0:00
06 lutego 2021

Konwencja Budki i Trzaskowskiego: 4 plusy, 3 plusy ujemne i 4 minusy

Tuż po protestach tysięcy kobiet po haniebnym wyroku TK, największa partia opozycyjna prezentuje się w postaci dwóch mężczyzn zapowiadając nowe otwarcie. Aż trudno uwierzyć w taki brak wrażliwości i wyobraźni. Szkoda takich błędów, bo było sporo plusów

Wydrukuj

„Silną, stabilną, bezpieczną i przewidywalną Polskę" - obiecali zbudować Borys Budka i Rafał Trzaskowski podczas sobotniej (6 lutego) konwencji Platformy Obywatelskiej. W 38 minut opisali radykalny program przywrócenia państwa prawa, w tym wymianę TK i KRS, a także wymienili wiele "recept" na opiekę zdrowotną, edukację, walkę o klimat - tym przede wszystkim chce się zajmować PO i w najbliższych miesiącach przedstawić szczegółowe propozycje. Mają to być „filary wspólne dla całej opozycji".

Jednak to, co miało być propozycją dla całej opozycji, wydaje się raczej pomysłem Platformy dla Platformy.

„Wiemy, jak zmienić Polskę" - mówił Rafał Trzaskowski. Hasło pożyczył od Szymona Hołowni. I to właśnie ostatnia ofensywa Polski 2050 - sondażowa, sejmowa (transfery) i programowa - wydaje się katalizatorem sobotniego wydarzenia.

Przyglądamy się sobotniej konwencji PO szukając jasnych i ciemnych stron.

PLUSY, czyli coś obiecującego

Szukanie nowego podziału

Liderzy PO zakwestionowali podział na lewicę i prawicę. „Stoimy przed prostym wyborem: między prawdą a kłamstwem, a nie między lewicą a prawicą" - ogłosił Rafał Trzaskowski.

Można się na to zżymać, jak Włodzimierz Czarzasty, który w rozmowie z OKO.press stwierdził, że jak się wejdzie w szczegóły np. rozwiązań dotyczących świeckiego państwa czy podatków, to widać wyraźnie, że lewica i prawica mają się aż za dobrze.

Ale budowanie podziału, odróżnianie się od przeciwnika jest podstawowym narzędziem politycznym. Zręcznie korzysta z niego Jarosław Kaczyński, który lata temu ogłosił podział na Polskę „solidarną" i „liberalną".

Jeśli opozycja będzie chciała na dłuższą metę współpracować, będzie też musiała znaleźć sposób, by pokazać, w czym jest podobna między sobą i w czym różni się od PiS.

Trzaskowski opisał to wstępnie:

  • „państwo obywatelskie” kontra „państwo partyjne”,
  • „państwo nowoczesne" kontra "archaiczne” (w tym kontekście mówił o Europie),
  • „państwo, które patrzy w przyszłość” kontra „tkwi w przeszłości”,
  • państwo blisko obywateli kontra scentralizowane (tutaj mocny wątek samorządowy);
  • skupione na obronie słabszych grup kontra państwo władzy

Wyglądało to jak ćwiczenia z rozpisywania takich podziałów. Bywa, że ćwiczenie czyni mistrza. Gdyby udało się poprowadzić prawdziwą debatę, co te pojęcia oznaczają, może stanowiłyby grunt dla jakiejś formy współpracy opozycji od Hołowni do Zandberga...

Nie jest to oczywiste, bo np. nowoczesne, europejskie państwo uznaje prawo kobiety do decyzji o przerwaniu ciąży, w tym sensie nowoczesne są wszystkie rządy chadeckie i w ogóle wszystkie kraje Europy poza Maltą, Polską, Watykanem i Andorą. Tymczasem Budka może uznać, że to postulat lewicowy i zacznie się spór, dlaczego Polska ma być nowoczesna inaczej.

Praworządność! Tylko jak to zrobić

Tego nie może zabraknąć w programach opozycyjnych ugrupowań i ta lekcja została odrobiona. Borys Budka obiecał między innymi powołanie niezależnego prokuratora generalnego i stworzenie urzędu specjalnego prokuratora śledczego, którego zadaniem będzie badanie afer państwowych. Konkretów ma być więcej, bo trochę nie wiadomo, jak unicestwić zbudowaną przez PiS machinę niepraworządności - TK, KRS, dwie izby SN...

Padły też słowa o zmianie Konstytucji, co wymaga 2/3 głosów w Sejmie, czyli 307. Czyli dużo więcej niż hasłowe 276.

Recepty, a nie program, sporo dobrych haseł

Budka i Trzaskowski nie przedstawili wielopunktowego, rozbudowanego programu, lecz kilka pomysłów, ale to była raczej zaleta niż wada. W niektórych przypadkach: pomysłów na pomysły. Między innymi:

  • likwidacja Funduszu Kościelnego, odpis podatkowy na Kościół;
  • referendum w sprawie odwołania posła lub senatora;
  • 6 proc. PKB na służbę zdrowia w pierwszym budżecie (ogromny wzrost z obecnych 4,8 proc.), a potem 7 proc.;
  • platformy internetowe w szkołach, tablety i laptopy dla uczniów, a także odchudzenie podstawy programowej (brawo!);
  • likwidacja TVP Info i abonamentu;
  • cała Puszcza Białowieska parkiem narodowym;
  • bezwzględny zakaz importu śmieci do Polski.

Właśnie takie „recepty", jak mówił Trzaskowski, łatwiej pozwalają sobie wyobrazić, jak miałoby wyglądać państwo rządzone przez daną formację. Wiele z nich trafiało w potrzeby i pragnienia dużych grup społecznych. Udało się w krótkim czasie rozbudzić oczekiwania na wiele dobrych zmian (zamiast tej jednej "dobrej zmiany" PiS).

Dwóch liderów, czyli pierwszy sukces koalicji

Różne media pisały ostatnio o rywalizacji między Borysem Budką a Rafałem Trzaskowskim, ten drugi miał czyhać na posadę pierwszego. Wspólny występ przynajmniej na razie przecina te spekulacje, to sygnał, że jest tandem i podział ról, a nie wzajemne podgryzanie się.

A podział ról wypadł przekonująco. Trzaskowski był w sobotę jak w najlepszych momentach swojej kampanii wyborczej. Z werwą, pasją, gestykulacją zasypywał dziury w prezentacji. Budka, który raczej nie ma politycznego wdzięku, też wypadł lepiej niż zwykle.

Chociaż... patrz: minusy z występu obu panów.

PLUSY UJEMNE, czyli niby dobrze, ale nie całkiem

Recepty zbyt abstrakcyjne

Zabrakło przełożenia reform, ustaw i regulacji na doświadczenie obywatela i obywatelki. Podniesienie nakładów na zdrowie? Super, mówią o tym wszystkie partie. Ale procent PKB raczej nie działa na wyobraźnię mas wyborczyń i wyborców.

Konkretniej brzmiała obietnica skrócenia czasu oczekiwania na wizytę u specjalisty, opisana przy pomocy wykresu, który pokazywał, że za rządów PiS wzrósł do 4 miesięcy.

Potencjalnie niezwykle atrakcyjne dla ludzi hasło "państwo zrekompensuje wydatki na służbę zdrowia" nie zostało wyrażone w języku doświadczenia: "jeżeli idziesz do prywatnego ginekologa/dermatologa, to otrzymasz zwrot kosztów wizyty". Inna rzecz, czy to na pewno dobry pomysł i czy nie dobiłby publicznej ochrony zdrowia.

Po wielu miesiącach, kiedy opieka zdrowotna jest tematem numer jeden, można by oczekiwać bardziej dopracowanej propozycji, np. w jakimś odniesieniu do dramatycznych skutków pandemii.

Niektóre propozycje to wielokrotny recycling: odpis na Kościół pojawił się kiedyś w programie PO, teraz promuje go Szymon Hołownia (co Trzaskowski mu wytknął bez wymieniania nazwiska lidera Polski 2050 i nie zauważając, że Polska 2050 ma kompleksowy program rozdziału państwa i Kościoła).

Pomysł z odwoływaniem posłów w referendum (absurdalny) mógłby zgłosić Paweł Kukiz.

Żaden z nich nie brzmi jak „drugie 500 plus", czego opozycja wydaje się poszukiwać jak świętego Graala.

Magiczne 276, czyli chwytliwe hasło, tylko czy sensowne

276 - magiczna nazwa i liczba, brzmi jak polityczne zaklęcie. Ma zalety - ożywia wyobraźnię, wysoko stawia poprzeczkę. Ale politycznej substancji tu niewiele. Ma to być horyzont działania opozycji, minimum potrzebne, by skutecznie rządzić po 2023 roku. Tylu bowiem posłów trzeba do obalenia prezydenckiego weta, a Andrzej Duda będzie głową państwa do 2025 roku.

Tyle tylko że nadal mógłby szkodzić przyszłym rządom z pomocą upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego. To jedno.

Po drugie: wszystkie propozycje programowe zniknęły w cieniu tej liczby. Dlaczego liczba poselskich mandatów miałaby być dla wyborców ważniejsza niż konkretne obietnice związane ze zdrowiem czy domowymi finansami?

Po trzecie „powołanie" przez Platformę „koalicji 276” zostało natychmiast przez polityków innych partii obnażone jako walka o dominację na opozycji i oprotestowane.

Poza tym w ogromnej większości sondaży rysuje się faktycznie przewaga opozycyjnych partii (idących osobno), ale liczba mandatów dla opozycji nie jest aż tak duża jak podano w trzech przykładach (271-274). Opozycja ma przewagę, ale nie aż taką.

Po czwarte, Duda w innej konfiguracji politycznej mógłby przestać być Dudą (jak gen. Jaruzelski jako prezydent w 1989-1990 roku).

MINUSY

Dwóch panów

Tuż po gromadzących tysiące kobiet protestach po haniebnym wyroku TK, największa partia opozycyjna prezentuje się w postaci dwóch mężczyzn zapowiadając nowe otwarcie. Aż trudno uwierzyć w taki brak wrażliwości i wyobraźni, zwłaszcza, że opozycja wygrać może tylko głosami kobiet (poza grupą pań 60 plus, które wciąż są wierne PiS, aczkolwiek nie tak jak rok, czy dwa lata temu).

Nie padło też słowo „aborcja”. „W przyszłości chcemy zagwarantować prawo wyboru" - zadeklarował Borys Budka. To jedno zdanie wciśnięte pomiędzy wywód o zakazie łączenia pracy w spółkach skarbu państwa z posłowaniem i deklaracją powołania na nowo Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądownictwa.

Prawo kobiet do samostanowienia zostało sprowadzone do kwestii praworządności i wadliwych instytucji. Konkrety Platforma ma przedstawić w przyszłym tygodniu, pracują nad nimi posłanki PO pod kierownictwem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, ale szczątkowa obecność tego tematu biła w oczy.

Cień Schetyny z jego konserwatywną kotwicą wisiał nad prezentacją. Nie padło też słow0 LGBT. W tym wymiarze prezentacja była zdecydowanie bardziej archaiczna niż nowoczesna i musiała rozczarować elektorat PO (KO), który w postawie jest tu bardzo bliski zwolennikom Lewicy.

Zjednoczona opozycja, czyli śpiewka dobra na Senat, ale nie na Sejm

Nie było jasne, czym ma być "koalicja 276". Na koniec Borys Budka stwierdził, że "oczekujecie od nas zjednoczenia". Jeżeli to nie był lapsus, to był to błąd myślowy i polityczny.

Czy PO oczekuje, że Hołownia zapisze się do koalicji pod wodzą Budki/Trzaskowskiego? Cała jego gra polityczna polega na tym, by trzymać się daleko od innych. Sztuką byłoby współdziałanie, ale nie koalicja taka jak Koalicja Obywatelska.

Poza tym, jak parokrotnie pisaliśmy, w wyborach do Sejmu opozycji bardziej "opłaca się" iść osobno, bo np. część wyborców Lewicy nie zagłosowałaby na koalicję z PO i odwrotnie. Polska 2050 w koalicji zapewne straciłaby znaczną część swego elektoratu, który szuka alternatywy wobec tego, co było.

Jak im uwierzyć?

Nie jest to ani pierwszy, ani drugi raz, kiedy Platforma Obywatelska ogłasza „nowe otwarcie". Tylko w ostatnim roku co najmniej trzy razy. Dokładnie rok temu Borys Budka obiecał „nową Platformę" z „nową energią".

Potem Małgorzata Kidawa-Błońska świetną konwencją zaczęła smutną kampanię. W końcu Rafał Trzaskowski zdobył ponad 10 milionów głosów, zapowiedział budowę ruchu społecznego, o którym dziś sam chyba nie chce pamiętać. A opinia publiczna nie pamięta jego nazwy (sami zapominamy: Wspólna Polska).

O tym ruchu podczas konwencji nie było ani słowa. Czy Trzaskowski energię obywatelek i obywateli wyrzucił do kosza, a będzie się zajmował doenergetyzowaniem partii?

„Platforma Obywatelska jest złodziejem nadziei” – powiedziała nam niedawno osoba pracująca na zapleczu opozycji. „Udają, że coś się dzieje, mało z tego wynika” – komentowała zapowiedzi powstania ruchu wokół Rafała Trzaskowskiego i odnowy partii przez Borysa Budkę. „Nie ma nic gorszego niż zawiedzione nadzieje wyborców”.

Z pozycji hegemona, czyli stary grzech Platformy

W prezentacji Budki i Trzaskowskiego było coś, co ubodło potencjalnych partnerów - ogłaszanie pomysłów oficjalnie nieuzgodnionych, jako propozycji nie do odrzucenia.

To może zburzyć samą istotę pomysłu, by wykorzystać synergię prodemokratycznych partii, jednocześnie nie ograniczając zdrowej rywalizacji na programy, hasła, osobowości. Chyba, że chodziło o to, by ograniczyć...

Rywalizacja na opozycji może mieć pozytywny skutek, jeśli doprowadzi do ostrzenia narzędzi. Przedstawiania coraz lepszych pomysłów - szczegółowych, przedyskutowanych z różnymi grupami wyborców, dobrze „opakowanych" w nazwy i skojarzenia.

Jednak reakcja na propozycję PO pokazuje też, że może to pójść w inną stronę stronę, niebezpieczną dla opozycji: odsądzania od czci i wiary, wzajemnego wyniszczania się. W takiej, budowanej miesiącami atmosferze, byłoby jeszcze trudniej współpracować przed wyborami.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne