Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Age...
24 czerwca 2021

Komisja Europejska nie odpuści Polsce i Węgrom. Za Trybunał Konstytucyjny i węgierskie prawo anty LGBT

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová zapewniła, że Komisja nadal ma zastrzeżenia wobec Trybunału Konstytucyjnego i postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom. Chce też podjąć zdecydowane kroki wobec Węgier. Naciska na to 16 państw Unii

22 czerwca w Luksemburgu na spotkaniu ministrów państw Unii Europejskiej, Radzie do Spraw Ogólnych Rady Europejskiej, odbyło się wysłuchanie rządów Polski i Węgier w ramach politycznej procedury dialogu przewidzianej w Artykule 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Tę "atomową" procedurę uruchomiono po raz pierwszy w historii Unii przeciwko Polsce w grudniu 2017 roku w związku z kryzysem w Trybunale Konstytucyjnym i zmianami w sądownictwie forsowanymi przez rząd Zjednoczonej Prawicy. W 2018 roku uruchomiono ją także wobec rządzonych od 2010 roku przez Viktora Orbána Węgier.

Ostatnie wysłuchanie w sprawie Polski miało miejsce w grudniu 2018 roku, a Węgier - w grudniu 2019 roku.

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová zapewniła, że Komisja nadal ma zastrzeżenia wobec Polski, dotyczące między innymi Trybunału Konstytucyjnego i postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom. Przypomniała, że Komisja wezwała premiera Mateusza Morawieckiego do wycofania wniosku do Trybunału Konstytucyjnego, dotyczącego zgodności z polską konstytucją orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczących niezawisłości sądownictwa.

Brukselski korespondent „Deutsche Welle" i „Gazety Wyborczej" Tomasz Bielecki podaje, że w czasie rozmów polska delegacja przedstawiała wzrost nastrojów antyunijnych w Polsce jako powód, dla którego powinno się zakończyć procedurę wobec Polski.

Dyskusje na Radzie ds. Ogólnych i w relacjonujących ją mediach zdominowała jednak uchwalona na Węgrzech 15 czerwca ustawa rodem z putinowskiej Rosji, zakazująca przedstawiania treści o gejach, lesbijkach, osobach biseksualnych i transpłciowych - czyli LGBT - osobom poniżej 18. roku życia.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen 16 czerwca napisała, że jest "bardzo zaniepokojona" węgierską nowelizacją. Zapewniła, że Komisja ocenia, czy nie narusza ona prawa Unii. "Wierzę w Europę otwartą na różnorodność, a nie taką, która chowa ją przed naszymi dziećmi. Nikt nie powinien być dyskryminowany ze względu na orientację seksualną" - oświadczyła von der Leyen.

23 czerwca von der Leyen ogłosiła, że komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynder i komisarz ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton przygotowują list do Orbána, przestrzegając przed krokami prawnymi, jeśli ustawa wejdzie w życie.

16 państw Unii wezwało Komisję do podjęcia zdecydowanych działań (o czym szerzej poniżej).

Homofobiczne prawo

W ciągu zaledwie roku na Węgrzech uchwalono szereg ustaw wymierzonych przeciwko LGBT: zakazano prawnego uzgadniania zmiany płci i adopcji przez singli, żeby zapobiec, że gej czy lesbijka adoptuje dziecko.

Najnowsza ustawa T/16365 z 15 czerwca zakazuje udostępniania osobom poniżej 18. roku życia materiałów, które promują lub nawet przedstawiają "odchylenie od tożsamości płciowej zgodnej z płcią wrodzoną", zmianę płci lub homoseksualizm. Dotyczy to m.in. produktów, reklam i treści mediach. Za naruszenie przepisów będą grozić wysokie kary finansowe.

Ustawa zakazuje też prowadzenia w szkołach i innych placówkach oświatowych zajęć lub sesji na temat seksualności, orientacji seksualnej i rozwoju seksualnego w sposób, który "ma na celu promowanie odstępstw od tożsamości płciowej zgodnej z płcią biologiczną, zmiany płci lub homoseksualizmu".

Ma też uniemożliwić organizacjom pozarządowym prowadzenia w szkołach zajęć, które uwrażliwiałyby uczniów na "nietradycyjne" orientacje seksualne lub tożsamości płciowe. Zajęcia dotyczące problematyki seksualności i płci będą mogły prowadzić jedynie organizacje zarejestrowane w rządowym rejestrze. Ustawa przewiduje kary wobec dyrektorów placówek i nauczycieli za naruszanie nowych przepisów.

Dodatkowo nazwa ustawy ma umacniać fałszywe połączenie homoseksualizmu z pedofilią, przez co dyskryminuje i wzmaga homofobiczne uprzedzenia i nienawiść. Jej pełna nazwa brzmi: "nowelizacja przepisów umożliwiających ostrzejsze działania wobec osób, które popełniły przestępstwa pedofilskie i ochronę dzieci".

Clément Beaune, francuski minister do spraw europejskich, wyautowany gej, skomentował przed posiedzeniem Rady ds. ogólnych: "Nowa węgierska ustawa jaskrawie dyskryminuje na gruncie orientacji seksualnej, homoseksualności, które zrównuje z zagrożeniem i propagandą. Nie możemy zaakceptować tego ataku na nasze wartości".

Po południu Beaune wziął udział w spotkaniu wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Věry Jourovej z ministrami ds. europejskich z krajów "przyjaciół praworządności" Szwecji, Danii, Holandii oraz Polski. Wymowny był brak przedstawiciela Węgier - od miesięcy rząd Orbána uważa Jourovą za persona non grata.

Jourová wezwała "wszystkich aktorów do odgrywania swojej roli, w tym Parlament Europejski i Radę" w celu obrony wartości UE w państwach członkowskich.

16 państw potępia nowe węgierskie prawo

22 czerwca 13 państw Unii wspólnie potępiło węgierską nowelizację.

„Wyrażamy wielkie zaniepokojenie w związku z przyjęciem przez węgierski parlament nowelizacji, które dyskryminują osoby LGBTQ i naruszają wolność wypowiedzi pod pretekstem ochrony dzieci. [Nowelizacja} jest rażącą formą dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej i tożsamości płciowej oraz ich wyrazu i dlatego zasługuje na potępienie. Inkluzja, ludzka godność i równość to podstawowe wartości naszej Unii Europejskiej i nie możemy sprzeniewierzać się tym wartościom.

Ta nowelizacja narusza również wolność wypowiedzi, ograniczają wolność posiadania opinii oraz uzyskiwania i przekazywania informacji bez ingerencji władz publicznych, co chroni Karta Praw Podstawowych UE. Stygmatyzowanie osób LGBTQ jest jawnym naruszeniem ich podstawowego prawa do godności, gwarantowanego w Karcie i prawie międzynarodowym.

Oprócz dyskusji na Radzie do Spraw Ogólnych, wzywamy Komisję Europejską, jako strażniczkę traktatów, do wykorzystania wszystkich dostępnych narzędzi, żeby zapewnić pełne poszanowanie prawa UE, w tym poprzez skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Stoimy na straży praw wszystkich obywateli UE".

Stanowisko podpisały najpierw Belgia, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Niemcy, Irlandia, Łotwa, Litwa, Luksemburg, Holandia, Hiszpania oraz Szwecja. Później dołączyły Włochy, Austria i Grecja.

24 czerwca 16 państw Unii Europejskiej wystosowało wspólny list, ponaglając Komisję Europejską do działania.

Spektakularny upadek demokracji w państwach Unii

Ostatnie wysłuchanie Polski w ramach procedury Artykułu 7 odbyło się 30 miesięcy temu. Węgier - 18 miesięcy temu.

Od tej pory w obu krajach rządzący wprowadzili szeroko zakrojone prawne i faktyczne zmiany, jeszcze mocniej ograniczając gwarancje ochrony niezawisłości sędziowskiej, wolność i pluralizm mediów, czy niezależność samorządu. Żeby zbić wyborczy kapitał, atakowali mniejszości, w tym gejów, lesbijki, osoby transpłciowe, jak również migrantów. Nie wahali się ograniczać praw i wolności jednostek, często wysługując się podporządkowanymi instytucjami - w Polsce na przykład Trybunałem Konstytucyjnym.

Kontynuowali marsz przez instytucje, zapełniając je lojalistami. Nękali i próbowali uciszać krytyków swoich działań: prawników, naukowców, dziennikarzy, urzędników, aktywistki, parlamentarną i pozaparlamentarną opozycję. Zbywali oskarżenia o nepotyzm i korupcję, kierując ostrze prawa przeciwko politycznym i ideologicznym przeciwnikom, za to chroniąc "swoich" przed prawną i polityczną odpowiedzialnością. Budowali własne fortuny (jak Orbán i jego rodzina) i pozwalali bogacić się na majątku publicznym osobom z kręgu władzy (na co dozwala Jarosław Kaczyński). Hojnie dotowali prorządowe media i organizacje społeczne. Te negatywne zjawiska tylko nasiliły się w czasie epidemii koronawirusa.

Zmiany były tak duże, że w rankingu jakości demokracji Freedom House "Narody w czasie przemian" Węgry wypadły poza grupę krajów demokratycznych, spadając do grupy reżimów hybrydowych. Polska odnotowała zaś największy i najszybszy w historii tego rankingu spadek w kategorii "niezawisłość sądownictwa". W 2020 roku Polsce po raz pierwszy znacząco obniżono notę w kategorii wolnych wyborów, ze względu na alarmujące nieprawidłowości w czasie wyborów prezydenckich.

Według ekspertów V-Democracy Institute, Polska w ciągu ostatnich pięciu lat była najszybciej odchodzącym od demokracji krajem na świecie. Rzecznik Praw Obywatelskich dr hab. Adam Bodnar ostrzegł, że ustrój w Polsce niebezpiecznie przypomina "konkurencyjny autorytaryzm", w którym rządzący zabezpieczają sobie wygraną w kolejnych wyborach przez podporządkowanie instytucji i propagandę.

Komisja woli monitorować, nie karać

Czy instytucje i urzędnicy Unii Europejskiej oraz rządy i społeczeństwa państw Unii o tym nie wiedziały? Wiedziały. Dzięki codziennej pracy niezależnych mediów, organizacji społecznych, inicjatyw, zaangażowanych naukowców. A także dzięki tysiącom protestujących na ulicach miast i miasteczek, w Polsce, czy to w ramach Marszu Tysiąca Tóg, czy wielkich protestów jesieni i zimy 2020 roku po wyroku TK w sprawie aborcji.

Między innymi dlatego posłowie do Parlamentu Europejskiego wezwali do rozszerzenia procedury z Artykułu 7 wobec Polski tak, żeby oprócz zagrożeń dla wartości unijnej, jaką jest praworządność, obejmowała również zagrożenia dla demokracji i praw człowieka.

Komisja Europejska pod kierunkiem Ursuli von der Leyen szczyci się monitoringiem tego, co dzieje się w Unii. W 2020 roku po raz pierwszy KE opublikowała doroczny przegląd stanu praworządności we wszystkich państwach UE, flagowy projekt komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa. W lipcu 2021 roku przedstawi kolejną edycję raportu.

Przeczytaj także:

Komisja za to nader ostrożnie i skąpo korzystała z dostępnych jej instrumentów prawnych. W ciągu ostatnich dwóch lat zaskarżyła polski rząd do Trybunału Sprawiedliwości UE dwukrotnie - w październiku 2019 roku za nowy system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, a w marcu 2021 roku - za obowiązującą wówczas od ponad roku ustawę kagańcową, jeszcze go zaostrzającą.

15 lipca TSUE wyda wyrok w sprawie z tej pierwszej skargi. Co istotne, KE nie wnioskuje o środki zabezpieczające w postaci kar finansowych - co okazało się skuteczne 2017 roku w przypadku sprawy dotyczącej nielegalnej wycinki w Puszczy Białowieskiej. Kontrastuje to także ze strategią czeskiego rządu, który w sprawie Turowa zażądał od TSUE postanowienia o dziennych karach wobec Polski w wysokości 5 milionów euro.

O wiele aktywniejsi od Komisji - i osobiście odważni - byli i pozostają sędziowie oraz inni obywatele, którzy złożyli szereg pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE i skarg indywidualnych do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Umożliwia to obu europejskim trybunałom stopniową, pośrednią ocenę zmian forsowanych w Polsce i na Węgrzech na tle prawa unijnego i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jak do tej pory, ta ocena jest druzgocąca. Stosując obronę przez atak, rządzący w Polsce i na Węgrzech coraz śmielej atakują unijne instytucje, w tym Trybunał Sprawiedliwości UE, jego sędziów i rzeczników generalnych.

Powolne i stosunkowo skromne w stosunku do skali problemów działania Komisji budzą coraz większe zniecierpliwienie rządów niektórych państw członkowskich Unii, zwłaszcza Holandii, oraz posłów do Parlamentu Europejskiego. Domagają się oni od Komisji działań, które pozwoliłyby wdrożyć formalnie obowiązujący od 1 stycznia 2020 roku mechanizm "pieniądze za praworządność", wiążący wypłacanie środków z UE od przestrzegania zasady państwa prawa.

Komisja musi jednak poczekać z ogłoszeniem wytycznych, jak ten mechanizm interpretować w praktyce, aż Trybunał Sprawiedliwości UE wyda wyrok w sprawach ze skarg polskiego i węgierskiego rządu. W OKO.press wyjaśnialiśmy, że skargi są oparte na prawnie wątłych zarzutach. TSUE ma wydać wyrok do końca tego roku.

Na tym tle trwa polityczna procedura dialogowania z rządami Morawieckiego/Kaczyńskiego i Orbána, które systematycznie ograniczają prawa i wolności obywateli Unii Europejskiej.

Udostępnij:

Anna Wójcik

Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych. Badaczka w Polskiej Akademii Nauk, Rethink.CEE fellow think tanku The German Marshall Fund oraz Re:Constitution Fellow.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne