Biedroń może mieć rację, że układ dwóch sił opozycyjnych kontra PiS będzie skuteczniejszy niż jedna wielka koalicja. Ale jeśli budując popularność na odróżnianiu się - przede wszystkim - od Platformy, przesadzi z krytyką i popadnie w symetryzm, może zrealizować raczej marzenie Kaczyńskiego. Wojna na opozycji zaszkodzi także Wiośnie

Po dwóch sondażach wskazujących na poparcie rzędu kilkunastu procent Robert Biedroń w „Kropce nad i” 11 lutego 2019 rozdawał karty jakby już został premierem. Zrezygnował nawet z Grzegorza Schetyny jako ministra spraw zagranicznych w swoim przyszłym rządzie, bo „Schetyna traci w sondażach. Wiemy, jaka jest jego sytuacja, jest jeszcze drugi, będzie za chwilę trzeci, a być może czwarty” (trudno się domyśleć, kto jeszcze miałby wyprzedzić PO, poza Wiosną rzecz jasna).

„Nie jestem ludożercą czy partiożercą – zastrzegał Biedroń – ale nie będziemy płakać, że opozycja jest taka słaba. My wnieśliśmy tę świeżość, energię, europejskość”. Zarazem dodał, że kibicuje Platformie Obywatelskiej, bo uważa, że taka konserwatywna partia jest potrzebna po stronie opozycyjnej. Ten koncert sprzecznych życzeń doprowadził Biedronia do konkluzji:

„Powstanie Wiosny stwarza szanse odsunięcia PiS od władzy. Wcześniej nie mieliśmy takiej szansy. Marzę, żeby do wyborów stanęły dwa bloki, jeden tradycyjnych partii, zgranych kart, typu PO, N., SLD, PSL, a drugi modernizacyjny Wiosny”.

Żywiołowy i emocjonalny przekaz Biedronia utrudnia rzeczową analizę jego prognozy wyniku wyborów za osiem miesięcy. Można jednak sprawdzić, czy są argumenty na rzecz tezy, że układ dwóch sił politycznych przeciw PiS jest lepszy niż konkurencyjna propozycja wielkiej koalicji wszystkich sił demokratycznych, jeden blok anty-PiS.

Dwie opozycje lepsze niż jedna? Sondaże sugerują, że tak może być

Czy powstanie drugiej silnej partii opozycyjnej zwiększy prawdopodobieństwo porażki PiS?

Porównanie sondażu Kantar MB dla TVN z 4-5 lutego 2019 z wcześniejszymi badaniami tej pracowni pokazuje, że Biedroń połknął blisko jedna trzecią elektoratu Koalicji Obywatelskiej. Z poziomu 28 proc. we wrześniu i 29 proc. w listopadzie 2018 jej notowania spadły do 25 w styczniu i 20 proc. w lutym 2019. Ale w tym samym czasie łączne poparcie dla głównych sił prodemokratycznych (PO+N, PSL, SLD, a w styczniu i lutym także partii Biedronia) rosło z poziomu 37 proc., przez 40 i 41 aż do 45 proc. Jednocześnie spadało poparcie dla PiS, kolejno: 38, 33, 30 i 29 proc. Potencjalni sojusznicy w walce z PiS na wejściu do gry Biedronia – jako całość – nieco zyskali, a na pewno nie stracili głosów.

Porównanie kolejnych badań Kantar MB pozwoliło na stwierdzenie, że na 14 proc. poparcia dla Wiosny składa się: 8-9 pkt proc. zabranych KO (PO+.N), 4-5 proc. głosów osób niezdecydowanych na kogo głosować oraz 1-2 proc. eks-zwolenników Razem, których głosy mogą teraz zamienić się na mandaty.

W lutowym sondażu Kantar MB łączne poparcie dla sił demokratycznych (KO, Wiosna, SLD, PSL) wynosi 45 proc., czyli więcej niż dla narodowej prawicy (PiS, Kukiz’15, Wolność + RN) – 41 proc.

Przeliczamy wynik sondażu na mandaty:

  • PiS – 183
  • KO – 120
  • Wiosna – 78
  • Kukiz’15 – 29
  • SLD – 22
  • PSL – 15
  • Wolność + SN – 15

Powyborcza koalicja anty-PiS (KO, Wiosna, SLD, PSL) z 235 mandatami mogłaby sformować rząd, siły prawicowo-narodowe (PiS + Kukiz’15 + Wolność i SN) tworzyłyby silną opozycję z 227 mandatami (jak widać formuła daje przybliżony podział mandatów, bo suma wynosi 462…).

Przewaga „demokratów” jest minimalna. Wystarczyłoby, żeby PSL zyskało 4,9 proc., a Wolność z RN  5,1 proc. i demokraci tracą większość.

To potwierdza tezę Biedronia: dopiero powstanie koalicji czterech partii dałoby do spółki z Wiosną szanse na odsunięcie PiS od władz. Gdyby założyć, że poszerzona o PSL i SLD Koalicja Obywatelska uzbiera 31 proc. (suma notowań czterech partii) sondażowy podział mandatów wygląda tak

  • KO + PSL + SLD – 182 mandaty;
  • PiS –  169 mandatów;
  • Wiosna – 71 mandatów;
  • Kukiz – 25 mandatów
  • Wolność + RN – 12 mandatów.

W takim zestawieniu demokraci mają bezpieczną większość 253 mandatów. Mogą pozwolić sobie nawet na małe straty związane z tworzeniem koalicji liberałów i ludowców (zwłaszcza elektorat PSL różni się od pozostałych trzech).

  • Zobacz jak przeliczamy glosy na mandaty

    Znany analityk systemów wyborczych, Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego, opublikował formułę pozwalającą na wyliczenie oczekiwanego wyniku wyborczego dla danej partii. Formuła ta, po dokonanych przez Leszka Kraszynę przekształceniach, wygląda dla polskich wyborów parlamentarnych następująco:

    La = ga / (1-m) * (460+ 41/2 * p) – 41/2

    gdzie:

    La – oczekiwana liczba mandatów danej partii

    ga – odsetek głosów danej partii w wyborach (wyrażony np. 0,29)

    m – odsetek głosów „zmarnowanych” (otrzymanych przez partie, które nie przekroczyły ustawowego progu; w tym przypadku 0,14)_

    p – liczba partii, które przekroczyły próg ustawowy

    (Chcących się dowiedzieć, skąd się ta formuła wzięła, zachęcamy do lektury wpisu Jarosława Flisa na jego blogu).

Rzeczpospolita opublikowała w poniedziałek sondaż IBRiS z 7-8 lutego 2019, który przynosi podobne wyniki, tyle, że poparcie dla PiS jest wyższe. Nie jest też jasne, czy badacze nie zapomnieli o partii Wolność…

W wariancie bez Wiosny łączne poparcie dla czterech głównych partii demokratycznych (PO, PSL, SLD, .N) wynosi: 41,6 proc., czyli mniej niż zbierają PiS razem z Kukiz’15 – 44,0 proc. , co według wyliczeń Rzeczpospolitej oznacza 247 mandatów (227 + 20).

W wariancie z udziałem Biedronia pięć głównych partii demokratycznych zbiera aż 48,6 proc., a PiS z Kukiz’15 tylko 41,8. Ale do Sejmu wchodzą tylko cztery partie (bez PSL i Kukiz’15) i potencjalna koalicja PO, Wiosny i SLD – wg naszych obliczeń – minimalnie przegrywa na mandaty z PiS. Powtarza się efekt z wyborów 2015 – ogromna liczba „głosów zmarnowanych” sprawia, że 37 proc. poparcia dla Kaczyńskiego daje w Sejmie samodzielną większość.

Nawet przyjmując badanie IBRiS z pewnym przybliżeniem, widać, że wejście Biedronia poprawia wynik demokratów, ale w sejmowe zwycięstwo zamienia się dopiero gdy PO, N, SLD i PSL tworzą jedną listę wyborczą.

Oba sondaże pokazują zatem, że dwie siły opozycyjne mogą być skutecznym sposobem na PiS, ale muszą być dwie, a nie więcej. Gdyby partie opozycyjne poszły osobno pojawia się ryzyko, że Wiosna zepchnie pod próg wyborczy mniejszych demokratów (SLD i/lub PSL) i PiS zdobędzie większość jak w 2015 r.

Biedroń może być wartością dodaną. Nawet jeśli zabiera głosy PO

Trzeba tu dokonać karkołomnego z punktu widzenia zwłaszcza zwolenników Platformy Obywatelskiej rozumowania: to, co jest siłą Biedronia jednocześnie

  • powoduje odpływ elektoratu Platformy i zarazem
  • może sprzyjać łącznemu poparciu dla sił demokratycznych.

Innymi słowy: obóz anty-PiS może więcej na tym zyskać, niż stracić. Atuty Biedronia można opisać w trzech wymiarach.

Odrzucenie katolicko-konserwatywnego gorsetu

Propozycja Biedronia odwołuje się do elektoratu liberalnego, który ma dość dyktatu konserwatywno-katolickich wartości w życiu publicznym, zwłaszcza na fali oburzenia przypadkami pedofilii w Kościele,w. dodatku ukrywanymi przez hierarchię. Rzecz w tym, że – jak pokazują sondaże OKO.press – znacznej części elektoratu PO, a jeszcze bardziej Nowoczesnej i SLD (natomiast nie PSL) taka narracja jest bliska.

W czerwcowym (2017) sondażu OKO.press odnotowaliśmy – po raz pierwszy w tego typu polskim badaniu – przewagą aprobaty dla związków partnerskich (52 do 43 proc.). Zgoda na takie prawo dla osób homoseksualnych w elektoratach wyniosła:

  • SLD – 86 proc.;
  • Razem – 81 proc.;
  • .N – 78 proc.;
  • PO – 76 proc.;
  • Kukiz ‚ 15 – 56 proc.;
  • Wolność – 49 proc.;
  • PSL – 40 proc.;
  • PiS – 28 proc.

Jak widać, poza silnie konserwatywnym elektoratem PSL, pozostała trójka potencjalnych koalicjantów jest – mówiąc metaforycznie – bliżej Biedronia niż Schetyny. Poparcie dla małżeństw homoseksualnych było niższe (wśród wszystkich badanych – 38 proc.), ale tendencja ta sama: więcej osób za w elektoratach SLD, N i PO.

Według sondaży OKO.press około połowa zwolenników PO opowiada się za prawem kobiety do przerywania ciąży z powodu trudnej sytuacji osobistej (w styczniu 2018 – 51 proc., wobec 42 proc. tych, którzy woleliby zostawić obecny „kompromis aborcyjny”; w czerwcu 2018 – 49 do 48 proc.).

Oznacza to, że znaczna część elektoratu PO (a także Nowoczesnej i SLD) musi być rozczarowana do konserwatyzmu własnej partii/koalicji.

Nawet w najnowszej propozycji Platformy („Deklaracji Styczniowej”), która miała zachęcić liberalnych wyborców, a zwłaszcza kobiety, nie ma mowy o prawach reprodukcyjnych, choćby w wersji projektu Nowoczesnej, który dopuszcza aborcję na wzór niemiecki (po konsultacji ze specjalistą). Deklaracja stwierdza też, że „równość ma być jednym z priorytetów”, ale nie wspomina nawet słowem o związkach partnerskich, nie mówiąc o małżeństwach homoseksualnych.

Odrzucenie konserwatywno-katolickich wartości i postulat ograniczenia roli Kościoła może przyciągać do Wiosny i mobilizować do udziału w wyborach wyborców PO, N. i SLD, ale także niektórych zwolenników Kukiz’15 i osób o niezdeklarowanych sympatiach. Nawet w elektoracie PiS jest margines krytyków Kościoła.

Atrakcyjny, charyzmatyczny lider

Wiosna jest formacją silnie liderską, stawia na Biedronia jako polityka niekonwencjonalnego, żywiołowego, pełnego wdzięku itp. To może być atrakcyjne dla części elektoratu liberalnego, który od dawna nie jest zadowolony ze swoich liderów. Może też ściągnąć do szeregów opozycji osoby zniechęcone do polityki i obecnych liderów.

W sondażu OKO.press z sierpnia 2017  pytaliśmy badanych, kto byłby najlepszym liderem ich partii.

W elektoracie Platformy Grzegorz Schetyna uzyskał tylko 13 proc. wskazań, co oznacza, że dalszego jego liderowania życzy sobie jedynie co ósmy sympatyk tej partii. Był daleko za trójką kontrkandydatów (których nazwiska podsuwaliśmy badanemu): Borysem Budką (28 proc.) , Rafałem Trzaskowskim (25 proc.) i Ewą Kopacz (23 proc.). Podobnie słabo wypadł Ryszard Petru (16 proc.), który w elektoracie Nowoczesnej wyraźnie przegrał z ówczesną wiceszefową Katarzyną Lubnauer (38 proc.) oraz Kamilą Gasiuk-Pihowicz (36 proc.).

W grudniowym 2018 sondażu OKO.press zapytało badanych, kogo zaprosiliby na świąteczny obiad. Co czwarty Polak wybrał Donalda Tuska (25 proc.), który wyprzedził prezydenta Dudę (22 proc.) i premiera Morawieckiego (18 proc.). Czwarte miejsce (po 16 proc.) wspólnie zajęli: Robert Biedroń i Jarosław Kaczyński (co za zestawienie!).

Ciekawa tutaj będzie lista życzeń wyborców Koalicji Obywatelskiej (PO + .N). Zaprosiliby na obiad:

  • Donalda Tuska – aż 59 proc.;
  • Barbarę Nowacką – 24 proc.;
  • Roberta Biedronia – 22 proc.;
  • Władysława Kosiniaka-Kamysza – 20 proc.;
  • Kamilę Gasiuk-Pihowicz – 11 proc.

Dopiero dalej byli partyjni liderzy:

  • Grzegorz Schetyna – 9 proc. oraz
  • Katarzyna Lubnauer – 9 proc.

Radosny populizm i wiosenny nastrój

Siłą Wiosny jest nowy w polskiej polityce nastrój karnawałowego optymizmu, który może porwać zwłaszcza młodszych wyborców. Ale nie tylko – doskonale uchwycił go prof. Marcin Król (rocznik 1944) w „Wyborczej” – pisząc o „radosnym populizmie Wiosny”:

„Demokracja ma nam dawać przekonanie, że zmieniamy świat na lepsze. To niesie niebezpieczeństwa. Ale co lepsze: znużenie i wstręt czy ryzyko i nadzieja? Bo demokracja nie może być zimna i nudna.

Nie może też, rzecz jasna, naruszać prawa, czyli konstytucji, ale przede wszystkim ma nam dawać poczucie przynależności do wspólnoty i przekonanie, że zmieniamy świat na lepsze, a nie że wybieramy tylko mniejsze zło. Naturalnie taka demokracja niesie najrozmaitsze niebezpieczeństwa, jak zawsze to igranie z ogniem.

Ale co lepsze: znużenie i wstręt czy ryzyko i nadzieja? Jak sądzę, Robert Biedroń dobrze zrozumiał ten stan rzeczy. Propozycja politycznego karnawału jest ogromnie pociągająca. Nie wiem, czy dla mojego pokolenia (dla mnie – tak), ale na pewno dla ludzi młodych czy młodszych, tych przed czterdziestką” – pisze Król.

I znowu: karnawałowy nastrój optymizmu może odciągać wyborców od PO i jej potencjalnych koalicjantów, zmęczonych nieco pogrzebowym tonem narracji o zagrożonej demokracji, ale zarazem przyciągać i mobilizować do udziału w wyborach tych, którzy inaczej na opozycję by nie zagłosowali. Ci pierwsi pozostają we wspólnym froncie anty-PiS, ci drudzy go poszerzają.

Biedroń może zostać wrogiem własnego marzenia

Przyjmując za dobrą monetę marzenie Biedronia, trzeba założyć, że musi on prowadzić niejako podwójną grę.

Z jednej strony grać na swej odrębności, podkreślać, że jego program jest odważniejszy, bardziej nowoczesny i europejski. Musi też wykorzystywać jak się da swoją charyzmę i umacniać karnawałowy klimat. Z drugiej strony powinien uważać, by nie przekroczyć granicy otwartej wrogości wobec przyszłych – jak deklaruje – sojuszników.

W szczególności ryzykowną strategią byłoby przyjęcie „postawy symetrystycznej”, zgodnie z którą PiS i PO są siebie warte, a Wiosna zmiecie ze sceny politycznej i jednych, i drugich.

Bulwersującą egzemplifikacją takiego podejścia było wystąpienie Marcina Anaszewicza w TVP Info, który o Platformie Obywatelskiej powiedział, że „nie było drugiej  partii, która by tak bardzo ingerowała w prawa kobiet”. W gorącej debacie na FB OKO.press pod naszą – krytyczną –  analizą tego stwierdzenia padały argumenty, że w sprawie praw kobiet lepszy jest otwarty wróg  (PiS) niż fałszywy przyjaciel (PO).

Taki symetryzm jest nie tylko fałszywy i niesprawiedliwy, ale też politycznie niebezpieczny. Zwłaszcza, gdy towarzyszy mu agresywny język z wyrażeniami typu „zgrana płyta”.

Są co najmniej cztery powody, by uznać, że przyjęcie strategia Wiosny ataku na PO, może Biedroniowi utrudnić realizację marzenia o dwóch opozycjach, które wspólnie pokonają PiS.

  • symetrystyczna narracja relatywizuje zagrożenie ze strony PiS dla demokracji i obecności Polski w UE, co osłabi obywatelski odruch obrony i może zdemobilizować mniej zdeterminowanych krytyków Kaczyńskiego;
  • jeśli będzie skuteczna może nadmiernie osłabić poparcie dla PO (sam Biedroń wspominał o spadku Schetyny w sondażach…) i zniechęcić PSL i SLD do przyłączenia się do koalicji ze Schetyną; w efekcie może zabraknąć głosów anty-PiS;
  • Biedroń i jego ludzie nie patyczkują się, czego dobitnym przykładem jest epitet „zgrana płyta”. Rzecz w tym, że takie zacietrzewienie burzy nastrój i wizerunek samego ruchu, który miał być ideowy, ale zarazem lekki i raczej życzliwy. Także Biedroń upodobni się do innych polityków, wejdzie w „pyskówki” i „sprostowania”. Nastrój karnawału pryśnie;
  • atakując opozycję Biedroń narazi się na kontratak, a ma słabe punkty. Choćby: brak wystarczających pomysłów na pokrycie ogromnych kosztów obiecywanych wydatków socjalnych; słabość kadr; niedopracowanie projektów.

Wojna na opozycji może zaszkodzić obu stronom ku satysfakcji PiS.

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym