Na europejskiej demokracji w wielu miejscach pokazały się rysy. Polska i Węgry miały kłopot z praworządnością, Rumunia i Bułgaria z wyborami, zakusy na media były nawet w Austrii. A Niemcy tłumiły wolność manifestowania (propalestyńskich) poglądów
Ostatnie lata obfitowały w wydarzenia, które wstrząsnęły globalnym porządkiem. Świat zachodni ledwie okrzepł po globalnym kryzysie finansowym pod koniec lat zerowych, gdy nastały kolejne turbulencje. Pandemia koronawirusa, wojna w Ukrainie i tlący się konflikt na Bliskim Wschodzie to ciąg wydarzeń o globalnych konsekwencjach. W Europie dodatkowo presja migracyjna, zarówno spoza Europy, jak i po ataku Rosji na Ukrainę, stała się katalizatorem różnych niekoniecznie pozytywnych tendencji w polityce.
Takie wydarzenia, zwane w politologicznym żargonie „czarnymi łabędziami” (black swans) są wysoce nieprzewidywalne i rzadkie, o daleko idących konsekwencjach, które ujawniają mankamenty dotychczasowych metod prognozowania ryzyka i każą w przyszłości oczekiwać nieoczekiwanego. Mają one konsekwencje ekonomiczne i społeczne, jak i testują wytrzymałość naszych demokracji: nie tylko stabilność instytucji i całego systemu politycznego, ale także zaangażowanie na rzecz wartości demokratycznych wśród politycznych elit i społeczeństwa.
Nowy rok to zawsze nowe otwarcie. To jednak także wyzwania, gdyż często problemy nie znikają wraz z nową kartką w kalendarzu. Jaki zatem był ten mijający rok dla europejskich demokracji? I co przyniesie 2026?
Europę od ponad dekady nękają kryzysy. Globalny kryzys finansowy objawił się także w Europie rykoszetem, jako kryzys zadłużenia strefy Euro w 2009 roku, który szczególnie odczuły kraje na południu kontynentu. Nie tylko obnażył głębokie dysproporcje ekonomiczne między krajami członkowskimi, ale także pogłębił nierówności, nieubłaganie pogarszając warunki życia w dotkniętych nim krajach.
W 2015 roku presja migracyjna z Bliskiego Wschodu i jej niespójna koordynacja w ramach Unii Europejskiej nie tylko objawiły brak wspólnej wizji polityki migracyjnej i azylowej państw członkowskich, ale także brak solidarności i dysonans pomiędzy wyznawanymi wartościami.
W 2020 roku wszyscy stanęliśmy w obliczu globalnej pandemii, która asymetrycznie uderzyła w różne sektory gospodarki. Dzięki zmianie strategii i hojnemu wsparciu publicznemu z budżetu UE dało się jej negatywne skutki nieco załagodzić, choć szalejąca jeszcze parę lat temu inflacja nie znalazła odzwierciedlenia w jednoczesnym wzroście płac, który by je zrekompensował.
W 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę i skutki tej wojny odczuwamy do dziś. Konflikt spowodował z jednej strony presję migracyjną w związku z falami uchodźców z objętych wojną terenów, z drugiej po raz kolejny doprowadził do turbulencji o ekonomicznym charakterze, szczególnie zakłóceń dostaw energii i wzrostu jej cen. Równolegle tocząca się wojna w Gazie, nieformalnie wypowiedziana Palestynie przez Izrael po ataku Hamasu z 7 października, także zaangażowała państwa zachodnie, ukazując po raz kolejny brak jednoznacznej oceny sytuacji i wspólnego stanowiska.
W 2024 roku wybory w Stanach Zjednoczonych wygrał ponownie Donald Trump, którego zdecydowane działania zaraz po przejęciu władzy, takie jak wstrzymanie pomocy rozwojowej i humanitarnej czy wprowadzenie konfrontacyjnych ceł, odbiły się szerokim echem na świecie z racji wagi USA dl globalnego porządku.
Dodatkowo cały czas mamy do czynienia z postępującym w tle kryzysem klimatycznym. Ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak pożary, powodzie, huragany czy susze, przynoszą nie tylko straty finansowe, ale także ludzkie. Wylewające rzeki w Europie Środkowej, czy płonące lasy na południu kontynentu to coraz częstszy problem.
Ta niestabilna sytuacja międzynarodowa naraża systemy demokratyczne na testy obciążeniowe. Pojawiają się tez coraz częściej zamierzone działania, kierowane zarówno z zewnątrz, jak i koordynowane wewnętrznie, mające na celu nie tylko doraźną destabilizację sytuacji, ale także jej długotrwałą erozję. Stąd międzynarodowe raporty ostrzegają przed erozją demokracji, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka coraz więcej krajów w Europie i poza nią. Celami ataków są takie filary demokratycznego ustroju jak praworządność i procesy wyborcze, ale także jego otoczenie – instytucje niezbędne dla funkcjonowania demokracji, jak niezależne media, oddolne ruchy obywatelskie, czy niezależność władzy od różnego rodzaju nacisków.
Demokrację rozumieć należy w sposób dwojaki. Z jednej strony, wąska definicja odnosi się do demokratycznych metod i procedur, przede wszystkim do wolnych i uczciwych wyborów, inkluzywnego i transparentnego stanowienia prawa, trójpodziału władzy. Jednak demokracja to także zasady i wartości, takie jak równość wobec prawa i jego poszanowanie, udział w życiu politycznym, czy poszanowanie osobistych wolności. Te zasady odnoszą się do wszystkich, nie tylko sprawujących władzę, ale także do obywateli i obywatelek. Na funkcjonowanie demokracji składają się w końcu nie tylko instytucje, ale także czynnik ludzki.
W ostatnich latach w Unii Europejskiej dochodzi do kryzysów różnych aspektów funkcjonowania demokracji w krajach członkowskich.
Najgłośniejsze były oczywiście problemy z praworządnością w Polsce oraz ciągle na Węgrzech.
W Polsce chodziło między innymi, ale nie wyłącznie, o „reformy” wymiaru sprawiedliwości sygnowane przez Zbigniewa Ziobrę: połączenie urzędu Ministra Sprawiedliwości ze stanowiskiem Prokuratora Generalnego, zmiany w Sądzie Najwyższym, w szczególności tworzenie różnorodnych Izb, w tym Izby Dyscyplinarnej karzącej krytycznych sędziów, czy wadliwy proces wyboru członków Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa, z których konsekwencjami zmagamy się do dziś: czy sędziowie-dublerzy powinni orzekać? Czy neo-KRS to KRS? Czy powoływani przez nią sędziowie sądów powszechnych są sędziami?
Podobne zjawiska występowały na Węgrzech: zmiany wieku emerytalnego sędziów, by uwolnić stanowiska pod nowe nominacje; wygaszanie jednych instytucji, by powołać nowe, jak utworzenie Kurii w miejsce dawnego Sądu Najwyższego po zmianie konstytucji w 2011 roku.
Przykłady z Polski i Węgier można mnożyć. Obydwa kraje były zresztą w konfrontacji z instytucjami Unii Europejskiej. Unia Europejska próbowała wywrzeć presję, by ich rządy poniechały szkodliwych praktyk, na przykład procedurami naruszeniowymi, kierując sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE, czy wreszcie stosując mechanizm warunkowości zwany potocznie „pieniądze za praworządność”. Nasłuchaliśmy się w ostatnich latach wiele w tej tematyce i mimo znany rządu oraz powstrzymania bezpośrednich ataków na struktury demokratyczne w Polsce, trudno jest naprawić polską demokrację bez ponadpartyjnej współpracy. Dodatkowo sposób, w jaki rząd Donalda Tuska dokonał przejęcia mediów publicznych czy zawieszenie prawa do azylu, wzbudzają wątpliwości co do zgodności z Konstytucją i prawem międzynarodowym.
Ale niestety nie tylko w Warszawie i Budapeszcie zaczęły trzeszczeć demokracje. Problemy mnożą się i w innych krajach.
Głośnym echem odbiły się powtórzone prezydenckie wybory w Rumunii. Powodem unieważnienia pierwszej rundy przez Sąd Konstytucyjny było stwierdzenie przez rumuńskie służby nieprawidłowości w czasie trwania kampanii, a dokładniej – wykorzystanie technologii cyfrowych oraz sztucznej inteligencji w sposób naruszający ordynację wyborczą, najprawdopodobniej przy wsparciu aktorów zza granicy (tzn. z Moskwy). W efekcie w pierwszej rundzie zwyciężył niezależny radykalny kandydat Călin Georgescu.
Decyzja o unieważnieniu była bezprecedensowa i kontrowersyjna, a także wywołała różnorodne reakcje w samej Rumunii. Przez jej zwolenników postrzegana była jako obrona rumuńskiej demokracji przed wpływami z zewnątrz (tzw. FIMI – Foreign Information Manipulation and Interference), przez jej przeciwników – jako próba eliminacji politycznych oponentów. Niezależnie od jej zasadności osiągnięto jeden efekt: nadwyrężenie publicznego zaufania do polityki. W powtórzonych w 2025 roku wyborach wygrał jednak kandydat proeuropejskiej formacji, Nicosur Dan.
Do zamieszania wokół wyborów doszło także w Gruzji i Bułgarii. Wybory parlamentarne w Gruzji wygrała partia Gruzińskie Marzenie, zdobywając 53,9 procent głosów i pokonując zjednoczoną opozycję. Salome Zurabiszwili, prezydentka kraju, uznała wybory za sfałszowane, a także za efekt operacji z zewnątrz (znowu z Moskwy), i zwróciła się do Unii Europejskiej i USA o wsparcie. Rzeczywiście, organizacje zajmujące się obserwacją wyborów wskazywały na nieprawidłowości przy weryfikacji wyborców, wydawanie większej liczby kart do głosowania, wydawanie kart już wypełnionych, a także przekupstwie. Kampania przebiegała w atmosferze strachu i rozsiewania informacji o możliwym rozlaniu się wojny w Ukrainie na inne kraje regionu. Wyborów jednak w tym wypadku nie powtórzono.
Także w bułgarskich wyborach parlamentarnych w 2024 roku doszło do nieprawidłowości, których wyjaśnienie ciągnęło się do wiosny 2025. W efekcie uznano, że 16 posłów wybranych zostało w sposób naruszający prawo i straci mandat. Warto nadmienić, że były to już siódme wybory parlamentarne w Bułgarii od 2021 roku, a wygląda na to, że zaraz rozpisane mogą być kolejne, co tylko wzmaga niestabilność w tym najbiedniejszym kraju UE.
Dzisiaj coraz większe zagrożenie wynika z dezinformacji, czyli celowego szerzenia nieprawdziwych treści, wprowadzających w błąd opinię publiczną, najczęściej dla osiągnięcia jakiegoś politycznego celu. Szczególnie procesy wyborcze narażone są na tego rodzaju zagrożenia, jak wskazują powyższe historie. Wspomniane już wpływy z zewnątrz stały się powszechnym problem w dobie digitalizacji i rosnącej roli mediów społecznościowych w kampaniach wyborczych. Z tego rodzaju wpływami musiały sobie radzić Stany Zjednoczone (słynny Raport Muellera z 2016 roku), Francja w 2017 roku (na przykład słynne Macron Leaks), oraz Niemcy w czasie ostatnich wyborów. Problem jednak jest powszechny.
Wpływ na debatę publiczną osiągnąć można także poprzez media tradycyjne, zarówno publiczne, jak i komercyjne. W Polsce brzmi to znajomo. Zmiany wprowadzane za władzy PiS, chętnie inspirowane rozwiązaniami z Orbánowskich Węgier, korzystały z podobnych autokratycznych skryptów, zarówno na poziomie zmian systemowych, jak i konkretnych działań. Media wykorzystywano np. do prowadzenia kampanii wyborczych, szczególnie instrumentalne traktując media publiczne do promocji własnej i ataków na opozycję. W obydwu krajach miało także miejsce przejmowanie mediów lokalnych przez bliskie władzy firmy.
W Słowacji, po dojściu do władzy, premier Robert Fico z populistyczno-lewicowej partii SMER wprowadził ustawę pozwalajacą na rozwiązanie dotychczasowej spółki zarządzającej mediami publicznymi, co umożliwia zorganizowanie (i obsadzenie ich) na nowo.
W 2017 roku w głowach liderów skrajnie prawicowej partii FPÖ (Wolnościowa Partia Austrii), pragnącej utrzymać się przy władzy, pojawił się pomysł przejęcia poczytnej austriackiej gazety Kronen Zeitung. Jednak ujawnienie przez media tzw. “Afery z Ibizy” miało odwrotny skutek, doprowadzając do rozpadu konserwatywnej koalicji i wcześniejszych wyborów.
Według międzynarodowej organizacji Reporters Without Borders głównym zagrożeniem dla istnienia niezależnych mediów jest brak stabilności finansowej.
Wysokiej jakości dziennikarstwo, dostęp do sprawdzonych informacji — wszystko to kosztuje.
Tymczasem pojawienie się wielkich platform cyfrowych oferuje wprawdzie łatwy dostęp do wiadomości, ale praktycznie bez jakiejkolwiek weryfikacji ich jakości, za to z dużą dawką treści sponsorowanych. Do tego dochodzi koncentracja rynku mediów. To nie tylko problem Węgier, ale także Australii, Kanady, czy Francji.
Niezwykle ważnym filarem demokracji są sami obywatele i obywatelki. Wolność słowa oraz zgromadzeń umożliwia im nie tylko skuteczną reprezentację interesów różnych grup społecznych, ale także sprawowanie funkcji kontrolnej wobec władzy i demaskacji nieprawidłowości. Stąd też organizacje pozarządowe czasem znajdują się na kursie kolizyjnym z władzami i jako takie padają ofiarą różnych prób uciszania.
Ostatnio tego rodzaju manewry miały miejsce na Słowacji. Przyjęto tam bowiem, po kilku rundach, ustawę nakładającą na organizacje pozarządowe dodatkowe obowiązki sprawozdawcze, między innymi ujawnianie informacji o źródłach finansowania, oraz prywatnych darczyńcach. Parlament zdominowany przez wspomnianą populistyczno-lewicową partię SMER Roberta Ficy forsował także ustawę likwidującą urząd ochrony sygnalistów, jednak słowacki Sąd Konstytucyjny ją zawiesił.
Uzasadnieniem dla wprowadzenia obydwu działań miało być zwiększenie transparentności w życiu publicznym i ochrony przez „obcymi agentami”. Jednak trzeci sektor obawiał się prawdziwych intencji ustawodawców: zarzucenia organizacji pozarządowych biurokracją, a także odstraszania przed angażowaniem się w ich działalność. Warto wspomnieć, że podobne rozwiązania są dyskutowane i wprowadzane na Węgrzech, a ich bardzo restrykcyjna wersja, tzw. “Ustawa o agentach zagranicznych", już od 2012 roku funkcjonuje w Rosji.
Prawo do wyrażania opinii i krytyki polityki rządowej bywa także ograniczane i w solidnych demokracjach.
Wedle raportu Civic Space Watch w Niemczech nasiliły się represje wobec aktywistów klimatycznych i propalestyńskich. Odnotowała to także organizacja Freedom House. Niektórzy aktywiści klimatyczni podlegali prewencyjnym zatrzymaniom. W wyniku oskarżeń o przestępczy charakter działalności, policja mogła podsłuchiwać ich rozmowy telefoniczne i konfiskować środki z kont bankowych. Dochodziło także do używania przemocy przez policję podczas pokojowych demonstracji propalestyńskich. Odwoływano też gości zaproszonych na wykłady, wydarzenia czy wystawy, a także cenzurowano palestyńskie symbole z uwagi na rzekomy antysemicki charakter wystąpień przeciwko działaniom Izraela w strefie Gazy.
Jednocześnie w Niemczech wciąż rośnie w siłę skrajnie prawicowa partia AfD, której członkowie publicznie krytykują „pedagogikę wstydu” za Trzecią Rzeszę oraz nazywają okres po 1933 roku ledwie „ptasim kleksem” wobec wspaniałej tysiącletniej historii kraju.
Niewątpliwym zagrożeniem dla demokracji jest wzrost właśnie takich nastrojów radykalnych i ekstremistycznych. Ataki na tle rasowym, narodowościowym, politycznym pojawiają się niestety coraz częściej: w 2017 roku w Stanach Zjednoczonych zwolennik „białej supremacji” wjechał w demonstrację rozpędzonym samochodem, zabijając trzy osoby; w Słowacji sfrustrowany emeryt postrzelił premiera Ficę; w Niemczech neonaziści atakowali polityków i polityczki podczas rozwieszania plakatów wyborczych. Polaryzacja i radykalizacja nastrojów podważa społeczna spójność, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa.
Rok 2025 był zatem rokiem niełatwym. Naszym demokracjom przyszło mierzyć się nie tylko ze schedą po przeszłych kryzysach, ale też z nowymi wyzwaniami, zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz. Kryzysy są zjawiskami nagłymi, wymagającymi natychmiastowego działania. Są trudne do przewidzenia i wiążą się z kosztami na wielu poziomach: finansowym, społecznym, ludzkim. Już same te obciążenia mogą spowodować różnorodne reakcje społeczne. Bywa jednak, że kryzysy są wykorzystywane politycznie, a nawet kreowane. Spontanicznie, czy w sposób bardziej skoordynowany, kryzysy testowały, testują i najprawdopodobniej będą testować nasze demokracje także w przyszłości. Wszystkie opisane powyżej zjawiska i tendencje nie napawają optymizmem. Czy jest aż tak bardzo źle? Szklanka jak zawsze jest do połowy pusta, a jednak do połowy pełna.
Z jednej strony na poziomie unijnym podejmowane są działania, aby w przyszłości zwiększyć odporność systemów demokratycznych. W listopadzie 2025 Komisja Europejska podjęła kroki w celu stworzenia „Europejskiej Tarczy Demokracji”. Inicjatywa ta koncentruje się na trzech filarach, które aktualnie najbardziej narażone są na ataki.
Po pierwsze, ochrona integralności przestrzeni informacyjnej przed dezinformacją z zewnątrz i wewnątrz;
Po drugie, wzmocnienie instytucji kluczowych dla dobrze funkcjonujących demokracji: uczciwych i wolnych wyborów oraz wolnych i niezależnych mediów;
Po trzecie, zwiększenie odporności społecznej i zaangażowania obywateli i obywatelek.
Inicjatywa ta jest komplementarna z innymi, już istniejącymi strategiami na rzecz ochrony demokratycznych zasad i wartości. UE koncentruje się szczególnie na tzw. suwerenności cyfrowej, podejmując działania nie tylko na rzecz bezpieczeństwa technologicznego Europy, ale także zwiększenia kontroli nad tech-gigantami i ich odpowiedzialnością za tzw. bardzo duże platformy cyfrowe, jak media społecznościowe i treści na nich publikowane.
Już w 2023 pochylono się nad ochroną niezależności dziennikarskiej, w szczególności ukróceniem tzw. SLAPP-ów, czyli strategicznych spraw sądowych mających na celu tłumienie debaty publicznej. Unia Europejska wspiera także działania organizacji pozarządowych, np. w ramach Programu „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości”, choć problemem jest czasem, że środkami na trzeci sektor rozporządzają instytucje publiczne jako instytucje pośredniczące, co w niesprzyjających warunkach może utrudniać dostęp organizacjom krytycznym czy niszowym do finansowania. Narzędzia jednak są i wedle zapowiedzi, instytucje unijne zamierzają robić jeszcze więcej na rzecz europejskich demokracji.
Z drugiej strony, z perspektywy obywatelskiej, Europejczycy i Europejki, są również świadomi zagrożeń. Z ogólnoeuropejskiego badania Eurobarometru z 2023 roku wynika, że szczególnie dezinformacja (38%), propaganda (22%) oraz obce wpływy w polityce i gospodarce (21%), a także generalny brak zaufania wobec instytucji demokratycznych (32%) to największe problemy. Jednocześnie, Europejczycy i Europejki cenią sobie demokrację. 47% z nich jest „bardzo zadowolonych” lub „raczej zadowolonych” ze sposobu funkcjonowania demokracji w ich kraju – „niezbyt zadowolonych” jest z 31% i „całkowicie niezadowolonych” – 20%.
Diabeł jednak tkwi w szczegółach i na poziomie krajowym wyniki bardzo się rozjeżdżają: zadowolonych jest 26% w Bułgarii, 29% na Węgrzech, w Chorwacji, w Grecji, 30% na Słowacji. Najbardziej zadowoleni są zaś obywatele i obywatelki Danii (79%), Luksemburga (75%), Finlandii (73%), Szwecja (67%) i Estonii (66%). Polska plasowała się raczej w tyle stawki (34%), ale warto zwrócić uwagę, że badanie realizowano przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi.
Wobec wszystkich wyżej wymienionych zagrożeń nie można pozostawać obojętnym. W Europie jest potencjał, aby skutecznie obronić się przed erozją naszych systemów demokratycznych. Zależy to zarówno od rozwiązań systemowych, jak i oddolnych postaw obywatelskich oraz poczucia odpowiedzialności politycznych elit za stan demokracji. Demokracja to też nie tylko funkcjonujące sądy i wybory, ale także niezależne media i aktywne społeczeństwo obywatelskie, które staje w ich obronie. Stąd, nie wszystko jest jeszcze stracone, ale przed nami wiele wyzwań. Ale inna polityka jest możliwa.
Na zdjęciu: baner na ogrodzeniu remontowanej siedziby prezydenta Austrii w Wiedniu. Napis głosi „Demokrację trzeba odnawiać codziennie". Fot. AFP
Dr Maria Skóra koordynuje projekt dotyczący praworządności w Unii Europejskiej (RESILIO) w Instytucie Polityki Europejskiej (Institut für Europäische Politik) w Berlinie. Wcześniej pracowała w think tanku Das Progressive Zentrum oraz w HUMBOLD-VIADRINA Governance Platform. W Polsce dzieliła karierę zawodową między akademię a Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Była ekspertką Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych oraz Biura UNDP w Warszawie. Z wykształcenia socjolożka i ekonomistka.
Dr Maria Skóra koordynuje projekt dotyczący praworządności w Unii Europejskiej (RESILIO) w Instytucie Polityki Europejskiej (Institut für Europäische Politik) w Berlinie. Wcześniej pracowała w think tanku Das Progressive Zentrum oraz w HUMBOLD-VIADRINA Governance Platform. W Polsce dzieliła karierę zawodową między akademię a Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Była ekspertką Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych oraz Biura UNDP w Warszawie. Z wykształcenia socjolożka i ekonomistka.
Komentarze