„Ja nie biję. Ja tylko krzyczę”. Polska nadal ma problem z przemocą wobec dzieci
To może być jedna z najważniejszych zmian w polskim myśleniu o wychowaniu: odsetek osób sprzeciwiających się biciu dzieci wzrósł do 65 proc. To najlepszy wynik w historii badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Problem w tym, że przemoc wciąż potrafimy nazywać wychowaniem – zwłaszcza gdy nie zostawia śladów na skórze
Prawie dwóch na trzech dorosłych (65 proc.) zdaje sobie sprawę z tego, że bicie dzieci jest złe. To niewątpliwy sukces i zmiana normy społecznej. Jeszcze w 2005 roku jedynie 35 proc. ankietowanych sprzeciwiało się fizycznemu krzywdzeniu najmłodszych.
Ten medal ma jednak dwie strony. Bo choć coraz więcej osób dostrzega problem przemocy, nadal co trzeci dorosły (33 proc.) deklaruje przyzwolenie na bicie dzieci. Nie powstrzymuje ich przed tym fakt, że to działanie niezgodne z prawem, za które można ponieść zarówno sankcje rodzinne, jak i karne.
W kwestii przemocy emocjonalnej sytuacja wygląda jeszcze bardziej niepokojąco. Zgodnie z wynikami prowadzonych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę badań, aż 79 proc. dorosłych przyzwala na podnoszenie głosu na dzieci, uznając krzyk za akceptowalną metodę wychowawczą.
Przemoc to nie wychowanie
Rozpoczynając poniedziałkową inaugurację III edycji kampanii „Dzieciństwo bez przemocy”, prezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Marta Skierkowska, stwierdziła, że nie ma lepszego sprawdzianu dla jakości państwa niż to, jak chroni najsłabszych. Przypomniała, że przemoc wobec dzieci nie zaczyna się dopiero w chwili wyrządzenia mu krzywdy. Przemocą jest również brak wsparcia, lekceważenie sygnałów; przekonanie, że „to nie moja sprawa”.
Co więcej: krzywdzenie dzieci jest po prostu nielegalne. Kwestię przemocy fizycznej reguluje między innymi artykuł 961 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który bezpośrednio zakazuje dorosłym bicia dzieci.
Fakt, że podobne zapisy dotyczące przemocy innej niż fizyczna nie są równie szczegółowo rozpisane w KRiO nie znaczy, że pozostałe formy krzywdzenia dzieci są dopuszczalne. Wręcz przeciwnie.
Przeczytaj także:
Krzywdzenie dzieci jest nielegalne
Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak w rozmowie z OKO.press zauważa, że również przemoc emocjonalna wobec dzieci jest w Polsce zabroniona.
– Mamy m.in. art. 207 czy art. 190 kodeksu karnego, które mówi o tym, że stosowanie przemocy psychicznej – a więc również gróźb, krzyku czy zadawania cierpień psychicznych – wobec dziecka to zachowania podlegające karze. Przemoc psychiczna zostawia ogromne ślady w funkcjonowaniu młodego człowieka. Fakt, że nadal bez mała 80 proc. Polaków przyzwala na jej stosowanie, powinien być dla nas jasnym sygnałem, że konieczne jest pochylenie się nad tym tematem i wprowadzenie zmian. Musimy pracować nad tym, żeby poszerzać społeczną wiedzę na temat skutków przemocy i zrozumieć, że nie każda przemoc zostawia siniaki – tłumaczy Rzeczniczka.
Zdaniem Renaty Szredzińskiej, wiceprezeski Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, stworzenie w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym zamkniętej listy działań, które zostałyby uznane za przemoc psychiczną – i tym samym jednoznacznie zakazane, nie byłoby optymalnym rozwiązaniem.
– Niektórzy dorośli są w tym zakresie, niestety, bardzo kreatywni. Jeżeli zakazalibyśmy dziesiątek konkretnych form przemocy, osoby krzywdzące dzieci wymyśliłyby nowe – nieujęte w przepisach – wyjaśnia ekspertka.
Długofalowe skutki przemocy
Renata Szredzińska podkreśla, że nadal jednym z największych wyzwań, przed którymi stoi obecnie polskie społeczeństwo, jest odejście od przekonania, że przemoc psychiczna jest mniej groźna od fizycznej.
– Część osób nadal uważa, że jeżeli zdrowie i życie dziecka nie jest w widoczny sposób zagrożone tu i teraz, to reakcja nie musi być natychmiastowa. A przecież od lat wiemy, że w długofalowym aspekcie to właśnie przemoc psychiczna ma najpoważniejsze konsekwencje – zauważa Szredzińska.
Mowa o skutkach, które wychodzą na jaw po wielu – czasem kilku, a czasem nawet kilkudziesięciu – latach. Dzieci krzywdzone emocjonalnie są bardziej narażone na wchodzenie w ryzykowne relacje, samookaleczanie i podejmowanie prób samobójczych.
Ekspertka wspomina, że dziecko, które w dzieciństwie słyszy, że jest do niczego nienadającą się fajtłapą, w dorosłości pamięta te etykiety. Nierzadko zostają one z nim na zawsze. Bywają również – nie ze złej woli, a z braku innego wzorca – przekazywane kolejnym pokoleniom.
Tłumaczy: – Takie osoby mogą też szukać docenienia za wszelką cenę – na przykład od nieznajomych w internecie. Nawet jeśli tą ceną będzie własne bezpieczeństwo.
Potrzeba wzmocnienia kompetencji rodzicielskich
Dziecko nie przychodzi na świat z instrukcją obsługi, a rodzice – nawet ci z najszczerszymi chęciami – mogą nie posiadać odpowiedniej wiedzy o tym, jak zajmować się dzieckiem i jego emocjami. Zdaniem Rzeczniczki Praw Dziecka należy dążyć do tego, by edukacja dorosłych w zakresie kompetencji rodzicielskich stała się znacznie bardziej powszechna i dostępna niż ma to aktualnie miejsce.
Monika Horna-Cieślak komentuje: – Powinniśmy dawać młodym rodzicom wiedzę o tym, jak wychowywać dzieci z szacunkiem, jak traktować je z wyrozumiałością. To również naszą – państwa – rolą jest to, by wyposażyć dorosłych w narzędzia do radzenia sobie z różnymi trudnymi – także emocjonalnie – sytuacjami związanymi z rodzicielstwem.
Obecnie polscy rodzice nie są objęci żadną powszechną, odgórną formą edukacji z zakresu kompetencji rodzicielskich. O ile w części regionów pojawiają się oddolne inicjatywy – na przykład grupy wsparcia dla mam czy warsztaty w lokalnych domach kultury – o tyle nadal nie jest to powszechna praktyka.
Jeszcze 10-20 lat temu podobny stan rzeczy miał miejsce w kwestii przygotowania do narodzin dziecka. Uczęszczanie przed porodem do szkoły rodzenia bywało uznawane za fanaberię czy – w przypadku wyboru prywatnych kursów – zbędny wydatek. Tymczasem obecnie ciężarne w Polsce mają możliwość nie tylko bezpłatnego udziału w zajęciach szkoły rodzenia (które w wielu miejscowościach finansują samorządy), ale również skorzystania z refundowanej przez NFZ, indywidualnej, szytej na miarę edukacji przedporodowej u położnej. Gwarantuje to Standard Organizacyjny Opieki Okołoporodowej.
– Jestem pewna, że właśnie szkoły rodzenia mogłyby być miejscem, w którym udałoby się wyodrębnić blok związany z emocjami dziecka. Skoro przyszli rodzice już teraz uczęszczają na tego typu zajęcia, dodanie do nich takiego komponentu tematycznego umożliwiłoby dotarcie do dorosłych, którzy najbardziej potrzebują tej wiedzy – zauważa Rzeczniczka Praw Dziecka.
Brakuje ogólnopolskich danych
Sprawdzając postawy w kwestii przemocy wobec dzieci, ekspertki i eksperci z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę nadal mierzą się z problemem braku jednoznacznych statystyk na temat zgłaszania przemocy.
Renata Szredzińska komentuje: – Pracujemy nad tym w Krajowych Planach Przeciwdziałania Przemocy Wobec Dzieci. Wiemy, ile Niebieskich Kart jest zakładanych każdego roku w przypadku podejrzenia przemocy wobec dzieci. Nie wiemy natomiast, z jakich przesłanek są one zakładane. Nie posiadamy w związku z tym wiedzy na temat liczby zgłoszeń przemocy fizycznej, psychicznej, zaniedbań czy wykorzystywania seksualnego. Warto przy tym pamiętać, że ewentualny wzrost liczby interwencji nie musi wynikać z częstszego stosowania przemocy. Może on również świadczyć o tym, że stajemy się jako społeczeństwo bardziej uważni i częściej reagujemy, gdy dziecku dzieje się krzywda.
Cyberprzemoc i sharenting
W ostatnich latach na sile przybiera również kierowana w stronę dzieci cyberprzemoc. Problem dodatkowo pogłębia nieustanny rozwój sztucznej inteligencji, która umożliwia tworzenie fikcyjnych, ośmieszających dzieci nagrań czy fotografii, które po udostępnieniu w sieci potrafią lawinowo napędzić kierowany w stronę najmłodszych hejt.
Przemoc internetowa nie ogranicza się jednak do przemocy rówieśniczej. Krzywdzące wobec dzieci zachowania prezentują również ich najbliżsi – rodzice czy opiekunowie.
Część dorosłych nadal nie widzi nic złego w udostępnianiu wizerunku dzieci w internecie. Relacjonują pierwsze kroki, początek przedszkola czy nową fryzurę. Robią to nawet wtedy, gdy dziecko jest za małe, by wyrazić sprzeciw. A kiedy nastoletni syn czy córka wprost prosi o uszanowanie jego prywatności, przekonują, że „to przecież nic takiego”. Zdarza się, że – w przypadku rodziców-influencerów – na swoich publikacjach zarabiają. Wykorzystują tym samym twarze własnych dzieci do czerpania korzyści finansowych.
Co ze świadomą zgodą?
Monika Horna-Cieślak przypomina, że Biuro Rzeczniczki Praw Dziecka już w 2024 roku zorganizowało kampanię społeczną „Więcej szacunku dla młodego wizerunku”, której celem było uwrażliwienie dorosłych na kwestie związane z bezpieczeństwem dzieci, których twarze trafiają – w postaci zdjęć czy filmów – do sieci. Po dwóch latach problem nadal istnieje.
Analizując skutki publikacji wizerunku dzieci w internecie, poza aspektem przemocy rówieśniczej należy pamiętać również o kwestii świadomej zgody. Rzeczniczka Praw Dziecka tłumaczy: – Naszym – dorosłych – obowiązkiem jest zwracanie uwagi na podmiotowość dziecka. Zanim – jeżeli w ogóle – fotografia trafi do mediów społecznościowych, powinniśmy upewnić się, czy możemy ją wykonać. Jeśli młody człowiek sygnalizuje nam, że nie chce, żebyśmy zrobili mu zdjęcie, uszanujmy to.
Monika Horna-Cieślak wspomina, że paradoksalnie to właśnie dorośli stosunkowo często mają problem z przyjęciem w tej kwestii odmowy: – Nastolatkowie coraz częściej pytają się nawzajem, czy mogą sfotografować kolegę czy koleżankę i opublikować potem to zdjęcie w internecie. Takie pytania rzadko padają natomiast ze strony na przykład nauczycieli. To sygnalizuje sporą zmianę pokoleniową i wzrost świadomości na temat konsekwencji publikacji takich materiałów w sieci.
Biuro Rzeczniczki Praw Dziecka apelowało również do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o zmiany prawne, które uregulowałyby zjawisko sharentingu – w szczególności takiego, który opiera się na komercyjnym wykorzystywaniu wizerunku najmłodszych.
Potrzeba działań ponad podziałami
Renata Szredzińska podkreśla potrzebę dążenia do tego, by dbanie o prawa dzieci było możliwe niezależnie od okoliczności politycznych i składów poszczególnych izb parlamentu: – Zależy nam na tym, żeby sprawy związane z bezpieczeństwem najmłodszych były rozważane ponad podziałami. W wielu kwestiach już teraz się to udaje. Czasem bywa tak, że pojedynczy posłowie głosują przeciwko albo wcale nie biorą udziału w głosowaniu. To jednak nieczęste sytuacje wiążące się później z – słusznie – negatywnymi komentarzami ze strony innych polityczek i polityków czy opinii publicznej.
Zdaniem ekspertki istotna jest praca u podstaw – tak, by ludzie, którzy nie zostali jeszcze rodzicami, mieli możliwość czerpania wiedzy o wychowywaniu dzieci z rzetelnych źródeł.
Wiceprezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę komentuje: – Zdarza nam się słyszeć od bardzo młodych osób, które za chwilę dopiero będą rodzicami, że przecież „parę klapsów w tyłek to jeszcze nikomu nie zaszkodziło”. To znak, że nadal istnieje ogromna potrzeba edukacji i uświadamiania w tym zakresie. Bardzo istotne jest, żebyśmy mówili w tych tematach jednym głosem. Wierzę w przykład idący z góry – czy to od polityków, czy osób zaangażowanych społecznie, czy – tak jak w przypadku obecnej kampanii – kościoła. To bardzo ważne głosy, które pokazują, że nie ma miejsca na przemoc wobec najmłodszych i najbardziej bezbronnych.

Komentarze