0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...
Kto milczy w sprawie Kościoła przed wyborami, a kto chce zmian? Sprawdzamy programy wyborcze
0:0030:33

Trwa kampania wyborcza. Niektórzy już marzą, żeby się skończyła, a my w „Powiększeniu” do dnia wyborów, a właściwie do dnia ciszy wyborczej 14 października, będziemy się przyglądać programom wyborczym partii politycznych.

Tak, tak, wiem, co powiecie. Że to nie ma sensu, bo partie obiecują gruszki na wierzbie, a potem nigdy tego nie realizują. I że tak naprawdę nikt tych propozycji wyborczych nie traktuje poważnie.

Tyle tylko, że to działa jak samospełniająca się przepowiednia. Jeśli wszyscy uznamy, że to, co partie polityczne zapisują w swoich obietnicach wyborczych, jest niepoważne, niewiarygodne i niewarte uwagi, to głównie będziemy się zajmować memami, przeróbkami filmu z Jarosławem Kaczyńskim i obelgami, jakie padają w kampanii. A tego chyba nie chcemy?

Uważam, że wciąż jeszcze można użyć programów wyborczych jako podkładki do oceny poszczególnych partii politycznych, ich rozsądku i przygotowania merytorycznego. A zarazem, no cóż, po prostu porozmawiać o Polsce. Po raz kolejny zastanowić się, jak różne sprawy mogą być rozwiązane, a jakieś problemy zlikwidowane. Dlatego uważam, że warto zaglądać do programów wyborczych, nawet jeśli czasem nas śmieszą albo dziwią.

Dzisiaj w „Powiększeniu” zajmiemy się tym, jak partie odnoszą się do tematu stosunków państwo – Kościół. I czy w ogóle się odnoszą. Ale zanim będziemy przyglądać się tej konkretnej sprawie, należy wam się odrobina informacji o tym, jakie generalnie programy wyborcze przygotowały startujące komitety ogólnopolskie. Bo tymi będziemy się zajmować.

Krótkie hasła Koalicji Obywatelskiej

I tak, Koalicja Obywatelska nie przedstawiła programu wyborczego sensu stricte, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Czyli: książeczka, zdjęcie Donalda Tuska, potem spis treści i kolejne propozycje omówione szerzej lub węziej. Nie, tym razem powstała lista „Stu konkretów” na stronie stokonkretów.pl.

I wśród tych stu konkretów mamy rozdział „Świeckie państwo”. A właściwie nie rozdział, tylko wypunktowane postulaty, konkretnie cztery. Bez rozwinięcia, brak tam szczegółów.

Są to po prostu cztery punkty i na tym partia kończy. Jakie to punkty? O tym jeszcze powiemy.

302 strony od Prawa i Sprawiedliwości

Prawo i Sprawiedliwość ma aż 302 strony programu wyborczego! Tradycyjnie, po staremu, jest tam bardzo długi wstęp ideologiczny, a potem kolejne rozdziały. Znajdziecie ten program na stronie PiS, w zakładce „Dokumenty”.

I jeśli chodzi o tematykę kościelną to pojawiają się trzy wzmianki o społecznej nauce Kościoła, właśnie w tym ideologicznym wstępie i potem tylko jeden konkret! Jedna propozycja, jeśli chodzi o kościoły, czy związki wyznaniowe. Na dodatek umieszczona w rozdziale „Państwo mądre energetycznie”. I tam pojawia się obietnica, że

PiS po wyborach odnowi budynki użyteczności publicznej, m.in. klasztory i kościoły.

I koniec, nie ma nic więcej. Ani słowa o podatkach, ziemi rolnej, walce z przestępstwami pedofilnymi, nic. 302 strony programu, a o Kościele mowa tylko przy remontach klasztorów i kościołów.

Przeczytaj także:

Lista za listą od Trzeciej Drogi

To był PiS, teraz Trzecia Droga. Tu dopiero mamy kłopot, bowiem ich program wyborczy nie istnieje. Są tylko trzy dosyć dziwaczne zbiory propozycji, które nie powstały teraz, na czas kampanii wyborczej, tylko był to element procesu budowania koalicji między PSL a Polską 2050. Obie partie co jakiś czas ogłaszały kilka spraw, w których się zgadzają.

I stąd mamy „Listę wspólnych spraw” z marca bieżącego roku, z czerwca jest „Sześć gwarancji Trzeciej Drogi”, a z lipca „Dziewięć gwarancji gospodarczych”. To wszystko znajdziecie na stronach nawet nie Trzeciej Drogi, tylko Polski 2050. Aha, w żadnym z tych krótkich dokumencików o Kościele nie ma ani słowa.

Ale postanowiłam jeszcze trochę podrążyć, dać szansę tym partiom, żeby mogły znaleźć się w tym odcinku „Powiększenia”. Zwłaszcza, że pamiętałam, że Polska 2050 chyba dwa lata temu przedstawiła coś, co się nazywało „Strategie 2050”. I tam prezentowany był bardzo rozbudowany rozdział o reformie stosunków państwo – Kościół.

Tyle że Polska 2050 się już tym dokumentem nie chwali, mimo że się tak napracowała.

Jedyne, co można znaleźć na ich stronach, to kolejną listę (najwyraźniej są wielkimi wielbicielami list i punktów) i ta lista nazywa się „10 obietnic”. I tu jest jedna propozycja dotycząca kościołów i związków wyznaniowych; będziemy o niej mówić.

A jeśli chodzi o drugiego koalicjanta, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe, to przedstawia ono, tak jak PiS, tradycyjny program wyborczy, 46 stron.

I na tych 46 stronach nie ma ani słowa o stosunkach państwo – Kościół.

Nic o religii, ani o Janie Pawle II. Cisza.

Szkatułkowy program Lewicy

Lewica z kolei przedstawia swój program wyborczy warstwowo. Gdy wejdziecie na stronę lewica2023.org, to tam najpierw pojawia się coś w rodzaju katalogu sklepu z meblami i każdy mebel reprezentuje jakiś postulat wyborczy. Gdy odpowiednio kliknąć to pojawia się z kolei lista postulatów, a jak kliknąć jeszcze raz, to jest wreszcie bardziej rozbudowany program wyborczy.

Lewica się napracowała, przygotowała aż trzy formaty swojego własnego programu.

I ma tam, podobnie jak KO, rozdział „Świeckie państwo” i szereg propozycji w tym temacie. Będziemy dzisiaj o nich w „Powiększeniu” mówić.

Milcząca Konfederacja

Konfederacja, kolejny ogólnopolski komitet wyborczy, czyli startujący we wszystkich okręgach. Program wyborczy Konfederacji nosi tytuł „Konstytucja wolności”.

I o dziwo, nie ma tam ani słowa o Kościele, religii albo choćby o w o l n o ś c i wyznania lub bezwyznaniowości.

I to mnie zdumiewa, bo Konfederacja bez przerwy opowiada, jak to będzie oszczędzać pieniądze podatników, ratować przedsiębiorców, okrajać wydatki państwowe. Ale gdy chodzi o okrajanie wydatków państwowych na cele kościelne, to o tym nie wspomina. No, nie rozumiem, ale jak Wy rozumiecie, to napiszcie proszę i mi to wyjaśnijcie: [email protected].

Milczący Bezpartyjni Samorządowcy

I ostatni komitet ogólnopolski, czyli Bezpartyjni Samorządowcy, przedstawiają program w formie .pdf na swojej stronie bezpartyjnisamorządowcy.pl. I w nim również ani słowa o Kościele, ani słowa o religii, ani słowa o wolności wyznania, cisza.

W związku z tym w dzisiejszym „Powiększeniu” będziemy się skupiać głównie na tych komitetach wyborczych, które jednak coś o Kościele do powiedzenia mają. Będziemy się zastanawiać na ile ich propozycje są możliwe do zrealizowania, sensowne i czy przypadkiem nie są przykrywką do tego, żeby wszystko zostało po staremu. Zatem zabieramy się za czytanie, analizowanie i oczywiście krytykowanie. Zapraszam!

„Powiększenie” to podcast Agaty Kowalskiej, dziennikarki OKO.press. Dwa razy w tygodniu autorka zadaje doskonale przygotowane, precyzyjne pytania politykom, ekspertkom, a czasem uczestnikom wydarzeń. Postanowiliśmy publikować także zapis tekstowy podcastów, żeby podkreślić ich wartość, bo informują, objaśniają i skłaniają do myślenia. Liczymy także na to, że osoby, które wolą czytać niż słuchać, zachęcimy do zmiany tego nastawienia i sięgną po podcasty Kowalskiej. Czyta się je dobrze, ale słucha jeszcze lepiej.

Względna zgoda: zlikwidować Fundusz Kościelny

Agata Kowalska: A gościem Powiększenia jest profesor Paweł Borecki, specjalista od prawa wyznaniowego z Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim. Dzień dobry, panie profesorze!

Paweł Borecki: Dzień dobry, pani redaktor. Dzień dobry państwu.

Agata Kowalska: Proponuję żebyśmy zaczęli od zlikwidowania czegoś. Bo aż trzy komitety ogólnopolskie startujące w tych wyborach są za tym, żeby zlikwidować Fundusz Kościelny. Taka zgoda panuje między Koalicją Obywatelską, Nową Lewicą oraz Polską 2050. Tu od razu zastrzeżenie: Trzecia Droga tego postulatu nie ma, natomiast Polska 2050 jako osobna partia owszem, więc ją wymieniamy.

Pisaliśmy w OKO.press, że w 2019 r. Fundusz Kościelny wynosił 170 mln złotych, a trzy lata później już 200 mln. Te pieniądze idą głównie na składki społeczne duchownych. Czy pana zdaniem to, że likwidacja Funduszu Kościelnego jest tak chętnie wymieniana w programach wyborczych oznacza, że jest on największym problemem (albo najdroższym problemem) w stosunkach państwo – Kościół?

Paweł Borecki: Nie, nie sądzę. Fundusz Kościelny to jest pewnego rodzaju symbol. Symbol bezpośredniego finansowania duchowieństwa oraz instytucji wyznaniowych, wszystkich wyznań – nie tylko Kościoła katolickiego – ze środków publicznych, z budżetu państwa.

I muszę państwu powiedzieć, że przypuszczam, iż wcale nie Kościół katolicki jest największym zwolennikiem utrzymania funduszu kościelnego.

Ponieważ Kościół katolicki i jego duchowieństwo jest finansowane ze środków publicznych z różnorodnych źródeł.

Bardzo duża część osób duchownych Kościoła katolickiego to katecheci w przedszkolach i szkołach publicznych. Są też kapelani w instytucjach publicznych. Największymi zwolennikami utrzymania Funduszu Kościelnego są, to zabrzmi paradoksalnie, kościoły i inne związki wyznaniowe nierzymskokatolickie, na czele z Kościołem prawosławnym.

Agata Kowalska: Bo one nie mają dostępu do tych wszystkich pozostałych dóbr, albo rozdawnictwa ziemi...

Paweł Borecki: Mają, ale na mniejszą skalę. Mają duże koszta własne, bo przecież każdy kościół ma swoje kierownictwo. To towarzystwo trzeba utrzymać.

Polska 2050: odpis lub 0,5 proc. zamiast Funduszu

Agata Kowalskie: Trzy komitety wyborcze zgadzają się co do tego, że Fundusz Kościelny należy likwidować. Różnie odnoszą się natomiast do pytania: jeśli nie Fundusz, to co? Część milczy, np. KO nie wskazuje, czy coś zamiast funduszu powinno powstać; nie wspomina o tym na swojej liście „Stu konkretów”.

Polska 2050 z kolei proponowała dawniej, bo w 2021 roku, żeby zamiast Funduszu wprowadzić przekazywanie części podatku na rzecz wybranego kościoła. Na podobieństwo obecnego systemu 1,5 proc. na organizacje pożytku publicznego. Albo – wskazywała Polska 2050 – można by odpisywać sobie kwotę darowizny od podatku PIT lub CIT.

Tyle że my w OKO.press to liczyliśmy, powołując się zresztą na szacunki Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji z 2014 r., kiedy PO i PSL chciały wprowadzić 0,5 proc. dobrowolnego odpisu na związki wyznaniowe i kościoły. I wówczas z obliczeń wynikało, że gdyby 40 proc. podatników zdecydowało się na ten półprocentowy odpis, to kościoły dostałyby z budżetu państwa 150 mln złotych. Dzisiaj pewnie byłoby to ok. 200 mln zł. Czyli dokładnie tyle, ile z obecnego Funduszu.

Czy zatem nie jest tak, że likwidacja Funduszu Kościelnego jest udawaną reformą układów finansowych między państwem a kościołem, skoro taki odpis kosztowałby nas tyle samo?

Paweł Borecki: Po pierwsze, decydowaliby sami obywatele. I to wcale nie jest tak, że każdy katolik oddawałby np. 1,5 proc. na Kościół katolicki, każdy luteranin na kościół ewangelicko-augsburski, a każdy prawosławny na polski autokefaliczny kościół prawosławny. Wcale tak by nie było. Jak pokazuje doświadczenie włoskie, a także polskie doświadczenie na przykładzie organizacji pożytku publicznego –

ten system będzie prowadził do ożywienia rynku religijnego.

Kościoły, związki wyznaniowe, żeby zabiegać o wsparcie ze strony podatników, będą musiały się reklamować. Będą musiały walczyć o swoją wiarygodność, prezentować jak najlepiej w przestrzeni publicznej.

Ale co ze wspólnym dla wszystkich budżetem państwa?

Agata Kowalska: Ale, ale, ale, panie profesorze, to nie jest takie proste, bo jeśli rozwiązaniem, które by przyjęto po ewentualnej likwidacji funduszu kościelnego byłby ów półprocentowy podatek dla chętnych, to wtedy wszyscy ci, którzy nie chcą oddawać części podatku na kościoły, tracą. Bo część podatków obywateli wierzących nie trafia wtedy do wspólnego budżetu, tylko idzie na kościoły i związki wyznaniowe.

Innymi słowy, gdybyśmy chcieli to porównać do organizacji pożytku publicznego, to wtedy powinno być tak, że ów półprocentowy podatek jest możliwy również na organizacje działające na rzecz świeckości państwa! Albo na organizacje wspierające osoby bezwyznaniowe i ich prawa. Tak, żeby w sumie realizować konstytucyjną zasadę równości ze względu na wyznanie lub bezwyznaniowość

Paweł Borecki: Zgadzam się z panią, oczywiście.

Agata Kowalska: Ale o tym nikt nie mówi.

Paweł Borecki: Ale to trzeba byłoby po pierwsze zacząć od reformy rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych i rozszerzyć ten rejestr o tzw. organizacje światopoglądowe. Ja się za tym opowiadam jak najbardziej.

Konstytucja w art. 25 mówi o bezstronności światopoglądowej władz publicznych, więc dlaczego miałoby to nie nastąpić.

Po drugie, te organizacje laickie, np. Towarzystwo Humanistyczne, Towarzystwo na rzecz etyki świeckiej, loże wolnomularskie, musiałyby spełnić takie same warunki formalne, jak związki wyznaniowe. To znaczy: mieć pewien korpus spójnych przekonań światopoglądowych, musiałyby być władze, mieć swoje prawo wewnętrzne itd.

Dobrowolny dodatkowy podatek?

Agata Kowalska: To uprośćmy sobie! Bo to brzmi wszystko rzeczywiście, jak pułapka i komplikowanie. Jakiś czas temu Daniel Flis w OKO.press wskazywał na bardzo proste rozwiązanie, które pozwala ominąć te wszystkie kłopoty, tę niesprawiedliwość podatkowo-budżetową i te komplikacje z rejestrem kościołów i związków wyznaniowych.

Wszystkie te kłopoty można zmieść ze stołu, jeśli wprowadzić nie żaden odpis od podatku, nie żaden 1 proc. na kościoły, tylko po prostu dobrowolny, dodatkowy podatek na rzecz związków wyznaniowych i kościołów, który deklarowałoby się przy wypełnianiu PIT. Wtedy ci, którzy tego nie robią, nie traciliby ze wspólnej kasy. Co pan o tym myśli? Bo tego rozwiązania chyba nikt nie proponuje teraz w wyborach.

Paweł Borecki: To rozwiązanie w polskim prawie podatkowym już jest. Każdy podatnik może przekazać na rzecz kościołów i związków wyznaniowych na cele kultu religijnego, darowiznę i odliczyć ją od podatku.

Agata Kowalska: Nie, to nie jest to samo rozwiązanie, dlatego że to jest darowizna odliczana od podatku, czyli znowu ujmujemy ze wspólnej kasy. A ja mówię o rozwiązaniu podatkowym, które będzie kosztem indywidualnym, a nie odliczanym od tego, co jesteśmy państwu winni.

Paweł Borecki: Rozumiem, chce pani, żeby to się finansowało wyłącznie ze składek wiernych. To jest wzór amerykański, by Kościół finansował się z ofiarności wiernych. I dzięki temu miałby jeden bardzo ważny przymiot, a mianowicie byłby niezależny finansowo od władz państwowych.

Ja to mówiłem na konferencji kilka dni temu w siedzibie biskupów warszawskich, że jestem zwolennikiem modelu amerykańskiego. Gdyż on gwarantuje jedną rzecz: wolność Kościoła. A to jest wartość fundamentalna dla Kościoła.

Lewica: jawność finansów Kościoła

Agata Kowalska: Nie wiem czy jest ona fundamentalna dla Kościoła katolickiego we współczesnej Polsce, ale to już na osobną dyskusję. Przyjrzyjmy się kolejnym programom wyborczym i propozycjom.

Lewica ma dosyć rozbudowane pomysły i postuluje między innymi:

„Koniec oddawania ziemi Kościołowi, jawność jego przychodów i opodatkowanie jego działalności”.

Czy można to zrealizować pod obecną Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej i pod obecnym konkordatem?

Paweł Borecki: Za jawnością finansów Kościoła opowiadam się, jak najbardziej. To powinna być jawność przede wszystkim dla jego własnych wyznawców.

Agata Kowalska: Nie! Dla urzędów skarbowych!

Paweł Borecki: Jeżeli Kościół katolicki dostaje pieniądze od państwa lub jeżeli korzysta z ulg i zwolnień podatkowych, czyli jest dofinansowywany pośrednio ze środków publicznych, to ma obowiązek informować opinię publiczną, jakie to są kwoty, skąd one pochodzą. Obecny system opodatkowania Kościoła katolickiego w zakresie dochodów z niegospodarczej działalności statutowej jest kryminogenny.

To jest jedna, wielka, czarna dziura dla władz skarbowych.

Ja się zgadzam, jawność jak najbardziej. Natomiast jeżeli Kościół otrzymuje pieniądze od swoich wiernych, np. na tacę, czy w ramach chodzenia po tzw. kolędzie, to to jest moim zdaniem wewnętrzna sprawa kościoła.

Pytanie właśnie, jak to ująć, żeby nie naruszyć też ważnej konstytucyjnie zasady niezależności Kościoła od państwa. Oczywiście ta niezależność nie jest absolutna. Natomiast tu trzeba wyważyć.

Agata Kowalska: Ale zaraz, dlaczego naruszać niezależność Kościoła od państwa miałby fakt, że urząd skarbowy wie, ile ksiądz zebrał na tacę, ile mu zapłacono za pogrzeby, wesela itd.? Przecież to nie oznacza automatycznie opodatkowywania tych pieniędzy.

Paweł Borecki: Tak, to jest do dyskusji, ja się nie upieram.

Agata Kowalska: Chodzi mi o to, że opodatkowanie nie jest automatycznie rozumiane jako naruszanie niezależności.

Paweł Borecki: O, pani redaktor, przy pomocy podatków to można na bardzo wiele rzeczy wpływać. Przez podatki można wpływać na to, czy ludzie będą mieli dzieci, czy nie.

Agata Kowalska: Czyli sam pan potwierdził, można działać in plus, albo in minus, zależnie od tego, na czym nam zależy. Ale to nie jest tak, że dowolne opodatkowanie oznacza automatycznie naruszanie niezależności opodatkowywanego podmiotu.

Paweł Borecki: Zgoda, myślę, że informacja nam się należy.

A co na to konkordat?

Agata Kowalska: Ale czy ten pomysł jest zgodny z konkordatem i z Konstytucją?

Paweł Borecki: W konkordacie jest bardzo zbliżona zasada do tej z art. 25 konstytucji, czyli zasada niezależności i autonomii państwa i Kościoła. Ale to jest zasada ogólna, to jest deklaracja ideowo-polityczna. Natomiast diabeł tkwi w szczególe. A ten szczegół jest taki, że

konkordat w zasadzie nie reguluje kwestii finansowych i podatkowych instytucji kościelnych i duchowieństwa.

To znaczy reguluje w bardzo wąskim zakresie, przewidując dofinansowanie z budżetu państwa obecnego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Natomiast nie przewiduje szczegółowo zasad dofinansowania tych dwóch uczelni, czy to mają być dotacje na studenta, czy także na inwestycje budowlane.

W praktyce przyjęto rozwiązanie maksymalnie korzystne.

Druga rzecz, 15 kwietnia 1997 r. rząd Włodzimierza Cimoszewicza wydał tzw. Deklarację wyjaśniającą do konkordatu. Deklaracja została opracowana przy współudziale Episkopatu Polski, została przyjęta – i to jest w tytule tej deklaracji – w uzgodnieniu ze Stolicą Apostolską.

I w punkcie 6. tej Deklaracji jest mowa, że sprawy finansowe i podatkowe w istocie rzeczy należą do suwerennej kompetencji władz państwa polskiego.

A jedyne, co kompetentne organy państwa polskiego mają obowiązek uczynić zgodnie z art. 22 konkordatu, to zasięgnięcie opinii – ale nie zgody! – opinii strony kościelnej na posiedzeniu specjalnej komisji przewidzianej w art. 22 traktatu.

Ta komisja, i to jest ciekawe, nie została powołana od 25 lat!

Mimo że rządziły różne ekipy, od lewicy, poprzez AWS, aż do dziś.

Agata Kowalska: Ależ zgoda panowała w tej kwestii!

Paweł Borecki: Jaka by władza nie rządziła – nic.

KO: Zakaz finansowania interesów Kościoła

Agata Kowalska: Przejdźmy do kwestii finansowych. Koalicja Obywatelska, jeszcze raz przypomnę, przedstawiła tylko listę „Stu konkretów”, więc są to bardzo krótkie sformułowania, choć akurat ten, o który mi chodzi, brzmi dosyć skomplikowanie.

Oto Koalicja Obywatelska obiecuje: „Wprowadzimy zakaz finansowania z pieniędzy publicznych działalności gospodarczej diecezji, parafii, zakonów i innych elementów gospodarczych kościołów i związków wyznaniowych z wyłączeniem działalności służącej celom humanitarnym, charytatywno-opiekuńczym, naukowym i oświatowo-wychowawczym. Tacy biznesmeni, jak Tadeusz Rydzyk powinni sobie radzić bez pieniędzy pochodzących z podatków obywateli”.

Czy to jest obietnica, której realizacja tak naprawdę nic się nie zmieni?

Paweł Borecki: Ta obietnica wskazuje, że skończy się bezpośrednie dawanie pieniędzy, przywożenie książeczek czekowych do Torunia, czy do Krakowa, czy Bóg wie gdzie jeszcze.

Agata Kowalska: To proszę to wyjaśnić. Bo proponowany przez KO wyjątek od zakazu finansowania obejmuje m.in. działalność naukową i oświatowo-wychowawczą. Tadeusz Rydzyk powołał uczelnie, powoływał różnego rodzaju podmioty i inicjatywy związane z szeroko rozumianą oświatą, podpinał się również pod działalność opiekuńczą. On zawsze znajdował sobie miejsce i nie dało się znaleźć w tych umowach, w tych dokumentach naruszenia prawa. Więc dlaczego miałby nie obejść i tego zakazu?

Paweł Borecki: Po pierwsze, trzeba zwrócić uwagę w jakiej formie prawnej Tadeusz Rydzyk tę działalność prowadzi. Jeżeli to miałyby być na przykład fundacje kościelne w rozumieniu ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, to jest okej. Ale przecież fundacja Lux Veritatis to jest fundacja niekościelna, to jest fundacja Tadeusza Rydzyka, człowieka, osoby fizycznej.

Obecnie to wygląda tak, jakbym ja poszedł do sąsiada i dał mu 100 tys. zł, żeby prowadził prywatny biznes.

Proszę też pamiętać, że w art. 22 konkordatu jest mowa, że instytucje kościelne prowadzące działalność charytatywno-opiekuńczą, naukową, edukacyjną mają być traktowane na równi z instytucjami państwowymi, prowadzącymi tego rodzaju działalność, również w wymiarze prawno-finansowym.

Szkoła bez religii czy tylko bez ocen z religii?

Agata Kowalska: Ostatni kwestia na dziś – szkoła. O tym wspomina w swoich „Stu konkretach” KO, rozdział o tym ma również w swoim programie Lewica. Koalicja Obywatelska chce zlikwidować oceny z religii na świadectwie, by przestały wliczać się do średniej oraz ustawić godziny lekcyjne katechezy tak, żeby łatwo można było z niej zrezygnować, żeby nie było okienek w środku.

Natomiast Lewica chce skończyć z finansowaniem i organizowaniem lekcji religii w szkole i generalnie pozbyć się księży z instytucji oświatowych. Ten pierwszy pomysł jest ostrożny, więc możliwy do realizacji i teraz. Ale ten drugi, bez renegocjacji konkordatu i być może zmiany konstytucji, byłby do zrealizowania?

Paweł Borecki: Konkordat mówi wyraźnie: publiczne szkoły i przedszkola organizują w ramach programu zajęć szkolnych naukę religii zgodnie z wolą zainteresowanych. Tymi zainteresowanymi mogą być rodzice, mogą być również dzieci i młodzież. W rozporządzeniu wykonawczym, czy też w ustawie oświatowej prawo oświatowe z 2016 r. można na przykład, wzorując się na Niemczech, przewidzieć, że już 14-latek może samodzielnie decydować, czy chce chodzić na lekcje religii, etyki, czy nie chodzić w ogóle.

Nie można ot tak sobie wyprowadzić religii ze szkół.

Możliwość nauczania religii w szkole jest gwarantowana w art. 53, ust. 4 Konstytucji. Z tym, że każdy związek wyznaniowy ma prawo nauczać religii w szkole. Co to oznacza? Jeżeli w Polsce na przykład zostanie zarejestrowany Kościół scjentologiczny czy na przykład Kościół Szatana, to też będzie miał prawo nauczać religii w szkołach publicznych, o ile znajdą się chętni.

Lewica: renegocjować konkordat. Realne?

Agata Kowalska: Ale najpierw ministerstwo musiałoby taki związek wyznaniowy zarejestrować, a wiemy, że to się nie wydarzy. Czyli ten postulat Lewicy bez zmiany konstytucji i renegocjacji konkordatu jest po prostu nierealny. To już zupełnie na koniec, czy sam postulat renegocjacji konkordatu, o którym lewicowe partie co jakiś czas mówią, jest skomplikowany w realizacji? Czy to byłby długi proces? Czy znamy takie przypadki, kiedy konkordat był renegocjowany?

Paweł Borecki: Oczywiście. We Włoszech nowy konkordat w 1984 r. podpisał rząd socjalistyczny na czele z premierem Bettino Craxim, to był socjalista. Dyskusja zaczęła się mniej więcej w połowie lat 60. Proszę zwrócić uwagę, jak długo negocjowano, pracowano nad tym we Włoszech, a jak króciutko pracowano na konkordatem w Polsce.

Ja uważam, że przede wszystkim obecny konkordat, zgodnie z zasadą prawa naturalnego, że umów należy dotrzymywać, należy po pierwsze wykonać. Do końca wykonać. Po drugie, ten konkordat jest bardzo ogólny. To jest kiepski akt normatywny pod względem prawnym, nie reguluje szeregu kwestii.

Agata Kowalska: Ale zgodzi się pan, nawet jako prawnik, że konkordat jako akt prawny obrósł w znaczenia, w interpretacje, i to głównie prokościelne, i w związku z tym zapisy literalne są nie traktowane poważnie?

Paweł Borecki: Pani redaktor, muszę pani powiedzieć uczciwie, że jak władzy państwowej przepisy konkordatu nie odpowiadają, to je po prostu ordynarnie łamie.

Co dalej?

Agata Kowalska: Wiem, co powiecie! A nie mówiliśmy? Władza łamie przepisy, które sama wymyśla i podpisuje. To co dopiero programy wyborcze i obietnice w trakcie kampanii? To jest prawda. Prof. Paweł Borecki z Wydziału Prawa i Administracji UW słusznie zwrócił uwagę na ignorowanie konkordatu, kiedy jest to wygodne. Ale nie traćmy ducha!

Mimo wszystko proponuję wam lekturę programów wyborczych, sugerowanie, którymi częściami tych programów powinniśmy się zająć, czego w nich nie ma, co was wyjątkowo rozśmieszyło lub oburzyło. I jakie polityki publiczne chcielibyście poznać przez pryzmat programów wyborczych. Piszcie koniecznie, bo to był tylko pierwszy z serii odcinków „Powiększenia” poświęcony pomysłom partii politycznych na Polskę po wyborach. Czekam na wasze sugestie, [email protected]. I dziękuję za wysłuchanie tego odcinka.

Jeszcze bardziej dziękuję tym z was, którzy i które wysłali do mnie maile w sprawie uczestnictwa w wyborach. To jest w sprawie swoich kłopotów logistycznych, technicznych, związanych z np. dojazdem do lokalu wyborczego i głosowaniem za granicą. Piszecie też o wątpliwościach co do uczciwości liczenia głosów i o tym, czy was głos będzie miał jakiekolwiek znaczenie. Do przyszłego tygodnia czekam jeszcze na wasze wątpliwości, pytania, a może i rozwiązania! Może ktoś ma pomysł pomagający Polonii, wyjątkowo pokrzywdzonej w statniej nowelizacji kodeksu wyborczego? Piszczcie: [email protected].

Dziękuję za słuchanie, za wspieranie naszej redakcji i do usłyszenia, do następnego odcinka!

Na zdjęciu: Miejska inauguracja roku szkolnego połączona z otwarciem nowej hali sportowej przy Liceum Ogólnoksztacącym nr 30, Lublin, 04.09.2018 r.

;

Udostępnij:

Agata Kowalska

Autorka podcastów „Powiększenie”. W OKO.press od 2021 roku. Wcześniej przez 14 lat dziennikarka Radia TOK FM. Wielbicielka mikrofonu, czyli spotkań z ludźmi, sporów i dyskusji. W 2016 roku za swoją pracę uhonorowana nagrodą Amnesty International „Pióro Nadziei”.

Komentarze