacji. Według wielu ekspertów w ten sposób UE wspiera jedno z wyjątkowo brudnych źródeł energii.
– Instalacje spalające odpady nie spełniają celów wyznaczonych przez UE dla Funduszu Modernizacyjnego – ocenia w rozmowie z OKO.press Krzysztof Pietruszewski, koordynator projektów w Polskiej Zielonej Sieci. Jak wyjaśnia, w przypadku Polski problematyczne są głównie spalarnie, choć miliony poszły też na projekty unowocześnienia instalacji gazowych czy budowę elektrociepłowni na to paliwo. To około 3 proc. środków wydanych z Funduszu do końca 2025 roku.
– Nie promują one efektywności energetycznej ani redukcji emisji CO₂. Jako organizacja ekologiczna zawsze opowiadaliśmy się za tym, aby środki były kierowane na zupełnie inne obszary – takie jak rozwój odnawialnych źródeł energii, modernizacja budynków czy modernizacji sieci energetycznych. Protesty społeczności lokalnych pokazują, że nie ma powszechnego konsensusu w sprawie budowy spalarni – mówi nam ekspert.
Miejskie władze próbują jednak przekonywać do budowy instalacji. Dobrych alternatyw zwyczajnie nie ma – mówił prezydent Koszalina, Tomasz Sobieraj.
„Nie wszystko da się odzyskać, nie wszystko da się przerobić, nie wszystko da się skompostować. Nie można składować, część odpadów trzeba po prostu spalić. Dzisiaj wozimy te odpady do Szczecina, jest to pewien koszt, który ponosimy” – przekonywał polityk po unieważnieniu drugiego przetargu na budowę obiektu. W obu przypadkach oferty, które wpłynęły do Urzędu Miasta, były zbyt wysoko wycenione.
Mieszkańcy protestują w Koszalinie i innych miastach: między innymi Siedlcach, Zamościu, Toruniu, Opolu, Radomiu, Gliwicach. Argumenty wszędzie są podobne: mieszkańcy obawiają się emisji zanieczyszczeń i skażenia środowiska składowaniem pozostałości po spalonych odpadach.
Protesty wspiera między innymi Piotr Rymarowicz, prezes Stowarzyszenia na rzecz Ziemi. W rozmowie z nami argumentuje, że środki na spalarnie będą wydane nie tylko niezgodnie z głównymi celami przyświecającymi Funduszowi Modernizacji. Jego zdaniem w niektórych przypadkach dojdzie również do naruszenia polskiego prawa. W przypadku dwóch z instalacji nie został spełniony warunek ujęcia ich w planach inwestycyjnych, załączanych do wojewódzkich planów gospodarki odpadami.
Na ten problem wskazała również niezależna posłanka Joanna Mucha (wcześniej należała do Polski 2050), która zwróciła się z pytaniem o inwestycje do resortu klimatu. Ministerstwo odpowiedziało, że obiekty te nie będą wykorzystywane do przetwarzania odpadów komunalnych, zatem zgodnie z przepisami nie muszą być uwzględniane w planach inwestycyjnych. Nie odpowiada to jednak opisowi projektu zawartemu w wykazie umów o dofinansowanie.
Zgodnie z listą środki zostaną przeznaczone na „Zakład termicznego przetwarzania odpadów komunalnych z odzyskiem energii w Siedlcach” oraz budowę „Zakładu odzysku energii do termicznego przetwarzania frakcji odpadów komunalnych bogatych w energię w Kraśniku”.
Sytuacja jest więc absurdalna: według ministerstwa są to zakłady przetwarzania odpadów komunalnych, które nie będą przyjmować odpadów komunalnych.
– Ponadto, zgodnie z art. 17 taksonomii UE spalanie odpadów komunalnych uznaje się za działalność powodującą znaczną szkodę dla gospodarki o obiegu zamkniętym – mówi w rozmowie z OKO.press Rymarowicz.
Według eksperta budowa takich obiektów cofa nas na drodze do gospodarki obiegu zamkniętego. Jego zdaniem ich wykorzystanie jest uzasadnione jedynie w wyjątkowych przypadkach, a już na pewno nie powinny one być używane do przetwarzania odpadów komunalnych.
– W przypadku niektórych rodzajów odpadów niebezpiecznych brakuje alternatywnych, sprawdzonych rozwiązań. Spalarnia odpadów komunalnych nie jest czarną dziurą, w której odpady w magiczny sposób znikają. Od 30 do 40 proc. tych odpadów pozostaje w środowisku, tylko w innej postaci. Co więcej, odpady opuszczające spalarnię są znacznie bardziej toksyczne niż te, które do niej trafiają, a Polska nie stworzyła jeszcze dla nich bezpiecznych składowisk, więc lądują one w wykopach w ziemi – dodaje.
Aktywiści i badacze zwracają uwagę również na poziom emisji dwutlenku węgla wypuszczanych do atmosfery przez spalarnie. W żadnej z instalacji nie da się ich uniknąć. Według analizy BBC, opartej na danych Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu i danych z brytyjskich instalacji przetwarzania odpadów, ich spalanie przyczynia się do emisji tylko nieco niższych, niż w przypadku węgla (720 g CO2 na kilowatogodzinę wobec 730 g CO2 w przypadku elektrowni węglowych).
Spalarnie wypadają znacznie gorzej w porównaniu z elektrowniami gazowymi, emitującymi ok. 400 g CO2 na 1 kWh. Z kolei organizacja Zero Waste Europe podaje, że średnia emisja w europejskich spalarniach wynosi ok. 540 g dwutlenku węgla na kilowatogodzinę. To dwukrotnie więcej niż średnia emisja ze wszystkich źródeł energii w UE.
Kontrowersji związanych z podziałem środków z Funduszu jest więcej. Od kwietnia 2026 roku z jego środków finansowany jest antysmogowy program „Czyste Powietrze”. Nastąpiło to po kilkumiesięcznej przerwie w przyjmowaniu wniosków, krytykowanej między innymi przez Polski Alarm Smogowy. Od tego czasu beneficjenci zwracają uwagę na rosnące trudności w procesie składania wniosków – przede wszystkim przez nadmierną biurokrację i skomplikowane procedury. W okresie od 31 marca do 30 czerwca 2025 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska otrzymał 11 160 wniosków. To tyle, ile w poprzednich latach składano w ciągu dwóch tygodni.
Może to wskazywać na załamanie programu, choć w kolejnych miesiącach sytuacja nieco się poprawiła. W pierwszym roku finansowania programu z Funduszu Modernizacyjnego wypłacono w sumie ponad 330 mln złotych. Kwota ta może robić wrażenie, jednak w porównaniu z poprzednimi latami nie wygląda imponująco. Z danych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska od 2018 roku roczna średnia wypłacanych środków wynosi niemal 2,7 mld złotych.
Po rozpoczęciu finansowania z Funduszu Modernizacyjnego z „Czystego Powietrza” wykluczone zostały piece gazowe. Najpopularniejszymi urządzeniami objętymi programem są kotły na pellet – w pierwszych miesiącach po rozpoczęciu finansowania z Funduszu stanowiły one ponad 70 procent przyznanych środków. Na pompy ciepła szło, w zależności od miesiąca, od 20 do 25 procent środków.
Zwolennicy kotłów na pellet przekonują, że to zasadniczo czysta technologia. Biomasa jest uznawana przez Unię Europejską za odnawialne źródło energii. W idealnym przypadku pochodzi ona w dużej mierze z odpadów przemysłowych, choćby z przemysłu meblarskiego, a wykorzystanie drewna jest równoważone przez fakt, że w lasach stale wzrastają nowe drzewa. Mimo to pellet może być problematyczny.
Dopiero po protestach organizacji ekologicznych rząd zrewidował normy dotyczące pelletu, które wcześniej mogły zawierać zanieczyszczenia, takie jak plastik i klej. „Istnieją badania wskazujące, że paliwa z biomasy stały się głównym źródłem zanieczyszczeń emitowanych przez małe urządzenia grzewcze, wyprzedzając już węgiel” – zauważył Miłosz Jakubowski z Fundacji Frank Bold. Ministerstwo Klimatu zmieniło normy w maju 2025, już po rozpoczęciu finansowania „Czystego Powietrza” z Funduszu Modernizacyjnego. Przepisy weszły w życie w połowie 2025 roku.
Niektóre z organizacji wskazują, że Polska w ciepłownictwie uzależnia się od pelletu, co może prowadzić kraj w ślepą uliczkę importu tego paliwa. W 2026 roku w Polsce działa 450 tys. kotłów na pellet. Według Polskiej Rady Pelletu skupiającej firmy z branży biomasy dla ciepłownictwa, do 2030 roku liczba ta może sięgnąć 800 tysięcy. Tym samym podwoi się zapotrzebowanie na to paliwo – do 4 mln ton rocznie. Polska już teraz musi kupować pellet z zagranicy, a w przyszłości może sięgać po dostawy ze wschodu – ostrzegają eksperci.
„Największym beneficjentem wzrostu rynku pelletowego w Polsce będzie pan Putin i pan Łukaszenko. To są najwięksi producenci pelletu drzewnego na świecie, Rosja z Białorusią, jeżeli otworzy się granica, bo zakładamy, że kiedyś sankcje zostaną zniesione, oni zapewnią podaż” – komentował podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu do spraw Ciepłownictwa Adam Sarnaszek, prezes Rady.
Polska nie potrafi pokryć rosnącego zapotrzebowania, mimo że do niedawna była eksporterem pelletu. Przyczynia się do tego między innymi spowolnienie na rynku meblarskim, który dostarcza materiału do produkcji tego paliwa. Wytwarza się je w dużej mierze z odpadów po produkcji mebli. Polskie firmy sprzedają je w sporej części do Niemiec, których gospodarka mierzy się z problemami. Przedsiębiorcy spowalniają więc produkcję, a odpadowego drewna do produkcji pelletu jest coraz mniej. Efekt? W styczniu 2026, w trakcie największych od lat mrozów, wiele osób miało problem z uzupełnieniem zapasów przez braki w składach opału.
Polska ma więc spory problem z Funduszem Modernizacyjnym, a rząd ma do odrobienia porządną lekcję. Unijne finansowanie trafia jednak też tam, gdzie jest rzeczywiście potrzebne. Tak jest choćby z programem „Energia dla wsi”, który wspiera budowę małych biogazowni przez gospodarstwa rolne. Do rolników ma trafić w sumie około miliard złotych. Ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska ogłosiła również uruchomienie programów poprawy efektywności energetycznej budynków publicznych, w tym szkół i szpitali. Instytucje otrzymają środki na ocieplenie budynków i instalację paneli fotowoltaicznych. Wsparcie sięgnie 3 mld złotych. Potężne kwoty przeznaczono również na wsparcie zakupu systemów magazynowania energii dla gospodarstw domowych. Rząd przekazał na ten cel około miliarda złotych.
Już w 2026 roku aż cztery miliardy z Funduszu Modernizacyjnego wsparły zakup magazynów energii.
Czy ostatnie decyzje resortu zapowiadają zmianę kursu w sprawie Funduszu? Zobaczymy. Do końca dekady Polska ma wydać jeszcze około 45 mld złotych z unijnego mechanizmu.
Pełną i aktualizowaną listę projektów finansowanych z Funduszu Modernizacyjnego można znaleźć TUTAJ.
Ekologia
Paulina Hennig-Kloska
Michał Kurtyka
Fundusz Modernizacyjny
odpady
spalarnie
transformacja energetyczna
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze