0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Alex WROBLEWSKI / AFPFoto Alex WROBLEWSKI...

Na zdjęciu: Andrzej Duda na konwencji CPAC w Oxon Hill w USA, podczas przemówienia Donalda Trumpa, 22.02.2025 r. Foto Alex WROBLEWSKI / AFP

Amerykański ruch MAGA, który wyniósł do władzy Donalda Trumpa, od swego zarania był stałym obiektem fascynacji ze strony PiS. Metody za pomocą których trumpiści najpierw zdominowali Partię Republikańską a następnie całe Stany Zjednoczone, były dla PiS lekcją, z której partia obficie korzystała już w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy i kolejnych wyborów, które ją ugruntowywały.

Sztabowcy następujących po sobie kampanii czujnie obserwowali amerykańskie pomysły, jeżdżąc zresztą w tym celu do Stanów, a następnie przenosząc je na polski grunt niejednokrotnie w skali 1:1 – jak było na przykład z dezinformacyjną narracją o „zakazie jedzenia mięsa” szykowanym rzekomo przez Rafała Trzaskowskiego.

Przeczytaj także:

Najważniejsi politycy PiS sprawując władzę dbali o jak najlepsze relacje z Trumpem i jego otoczeniem, a gniewne tweety ambasador Georgette Mosbacher wystarczały, by odwieść ich nawet od flagowych pomysłów w rodzaju uchwalenia „Lex TVN”. Było w tym też i niemało ideologii – Trump jest dla PiS-owców kimś w rodzaju nowoczesnego spadkobiercy Ronalda Reagana, zażartym wrogiem lewicy, demokracji liberalnej, gender, mulitkulturowości, idei równościowych i solidarności wykraczającej poza ramy narodów. To wszystko łączyło go i łączy z PiS.

Polska Partia Ameryki

Dziś jednak postawy prezentowane przez polityków obozu partii Jarosława Kaczyńskiego wobec Donalda Trumpa, jego otoczenia i jego kraju zaczęły przypominać te, które nomenklatura PZPR przyjmowała w czasach Polski Ludowej wobec Sowietów. Dla części PiS USA Donalda Trumpa są nowym Wielkim Bratem w stopniu, który domaga się ukucia odnoszącego się do służalczości wobec Stanów Zjednoczonych odpowiednika słowa „onuca”.

A partia, która na sztandarach ma wstawanie z kolan w polityce zagranicznej, wzmacnianie suwerenności Polski i budowę regionalnego mocarstwa, staje się partią Ameryki.

Z ostentacyjnego serwilizmu wobec skrajnie prawicowej administracji Białego Domu ery Donalda Trumpa już wielu czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości uczyniło swój znak firmowy. Choć partyjne szeregi – a czasem nawet partyjna centrala – miewają do tego nieco ambiwalentny stosunek, nie jest to już w PiS bynajmniej kwestia marginalna.

Do Dominika Tarczyńskiego wychwalającego umundurowanych, ale zamaskowanych zabójców z Minneapolis, Przemysława Czarnka domagającego się Nobla dla Trumpa i Adama Bielana, który w partii uchodzi za głównego łącznika z ruchem MAGA, dołączył przed nieco ponad tygodniem całkiem formalnie były prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda. Niegdyś orędownik projektów w rodzaju budowy w Polsce amerykańskiej bazy „Fort Trump”, dziś zaś pracownik wspierającego trumpistów think-tanku z reaganowską przeszłością i skrajnie prawicową teraźniejszością.

Obecny prezydent Karol Nawrocki też zresztą jest już w tym gronie, był w nim jeszcze przed wyborem. I wtedy, gdy jego kandydaturę oficjalnie poparł Donald Trump, i wtedy, gdy na pięć dni przed drugą turą wyborów prezydenckich Nawrocki uczestniczył w urządzonym w Rzeszowie specjalnie z myślą o wsparciu kandydata PiS przez Amerykanów kongresie CPAC. Dla czytelników OKO.press relacjonowała to osobliwe wydarzenie Dominika Sitnicka.

Dziś Nawrocki razem z całym swym zapleczem regularnie dba o interesy Trumpowskiej Ameryki. Zawetował ustawę wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych ograniczający samowolę amerykańskich BigTechów, nie odrzucił – jak większość europejskich sojuszników Polski – oferty przystąpienia do trumpowskiej Rady Pokoju, wydaje komunikaty nie tylko o każdej rozmowie z Donaldem Trumpem, ale nawet o kurtuazyjnych pięciu minutach z wiceprezydentem J.D Vancem tuż przed inauguracją zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie.

Całe PiS-owskie skrzydło spod znaku MAGA może zaś przy tym liczyć na regularne wsparcie mediów z kręgu Tomasza Sakiewicza, czyli TV Republika, Gazety Polskiej i serwisu niezalezna.pl. Ambicją Sakiewicza – zresztą częściowo już zrealizowaną – jest budowa polskiego odpowiednika amerykańskiej stacji Fox News, w tym celu i Sakiewicz i jego menedżerowie regularnie kursują do Stanów Zjednoczonych na wizyty studyjne i biznesowe budując sieć kontaktów między polską prawicą a amerykańskimi politykami, mediami i miliarderami wspierającymi Trumpa i trumpizm. O tym, jak to w TV Republika wygląda, pisała w OKO.pres Agata Szczęśniak.

Chór Nowosilcowa

Miłość do Ameryki Donalda Trumpa i lobbystów amerykańskiego biznesu wydaje się zwalniać polityków PiS nawet z elementarnej lojalności wobec instytucji polskiego państwa i poszanowania dla polskiej racji stanu.

PiS-owscy klakierzy Donalda Trumpa śpiewali głośnym chórem w czwartek i piątek 5 i 6 lutego, gdy ambasador Stanów Zjednoczonych Tom Rose zamieścił na platformie X kuriozalny wpis o „zerwaniu stosunków” przez jego kraj z marszałkiem polskiego Sejmu Włodzimierzem Czarzastym.

Wpis był kuriozalny po pierwsze dlatego, że w dyplomacji nie ma praktyki zrywania stosunków z pojedynczym dygnitarzem polskiego państwa w odróżnieniu od pozostałych, po drugie zaś przez to, że stanowił jawną próbę amerykańskiej ingerencji w suwerenność Polski i mandat pochodzący z demokratycznych wyborów. Ogłaszając, że USA nie będą rozmawiać z osobą nr 2 w dyplomatycznej precedencji polskiego państwa Rose sugerował przecież koalicji rządzącej wprost, by znalazła sobie kogoś innego na miejsce Czarzastego.

Rose reagował na ogłoszoną przez Czarzastego odmowę poparcia dla kandydatury Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla i jej uzasadnienie – zawierające krytykę prezydenta USA. Czarzastego na platformie X wsparł między innymi premier Donald Tusk – o czym pisała już w OKO.press Agata Szczęśniak.

„Naraża Polskę na skrajne niebezpieczeństwo” – oburzał się na Czarzastego w programie III Polskiego Radia Przemysław Czarnek. „Czarzasty uznał, że będzie robił punkty polityczne na polityce anty-trumpowskiej, Amerykanie na to reagują, bo dyplomacja od tego jest, że jak się obraża prezydenta, to się reaguje” – tak z kolei usprawiedliwiał Rose’a Marcin Przydacz, czyli główny rozgrywający w kwestiach polityki zagranicznej w kancelarii Karola Nawrockiego.

Wtórował im Janusz Cieszyński, według którego Czarzasty to „facet, żeby przykrywać własne kłopoty, wrzuca pod tramwaj nasze relacje z USA”. W obowiązku poczuł się nawet Mateusz Morawiecki, który zorganizował konferencję prasową i domagał się odwołania Czarzastego z funkcji marszałka Sejmu.

Nawet – bo grupa Morawieckiego na co dzień nie jest w czołówce, jeśli chodzi o akty strzeliste pod adresem Donalda Trumpa i jego administracji. A stosunek PiS-owców do kwestii amerykańskiej różni się niemal dokładnie według głównych linii politycznych podziałów w partii. O ile ziobryści, współpracownicy Karola Nawrockiego, stronnicy Jacka Sasina i twardoprawicowa frakcja PiS (wszyscy razem znani ostatnio w mediach pod zbiorczym mianem „maślarzy”) na każdym kroku demonstrują swą fascynację ruchem MAGA, o tyle zwolennicy Mateusza Morawieckiego są zwykle pod tym względem nieco bardziej powściągliwi.

Polski Gerhard Schröder

W całym tym kontekście szczególnie wymowny jest przykład Andrzeja Dudy. Bo oto były prezydent Rzeczpospolitej Polskiej trafił do trumpistów na garnuszek. Zatrudnienie go przez bardzo wpływową w kręgach trumpistów Heritage Foundation jest jasnym sygnałem dla wszystkich podobnych Dudzie entuzjastów ruchu MAGA w europejskich klasach politycznych: nie zapomnimy o was, nagrodzimy was, dostaniecie fajną świetnie płatną robotę. Zupełnie jak były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder w Gazpromie.

Andrzej Duda został w Heritage Foundation zatrudniony jako Distinguished Visiting Fellow. Choć nie znamy wysokości apanaży, których może się spodziewać były prezydent Polski z racji pełnienia swej funkcji, wiemy, że Heritage Foundation dysponuje majątkiem szacowanym na 400 mln dolarów oraz rocznymi przychodami na poziomie 130 mln dolarów – i dobrze płaci swym współpracownikom.

Dla przykładu – Robert Barro, znany profesor ekonomii z Uniwersytetu Harvarda, osiągnął w 2024 roku w Heritage Foundation jako Distinguished (ale nie Visiting) Fellow dochody na poziomie 350 tysięcy dolarów rocznie. Barro jest stałym bywalcem amerykańskich mediów, nie jest jednak byłym prezydentem całkiem ważnego europejskiego kraju.

Andrzej Duda tuż po swym zatrudnieniu dał już nowym pracodawcom zza oceanu pierwsze dowody lojalności. W poniedziałek 2 lutego były zwierzchnik Wojska Polskiego konsekwentnie bronił Donalda Trumpa i jego obraźliwych słów o NATO-wskich sojusznikach amerykańskiej armii, którzy zdaniem prezydenta USA w Afganistanie i Sudanie „pozostawali trochę z tyłu, z dala od linii frontu”. Rzecz jasna opinia Trumpa dotyczy również polskich żołnierzy.

„W Polsce najbardziej dotknięci poczuli się ci, którzy do niedawna wzywali na polskich żołnierzy, kiedy bronili polskiej granicy. Nie należy robić awantury z jednego zdania i »wielkiego halo«” – mówił Duda. Krzywił się na to nawet prowadzący rozmowę znany ze swych prawicowych sympatii Robert Mazurek.

„Nie obraził, nikogo nie obraził. Pozwoli pan, że będę miał swoje zdanie” – odpowiadał mu Duda.

Tak właśnie były prezydent RP postanowił odnieść się do losów nie mniej niż 44 polskich żołnierzy i oficerów, którzy zginęli w Afganistanu, setek tych, którzy zostali tam ranni, a także do ponad 40 tysięcy polskich żołnierzy, funkcjonariuszy służb i pracowników cywilnych odznaczonych Gwiazdą Afganistanu (bo właśnie tylu Polaków służyło tam przez 19 lat funkcjonowania polskiej misji wojskowej).

Nowi koledzy Andrzeja Dudy

Heritage Foundation, która Andrzeja Dudę zatrudniła, istnieje od lat 70. Była najważniejszym konserwatywnym think-tankiem ery Reagana. To właśnie w tym ośrodku powstał Mandat dla Przywództwa, czyli jeden z czołowych dokumentów programowych reaganowskiej administracji Białego Domu. Był to plan masowych zwolnień w instytucjach federalnych mający służyć „odchudzeniu administracji” i popisaniu się oszczędnościami, bo w erze Reagana neokonserwatyzm zupełnie jak w erze Trumpa szedł w parze z neoliberalizmem.

Heritage Foundation odgrywała też nieprzerwanie istotną rolę w amerykańskiej polityce za rządów prezydentów z rodziny Bushów.

Od lat 90 eksperci Heritage Foundation konsekwentnie na przykład negują naukowy konsensus w sprawie zmian klimatu, co pozwala im znaleźć się w elitarnym gronie organizacji pozarządowych regularnie dofinansowywanych przez koncerny naftowe. Zażarcie walczyli już z zawartym w 1997 roku Porozumieniem z Kioto, tę samą linię kontynuują aż do dziś.

Heritage Foundation prowadziła też i prowadzi konsekwentną kampanię przeciwko małżeństwom jednopłciowym, których zawieranie dopuściły niektóre stany USA.

W 2021 roku ekspert Heritage Founndation Mike Gonzalez wydał książkę, w której dowodził, że członkowie ruchu Black Lives Matter protestujący przeciwko rasistowskiej brutalności amerykańskiej policji są „zadeklarowanymi marksistami, którzy twierdzą, że chcą zniszczyć nasz styl życia”

W ostatnich latach Heritage Foundation razem z całą konserwatywną Ameryką maszerowała raźno w kierunku skrajnej prawicy stając się elementem ruchu MAGA. To w fundacji powstał tzw. Projekt 2025 będący programem zarówno cięć w administracji publicznej USA, jak i wycofania się z polityk równościowych czy na rzecz społeczeństwa obywatelskiego – również poza granicami USA. Projekt 2025 jest w dużej mierze realizowany przez Trumpa i jego ludzi – jego elementem było na przykład działanie osobliwego departamentu zwolnień grupowych prowadzonego przez miliardera Elona Muska.

Eksperci fundacji miewają na koncie wypowiedzi jawnie prorosyjskie, zresztą to Heritage Foundation była jedną z ważniejszych amerykańskich instytucji lobbujących na rzecz wprowadzenia zakazu dostarczania sprzętu wojskowego walczącej z Ukrainie.

Chodzi nie tylko o Dudę i Polskę

Przyjmując pracę w Heritage Foundation Duda oficjalnie zapowiedział, że będzie działał „na rzecz promowania konserwatywnych rozwiązań politycznych dla Europy”. Nie oznacza to nic innego niż lobbowanie na rzecz amerykańskich interesów na poziomie europejskim.

Heritage Foundation buduje bowiem sieć współpracujących ze sobą ultraprawicowych organizacji w Europie – w Polsce do jej partnerów należy m.in. Ordo Iuris. Celem tej szeroko zakrojonej operacji jest próba przesunięcia poszczególnych krajów Europy na prawo, zarówno po to, by ułatwić w nich powstanie rządów populistów, wzorujących się na Trumpie i jego ludziach, jak i po to, by osłabić Unię Europejską i i jej instytucje.

W marcu ub. roku na przykład przedstawiciele polskiego ultrakatolickiego Ordo Iuris i węgierskiego Collegium Mathiasa Corvinusa spotkali się w Waszyngtonie z Fundacją Heritage. Tam przedstawili plan „Wielkiego resetu” Unii Europejskiej.

„Ordo Iuris i finansowane przez Victora Orbána węgierskie instytucje starają się przekonać otoczenie prezydenta USA, by Trump zajął się wewnętrznymi sprawami Unii Europejskiej. Chodzi o głęboką ingerencję: zniszczenie Unii takiej, jaką znamy. Kto może na tym skorzystać? Rosja” – tak pisała o tym w OKO.press Anna Mierzyńska.

***

W 2025 roku pod presją Trumpa i jego ludzi interesy Europy i Stanów Zjednoczonych zaczęły się radykalnie rozchodzić. Administracja Trumpa nie kryje, że chce ekonomicznie i politycznie osłabić Unię Europejską, na tyle by nie stanowiła podmiotu w grze mocarstw, w której USA jako podmiot uczestniczą.

To jeden z powodów dla których Trump regularnie wypowiada o Europie i Unii Europejskiej sądy znacznie ostrzejsze niż wobec putinowskiej Rosji. Prezydent Stanów Zjednoczonych za swego drugiego urzędowania przejawia co najmniej ambiwalentny stosunek do zobowiazań sojuszniczych, otwarcie krytykuje NATO i kieruje jawne groźby pod adresem swych i Polski wspólnych sojuszników – przede wszystkim Danii i Kanady.

Europa już dwukrotnie znalazła się na progu wojny celnej ze Stanami Zjednoczonymi a europejska przestrzeń publiczna zalana jest dezinformacją i teoriami spiskowymi szerzonymi za pośrednictwem amerykańskich koncernów cyfrowych przy cichym aplauzie ze strony trumpistów.

W tej sytuacji obieranie ostentacyjnie serwilistycznego wobec USA kursu przez partię, która jeszcze niedawno szła do wyborów z hasłami »wstawania z kolan« na ustach wydaje się strategią co najmniej ryzykowną. Andrzej Duda ze swoją nową posadą w Heritage Foundation może jednak mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Zwłaszcza widząc przychodzący przelew.

;
Na zdjęciu Witold Głowacki
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.

Komentarze