W Sejmie trwa pierwsze czytanie projektu ustawy powołującej Narodowy Instytut Wolności. Rządowa agencja będzie kontrolować pieniądze dla NGO. PiS w demontażu społeczeństwa obywatelskiego upodabnia Polskę do Węgier Orbána. OKO.press sprawdza analogie

Działania PiS wymierzone w niezależność trzeciego sektora coraz bardziej przypominają scenariusz zrealizowany na Węgrzech przez premiera Viktora Orbána.

W Polsce – podobnie jak na Węgrzech – zaczęło się od nagonki na organizacje pozarządowe zajmujące się prawami człowieka. Tubą propagandową polskiego rządu były media publiczne i prawicowe.

Orbán posunął się nawet dalej, inwestując publiczne pieniądze w kampanie szkalujące Georga Sorosa i NGO’sy zajmujące się prawami człowieka. Argumenty pojawiające się w debacie publicznej w obu krajach są podobne. Od teorii spiskowych – obcych agentur działających na szkodę narodowego interesu, po dyskredytowanie działań równościowych, które w mniemaniu strony rządowej – wspieranej przez media – „podważają konstytucyjny ład”. A wszystko ubrane w znaną strategię zarządzania strachem. Wewnętrznymi wrogami po stronie organizacji obywatelskich stały się m.in.:

  • „lobby homoseksualne” walczące o równość małżeńską i ochronę osób LGBTI;
  • feministki działające przeciwko tzw. ochronie życia, czyli walczące o prawo do aborcji;
  • organizacje walczące o świecką szkołę;
  • organizacje wspierające migrantów, które chcą do Polski sprowadzić „muzułmańskich migrantów ekonomicznych”;
  • a nawet organizacje przeciwdziałające przemocy wobec kobiet (ze względu na groźny gender).

Orbán posunął się ciut dalej. Poza walką retoryczną organizował też wzmożone kontrole w siedzibach „niepokornych” NGO’sów.  Z polecenia premiera w 2016 roku przeprowadzono brutalny i bezprawny „audyt” kilkudziesięciu organizacji pozarządowych polegający na policyjnych nalotach, konfiskacie komputerów i przedłużających się dochodzeniach. Amnesty International w raporcie monitorującym sytuację praw człowieka na świecie w 2016 roku uznała to za niepokojące.



Polskim odpowiednikiem „utrudniania życia” organizacjom pozarządowym są przypadki nieregulaminowego odcięcia lub odebrania dotacji. Resort rodziny minister Elżbiety Rafalskiej  zabrał pieniądze m.in. Fundacji Schumana – mimo dobrej oceny ekspertów – i przekazał je organizacjom patriotycznym i katolickim. Ministerstwo rodziny odebrało też środki na działania antyprzemocowe krakowskiej fundacji Autonomia, bo zajmuje się przeciwdziałaniem dyskryminacji ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową. Resort Ziobry użył argumentu dyskryminacji i odciął finansowanie Centrum Praw Kobiet, bo organizacja „zawęża pomoc tylko do kobiet”.

Kontrola nad pieniędzmi to kontrola nad NGO

W międzyczasie PiS szykował ustawę o Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, instytucji która finalnie przybrała karykaturalną nazwę – Narodowy Instytut Wolności. Miał być to jeden z elementów szerokiej strategii wspierania trzeciego sektora i aktywności obywatelskiej. Jednak od miesięcy na stronie pełnomocnika ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania wisi komunikat o zawieszeniu prac nad tworzeniem takiego programu. Ignorując głośny sprzeciw organizacji pozarządowych, 27 czerwca 2017 roku Rada Ministrów przyjęła projekt rządowej agencji, która przejmie kontrolę nad funduszami dla trzeciego sektora. Szerokie kompetencje dyrektora centrum i jego zwierzchnika – w randzie wiceministra – pozwolą uznaniowo i zgodnie z politycznym interesem dotować organizacje obywatelskie. OKO.press opisało dokładnie, w jaki sposób będzie to możliwe w artykule: „PiS chce dobić społeczeństwo obywatelskie. Narodowy Instytut Wolności pomoże sterować organizacjami pozarządowymi„.



Fundusze norweskie w rządowych rękach

PiS nie ustaje w wysiłkach, by Instytut stał się operatorem Funduszy Norweskich na rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Ostatnia transza norweskiego wsparcia dla Polski zakończyła się w 2014 roku. Od 2015 roku trwały negocjacje pomiędzy Unią Europejską a Norwegami ws. uruchomienia kolejnej puli pieniędzy. Ustalono, że Polska w latach 2016-2021 dostanie 809 mln euro, a Węgry 215 mln euro. 10 proc. tych środków jest przeznaczonych na społeczeństwo obywatelskie. Jednak dopóki rządy nie dojdą do porozumienia Norwegia nie wypłaci pieniędzy.

7 maja 2017 roku premier Norwegii Erna Solberg publicznie oznajmiła, że norweski rząd nie zgadza się, by to rząd Beaty Szydło dysponował środkami na społeczeństwo obywatelskie.



Podobny pomysł miał Victor Orbán. W latach 2014-2015 węgierski rząd próbował odebrać funkcję niezależnego operatora organizacji Ökotars. Zarządzania środkami miała się podjąć kancelaria premiera. Wtedy Norwegowie zamrozili pieniądze na ponad półtora roku. W końcu Węgry uległy, a norweski rząd zaostrzył regulacje. W kolejnej transzy operatora na Węgrzech w ramach otwartego przetargu będzie wybierać jednostka unijna – Biuro Mechanizmu Finansowego (FMO), które pełni rolę sekretariatu środków EOG w Brukseli.

Ustawa o agentach zagranicznych

Victor Orbán też zrozumiał, że kontrola nad finansami oznacza kontrolę nad organizacjami pozarządowymi, ale strategię ich ujarzmienia zapożyczył z putinowskiej Rosji. Pomimo wielotysięcznych obywatelskich protestów węgierski parlament przyjął stosunkiem głosów 130 do 40 tak zwane Lex NGO, ustawę wymierzoną przeciwko węgierskim organizacjom pozarządowym. 16 czerwca (2017) podpisał ją prezydent János Áder. Organizacje, które otrzymują wsparcie finansowe ze źródeł zagranicznych w wysokości powyżej 7,2 miliona forintów (ok. 100 tys. zł) rocznie, są zobowiązane – pod karą grzywny i skreślenia z rejestru stowarzyszeń – do zarejestrowania się jako „finansowane z zagranicy”, a przez to objęte surowszym reżimem kontroli finansowej i możliwych sankcji.

Ustawa jest jawnie dyskryminująca: spod jej działania wyłączone są fundacje i stowarzyszenia religijne, sportowe oraz polityczne.

Ma ona na celu utrudnić funkcjonowanie organizacji pożytku publicznego – na przykład monitorujących skalę korupcji, przejrzystość działań rządu, czy ochrony praw człowieka.



OKO.press to medium obywatelskie.
Utrzymujemy się z dobrowolnych wpłat Czytelników.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Masz cynk?